ogromny dylemat! poradzcie...!!!

18.12.06, 08:14
witam! mam ogromny dylemat! chodzi oczywiscie o dobro mojego dziecka...
tylko najpierw musze troszkę wyjasnic sytuację...
tata mojego syna zostawil mnie jeszcze jak bylam w ciazy...nie mamy ze soba
dobrych relacji! gdy syn mial rok zalozyl sprawe o widzenia (tuz po tym jak
ja zalozylam sprawe o alimenty!!!) zostaly mu zasadzone 2 widzenia w miesiacu
po 2 godziny! Gdy syn jest chory, albo on nie moze zamienic sie w pracy
widzen nie ma...czyli moj syn widzi go kilkanascie razy w roku! Jest to dla
niego zupelnie obca osoba (tak mysle!) bo moj syn do roku wogole z nim nie
przebywal, nie zna zupelnie jego rodzicow czyli swoich dziadkow! Wlasciwie to
czesciej widuje naszych sasiadow niz ojca! ale jemu najwyrazniej to
odpowiada...bo nic nie robi, zeby to zmienic...nie wykazuje zadnego
zainteresowania synem...nic mu nigdy nie przynosi, tak jak wspomnialam te
widzenia to jedyny kontakt...tzn. nie dzwoni nie pyta o nic, gdy dziecko jest
chore zupelnie niczym sie nie interesuje...!
Niedlugo po tym ustaleniu widzen wpadl z panienka ktora znal miesiac i sie
ozenil...ma teraz drugie dziecko i zone...ja rowniez chcialabym zalozyc
rodzine...jestem zareczona! moj syn ma rewelacyjny kontakt z moim partnerem!
Mowi do niego tata! klei sie do niego, sam mu wchodzi na kolana i sie
przytula...widac ze mu brakuje ojca!
Z jednej strony chce zeby moj syn (obecnie 3 lata) mial kontakt z
biologicznym ojcem! ale skoro jemu najwyrazniej az tak nie zalezy....skoro
on moze miec rodzinę, dlaczego moj syn nie moglby wychowywac się w normalnym
domu, z mama, tata...po co w takim razie te widzenia???????
Czy to troche nie jest tak, że bedzie ta sytuacja mieszac dziecku w glowie!
Jest maly i nie jest w stanie zrozumiec calej tej sytuacji... z moim
narzeczonym maja kontakt wlasciwe od 10 miesiaca zycia mojego syna! Moj syn
traktuje go naprawde jak swojego tate! zawsze gdy jest mowa o tacie on niegdy
nie mysli o tym biologicznym tylko o moim narzeczonym! O biologicznym nigdy
nic nie mowi, o nic nie pyta, nie rozmawiam z nim o tym...bo skoro nie
pyta...sama wlasciwie nie wiem co mu mowic...ojciec biologiczny tez nie
rozmawia z nim na ten temat...nic mu nie mowi, nie tlumaczy...tylko ukladaja
klocki przez 2 godziny albo jezdza samochodami...i tyle a potem wychodzi...i
tak co dwa tygodnie. Moje dziecko nawet nie wie jak ma na imie ten jego
biologiczny ojciec, bo skoro on mu nic nie mowi to ja tez nie bede...!
Czy w tej sytuacji nie byloby lepiej dla mojego dziecka, aby nie mial z nim
kontaktow! aby pozwolic mu zyc w normalnej rodzinie, a gdy dorosnie zeby sam
wybral czy chce miec kontakt z biologicznym...?!?!

Prosze napiszcie cokolwiek! Jak uwazacie?
Jesli chcecie cos wiedziec pytajcie...!!!
czekam na odpowiedzi!
    • anetina Re: ogromny dylemat! poradzcie...!!! 18.12.06, 08:24
      rozumiem, że ojciec bilogiczny ma prawa do dziecka
      dziecko nazwisko ojca tez ma ?

      w przypadku twojego ślubu, twój partner może przysposobić syna
      pod warunkiem, że eks nie ma praw albo się ich zrzeknie

      od ciebie zależy, co zrobicie
      ale wygląda na to, ze po stwierdzeniu, ze eks nie musiałby płacić alimentów,
      zrzeknie się praw
      i twój partner mógłby zostać tata i w dokumentach

      ale ogólnie stwierdzę jedno, że jesli tata bio0logiczny jest kontaktowny, nie
      robi problemów, pomaga w wychowaniu dziecka, to nic nie stoi na przeszkodzie,
      aby dziecko miało dwie osoby, do których mówi tata





      u mnie jest sprawa na tyle prosta, ze eks się z nami nie kontaktuje
      nie ma praw
      dziecko ma moje nazwisko

      po slubie M. chce w pełni przysposic Małego
      Mały będzie wtedy w dokumentach synem M.

      Mały wie, ze gdzieś tam ma tatę
      ale na pytanie, jakl tata ma naimię, odpowiada zawsze M.

      do M. zwraca sie po imieniu
      ale jak ktos mu każe iśc do taty, idzie prosto do M.\
      • samamama8 Re: ogromny dylemat! poradzcie...!!! 18.12.06, 08:34
        tata biologiczny nie jest kontaktowy...od kiedy mnie zostawil nigdy nie
        rozmawialismy (jedynie klocilismy!!!) syn ma jego nazwisko! wydaje mi sie ze
        raczej nie zrzeknie sie widzen i praw! chyba, ze ja zrzeklabym sie alimentow!
        Mysle, za pod tym warunkiem moze by sie zgodzil...tylko, ze nie rozmawialam z
        nim o tym! nie wiem jak...i nie chce mi sie, bo pewnie znow zakonczy sie
        klotnia...i wyzywaniem mnie !!! a naprawde mam juz tego dosc!!!

        zgadzam sie , moglby miec 2 ojców...ale gdybym naprawde widziala ze jemu
        zalezy, a nie ze jezdzi na te widzenia....nie wiem, chyba teraz to dlatego, że
        musi! zeby uspokoic sumienie! zeby w oczach sasiadow dobrze wygladac! (jestesmy
        z tej samej miejscowosci!!! wiec sasiedzi wszystko wiedza!!!)...nie wiem czy to
        ma jakis sens...dziecko przeciez predzej czy pozniej bedzie czulo jak jest...i
        co mu wtedy powiem, ze tata w domu poswieca Ci duzo uwagi, bawi sie z Toba
        itp.itd. a ten drugi niby tez tata to tylko tak troche ....?!?!
        • anetina Re: ogromny dylemat! poradzcie...!!! 18.12.06, 08:43
          więc póki co nie myśl o tym

          dziecko ma w tym momencie dwóch ojców

          tylko ja też jestem zdania, że dziecko póki związek nie jest zalegalizowany
          (mimo że to równiez nie jest gwarancją) nie powinno zweracac się do towjego
          partnera tata

          ja nie pozwalam
          co prawda wychodząc nikomu nie tłumaczę, ze to nie jest tata
          na angielskim wiedza, ze Mały przychodzi z tatą
          w przedszkolu, że to mój partner
          chociaz wyrywa się im słowo tata


          Mały nie mówi na codzień tata
          on tylko na stwierdzenie, jak tata ma imię, odpowiada M.

    • pelagaa Re: ogromny dylemat! poradzcie...!!! 18.12.06, 08:31
      A jesli rozstaniesz sie z nowym partnerem to co? Poszukasz nowego tatusia dla
      dziecka? I tak w nieskonczonosc? Juz kazda z nas przekonala sie, ze zwiazki nie
      sa trwale i nic nie zapewnia 100% trwalosci, a slub najmniej.
      Czy jestes pewna, ze jesli Tobie sie cos stanie Twoj nowy partner, zamiast
      ukladac sobie nowe zycie z nowa kobieta bedzie wychowywal Twoje dziecko?
      No nie wiem. Ja mam stosunek sceptyczny. Przeszlosci nie da sie wymazac gumka
      myszka, ona istnieje, bez wzgledu na ilosc popelnionych bledow.
      Jesli ojciec chce sie widywac z dzieckiem i widuje sie REGULARNIE, to ja nie
      widze powodu, aby mu tego zabraniac i nie dostrzegam tu walki o dobro dziecka.
      • anetina Re: ogromny dylemat! poradzcie...!!! 18.12.06, 08:39
        masz rację Pelaga

        w swoim przypadku rozmawiałam dużo na temat tej adopcji
        to M. wyszedł z załozenia, że chciałby być tatą i w dokumenatch

        rozmawialiśmy tez na temat ewentualnego rozstania itp.
        i ... po prostu każde z nas ma taki charakter, że wiemy, ze razem będziemy
        obojetnie co by się działo

        a eks ... nie istnieje dla dziecka
        i szczerze to mam nadzieje, ze nie pojawi się w naszym życiu

        to byłą moja wielka pomyłka zyciowa, zadawać się z tym chłopakiem
        ale jak on stwierdził, dostałam to, co chciałam (synka) i jak chcę, on znika z
        życia
        w przypadku M., wiem, że tu nie ma mowy o pomyłce
        to jest to

        a poza tym Mały jest jeszcze mały
        co innego, jakby juz był starszy
        sam byłby w stanie świadomie nam stwierdzić, co by chciał
      • samamama8 Re: ogromny dylemat! poradzcie...!!! 18.12.06, 08:43
        wiem o tym, tez o tym myslalam, juz raz przekonalam się, ze nigdy nie mozna byc
        pewnym na 100 procent niczego! dlatego nie chce zabierac ojcu biologicznemu
        praw a mojemu partnerowi je dawac! Bo moj syn ma ojca...jaki by nie byl to
        ojciec! Tylko chodzi mi o to czy w sytuacji kiedy moje dziecko moze miec
        normalny dom, normalna rodzine...po co mu jeszcze takie mieszanie ze chodzi z
        drugim sie pobawic!!!

        Czy wedlug Was gdyby ten biologiczny mial odrobinę honoru, pozwolilby mojemu
        dziecku normalnie zyc i funkcjonowac w spoleczenstwie tzn. miec swoja rodzine (
        tak jak i on mogl zalozyc!)
        Nie chce go pozbawiac praw! Tylko uwazam ze teraz te widzenia mieszaja w glowie
        mojemu dziecku! chce tylko, zeby mial normalna rodzine i normalny
        dom...niedlugo idzie do przedszkola....
        i jak pani kaze im namalowac mame i tate...to co ...on ma malowac dwóch?

        rozumiem, gdyby moj eks byl z nami przynajmniej przez jakis czas i rozstalismy
        sie jak juz maly byl...to troszke inna sytuacja, bo wtedy dziecko ma kontakt z
        ojcem biologicznym...nawet jesli przez krotki tylko okres, ale jest przy nim na
        co dzien... a moj syn nigdy tego nie mial!
        To zupelnie obca osoba dla mojego syna! moje dziecko nie slyszalo jego glosu
        gdy bylo w moim brzuchu..ten czlowiek nigdy w zyciu go nie przewijal, nie
        karmil...nigdy nie budzil sie przy nim i nie zasypial z nim...pojawil sie nagle
        po 1 urodzinach...uklada klocki przez dwie godziny a potem wychodzi...i maly o
        nic nie pyta, jak idziemy na widzenie to maly nie leci do niego tylko do
        zabawek!!! wiec po co to wszystko??????
        • anetina Re: ogromny dylemat! poradzcie...!!! 18.12.06, 08:47
          a wyobraź sobie sytuację z drugiej strony

          po iluś tam latach robisz spotkanie
          i co?
          mówisz dziecku, ze do tego pana ma mówić tata?

          nie
          póki się spotykają, niech się spotykaja
          nawet takie spotkania sa dla dziecka
          nie sa złe
          nie mieszają dziecku

          dziecko po pewnym czasie samo poukłąda wszystko w swojej główce


          teraz nie ma praktycznie żadnych
        • pelagaa Re: ogromny dylemat! poradzcie...!!! 18.12.06, 09:03
          > dlatego nie chce zabierac ojcu biologicznemu
          > praw a mojemu partnerowi je dawac! Bo moj syn ma ojca...jaki by nie byl to
          > ojciec! Tylko chodzi mi o to czy w sytuacji kiedy moje dziecko moze miec
          > normalny dom, normalna rodzine...po co mu jeszcze takie mieszanie ze chodzi z
          > drugim sie pobawic!!!

          Czyli niech ojciec teraz zniknie, ale jakbys tak przypadkiem kopnela w
          kalendarz to na wszelki wypadek niech bedzie, ze jest ojcem, bo KTOS musi zajac
          sie dzieckiem i na pewno nie bedzie to obcy czlowiek, do ktorego mowi "tato"?
          Dla mnie totalny brak konsekwencji.

          Ja nie uznaje rozwiazan polowicznych. Albo jest ojcem i sie widuje, albo ojcem
          jest Twoj partner, przysposabia dziecko i dziecko ma opiekuna na CALE zycie, a
          nie chwilowo, bo teraz jest dobrze, ale nie wiadomo co bedzie kiedys.

          > Czy wedlug Was gdyby ten biologiczny mial odrobinę honoru, pozwolilby mojemu
          > dziecku normalnie zyc i funkcjonowac w spoleczenstwie tzn. miec swoja
          > rodzine

          Chyba myslisz pojecie honoru. Gdyby mial honor, to nie pozwolilby na
          zastepowanie siebie obcym facetem.

          > Tylko uwazam ze teraz te widzenia mieszaja w glowie
          > mojemu dziecku!

          Nie sadze, ale przeciez Ty juz podjelas decyzje. Czego tu szukasz poparcia, ze
          dobrze postepujesz? Ode mnie go nie dostaniesz.


          > chce tylko, zeby mial normalna rodzine i normalny
          > dom...niedlugo idzie do przedszkola....

          Rodzina rekonstruowana nie jest "normalna", jak juz pisalam za bledy trzeba
          poniesc kare, nie da sie przszlosci wymazac gumka myszka. Kogo Ty chcesz
          oszukac? Wlasne dziecko stwarzajac mu pseudo_normalnosci? Siebie?
          Przedszkolanki? Zastanow sie nad soba.

          > i jak pani kaze im namalowac mame i tate...to co ...on ma malowac dwóch?

          A przez kogo dziecko ma taka sieczke w glowie? Przez ojca? Nie sadze, raczej to
          Ty dopuscilas do posiadania dwoj tatusiow i namieszalas dziecku w glowie. Ja
          nie twierdze, ze ojciec Twojego dziecka jest wzorem ojca, ale nie popieram
          takich dzialan, jakie prezentujesz. Bedziesz zadowolona, jesli Twoje dziecko
          rysujac rodzine pominelo ojca?????

          > moje dziecko nie slyszalo jego glosu
          > gdy bylo w moim brzuchu..ten czlowiek nigdy w zyciu go nie przewijal, nie
          > karmil...nigdy nie budzil sie przy nim i nie zasypial z nim...pojawil sie
          > nagle

          To zupelnie tak samo jak Twoj partner, pojawil sie nagle, kiedy dziecko bylo
          juz na swiecie.

          > wiec po co to wszystko??????

          Bo taka jest PRAWDA i RZECZYWISTOSC.

          Ja uwazam, ze albo przysposobienie przez nowego partnera i jasnosc w temacie,
          kto jest ojcem, albo pelnia praw dla ojca, alimenty i mozliwosc spotkan z synem.
          • samamama8 Re: ogromny dylemat! poradzcie...!!! 18.12.06, 09:26
            wlasnie po to napisalam bo nie wiem co byloby najlepsze w tej sytuacji...gdybym
            wiedziala na 100 % co byloby dobre dla mojego dziecka nie pisalam bym tutaj!
            myslalam o wielu rozwiazaniach i zadne nie jest w 100 % dobre! dlatego chcialam
            abyscie wypowidzieli sie na ten temat! ja pewnie nie potrafie obiektywnie
            ocenic sytuacji!!!
            Tylko tak cholernie wsciekla jestem po kolejnym widzeniu kiedy on zupelnie w
            zaden sposob nie wykazuje zainteresowania mojemu dziecku...kiedy w zaden sposob
            nie probuje wyjasnic tej sytuacji, porozmawiac, kiedy widze, ze jego to
            wszystko wali...i kiedy widze, jak kocha go zupelnie obca osoba??!?! ile
            milosci mu daje...a tu ....!!!! szlag mnie trafia na mysl, ze obca osoba
            bardziej kocha moje dziecko niz jego biologiczny ojciec! a jeszcze wiekszy
            szlag mnie trafia gdy pomysle, ze kiedys moje dziecko zrozumie...zobaczy,
            przekona się, ze jego prawdziwy ojciec sie nim nie interesuje...i wiem, ze
            bedzie bolało...!!! szlag mnie trafia, ze nic nie moge zrobic ...

            a co do tej mojej winy, mam cale zycie byc sama...?!?!czy to byloby lepsze dla
            mojego dziecka? stara zgryzliwa panna, nadopiekuncza matka, ktora nikogo nie ma
            poza synem???
            • pelagaa Re: ogromny dylemat! poradzcie...!!! 18.12.06, 09:50
              > a co do tej mojej winy, mam cale zycie byc sama...?!?!

