Dodaj do ulubionych

ogromny dylemat! poradzcie...!!!

18.12.06, 08:14
witam! mam ogromny dylemat! chodzi oczywiscie o dobro mojego dziecka...
tylko najpierw musze troszkę wyjasnic sytuację...
tata mojego syna zostawil mnie jeszcze jak bylam w ciazy...nie mamy ze soba
dobrych relacji! gdy syn mial rok zalozyl sprawe o widzenia (tuz po tym jak
ja zalozylam sprawe o alimenty!!!) zostaly mu zasadzone 2 widzenia w miesiacu
po 2 godziny! Gdy syn jest chory, albo on nie moze zamienic sie w pracy
widzen nie ma...czyli moj syn widzi go kilkanascie razy w roku! Jest to dla
niego zupelnie obca osoba (tak mysle!) bo moj syn do roku wogole z nim nie
przebywal, nie zna zupelnie jego rodzicow czyli swoich dziadkow! Wlasciwie to
czesciej widuje naszych sasiadow niz ojca! ale jemu najwyrazniej to
odpowiada...bo nic nie robi, zeby to zmienic...nie wykazuje zadnego
zainteresowania synem...nic mu nigdy nie przynosi, tak jak wspomnialam te
widzenia to jedyny kontakt...tzn. nie dzwoni nie pyta o nic, gdy dziecko jest
chore zupelnie niczym sie nie interesuje...!
Niedlugo po tym ustaleniu widzen wpadl z panienka ktora znal miesiac i sie
ozenil...ma teraz drugie dziecko i zone...ja rowniez chcialabym zalozyc
rodzine...jestem zareczona! moj syn ma rewelacyjny kontakt z moim partnerem!
Mowi do niego tata! klei sie do niego, sam mu wchodzi na kolana i sie
przytula...widac ze mu brakuje ojca!
Z jednej strony chce zeby moj syn (obecnie 3 lata) mial kontakt z
biologicznym ojcem! ale skoro jemu najwyrazniej az tak nie zalezy....skoro
on moze miec rodzinę, dlaczego moj syn nie moglby wychowywac się w normalnym
domu, z mama, tata...po co w takim razie te widzenia???????
Czy to troche nie jest tak, że bedzie ta sytuacja mieszac dziecku w glowie!
Jest maly i nie jest w stanie zrozumiec calej tej sytuacji... z moim
narzeczonym maja kontakt wlasciwe od 10 miesiaca zycia mojego syna! Moj syn
traktuje go naprawde jak swojego tate! zawsze gdy jest mowa o tacie on niegdy
nie mysli o tym biologicznym tylko o moim narzeczonym! O biologicznym nigdy
nic nie mowi, o nic nie pyta, nie rozmawiam z nim o tym...bo skoro nie
pyta...sama wlasciwie nie wiem co mu mowic...ojciec biologiczny tez nie
rozmawia z nim na ten temat...nic mu nie mowi, nie tlumaczy...tylko ukladaja
klocki przez 2 godziny albo jezdza samochodami...i tyle a potem wychodzi...i
tak co dwa tygodnie. Moje dziecko nawet nie wie jak ma na imie ten jego
biologiczny ojciec, bo skoro on mu nic nie mowi to ja tez nie bede...!
Czy w tej sytuacji nie byloby lepiej dla mojego dziecka, aby nie mial z nim
kontaktow! aby pozwolic mu zyc w normalnej rodzinie, a gdy dorosnie zeby sam
wybral czy chce miec kontakt z biologicznym...?!?!

Prosze napiszcie cokolwiek! Jak uwazacie?
Jesli chcecie cos wiedziec pytajcie...!!!
czekam na odpowiedzi!
Obserwuj wątek
    • anetina Re: ogromny dylemat! poradzcie...!!! 18.12.06, 08:24
      rozumiem, że ojciec bilogiczny ma prawa do dziecka
      dziecko nazwisko ojca tez ma ?

      w przypadku twojego ślubu, twój partner może przysposobić syna
      pod warunkiem, że eks nie ma praw albo się ich zrzeknie

      od ciebie zależy, co zrobicie
      ale wygląda na to, ze po stwierdzeniu, ze eks nie musiałby płacić alimentów,
      zrzeknie się praw
      i twój partner mógłby zostać tata i w dokumentach

      ale ogólnie stwierdzę jedno, że jesli tata bio0logiczny jest kontaktowny, nie
      robi problemów, pomaga w wychowaniu dziecka, to nic nie stoi na przeszkodzie,
      aby dziecko miało dwie osoby, do których mówi tata





      u mnie jest sprawa na tyle prosta, ze eks się z nami nie kontaktuje
      nie ma praw
      dziecko ma moje nazwisko

      po slubie M. chce w pełni przysposic Małego
      Mały będzie wtedy w dokumentach synem M.

      Mały wie, ze gdzieś tam ma tatę
      ale na pytanie, jakl tata ma naimię, odpowiada zawsze M.

      do M. zwraca sie po imieniu
      ale jak ktos mu każe iśc do taty, idzie prosto do M.\
      • samamama8 Re: ogromny dylemat! poradzcie...!!! 18.12.06, 08:34
        tata biologiczny nie jest kontaktowy...od kiedy mnie zostawil nigdy nie
        rozmawialismy (jedynie klocilismy!!!) syn ma jego nazwisko! wydaje mi sie ze
        raczej nie zrzeknie sie widzen i praw! chyba, ze ja zrzeklabym sie alimentow!
        Mysle, za pod tym warunkiem moze by sie zgodzil...tylko, ze nie rozmawialam z
        nim o tym! nie wiem jak...i nie chce mi sie, bo pewnie znow zakonczy sie
        klotnia...i wyzywaniem mnie !!! a naprawde mam juz tego dosc!!!

        zgadzam sie , moglby miec 2 ojców...ale gdybym naprawde widziala ze jemu
        zalezy, a nie ze jezdzi na te widzenia....nie wiem, chyba teraz to dlatego, że
        musi! zeby uspokoic sumienie! zeby w oczach sasiadow dobrze wygladac! (jestesmy
        z tej samej miejscowosci!!! wiec sasiedzi wszystko wiedza!!!)...nie wiem czy to
        ma jakis sens...dziecko przeciez predzej czy pozniej bedzie czulo jak jest...i
        co mu wtedy powiem, ze tata w domu poswieca Ci duzo uwagi, bawi sie z Toba
        itp.itd. a ten drugi niby tez tata to tylko tak troche ....?!?!
        • anetina Re: ogromny dylemat! poradzcie...!!! 18.12.06, 08:43
          więc póki co nie myśl o tym

          dziecko ma w tym momencie dwóch ojców

          tylko ja też jestem zdania, że dziecko póki związek nie jest zalegalizowany
          (mimo że to równiez nie jest gwarancją) nie powinno zweracac się do towjego
          partnera tata

          ja nie pozwalam
          co prawda wychodząc nikomu nie tłumaczę, ze to nie jest tata
          na angielskim wiedza, ze Mały przychodzi z tatą
          w przedszkolu, że to mój partner
          chociaz wyrywa się im słowo tata


          Mały nie mówi na codzień tata
          on tylko na stwierdzenie, jak tata ma imię, odpowiada M.

    • pelagaa Re: ogromny dylemat! poradzcie...!!! 18.12.06, 08:31
      A jesli rozstaniesz sie z nowym partnerem to co? Poszukasz nowego tatusia dla
      dziecka? I tak w nieskonczonosc? Juz kazda z nas przekonala sie, ze zwiazki nie
      sa trwale i nic nie zapewnia 100% trwalosci, a slub najmniej.
      Czy jestes pewna, ze jesli Tobie sie cos stanie Twoj nowy partner, zamiast
      ukladac sobie nowe zycie z nowa kobieta bedzie wychowywal Twoje dziecko?
      No nie wiem. Ja mam stosunek sceptyczny. Przeszlosci nie da sie wymazac gumka
      myszka, ona istnieje, bez wzgledu na ilosc popelnionych bledow.
      Jesli ojciec chce sie widywac z dzieckiem i widuje sie REGULARNIE, to ja nie
      widze powodu, aby mu tego zabraniac i nie dostrzegam tu walki o dobro dziecka.
      • anetina Re: ogromny dylemat! poradzcie...!!! 18.12.06, 08:39
        masz rację Pelaga

        w swoim przypadku rozmawiałam dużo na temat tej adopcji
        to M. wyszedł z załozenia, że chciałby być tatą i w dokumenatch

        rozmawialiśmy tez na temat ewentualnego rozstania itp.
        i ... po prostu każde z nas ma taki charakter, że wiemy, ze razem będziemy
        obojetnie co by się działo

        a eks ... nie istnieje dla dziecka
        i szczerze to mam nadzieje, ze nie pojawi się w naszym życiu

        to byłą moja wielka pomyłka zyciowa, zadawać się z tym chłopakiem
        ale jak on stwierdził, dostałam to, co chciałam (synka) i jak chcę, on znika z
        życia
        w przypadku M., wiem, że tu nie ma mowy o pomyłce
        to jest to

        a poza tym Mały jest jeszcze mały
        co innego, jakby juz był starszy
        sam byłby w stanie świadomie nam stwierdzić, co by chciał
      • samamama8 Re: ogromny dylemat! poradzcie...!!! 18.12.06, 08:43
        wiem o tym, tez o tym myslalam, juz raz przekonalam się, ze nigdy nie mozna byc
        pewnym na 100 procent niczego! dlatego nie chce zabierac ojcu biologicznemu
        praw a mojemu partnerowi je dawac! Bo moj syn ma ojca...jaki by nie byl to
        ojciec! Tylko chodzi mi o to czy w sytuacji kiedy moje dziecko moze miec
        normalny dom, normalna rodzine...po co mu jeszcze takie mieszanie ze chodzi z
        drugim sie pobawic!!!

        Czy wedlug Was gdyby ten biologiczny mial odrobinę honoru, pozwolilby mojemu
        dziecku normalnie zyc i funkcjonowac w spoleczenstwie tzn. miec swoja rodzine (
        tak jak i on mogl zalozyc!)
        Nie chce go pozbawiac praw! Tylko uwazam ze teraz te widzenia mieszaja w glowie
        mojemu dziecku! chce tylko, zeby mial normalna rodzine i normalny
        dom...niedlugo idzie do przedszkola....
        i jak pani kaze im namalowac mame i tate...to co ...on ma malowac dwóch?

        rozumiem, gdyby moj eks byl z nami przynajmniej przez jakis czas i rozstalismy
        sie jak juz maly byl...to troszke inna sytuacja, bo wtedy dziecko ma kontakt z
        ojcem biologicznym...nawet jesli przez krotki tylko okres, ale jest przy nim na
        co dzien... a moj syn nigdy tego nie mial!
        To zupelnie obca osoba dla mojego syna! moje dziecko nie slyszalo jego glosu
        gdy bylo w moim brzuchu..ten czlowiek nigdy w zyciu go nie przewijal, nie
        karmil...nigdy nie budzil sie przy nim i nie zasypial z nim...pojawil sie nagle
        po 1 urodzinach...uklada klocki przez dwie godziny a potem wychodzi...i maly o
        nic nie pyta, jak idziemy na widzenie to maly nie leci do niego tylko do
        zabawek!!! wiec po co to wszystko??????
        • anetina Re: ogromny dylemat! poradzcie...!!! 18.12.06, 08:47
          a wyobraź sobie sytuację z drugiej strony

          po iluś tam latach robisz spotkanie
          i co?
          mówisz dziecku, ze do tego pana ma mówić tata?

          nie
          póki się spotykają, niech się spotykaja
          nawet takie spotkania sa dla dziecka
          nie sa złe
          nie mieszają dziecku

          dziecko po pewnym czasie samo poukłąda wszystko w swojej główce


          teraz nie ma praktycznie żadnych
        • pelagaa Re: ogromny dylemat! poradzcie...!!! 18.12.06, 09:03
          > dlatego nie chce zabierac ojcu biologicznemu
          > praw a mojemu partnerowi je dawac! Bo moj syn ma ojca...jaki by nie byl to
          > ojciec! Tylko chodzi mi o to czy w sytuacji kiedy moje dziecko moze miec
          > normalny dom, normalna rodzine...po co mu jeszcze takie mieszanie ze chodzi z
          > drugim sie pobawic!!!

          Czyli niech ojciec teraz zniknie, ale jakbys tak przypadkiem kopnela w
          kalendarz to na wszelki wypadek niech bedzie, ze jest ojcem, bo KTOS musi zajac
          sie dzieckiem i na pewno nie bedzie to obcy czlowiek, do ktorego mowi "tato"?
          Dla mnie totalny brak konsekwencji.

          Ja nie uznaje rozwiazan polowicznych. Albo jest ojcem i sie widuje, albo ojcem
          jest Twoj partner, przysposabia dziecko i dziecko ma opiekuna na CALE zycie, a
          nie chwilowo, bo teraz jest dobrze, ale nie wiadomo co bedzie kiedys.

          > Czy wedlug Was gdyby ten biologiczny mial odrobinę honoru, pozwolilby mojemu
          > dziecku normalnie zyc i funkcjonowac w spoleczenstwie tzn. miec swoja
          > rodzine

          Chyba myslisz pojecie honoru. Gdyby mial honor, to nie pozwolilby na
          zastepowanie siebie obcym facetem.

          > Tylko uwazam ze teraz te widzenia mieszaja w glowie
          > mojemu dziecku!

          Nie sadze, ale przeciez Ty juz podjelas decyzje. Czego tu szukasz poparcia, ze
          dobrze postepujesz? Ode mnie go nie dostaniesz.


          > chce tylko, zeby mial normalna rodzine i normalny
          > dom...niedlugo idzie do przedszkola....

          Rodzina rekonstruowana nie jest "normalna", jak juz pisalam za bledy trzeba
          poniesc kare, nie da sie przszlosci wymazac gumka myszka. Kogo Ty chcesz
          oszukac? Wlasne dziecko stwarzajac mu pseudo_normalnosci? Siebie?
          Przedszkolanki? Zastanow sie nad soba.

          > i jak pani kaze im namalowac mame i tate...to co ...on ma malowac dwóch?

          A przez kogo dziecko ma taka sieczke w glowie? Przez ojca? Nie sadze, raczej to
          Ty dopuscilas do posiadania dwoj tatusiow i namieszalas dziecku w glowie. Ja
          nie twierdze, ze ojciec Twojego dziecka jest wzorem ojca, ale nie popieram
          takich dzialan, jakie prezentujesz. Bedziesz zadowolona, jesli Twoje dziecko
          rysujac rodzine pominelo ojca?????

          > moje dziecko nie slyszalo jego glosu
          > gdy bylo w moim brzuchu..ten czlowiek nigdy w zyciu go nie przewijal, nie
          > karmil...nigdy nie budzil sie przy nim i nie zasypial z nim...pojawil sie
          > nagle

          To zupelnie tak samo jak Twoj partner, pojawil sie nagle, kiedy dziecko bylo
          juz na swiecie.

          > wiec po co to wszystko??????

          Bo taka jest PRAWDA i RZECZYWISTOSC.

          Ja uwazam, ze albo przysposobienie przez nowego partnera i jasnosc w temacie,
          kto jest ojcem, albo pelnia praw dla ojca, alimenty i mozliwosc spotkan z synem.
          • samamama8 Re: ogromny dylemat! poradzcie...!!! 18.12.06, 09:26
            wlasnie po to napisalam bo nie wiem co byloby najlepsze w tej sytuacji...gdybym
            wiedziala na 100 % co byloby dobre dla mojego dziecka nie pisalam bym tutaj!
            myslalam o wielu rozwiazaniach i zadne nie jest w 100 % dobre! dlatego chcialam
            abyscie wypowidzieli sie na ten temat! ja pewnie nie potrafie obiektywnie
            ocenic sytuacji!!!
            Tylko tak cholernie wsciekla jestem po kolejnym widzeniu kiedy on zupelnie w
            zaden sposob nie wykazuje zainteresowania mojemu dziecku...kiedy w zaden sposob
            nie probuje wyjasnic tej sytuacji, porozmawiac, kiedy widze, ze jego to
            wszystko wali...i kiedy widze, jak kocha go zupelnie obca osoba??!?! ile
            milosci mu daje...a tu ....!!!! szlag mnie trafia na mysl, ze obca osoba
            bardziej kocha moje dziecko niz jego biologiczny ojciec! a jeszcze wiekszy
            szlag mnie trafia gdy pomysle, ze kiedys moje dziecko zrozumie...zobaczy,
            przekona się, ze jego prawdziwy ojciec sie nim nie interesuje...i wiem, ze
            bedzie bolało...!!! szlag mnie trafia, ze nic nie moge zrobic ...

            a co do tej mojej winy, mam cale zycie byc sama...?!?!czy to byloby lepsze dla
            mojego dziecka? stara zgryzliwa panna, nadopiekuncza matka, ktora nikogo nie ma
            poza synem???
            • pelagaa Re: ogromny dylemat! poradzcie...!!! 18.12.06, 09:50
              > a co do tej mojej winy, mam cale zycie byc sama...?!?!