              Dziewczyno, mylisz pojecia. Nowy partner nie oznacza automatycznie zastepstwa
              ojca, szczegolnie jesli ojciec sie z dzieckiem kontaktuje.
              Najpierw naucz sie oddzielac swoj interes, od dobra dziecka.
            • anetina Re: ogromny dylemat! poradzcie...!!! 18.12.06, 09:55
              z drugiej strony - nie możesz mówić, ze ojciec nie interesuje
              jaki by nie był i jaki by powód nie był, przychodzi do dziecka
              • samamama8 Re: ogromny dylemat! poradzcie...!!! 18.12.06, 09:57
                czyli wedlug Was lepiej ze przychodzi odbębnic dwie godziny i znika...niz gdyby
                mial wcale nie przychodzic? ja wlasnie tego nie jestem pewna!!!
                • anetina Re: ogromny dylemat! poradzcie...!!! 18.12.06, 10:04
                  jeśli ojciec jest w porządku i chce widywać dziecko, nie możesz mu zakazać
                  dziecko zrozumie, ze ma ojca i ojczyma, nawet jak będzie mówiło do nich dwóch
                  tato

                  nam chodzi o to, ze jeśli jest kontakt, nie trać go
                  dziecko będzie ci wdzieczne za to, ze samo mogło póxniej podjąć decyzję

                  u mnie jest trochę inaczej
                  eks nie zna dziecka
                  dziecko nie zna "ojca"
                  ja nie pzowolę więc, aby po prawie 4 latach nie widzenia go, odezwał sie

                  ale jeśli chodzi o ciebie, mimo wszystko bym próbowała utrzymac kontakty ojca z
                  synem
                  • samamama8 Re: ogromny dylemat! poradzcie...!!! 18.12.06, 10:12
                    dobrze, skoro tak bedzie lepiej...to oczywiscie tak bedzie...tylko ja juz
                    czasem nie mam sił do tego czlowieka...i jak dlugo tak jeszcze bedzie trwala
                    taka atmosfera...moje dziecko powoli zaczyna rozumiec cos nie cos...
                    ostatnio jak ojciec wyszedl na chwilke...z pokoju moje dziecko zapytalo mnie
                    czy ja jestem na niego obrazona!!! dlaczego? bo widzenie polega na tym ze my
                    przychodzimy, on przyjezdza do RODOKU rozbieram dziecko z kurtki i oni sie
                    bawia na podlodze, a ja siedze jak idiotka i nic sie nie odzywam (no chyba ze
                    mnie dziecko o cos zapyta) ! ten idiota udaje ze mnie nie ma...nie mowimy sobie
                    ani czesc ani dzien dobry ...nic ...jakbysmy sie nie widzieli....
                    Jak na ktoryms widzeniu syn podszedl i wzielam go na kolana...on do mnie
                    wyskoczyl z pyskiem zebym go zostawila, ze teraz sa jego 2 godziny i ze on moze
                    robic z moim synem co sie mu podoba a ja nie mam prawa sie nim zajmowac i mu
                    utrudniac kontakt w ten sposob, i ze ma adwokatow...itp.
                    wiec sie nie odzywam wogole...staram sie byc jak najbradziej z boku....i syn
                    chyba to zaczyna zauwazac !!!
                    a jak sie kiedys poklocilismy w rodoku przyszla ta babka i powiedziala, ze jak
                    chcemy rozmawiac to nie przy dziecku i zebysmy wyszli...to on powiedzial, ze
                    nie ma mi nic do powiedzenia....
                    WIĘC O CZYM JA MAM Z NIM ROZMAWIAC!!!
                    • anetina Re: ogromny dylemat! poradzcie...!!! 18.12.06, 10:29
                      gdzie wy się z tym dzieckiem widujecie ?

                      taka atmosfera na pewno nie sprzyja dziecku
                      albo zmieńcią miejsce
                      a na pewno zmieńcie swój stosunek do siebie przy dziecku
                      • anetina Re: ogromny dylemat! poradzcie...!!! 18.12.06, 10:31
                        to jest rozumiem, ze 3 latek
                        więc jeśli widują się u ciebie w domu, zostaw ich na godzinę
                        możesz zagladac, co robią, ale nie siedź z nimi
                        tak zeby cię nie widzieli

                        jak masz większe zaufanie, to może eks weźmie dziecko na spacer
                        do jakiegoś miejsce, gdzie moze się z nim pobawić typu figloraj albo kino dla
                        dziecka
                        • samamama8 Re: ogromny dylemat! poradzcie...!!! 18.12.06, 10:38
                          no wlasnie nie mam zaufania zadnego!!! jak synek mial rok to on powiedzial
                          kiedys cos takiego przy mnie " wspolczuje Ci ze masz taka glupia mame!" " oj,
                          biedna dziecino jestes...itp.itd"...to nawet nie kwestia zaufania...tylko ten
                          czlowiek nie umialby sie nim zajac...nawet jak sie mu chce siku to on go nie
                          umie wysadzic! nigdy tego nie robil!
                      • samamama8 Re: ogromny dylemat! poradzcie...!!! 18.12.06, 10:35
                        widujemy sie w RODOKu to taki pokoj w sadzie z zabawkami...specjalnie na takie
                        widzenia przygotowany!!!wiem, ze to dziwnie ale co mialam zrobic dac obcemu
                        facetowi dziecko 10 miesieczne do domu!!!!!!!! sad tak zadecydowal bo moj syn
                        byl za maly zeby go dawac mu do domu!!!i do tej pory nic sie nie zmienilo....
                        • anetina Re: ogromny dylemat! poradzcie...!!! 18.12.06, 10:46
                          nie wiem, czemu sobie skojarzyłam, że masz starsze dziecko

                          czyli ciągle dziecko się widuje z ojcem w RODK
                          w tym przypadku może rzeczywiście nie warto ciągnąć tego dalej

                          sorry za określenie, ale to jest jakaś chora sytuacja
                          dziecku ojciec się kojarzy z sądem, ze słowem RODK


                          długo tak ma być według sądu ?
                          • samamama8 Re: ogromny dylemat! poradzcie...!!! 19.12.06, 07:47
                            dziecko ma w tej chwili 3 lata, a sytuacja zaczela sie gdy mialo 10
                            miesiecy...jak dlugo to ma trwac? sad ustalil to tymczasowo, ale jesli nikt nie
                            bedzie chcial tego zmieniac...to nie wiem wlasnie...zawsze tak bedzie???

                            ta chora sytuacja tez mnie zastanawia, przerazilam sie kiedys gdy przechodzac
                            niedawno z synem obok sadu...on powiedzial, ze tam mieszka jego tata! Mowila
                            mu, ze on mieszka gdzie indziej a tam tylko przyjezdza, zeby sie z nim
                            pobawic...ale on i tak swoje (trwalo to chyba ze dwa tygodnie, zanim dal sie
                            przekonac, ze tam nie mieszka!!!)

                            Nie chce zeby tak bylo!
                            Ale jak mam rozmawiac i tlumaczyc 3-letniemu dziecku!
                            ok, z ojcem moze porozmawiam...musze to sobie wszystko poukladac jeszcze...ale
                            pogadam
                            a co z synem? lepiej nic nie mowic na razie dopoki nie zacznie sam pytac???
                            • anetina Re: ogromny dylemat! poradzcie...!!! 19.12.06, 08:47
                              dlatego własnie napisałam, że dla mnie taka sytuacja jest chora

                              chociaż rozumiem, że nie ma wyjścia
                              ja bym tez nie chciała, aby dziecko widywało się u nas w domu z "ojcem"
                              ani tym bardziej z nim wychodziło

                              nie wiem, co ci poradzic
                        • kai_30 Re: ogromny dylemat! poradzcie...!!! 18.12.06, 16:35
                          Chcesz powiedzieć, że od dwóch lat ciągasz dziecko do RODKu??

                          Przepraszam, jeśli to zabrzmi brutalnie, ale dla mnie to chore. Rozumiem jakiś
                          okres takich "widzeń" na początku, ale na stałe? Rzeczywiście, nie ma co marzyć
                          o tym, że dziecko sobie to wszystko poukłada jakoś.

                          A "poukładanie" jest możliwe. Tak się boisz, jak dziecko sobie poradzi przy np
                          rysowaniu rodziny w przedszkolu? Mogę Ci powiedzieć, jak sobie poradził mój syn,
                          wtedy pięcioletni. Pani psycholog poprosiła go o to, żeby narysował swoją
                          rodzinę pod postacią zwierząt. Narysował na środku kartki mnie, siebie i swojego
                          młodszego brata, obok dorysował naszego kota, a swojego tatę narysował jako rybę
                          - w górnym rogu kartki, wyraźnie mniejszego od innych "zwierząt". Poproszony o
                          uzasadnienie, wyjaśnił, że tata jest daleko, i rzadko go widzi, żyje w trochę
                          innym świecie - jak ryba w oceanie. (Mój eks kontaktuje się z dziećmi średnio
                          raz do roku.)

                          Mojego partnera nie narysował wcale, mimo że z nami mieszka - i słusznie! On nie
                          jest naszą rodziną! Nie jest ich tatą! Moje dzieci mają ojca, choć widzą go tak
                          samo często jak ryby pod powierzchnią wody wink

                          Ogólny wniosek pani psycholog był taki, że dziecko bardzo ładnie poukładało
                          sobie w głowie cały ten "tatusiowy" galimatias. U Ciebie gorzej - Ty nawet nie
                          usiłujesz z małym o to rozmawiać. Złość na eksa przysłania Ci dobro dziecka.
                          • anetina Re: ogromny dylemat! poradzcie...!!! 19.12.06, 08:52
                            Kai ma rację

                            ja mam w domu 3 latka
                            rozmawiamy czesto o tacie

                            w wieku 1,5 roku pierwszy raz zdziwiło go słowo tata dziecka w piaskownicy
                            zaczął się pytac
                            powiedziałam, że jest daleko, ze z nami nie mieszka

                            później zaczął tak mówić do dziadka
                            więc ja w obecności Małego mówiłam dziadek do swego taty

                            w wieku 2 lat mówił, że ma tatę daleko i tyle
                            mając 2,5 roku zaczął się pytać, czy M. może byc jego tatą
                            rozmawialiśmy w trójkę
                            Mały stwierdził, ze chce, żeby M. był tatą
                            ale ja go ciągle poprawiałam, że ma mówić po imieniu do M.

                            i tak zostało
                            Mały ma swój poukładany świat
                            ma mamę i jej rodzinę
                            ma M. i jego rodzinę
                            tata M. poprosił, aby Mały mówił na niego dziadek
                            więc czasami Mały mówi dziadek, a czasami tata M.


                            u ciebie tego nie ma
                            jest tata w domu
                            i jakiś tata w sądzie

                            3 latek dużo rozumie
                            usiądź z nim i porozmawiajcie spokojnie
                            a najlepiej porozmawiaj z eksem
                            • samamama8 Re: ogromny dylemat! poradzcie...!!! 19.12.06, 08:59
                              dobrze, ale skoro mój trzylatek nie pyta...!!!może lepiej poczekac, aż sam do
                              wszystkiego dojdzie...aż zacznie go to zastanawiac i wtedy o cos zapyta...i
                              wtedy powiedziec, ...tylko co...?!?!

                              do tej pory wszyscy mówili, zeby nic nie mówic bo za mały, zeby poczekac, aż
                              zacznie pytac...ale on nic nie mówi...

                              o babci, dziadku, cioci, wujku mówi bez przerwy...pyta kiedy pojedziemy do nich
                              itd. a co do ojca...nigdy w życiu nie powiedział cos w stylu...kiedy pojdziemy
                              do taty! idziemy...on wie gdzie, wychodzimy...i nic !!! on nic nie mowi juz
                              pozniej o tych widzenia, nic nie opowiada w domu...o nic nie pyta, nie wspomina
                              nigdy nic....!
                              Więc co mam mówic.... moze jest jeszcze za mały?
                              • anetina Re: ogromny dylemat! poradzcie...!!! 19.12.06, 09:10
                                są książeczki o rozwodach dla dzieci
                                poszukaj
                                albo wymysl mu sama takie opowiadanie

                                albo pobawcie się misiami

                                ja długo unkałam książek o pełnych rodzinach
                                sytuacji takich

                                az Mały sam zaczął się pytac
                                rozmawiać
                                mówić o tacie
                                • samamama8 Re: ogromny dylemat! poradzcie...!!! 19.12.06, 09:22
                                  rozwodach? kiedy ja nie jestem po rozwodzie...jego tatus zostawil mnie jak sie
                                  dowiedzial, ze jestem w ciazy, bo jak mowil nie chcial jeszcze dziecka!!!
                                  Mam powiedziec malemu, ze tata go nie chcial, ze nie byl gotowy i ze mnie
                                  zostawil jak jeszcze byl w brzuchu...bezsensu!!!!

                                  nie jestem w stanie powiedziec dziecku nic dobrego o ojcu!!! zlego tez nie bede
                                  mowic!!!
                                  wiec mam sobie zmyslac?!?! klamac?!?!
                                  • anetina Re: ogromny dylemat! poradzcie...!!! 19.12.06, 09:40
                                    powiedz, ze ojciec miał inne plany w zyciu
                                    że sad zdecydował, ze z ojcem dziecko bedzie się widywało w sądzie
                                    że ojciec jest dużym dzieckiem, dlatego bawią się ciagle w tym samym pokoju dwa
                                    razy w tygodniu od dwóch lat
                                    • samamama8 Re: ogromny dylemat! poradzcie...!!! 19.12.06, 09:44
                                      taaak dobre powiem mu ze ojciec jest duzym dzieckiem....!?
                                      a malemu sie kiedys przypomni, powtorzy ojcu, ze jest duzym dzieckiem i bedzie,
                                      ze buntuje malego przeciwko ojcu!!!!
                                      super!!!!!!!
                                      • anetina Re: ogromny dylemat! poradzcie...!!! 19.12.06, 09:47
                                        to wymyśl sama, co możesz dziecku powiedziec o ojcu
                                        to jest twoje dziecko
                                        ty jesteś mamą
                                        ty znasz swojego syna i wiesz, co on zrozumie

                              • oskar131 Re: ogromny dylemat! poradzcie...!!! 20.12.06, 10:41
                                Przez ponad cztery lata moja ex kazała dziecku na swojego fagasa/kolejnego/
                                mówić "tatuś" równocześnie izolując dziecko ode mnie.
                                Później,jak w końcu udało mi się sprawić aby w końcu dziecko wiedziało kto jest
                                jego prawdziwym ojcem,mówiła dziecku,że ma dwóch tatusiów.
                                Teraz fagas/"tatuś"/uciekł od niej,ja mam dzieci przy sobie,a dziecko ma
                                pretensje do matki,że usiłowała mu odebrać ojca i okłamywała je.
                                A odnośnie tego,co piszesz o swoim mężu,to ja tam wolał bym posłuchać też i jego
                                wersji bo to co piszesz o nim jest tak pełne negatywów/samych/że wydaje się
                                conajmniej wyolbrzymione.
        • mrs_ka Re: ogromny dylemat! poradzcie...!!! 18.12.06, 09:22
          Myślę, że to nie jest sprawa honoru Twojego eksa, ale jakiegoś pomieszania
          pojęć, nazw i porządków. Wychodzi na to, że nie chcesz -jak to ujęłaś- "widzeń",
          bo zaburzają rytm zycia Twojej rodziny i mieszają dziecku w głowie (ale z
          drugiej strony nie porozmawiasz o tym z dzieckiem "bo nie!").

          Uważam, że powinnaś pomyśleć. Dokładnie tak.
          Przenalizować sytuację od różnych stron i od jej początku. Jak na razie to widzę
          w tym wszystkim myślowy chaos i stawianie na równi kwestii, które mają zupełnie
          inny ciężar gatunkowy: z jednej strony pomysł na ucięcie kontaktów z ojcem, z
          drugiej pomysł na tworzenie "normalnej" rodziny, której normalność w takim razie
          przejawia się chyba głównie w zewnętrzu, bo jedyny jej aspekt, jaki dostrzegasz,
          to problem z posiadaniem "dwóch tatusiów".

          Pierwsze primo: przestań o tym myśleć w kategoriach widzeń
          drugie primo: w tej grze stawką jest Twoje dziecko, a nie Wasze (dorosłych)
          honory, humory i upory. Dlatego skoro ojciec nie rozmawia z dzieckiem-
          porozmawiaj Ty. To żaden dyshonor. Dziecko ma prawo wiedzieć, co jest grane, a
          nie bezmyslnie uczestniczyć w jakiejś kołomyi, którą stworzył mu tatuś i mamusia.
          Trzecie primo: pogadaj z Eksem o backgroundzie: jak on widzi to wszystko? Jak
          widzi kontakty między przyrodnim rodzeństwem? Co z dziadkami? Jak widzi swoje
          kontakty z dzieckiem: może już najwyższy czas na wizyty w domu taty, wyjazdy do
          "drugich" dziadków, wspólne wyprawy gdzieś tam?

          Zauwaz, że w pełnych rodzinach na ogół matki pracują nad kontaktem ojciec-
          dziecko, bo męzczyźni nie odczuwają szczególnej więzi z noworodkiem. W rodzinach
          rozbitych czujemy sie automatycznie zwolnione z tego obowiązku- czy słusznie? W
          końcu to nie o nasze dobro chodzi, ale o dobro dziecka. POdchodząc do sprawy
          wyłącznie ambicjonalnie ("jak nie to nie") nie tyle karzemy eksa, co krzywdzimy
          własne dziecko. Dziecku potrzebna jest więź z drugim rodzicem i uwazam, że warto
          pomóc tej więzi się wytworzyć. Jasne, że są mężczyźni, którzy tego nie docenią i
          nie mają ochoty na kontakt- ale szansę należy dać IMHO każdemu, bo jest to nasz
          obowiązek wobec własnego dziecka.
          Dziewczyno, Bozia nam po to dała język, abyśmy z niego korzystali, a nie
          zacinali się w zawziętości. Skoro eks jest durniem- Ty bądź mądra i przynajmniej
          spróbuj komunikacji. W razie czego będziesz mieć spokojne sumienie, bo dalaś mu
          szansę.
          To, że Twojego eksa nie było przy Tobie w ciągu ciąży ma może znaczenie dla
          Ciebie, ale nie dla tej sytuacji. Naucz się odróżniać własne problemy, żale i
          zaszłości od aktualnego interesu Twojego dziecka. Jest wielu mężczyzn
          sukinsynów, którzy ojcami są wspaniałymi. I wielu świetnych męzów, którzy dzieci
          nie chcą, nie potrzebują i nie lubią.
          Żony marynarzy tez spędzają okresy ciązy samotnie i nie ma to potem znaczenia
          dla więzi w ich rodzinach, więc przestań myśleć kliszą "skoro mnie zostawiłeś w
          ciązy to kij ci w oko, nie zasłużyłeś na dziecko".
          Przemyśl to wszystko porządnie.
          Jestem za naprawą i uzdrowieniem tej sytuacji, a nie na chaotycznych ruchach
          oczyszczania przestrzeni dla "nowego tatusia".
          Dodam na koniec, że dla dziecka najmniejszym problemem jest istnienie dwóch
          mężczyzn, którzy je kochają (ojca i ojczyma). Nie jest to również problem ani
          interes przedszkolanek.
          Wszystko nalezy umieć zobaczyć we właściwych proporcjach, czego Ci życzę


          a.
          • samamama8 Re: ogromny dylemat! poradzcie...!!! 18.12.06, 09:35
            ok ok ok!!!
            naprawde chodzi mi o dobro mojego dziecka...nie chce sie mscic czy utrudniac
            cos specjalnie mojemu bylemu kosztem dziecka...bo niby po co? jestem
            szczesliwa! a przede wszystkim bardziej kocham swoje dziecko niz jego
            nielubie...!!!
            Nie chce zeby maly kiedys mi cos wypomnial ze przeze mnie stracil kontakt z
            ojcem...chce zeby moje dziecko bylo szczesliwe!
            a co do tej rozmowy z bylym...skoro on nie wykazuje zadnej checi jakiejkolwiek
            rozmowy ze mna...to sorry ja pierwsza nie pojde i nie zapytam : "moze chcialbys
            go wziac do siebie do domu?" sorry ale nie bede zebrac, prosic czy pytac o
            zainteresowanie sie moim dzieckiem...skoro on nie wykazuje takiej checi!!!!
            • mrs_ka Re: ogromny dylemat! poradzcie...!!! 18.12.06, 09:43
              "a co do tej rozmowy z bylym...skoro on nie wykazuje zadnej checi jakiejkolwiek
              rozmowy ze mna...to sorry ja pierwsza nie pojde i nie zapytam : "moze chcialbys
              go wziac do siebie do domu?"

              dlaczego nie? W końcu bardziej kochasz swoje dziecko niż jego nie lubisz, prawda?
              A tutaj nie walczysz o swoją godność i honor, ale konkretne korzyści dla swojego
              dziecka: kontakt z dziadkami jest taką korzyścią, kontakt z rodzeństwem jest
              taką korzyścią, ukorzenienie dziecka jest taką korzyścią.
              Jasne, milczcie tak dalej i zmieniajcie kontakty ojca z dzieckiem w "widzenia".
              Bo to faktycznie są "widzenia"- dwie godziny, ktore należy odbębnić i już możesz
              się czuć dobrą matką, a on obowiązkowym ojcem. To, że dziecko nic z tego nie
              rozumie i traci coś waznego umyka w obliczu tak waznych spraw, jak źle rozumiany
              własny honor.
              Idą święta- masz okazję nawiązać kontakt z dziadkami. Twoje dziecko nie jest
              samotna wyspą, a jest zbyt małe, aby samo mogło sobie wywalczyć pewne kontakty.
              Jesteś jego rzeczniczką, pamiętaj.
              Niektórym ludziom trzeba pomóc w dorośnięciu do miłości, dziadkom równiez.

              a.
    • martina.15 Re: ogromny dylemat! poradzcie...!!! 18.12.06, 08:38
      nie mamy mozliwosci utrudniac kontaktu ojca biologicznego... jestem samotna od 4
      mc, teraz cora ma 10, 5 miesiaca a ja od 2 jestem ze wspanialym czlowiekiem i
      chocby nie wiem jak on chcial byc jej tata calkowicie no ojciec biologiczny moze
      sie z mala spotykac (no bo przeciez chce prawda? sam przyjezdza no nie?).

      ja mysle ze cala sytuacja toczy sie sama a ja skorzystam z rad psychologa jak
      corce wytlumaczyc to wszystko...
    • tatagdansk Re: ogromny dylemat! poradzcie...!!! 19.12.06, 00:16

      Obecnie ojcowie aktywniej niż kiedyś uczestniczą w życiu dzieci i coraz więcej
      mężczyzn ma motywację do bliższego kontaktu ze swoim potomstwem.
      Para matka - dziecko przestaje być autonomiczną enklawą, której nikt, nawet
      ojciec, nie powinien zakłócać .
      Wszystko co piszesz ,ja to odbieram bardzo osobiście .
      Na codzień jesteśmy właśnie postrzegani tak jak to opisujesz ,jako oszolomy
      chcący krzywdzić własne dziecko a tylko matka ma prawo decydować co jest dla
      dobra dziecka słuszne. A co większym jest niezrównoważniem czy ojciec walczacy
      o kontakt z dzieckiem czy matka utrudniajaca ten kontakt ?
      Wychowanie i opieka nad dzieckiem nie jest wyłącznie domeną samotnych i
      samolubnych kobiet .
      Więzy krwi decydują o pokrewieństwie, a nie miejsce zamieszkania.
      Więzi rodzinne ,wiezi krwi sa święte i kazde dziecko musi mieć prawo do
      kontaktu z rodzicami .
      A jeżeli toksyczna matka pod pozorem bezstronności i obiektywizmu mu tego
      zabrania dokonuje przestępstwa najbardziej ochydnego pod słońcem. Dziecko ma
      tylko jednego ojca ,a nigdy nim nie będzie kochanek ,dziadek czy wójek, bez
      wzgledu na trwajacą rozłąkę .
      Obecność biologicznego ojca w życiu dziecka w konstruktywny sposób rozbija
      symbiotyczną całość matka - dziecko i sprzyja rodzeniu się autonomii i
      procesowi indywidualizacji .
      Jakim prawem szastasz uczuciami własnego syna?
      Pewno , że kazde dziecko jest inne ale wszystkie wyrodne matki izolujące
      dziecko od ojca używają tych samych argumentów .
      Jak ojciec olewa dziecko to wszyscy wrzeszczą jaki to z niego drań a jak chce
      mieć kontakt z dzieckiem to też mu sie przypisuje Bóg wie jakie opinie.
      Ciągle mówisz o żalach , pretensjach i nieufności ,żeby dziecko się nie
      dowiedziało całej prawdy .Prawdy o mamuśce.!! Tego najbardziej się boisz .Zeby
      ngdy ojciec złego słowa nie powiedział na Ciebie ,żeby dziecko nie dowiedziało
      się . Bo sama wiesz ile jesteś warta .
      Dlaczego , jakim prawem wykluczasz istnienie prawdziwej miłości do dziecka u
      jego ojca, a przypisujesz tylko sobie usiłującej realizować "swoje" szczęście,
      układać "sobie" życie na nowo ,,,chcącej tylko mieć święty spokój " , kosztem
      dobra dziecka ,kosztem prawa syna do posiadania ojca .
      To leży w interesie dziecka by ojciec miał prawo spotkać się ze swoim własnym
      dzieckiem w miarę swoich możliwości, miłości i potrzeb samego Dziecka w każdym
      dowolnym terminie.
      Ingerencja sądu w sferę osobistej styczności rodziców z dzieckiem jest
      niemożliwa zarówno przy zawieszeniu władzy rodzicielskiej, jak i przy
      ograniczeniu władzy rodzicielskiej dokonanym z przesłanek wskazanych w art. 109
      KRO, innych niż te, o których mowa w art. 113 § 2 KRO. W sytuacji, gdy sąd
      ograniczy władzę rodzicielską jednego z rodziców na podstawie art. 58 § 1 lub
      art. 107 KRO do określonych obowiązków i uprawnień w stosunku do dziecka, nie
      jest dopuszczalne zakazanie lub ograniczenie osobistej styczności z dzieckiem
      takiego rodzica (Glosa do postanowienia SN z 7.11.2000 r., I CKN 1115/00, OSP
      Nr 7–8/2001, poz. 114).
      Zakazanie rodzicom osobistej styczności z dzieckiem może być bowiem orzeczone
      wyjątkowo, np. gdy utrzymywanie osobistych kontaktów rodziców z dzieckiem
      zagraża jego życiu, zdrowiu, bezpieczeństwu bądź wpływa demoralizująco na
      dziecko tak stwierdził Sąd Najwyższy w postanowieniu z 7.11.2000 r., I CKN
      1115/00, OSNC Nr 3/2001, poz. 50.
      Czyli może to nastąpić tylko i wyłącznie, gdy ojciec stanowi zagrożenie dla
      dziecka


      tatagdańsk
      • mrs_ka Re: ogromny dylemat! poradzcie...!!! 19.12.06, 00:56
        Istotnie, musisz to odbierać bardzo osobiście, skoro poetyka "konstruktywnego
        sposobu na rozbicie autonomii" (nawiasem mówiąc jest to błąd logiczny, bo jeśli
        coś jest konstruktywne to nie może być destrukcyjne, ale mniejsza z tym) nie
        kłoci Ci się z poetyką "prawdy o mamuśce, która sama wie, ile jest warta".

        Cóż, Ty tego też nie wiesz, więc wstrzymaj się może z ferowaniem tego rodzaju
        wyroków i w ogóle napij się melisy celem uspokojenia i oczyszczenia umysłu.
        Nikt tutaj nie prawi autorce, że slusznie czyni. Wręcz przeciwnie: informacja o
        tym, że dziecko spotyka się z ojcem w RODeKU (!!!) została przyjęta ze
        zdumieniem. Jesli zadałbyś sobie trud PRZECZYTANIA tego wątku, to dowiedzialbyś
        się również, ze występują tutaj różne opinie (w tym moja).

        Tak więc zanim pojedziesz między pogany mieczem i ogniem nawracać na wiarę Pana.
        zbierz podstawowe dane o miejscu swej misji, bo dzikie ostępy dawno
        zelektryfikowano.

        Dla mnie sama idea spotkań w RODeKu jest tak...tak kuriozalna, że zamilkłam w
        tym wątku nie mogąc pozbierac myśli. Faktycznie jest prawdą, że normalne
        dzieciństwo nie tyle zalezy od tego, czy tatuś i mamusia się rozwiedli, ile od
        tego, czy są ludźmi dojrzałymi i cechującymi się pewną kulturą osobistą.

        Mam wrażenie (to bardzo, bardzo robocza hipoteza), że istnieje jakaś korelacja
        między niskim wykształceniem i mieszkaniem w mniejszych miejscowościach, a
        tendencją do traktowania rozwodu w kategoriach "co było a nie jest nie pisze się
        w rejestr". Mam tu na myśli taką bardzo zdecydowaną i kategoryczną "grubą
        krechę". Idzie z tym w parze skłonność do "drugich tatusiów" (nowy partner matki
        nazywany jest tatusiem) oraz do pragnienia stworzenia sobie "nowego wspaniałego
        świata", gdzie stare musi zostać eksterminowane i całkowicie zdewaluowane.

        Przyznam się, że mam spore problemy ze zrozumieniem takiej postawy, bo moja jest
        zupełnie inna. Poniekąd wynika to- tak sądzę- z potrzeby udowodnienia otoczeniu,
        że pierwszy związek był całkowitym błędem; to coś w rodzaju ponownego wkupnego w
        łaski opinii publicznej, której względy utraciło się wraz z rozpadem pierwszego
        zwiazku (zamężne koleżanki, ciotki, szkola, parafia, whatever).

        W gruncie rzeczy ponowne ułożenie sobie zycia nie jest problemem dla nikogo. I
        być nie musi. Nie trzeba znikać tatusia, aby wyjść po raz drugi za mąż- setki
        tysięcy przykładów to potwierdzają z moim włącznie. Tak samo nie ma problemu z
        zaproponowaniem eks męzowi herbaty, zatelefonowaniem, odezwaniem się jak
        człowiek, wyciągnieciem ręki itd. To jest taki sam człowiek jak każdy inny- nie
        ma czułek ani ogona. Jak w ogóle można godzić się na tak maksymalnie
        nienaturalną sytuację (kontakty w RODeK)?! Nie rozumiem też przedziwnej
        nomenklatury pod tytułem "widzenia"- widzenia to są w zakładzie karnym.

        Argumentacja "bo z nim nie da się gadać" i "dałabym mu szansę, gdyby o nią
        poprosił" wyklucza się w swoich zakresach.
        Facet jest sukinsynem, bo jego kontakt z dzieckiem jest praktycznie żaden- nie
        rozszerzę im kontaktów, bo facet nie umie się tym dzieckiem zająć- nie umie się
        zając, bo nigdy wczesniej nie dałam mu szansy ani okazji- a więc facet jest
        sukinsynem, bo jego kontakt z dzieckiem jest praktycznie żaden.
        Autorka z dziecięcą wręcz ufnością opisuje nam ten schemat i dziwi się, czemu
        jednak namawiamy Ją do zmiany podejścia.
        Dziewczyno: sama blokujesz wszystkie wyjścia i nic dziwnego, że ta maszyna nie
        działa.
        Traktujesz eksa jak petenta, który dwa razy w tygodniu zgłasza się po towar
        (dziecko). Towar jest reglamentowany, wydawany w ścisłych przedziałach
        czasowych, w anonimowej instytucji. Wymarzone wręcz warunki, aby tworzyć
        płaszczyznę normalnych stosunków z Eksem i pokazać dziecku, że jego sytuacja-
        choć odmienna- jest całkowicie normalna. Matko jedyna- to dziecko nawet nei zna
        swojego przyrodniego rodzeństwa! Gdzie Ty tutaj widzisz normalność? O jaką
        normalnośc chcesz walczyć w swojej nowej rodzinie, skoro trampoliną dla niej ma
        być to, co opisujesz?
        Przemyśl to.

        a.
        • samamama8 Re: ogromny dylemat! poradzcie...!!! 19.12.06, 06:42
          najłatwiej jest krytykowac, wiem...i oceniac...tez wiem!
          Przykro mi, iż uwazacie mnie za wyrodna matke! wiem, ze zawsze wina lezy po obu
          stronach...ale niestety nie znacie calej prawdy!!! nie chce sie
          usprawiedliwiac...bo po co...i tak macie juz swoje zdanie na ten temat!!!