              Dziewczyno, mylisz pojecia. Nowy partner nie oznacza automatycznie zastepstwa
              ojca, szczegolnie jesli ojciec sie z dzieckiem kontaktuje.
              Najpierw naucz sie oddzielac swoj interes, od dobra dziecka.
                • anetina Re: ogromny dylemat! poradzcie...!!! 18.12.06, 10:04
                  jeśli ojciec jest w porządku i chce widywać dziecko, nie możesz mu zakazać
                  dziecko zrozumie, ze ma ojca i ojczyma, nawet jak będzie mówiło do nich dwóch
                  tato

                  nam chodzi o to, ze jeśli jest kontakt, nie trać go
                  dziecko będzie ci wdzieczne za to, ze samo mogło póxniej podjąć decyzję

                  u mnie jest trochę inaczej
                  eks nie zna dziecka
                  dziecko nie zna "ojca"
                  ja nie pzowolę więc, aby po prawie 4 latach nie widzenia go, odezwał sie

                  ale jeśli chodzi o ciebie, mimo wszystko bym próbowała utrzymac kontakty ojca z
                  synem
                  • samamama8 Re: ogromny dylemat! poradzcie...!!! 18.12.06, 10:12
                    dobrze, skoro tak bedzie lepiej...to oczywiscie tak bedzie...tylko ja juz
                    czasem nie mam sił do tego czlowieka...i jak dlugo tak jeszcze bedzie trwala
                    taka atmosfera...moje dziecko powoli zaczyna rozumiec cos nie cos...
                    ostatnio jak ojciec wyszedl na chwilke...z pokoju moje dziecko zapytalo mnie
                    czy ja jestem na niego obrazona!!! dlaczego? bo widzenie polega na tym ze my
                    przychodzimy, on przyjezdza do RODOKU rozbieram dziecko z kurtki i oni sie
                    bawia na podlodze, a ja siedze jak idiotka i nic sie nie odzywam (no chyba ze
                    mnie dziecko o cos zapyta) ! ten idiota udaje ze mnie nie ma...nie mowimy sobie
                    ani czesc ani dzien dobry ...nic ...jakbysmy sie nie widzieli....
                    Jak na ktoryms widzeniu syn podszedl i wzielam go na kolana...on do mnie
                    wyskoczyl z pyskiem zebym go zostawila, ze teraz sa jego 2 godziny i ze on moze
                    robic z moim synem co sie mu podoba a ja nie mam prawa sie nim zajmowac i mu
                    utrudniac kontakt w ten sposob, i ze ma adwokatow...itp.
                    wiec sie nie odzywam wogole...staram sie byc jak najbradziej z boku....i syn
                    chyba to zaczyna zauwazac !!!
                    a jak sie kiedys poklocilismy w rodoku przyszla ta babka i powiedziala, ze jak
                    chcemy rozmawiac to nie przy dziecku i zebysmy wyszli...to on powiedzial, ze
                    nie ma mi nic do powiedzenia....
                    WIĘC O CZYM JA MAM Z NIM ROZMAWIAC!!!
                      • anetina Re: ogromny dylemat! poradzcie...!!! 18.12.06, 10:31
                        to jest rozumiem, ze 3 latek
                        więc jeśli widują się u ciebie w domu, zostaw ich na godzinę
                        możesz zagladac, co robią, ale nie siedź z nimi
                        tak zeby cię nie widzieli

                        jak masz większe zaufanie, to może eks weźmie dziecko na spacer
                        do jakiegoś miejsce, gdzie moze się z nim pobawić typu figloraj albo kino dla
                        dziecka
                        • samamama8 Re: ogromny dylemat! poradzcie...!!! 18.12.06, 10:38
                          no wlasnie nie mam zaufania zadnego!!! jak synek mial rok to on powiedzial
                          kiedys cos takiego przy mnie " wspolczuje Ci ze masz taka glupia mame!" " oj,
                          biedna dziecino jestes...itp.itd"...to nawet nie kwestia zaufania...tylko ten
                          czlowiek nie umialby sie nim zajac...nawet jak sie mu chce siku to on go nie
                          umie wysadzic! nigdy tego nie robil!
                      • samamama8 Re: ogromny dylemat! poradzcie...!!! 18.12.06, 10:35
                        widujemy sie w RODOKu to taki pokoj w sadzie z zabawkami...specjalnie na takie
                        widzenia przygotowany!!!wiem, ze to dziwnie ale co mialam zrobic dac obcemu
                        facetowi dziecko 10 miesieczne do domu!!!!!!!! sad tak zadecydowal bo moj syn
                        byl za maly zeby go dawac mu do domu!!!i do tej pory nic sie nie zmienilo....
                        • anetina Re: ogromny dylemat! poradzcie...!!! 18.12.06, 10:46
                          nie wiem, czemu sobie skojarzyłam, że masz starsze dziecko

                          czyli ciągle dziecko się widuje z ojcem w RODK
                          w tym przypadku może rzeczywiście nie warto ciągnąć tego dalej

                          sorry za określenie, ale to jest jakaś chora sytuacja
                          dziecku ojciec się kojarzy z sądem, ze słowem RODK


                          długo tak ma być według sądu ?
                          • samamama8 Re: ogromny dylemat! poradzcie...!!! 19.12.06, 07:47
                            dziecko ma w tej chwili 3 lata, a sytuacja zaczela sie gdy mialo 10
                            miesiecy...jak dlugo to ma trwac? sad ustalil to tymczasowo, ale jesli nikt nie
                            bedzie chcial tego zmieniac...to nie wiem wlasnie...zawsze tak bedzie???

                            ta chora sytuacja tez mnie zastanawia, przerazilam sie kiedys gdy przechodzac
                            niedawno z synem obok sadu...on powiedzial, ze tam mieszka jego tata! Mowila
                            mu, ze on mieszka gdzie indziej a tam tylko przyjezdza, zeby sie z nim
                            pobawic...ale on i tak swoje (trwalo to chyba ze dwa tygodnie, zanim dal sie
                            przekonac, ze tam nie mieszka!!!)

                            Nie chce zeby tak bylo!
                            Ale jak mam rozmawiac i tlumaczyc 3-letniemu dziecku!
                            ok, z ojcem moze porozmawiam...musze to sobie wszystko poukladac jeszcze...ale
                            pogadam
                            a co z synem? lepiej nic nie mowic na razie dopoki nie zacznie sam pytac???
                            • anetina Re: ogromny dylemat! poradzcie...!!! 19.12.06, 08:47
                              dlatego własnie napisałam, że dla mnie taka sytuacja jest chora

                              chociaż rozumiem, że nie ma wyjścia
                              ja bym tez nie chciała, aby dziecko widywało się u nas w domu z "ojcem"
                              ani tym bardziej z nim wychodziło

                              nie wiem, co ci poradzic
                        • kai_30 Re: ogromny dylemat! poradzcie...!!! 18.12.06, 16:35
                          Chcesz powiedzieć, że od dwóch lat ciągasz dziecko do RODKu??

                          Przepraszam, jeśli to zabrzmi brutalnie, ale dla mnie to chore. Rozumiem jakiś
                          okres takich "widzeń" na początku, ale na stałe? Rzeczywiście, nie ma co marzyć
                          o tym, że dziecko sobie to wszystko poukłada jakoś.

                          A "poukładanie" jest możliwe. Tak się boisz, jak dziecko sobie poradzi przy np
                          rysowaniu rodziny w przedszkolu? Mogę Ci powiedzieć, jak sobie poradził mój syn,
                          wtedy pięcioletni. Pani psycholog poprosiła go o to, żeby narysował swoją
                          rodzinę pod postacią zwierząt. Narysował na środku kartki mnie, siebie i swojego
                          młodszego brata, obok dorysował naszego kota, a swojego tatę narysował jako rybę
                          - w górnym rogu kartki, wyraźnie mniejszego od innych "zwierząt". Poproszony o
                          uzasadnienie, wyjaśnił, że tata jest daleko, i rzadko go widzi, żyje w trochę
                          innym świecie - jak ryba w oceanie. (Mój eks kontaktuje się z dziećmi średnio
                          raz do roku.)

                          Mojego partnera nie narysował wcale, mimo że z nami mieszka - i słusznie! On nie
                          jest naszą rodziną! Nie jest ich tatą! Moje dzieci mają ojca, choć widzą go tak
                          samo często jak ryby pod powierzchnią wody wink

                          Ogólny wniosek pani psycholog był taki, że dziecko bardzo ładnie poukładało
                          sobie w głowie cały ten "tatusiowy" galimatias. U Ciebie gorzej - Ty nawet nie
                          usiłujesz z małym o to rozmawiać. Złość na eksa przysłania Ci dobro dziecka.
                          • anetina Re: ogromny dylemat! poradzcie...!!! 19.12.06, 08:52
                            Kai ma rację

                            ja mam w domu 3 latka
                            rozmawiamy czesto o tacie

                            w wieku 1,5 roku pierwszy raz zdziwiło go słowo tata dziecka w piaskownicy
                            zaczął się pytac
                            powiedziałam, że jest daleko, ze z nami nie mieszka

                            później zaczął tak mówić do dziadka
                            więc ja w obecności Małego mówiłam dziadek do swego taty

                            w wieku 2 lat mówił, że ma tatę daleko i tyle
                            mając 2,5 roku zaczął się pytać, czy M. może byc jego tatą
                            rozmawialiśmy w trójkę
                            Mały stwierdził, ze chce, żeby M. był tatą
                            ale ja go ciągle poprawiałam, że ma mówić po imieniu do M.

                            i tak zostało
                            Mały ma swój poukładany świat
                            ma mamę i jej rodzinę
                            ma M. i jego rodzinę
                            tata M. poprosił, aby Mały mówił na niego dziadek
                            więc czasami Mały mówi dziadek, a czasami tata M.


                            u ciebie tego nie ma
                            jest tata w domu
                            i jakiś tata w sądzie

                            3 latek dużo rozumie
                            usiądź z nim i porozmawiajcie spokojnie
                            a najlepiej porozmawiaj z eksem
                            • samamama8 Re: ogromny dylemat! poradzcie...!!! 19.12.06, 08:59
                              dobrze, ale skoro mój trzylatek nie pyta...!!!może lepiej poczekac, aż sam do
                              wszystkiego dojdzie...aż zacznie go to zastanawiac i wtedy o cos zapyta...i
                              wtedy powiedziec, ...tylko co...?!?!

                              do tej pory wszyscy mówili, zeby nic nie mówic bo za mały, zeby poczekac, aż
                              zacznie pytac...ale on nic nie mówi...

                              o babci, dziadku, cioci, wujku mówi bez przerwy...pyta kiedy pojedziemy do nich
                              itd. a co do ojca...nigdy w życiu nie powiedział cos w stylu...kiedy pojdziemy
                              do taty! idziemy...on wie gdzie, wychodzimy...i nic !!! on nic nie mowi juz
                              pozniej o tych widzenia, nic nie opowiada w domu...o nic nie pyta, nie wspomina
                              nigdy nic....!
                              Więc co mam mówic.... moze jest jeszcze za mały?
                              • anetina Re: ogromny dylemat! poradzcie...!!! 19.12.06, 09:10
                                są książeczki o rozwodach dla dzieci
                                poszukaj
                                albo wymysl mu sama takie opowiadanie

                                albo pobawcie się misiami

                                ja długo unkałam książek o pełnych rodzinach
                                sytuacji takich

                                az Mały sam zaczął się pytac
                                rozmawiać
                                mówić o tacie
                                • samamama8 Re: ogromny dylemat! poradzcie...!!! 19.12.06, 09:22
                                  rozwodach? kiedy ja nie jestem po rozwodzie...jego tatus zostawil mnie jak sie
                                  dowiedzial, ze jestem w ciazy, bo jak mowil nie chcial jeszcze dziecka!!!
                                  Mam powiedziec malemu, ze tata go nie chcial, ze nie byl gotowy i ze mnie
                                  zostawil jak jeszcze byl w brzuchu...bezsensu!!!!

                                  nie jestem w stanie powiedziec dziecku nic dobrego o ojcu!!! zlego tez nie bede
                                  mowic!!!
                                  wiec mam sobie zmyslac?!?! klamac?!?!
                              • oskar131 Re: ogromny dylemat! poradzcie...!!! 20.12.06, 10:41
                                Przez ponad cztery lata moja ex kazała dziecku na swojego fagasa/kolejnego/
                                mówić "tatuś" równocześnie izolując dziecko ode mnie.
                                Później,jak w końcu udało mi się sprawić aby w końcu dziecko wiedziało kto jest
                                jego prawdziwym ojcem,mówiła dziecku,że ma dwóch tatusiów.
                                Teraz fagas/"tatuś"/uciekł od niej,ja mam dzieci przy sobie,a dziecko ma
                                pretensje do matki,że usiłowała mu odebrać ojca i okłamywała je.
                                A odnośnie tego,co piszesz o swoim mężu,to ja tam wolał bym posłuchać też i jego
                                wersji bo to co piszesz o nim jest tak pełne negatywów/samych/że wydaje się
                                conajmniej wyolbrzymione.
        • mrs_ka Re: ogromny dylemat! poradzcie...!!! 18.12.06, 09:22
          Myślę, że to nie jest sprawa honoru Twojego eksa, ale jakiegoś pomieszania
          pojęć, nazw i porządków. Wychodzi na to, że nie chcesz -jak to ujęłaś- "widzeń",
          bo zaburzają rytm zycia Twojej rodziny i mieszają dziecku w głowie (ale z
          drugiej strony nie porozmawiasz o tym z dzieckiem "bo nie!").

          Uważam, że powinnaś pomyśleć. Dokładnie tak.
          Przenalizować sytuację od różnych stron i od jej początku. Jak na razie to widzę
          w tym wszystkim myślowy chaos i stawianie na równi kwestii, które mają zupełnie
          inny ciężar gatunkowy: z jednej strony pomysł na ucięcie kontaktów z ojcem, z
          drugiej pomysł na tworzenie "normalnej" rodziny, której normalność w takim razie
          przejawia się chyba głównie w zewnętrzu, bo jedyny jej aspekt, jaki dostrzegasz,
          to problem z posiadaniem "dwóch tatusiów".

          Pierwsze primo: przestań o tym myśleć w kategoriach widzeń
          drugie primo: w tej grze stawką jest Twoje dziecko, a nie Wasze (dorosłych)
          honory, humory i upory. Dlatego skoro ojciec nie rozmawia z dzieckiem-
          porozmawiaj Ty. To żaden dyshonor. Dziecko ma prawo wiedzieć, co jest grane, a
          nie bezmyslnie uczestniczyć w jakiejś kołomyi, którą stworzył mu tatuś i mamusia.
          Trzecie primo: pogadaj z Eksem o backgroundzie: jak on widzi to wszystko? Jak
          widzi kontakty między przyrodnim rodzeństwem? Co z dziadkami? Jak widzi swoje
          kontakty z dzieckiem: może już najwyższy czas na wizyty w domu taty, wyjazdy do
          "drugich" dziadków, wspólne wyprawy gdzieś tam?