          Co do Rodoku!!!! powiedzcie proszę...jak byscie rozwiązali sytuację, gdzie niby
          mialby sie widziec ojciec z 11-miesięcznym niemowlakiem: wariant 1 u mnie w
          domu!!! odpada po roznych indycentach, na zyczenie ojca dziecka...dluga
          historia i nie chce sie rozpisywac....bo zajeloby mi to conajmniej godzine! W
          kazdym badz razie ojciec byl kilka razy po porodzie u mnie w domu, zakonczylo
          sie to tym, ze prawie pobil moja mame...dlatego, ze weszla do pokoju i chciala
          zobaczyc malego...a przeciez w tym czasie on byl u malego i nie zyczyl sobie
          aby babcia mu przeszkadzala!!! wiele, wiele jeszcze spowodowalo, ze rodzice
          powiedzieli, ze sobie go nie zycza w domu!!!
          (zaraz bedziecie mowic ze dla dobra malego powinnam mu mimo wszystko
          pozwolic!!!) powiedzcie jak mialam mu pozwolic przychodzic jak on przychodzil i
          mowil malemu ze wspolczuje Ci ze masz glupia matke, nie chce pisac szczegolow,
          ale wyrzywal sie na mnie, ze mu zrujnowalam zycie...(ze on sie chcial dorabiac,
          skonczyc szkole a ja zaszlam w ciaze!!!)
          i tego sobie nie zmyslilam po to by mu cos utrudniac, mam smsy, w ktorych
          pisze, ze jeszcze mnie zalatwi, ze jeszcze pozaluje!!!
          Jak wytlumaczycie w takim razie "dobrego tatusia" ktory daje swojemu dziecku
          dobrowolnie nazwisko a gdy po pol roku zalozylam sprawe o alimenty, bo on do
          tej pory nic nie wspominal o jakimkolwiek lozeniu na dziecko (mowil, ze taki
          maly to niczego nie potrzebuje na razie, bo przeciez go karmie piersia! a
          wyprawke tez mu zreszta kupilam wczesniej sama, wiec wszystko ma...mowil tylko
          czasem ze jak dorosnie to mu kupi wranglery!!!!!)...gdy zalozylam sprawe o
          alimenty...to dostalam kilka smsow w ktorych pisal cos mniej wiecej w tym
          stylu : dziadu idz sobie zarob a nie na mnie wolasz! jak smiesz wolac???

          faktycznie! jak smialam wolac!!!???!!!
          zaraz powiecie, ze sie mszcze teraz na nim!!!!

          mam juz tego dosyc!!! ciaglego tlumaczenia się! sorry to on mnie zostawil, to
          on nie chcial dziecka, to on urwal kontakt, nigdy nie podjal jakijkolwiek proby
          rozmowy, bo on uwaza ze sie mu wszystko nalezy, ze nie ma o czym rozmawiac, bo
          on ma do wszystkiego prawo!!! ( to jego slowa!!!)...
          dlaczego teraz to ja mam sie calemu swiatu tlumaczyc na kazdym kroku ze sie nie
          mszcze! Moze i bylam wsciekla, zrozpaczona...ale jak bylam w ciazy! po
          urodzeniu malego wszystko sie zmienilo!!! i potym jak ten czlowiek zaczal mnie
          traktowac! naprawde dotarlo do mnie, ze tak jest lepiej, ciesze sie ze mnie
          zostawil!!! i nie chce sie mscic!!!...chce tylko byc szczesliwa...i chce zeby
          moje dziecko bylo szczesliwe...!!! bo jest dla mnie najwazniejsze!!!
          i skoro sad zadecydowal, ze te widzenia to dobre dla mojego dziecka, wiec
          chodze tam...mimo iz nie chce patrzec nawet na tego...!!!

          sad zadecydowal, ze widzenia beda w rodoku (bo jak mozna z 10 miesiecznym
          dzieckiem spacerowac dwie godziny na mrozie czy deszczu), uwazam, ze tam
          przynajmniej jest cieplo i deszcz nam na glowe nie kapie, jest mnostwo zabawek
          i pokoj naprawde jest przytulny!!!
          Od tamtej pory nic sie nie zmienilo! bo przeciez sad sam z siebie nie moze nic
          zmienic! skoro tata nie chce niczego zmieniac!!! to chyba on powinien cokolwiek
          powiedziec czy zlozyc jakis wniosek do sadu!!!
          ...wiec co ja moge w takiej sytuacji robic!!!
          jesli wciaz uwazacie, ze robie wszystko, zeby mu utrudniac...to ciekawe po co
          tu pisze...?! chyba po to byscie mi podpowiedzieli jak jeszce mu zatruc
          zycie?!?!?!

          chce zeby cala ta sytuacja jakos sie rozwinęla ...tylko nie wiem jak!!! dlatego
          pytam Jak dlugo tak jeszcze bedzie...i co mam zrobic? tak zeby dla mojego
          dziecka bylo jak najlepiej...nie dla mnie, nie dla jego ojca, tylko dla mojego
          dziecka...!!!
          • virtual_moth Re: ogromny dylemat! poradzcie...!!! 19.12.06, 08:31
            Krótka piłka - zaproponuj ojcu dziecka "wizyty" u siebie w domu. Zapytaj jak
            chciałby, aby wyglądały, powiedz że te wizyty w rodku nie są dobre dla dziecka.
            Dodaj, że chciałabyś, aby wkrótce zabierał dziecko do siebie, może nawet już
            jest na to czas.
            • samamama8 Re: ogromny dylemat! poradzcie...!!! 19.12.06, 08:39
              tylko, ze ja nie chce aby on przychodzil do mojego domu! (nie ma takiej mowy!!!
              mam swoje powody!!!)
              moze spacery na wiosnę!!! zobaczymy!! a jesli on nic nie mowi, ze chce go brac
              do siebie...Moze nie chce, bo ma zone, drugie 1,5 roczne dziecko...i moze nie
              chce...nie wiem!!!moze mu tak wygodnie, ze przyjezdza do Rodoku gdzie go nikt
              nie zna...a potem wraca do domu i udaje, jakby nigdy nic...jakby "problemu"
              tzn. mojego syna nie bylo????
              ja bynajmniej tak to odbieram!!!
              W kazdym badz razie uwazam, iz nie powinnam pierwsza proponowac zmiany
              jakiejkolwiek, jesli on nie wykazuje checi...to bylo by jakbym żebrała o
              akceptacje dla mojego syna...czyz nie tak?
              • anetina Re: ogromny dylemat! poradzcie...!!! 19.12.06, 09:11
                powiedz jedno eksowi, że syn twierdzi, ze on mieszka w sądzie
                może to da mu do myślenia !?
              • virtual_moth Re: ogromny dylemat! poradzcie...!!! 19.12.06, 09:34
                Wizyty u Ciebie w domu nie, spacery nie, wizyty w domu ojca nie, bo MOŻE nie
                chce a sama nie zapytasz.

                Naprawdę czas na rozmowę z ojcem dziecka. Bądź mądrzejsza i zacznij działać
                pierwsza.
            • mrs_ka Re: ogromny dylemat! poradzcie...!!! 19.12.06, 08:42
              krótko i na temat. Podpisuję sie pod Virtual.


              a.
              • anetina Re: ogromny dylemat! poradzcie...!!! 19.12.06, 09:12
                ale dziewczyna odpowiedziała, ze nie w domu

                rozumiem to
                ale jakoś innego wyjścia nie moge znaleźć


          • anetina Re: ogromny dylemat! poradzcie...!!! 19.12.06, 09:06
            to jest twoja sprawa, dlaczego w domu wizyt nie było

            ale szczerze, ja bym się tez nie zgodziła w domu
            tym bardziej, ze jest to dom moich rodziców



            dlatego jestem tylko za rozmową z dzieckiem
            jak już rzeczywiście rozmowa z eksem nic nie daje
            wyjaśnij dziecku cała sprawę, dlaczego z jednym tatą widuje się w sądzie

            i masz racje, ojciec coś powinien wnieść


            pytanie, czy pozwoliłabyś, aby dziecko poszło samo z ojcem ???
            • samamama8 Re: ogromny dylemat! poradzcie...!!! 19.12.06, 09:12
              tak, rozmowa z dzieckiem...tylko co mozna powiedziec 3 latkowi?????????????????

              czy pozwolilabym im samym pojsc na spacer??? tego tez się boję!!! raczej bym
              nie pozwoliła...ale skoro to miałoby byc lepsze niz ten RODOK to może...ale
              chlernie bym się bała...i nie mam zupełnie zaufania do ojca, co do jego
              zamiarów...czy jest szczery...itp.itd czy by się potrafił nim zając, a jakby mu
              się cos stało...przewróciłby się, czy by go nie dopilnował...mój mały biega bez
              przerwy...a ojciec nigdy nie był z nim sam na spacerze tym bardziej!!! Nie wiem
              jakbym to zniosła....

              wiec co mi pozostaje????????????????????????????????????????????
              • anetina Re: ogromny dylemat! poradzcie...!!! 19.12.06, 09:15
                nie wiem, co ci zostaje

                eks widuje dziecko od ponad 2 lat w jednym pokoiku
                nie zna dziecka innego niż malującego, bawiącego się itp.

                nigdy praktycznie nie był z dzieckiem sam na sam

                nie dałabym dziecka
                nie miałabym zaufania



                nie wiem, co ci dokładnie napisac, abyś powiedziała dziecku
                najlepiej, jakby on się zaczął pytać

                czy twój partner przebywa z dzieckiem sam na sam?
                robią coś tylko we dwóch?
                • samamama8 Re: ogromny dylemat! poradzcie...!!! 19.12.06, 09:30
                  tak, mieszkamy juz razem! moj partner bardzo mi pomaga we wszystkim! jest
                  kochany i cudowny nie tylko dla mnie ale i dla mojego dziecka...tak samo i jego
                  rodzina!!!
                  czesto jezdzimy do przybranych dziadkow do ktorych mowi babcia, dziadek!
                  a moj partner zajmuje sie moim synkiem...czasem jak mi wypadnie zmiana
                  popoludniowa...odbiera mojego synka z przedszkola, chodza na spacery, bawia sie
                  razem w domu...moj syn za nim szaleje! ciagle pyta kiedy przyjedzie z
                  pracy...jak ide po niego do przedszkola to nie moze sie doczekac kiedy
                  przyjedzie moj narzeczony z pracy! wyglupiaja sie razem, smieja! jak mam
                  zajecia na studiach...tez sa sami w domu...i czekaja na mnie!!!
                  widze jak moj syn jest dumny jak idziemy gdzies razem w trojke i jak bawi sie z
                  innymi dziecmi...to z taka duma moj...a ja..cos tam z moim tata!!!
                  • anetina Re: ogromny dylemat! poradzcie...!!! 19.12.06, 09:44
                    też się cieszę, jak mój Mały ma swój świat z M.
                    mają swoje męskie tajemnice przed mamą

                    tylko M. potrafi nad nim zapanować
                    ma tyle cierpliwości

                    ciesze się, że mimo swoich przeżyć masz kogoś, komu możecie zaufac
        • anetina Re: ogromny dylemat! poradzcie...!!! 19.12.06, 09:00
          Mrs_ka

          coś jest w twojej wypowiedzi

          jestem po studiach
          mieszkam w mieście - dawniej w wojewódzkim
          i ... zakazuję, aby Mały mówił do M. tata

          to nie jest jego tata
          mimo że kocha go jak syna i pomaga mi w jego wychowaniu

          ale z drugiej zas strony
          chcemy, aby dziecko samo zaczęło świadomie mówić tata
          M. chce adoptować Małego

          eks nie uczestniczy w życiu dziecka
          i szczerze, watpie, aby się pojawił

          i ... tak do końca nie wiem, co zrobić z nazwiskiem dziecka, ojcem w jego
          metryce po moim ślubie
          nie wiem
          cieszę się, że mam jeszcze czas na decyzję, ale to jest tak trudna decyzja

          dziwię się, że Samamama podjęła tak szybko tego typu decyzje
          • samamama8 Re: ogromny dylemat! poradzcie...!!! 19.12.06, 09:19
            o czym tak szybko decyzję... podjęlam?
            ze moj syn mowi do mojego partnera "tata"!!!
            Ja mu nie kazałam, ja sie tak do niego nie zwracam..." typu idz do taty"
            zawsze mowil mu po imieniu ...jak ja!
            Ale zawsze gdy byla mowa o tacie..to on wskazywal wlasnie na mojego obecnego!
            pare razy jak ktos na ulicy np. zapytal skad masz taki ladny samochod...to on
            zawsze odpowiadal, ze tata mu kupil (chodzilo o mojego partnera!)
            i sam tak zaczal mówic...ale nie zawsze, zalezy jak sie mu przypomni!!!
            I ja mu tego nie zabraniam!!!
            Bo uwazam ze gdyby moj syn mial z 10 lat i wtedy poznalabym partnera to nie
            mowilby do niego tata...ale skoro mial, rok jak go poznal i sam wykazuje taka
            chec...to nie widze problemu!
            a jak mialby mowic inaczej na niego? wujku!!!!( to byloby moim zdaniem chore,
            ze maly mieszka z mama i wujkiem!!!!!!!!)
            po imieniu? tez bezsensu moim zdaniem...do mnie przeciez nie mowi po imieniu!
            do babci, dziadka i pani na ulicy tez nie mowi po imieniu! Mysle ze to troche
            kwestia szacunku, ze dziecko nie powinno mowic do starszych po imieniu!!!

            wiec niech mowi jak chce!!!
            jak czuje!!!
            co w tym zlego?
            • anetina Re: ogromny dylemat! poradzcie...!!! 19.12.06, 09:39
              samamama8 napisała:

              > o czym tak szybko decyzję... podjęlam?
              > ze moj syn mowi do mojego partnera "tata"!!!


              poniekąd jest to i twoja decyzja

              > Ja mu nie kazałam, ja sie tak do niego nie zwracam..." typu idz do taty"
              > zawsze mowil mu po imieniu ...jak ja!

              ale i nie zabraniałaś



              > Ale zawsze gdy byla mowa o tacie..to on wskazywal wlasnie na mojego obecnego!
              > pare razy jak ktos na ulicy np. zapytal skad masz taki ladny samochod...to on
              > zawsze odpowiadal, ze tata mu kupil (chodzilo o mojego partnera!)
              > i sam tak zaczal mówic...ale nie zawsze, zalezy jak sie mu przypomni!!!
              > I ja mu tego nie zabraniam!!!


              właśnie o to chodzi, że to nie jest jego tata
              oczywiście nie tłumacz wszytskim na około, że to nie od taty dostał itp.

              chodzi mi o to, że twój syn nie ma prawdziwego pojecia taty
              ma dwóch ojców
              a tak nie mozna
              zawsze jest jeden tata


              podobnie u mnie
              jakby nie było Mały ma ojca
              nie wazne, ze się nie znaja

              ale nie pozwalam Małemu mówić tata do M.
              bo to nie jest jego tata
              tatą M. chce zostac
              a to jest różnica


              > Bo uwazam ze gdyby moj syn mial z 10 lat i wtedy poznalabym partnera to nie
              > mowilby do niego tata...ale skoro mial, rok jak go poznal i sam wykazuje taka
              > chec...to nie widze problemu!


              ale jest problem
              dziecko nie może uporządkowac sobie swojego świata


              > a jak mialby mowic inaczej na niego? wujku!!!!( to byloby moim zdaniem chore,
              > ze maly mieszka z mama i wujkiem!!!!!!!!)

              wujek odpada


              > po imieniu? tez bezsensu moim zdaniem...do mnie przeciez nie mowi po imieniu!


              do ciebie nie mówi, bo jesteś jego mamą
              a twój partner jest twoim partnerem
              a nie jego ojcem

              to jest różnica
              nie potrafisz tego rozdzielić


              > do babci, dziadka i pani na ulicy tez nie mowi po imieniu!


              bo to jest babcia, dziadek
              bo to jest pani



              Mysle ze to troche
              > kwestia szacunku, ze dziecko nie powinno mowic do starszych po imieniu!!!



              zgadza się
              ale tu jest jeszcze coś innego - twój partner jest domownikiem
              jest (w kazdym razie powinien) przyjacielem twojego dziecka
              partnerem do zabaw
              i dlatego dziecko ma prawo do niego mówić po imieniu




              >
              > wiec niech mowi jak chce!!!
              > jak czuje!!!
              > co w tym zlego?



              nic złego
              a co bedzie odpukać, gdy się rozstaniecie?

              jednego ojca dziecko odwiedza w sadzie
              a drugie ojca gdzie będzie odwiedzał?
            • virtual_moth Re: ogromny dylemat! poradzcie...!!! 19.12.06, 09:39
              samamama8 napisała:

              > wiec niech mowi jak chce!!!
              > jak czuje!!!
              > co w tym zlego?

              OK, niech mówi, ale to ma być też TWOJA decyzja. Rodzic jest od tego, aby
              sterować dzieckiem, wskazywać mu drogę, a nie przyglądać się co dziecko
              wymyśli. Nie rozbisz nic i liczysz na to, że dziecko SAMO sobie poukłada w
              glowie sprawę z widzeniami 1 tatusi aw RODKu i 2 tatusia na co dzień.
              Powtarzam - najpierw wyprostowanie widzeń z ojcem dziecka, inaczej nie ma co
              gadać o normalności. Kwestia nazewnictwa w świetle sprawy z RODKiem to naprawdę
              pikuś.
      • anetina Re: ogromny dylemat! poradzcie...!!! 19.12.06, 08:54
        i dlatego ja dziękuję eksowi, ze się z nami nie kontaktuje big_grin
        • samamama8 Re: ogromny dylemat! poradzcie...!!! 19.12.06, 09:08
          a dlatego, ja się zastanawiam...czy nie byłoby lepiej, gdyby nie kontaktowal
          sie z moim synem i pozwolim mu samemu zdecydowac jak podrosnie...
          • mrs_ka Re: ogromny dylemat! poradzcie...!!! 19.12.06, 09:28
            coraz mniej rozumiem: kobieto, o co Ci chodzi? Oczekujesz, że "klepniemy" Ci
            tutaj pomysł odcięcia dziecka od ojca? Naprawdę, Twój eks nie jest pierwszym
            sukinsynem opisywanym na tym forum. To, że nie skupiam się na Twojej krzywdzie w
            tej sytuacji nie oznacza, że mam tę krzywdę gdzieś- przychodzisz tu pisząc
            wyraźnie, że zależy Ci na dobru dziecka, więc koncentrujemy się na dobru
            dziecka, a nie na tym, czy był partnerem do dupy czy nie był. Wierzę, że był do
            dupy i nadal zresztą jest do dupy, ale to nie ma nic do rzeczy w tym watku.

            Mój syn też nic nie mówił na temat rozstania rodziców. Dziwi mnie Twoja
            interpretacja, że skoro dziecko nie daje Ci informacji zwrotnych to znaczy, że
            nie jest zainteresowane tematem. Radzę poczytać trochę książek z zakresu
            psychologii dzieci i młodzieży. Mój syn był tak dalece zablokowany tematem i
            sytuacją, że wyczuwał, iż jest to temat tabu, temat budzący emocje. Odblokowałam
            go dopiero po sugestii psychologa, aby dać ujście jego emocjom poprzez szereg
            terapeutycznych zabaw.
            Idę o zakład, że Twój syn doskonale wyczuwa, jak bardzo nieprzepracowany u
            Ciebie jest temat ojca (nawiasem mówiąc ten temat nawet nie tyle nie jest
            nieprzepracowany, co jest UGOREM) i po prostu go nie porusza dusząc wszystko w
            sobie. Pracowałaś z nim jakoś? Byłaś u psychologa?
            Największe krzywdy i traumy przeżywa się w milczeniu i wycofaniu. Na ogół to o
            rzeczach błahych i nie budzących emocji krzyczy się głośno. Natomiast o tym, co
            najwazniejsze, szepcze się lub wcale nei mówi.
            Mam coraz silniejsze przekonanie, że pomogłaby Ci rozmowa z psychologiem na
            temat tego, jak teraz poukładać tę sytuację. Twoje pomysły sprowadzają sie
            jedynie do zniknięcia problemu, co widać wyraźnie w tym wątku.
            Ja rozumiem, że nie znosisz Eksa i masz ku temu powody, ale stawiając sprawę
            następująco: "RODeK jest stresogenny, a do domu eksa nie wpuszczę" jednocześnie
            ucinasz jakiekolwiek możliwości. To tak, jakbyś chorując na nowotwór oznajmiła,
            że nie interesuje Cię żadna forma medycyny konwencjonalnej i niekonwencjonalnej,
            ale całym sercem pragniesz leczenia.

            Zdecyduj się, czego TY chcesz, bo to co piszesz to jeden wielki chaos.
            Rozmawiać z eksem nie chcesz, wpuścić do domu nie chcesz, z dziadkami dziecka
            skontaktować się nie chcesz, na herbatę umówić nie chcesz, a jednocześnie
            powtarzasz nam tu uparcie, że wykorzystałaś wszelkie szanse i że nie widzisz
            wyjścia. No więc ja też nie widzę wyjścia, jeśli tak stawiasz sprawę.
            Miej jednak świadomośc, że kontakt Twojego dziecka z ojcem nie umiera śmiercią
            naturalną, a schodzi z tego świata za sprawą zastrzyku eutanazyjnego, który Ty
            sama chcesz wykonać.
            Co wiecej: ten pacjent rokuje i nie ma powodu, aby go uśmiercać. Tyle, że Ty nie
            chcesz o niego powalczyć i iść do lekarza. Wolisz usłyszeć, że i tak kopnie w
            kalendarz, więc humanitarnie będzie ten proces przyspieszyć.

            I jeszcze raz powtórzę: ja jako osoba prywatna całym sercem z Tobą empatyzuję i
            jest mi szczerze przykro, że spotkało Cię tyle krzywd od takiego dupka. Tutaj
            jednak skupiam się wyłącznie na dziecku, bo to o jego interes należy powalczyć.
            Pamiętaj, że ojciec, któremu nie dało się szansy na bycie ojcem, rzadko kiedy
            OJKCEM się stanie. Najpierw daj rzeczywistą szansę, a potem oceniaj, czy umiał
            ją wykorzystać czy nie.

            a.
            • samamama8 Re: ogromny dylemat! poradzcie...!!! 19.12.06, 09:42
              ok, to co mam zrobic!
              isc do niego i powiedziec, zeby zaczal sie bardziej przykladac do roli ojca!!!
              moze i masz racje to nie dotyczy dziecka co bylo miedzy nami!
              ale mysle iz wyjasnia choc troche dlaczego miedzy nami jest jak jest...
              wiesz nie problem sie dogadac, jak ktos przychodzi i mowi, sluchaj moze bysmy
              zrobili tak i tak co ty na to...
              tylko jak sie dogadac z kims kto nie dosc ze nie wykazuje zadnej checi rozmowy
              jakiejkolwiek bo uwaza ze nie musi ze mna o niczym rozmawiac bo i tak sie mu
              wszystko nalezy....to w dodatku kazdy krok, gest czy slowo wysmiewa...i daje do
              zrozumienia, ze jestem dla niego nikim i smieciem!!!
              tak sie czuje niestety patrzac na te jego szydercze usmiechy i glupie aluzje!!!

              jak z takim czlowiekiem rozmawiac?????????????
              po? i o czym?
              • anetina Re: ogromny dylemat! poradzcie...!!! 19.12.06, 09:46
                o czym??????????

                o dziecku

                zacznij ty rozmowe
                jak nie bedzie gadać, to chociaz bedziesz miała czyste sumienie, że próbowałaś
              • virtual_moth Re: ogromny dylemat! poradzcie...!!! 19.12.06, 09:49
                samamama8 napisała:

                > isc do niego i powiedziec, zeby zaczal sie bardziej przykladac do roli ojca!!!


                No jeśli TAK chcesz do niego uderzać, to ja się nie zdziwię, że nie będzie
                chciał z Tobą gadać.

                Zwykła kwestia formy powinna załatwić sprawę. Idziesz i zagadujesz spokojnym
                głosem, że chcesz porozmawiać. Pomijasz milczeniem agresję z jego strony i jak
                krowie na rowie tłumaczysz, że wizyty RODK to niezbyt fajna sprawa. Zapytaj czy
                chciałby coś zmienić, jeśli nie, spróbuj go namówić. Nie wierzę, aby facet,
                który wnioskował o wizyty nie widzial, że kontakt ojca z synem w RODKu to jakaś
                paranoja.
                Jesli Ci zależy, to nawet kawkę mu w domu podasz i powiesz ojczymowi, aby
                wyszedł do kina podczas wizyty.
                • samamama8 Re: ogromny dylemat! poradzcie...!!! 19.12.06, 09:59
                  kawki na pewno nie podam czlowiekowi ktory wyzywal mnie od dziadow!!! jak mam
                  nauczyc dziecko honoru skoro sama go nie bede miala!

                  wiem, wiem ze powinnam dla dobra dziecka...tylko nikt nie odpisal na kwestie
                  czy moje dziecko naprawde bedzie szczesliwsze jak bede udawala, ze lubie jego
                  ojca i bede sie do niego sztucznie usmiechala!
                  czy moje dziecko chcialoby zebym je oklamywala, zebym udawala???

                  wiem ze tak to wyglada! z jednej strony chce zeby moje dziecko bylo
                  szczesliwe...z drugiej, nie widze mozliwosci pogodzenia sie z jego ojcem!
                  a czy nie daloby sie tak wyposrodkowac, ze ja nie bede z nim sie godzila,
                  rozmawiala, unikala...a moje dziecko bedzie mialo z nik kontakt, nie bede
                  nastawiala dziecka przeciwko! bo nie zamierzam!!!

                  ja i moje dziecko to dwie rozne osoby wiec dlaczego nie moze tak byc ze ja mam
                  inny kontakt z jego ojcem (czyli brak!!!) a on ma z nim dobry kontakt i
                  tyle!!!! bo w koncu to jego ojciem...a dla mnie NIKT wazny!!! po prostu NIKT!!!
                  • anetina Re: ogromny dylemat! poradzcie...!!! 19.12.06, 10:01
                    po takim czasi mi szkoda byłoby nerw na eksa tracic
                    dziewczyno, olej faceta
                    podchodź do tego bez emocji
                    bezosobową
                    ciężko, ale on ma satysfakcje widząć, jak ty się wściekasz

                    a może twój partner by zaprowadzał dziecko na kontakty z ojcem?.
                  • mrs_ka Re: ogromny dylemat! poradzcie...!!! 19.12.06, 10:22
                    Nazywasz "honorem" to co ja zdefiniowałabym jako "upór". Różnica jest spora. Z
                    biegiem czasu i zycia przekonuję się, że honor to coś, co powinniśmy realizować
                    jedynie wewnątrz siebie, bo prawdziwa dobroć opiera się na pokorze, a nie na
                    honorze. Ja dałam w swoim życiu niezliczone szanse tym, którzy od dawna
                    przestali na nie zasługiwać- i nie żałuję, bo nawet jeśli te szanse zmarnowali,
                    to ja je dałam i nie mam sobie nic do zarzucenia.
                    Zresztą co to znaczy "honor" w tym kontekście? Człowiek walczący o małżeństwo
                    jest absolutnie niehonorowy, bo powinien odejść, kiedy pierwszy raz usłyszy
                    "nienawidzę cię". Tymczasem ludzie walczą o innych ludzi i dla innych ludzi, bo
                    natura miłości nie opiera się na honorze, a na dobrowolnym poświęceniu.

                    Uporczywe przywiązanie się do pojęcia "honoru" wyrządziło bardzo wiele krzywd w
                    ludzkich relacjach. Ja jestem za tym, aby się pochylać i uginać karku, bo lepiej
                    być niehonorowym i ludzkim, niż hołdować honorowi, za którym nie idzie nic
                    pozytywnego i wartościowego. Co wartościowego idzie za Twoim honorem? Co ma z
                    tego Twoje dziecko? Co masz z tego Ty- poza troskliwą pielęgnacją niechęci do
                    eksa w swoim sercu? Twój honor nie tylko nie rozwiązuje i nie leczy problemu,
                    ale otorbia zgorzel i wydłuża stan zapalny.
                    To nie honor uzdrawia, to rozmowa i konfrontacja uzdrawiają. Skoro Twój eks
                    budzi w Tobie tyle emocji to znaczy, że mimo swojego honoru nie Jesteś od niego
                    wolna, nadal Jesteś niewolnikiem eksa.

                    Utrzymuję ciepłe kontakty z Eksem nie dlatego, bo go lubię, ale dlatego, bo tak
                    trzeba i ze względu na moje dziecko. Mnie od tego ani nie ubędzie, ani nie
                    przybędzie. Już parę razy przełykałam swój honor i nigdy tego nie żałowałam, bo
                    pozostajemy dla otoczenia wzorem stosunków porozwodowych i kultutralnych relacji
                    między rozwiedzionymi rodzicami. Z drugiej strony widzę, że nasi rozwiedzeni
                    znajomi chcieliby mieć ciastko i mieć tak dobre układy jak my, ale chcieliby też
                    zjeść ciastko i zachować honor, wysokie alimenty, ścisłe godziny odwiedzin oraz
                    prawo do naplucia Neksi w twarz. Niestety: coś za coś.
                    Mój syn ma świetne relacje rodzinne, ale ja mam mnóstwo stresu (ciągłe
                    kompromisy), często miewam kace moralne (godząc się na sprawy, których
                    rozstrzygnięcia powinnam się właściwie domagać sądownie), a moje plany wciąż
                    ulegają zmianie (nie mamy z eksem żadnego "planu wizyt"- eks ma nieograniczone i
                    swobodne kontakty z synem). Podejrzewam, że Eks też często odczuwa dyskomfort.

                    Ale tak naprawdę co z tego? Nasz rozwód nie jest sprawą naszego syna, który
                    powinien odczuć jak najmniejsze konsekwencje, bo to nie on się rozwodził.
                    Dlatego godzę się na szereg niedogodności, bo dobro mojego dziecka na tym
                    zyskuje. Skoro miałam życzenie wziąć rozwód, to teraz muszę ponieść tego skutki
                    i uginać karku przy różnych ustaleniach. Tu nie ma miejsca na honor, dumę i inne
                    pie..ty. Umożliwienie swobodnego kontaktu ojciec- syn jest moim psim
                    obowiązkiem i nie traktuję tego jako wlasnej uprzejmości, bo to nei jest uprzejmość.

                    Ja nie udaję, że lubię Eksa. Uważam siebie za człowieka, który odebrał w życiu
                    elementarne wychowanie jeśli idzie o kulturę społeczną i osobistą. Dlatego nie
                    mam problemu z mówieniem "dzień dobry" i usmiechaniem się do osób, za ktorymi
                    nie przepadam. Mój usmiech i uprzejmość nie są obietnicami na przyszłość, są
                    normą. I Tobie też tak radzę do tego podejść.

                    a.
                    • anetina Re: ogromny dylemat! poradzcie...!!! 19.12.06, 11:00
                      Mrs_ka podziwiam cię za twój "spokój" i uporzadkowanie życia dziecka

                      ja mimo wszystko cieszę się, że mój eks jest niekontaktowny smile

            • anetina Re: ogromny dylemat! poradzcie...!!! 19.12.06, 09:42
              całkowicie się zgadzam z Mrs_ka

              dziewczyno, przemysl to wszystko
    • samamama8 Re: ogromny dylemat! poradzcie...!!! 19.12.06, 06:56
      ...i jeszcze jedno musze napisac!!! wiem, wszyscy to w kolko powtarzaja, ze dla
      dziecka niezdrowa jest sytuacja gdy widzi, ze rodzice sie nie odzywaja, czy
      kloca...i wiem, ze powinno sie schowac dume w kieszen, gdy chodzi o dziecko...
      Ja z tym czlowiekiem nie chce miec nic wspolnego nie dlatego, ze mnie zostawil
      zupelnie sama ( a przeciez to nie tylko moja wina, ze bylam w ciazy!!!)...nie
      odzywamy sie do tego czlowieka za to, co bylo pozniej...za to, ze mnie wyzywal,
      ze sie nasmiewal z mojej rodziny, ze jestesmy biedni...itp. itd. ze potrafil
      przy moim dwuletnim dziecku powiedziec, ze i tak jestem byle kim!!! jak tak
      mozna!!!

      dlaczego ja mam zawsze uginac się z mysla o moim dziecku...a on nie potrafi
      zdobyc się ( nie mowię na cos dobrego!) ale na neutralnosc! Dlaczego on nie
      mysli o synu nawet przez chwile!!!
      Moim zdaniem, gdybym teraz po tym wszystkim podala mu reke...to tak jakbym
      stracila szacunek do samej siebie! Jak bym mu przyzwalala na to, zeby mnie tak
      traktowal!
      wiem, pewnie moglabym jeszcze raz sie ugiac...ale po co? skoro on nie potrafi
      nawet przez sekunde zrobic cos z mysla o synku, dla jego dobra ... tylko ja mam
      tak cale zycie, usmiechac sie do niego, nawet jak bedzie mnie wyzywal czy
      nasmiewal sie...bo to dobre dla mojego dziecka?
      Czy moje dziecko wolaloby, zebym udawala, ze go lubie ??? usmiechala
      sie..sztucznie? czy moje dziecko zawsze bedzie takie glupiutkie i nie pozna
      sie, ze to wszystko jest takie sztuczne...tylko ze wzgledu na Niego?!?! Czy
      moze wolaloby, zeby mama byla szczera???
      • anetina Re: ogromny dylemat! poradzcie...!!! 19.12.06, 09:18
        wiesz co ja bym chyba zrobiła na twoim miejscu?


        jeśli rzeczywiście cała sytuacja wygląda tu tak, jak napisałaś, założyłabym
        sprawę o odebranie praw rodzicielskich (o ile je ma)

        i zaniechanie kontaktów ojca z dzieckiem szczególnie w takim miejscu, jakim
        jest sąd
        • samamama8 Re: ogromny dylemat! poradzcie...!!! 19.12.06, 09:33
          tak, tylko na jakiej podstawie! znow bedzie, ze sie mszcze!!!
          prawa rodzicielskie to odbieraja tylko takim co sie znecaja, albo wogole sie
          nie interesuja...a on sie niby interesuje! skoro zalozyl sprawe o widzenia...to
          znaczy ze chce! dla sadu nie ma znaczenia czy on tam jezdzi naprawde z sercem
          do dziecka, czy dlatego ze tak wypada!!! odbebnic swoje!!!!!!!
          • anetina Re: ogromny dylemat! poradzcie...!!! 19.12.06, 09:45
            a badania w RODKU?
            nie udowodnią, że nie ma sensu tak życ?
            badania u psychologa?
            chodiz mi o to, czy takie kontakty dobrze wpływają na dziecko?
            • bartek987 Re: ogromny dylemat! poradzcie...!!! 19.12.06, 12:31
              chodiz mi o to, czy takie kontakty dobrze wpływają na dziecko?

              a brak kontaktów?
              nad tym sie zastanowiłaś???
              jak to wpłynie na dziecko?
              • anetina Re: ogromny dylemat! poradzcie...!!! 19.12.06, 12:44
                lepszy jest brak kontaktu z "ojcem" niz kontakt z byle kim
          • wyksztalciuh Re: ogromny dylemat! poradzcie...!!! 19.12.06, 15:08
            > znaczy ze chce! dla sadu nie ma znaczenia czy on tam jezdzi naprawde z sercem
            > do dziecka, czy dlatego ze tak wypada!!! odbebnic swoje!!!!!!!