          Zauwaz, że w pełnych rodzinach na ogół matki pracują nad kontaktem ojciec-
          dziecko, bo męzczyźni nie odczuwają szczególnej więzi z noworodkiem. W rodzinach
          rozbitych czujemy sie automatycznie zwolnione z tego obowiązku- czy słusznie? W
          końcu to nie o nasze dobro chodzi, ale o dobro dziecka. POdchodząc do sprawy
          wyłącznie ambicjonalnie ("jak nie to nie") nie tyle karzemy eksa, co krzywdzimy
          własne dziecko. Dziecku potrzebna jest więź z drugim rodzicem i uwazam, że warto
          pomóc tej więzi się wytworzyć. Jasne, że są mężczyźni, którzy tego nie docenią i
          nie mają ochoty na kontakt- ale szansę należy dać IMHO każdemu, bo jest to nasz
          obowiązek wobec własnego dziecka.
          Dziewczyno, Bozia nam po to dała język, abyśmy z niego korzystali, a nie
          zacinali się w zawziętości. Skoro eks jest durniem- Ty bądź mądra i przynajmniej
          spróbuj komunikacji. W razie czego będziesz mieć spokojne sumienie, bo dalaś mu
          szansę.
          To, że Twojego eksa nie było przy Tobie w ciągu ciąży ma może znaczenie dla
          Ciebie, ale nie dla tej sytuacji. Naucz się odróżniać własne problemy, żale i
          zaszłości od aktualnego interesu Twojego dziecka. Jest wielu mężczyzn
          sukinsynów, którzy ojcami są wspaniałymi. I wielu świetnych męzów, którzy dzieci
          nie chcą, nie potrzebują i nie lubią.
          Żony marynarzy tez spędzają okresy ciązy samotnie i nie ma to potem znaczenia
          dla więzi w ich rodzinach, więc przestań myśleć kliszą "skoro mnie zostawiłeś w
          ciązy to kij ci w oko, nie zasłużyłeś na dziecko".
          Przemyśl to wszystko porządnie.
          Jestem za naprawą i uzdrowieniem tej sytuacji, a nie na chaotycznych ruchach
          oczyszczania przestrzeni dla "nowego tatusia".
          Dodam na koniec, że dla dziecka najmniejszym problemem jest istnienie dwóch
          mężczyzn, którzy je kochają (ojca i ojczyma). Nie jest to również problem ani
          interes przedszkolanek.
          Wszystko nalezy umieć zobaczyć we właściwych proporcjach, czego Ci życzę


          a.
          • samamama8 Re: ogromny dylemat! poradzcie...!!! 18.12.06, 09:35
            ok ok ok!!!
            naprawde chodzi mi o dobro mojego dziecka...nie chce sie mscic czy utrudniac
            cos specjalnie mojemu bylemu kosztem dziecka...bo niby po co? jestem
            szczesliwa! a przede wszystkim bardziej kocham swoje dziecko niz jego
            nielubie...!!!
            Nie chce zeby maly kiedys mi cos wypomnial ze przeze mnie stracil kontakt z
            ojcem...chce zeby moje dziecko bylo szczesliwe!
            a co do tej rozmowy z bylym...skoro on nie wykazuje zadnej checi jakiejkolwiek
            rozmowy ze mna...to sorry ja pierwsza nie pojde i nie zapytam : "moze chcialbys
            go wziac do siebie do domu?" sorry ale nie bede zebrac, prosic czy pytac o
            zainteresowanie sie moim dzieckiem...skoro on nie wykazuje takiej checi!!!!
            • mrs_ka Re: ogromny dylemat! poradzcie...!!! 18.12.06, 09:43
              "a co do tej rozmowy z bylym...skoro on nie wykazuje zadnej checi jakiejkolwiek
              rozmowy ze mna...to sorry ja pierwsza nie pojde i nie zapytam : "moze chcialbys
              go wziac do siebie do domu?"

              dlaczego nie? W końcu bardziej kochasz swoje dziecko niż jego nie lubisz, prawda?
              A tutaj nie walczysz o swoją godność i honor, ale konkretne korzyści dla swojego
              dziecka: kontakt z dziadkami jest taką korzyścią, kontakt z rodzeństwem jest
              taką korzyścią, ukorzenienie dziecka jest taką korzyścią.
              Jasne, milczcie tak dalej i zmieniajcie kontakty ojca z dzieckiem w "widzenia".
              Bo to faktycznie są "widzenia"- dwie godziny, ktore należy odbębnić i już możesz
              się czuć dobrą matką, a on obowiązkowym ojcem. To, że dziecko nic z tego nie
              rozumie i traci coś waznego umyka w obliczu tak waznych spraw, jak źle rozumiany
              własny honor.
              Idą święta- masz okazję nawiązać kontakt z dziadkami. Twoje dziecko nie jest
              samotna wyspą, a jest zbyt małe, aby samo mogło sobie wywalczyć pewne kontakty.
              Jesteś jego rzeczniczką, pamiętaj.
              Niektórym ludziom trzeba pomóc w dorośnięciu do miłości, dziadkom równiez.

              a.
    • martina.15 Re: ogromny dylemat! poradzcie...!!! 18.12.06, 08:38
      nie mamy mozliwosci utrudniac kontaktu ojca biologicznego... jestem samotna od 4
      mc, teraz cora ma 10, 5 miesiaca a ja od 2 jestem ze wspanialym czlowiekiem i
      chocby nie wiem jak on chcial byc jej tata calkowicie no ojciec biologiczny moze
      sie z mala spotykac (no bo przeciez chce prawda? sam przyjezdza no nie?).

      ja mysle ze cala sytuacja toczy sie sama a ja skorzystam z rad psychologa jak
      corce wytlumaczyc to wszystko...
    • tatagdansk Re: ogromny dylemat! poradzcie...!!! 19.12.06, 00:16

      Obecnie ojcowie aktywniej niż kiedyś uczestniczą w życiu dzieci i coraz więcej
      mężczyzn ma motywację do bliższego kontaktu ze swoim potomstwem.
      Para matka - dziecko przestaje być autonomiczną enklawą, której nikt, nawet
      ojciec, nie powinien zakłócać .
      Wszystko co piszesz ,ja to odbieram bardzo osobiście .
      Na codzień jesteśmy właśnie postrzegani tak jak to opisujesz ,jako oszolomy
      chcący krzywdzić własne dziecko a tylko matka ma prawo decydować co jest dla
      dobra dziecka słuszne. A co większym jest niezrównoważniem czy ojciec walczacy
      o kontakt z dzieckiem czy matka utrudniajaca ten kontakt ?
      Wychowanie i opieka nad dzieckiem nie jest wyłącznie domeną samotnych i
      samolubnych kobiet .
      Więzy krwi decydują o pokrewieństwie, a nie miejsce zamieszkania.
      Więzi rodzinne ,wiezi krwi sa święte i kazde dziecko musi mieć prawo do
      kontaktu z rodzicami .
      A jeżeli toksyczna matka pod pozorem bezstronności i obiektywizmu mu tego
      zabrania dokonuje przestępstwa najbardziej ochydnego pod słońcem. Dziecko ma
      tylko jednego ojca ,a nigdy nim nie będzie kochanek ,dziadek czy wójek, bez
      wzgledu na trwajacą rozłąkę .
      Obecność biologicznego ojca w życiu dziecka w konstruktywny sposób rozbija
      symbiotyczną całość matka - dziecko i sprzyja rodzeniu się autonomii i
      procesowi indywidualizacji .
      Jakim prawem szastasz uczuciami własnego syna?
      Pewno , że kazde dziecko jest inne ale wszystkie wyrodne matki izolujące
      dziecko od ojca używają tych samych argumentów .
      Jak ojciec olewa dziecko to wszyscy wrzeszczą jaki to z niego drań a jak chce
      mieć kontakt z dzieckiem to też mu sie przypisuje Bóg wie jakie opinie.
      Ciągle mówisz o żalach , pretensjach i nieufności ,żeby dziecko się nie
      dowiedziało całej prawdy .Prawdy o mamuśce.!! Tego najbardziej się boisz .Zeby
      ngdy ojciec złego słowa nie powiedział na Ciebie ,żeby dziecko nie dowiedziało
      się . Bo sama wiesz ile jesteś warta .
      Dlaczego , jakim prawem wykluczasz istnienie prawdziwej miłości do dziecka u
      jego ojca, a przypisujesz tylko sobie usiłującej realizować "swoje" szczęście,
      układać "sobie" życie na nowo ,,,chcącej tylko mieć święty spokój " , kosztem
      dobra dziecka ,kosztem prawa syna do posiadania ojca .
      To leży w interesie dziecka by ojciec miał prawo spotkać się ze swoim własnym
      dzieckiem w miarę swoich możliwości, miłości i potrzeb samego Dziecka w każdym
      dowolnym terminie.
      Ingerencja sądu w sferę osobistej styczności rodziców z dzieckiem jest
      niemożliwa zarówno przy zawieszeniu władzy rodzicielskiej, jak i przy
      ograniczeniu władzy rodzicielskiej dokonanym z przesłanek wskazanych w art. 109
      KRO, innych niż te, o których mowa w art. 113 § 2 KRO. W sytuacji, gdy sąd
      ograniczy władzę rodzicielską jednego z rodziców na podstawie art. 58 § 1 lub
      art. 107 KRO do określonych obowiązków i uprawnień w stosunku do dziecka, nie
      jest dopuszczalne zakazanie lub ograniczenie osobistej styczności z dzieckiem
      takiego rodzica (Glosa do postanowienia SN z 7.11.2000 r., I CKN 1115/00, OSP
      Nr 7–8/2001, poz. 114).
      Zakazanie rodzicom osobistej styczności z dzieckiem może być bowiem orzeczone
      wyjątkowo, np. gdy utrzymywanie osobistych kontaktów rodziców z dzieckiem
      zagraża jego życiu, zdrowiu, bezpieczeństwu bądź wpływa demoralizująco na
      dziecko tak stwierdził Sąd Najwyższy w postanowieniu z 7.11.2000 r., I CKN
      1115/00, OSNC Nr 3/2001, poz. 50.
      Czyli może to nastąpić tylko i wyłącznie, gdy ojciec stanowi zagrożenie dla
      dziecka


      tatagdańsk
      • mrs_ka Re: ogromny dylemat! poradzcie...!!! 19.12.06, 00:56
        Istotnie, musisz to odbierać bardzo osobiście, skoro poetyka "konstruktywnego
        sposobu na rozbicie autonomii" (nawiasem mówiąc jest to błąd logiczny, bo jeśli
        coś jest konstruktywne to nie może być destrukcyjne, ale mniejsza z tym) nie
        kłoci Ci się z poetyką "prawdy o mamuśce, która sama wie, ile jest warta".

        Cóż, Ty tego też nie wiesz, więc wstrzymaj się może z ferowaniem tego rodzaju
        wyroków i w ogóle napij się melisy celem uspokojenia i oczyszczenia umysłu.
        Nikt tutaj nie prawi autorce, że slusznie czyni. Wręcz przeciwnie: informacja o
        tym, że dziecko spotyka się z ojcem w RODeKU (!!!) została przyjęta ze
        zdumieniem. Jesli zadałbyś sobie trud PRZECZYTANIA tego wątku, to dowiedzialbyś
        się również, ze występują tutaj różne opinie (w tym moja).

        Tak więc zanim pojedziesz między pogany mieczem i ogniem nawracać na wiarę Pana.
        zbierz podstawowe dane o miejscu swej misji, bo dzikie ostępy dawno
        zelektryfikowano.

        Dla mnie sama idea spotkań w RODeKu jest tak...tak kuriozalna, że zamilkłam w
        tym wątku nie mogąc pozbierac myśli. Faktycznie jest prawdą, że normalne
        dzieciństwo nie tyle zalezy od tego, czy tatuś i mamusia się rozwiedli, ile od
        tego, czy są ludźmi dojrzałymi i cechującymi się pewną kulturą osobistą.

        Mam wrażenie (to bardzo, bardzo robocza hipoteza), że istnieje jakaś korelacja
        między niskim wykształceniem i mieszkaniem w mniejszych miejscowościach, a
        tendencją do traktowania rozwodu w kategoriach "co było a nie jest nie pisze się
        w rejestr". Mam tu na myśli taką bardzo zdecydowaną i kategoryczną "grubą
        krechę". Idzie z tym w parze skłonność do "drugich tatusiów" (nowy partner matki
        nazywany jest tatusiem) oraz do pragnienia stworzenia sobie "nowego wspaniałego
        świata", gdzie stare musi zostać eksterminowane i całkowicie zdewaluowane.

        Przyznam się, że mam spore problemy ze zrozumieniem takiej postawy, bo moja jest
        zupełnie inna. Poniekąd wynika to- tak sądzę- z potrzeby udowodnienia otoczeniu,
        że pierwszy związek był całkowitym błędem; to coś w rodzaju ponownego wkupnego w
        łaski opinii publicznej, której względy utraciło się wraz z rozpadem pierwszego
        zwiazku (zamężne koleżanki, ciotki, szkola, parafia, whatever).

        W gruncie rzeczy ponowne ułożenie sobie zycia nie jest problemem dla nikogo. I
        być nie musi. Nie trzeba znikać tatusia, aby wyjść po raz drugi za mąż- setki
        tysięcy przykładów to potwierdzają z moim włącznie. Tak samo nie ma problemu z
        zaproponowaniem eks męzowi herbaty, zatelefonowaniem, odezwaniem się jak
        człowiek, wyciągnieciem ręki itd. To jest taki sam człowiek jak każdy inny- nie
        ma czułek ani ogona. Jak w ogóle można godzić się na tak maksymalnie
        nienaturalną sytuację (kontakty w RODeK)?! Nie rozumiem też przedziwnej
        nomenklatury pod tytułem "widzenia"- widzenia to są w zakładzie karnym.

        Argumentacja "bo z nim nie da się gadać" i "dałabym mu szansę, gdyby o nią
        poprosił" wyklucza się w swoich zakresach.
        Facet jest sukinsynem, bo jego kontakt z dzieckiem jest praktycznie żaden- nie
        rozszerzę im kontaktów, bo facet nie umie się tym dzieckiem zająć- nie umie się
        zając, bo nigdy wczesniej nie dałam mu szansy ani okazji- a więc facet jest
        sukinsynem, bo jego kontakt z dzieckiem jest praktycznie żaden.
        Autorka z dziecięcą wręcz ufnością opisuje nam ten schemat i dziwi się, czemu
        jednak namawiamy Ją do zmiany podejścia.
        Dziewczyno: sama blokujesz wszystkie wyjścia i nic dziwnego, że ta maszyna nie
        działa.
        Traktujesz eksa jak petenta, który dwa razy w tygodniu zgłasza się po towar
        (dziecko). Towar jest reglamentowany, wydawany w ścisłych przedziałach
        czasowych, w anonimowej instytucji. Wymarzone wręcz warunki, aby tworzyć
        płaszczyznę normalnych stosunków z Eksem i pokazać dziecku, że jego sytuacja-
        choć odmienna- jest całkowicie normalna. Matko jedyna- to dziecko nawet nei zna
        swojego przyrodniego rodzeństwa! Gdzie Ty tutaj widzisz normalność? O jaką
        normalnośc chcesz walczyć w swojej nowej rodzinie, skoro trampoliną dla niej ma
        być to, co opisujesz?
        Przemyśl to.

        a.
        • samamama8 Re: ogromny dylemat! poradzcie...!!! 19.12.06, 06:42
          najłatwiej jest krytykowac, wiem...i oceniac...tez wiem!
          Przykro mi, iż uwazacie mnie za wyrodna matke! wiem, ze zawsze wina lezy po obu
          stronach...ale niestety nie znacie calej prawdy!!! nie chce sie
          usprawiedliwiac...bo po co...i tak macie juz swoje zdanie na ten temat!!!