            Nie badz smieszna niuniu. Poczytaj sobie inne watki tutaj i na macochach i nie
            wypisuj dyrdymalow, ze facet zapyla regularnie do RODKa na widzenia z bachorem
            tylko dlatego, ze tak wypada. Gdyby mu nie zalezalo, to by sie nie widywal tak
            jak to robi wielu innych.
        • tatagdansk Re: ogromny dylemat! poradzcie...!!! 19.12.06, 09:59
          Prawo rodziców oraz prawo samego dziecka do styczności z rodzicami,są
          fragmentem sfery zycia prywatnego i rodzinnego człowieka chronionej przez
          konstytucję R P (art47),oraz przez Europejską Konwencję Praw Człowieka i
          Podstawowych Wolności (art8)
          Osobista styczność z dzieckiem jest zjawiskiem naturalnym ,oczywistym i
          zrozumiałym ,wynikającym z najbliższego pokrewieństwa ,nawet nie z władzy
          rodzicielskiej .
          Nazywa się to prawem rodziców do osobistej styczności z dzieckiem .Prawo to
          wynika z blizkiej więzi rodzinnej i uczuciowej i jest ono niezależne od władzy
          rodzicielskiej .
          Oznacza to że nikt i nigdy nie może nas pozbawić prawa do kontaktowania się z
          dzieckiem .

          tatagdansk . www.ojcowie.pl
          • samamama8 Re: ogromny dylemat! poradzcie...!!! 19.12.06, 10:01
            ale przeciez ja nie chce zabronic kontaku dziecku z ojcem!!! Gdybym chciala to
            robic...to juz bym dawno to robila!!! zastanawiam sie tylko czy sa one dobre
            dla mojego dziecka i potrzebne w mojej sytuacji...?!?!
            • anetina Re: ogromny dylemat! poradzcie...!!! 19.12.06, 10:04
              to własciwie, co chcesz?

              ja ci jedno napiszę
              złe są kontak\ty ojca z dzieckiem w jednym pokoju w sądzie
              ani jedno nie pozna drugie ani odwrotnie

              złe sa też widoki mamy i ojca ciągle wrzeszczących na siebie i z minami typu
              nie podchodź, bo zabiję

              dla dziecka kontakt z ojcem jest potrzebny
              ale normalny kontakt
          • anetina Re: ogromny dylemat! poradzcie...!!! 19.12.06, 10:02
            to cieszę się, że eks nie chce sie powoływać na konstytucje
            i w dodatku żaden sąd nie da mu praw do kontaktowania się z dzieckiem
            • samamama8 Re: ogromny dylemat! poradzcie...!!! 19.12.06, 10:09
              dzięki anetina za czas poświęcony!!! chyba faktycznie musze pogadac z tym...nie
              ma wyjscia! dzis widzenie! ale chyba nie dziś...musze sobie wszystko poukladac
              i przemyslec!!!

              dzieki bardzo wszystkim za odpowiedzi!!!
              • samamama8 Re: ogromny dylemat! poradzcie...!!! 19.12.06, 10:10
                i cholernie sie boje...ale macie racje tak dluzej byc nie moze!!!
                • anetina Re: ogromny dylemat! poradzcie...!!! 19.12.06, 10:49
                  trzymamy kciuki, że ci się uda podjąć właściwa decyzję smile
              • anetina Re: ogromny dylemat! poradzcie...!!! 19.12.06, 10:44
                czy dziecku też mówisz, że idzie na widzenie ???

                a powaznie
                przemysl sobie
                poukładaj sobie wszystko
                i zacznij ty rozmowe z eksem

                będziesz i sama przed sobą czuła w porzadku

                skoczyłyśmy na ciebie, aby cię obudzić
                szkoda nam ciebie i dziecka
                twojej rodziny

                pamiętaj jedno, takie słowa co tu padły, potrzebne są, aby się obudzić

                mi kiedyś tego typu teksty pomogły
                zaczęłam mysleć o sobie, o dziecku

                przeszła złość na eksa
                a energię wykorzystuję w korzystny sposób

                tego i tobie życzę


                • samamama8 Re: ogromny dylemat! poradzcie...!!! 20.12.06, 06:15
                  dziecku mowie, ze idziemy sie pobawic z tata!
              • omama Re: ogromny dylemat! poradzcie...!!! 19.12.06, 10:46
                MOja rada byłaby taka:
                nie rozmawiaj z ojcem dziecka na widzeniu. Umów się oddzielnie, w miejscu
                publicznym, na jakiejś kawie.
                Spokojnym, życzliwym tonem powiedz, że na pewno też zdaje sobie sprawę, że
                widzenia w sądzie źle działają na dziecko. Że chciałabyś to inaczej uregulować
                dla dobra wszystkich zainteresowanych stron, w nadziei że skoro dziecko jest
                już spore, będą mogli niedługo zacząć widywać się także bez twojej obecności.
                Zapyatałabym, czy zgadza się z takim pubktem widzenia.
                Jeżeli mieszkasz w dużym mieście, to zaproponuj, by kolejne spotkanie odbyło
                się w jakiejś Hulakuli czy innym tego typu miejscu. Wtedy ty będziesz miała ich
                na oku, a ojciec będzie mógł bawić się z dzieckiem bardziej samodzielnie.
                Dodatkowo zaproponowałabym ym takie spotkanie jako ponadnormatywne - jako gest
                dobrej woli z twojej strony. Zapewniłabym sobie świadka, któy mógłby
                potwierdzić odbycie się takiego spotkania. I obserwowałabym ich relacje. Jeżeli
                nie zobaczysz niczego ciężo niepokojącego, to powtarzałąbym takie spotkania, z
                wiosną przenosząc je na place zabaw. A jesienią albo i latem zaczęłabym
                puszczać dziecko na parę godzin do ojca.
                Dziecku nie mwiłabym, że ojciec jest "dużym dzieckiem". Raczej, że wolał
                mieszkać sam. Mówiłabym tak, żeby nie obciążać go zbytnią winą. Nie robiłabym
                ego w stylu "teraz usiądziemy i opowiem ci o tym, dlaczego ojciec z nami nie
                mieszka", tylko raczej korzystałabym z okazji zewnętrznych: np. kiedy na
                imprezie w przedszkolu większość publiczności to matki, skomentowałabym: wiele
                dzieci mieszka bez swoich ojców. Czasem dorośli się kochają, ale nie umieją się
                pogodzić i zaczynają mieszkać odzielnie." Nie wiem, co twoje dziecko wie o
                biologi - moje wie od jakiegoś 2 roku życia, że do powstania człowieka
                potrzebna jest komórka matki i komórka ojca. Przy tej wiedzy dziecko łatwiej
                rozumie czym jest biologiczne rodzicielstwo.
                Bez względu na to, jak silnie dziecko jest związane z twoim partnerem,
                najczęściej biologiczni rodzice są dla dziecka ważni - po to, by ustawić jakoś
                samego siebie, rozumieć swoje korzenie. Dlatego tyle dzieci adoptowanych szuka
                swoich bilogicznych rodziców, ktzy oddali je z własnej nieprzymuszonej woli. I
                dla dorastającego za kilkanaście lat dziecka to jak kiedyś twój eks cie
                potraktował będzie o wiele mniej ważne niż to co uda im się - lub nie uda -
                zbudować między sobą.
              • jowita771 Re: ogromny dylemat! poradzcie...!!! 19.12.06, 11:58
                nareszcie ktoś Ci napisał to, co chciałaś przeczytać. weszłaś po radę i
                naprowadzasz, naprowadzasz, a głupie dziewczyny radzą, że może tak, a może
                inaczej zorganizować te kontakty. a Ty najpierw piszesz, że dziecko w ogóle nie
                kojarzy, że ten pan to jego tata, ale potem okazuje się, że synek mówi, że jego
                tata mieszka w RODKu. więc jednak wie, że to tata. i nareszcie ktoś to napisał -
                takie kontakty nie są dobre, może pomysl o ograniczeniu albo odebraniu praw.
                przecież o taką radę chodziło, prawda? bo masz dla swojego synka nowego,
                lepszego tatę.
                • jowita771 PS 19.12.06, 12:00
                  na klawiaturze jest też kropka, trochę męczące te wykrzykniki. i sprawiasz
                  wrażenie pieniaczki przez to.
                • anetina Re: ogromny dylemat! poradzcie...!!! 19.12.06, 12:01
                  Jowita

                  ale życie nie polega na tym, ze znajdując nowego partnera dla siebie mama ma
                  zabrać dziecku biologicznego ojca

                  Samamama musi po prostu sama zrozumieć, co ona chce
                  właściwie do końca to sama nie wie, czego chce

                  niech zacznie rozmowę z eksem
                  i wtedy zobaczy
                  • jowita771 Re: ogromny dylemat! poradzcie...!!! 19.12.06, 12:09
                    ja wiem. też jestem dzieckiem rozwiedzionych rodziców, tez mam ojczyma (i
                    miałam go jako dziecko).
                    chodziło mi o to, że każdą Waszą radę na temat zorganizowania kontaktów ojciec -
                    dziecko założycielka wątku kwitowała, że tak się nie da. porozmawiać - nie, u
                    niej w domu - nie, puścić dziecko z ojcem - nie. bo jej honor nie pozwala. z
                    takim podejściem nie rozważy żadnej rady. mam wrażenie, że czekała tylko na
                    jedną radę - żeby odsunąć ojca.
                    • anetina Re: ogromny dylemat! poradzcie...!!! 19.12.06, 12:12
                      po części masz rację

                      człowiek wypisując tu pytanie oczekuje potwierdzenia swojej decyzji
                      niekoniecznie najmadrzejszej
                      • jowita771 Re: ogromny dylemat! poradzcie...!!! 19.12.06, 12:24
                        z tym, że nieraz wart naprawdę rozważyć czyjeś rady, bo z boku coś może
                        wyglądać inaczej. gołym okiem widać, że samamama nie uporała się z uczuciami do
                        eksa. dla niej napewno wygodniej, żeby facet zniknął z jej życia i nie pokazał
                        się nigdy więcej. ale po co dorabianie ideologii, że chodzi o doro dziecka.
                        dziewczyna chciałaby założyć rodzinę i przeszłość wymazać gumką myszką. a
                        prawda jest taka, że to, co dla niej jest przeszłością, dla jej dziecka jest
                        teraźniejszością i przyszłością.
                        • anetina Re: ogromny dylemat! poradzcie...!!! 19.12.06, 12:43
                          tez bym chciała tak wytrzeć przeszłość
                          ale ze względu na dziecko tak nie zrobie

                          dla siebie, dla dziecka ustaliłam sądownie ojcostwo
                          a że eks się nie chce z nami widywać - dzięki jemu wielkie
                          • jowita771 Re: ogromny dylemat! poradzcie...!!! 19.12.06, 12:51
                            anetina napisała:

                            > tez bym chciała tak wytrzeć przeszłość
                            > ale ze względu na dziecko tak nie zrobie

                            no i o to chodzi, dla dziecka warto zacisnąć zęby.
                  • samamama8 Re: ogromny dylemat! poradzcie...!!! 20.12.06, 06:40
                    sorry , ale czy dlatego, ze on mnie zostawil...ja mam teraz byc cale zycie
                    sama! nie wmowicie mi, ze dla mojego dziecka lepiej by bylo gdyby mieszkal sam
                    z samotna matka, a z ojcem widywal sie kilkanascie razy w roku i wszyscy
                    udawali by szczesliwa rodzine!
                    to nie ja jego zostawilam, tylko on mnie! dlaczego w zwiazku z tym nie moge
                    sobie ulozyc zycia na nowo, z kims innym skoro on nie chcial!
                    Czy to takie dziwne! Caly czas sie mowi, ze nie mozna budowac zwiazku tylko ze
                    względu na dziecko, więc pewnie i nie mozna całe zycie być samemu tylko
                    dlatego, żeby dziecko było szczęśliwe! bo i tak by nie było! Tym bardziej, ze
                    to chlopiec, ktory potrzebuje kontaktu z ojcem! ale nie takiego na odwal
                    się...tylko takiego z sercem!
                    I jeszcze raz podkreślam, gdybym chciała facetowi zabronic kontaktów...dawno
                    bym to zrobiła...bo od dawna mam partnera! Nie od wczoraj!!!!!!!
                    Mojemu partnerowi nie przeszkadzają kontakty małego z ojcem, wręcz przeciwnie
                    uważa, że powinny być...
                    tylko ja mam mieszane uczucia...bo widze, że on nie interesuje się nim tak jak
                    normalnie rodzic powinien interesowac się dzieckiem!!!

                    I gdyby on choć raz, raz w życiu zrobił coś czy powiedział, ze ja byłabym
                    spokojna, że nie skrzywdzi mojego syna, że wszystko co robi, robi z miłości do
                    niego, że nie będzie mu mówił, że ma głupią matkę tylko po to by się na mnie
                    znów wyrzyć...ale tak się nie da!
                    Nie da się teraz odkupić zaufania w kilka godzin czy nawet dni!
                    Po prostu się nie da i już!
                    Są takie chwile, że już nawet jestem w stanie sobie jakoś to wszystko ułozyc,
                    poukładac, uwierzyć, że będzie dobrze...i zawsze wtedy on robi coś takiego...że
                    ręce opadają!

                    I dopóki ja nie będę miała zaufania, dopoki nie będe na 100 % pewna, że ten
                    człowiek ma szczere intencje co do mojego dziecka...zawsze będę miała
                    wątpliwości!!! bo nie pozwolę, by znów go skrzywdził, by się nim bawił tylko po
                    to by zaspokoić swoje cholerne ego! I nie wmówicie mi również, że każdy
                    człowiek robi tylko to co sam chce!!! bzdura! żyjemy w społeczeństwie i
                    niestety musimy się czasem dostosowywać!
                    Powiedzcie w takim razie dlaczego pod byle pretekstem odwołuje te widzenia
                    tekstem np. wszyscy w domu są chorzy i nie chce zarazic małego dzwoniąc na dwie
                    godziny przed widzeniem! Ciekawe, że wszyscy się rozchorowali 2 godziny przed
                    widzeniem i ciekawe, że są tak bardzo chorzy a następnego dnia ( jego
                    współmieskzańcy)jego matka jedzie rowerkiem o 7 rano do pracy i młodszy brat
                    (lat 14) idzie do szkoły!!! bardzo ciekawe...a może mu coś ważniejszego
                    wypadło, tak ważnego, że nie może 2 razy w miesiącu znaleźc czasu dla swojego
                    ponoć syna! i że tak strasznie nie może się spotkania doczekać, że mu się o nim
                    przypomina na dwie godziny przed widzeniem!


                    a wykrzykniki stawiam...nie dlatego, że jestem narwana, tylko dlatego, że mnie
                    sprawa bezpośrednio dotyczy i wten sposób ukazuję, że mi naprawdę zależy na
                    odpowiedzi, że chcę jak najdokładniej opisać to wszystko...a nie że sobie piszę
                    jakieś tam historyjki zupełnie mi obojętne!!!
                    • anetina Re: ogromny dylemat! poradzcie...!!! 20.12.06, 07:49
                      samamama8 napisała:

                      > sorry , ale czy dlatego, ze on mnie zostawil...ja mam teraz byc cale zycie
                      > sama! nie wmowicie mi, ze dla mojego dziecka lepiej by bylo gdyby mieszkal
                      sam
                      > z samotna matka, a z ojcem widywal sie kilkanascie razy w roku i wszyscy
                      > udawali by szczesliwa rodzine!



                      co jest nalepsze dla dziecka - wie mama
                      mam podobną sytuację
                      syn mój ma "pełną" rodzinę
                      ma mamę i ma kogoś, kogo traktuje jak tatę
                      kogoś, kto go kocha i traktuje jak syna

                      dobrze, ze macie kogoś, komu możesz zaufać bezgranicznie

                      nam tylko chodzi o chorą sytuację
                      jeden tata w domu, drugi tata w sądzie




                      > to nie ja jego zostawilam, tylko on mnie! dlaczego w zwiazku z tym nie moge
                      > sobie ulozyc zycia na nowo, z kims innym skoro on nie chcial!



                      jak najbardziej jestem za tym, abyś ułożyła swoje zycie po swojemu
                      kochaj i bądź kochana




                      > Czy to takie dziwne! Caly czas sie mowi, ze nie mozna budowac zwiazku tylko
                      ze
                      > względu na dziecko, więc pewnie i nie mozna całe zycie być samemu tylko
                      > dlatego, żeby dziecko było szczęśliwe! bo i tak by nie było!



                      ale czy dziecko byłoby szczęśliwsze bez twopjego partnera
                      z twojego opisu wynika jasno, ze traktują się jak tata i syn
                      dziecko jest więc szczęśliwe



                      Tym bardziej, ze
                      > to chlopiec, ktory potrzebuje kontaktu z ojcem! ale nie takiego na odwal
                      > się...tylko takiego z sercem!
                      > I jeszcze raz podkreślam, gdybym chciała facetowi zabronic kontaktów...dawno
                      > bym to zrobiła...bo od dawna mam partnera! Nie od wczoraj!!!!!!!



                      więc o co tak naprawdę chodzi w tym wątku !?



                      > Mojemu partnerowi nie przeszkadzają kontakty małego z ojcem, wręcz przeciwnie
                      > uważa, że powinny być...
                      > tylko ja mam mieszane uczucia...bo widze, że on nie interesuje się nim tak
                      jak
                      > normalnie rodzic powinien interesowac się dzieckiem!!!




                      u mnie jest to samo
                      ja jestem za tym, że jak Mały zdecyduje się poznać ojca, ja mu pomogę
                      a M. jest przeciwnego zdania
                      nie zna mego eksa, ale już na samą myśl, ze nie chce mieć kontaktu z dzieckiem,
                      na sam widok dostałby w ...



                      >
                      > I gdyby on choć raz, raz w życiu zrobił coś czy powiedział, ze ja byłabym
                      > spokojna, że nie skrzywdzi mojego syna, że wszystko co robi, robi z miłości
                      do
                      > niego, że nie będzie mu mówił, że ma głupią matkę tylko po to by się na mnie
                      > znów wyrzyć...ale tak się nie da!
                      > Nie da się teraz odkupić zaufania w kilka godzin czy nawet dni!
                      > Po prostu się nie da i już!



                      zgadzam się




                      > Są takie chwile, że już nawet jestem w stanie sobie jakoś to wszystko ułozyc,
                      > poukładac, uwierzyć, że będzie dobrze...i zawsze wtedy on robi coś
                      takiego...że
                      >
                      > ręce opadają!
                      >
                      > I dopóki ja nie będę miała zaufania, dopoki nie będe na 100 % pewna, że ten
                      > człowiek ma szczere intencje co do mojego dziecka...zawsze będę miała
                      > wątpliwości!!! bo nie pozwolę, by znów go skrzywdził, by się nim bawił tylko
                      po
                      >
                      > to by zaspokoić swoje cholerne ego! I nie wmówicie mi również, że każdy
                      > człowiek robi tylko to co sam chce!!! bzdura! żyjemy w społeczeństwie i
                      > niestety musimy się czasem dostosowywać!
                      > Powiedzcie w takim razie dlaczego pod byle pretekstem odwołuje te widzenia
                      > tekstem np. wszyscy w domu są chorzy i nie chce zarazic małego dzwoniąc na
                      dwie
                      >
                      > godziny przed widzeniem! Ciekawe, że wszyscy się rozchorowali 2 godziny przed
                      > widzeniem i ciekawe, że są tak bardzo chorzy a następnego dnia ( jego
                      > współmieskzańcy)jego matka jedzie rowerkiem o 7 rano do pracy i młodszy brat
                      > (lat 14) idzie do szkoły!!! bardzo ciekawe...a może mu coś ważniejszego
                      > wypadło, tak ważnego, że nie może 2 razy w miesiącu znaleźc czasu dla swojego
                      > ponoć syna! i że tak strasznie nie może się spotkania doczekać, że mu się o
                      nim
                      >
                      > przypomina na dwie godziny przed widzeniem!



                      jak w końcu - widuje się z dzieckiem 2 razy w tygodniu czy 2 razy w miesiącu ?
                      dlatego porozmawiaj z eksem spokojnie na temat widzenia się z dzieckiem
                      lepiej żeby się nie widywali tylko w sądzie
                      już lepiej w ogóle
                      ale najpierw musicie spokojnie porozmawiać
                      • samamama8 Re: ogromny dylemat! poradzcie...!!! 20.12.06, 07:56
                        cyt. "nam tylko chodzi o chorą sytuację
                        jeden tata w domu, drugi tata w sądzie"

                        Mnie własnie o to chodzi, by się dowiedziec czy to jest chora sytuacja taka, że
                        jeden tata w domu drugi 2 razy w miesiącu!
                        Czy dziecko to zrozumie...i czy jest mu to potrzebne w sytuacji gdy ma tate na
                        codzien w domu?
                        Nie sądze, abym kiedykolwiek rozstała się z moim partnerem, ale życie mi
                        pokazało, że wszystko jest możliwe...dlatego to jest dla mnie bynajmniej takie
                        trudne! Co robić! Jak dziecku to tłumaczyc? ciągnąc dalej taką sytuację, ze
                        jeden tata w domu a drugi od czasu do czasu, czy przerwac? właśnie o to mi
                        chodzi???? co robić...? tak, żeby dziecku było jak najlepiej




                        • anetina Re: ogromny dylemat! poradzcie...!!! 20.12.06, 08:03
                          nie jest chorą sytacją to, ze dziecko ma dwóch ojców
                          nie jest chorą sytuacja to, że jednego tatę dziecko widuje codziennie, a
                          drugiego 2 razy w miesiacu
                        • anetina Re: ogromny dylemat! poradzcie...!!! 20.12.06, 08:06
                          chorą sytuacją jest to, ze nie potraficie bez emocji pogadać
                          musisz najpierw przemyśleć wszystko spokojnie
                          wyrzucić żale
                          na komentarze eksa się nie odzywać

                          niech dziecko widzi, ze ty jesteś spokojna
                          inaczej dziecko nie zrozumie nic z tego
                          samo nie będzie potrafiło ocenić tej sytuacji
                        • anetina Re: ogromny dylemat! poradzcie...!!! 20.12.06, 08:08
                          nie możesz zakazać ojcu kontaktów tylko dlatego, ze ty masz innego partnera
                          dziecko nawet nie powinno mówić na niego tata
                          to jest chore
                          • samamama8 Re: ogromny dylemat! poradzcie...!!! 20.12.06, 08:24
                            o tym jak powinno do niego mówic już pisałysmy...
                            Moim zdaniem tata to nie tylko ten co dał nasienie, tylko ten co wychowuje, co
                            się opiekuje, co pomaga, radzi, uczy...
                            Czyli dzieci z domów dziecka, którzy mają biologicznych rodziców, a adoptuje je
                            zupełnie obca osoba też nie powinny mówić mama i tata bo przecież oni nie są
                            biologiczni!
                            Nie rozumiem dlaczego Ty nie pozwalasz swojemu dziecku mówić tata do M. skoro
                            piszesz, że M zamierza Go adoptować! Czyli co narazie ma mówić po imieniu do
                            czasu adopcji, a nagle pewnego dnia wrócicie z sądu z papierami adopcyjnymi i
                            powiesz synu teraz możesz mówić do niego tata!

                            A dzieci zapłodniane metodą in vitro, które nigdy nie dowiedzą się kto jest ich
                            biologicznym ojcem też nie powinny mówić do meża zapłodnionej w ten sposób
                            mamy "tato"????????

                            Tato czy mama moim zdaniem nie oznacza tego który ofiarował Ci komórkę i
                            zostawił na pastwę losu...tylko tego, który Cię kocha i wychowuje!!!

                            • anetina Re: ogromny dylemat! poradzcie...!!! 20.12.06, 08:46
                              samamama8 napisała:

                              > o tym jak powinno do niego mówic już pisałysmy...
                              > Moim zdaniem tata to nie tylko ten co dał nasienie, tylko ten co wychowuje,
                              co
                              > się opiekuje, co pomaga, radzi, uczy...


                              dlatego mój syn ma "ojca", którego nie zna i M., którego traktuje jak tata



                              > Czyli dzieci z domów dziecka, którzy mają biologicznych rodziców, a adoptuje
                              je
                              >
                              > zupełnie obca osoba też nie powinny mówić mama i tata bo przecież oni nie są
                              > biologiczni!



                              i dla mnie jest wazne słowo - adopcja
                              tylko wtedy dziecko ma prawo zdecydować o mówieniu tata




                              > Nie rozumiem dlaczego Ty nie pozwalasz swojemu dziecku mówić tata do M. skoro
                              > piszesz, że M zamierza Go adoptować!



                              bo M. nie jest tatą
                              po adopcji - nie ma problemu
                              w tym momencie M. jest moim partnerem i przyjacielem mojego syna
                              a że obydwoje sie traktują jak tata i syn, to wcale nie oznacza, ze Mały ma tak
                              do niego mówić





                              Czyli co narazie ma mówić po imieniu do
                              > czasu adopcji, a nagle pewnego dnia wrócicie z sądu z papierami adopcyjnymi i
                              > powiesz synu teraz możesz mówić do niego tata!



                              ja tak dziecku nie powiem
                              dziecko ma samo zdecydować
                              M. nie jest tatą, aby Mały tak do niego mówił

                              tak samo po sprawie - nie powiem mu, ze od tej pory ma mówić tata
                              dziecko ma samo dorosnąć do tej decyzji


                              a tak w ogóle, ja już pisałam co prawda
                              ale i tak do końca się waham odnośnie adopcji
                              mam jeszcze trochę czasu do decyzji\




                              >
                              > A dzieci zapłodniane metodą in vitro, które nigdy nie dowiedzą się kto jest
                              ich
                              >
                              > biologicznym ojcem też nie powinny mówić do meża zapłodnionej w ten sposób
                              > mamy "tato"????????



                              to tez jest kompletnie inna sytuacja
                              w dokumentach jako tata mają męża matki
                              on też ich wychowuje



                              >
                              > Tato czy mama moim zdaniem nie oznacza tego który ofiarował Ci komórkę i
                              > zostawił na pastwę losu...tylko tego, który Cię kocha i wychowuje!!!
                              >



                              tak
                              pod warunkiem, ze masz pewność bycia razem

                              już niedawno był wątek
                              dziecko ma biolgicznego ojca
                              matka związała się z kims innym
                              dziecko mówiło tata do partnera
                              i co?
                              rozstali się
                              i rozwiązali sytuację, ze dziecko widywało się od czasu z partnerem matki, niby
                              swoim ojcem


                              tak więc dla mnie adopcja przez partnera matki
                              mówienie przez dziecko tata do partnera
                              jest poprzedzona pewnością związku
                              chociażby i papierkiem ślubu

                              ale i tak mam o czym myśleć, czy na pewno dobrze robimy, czy M. jest pewny, ze
                              chce byc ojcem i na papierze
                              jest to bardzo duża odpowiedzialność
                              • samamama8 Re: ogromny dylemat! poradzcie...!!! 20.12.06, 08:53
                                no właśnie, my bierzemy ślub za kilka miesięcy, kupiliśmy wspólnie mieszkanie i
                                ja nie kazałam małemu mówić tata. Sam zaczał więc stwierdziłam, że nie ma sensu
                                mieszać dziecku i narazie mu to w jakiś sposób odradzać a za jakiś czas
                                pozwalać!
                                • anetina Re: ogromny dylemat! poradzcie...!!! 20.12.06, 08:57
                                  więc tego tatę zostaw w spokoju
                                  nic tu dziecku już nie plącz

                                  wyjasnij tylko z eksem
                                  ustalcie może inne miejce spotkań
                                  a moze rzeczywiście eks nie chce się kontaktować
                                  dlatego najpierw musisz porozmawiać z eksem

                                  kwestia tylko taka
                                  jeśli twój partner będzie chciał adoptować w pełni dziecko, eks nie będzie już
                                  płacił alimentów
                                  a prawo do kontaktów - chyba nadal mógłby mieć
                                  chociaz tego nie jestem pewna
                                  • samamama8 Re: ogromny dylemat! poradzcie...!!! 20.12.06, 09:01
                                    mój obecny nie może go adoptować (choć chciałby) bo mój eks ma prawa
                                    rodzicielskie. Adoptować mógłby gdyby biologiczny ojciec się ich zrzekł a to by
                                    oznaczało że ani nie płaci ani się nie widuje
                                    • anetina Re: ogromny dylemat! poradzcie...!!! 20.12.06, 09:03
                                      brak praw rodzicielskich wcale nie oznacza, ze nie musi płacić ani widywac
                                      dziecka
                                      musi płącić i może widywać
                                      • samamama8 Re: ogromny dylemat! poradzcie...!!! 20.12.06, 09:12
                                        nie wydaje mi się, to by oznaczało, że skoro nie ma praw to może go adoptowac
                                        np. mój mąż i wtedy i mój mąż ma obowiązek łożenia na dziecko i wychowania i
                                        ten biologiczny tez?
                                        tak być nie może!
                                        wg. prawa tylko jeden może był tym prawnym opiekunem, czyli tym który ma
                                        obowiazek łożenia i wychowywania
                                        • anetina Re: ogromny dylemat! poradzcie...!!! 20.12.06, 09:15
                                          samamama8 napisała:

                                          > nie wydaje mi się, to by oznaczało, że skoro nie ma praw to może go adoptowac
                                          > np. mój mąż i wtedy i mój mąż ma obowiązek łożenia na dziecko i wychowania i
                                          > ten biologiczny tez?
                                          > tak być nie może!
                                          > wg. prawa tylko jeden może był tym prawnym opiekunem, czyli tym który ma
                                          > obowiazek łożenia i wychowywania



                                          mój eks nie ma praw
                                          nie dałam mu też nazwiska jego dziecku


                                          w tym momencie dziecko może w pełni przysposobić mój partner


                                          ale w tym momencie eks nie miałby zadnych problemów ze staraniem się o kontakt
                                          z dzieckiem
                                        • anetina Re: ogromny dylemat! poradzcie...!!! 20.12.06, 09:16
                                          jesli twój partner adoptuje, eks już nie płaci alimentów\
                                          • samamama8 Re: ogromny dylemat! poradzcie...!!! 20.12.06, 09:18
                                            ale adoptować przecież nie może dopóki tamten ma prawa rodzicielskie!!!!
                                            • anetina Re: ogromny dylemat! poradzcie...!!! 20.12.06, 09:19
                                              tak, nie może adoptować, jesli eks ma prawa rodzicielskie
                                        • anetina Re: ogromny dylemat! poradzcie...!!! 20.12.06, 09:18
                                          > wg. prawa tylko jeden może był tym prawnym opiekunem, czyli tym który ma
                                          > obowiazek łożenia i wychowywania


                                          nie
                                          prawny opiekun wcale nie ma obowiązku wychowania
                                          prawny - czyli ustaklone ojcostwo
                                          a jak nie ma praw rodzicielskich?

                                          jest ojcem w dokumentach
                                          a nie ma prawa decydować o życiu dziecka
                                          • samamama8 Re: ogromny dylemat! poradzcie...!!! 20.12.06, 09:24
                                            ja sie za bardzo nie orientuje w tym temacie, więc nie wiem napewno, tak mi się
                                            tylko wydaje...
                                            • anetina Re: ogromny dylemat! poradzcie...!!! 20.12.06, 09:27
                                              podsumowując eks nie musi mieć praw, a i tak ma obowiązek łożyć na dziecko i ma
                                              prawo widywac sie z dzieckiem
                                              • samamama8 Re: ogromny dylemat! poradzcie...!!! 20.12.06, 09:29
                                                nawet jakby go mój mąż adoptował to i tak by musiał płacić alimenty????? nie
                                                wierzę...
                                                • anetina Re: ogromny dylemat! poradzcie...!!! 20.12.06, 09:33
                                                  ja tak napisałam !?