          Co do Rodoku!!!! powiedzcie proszę...jak byscie rozwiązali sytuację, gdzie niby
          mialby sie widziec ojciec z 11-miesięcznym niemowlakiem: wariant 1 u mnie w
          domu!!! odpada po roznych indycentach, na zyczenie ojca dziecka...dluga
          historia i nie chce sie rozpisywac....bo zajeloby mi to conajmniej godzine! W
          kazdym badz razie ojciec byl kilka razy po porodzie u mnie w domu, zakonczylo
          sie to tym, ze prawie pobil moja mame...dlatego, ze weszla do pokoju i chciala
          zobaczyc malego...a przeciez w tym czasie on byl u malego i nie zyczyl sobie
          aby babcia mu przeszkadzala!!! wiele, wiele jeszcze spowodowalo, ze rodzice
          powiedzieli, ze sobie go nie zycza w domu!!!
          (zaraz bedziecie mowic ze dla dobra malego powinnam mu mimo wszystko
          pozwolic!!!) powiedzcie jak mialam mu pozwolic przychodzic jak on przychodzil i
          mowil malemu ze wspolczuje Ci ze masz glupia matke, nie chce pisac szczegolow,
          ale wyrzywal sie na mnie, ze mu zrujnowalam zycie...(ze on sie chcial dorabiac,
          skonczyc szkole a ja zaszlam w ciaze!!!)
          i tego sobie nie zmyslilam po to by mu cos utrudniac, mam smsy, w ktorych
          pisze, ze jeszcze mnie zalatwi, ze jeszcze pozaluje!!!
          Jak wytlumaczycie w takim razie "dobrego tatusia" ktory daje swojemu dziecku
          dobrowolnie nazwisko a gdy po pol roku zalozylam sprawe o alimenty, bo on do
          tej pory nic nie wspominal o jakimkolwiek lozeniu na dziecko (mowil, ze taki
          maly to niczego nie potrzebuje na razie, bo przeciez go karmie piersia! a
          wyprawke tez mu zreszta kupilam wczesniej sama, wiec wszystko ma...mowil tylko
          czasem ze jak dorosnie to mu kupi wranglery!!!!!)...gdy zalozylam sprawe o
          alimenty...to dostalam kilka smsow w ktorych pisal cos mniej wiecej w tym
          stylu : dziadu idz sobie zarob a nie na mnie wolasz! jak smiesz wolac???

          faktycznie! jak smialam wolac!!!???!!!
          zaraz powiecie, ze sie mszcze teraz na nim!!!!

          mam juz tego dosyc!!! ciaglego tlumaczenia się! sorry to on mnie zostawil, to
          on nie chcial dziecka, to on urwal kontakt, nigdy nie podjal jakijkolwiek proby
          rozmowy, bo on uwaza ze sie mu wszystko nalezy, ze nie ma o czym rozmawiac, bo
          on ma do wszystkiego prawo!!! ( to jego slowa!!!)...
          dlaczego teraz to ja mam sie calemu swiatu tlumaczyc na kazdym kroku ze sie nie
          mszcze! Moze i bylam wsciekla, zrozpaczona...ale jak bylam w ciazy! po
          urodzeniu malego wszystko sie zmienilo!!! i potym jak ten czlowiek zaczal mnie
          traktowac! naprawde dotarlo do mnie, ze tak jest lepiej, ciesze sie ze mnie
          zostawil!!! i nie chce sie mscic!!!...chce tylko byc szczesliwa...i chce zeby
          moje dziecko bylo szczesliwe...!!! bo jest dla mnie najwazniejsze!!!
          i skoro sad zadecydowal, ze te widzenia to dobre dla mojego dziecka, wiec
          chodze tam...mimo iz nie chce patrzec nawet na tego...!!!

          sad zadecydowal, ze widzenia beda w rodoku (bo jak mozna z 10 miesiecznym
          dzieckiem spacerowac dwie godziny na mrozie czy deszczu), uwazam, ze tam
          przynajmniej jest cieplo i deszcz nam na glowe nie kapie, jest mnostwo zabawek
          i pokoj naprawde jest przytulny!!!
          Od tamtej pory nic sie nie zmienilo! bo przeciez sad sam z siebie nie moze nic
          zmienic! skoro tata nie chce niczego zmieniac!!! to chyba on powinien cokolwiek
          powiedziec czy zlozyc jakis wniosek do sadu!!!
          ...wiec co ja moge w takiej sytuacji robic!!!
          jesli wciaz uwazacie, ze robie wszystko, zeby mu utrudniac...to ciekawe po co
          tu pisze...?! chyba po to byscie mi podpowiedzieli jak jeszce mu zatruc
          zycie?!?!?!

          chce zeby cala ta sytuacja jakos sie rozwinęla ...tylko nie wiem jak!!! dlatego
          pytam Jak dlugo tak jeszcze bedzie...i co mam zrobic? tak zeby dla mojego
          dziecka bylo jak najlepiej...nie dla mnie, nie dla jego ojca, tylko dla mojego
          dziecka...!!!
          • virtual_moth Re: ogromny dylemat! poradzcie...!!! 19.12.06, 08:31
            Krótka piłka - zaproponuj ojcu dziecka "wizyty" u siebie w domu. Zapytaj jak
            chciałby, aby wyglądały, powiedz że te wizyty w rodku nie są dobre dla dziecka.
            Dodaj, że chciałabyś, aby wkrótce zabierał dziecko do siebie, może nawet już
            jest na to czas.
          • anetina Re: ogromny dylemat! poradzcie...!!! 19.12.06, 09:06
            to jest twoja sprawa, dlaczego w domu wizyt nie było

            ale szczerze, ja bym się tez nie zgodziła w domu
            tym bardziej, ze jest to dom moich rodziców



            dlatego jestem tylko za rozmową z dzieckiem
            jak już rzeczywiście rozmowa z eksem nic nie daje
            wyjaśnij dziecku cała sprawę, dlaczego z jednym tatą widuje się w sądzie

            i masz racje, ojciec coś powinien wnieść


            pytanie, czy pozwoliłabyś, aby dziecko poszło samo z ojcem ???
            • samamama8 Re: ogromny dylemat! poradzcie...!!! 19.12.06, 09:12
              tak, rozmowa z dzieckiem...tylko co mozna powiedziec 3 latkowi?????????????????

              czy pozwolilabym im samym pojsc na spacer??? tego tez się boję!!! raczej bym
              nie pozwoliła...ale skoro to miałoby byc lepsze niz ten RODOK to może...ale
              chlernie bym się bała...i nie mam zupełnie zaufania do ojca, co do jego
              zamiarów...czy jest szczery...itp.itd czy by się potrafił nim zając, a jakby mu
              się cos stało...przewróciłby się, czy by go nie dopilnował...mój mały biega bez
              przerwy...a ojciec nigdy nie był z nim sam na spacerze tym bardziej!!! Nie wiem
              jakbym to zniosła....

              wiec co mi pozostaje????????????????????????????????????????????
              • anetina Re: ogromny dylemat! poradzcie...!!! 19.12.06, 09:15
                nie wiem, co ci zostaje

                eks widuje dziecko od ponad 2 lat w jednym pokoiku
                nie zna dziecka innego niż malującego, bawiącego się itp.

                nigdy praktycznie nie był z dzieckiem sam na sam

                nie dałabym dziecka
                nie miałabym zaufania



                nie wiem, co ci dokładnie napisac, abyś powiedziała dziecku
                najlepiej, jakby on się zaczął pytać

                czy twój partner przebywa z dzieckiem sam na sam?
                robią coś tylko we dwóch?
                • samamama8 Re: ogromny dylemat! poradzcie...!!! 19.12.06, 09:30
                  tak, mieszkamy juz razem! moj partner bardzo mi pomaga we wszystkim! jest
                  kochany i cudowny nie tylko dla mnie ale i dla mojego dziecka...tak samo i jego
                  rodzina!!!
                  czesto jezdzimy do przybranych dziadkow do ktorych mowi babcia, dziadek!
                  a moj partner zajmuje sie moim synkiem...czasem jak mi wypadnie zmiana
                  popoludniowa...odbiera mojego synka z przedszkola, chodza na spacery, bawia sie
                  razem w domu...moj syn za nim szaleje! ciagle pyta kiedy przyjedzie z
                  pracy...jak ide po niego do przedszkola to nie moze sie doczekac kiedy
                  przyjedzie moj narzeczony z pracy! wyglupiaja sie razem, smieja! jak mam
                  zajecia na studiach...tez sa sami w domu...i czekaja na mnie!!!
                  widze jak moj syn jest dumny jak idziemy gdzies razem w trojke i jak bawi sie z
                  innymi dziecmi...to z taka duma moj...a ja..cos tam z moim tata!!!
                  • anetina Re: ogromny dylemat! poradzcie...!!! 19.12.06, 09:44
                    też się cieszę, jak mój Mały ma swój świat z M.
                    mają swoje męskie tajemnice przed mamą

                    tylko M. potrafi nad nim zapanować
                    ma tyle cierpliwości

                    ciesze się, że mimo swoich przeżyć masz kogoś, komu możecie zaufac
        • anetina Re: ogromny dylemat! poradzcie...!!! 19.12.06, 09:00
          Mrs_ka

          coś jest w twojej wypowiedzi

          jestem po studiach
          mieszkam w mieście - dawniej w wojewódzkim
          i ... zakazuję, aby Mały mówił do M. tata

          to nie jest jego tata
          mimo że kocha go jak syna i pomaga mi w jego wychowaniu

          ale z drugiej zas strony
          chcemy, aby dziecko samo zaczęło świadomie mówić tata
          M. chce adoptować Małego

          eks nie uczestniczy w życiu dziecka
          i szczerze, watpie, aby się pojawił

          i ... tak do końca nie wiem, co zrobić z nazwiskiem dziecka, ojcem w jego
          metryce po moim ślubie
          nie wiem
          cieszę się, że mam jeszcze czas na decyzję, ale to jest tak trudna decyzja

          dziwię się, że Samamama podjęła tak szybko tego typu decyzje
          • samamama8 Re: ogromny dylemat! poradzcie...!!! 19.12.06, 09:19
            o czym tak szybko decyzję... podjęlam?
            ze moj syn mowi do mojego partnera "tata"!!!
            Ja mu nie kazałam, ja sie tak do niego nie zwracam..." typu idz do taty"
            zawsze mowil mu po imieniu ...jak ja!
            Ale zawsze gdy byla mowa o tacie..to on wskazywal wlasnie na mojego obecnego!
            pare razy jak ktos na ulicy np. zapytal skad masz taki ladny samochod...to on
            zawsze odpowiadal, ze tata mu kupil (chodzilo o mojego partnera!)
            i sam tak zaczal mówic...ale nie zawsze, zalezy jak sie mu przypomni!!!
            I ja mu tego nie zabraniam!!!
            Bo uwazam ze gdyby moj syn mial z 10 lat i wtedy poznalabym partnera to nie
            mowilby do niego tata...ale skoro mial, rok jak go poznal i sam wykazuje taka
            chec...to nie widze problemu!
            a jak mialby mowic inaczej na niego? wujku!!!!( to byloby moim zdaniem chore,
            ze maly mieszka z mama i wujkiem!!!!!!!!)
            po imieniu? tez bezsensu moim zdaniem...do mnie przeciez nie mowi po imieniu!
            do babci, dziadka i pani na ulicy tez nie mowi po imieniu! Mysle ze to troche
            kwestia szacunku, ze dziecko nie powinno mowic do starszych po imieniu!!!

            wiec niech mowi jak chce!!!
            jak czuje!!!
            co w tym zlego?
            • anetina Re: ogromny dylemat! poradzcie...!!! 19.12.06, 09:39
              samamama8 napisała:

              > o czym tak szybko decyzję... podjęlam?
              > ze moj syn mowi do mojego partnera "tata"!!!


              poniekąd jest to i twoja decyzja

              > Ja mu nie kazałam, ja sie tak do niego nie zwracam..." typu idz do taty"
              > zawsze mowil mu po imieniu ...jak ja!

              ale i nie zabraniałaś



              > Ale zawsze gdy byla mowa o tacie..to on wskazywal wlasnie na mojego obecnego!
              > pare razy jak ktos na ulicy np. zapytal skad masz taki ladny samochod...to on
              > zawsze odpowiadal, ze tata mu kupil (chodzilo o mojego partnera!)
              > i sam tak zaczal mówic...ale nie zawsze, zalezy jak sie mu przypomni!!!
              > I ja mu tego nie zabraniam!!!


              właśnie o to chodzi, że to nie jest jego tata
              oczywiście nie tłumacz wszytskim na około, że to nie od taty dostał itp.

              chodzi mi o to, że twój syn nie ma prawdziwego pojecia taty
              ma dwóch ojców
              a tak nie mozna
              zawsze jest jeden tata


              podobnie u mnie
              jakby nie było Mały ma ojca
              nie wazne, ze się nie znaja

              ale nie pozwalam Małemu mówić tata do M.
              bo to nie jest jego tata
              tatą M. chce zostac
              a to jest różnica


              > Bo uwazam ze gdyby moj syn mial z 10 lat i wtedy poznalabym partnera to nie
              > mowilby do niego tata...ale skoro mial, rok jak go poznal i sam wykazuje taka
              > chec...to nie widze problemu!


              ale jest problem
              dziecko nie może uporządkowac sobie swojego świata


              > a jak mialby mowic inaczej na niego? wujku!!!!( to byloby moim zdaniem chore,
              > ze maly mieszka z mama i wujkiem!!!!!!!!)

              wujek odpada


              > po imieniu? tez bezsensu moim zdaniem...do mnie przeciez nie mowi po imieniu!


              do ciebie nie mówi, bo jesteś jego mamą
              a twój partner jest twoim partnerem
              a nie jego ojcem

              to jest różnica
              nie potrafisz tego rozdzielić


              > do babci, dziadka i pani na ulicy tez nie mowi po imieniu!


              bo to jest babcia, dziadek
              bo to jest pani



              Mysle ze to troche
              > kwestia szacunku, ze dziecko nie powinno mowic do starszych po imieniu!!!



              zgadza się
              ale tu jest jeszcze coś innego - twój partner jest domownikiem
              jest (w kazdym razie powinien) przyjacielem twojego dziecka
              partnerem do zabaw
              i dlatego dziecko ma prawo do niego mówić po imieniu




              >
              > wiec niech mowi jak chce!!!
              > jak czuje!!!
              > co w tym zlego?



              nic złego
              a co bedzie odpukać, gdy się rozstaniecie?

              jednego ojca dziecko odwiedza w sadzie
              a drugie ojca gdzie będzie odwiedzał?
            • virtual_moth Re: ogromny dylemat! poradzcie...!!! 19.12.06, 09:39
              samamama8 napisała:

              > wiec niech mowi jak chce!!!
              > jak czuje!!!
              > co w tym zlego?

              OK, niech mówi, ale to ma być też TWOJA decyzja. Rodzic jest od tego, aby
              sterować dzieckiem, wskazywać mu drogę, a nie przyglądać się co dziecko
              wymyśli. Nie rozbisz nic i liczysz na to, że dziecko SAMO sobie poukłada w
              glowie sprawę z widzeniami 1 tatusi aw RODKu i 2 tatusia na co dzień.
              Powtarzam - najpierw wyprostowanie widzeń z ojcem dziecka, inaczej nie ma co
              gadać o normalności. Kwestia nazewnictwa w świetle sprawy z RODKiem to naprawdę
              pikuś.
          • mrs_ka Re: ogromny dylemat! poradzcie...!!! 19.12.06, 09:28
            coraz mniej rozumiem: kobieto, o co Ci chodzi? Oczekujesz, że "klepniemy" Ci
            tutaj pomysł odcięcia dziecka od ojca? Naprawdę, Twój eks nie jest pierwszym
            sukinsynem opisywanym na tym forum. To, że nie skupiam się na Twojej krzywdzie w
            tej sytuacji nie oznacza, że mam tę krzywdę gdzieś- przychodzisz tu pisząc
            wyraźnie, że zależy Ci na dobru dziecka, więc koncentrujemy się na dobru
            dziecka, a nie na tym, czy był partnerem do dupy czy nie był. Wierzę, że był do
            dupy i nadal zresztą jest do dupy, ale to nie ma nic do rzeczy w tym watku.

            Mój syn też nic nie mówił na temat rozstania rodziców. Dziwi mnie Twoja
            interpretacja, że skoro dziecko nie daje Ci informacji zwrotnych to znaczy, że
            nie jest zainteresowane tematem. Radzę poczytać trochę książek z zakresu
            psychologii dzieci i młodzieży. Mój syn był tak dalece zablokowany tematem i
            sytuacją, że wyczuwał, iż jest to temat tabu, temat budzący emocje. Odblokowałam
            go dopiero po sugestii psychologa, aby dać ujście jego emocjom poprzez szereg
            terapeutycznych zabaw.
            Idę o zakład, że Twój syn doskonale wyczuwa, jak bardzo nieprzepracowany u
            Ciebie jest temat ojca (nawiasem mówiąc ten temat nawet nie tyle nie jest
            nieprzepracowany, co jest UGOREM) i po prostu go nie porusza dusząc wszystko w
            sobie. Pracowałaś z nim jakoś? Byłaś u psychologa?
            Największe krzywdy i traumy przeżywa się w milczeniu i wycofaniu. Na ogół to o
            rzeczach błahych i nie budzących emocji krzyczy się głośno. Natomiast o tym, co
            najwazniejsze, szepcze się lub wcale nei mówi.
            Mam coraz silniejsze przekonanie, że pomogłaby Ci rozmowa z psychologiem na
            temat tego, jak teraz poukładać tę sytuację. Twoje pomysły sprowadzają sie
            jedynie do zniknięcia problemu, co widać wyraźnie w tym wątku.
            Ja rozumiem, że nie znosisz Eksa i masz ku temu powody, ale stawiając sprawę
            następująco: "RODeK jest stresogenny, a do domu eksa nie wpuszczę" jednocześnie
            ucinasz jakiekolwiek możliwości. To tak, jakbyś chorując na nowotwór oznajmiła,
            że nie interesuje Cię żadna forma medycyny konwencjonalnej i niekonwencjonalnej,
            ale całym sercem pragniesz leczenia.

            Zdecyduj się, czego TY chcesz, bo to co piszesz to jeden wielki chaos.
            Rozmawiać z eksem nie chcesz, wpuścić do domu nie chcesz, z dziadkami dziecka
            skontaktować się nie chcesz, na herbatę umówić nie chcesz, a jednocześnie
            powtarzasz nam tu uparcie, że wykorzystałaś wszelkie szanse i że nie widzisz
            wyjścia. No więc ja też nie widzę wyjścia, jeśli tak stawiasz sprawę.
            Miej jednak świadomośc, że kontakt Twojego dziecka z ojcem nie umiera śmiercią
            naturalną, a schodzi z tego świata za sprawą zastrzyku eutanazyjnego, który Ty
            sama chcesz wykonać.
            Co wiecej: ten pacjent rokuje i nie ma powodu, aby go uśmiercać. Tyle, że Ty nie
            chcesz o niego powalczyć i iść do lekarza. Wolisz usłyszeć, że i tak kopnie w
            kalendarz, więc humanitarnie będzie ten proces przyspieszyć.

            I jeszcze raz powtórzę: ja jako osoba prywatna całym sercem z Tobą empatyzuję i
            jest mi szczerze przykro, że spotkało Cię tyle krzywd od takiego dupka. Tutaj
            jednak skupiam się wyłącznie na dziecku, bo to o jego interes należy powalczyć.
            Pamiętaj, że ojciec, któremu nie dało się szansy na bycie ojcem, rzadko kiedy
            OJKCEM się stanie. Najpierw daj rzeczywistą szansę, a potem oceniaj, czy umiał
            ją wykorzystać czy nie.

            a.
            • samamama8 Re: ogromny dylemat! poradzcie...!!! 19.12.06, 09:42
              ok, to co mam zrobic!
              isc do niego i powiedziec, zeby zaczal sie bardziej przykladac do roli ojca!!!
              moze i masz racje to nie dotyczy dziecka co bylo miedzy nami!
              ale mysle iz wyjasnia choc troche dlaczego miedzy nami jest jak jest...
              wiesz nie problem sie dogadac, jak ktos przychodzi i mowi, sluchaj moze bysmy
              zrobili tak i tak co ty na to...
              tylko jak sie dogadac z kims kto nie dosc ze nie wykazuje zadnej checi rozmowy
              jakiejkolwiek bo uwaza ze nie musi ze mna o niczym rozmawiac bo i tak sie mu
              wszystko nalezy....to w dodatku kazdy krok, gest czy slowo wysmiewa...i daje do
              zrozumienia, ze jestem dla niego nikim i smieciem!!!
              tak sie czuje niestety patrzac na te jego szydercze usmiechy i glupie aluzje!!!

              jak z takim czlowiekiem rozmawiac?????????????
              po? i o czym?
              • virtual_moth Re: ogromny dylemat! poradzcie...!!! 19.12.06, 09:49
                samamama8 napisała:

                > isc do niego i powiedziec, zeby zaczal sie bardziej przykladac do roli ojca!!!


                No jeśli TAK chcesz do niego uderzać, to ja się nie zdziwię, że nie będzie
                chciał z Tobą gadać.

                Zwykła kwestia formy powinna załatwić sprawę. Idziesz i zagadujesz spokojnym
                głosem, że chcesz porozmawiać. Pomijasz milczeniem agresję z jego strony i jak
                krowie na rowie tłumaczysz, że wizyty RODK to niezbyt fajna sprawa. Zapytaj czy
                chciałby coś zmienić, jeśli nie, spróbuj go namówić. Nie wierzę, aby facet,
                który wnioskował o wizyty nie widzial, że kontakt ojca z synem w RODKu to jakaś
                paranoja.
                Jesli Ci zależy, to nawet kawkę mu w domu podasz i powiesz ojczymowi, aby
                wyszedł do kina podczas wizyty.
                • samamama8 Re: ogromny dylemat! poradzcie...!!! 19.12.06, 09:59
                  kawki na pewno nie podam czlowiekowi ktory wyzywal mnie od dziadow!!! jak mam
                  nauczyc dziecko honoru skoro sama go nie bede miala!

                  wiem, wiem ze powinnam dla dobra dziecka...tylko nikt nie odpisal na kwestie
                  czy moje dziecko naprawde bedzie szczesliwsze jak bede udawala, ze lubie jego
                  ojca i bede sie do niego sztucznie usmiechala!
                  czy moje dziecko chcialoby zebym je oklamywala, zebym udawala???

                  wiem ze tak to wyglada! z jednej strony chce zeby moje dziecko bylo
                  szczesliwe...z drugiej, nie widze mozliwosci pogodzenia sie z jego ojcem!
                  a czy nie daloby sie tak wyposrodkowac, ze ja nie bede z nim sie godzila,
                  rozmawiala, unikala...a moje dziecko bedzie mialo z nik kontakt, nie bede
                  nastawiala dziecka przeciwko! bo nie zamierzam!!!

                  ja i moje dziecko to dwie rozne osoby wiec dlaczego nie moze tak byc ze ja mam
                  inny kontakt z jego ojcem (czyli brak!!!) a on ma z nim dobry kontakt i
                  tyle!!!! bo w koncu to jego ojciem...a dla mnie NIKT wazny!!! po prostu NIKT!!!
                  • anetina Re: ogromny dylemat! poradzcie...!!! 19.12.06, 10:01
                    po takim czasi mi szkoda byłoby nerw na eksa tracic
                    dziewczyno, olej faceta
                    podchodź do tego bez emocji
                    bezosobową
                    ciężko, ale on ma satysfakcje widząć, jak ty się wściekasz

                    a może twój partner by zaprowadzał dziecko na kontakty z ojcem?.
                  • mrs_ka Re: ogromny dylemat! poradzcie...!!! 19.12.06, 10:22
                    Nazywasz "honorem" to co ja zdefiniowałabym jako "upór". Różnica jest spora. Z
                    biegiem czasu i zycia przekonuję się, że honor to coś, co powinniśmy realizować
                    jedynie wewnątrz siebie, bo prawdziwa dobroć opiera się na pokorze, a nie na
                    honorze. Ja dałam w swoim życiu niezliczone szanse tym, którzy od dawna
                    przestali na nie zasługiwać- i nie żałuję, bo nawet jeśli te szanse zmarnowali,
                    to ja je dałam i nie mam sobie nic do zarzucenia.
                    Zresztą co to znaczy "honor" w tym kontekście? Człowiek walczący o małżeństwo
                    jest absolutnie niehonorowy, bo powinien odejść, kiedy pierwszy raz usłyszy
                    "nienawidzę cię". Tymczasem ludzie walczą o innych ludzi i dla innych ludzi, bo
                    natura miłości nie opiera się na honorze, a na dobrowolnym poświęceniu.

                    Uporczywe przywiązanie się do pojęcia "honoru" wyrządziło bardzo wiele krzywd w
                    ludzkich relacjach. Ja jestem za tym, aby się pochylać i uginać karku, bo lepiej
                    być niehonorowym i ludzkim, niż hołdować honorowi, za którym nie idzie nic
                    pozytywnego i wartościowego. Co wartościowego idzie za Twoim honorem? Co ma z
                    tego Twoje dziecko? Co masz z tego Ty- poza troskliwą pielęgnacją niechęci do
                    eksa w swoim sercu? Twój honor nie tylko nie rozwiązuje i nie leczy problemu,
                    ale otorbia zgorzel i wydłuża stan zapalny.
                    To nie honor uzdrawia, to rozmowa i konfrontacja uzdrawiają. Skoro Twój eks
                    budzi w Tobie tyle emocji to znaczy, że mimo swojego honoru nie Jesteś od niego
                    wolna, nadal Jesteś niewolnikiem eksa.

                    Utrzymuję ciepłe kontakty z Eksem nie dlatego, bo go lubię, ale dlatego, bo tak
                    trzeba i ze względu na moje dziecko. Mnie od tego ani nie ubędzie, ani nie
                    przybędzie. Już parę razy przełykałam swój honor i nigdy tego nie żałowałam, bo
                    pozostajemy dla otoczenia wzorem stosunków porozwodowych i kultutralnych relacji
                    między rozwiedzionymi rodzicami. Z drugiej strony widzę, że nasi rozwiedzeni
                    znajomi chcieliby mieć ciastko i mieć tak dobre układy jak my, ale chcieliby też
                    zjeść ciastko i zachować honor, wysokie alimenty, ścisłe godziny odwiedzin oraz
                    prawo do naplucia Neksi w twarz. Niestety: coś za coś.
                    Mój syn ma świetne relacje rodzinne, ale ja mam mnóstwo stresu (ciągłe
                    kompromisy), często miewam kace moralne (godząc się na sprawy, których
                    rozstrzygnięcia powinnam się właściwie domagać sądownie), a moje plany wciąż
                    ulegają zmianie (nie mamy z eksem żadnego "planu wizyt"- eks ma nieograniczone i
                    swobodne kontakty z synem). Podejrzewam, że Eks też często odczuwa dyskomfort.

                    Ale tak naprawdę co z tego? Nasz rozwód nie jest sprawą naszego syna, który
                    powinien odczuć jak najmniejsze konsekwencje, bo to nie on się rozwodził.
                    Dlatego godzę się na szereg niedogodności, bo dobro mojego dziecka na tym
                    zyskuje. Skoro miałam życzenie wziąć rozwód, to teraz muszę ponieść tego skutki
                    i uginać karku przy różnych ustaleniach. Tu nie ma miejsca na honor, dumę i inne
                    pie..ty. Umożliwienie swobodnego kontaktu ojciec- syn jest moim psim
                    obowiązkiem i nie traktuję tego jako wlasnej uprzejmości, bo to nei jest uprzejmość.

                    Ja nie udaję, że lubię Eksa. Uważam siebie za człowieka, który odebrał w życiu
                    elementarne wychowanie jeśli idzie o kulturę społeczną i osobistą. Dlatego nie
                    mam problemu z mówieniem "dzień dobry" i usmiechaniem się do osób, za ktorymi
                    nie przepadam. Mój usmiech i uprzejmość nie są obietnicami na przyszłość, są
                    normą. I Tobie też tak radzę do tego podejść.

                    a.
    • samamama8 Re: ogromny dylemat! poradzcie...!!! 19.12.06, 06:56
      ...i jeszcze jedno musze napisac!!! wiem, wszyscy to w kolko powtarzaja, ze dla
      dziecka niezdrowa jest sytuacja gdy widzi, ze rodzice sie nie odzywaja, czy
      kloca...i wiem, ze powinno sie schowac dume w kieszen, gdy chodzi o dziecko...
      Ja z tym czlowiekiem nie chce miec nic wspolnego nie dlatego, ze mnie zostawil
      zupelnie sama ( a przeciez to nie tylko moja wina, ze bylam w ciazy!!!)...nie
      odzywamy sie do tego czlowieka za to, co bylo pozniej...za to, ze mnie wyzywal,
      ze sie nasmiewal z mojej rodziny, ze jestesmy biedni...itp. itd. ze potrafil
      przy moim dwuletnim dziecku powiedziec, ze i tak jestem byle kim!!! jak tak
      mozna!!!

      dlaczego ja mam zawsze uginac się z mysla o moim dziecku...a on nie potrafi
      zdobyc się ( nie mowię na cos dobrego!) ale na neutralnosc! Dlaczego on nie
      mysli o synu nawet przez chwile!!!
      Moim zdaniem, gdybym teraz po tym wszystkim podala mu reke...to tak jakbym
      stracila szacunek do samej siebie! Jak bym mu przyzwalala na to, zeby mnie tak
      traktowal!
      wiem, pewnie moglabym jeszcze raz sie ugiac...ale po co? skoro on nie potrafi
      nawet przez sekunde zrobic cos z mysla o synku, dla jego dobra ... tylko ja mam
      tak cale zycie, usmiechac sie do niego, nawet jak bedzie mnie wyzywal czy
      nasmiewal sie...bo to dobre dla mojego dziecka?
      Czy moje dziecko wolaloby, zebym udawala, ze go lubie ??? usmiechala
      sie..sztucznie? czy moje dziecko zawsze bedzie takie glupiutkie i nie pozna
      sie, ze to wszystko jest takie sztuczne...tylko ze wzgledu na Niego?!?! Czy
      moze wolaloby, zeby mama byla szczera???
      • anetina Re: ogromny dylemat! poradzcie...!!! 19.12.06, 09:18
        wiesz co ja bym chyba zrobiła na twoim miejscu?


        jeśli rzeczywiście cała sytuacja wygląda tu tak, jak napisałaś, założyłabym
        sprawę o odebranie praw rodzicielskich (o ile je ma)

        i zaniechanie kontaktów ojca z dzieckiem szczególnie w takim miejscu, jakim
        jest sąd
        • samamama8 Re: ogromny dylemat! poradzcie...!!! 19.12.06, 09:33
          tak, tylko na jakiej podstawie! znow bedzie, ze sie mszcze!!!
          prawa rodzicielskie to odbieraja tylko takim co sie znecaja, albo wogole sie
          nie interesuja...a on sie niby interesuje! skoro zalozyl sprawe o widzenia...to
          znaczy ze chce! dla sadu nie ma znaczenia czy on tam jezdzi naprawde z sercem
          do dziecka, czy dlatego ze tak wypada!!! odbebnic swoje!!!!!!!
        • tatagdansk Re: ogromny dylemat! poradzcie...!!! 19.12.06, 09:59
          Prawo rodziców oraz prawo samego dziecka do styczności z rodzicami,są
          fragmentem sfery zycia prywatnego i rodzinnego człowieka chronionej przez
          konstytucję R P (art47),oraz przez Europejską Konwencję Praw Człowieka i
          Podstawowych Wolności (art8)
          Osobista styczność z dzieckiem jest zjawiskiem naturalnym ,oczywistym i
          zrozumiałym ,wynikającym z najbliższego pokrewieństwa ,nawet nie z władzy
          rodzicielskiej .
          Nazywa się to prawem rodziców do osobistej styczności z dzieckiem .Prawo to
          wynika z blizkiej więzi rodzinnej i uczuciowej i jest ono niezależne od władzy
          rodzicielskiej .
          Oznacza to że nikt i nigdy nie może nas pozbawić prawa do kontaktowania się z
          dzieckiem .

          tatagdansk . www.ojcowie.pl
            • anetina Re: ogromny dylemat! poradzcie...!!! 19.12.06, 10:04
              to własciwie, co chcesz?

              ja ci jedno napiszę
              złe są kontak\ty ojca z dzieckiem w jednym pokoju w sądzie
              ani jedno nie pozna drugie ani odwrotnie

              złe sa też widoki mamy i ojca ciągle wrzeszczących na siebie i z minami typu
              nie podchodź, bo zabiję

              dla dziecka kontakt z ojcem jest potrzebny
              ale normalny kontakt
              • anetina Re: ogromny dylemat! poradzcie...!!! 19.12.06, 10:44
                czy dziecku też mówisz, że idzie na widzenie ???

                a powaznie
                przemysl sobie
                poukładaj sobie wszystko
                i zacznij ty rozmowe z eksem

                będziesz i sama przed sobą czuła w porzadku

                skoczyłyśmy na ciebie, aby cię obudzić
                szkoda nam ciebie i dziecka
                twojej rodziny

                pamiętaj jedno, takie słowa co tu padły, potrzebne są, aby się obudzić

                mi kiedyś tego typu teksty pomogły
                zaczęłam mysleć o sobie, o dziecku

                przeszła złość na eksa
                a energię wykorzystuję w korzystny sposób

                tego i tobie życzę


              • omama Re: ogromny dylemat! poradzcie...!!! 19.12.06, 10:46
                MOja rada byłaby taka:
                nie rozmawiaj z ojcem dziecka na widzeniu. Umów się oddzielnie, w miejscu
                publicznym, na jakiejś kawie.
                Spokojnym, życzliwym tonem powiedz, że na pewno też zdaje sobie sprawę, że
                widzenia w sądzie źle działają na dziecko. Że chciałabyś to inaczej uregulować
                dla dobra wszystkich zainteresowanych stron, w nadziei że skoro dziecko jest
                już spore, będą mogli niedługo zacząć widywać się także bez twojej obecności.
                Zapyatałabym, czy zgadza się z takim pubktem widzenia.
                Jeżeli mieszkasz w dużym mieście, to zaproponuj, by kolejne spotkanie odbyło
                się w jakiejś Hulakuli czy innym tego typu miejscu. Wtedy ty będziesz miała ich
                na oku, a ojciec będzie mógł bawić się z dzieckiem bardziej samodzielnie.
                Dodatkowo zaproponowałabym ym takie spotkanie jako ponadnormatywne - jako gest
                dobrej woli z twojej strony. Zapewniłabym sobie świadka, któy mógłby
                potwierdzić odbycie się takiego spotkania. I obserwowałabym ich relacje. Jeżeli
                nie zobaczysz niczego ciężo niepokojącego, to powtarzałąbym takie spotkania, z
                wiosną przenosząc je na place zabaw. A jesienią albo i latem zaczęłabym
                puszczać dziecko na parę godzin do ojca.
                Dziecku nie mwiłabym, że ojciec jest "dużym dzieckiem". Raczej, że wolał
                mieszkać sam. Mówiłabym tak, żeby nie obciążać go zbytnią winą. Nie robiłabym
                ego w stylu "teraz usiądziemy i opowiem ci o tym, dlaczego ojciec z nami nie
                mieszka", tylko raczej korzystałabym z okazji zewnętrznych: np. kiedy na
                imprezie w przedszkolu większość publiczności to matki, skomentowałabym: wiele
                dzieci mieszka bez swoich ojców. Czasem dorośli się kochają, ale nie umieją się
                pogodzić i zaczynają mieszkać odzielnie." Nie wiem, co twoje dziecko wie o
                biologi - moje wie od jakiegoś 2 roku życia, że do powstania człowieka
                potrzebna jest komórka matki i komórka ojca. Przy tej wiedzy dziecko łatwiej
                rozumie czym jest biologiczne rodzicielstwo.
                Bez względu na to, jak silnie dziecko jest związane z twoim partnerem,
                najczęściej biologiczni rodzice są dla dziecka ważni - po to, by ustawić jakoś
                samego siebie, rozumieć swoje korzenie. Dlatego tyle dzieci adoptowanych szuka
                swoich bilogicznych rodziców, ktzy oddali je z własnej nieprzymuszonej woli. I
                dla dorastającego za kilkanaście lat dziecka to jak kiedyś twój eks cie
                potraktował będzie o wiele mniej ważne niż to co uda im się - lub nie uda -
                zbudować między sobą.
              • jowita771 Re: ogromny dylemat! poradzcie...!!! 19.12.06, 11:58
                nareszcie ktoś Ci napisał to, co chciałaś przeczytać. weszłaś po radę i
                naprowadzasz, naprowadzasz, a głupie dziewczyny radzą, że może tak, a może
                inaczej zorganizować te kontakty. a Ty najpierw piszesz, że dziecko w ogóle nie
                kojarzy, że ten pan to jego tata, ale potem okazuje się, że synek mówi, że jego
                tata mieszka w RODKu. więc jednak wie, że to tata. i nareszcie ktoś to napisał -
                takie kontakty nie są dobre, może pomysl o ograniczeniu albo odebraniu praw.
                przecież o taką radę chodziło, prawda? bo masz dla swojego synka nowego,
                lepszego tatę.
                • jowita771 PS 19.12.06, 12:00
                  na klawiaturze jest też kropka, trochę męczące te wykrzykniki. i sprawiasz
                  wrażenie pieniaczki przez to.
                • anetina Re: ogromny dylemat! poradzcie...!!! 19.12.06, 12:01
                  Jowita

                  ale życie nie polega na tym, ze znajdując nowego partnera dla siebie mama ma
                  zabrać dziecku biologicznego ojca

                  Samamama musi po prostu sama zrozumieć, co ona chce
                  właściwie do końca to sama nie wie, czego chce

                  niech zacznie rozmowę z eksem
                  i wtedy zobaczy
                  • jowita771 Re: ogromny dylemat! poradzcie...!!! 19.12.06, 12:09
                    ja wiem. też jestem dzieckiem rozwiedzionych rodziców, tez mam ojczyma (i
                    miałam go jako dziecko).
                    chodziło mi o to, że każdą Waszą radę na temat zorganizowania kontaktów ojciec -
                    dziecko założycielka wątku kwitowała, że tak się nie da. porozmawiać - nie, u
                    niej w domu - nie, puścić dziecko z ojcem - nie. bo jej honor nie pozwala. z
                    takim podejściem nie rozważy żadnej rady. mam wrażenie, że czekała tylko na
                    jedną radę - żeby odsunąć ojca.
                      • jowita771 Re: ogromny dylemat! poradzcie...!!! 19.12.06, 12:24
                        z tym, że nieraz wart naprawdę rozważyć czyjeś rady, bo z boku coś może
                        wyglądać inaczej. gołym okiem widać, że samamama nie uporała się z uczuciami do
                        eksa. dla niej napewno wygodniej, żeby facet zniknął z jej życia i nie pokazał
                        się nigdy więcej. ale po co dorabianie ideologii, że chodzi o doro dziecka.
                        dziewczyna chciałaby założyć rodzinę i przeszłość wymazać gumką myszką. a
                        prawda jest taka, że to, co dla niej jest przeszłością, dla jej dziecka jest
                        teraźniejszością i przyszłością.
                  • samamama8 Re: ogromny dylemat! poradzcie...!!! 20.12.06, 06:40
                    sorry , ale czy dlatego, ze on mnie zostawil...ja mam teraz byc cale zycie
                    sama! nie wmowicie mi, ze dla mojego dziecka lepiej by bylo gdyby mieszkal sam
                    z samotna matka, a z ojcem widywal sie kilkanascie razy w roku i wszyscy
                    udawali by szczesliwa rodzine!
                    to nie ja jego zostawilam, tylko on mnie! dlaczego w zwiazku z tym nie moge
                    sobie ulozyc zycia na nowo, z kims innym skoro on nie chcial!
                    Czy to takie dziwne! Caly czas sie mowi, ze nie mozna budowac zwiazku tylko ze
                    względu na dziecko, więc pewnie i nie mozna całe zycie być samemu tylko
                    dlatego, żeby dziecko było szczęśliwe! bo i tak by nie było! Tym bardziej, ze
                    to chlopiec, ktory potrzebuje kontaktu z ojcem! ale nie takiego na odwal
                    się...tylko takiego z sercem!
                    I jeszcze raz podkreślam, gdybym chciała facetowi zabronic kontaktów...dawno
                    bym to zrobiła...bo od dawna mam partnera! Nie od wczoraj!!!!!!!
                    Mojemu partnerowi nie przeszkadzają kontakty małego z ojcem, wręcz przeciwnie
                    uważa, że powinny być...
                    tylko ja mam mieszane uczucia...bo widze, że on nie interesuje się nim tak jak
                    normalnie rodzic powinien interesowac się dzieckiem!!!

                    I gdyby on choć raz, raz w życiu zrobił coś czy powiedział, ze ja byłabym
                    spokojna, że nie skrzywdzi mojego syna, że wszystko co robi, robi z miłości do
                    niego, że nie będzie mu mówił, że ma głupią matkę tylko po to by się na mnie
                    znów wyrzyć...ale tak się nie da!
                    Nie da się teraz odkupić zaufania w kilka godzin czy nawet dni!
                    Po prostu się nie da i już!
                    Są takie chwile, że już nawet jestem w stanie sobie jakoś to wszystko ułozyc,
                    poukładac, uwierzyć, że będzie dobrze...i zawsze wtedy on robi coś takiego...że
                    ręce opadają!

                    I dopóki ja nie będę miała zaufania, dopoki nie będe na 100 % pewna, że ten
                    człowiek ma szczere intencje co do mojego dziecka...zawsze będę miała
                    wątpliwości!!! bo nie pozwolę, by znów go skrzywdził, by się nim bawił tylko po
                    to by zaspokoić swoje cholerne ego! I nie wmówicie mi również, że każdy
                    człowiek robi tylko to co sam chce!!! bzdura! żyjemy w społeczeństwie i
                    niestety musimy się czasem dostosowywać!
                    Powiedzcie w takim razie dlaczego pod byle pretekstem odwołuje te widzenia
                    tekstem np. wszyscy w domu są chorzy i nie chce zarazic małego dzwoniąc na dwie
                    godziny przed widzeniem! Ciekawe, że wszyscy się rozchorowali 2 godziny przed
                    widzeniem i ciekawe, że są tak bardzo chorzy a następnego dnia ( jego
                    współmieskzańcy)jego matka jedzie rowerkiem o 7 rano do pracy i młodszy brat
                    (lat 14) idzie do szkoły!!! bardzo ciekawe...a może mu coś ważniejszego
                    wypadło, tak ważnego, że nie może 2 razy w miesiącu znaleźc czasu dla swojego
                    ponoć syna! i że tak strasznie nie może się spotkania doczekać, że mu się o nim
                    przypomina na dwie godziny przed widzeniem!


                    a wykrzykniki stawiam...nie dlatego, że jestem narwana, tylko dlatego, że mnie
                    sprawa bezpośrednio dotyczy i wten sposób ukazuję, że mi naprawdę zależy na
                    odpowiedzi, że chcę jak najdokładniej opisać to wszystko...a nie że sobie piszę
                    jakieś tam historyjki zupełnie mi obojętne!!!
                    • anetina Re: ogromny dylemat! poradzcie...!!! 20.12.06, 07:49
                      samamama8 napisała:

                      > sorry , ale czy dlatego, ze on mnie zostawil...ja mam teraz byc cale zycie
                      > sama! nie wmowicie mi, ze dla mojego dziecka lepiej by bylo gdyby mieszkal
                      sam
                      > z samotna matka, a z ojcem widywal sie kilkanascie razy w roku i wszyscy
                      > udawali by szczesliwa rodzine!



                      co jest nalepsze dla dziecka - wie mama
                      mam podobną sytuację
                      syn mój ma "pełną" rodzinę
                      ma mamę i ma kogoś, kogo traktuje jak tatę
                      kogoś, kto go kocha i traktuje jak syna

                      dobrze, ze macie kogoś, komu możesz zaufać bezgranicznie

                      nam tylko chodzi o chorą sytuację
                      jeden tata w domu, drugi tata w sądzie




                      > to nie ja jego zostawilam, tylko on mnie! dlaczego w zwiazku z tym nie moge
                      > sobie ulozyc zycia na nowo, z kims innym skoro on nie chcial!



                      jak najbardziej jestem za tym, abyś ułożyła swoje zycie po swojemu
                      kochaj i bądź kochana




                      > Czy to takie dziwne! Caly czas sie mowi, ze nie mozna budowac zwiazku tylko
                      ze
                      > względu na dziecko, więc pewnie i nie mozna całe zycie być samemu tylko
                      > dlatego, żeby dziecko było szczęśliwe! bo i tak by nie było!



                      ale czy dziecko byłoby szczęśliwsze bez twopjego partnera
                      z twojego opisu wynika jasno, ze traktują się jak tata i syn
                      dziecko jest więc szczęśliwe



                      Tym bardziej, ze
                      > to chlopiec, ktory potrzebuje kontaktu z ojcem! ale nie takiego na odwal
                      > się...tylko takiego z sercem!
                      > I jeszcze raz podkreślam, gdybym chciała facetowi zabronic kontaktów...dawno
                      > bym to zrobiła...bo od dawna mam partnera! Nie od wczoraj!!!!!!!



                      więc o co tak naprawdę chodzi w tym wątku !?



                      > Mojemu partnerowi nie przeszkadzają kontakty małego z ojcem, wręcz przeciwnie
                      > uważa, że powinny być...
                      > tylko ja mam mieszane uczucia...bo widze, że on nie interesuje się nim tak
                      jak
                      > normalnie rodzic powinien interesowac się dzieckiem!!!




                      u mnie jest to samo
                      ja jestem za tym, że jak Mały zdecyduje się poznać ojca, ja mu pomogę
                      a M. jest przeciwnego zdania
                      nie zna mego eksa, ale już na samą myśl, ze nie chce mieć kontaktu z dzieckiem,
                      na sam widok dostałby w ...



                      >
                      > I gdyby on choć raz, raz w życiu zrobił coś czy powiedział, ze ja byłabym
                      > spokojna, że nie skrzywdzi mojego syna, że wszystko co robi, robi z miłości
                      do
                      > niego, że nie będzie mu mówił, że ma głupią matkę tylko po to by się na mnie
                      > znów wyrzyć...ale tak się nie da!
                      > Nie da się teraz odkupić zaufania w kilka godzin czy nawet dni!
                      > Po prostu się nie da i już!



                      zgadzam się




                      > Są takie chwile, że już nawet jestem w stanie sobie jakoś to wszystko ułozyc,
                      > poukładac, uwierzyć, że będzie dobrze...i zawsze wtedy on robi coś
                      takiego...że
                      >
                      > ręce opadają!
                      >
                      > I dopóki ja nie będę miała zaufania, dopoki nie będe na 100 % pewna, że ten
                      > człowiek ma szczere intencje co do mojego dziecka...zawsze będę miała
                      > wątpliwości!!! bo nie pozwolę, by znów go skrzywdził, by się nim bawił tylko
                      po
                      >
                      > to by zaspokoić swoje cholerne ego! I nie wmówicie mi również, że każdy
                      > człowiek robi tylko to co sam chce!!! bzdura! żyjemy w społeczeństwie i
                      > niestety musimy się czasem dostosowywać!
                      > Powiedzcie w takim razie dlaczego pod byle pretekstem odwołuje te widzenia
                      > tekstem np. wszyscy w domu są chorzy i nie chce zarazic małego dzwoniąc na
                      dwie
                      >
                      > godziny przed widzeniem! Ciekawe, że wszyscy się rozchorowali 2 godziny przed
                      > widzeniem i ciekawe, że są tak bardzo chorzy a następnego dnia ( jego
                      > współmieskzańcy)jego matka jedzie rowerkiem o 7 rano do pracy i młodszy brat
                      > (lat 14) idzie do szkoły!!! bardzo ciekawe...a może mu coś ważniejszego
                      > wypadło, tak ważnego, że nie może 2 razy w miesiącu znaleźc czasu dla swojego
                      > ponoć syna! i że tak strasznie nie może się spotkania doczekać, że mu się o
                      nim
                      >
                      > przypomina na dwie godziny przed widzeniem!



                      jak w końcu - widuje się z dzieckiem 2 razy w tygodniu czy 2 razy w miesiącu ?
                      dlatego porozmawiaj z eksem spokojnie na temat widzenia się z dzieckiem
                      lepiej żeby się nie widywali tylko w sądzie
                      już lepiej w ogóle
                      ale najpierw musicie spokojnie porozmawiać
                      • samamama8 Re: ogromny dylemat! poradzcie...!!! 20.12.06, 07:56
                        cyt. "nam tylko chodzi o chorą sytuację
                        jeden tata w domu, drugi tata w sądzie"

                        Mnie własnie o to chodzi, by się dowiedziec czy to jest chora sytuacja taka, że
                        jeden tata w domu drugi 2 razy w miesiącu!
                        Czy dziecko to zrozumie...i czy jest mu to potrzebne w sytuacji gdy ma tate na
                        codzien w domu?
                        Nie sądze, abym kiedykolwiek rozstała się z moim partnerem, ale życie mi
                        pokazało, że wszystko jest możliwe...dlatego to jest dla mnie bynajmniej takie
                        trudne! Co robić! Jak dziecku to tłumaczyc? ciągnąc dalej taką sytuację, ze
                        jeden tata w domu a drugi od czasu do czasu, czy przerwac? właśnie o to mi
                        chodzi???? co robić...? tak, żeby dziecku było jak najlepiej




                        • anetina Re: ogromny dylemat! poradzcie...!!! 20.12.06, 08:06
                          chorą sytuacją jest to, ze nie potraficie bez emocji pogadać
                          musisz najpierw przemyśleć wszystko spokojnie
                          wyrzucić żale
                          na komentarze eksa się nie odzywać

                          niech dziecko widzi, ze ty jesteś spokojna
                          inaczej dziecko nie zrozumie nic z tego
                          samo nie będzie potrafiło ocenić tej sytuacji
                          • samamama8 Re: ogromny dylemat! poradzcie...!!! 20.12.06, 08:24
                            o tym jak powinno do niego mówic już pisałysmy...
                            Moim zdaniem tata to nie tylko ten co dał nasienie, tylko ten co wychowuje, co
                            się opiekuje, co pomaga, radzi, uczy...
                            Czyli dzieci z domów dziecka, którzy mają biologicznych rodziców, a adoptuje je
                            zupełnie obca osoba też nie powinny mówić mama i tata bo przecież oni nie są
                            biologiczni!
                            Nie rozumiem dlaczego Ty nie pozwalasz swojemu dziecku mówić tata do M. skoro
                            piszesz, że M zamierza Go adoptować! Czyli co narazie ma mówić po imieniu do
                            czasu adopcji, a nagle pewnego dnia wrócicie z sądu z papierami adopcyjnymi i
                            powiesz synu teraz możesz mówić do niego tata!

                            A dzieci zapłodniane metodą in vitro, które nigdy nie dowiedzą się kto jest ich
                            biologicznym ojcem też nie powinny mówić do meża zapłodnionej w ten sposób
                            mamy "tato"????????

                            Tato czy mama moim zdaniem nie oznacza tego który ofiarował Ci komórkę i
                            zostawił na pastwę losu...tylko tego, który Cię kocha i wychowuje!!!

                            • anetina Re: ogromny dylemat! poradzcie...!!! 20.12.06, 08:46
                              samamama8 napisała:

                              > o tym jak powinno do niego mówic już pisałysmy...
                              > Moim zdaniem tata to nie tylko ten co dał nasienie, tylko ten co wychowuje,
                              co
                              > się opiekuje, co pomaga, radzi, uczy...


                              dlatego mój syn ma "ojca", którego nie zna i M., którego traktuje jak tata



                              > Czyli dzieci z domów dziecka, którzy mają biologicznych rodziców, a adoptuje
                              je
                              >
                              > zupełnie obca osoba też nie powinny mówić mama i tata bo przecież oni nie są
                              > biologiczni!



                              i dla mnie jest wazne słowo - adopcja
                              tylko wtedy dziecko ma prawo zdecydować o mówieniu tata




                              > Nie rozumiem dlaczego Ty nie pozwalasz swojemu dziecku mówić tata do M. skoro
                              > piszesz, że M zamierza Go adoptować!



                              bo M. nie jest tatą
                              po adopcji - nie ma problemu
                              w tym momencie M. jest moim partnerem i przyjacielem mojego syna
                              a że obydwoje sie traktują jak tata i syn, to wcale nie oznacza, ze Mały ma tak
                              do niego mówić





                              Czyli co narazie ma mówić po imieniu do
                              > czasu adopcji, a nagle pewnego dnia wrócicie z sądu z papierami adopcyjnymi i
                              > powiesz synu teraz możesz mówić do niego tata!



                              ja tak dziecku nie powiem
                              dziecko ma samo zdecydować
                              M. nie jest tatą, aby Mały tak do niego mówił

                              tak samo po sprawie - nie powiem mu, ze od tej pory ma mówić tata
                              dziecko ma samo dorosnąć do tej decyzji


                              a tak w ogóle, ja już pisałam co prawda
                              ale i tak do końca się waham odnośnie adopcji
                              mam jeszcze trochę czasu do decyzji\




                              >
                              > A dzieci zapłodniane metodą in vitro, które nigdy nie dowiedzą się kto jest
                              ich
                              >
                              > biologicznym ojcem też nie powinny mówić do meża zapłodnionej w ten sposób
                              > mamy "tato"????????



                              to tez jest kompletnie inna sytuacja
                              w dokumentach jako tata mają męża matki
                              on też ich wychowuje



                              >
                              > Tato czy mama moim zdaniem nie oznacza tego który ofiarował Ci komórkę i
                              > zostawił na pastwę losu...tylko tego, który Cię kocha i wychowuje!!!
                              >



                              tak
                              pod warunkiem, ze masz pewność bycia razem

                              już niedawno był wątek
                              dziecko ma biolgicznego ojca
                              matka związała się z kims innym
                              dziecko mówiło tata do partnera
                              i co?
                              rozstali się
                              i rozwiązali sytuację, ze dziecko widywało się od czasu z partnerem matki, niby
                              swoim ojcem


                              tak więc dla mnie adopcja przez partnera matki
                              mówienie przez dziecko tata do partnera
                              jest poprzedzona pewnością związku
                              chociażby i papierkiem ślubu

                              ale i tak mam o czym myśleć, czy na pewno dobrze robimy, czy M. jest pewny, ze
                              chce byc ojcem i na papierze
                              jest to bardzo duża odpowiedzialność
                              • samamama8 Re: ogromny dylemat! poradzcie...!!! 20.12.06, 08:53
                                no właśnie, my bierzemy ślub za kilka miesięcy, kupiliśmy wspólnie mieszkanie i
                                ja nie kazałam małemu mówić tata. Sam zaczał więc stwierdziłam, że nie ma sensu
                                mieszać dziecku i narazie mu to w jakiś sposób odradzać a za jakiś czas
                                pozwalać!
                                • anetina Re: ogromny dylemat! poradzcie...!!! 20.12.06, 08:57
                                  więc tego tatę zostaw w spokoju
                                  nic tu dziecku już nie plącz

                                  wyjasnij tylko z eksem
                                  ustalcie może inne miejce spotkań
                                  a moze rzeczywiście eks nie chce się kontaktować
                                  dlatego najpierw musisz porozmawiać z eksem

                                  kwestia tylko taka
                                  jeśli twój partner będzie chciał adoptować w pełni dziecko, eks nie będzie już
                                  płacił alimentów
                                  a prawo do kontaktów - chyba nadal mógłby mieć
                                  chociaz tego nie jestem pewna
                                      • samamama8 Re: ogromny dylemat! poradzcie...!!! 20.12.06, 09:12
                                        nie wydaje mi się, to by oznaczało, że skoro nie ma praw to może go adoptowac
                                        np. mój mąż i wtedy i mój mąż ma obowiązek łożenia na dziecko i wychowania i
                                        ten biologiczny tez?
                                        tak być nie może!
                                        wg. prawa tylko jeden może był tym prawnym opiekunem, czyli tym który ma
                                        obowiazek łożenia i wychowywania
                                      • alicja_wk Re: ogromny dylemat! poradzcie...!!! 20.12.06, 12:09
                                        Przeczytałam cały wątek i po zapoznaniu się z sytuacją pojawia się we mnie
                                        tylko jedno pytanie: Czy to dla dobra dziecka?
                                        Cały czas tylko ta myśl przewija się przez wszystkie posty, bo rzeczywiście
                                        dobro dziecka jest zawsze najważniejsze. Ono nie powinno cierpiec za błędy
                                        swoich rodziców, wiec musimy się starać stworzyc mu takie warunki, aby jak
                                        najmniej odczuło rozstanie swoich rodziców, bo przeciez to nie ono się z nimi
                                        rozwodzi. Ale jesli dziecko wczesniej nie znało swojego ojca, tak jak w tym
                                        przypadku, jesli jego rola i udział w życiu dziecka zakonczył się na
                                        zapłodnieniu, to po co nagle stwarzac sztuczne rodzicielstwo?!
                                        Co innego jesli rodzice sie rozstaja, ale do tego czasu dziecko miało dobry
                                        kontakt z ojcem, zdążyło wytworzyc z nim więź emocjonalną, a ich spotkania i
                                        relacje pozostana niezmienione i są wręcz konieczne, bo inaczej wyrządzilibysmy
                                        dziecku ogromną krzywdę pozbawiając je tego.
                                        Ale co w Twojej sytuacji dają dziecku te spotkania z ojcem?! Dla mnie wygląda
                                        to jedynie na chęć stworzenia pozorów troskliwego i kochającego ojca, aby tak
                                        jak napisałaś, nikt z tych, którzy go znaja nie mógł mu zarzucić, że sie nie
                                        interesuje dzieckiem, bo juz piętno porzucenia matki i własnego dziecka na nim
                                        ciązy, wiec chyba po prostu chce sie zrehabilitowac i udowodnic wszystkim w
                                        koło, ze wcale nie jest taki zły. Przecież wystarczy przeczytać tych kilka
                                        postów, aby zauwazyć, że nie ma w nim wielkiej miłosci do syna, bo tak nie
                                        zachowuje się ktoś kto kocha. Owszem mozna spekulowac nad tym czy kocha czy
                                        nie, bo niby skąd my to mozemy wiedziec co czuje, ale przeciez to czyny sa
                                        wyrazem miłosci, a w jego przypadku miłosc do syna wyraza sie poprzez spotkania
                                        2 razy w miesiącu. Wybaczcie, ale według mnie tak nie zachowuje sie kochający
                                        tata. A skoro kontakt z synem nie wypływa z potrzeby serca, jesli oprócz
                                        odbębnienia 2 godzinek ojciec nie wykazuje żadnego zainteresowania i żadnej
                                        troski o syna, to dla mnie taka sytuacja jest rzeczywiscie mąceniem dziecku w
                                        głowie i wyrządza mu więcej krzywdy niz pożytku, bo narusza jego stabilizację i
                                        porządek świata.
                                        Dlaczego te kontakty z biologicznym ojcem są tak ważne, jesli nie wnoszą nic
                                        pozytywnego w zycie dziecka? Dla samej zasady? Dla spokojnosci sumienia? Dla
                                        własnej asekuracji, w razie gdyby dziecko kiedys miało nam cos wypomniec?
                                        Jesli ktos nigdy nie był ojcem dla własnego dziecka, to nagle sie nim nie
                                        stanie dzieki dwugodzinnym spotkaniom, bo widac, że czasem nawet na to go nie
                                        stać, wiec nie ma tu mowy o częstszych kontaktach w celu wytworzenia więzi. Czy
                                        myslicie, ze człowiek, który przyczynił sie do tego, że ten chłopczyk żyje jest
                                        mu bliższy niz ten, który go wychowuje, poswieca czas, uwagę, troszczy sie o
                                        niego, daje swoja miłosc i opiekę? Ja szczerze w to wątpię!
                                        Czy uważacie, że dziecko nie jest w stanie stworzyc takiej bliskości z
                                        partnerem matki, aby to własnie od niego miec wsparcie w każdej sytuacji?
                                        • anetina Re: ogromny dylemat! poradzcie...!!! 20.12.06, 12:20
                                          na ostatnie pytanie

                                          dziecko jest w stanie zaufać i pokochać partnera mamy
                                          jest w stanie zaakcptowac go jako tatę




                                          ale tu jest taka kwestia, ze to sąd nakazał kontakt w RODK
                                          poniekąd nie było innego wyjścia
                                          tylko pytanie jest najważniejsze, dlaczego te spotkania w RODk tak długo trwają?
                                          to już ponad 2 lata

                                          tu już dawno powinno się rozwiązac tą sytuację

                                          dlatego Samamama jest namawiana do rozmowy z eksem
                                          do ustalenia najlepszego wyjścia

                                          część z nas woła, żeby odizolować kontakt ojca z dzieckiem
                                          część z nas - kontynuować, ale w innym miejscu

                                          a tak naprawdę my nie znamy całej sytuacji ze wszystkich stron
                                          nie możemy za tą dziewczynę zdecydować, co ma zrobić

                                          ja na jej miejscu już dawno cokolwiek zrobiła
                                          na szczęście, ja nie jestem na jej miejscu
                                          mój eks zdecydował się nie utrudniać nam życia i my z Małym nie narzekamy z
                                          tego powodu
                                          • chalsia Re: ogromny dylemat! poradzcie...!!! 20.12.06, 12:46

                                            > na szczęście, ja nie jestem na jej miejscu
                                            > mój eks zdecydował się nie utrudniać nam życia i my z Małym nie narzekamy z
                                            > tego powodu
                                            >

                                            i dlatego nie powinnaś (bo nie da się) porównywać swojej sytuacji do sytuacji
                                            autorki watku, bo ojciec Twojego dziecka W OGÓLE GO NIE ZNA.

                                            Chalsia
                                            • anetina Re: ogromny dylemat! poradzcie...!!! 20.12.06, 12:57
                                              dlatego Chalsiu ja nie porównuję
                                              bo moja sytuacja jest całkiem inna

                                              poza tym ja już dorosłąm do decyzji, ze dziecko powinno znać swojego
                                              biologicznego ojca
                                              ale w tym momencie to eks powinien o tym zdecydować
                                              dziecko samo w sobie jest teraz za małe
                                              jak podrośnie i będzie rozumiało całą sytuację i poprosi o kontakt z ojcem, ja
                                              mu pomogę



                                              a tutaj w tym watku jestem za tym, aby Samamama sama zaczęła rozmowę z eksem,
                                              jeśli on nie potrafi
                                              żeby sama zrobiła pierwszy krok

                                              i nie jestem za tym, aby w tym momencie jej dziecko na jej partnera mówiło tata
                                          • alicja_wk Re: ogromny dylemat! poradzcie...!!! 20.12.06, 13:28
                                            "ale tu jest taka kwestia, ze to sąd nakazał kontakt w RODK
                                            poniekąd nie było innego wyjścia
                                            tylko pytanie jest najważniejsze, dlaczego te spotkania w RODk tak długo trwają?
                                            to już ponad 2 lata"

                                            Według mnie nie to jest najważniejsze gdzie ojciec sie spotyka z dzieckiem, bo
                                            to jest tylko otoczka, to jest tylko miejsce, ono nie ma znaczenia w relacjach
                                            ojciec - dziecko, bo gdyby tylko ojciec chciał, to robiłby wszystko, aby
                                            stworzyc więź ze swoim dzieckiem, niezależnie od miejsca. Ale własnie dlatego,
                                            ze najpierw go w ogole nie było, a potem sie nagle zaczął sporadycznie pojawiać
                                            to uniemożliwił sobie uczestniczenie w zyciu dziecka. Przeciez wystarczyłaby
                                            odrobina chęci, aby stworzyć zdrowe relacje, ale trzeba po prostu chciec, a
                                            jesli sie chce, to sie o to walczy, nawet jesli matka utrudnia. Ale w tym
                                            przypadku widac ewidentne pojscie na łatwizne "skoro sąd tak ustalił to niech
                                            tak będzie" - wilk syty i owca cała.
                                            Powiedzcie mi, który na prawdę kochajacy ojciec tak się zachowuje? Czy jesli
                                            zalezy nam na własnym dziecku, to ograniczamy swoje kontakty z nim do spotkan 2
                                            razy w miesiacu, zeby tylko odfajkować?
                                            Według mnie zachowanie tego pana nie przynosi żadnych korzyści dla dziecka, a
                                            wręcz wyrządza mu krzywdę, bo jesli ktos chce byc dobrym ojcem, to niech nim
                                            będzie na codzien, a jesli jest bylejakim, to lepiej nich zniknie z jego życia.
                                            Dla mnie jest to sztuczne tworzenie pozytywnych relacji. Kojarzy mi się to
                                            trochę ze swataniem w pary w krajach arabskich. Po prostu pewne prawa (w
                                            przypadku dziecka biologia) decyduja o tym, że ludzie MUSZĄ być ze sobą, nie
                                            ważne czy chcą czy nie, czy jest to im do szczęścia potrzebne, po prostu tak
                                            musi byc, bo tak wypada, bo tak jest przyjęte.
                                            A przecież jesli ludzie chcą ze sobą przebywać, to nie trzeba prowadzić żadnych
                                            negacjacji, nie trzeba im stwarzać dogodnych warunków, nie trzeba ich o to
                                            prosić, namawiać, proponować, nadskakiwać, bo oni to robią sami z siebie,
                                            wypływa to z nich naturalnie. Co z tego, że nie ojciec nie moze mieszkac z
                                            dzieckiem, tak jak któraś z was wspomniała o ojcu marynarzu, który wypływa w
                                            rejs i tez nie jest ze swoim dzieckiem na codzien, ale to nie znaczy, że ich
                                            relacje są złe.

                                        • samamama8 Re: ogromny dylemat! poradzcie...!!! 21.12.06, 11:13
                                          o to mi własnie cały czas chodzi...tylko strasznie ciężko kogokolwiek było mi
                                          przekonać! Bo każdy zarzuca, że próbuję zabronić synowi kontaktów z ojcem, bo
                                          sobie znalazłam faceta! Tylko, że tego nowego faceta nie znalazłam wczoraj i
                                          nagle postanowiłam, że tego "starego" usuniemy...
                                          z moim obecnym partnerem, wkrótce mężem jestem właściwie od 9 miesiąca życia
                                          mojego dziecka, i mój syn jest z nim bardziej zżyty niż z
                                          biologicznym...własciwie wątpię w to czy z tym biologicznym jest jakolwiek wieź
                                          emocjonalna, bo niby jakim cudem miałaby się narodzić????

                                          Dlatego czasem przeraża mnie, gdy widze jak moje dziecko lgnie do mojego
                                          przyszłego męża, a jest zupełnie obojętne w stosunku do biologicznego!
                                          I stąd te wątpliwości czy to wogóle jest mu potrzebne? Czy mu to nie miesza w
                                          głowie????

                                          Alicja_wk dziękuję bardzo za Twój post!!!!!!!!!!!!!!!!
                    • wyksztalciuh Re: ogromny dylemat! poradzcie...!!! 20.12.06, 13:47
                      Qrcze kobieto ty jestes zupelnie nieprzemakalna.

                      > sorry , ale czy dlatego, ze on mnie zostawil...ja mam teraz byc cale zycie
                      > sama! nie wmowicie mi, ze dla mojego dziecka lepiej by bylo gdyby mieszkal sam
                      > z samotna matka, a z ojcem widywal sie kilkanascie razy w roku i wszyscy
                      > udawali by szczesliwa rodzine!

                      A kto probowal Ci cos takiego wmowic? Dyskutuj z tym, co zostalo napisane, a nie
                      z tezami, ktore sobie sama wymyslasz.

                      > to nie ja jego zostawilam, tylko on mnie! dlaczego w zwiazku z tym nie moge
                      > sobie ulozyc zycia na nowo, z kims innym skoro on nie chcial!

                      Alez ukladaj sobie na zdrowie.

                      > I jeszcze raz podkreślam, gdybym chciała facetowi zabronic kontaktów...dawno
                      > bym to zrobiła...bo od dawna mam partnera! Nie od wczoraj!!!!!!!

                      Nie zabronilabys, bo nie masz do tego podstaw ani prawa. Prawa rodzicielskie
                      moze ograniczyc lub odebrac jedynie sad z waznych powodow, a nie z powodu
                      widzimisie niezrownowazonej matki.

                      > I gdyby on choć raz, raz w życiu zrobił coś czy powiedział, ze ja byłabym
                      > spokojna, że nie skrzywdzi mojego syna, że wszystko co robi, robi z miłości do
                      > niego, że nie będzie mu mówił, że ma głupią matkę tylko po to by się na mnie
                      > znów wyrzyć...ale tak się nie da!

                      Ja mu sie nie dziwie, ze tak mowi - po tym co zaprezentowalas na forum to i tak
                      lagodne okreslenie.
                      • samamama8 Re: ogromny dylemat! poradzcie...!!! 21.12.06, 11:32
                        tak się składa człowieku, że gdybym tylko nie chciała to mój syn nie widywałby
                        się z bilogicznym ojcem...wiesz roczne dziecko często choruje, może mieć
                        alergię i milion innych rzeczy...mówiłabym co dwa tyg. że jest chore...i co sąd
                        wsadziłby mnie do więzienia jak miałabym zaświadczenie lekarskie???!!!
                        Na jakim Ty świecie żyjesz? Wszyscy kombinują jak tylko mogą na każdym kroku i
                        ja również bym mogła...jakbym tylko chciała! Adwokat powiedział mi, że gdybym
                        tak robiła to po jakichś dwóch latach gdyby mi ojciec udowodnił, że to
                        specjalnie, a nie że dziecko naprawdę choruję ( a ciężko podwarzyć
                        zaświadczenie lekarskie!) sąd co najwyżej mógłby mnie ukarać grzywną w
                        wysokości kilkuset złotych!!! a potem znowu od nowa....

                        tylko, że ja tak nie chcę...
                        bo chciałam, żeby mój synek miał ojca, który by go kochał...żeby wokól niego
                        było mnóstwo kochających osób...dlaczego miałabym mu to odbierać!?

                        Tylko, że ojciec poza wniesieniem do sądu pisma o widzenia i poza
                        przyjeżdzaniem kilkanaście razy w roku nic kompletnie nie robi...
                        o nic nigdy nie zapyta, nie zasugeruje...

                        Jak na wiosnę tego roku zasugerowałam, że syn chciałby mieć rowerek, strasznie
                        się oburzył i wściekły powiedział, żebym mu nigdy więcej takich aluzji nie
                        robiła, bo on nie ma pieniędzy, bo jego jeszcze wtedy nie-żona jest w ciąży i
                        że ma w związku z tym straszne wydatki!!! ( tak jakbym ja nie była nigdy w
                        ciąży i nie wiedziała )

                        A dwa miesiące później przyjechał z nowiutkim aparatem cyfrowym za tysiąc
                        złotych i robił małemu zdjęcia...

                        Masz rację może i jestem głupia, ale na pewno nie dlatego, że kocham swoje
                        dziecko tylko dlatego, że byłam z takim podłym i dwulicowym człowiekiem i
                        wcześniej tego nie widziałam!
                        Jak ja mogłam być taka głupia!!!!i przeze mnie, że byłam tak głupia i tak ślepo
                        zakochana moje dziecko ma takiego ojca...
                        z jednej strony nie moge sobie wytłumaczyć jak mogłam byc tak długo taka ślepa,
                        z drugiej gdybym nie była taka nie miałabym syna...i znów koło się zamyka...!
                • bartek987 Re: ogromny dylemat! poradzcie...!!! 19.12.06, 12:33
                  <<nareszcie ktoś Ci napisał to, co chciałaś przeczytać. weszłaś po radę i
                  naprowadzasz, naprowadzasz, a głupie dziewczyny radzą, że może tak, a może
                  inaczej zorganizować te kontakty. a Ty najpierw piszesz, że dziecko w ogóle nie
                  kojarzy, że ten pan to jego tata, ale potem okazuje się, że synek mówi, że jego
                  tata mieszka w RODKu. więc jednak wie, że to tata.>>

                  miesza jak zupe w garze bo sama nie wie co chce....
          • pelagaa Re: ogromny dylemat! poradzcie...!!! 19.12.06, 10:48
            > Nazywa się to prawem rodziców do osobistej styczności z dzieckiem .Prawo to
            > wynika z blizkiej więzi rodzinnej i uczuciowej i jest ono niezależne od
            > władzy rodzicielskiej .

            Masz gebe pelna frazesow, ciekawe co z prawem dziecka z stycznosci z ojcem,
            kiedy to ojciec olewa dziecko. Tez cos madrego napiszesz?
            Kolejny zblakany kaganek oswiaty... ech sad
              • samamama8 Re: ogromny dylemat! poradzcie...!!! 20.12.06, 07:04
                Prawdziwa matka nie ma honoru!!!


                aha, czyli mam się uśmiechąc, przynosić kawki czlowiekowi, który na każdym
                kroku gdy probuję podjąc z nim rozmowę zlewa mnie głupimi aluzjami, który
                napluł moim rodzicom, że są dziadami, że nic nie mają, ze są głupi bo nie mają
                wykształcenia jak jego najmądrzejsza na świecie mama która ma skończoną szkołę
                średnia!!!! czlowiekowi, który założył sprawę o widzenia tylko dlatego, że
                podałam go o alimenty, sam mówił kiedyś, że skoro płaci to ma prawo się
                widywać...więc chyba gdyby nie musiał płacić to by się nie widywał...ja
                bynajmniej tak to rozumiem...człowiekowi, który od dnia porodu do dnia
                dzisiejszego, gdy nas widzi na ulicy udaje, że nas nie zna i jego rodzina
                zresztą również, człowiekowi, który pannie by ją poderwać powiedział, że miał
                dziecko, ale ono umarło!
                Powiedzcie czy on jest nienormalny czy ja jestem!
                Bo przed sądem strasznie kocha swoje dziecko, a poza nim...szkoda gadać!

                Dlaczego tak jest? Nie wiem czy on tylko udaje przed sądem, czy faktycznie mu
                zależy...jakoś tam na swój sposób, czy po prostu zlewa wszystko...ma wszystko w
                d... tylko robi to wszystko aby wyjść teraz z twarzą z całej sytuacji!
                weżcie pod uwage to, że mieszkamy w małej miejscowości, w której wszystcy
                wszystko wiedzą, w której jak on sam nawet mówił ludzie mają go teraz za jakieś
                najgorsze zło, dlatego, że mnie zostawił w ciąży...
                weźcie pod uwagę, że to jest tata który nigdy nie został osikany przez swoje
                dziecko, nigdy dziecku nie podcierał pupy, nigdy nie wycierał łez, nigdy nie
                musiał wysłuchiwać marudzeń, krzyków, tupań nogą, nigdy go mały nie obudził w
                nocy płaczem...czy może być między nimi jakakolwiek więź...czy to, że jest
                dawcą nasienia to już oznacza, że można mówić o jakiejkolwiek więzi między
                dzieckiem a niby rodzicem! Czy to wystarczy! Czy wystarczy dac jedynie nasienie
                i być ojcem????
                Waszym zdaniem mam na zarzut jestes byle kim, uśmiechnąc sie i podać kawę, bo
                dziecko patrzy...????????
                • virtual_moth Re: ogromny dylemat! poradzcie...!!! 20.12.06, 07:51
                  samamama8 napisała:

                  > Waszym zdaniem mam na zarzut jestes byle kim, uśmiechnąc sie i podać kawę, bo
                  > dziecko patrzy...????????

                  Zrobisz jak uważasz, wszyscy juz wiemy, że najlepiej wykreśliłabyś
                  tego "rodkowego" tatusia z życia dziecka, bo mówi, że jesteś byle kim.

                  Teraz skłaniam się ku takim rozwiązaniu - lepiej nic nie rób, moze lepszy
                  rodkowy tatuś niż żaden.
                  • samamama8 Re: ogromny dylemat! poradzcie...!!! 20.12.06, 08:17
                    > Zrobisz jak uważasz, wszyscy juz wiemy, że najlepiej wykreśliłabyś
                    > tego "rodkowego" tatusia z życia dziecka, bo mówi, że jesteś byle kim.
                    >

                    a Waszym zdaniem trzeba zawsze robic tak jak piszą poradniki z psychologii
                    czyli uśmiechac się do byłego, żeby dziecko myslało, że wszyscy się lubią i
                    jest fajnie! Tylko nikt nie myśli o tym, że są pewne sytuacje, które wychodzą
                    poza granice przewidywane w tych poradnikach, że czasem po prostu tak się nie
                    da!Ze gdyby on mnie zostawił, powiedział przepraszam, dogadajmy się, w końcu
                    chodzi o nasze dziecko...nie ma żadnego problemu! a Gdy tatuś poniża i upokarza
                    mamę, nie ma jakiekolwiek szacunku ( nie mówię, żeby on mnie lubił, nie musi,
                    ale chyba mam prawo żeby mnie szanował, bo w końcu urodziłam mu i wychowuję
                    jego dziecko!!!)...to sorry ale tak się chyba nie da!
                    Mam pozwolić się tak traktować, bo to bedzie lepsze dla dziecka!
                    Ok, mogę zrobić wszystko dla mojego dziecka1 Każda matka chyba wszystko
                    zrobiłaby dla dziecka...tym bardziej trudno mi zrozumieć dlaczego ojciec miałby
                    nic nie robić!
                    Wydaję mi się, ża zawsze sukces powinien opierać się o dwie osoby! Bo nie można
                    budować jakichkolwiek relacji gdy druga osoba tego nie chcę lub nie widzi sensu!

                    I jak ma mnie moje kiedyś dorosłe dziecko szanować, gdy dowie się, co tatuś
                    robił a ja sobie na to pozwalałam! I na miłośc boską dziecko nie będzie całe
                    życie małe i głupiutkie, w końcu kiedyś będzie rozumiało...czy naprawdę można
                    tak całe życie udawać sympatię do drugiej osoby i dziecko nie zorientuje się o
                    co chodzi?
                    • anetina Re: ogromny dylemat! poradzcie...!!! 20.12.06, 08:35
                      samamama8 napisała:


                      > a Waszym zdaniem trzeba zawsze robic tak jak piszą poradniki z psychologii
                      > czyli uśmiechac się do byłego, żeby dziecko myslało, że wszyscy się lubią i
                      > jest fajnie!


                      ja bym nie była w stanie
                      mimo ze już nic do niego nie mam



                      Tylko nikt nie myśli o tym, że są pewne sytuacje, które wychodzą
                      > poza granice przewidywane w tych poradnikach, że czasem po prostu tak się nie
                      > da!Ze gdyby on mnie zostawił, powiedział przepraszam, dogadajmy się, w końcu
                      > chodzi o nasze dziecko...nie ma żadnego problemu! a Gdy tatuś poniża i
                      upokarza
                      >
                      > mamę, nie ma jakiekolwiek szacunku ( nie mówię, żeby on mnie lubił, nie musi,
                      > ale chyba mam prawo żeby mnie szanował, bo w końcu urodziłam mu i wychowuję
                      > jego dziecko!!!)...to sorry ale tak się chyba nie da!



                      nie da się
                      wystarczy więc zacisnąć zęby
                      i ... olać to
                      a dziecko niech widzi, ze ty spokoojnie do etgo podchodzisz
                      a gdy już będziesz sama - trzaśnij ręką w ścianę albo krzyknij mocno
                      to ci pomoze rozładować emocje



                      > Mam pozwolić się tak traktować, bo to bedzie lepsze dla dziecka!
                      > Ok, mogę zrobić wszystko dla mojego dziecka1 Każda matka chyba wszystko
                      > zrobiłaby dla dziecka...tym bardziej trudno mi zrozumieć dlaczego ojciec
                      miałby
                      >
                      > nic nie robić!


                      ty i tak dużo robisz
                      wozić dziecko do sądu



                      > Wydaję mi się, ża zawsze sukces powinien opierać się o dwie osoby! Bo nie
                      można
                      >
                      > budować jakichkolwiek relacji gdy druga osoba tego nie chcę lub nie widzi
                      sensu
                      > !



                      dlatego jestem za tym, abyś to ty zaczęła rozmowę
                      nawet jak on nie będzie chciał gadać, ty będziesz miała spokojne sumienie
                      będziesz w porzadku wobec dziecka




                      > I jak ma mnie moje kiedyś dorosłe dziecko szanować, gdy dowie się, co tatuś
                      > robił a ja sobie na to pozwalałam! I na miłośc boską dziecko nie będzie całe
                      > życie małe i głupiutkie, w końcu kiedyś będzie rozumiało...czy naprawdę można
                      > tak całe życie udawać sympatię do drugiej osoby i dziecko nie zorientuje się
                      o
                      > co chodzi?


                      masz nie udawać sympatii
                      masz tylko starac się olać eksak, gdy próbuje ci coś nie tak powiedzieć
                      • samamama8 Re: ogromny dylemat! poradzcie...!!! 20.12.06, 08:41
                        >
                        > masz nie udawać sympatii
                        > masz tylko starac się olać eksak, gdy próbuje ci coś nie tak powiedzieć
                        >
                        >

                        No ale jak będę olewać ojca mojego dziecka, to mały też się zorientuje, że coś
                        jest nie tak i to też przecież będzie nie dobre dla niego!!!
                        Nie ma wyjścia z sytuacji...tak źle i tak nie dobrze!
                    • virtual_moth Re: ogromny dylemat! poradzcie...!!! 20.12.06, 08:42
                      Nie chodzi o udawanie sympatii, tylko o porozumiewanie się na ELEMENTARNYM
                      poziomie. Dziecko będzie bardziej zażenowane tym, że rodzice nie potrafią ze
                      sobą pogadać O NIM niż tym, ze mamusia podaje tatusiowi kawe, mimo że tatuś ją
                      100 lat temu wyzwał.
                      To jest podstawa, kobieto. Jesli on nie potrafi bądź mądrzejsza i pokaż mu, że
                      warto odstawić agresję i urazy na bok PRZYNAJMNIEJ na czas rozmowy i ustaleń
                      dotyczących dziecka.