                                                  nie
                                                  twój mąż adoptując dziecko - automatycznie zrzekacie się alimentów płaconych
                                                  prze eksa

                                                  ja napisałam
                                                  że nawet jak eks nie ma praw rodzicielskich, ma obowiązek płacic na dziecko


                                                  a jak eks nie ma praw, to wcale nie oznacza, ze twój partner ma
                                                  za szybko połaczyłaś fakty

                                                  mój eks nie ma praw, wiec u nas nie ma żadnego problemu z adopcją
                                                  jest tylko szansa, ze eks się pojawi na sprwie
                                                  choć nie musi
                                                  nikt sie jego nie będzie pytał o zgodę na adopcję

                                                  u ciebie jest to trochę inaczej
                                                  bo eks ma prawa
                                      • alicja_wk Re: ogromny dylemat! poradzcie...!!! 20.12.06, 12:09
                                        Przeczytałam cały wątek i po zapoznaniu się z sytuacją pojawia się we mnie
                                        tylko jedno pytanie: Czy to dla dobra dziecka?
                                        Cały czas tylko ta myśl przewija się przez wszystkie posty, bo rzeczywiście
                                        dobro dziecka jest zawsze najważniejsze. Ono nie powinno cierpiec za błędy
                                        swoich rodziców, wiec musimy się starać stworzyc mu takie warunki, aby jak
                                        najmniej odczuło rozstanie swoich rodziców, bo przeciez to nie ono się z nimi
                                        rozwodzi. Ale jesli dziecko wczesniej nie znało swojego ojca, tak jak w tym
                                        przypadku, jesli jego rola i udział w życiu dziecka zakonczył się na
                                        zapłodnieniu, to po co nagle stwarzac sztuczne rodzicielstwo?!
                                        Co innego jesli rodzice sie rozstaja, ale do tego czasu dziecko miało dobry
                                        kontakt z ojcem, zdążyło wytworzyc z nim więź emocjonalną, a ich spotkania i
                                        relacje pozostana niezmienione i są wręcz konieczne, bo inaczej wyrządzilibysmy
                                        dziecku ogromną krzywdę pozbawiając je tego.
                                        Ale co w Twojej sytuacji dają dziecku te spotkania z ojcem?! Dla mnie wygląda
                                        to jedynie na chęć stworzenia pozorów troskliwego i kochającego ojca, aby tak
                                        jak napisałaś, nikt z tych, którzy go znaja nie mógł mu zarzucić, że sie nie
                                        interesuje dzieckiem, bo juz piętno porzucenia matki i własnego dziecka na nim
                                        ciązy, wiec chyba po prostu chce sie zrehabilitowac i udowodnic wszystkim w
                                        koło, ze wcale nie jest taki zły. Przecież wystarczy przeczytać tych kilka
                                        postów, aby zauwazyć, że nie ma w nim wielkiej miłosci do syna, bo tak nie
                                        zachowuje się ktoś kto kocha. Owszem mozna spekulowac nad tym czy kocha czy
                                        nie, bo niby skąd my to mozemy wiedziec co czuje, ale przeciez to czyny sa
                                        wyrazem miłosci, a w jego przypadku miłosc do syna wyraza sie poprzez spotkania
                                        2 razy w miesiącu. Wybaczcie, ale według mnie tak nie zachowuje sie kochający
                                        tata. A skoro kontakt z synem nie wypływa z potrzeby serca, jesli oprócz
                                        odbębnienia 2 godzinek ojciec nie wykazuje żadnego zainteresowania i żadnej
                                        troski o syna, to dla mnie taka sytuacja jest rzeczywiscie mąceniem dziecku w
                                        głowie i wyrządza mu więcej krzywdy niz pożytku, bo narusza jego stabilizację i
                                        porządek świata.
                                        Dlaczego te kontakty z biologicznym ojcem są tak ważne, jesli nie wnoszą nic
                                        pozytywnego w zycie dziecka? Dla samej zasady? Dla spokojnosci sumienia? Dla
                                        własnej asekuracji, w razie gdyby dziecko kiedys miało nam cos wypomniec?
                                        Jesli ktos nigdy nie był ojcem dla własnego dziecka, to nagle sie nim nie
                                        stanie dzieki dwugodzinnym spotkaniom, bo widac, że czasem nawet na to go nie
                                        stać, wiec nie ma tu mowy o częstszych kontaktach w celu wytworzenia więzi. Czy
                                        myslicie, ze człowiek, który przyczynił sie do tego, że ten chłopczyk żyje jest
                                        mu bliższy niz ten, który go wychowuje, poswieca czas, uwagę, troszczy sie o
                                        niego, daje swoja miłosc i opiekę? Ja szczerze w to wątpię!
                                        Czy uważacie, że dziecko nie jest w stanie stworzyc takiej bliskości z
                                        partnerem matki, aby to własnie od niego miec wsparcie w każdej sytuacji?
                                        • anetina Re: ogromny dylemat! poradzcie...!!! 20.12.06, 12:20
                                          na ostatnie pytanie

                                          dziecko jest w stanie zaufać i pokochać partnera mamy
                                          jest w stanie zaakcptowac go jako tatę




                                          ale tu jest taka kwestia, ze to sąd nakazał kontakt w RODK
                                          poniekąd nie było innego wyjścia
                                          tylko pytanie jest najważniejsze, dlaczego te spotkania w RODk tak długo trwają?
                                          to już ponad 2 lata

                                          tu już dawno powinno się rozwiązac tą sytuację

                                          dlatego Samamama jest namawiana do rozmowy z eksem
                                          do ustalenia najlepszego wyjścia

                                          część z nas woła, żeby odizolować kontakt ojca z dzieckiem
                                          część z nas - kontynuować, ale w innym miejscu

                                          a tak naprawdę my nie znamy całej sytuacji ze wszystkich stron
                                          nie możemy za tą dziewczynę zdecydować, co ma zrobić

                                          ja na jej miejscu już dawno cokolwiek zrobiła
                                          na szczęście, ja nie jestem na jej miejscu
                                          mój eks zdecydował się nie utrudniać nam życia i my z Małym nie narzekamy z
                                          tego powodu
                                          • chalsia Re: ogromny dylemat! poradzcie...!!! 20.12.06, 12:46

                                            > na szczęście, ja nie jestem na jej miejscu
                                            > mój eks zdecydował się nie utrudniać nam życia i my z Małym nie narzekamy z
                                            > tego powodu
                                            >

                                            i dlatego nie powinnaś (bo nie da się) porównywać swojej sytuacji do sytuacji
                                            autorki watku, bo ojciec Twojego dziecka W OGÓLE GO NIE ZNA.

                                            Chalsia
                                            • anetina Re: ogromny dylemat! poradzcie...!!! 20.12.06, 12:57
                                              dlatego Chalsiu ja nie porównuję
                                              bo moja sytuacja jest całkiem inna

                                              poza tym ja już dorosłąm do decyzji, ze dziecko powinno znać swojego
                                              biologicznego ojca
                                              ale w tym momencie to eks powinien o tym zdecydować
                                              dziecko samo w sobie jest teraz za małe
                                              jak podrośnie i będzie rozumiało całą sytuację i poprosi o kontakt z ojcem, ja
                                              mu pomogę



                                              a tutaj w tym watku jestem za tym, aby Samamama sama zaczęła rozmowę z eksem,
                                              jeśli on nie potrafi
                                              żeby sama zrobiła pierwszy krok

                                              i nie jestem za tym, aby w tym momencie jej dziecko na jej partnera mówiło tata
                                          • alicja_wk Re: ogromny dylemat! poradzcie...!!! 20.12.06, 13:28
                                            "ale tu jest taka kwestia, ze to sąd nakazał kontakt w RODK
                                            poniekąd nie było innego wyjścia
                                            tylko pytanie jest najważniejsze, dlaczego te spotkania w RODk tak długo trwają?
                                            to już ponad 2 lata"

                                            Według mnie nie to jest najważniejsze gdzie ojciec sie spotyka z dzieckiem, bo
                                            to jest tylko otoczka, to jest tylko miejsce, ono nie ma znaczenia w relacjach
                                            ojciec - dziecko, bo gdyby tylko ojciec chciał, to robiłby wszystko, aby
                                            stworzyc więź ze swoim dzieckiem, niezależnie od miejsca. Ale własnie dlatego,
                                            ze najpierw go w ogole nie było, a potem sie nagle zaczął sporadycznie pojawiać
                                            to uniemożliwił sobie uczestniczenie w zyciu dziecka. Przeciez wystarczyłaby
                                            odrobina chęci, aby stworzyć zdrowe relacje, ale trzeba po prostu chciec, a
                                            jesli sie chce, to sie o to walczy, nawet jesli matka utrudnia. Ale w tym
                                            przypadku widac ewidentne pojscie na łatwizne "skoro sąd tak ustalił to niech
                                            tak będzie" - wilk syty i owca cała.
                                            Powiedzcie mi, który na prawdę kochajacy ojciec tak się zachowuje? Czy jesli
                                            zalezy nam na własnym dziecku, to ograniczamy swoje kontakty z nim do spotkan 2
                                            razy w miesiacu, zeby tylko odfajkować?
                                            Według mnie zachowanie tego pana nie przynosi żadnych korzyści dla dziecka, a
                                            wręcz wyrządza mu krzywdę, bo jesli ktos chce byc dobrym ojcem, to niech nim
                                            będzie na codzien, a jesli jest bylejakim, to lepiej nich zniknie z jego życia.
                                            Dla mnie jest to sztuczne tworzenie pozytywnych relacji. Kojarzy mi się to
                                            trochę ze swataniem w pary w krajach arabskich. Po prostu pewne prawa (w
                                            przypadku dziecka biologia) decyduja o tym, że ludzie MUSZĄ być ze sobą, nie
                                            ważne czy chcą czy nie, czy jest to im do szczęścia potrzebne, po prostu tak
                                            musi byc, bo tak wypada, bo tak jest przyjęte.
                                            A przecież jesli ludzie chcą ze sobą przebywać, to nie trzeba prowadzić żadnych
                                            negacjacji, nie trzeba im stwarzać dogodnych warunków, nie trzeba ich o to
                                            prosić, namawiać, proponować, nadskakiwać, bo oni to robią sami z siebie,
                                            wypływa to z nich naturalnie. Co z tego, że nie ojciec nie moze mieszkac z
                                            dzieckiem, tak jak któraś z was wspomniała o ojcu marynarzu, który wypływa w
                                            rejs i tez nie jest ze swoim dzieckiem na codzien, ale to nie znaczy, że ich
                                            relacje są złe.

                                        • samamama8 Re: ogromny dylemat! poradzcie...!!! 21.12.06, 11:13
                                          o to mi własnie cały czas chodzi...tylko strasznie ciężko kogokolwiek było mi
                                          przekonać! Bo każdy zarzuca, że próbuję zabronić synowi kontaktów z ojcem, bo
                                          sobie znalazłam faceta! Tylko, że tego nowego faceta nie znalazłam wczoraj i
                                          nagle postanowiłam, że tego "starego" usuniemy...
                                          z moim obecnym partnerem, wkrótce mężem jestem właściwie od 9 miesiąca życia
                                          mojego dziecka, i mój syn jest z nim bardziej zżyty niż z
                                          biologicznym...własciwie wątpię w to czy z tym biologicznym jest jakolwiek wieź
                                          emocjonalna, bo niby jakim cudem miałaby się narodzić????

                                          Dlatego czasem przeraża mnie, gdy widze jak moje dziecko lgnie do mojego
                                          przyszłego męża, a jest zupełnie obojętne w stosunku do biologicznego!
                                          I stąd te wątpliwości czy to wogóle jest mu potrzebne? Czy mu to nie miesza w
                                          głowie????

                                          Alicja_wk dziękuję bardzo za Twój post!!!!!!!!!!!!!!!!
                    • wyksztalciuh Re: ogromny dylemat! poradzcie...!!! 20.12.06, 13:47
                      Qrcze kobieto ty jestes zupelnie nieprzemakalna.

                      > sorry , ale czy dlatego, ze on mnie zostawil...ja mam teraz byc cale zycie
                      > sama! nie wmowicie mi, ze dla mojego dziecka lepiej by bylo gdyby mieszkal sam
                      > z samotna matka, a z ojcem widywal sie kilkanascie razy w roku i wszyscy
                      > udawali by szczesliwa rodzine!

                      A kto probowal Ci cos takiego wmowic? Dyskutuj z tym, co zostalo napisane, a nie
                      z tezami, ktore sobie sama wymyslasz.

                      > to nie ja jego zostawilam, tylko on mnie! dlaczego w zwiazku z tym nie moge
                      > sobie ulozyc zycia na nowo, z kims innym skoro on nie chcial!

                      Alez ukladaj sobie na zdrowie.

                      > I jeszcze raz podkreślam, gdybym chciała facetowi zabronic kontaktów...dawno
                      > bym to zrobiła...bo od dawna mam partnera! Nie od wczoraj!!!!!!!

                      Nie zabronilabys, bo nie masz do tego podstaw ani prawa. Prawa rodzicielskie
                      moze ograniczyc lub odebrac jedynie sad z waznych powodow, a nie z powodu
                      widzimisie niezrownowazonej matki.

                      > I gdyby on choć raz, raz w życiu zrobił coś czy powiedział, ze ja byłabym
                      > spokojna, że nie skrzywdzi mojego syna, że wszystko co robi, robi z miłości do
                      > niego, że nie będzie mu mówił, że ma głupią matkę tylko po to by się na mnie
                      > znów wyrzyć...ale tak się nie da!

                      Ja mu sie nie dziwie, ze tak mowi - po tym co zaprezentowalas na forum to i tak
                      lagodne okreslenie.
                      • samamama8 Re: ogromny dylemat! poradzcie...!!! 21.12.06, 11:32
                        tak się składa człowieku, że gdybym tylko nie chciała to mój syn nie widywałby
                        się z bilogicznym ojcem...wiesz roczne dziecko często choruje, może mieć
                        alergię i milion innych rzeczy...mówiłabym co dwa tyg. że jest chore...i co sąd
                        wsadziłby mnie do więzienia jak miałabym zaświadczenie lekarskie???!!!
                        Na jakim Ty świecie żyjesz? Wszyscy kombinują jak tylko mogą na każdym kroku i
                        ja również bym mogła...jakbym tylko chciała! Adwokat powiedział mi, że gdybym
                        tak robiła to po jakichś dwóch latach gdyby mi ojciec udowodnił, że to
                        specjalnie, a nie że dziecko naprawdę choruję ( a ciężko podwarzyć
                        zaświadczenie lekarskie!) sąd co najwyżej mógłby mnie ukarać grzywną w
                        wysokości kilkuset złotych!!! a potem znowu od nowa....

                        tylko, że ja tak nie chcę...
                        bo chciałam, żeby mój synek miał ojca, który by go kochał...żeby wokól niego
                        było mnóstwo kochających osób...dlaczego miałabym mu to odbierać!?

                        Tylko, że ojciec poza wniesieniem do sądu pisma o widzenia i poza
                        przyjeżdzaniem kilkanaście razy w roku nic kompletnie nie robi...
                        o nic nigdy nie zapyta, nie zasugeruje...

                        Jak na wiosnę tego roku zasugerowałam, że syn chciałby mieć rowerek, strasznie
                        się oburzył i wściekły powiedział, żebym mu nigdy więcej takich aluzji nie
                        robiła, bo on nie ma pieniędzy, bo jego jeszcze wtedy nie-żona jest w ciąży i
                        że ma w związku z tym straszne wydatki!!! ( tak jakbym ja nie była nigdy w
                        ciąży i nie wiedziała )

                        A dwa miesiące później przyjechał z nowiutkim aparatem cyfrowym za tysiąc
                        złotych i robił małemu zdjęcia...

                        Masz rację może i jestem głupia, ale na pewno nie dlatego, że kocham swoje
                        dziecko tylko dlatego, że byłam z takim podłym i dwulicowym człowiekiem i
                        wcześniej tego nie widziałam!
                        Jak ja mogłam być taka głupia!!!!i przeze mnie, że byłam tak głupia i tak ślepo
                        zakochana moje dziecko ma takiego ojca...
                        z jednej strony nie moge sobie wytłumaczyć jak mogłam byc tak długo taka ślepa,
                        z drugiej gdybym nie była taka nie miałabym syna...i znów koło się zamyka...!
                • bartek987 Re: ogromny dylemat! poradzcie...!!! 19.12.06, 12:33
                  <<nareszcie ktoś Ci napisał to, co chciałaś przeczytać. weszłaś po radę i
                  naprowadzasz, naprowadzasz, a głupie dziewczyny radzą, że może tak, a może
                  inaczej zorganizować te kontakty. a Ty najpierw piszesz, że dziecko w ogóle nie
                  kojarzy, że ten pan to jego tata, ale potem okazuje się, że synek mówi, że jego
                  tata mieszka w RODKu. więc jednak wie, że to tata.>>

                  miesza jak zupe w garze bo sama nie wie co chce....
                  • samamama8 Re: ogromny dylemat! poradzcie...!!! 20.12.06, 07:08
                    nie napisałam nigdzie, że mój syn nie wie, że ten pan w rodoku to jego tata!
          • pelagaa Re: ogromny dylemat! poradzcie...!!! 19.12.06, 10:48
            > Nazywa się to prawem rodziców do osobistej styczności z dzieckiem .Prawo to
            > wynika z blizkiej więzi rodzinnej i uczuciowej i jest ono niezależne od
            > władzy rodzicielskiej .

            Masz gebe pelna frazesow, ciekawe co z prawem dziecka z stycznosci z ojcem,
            kiedy to ojciec olewa dziecko. Tez cos madrego napiszesz?
            Kolejny zblakany kaganek oswiaty... ech sad
            • maria_rosa Re: ogromny dylemat! poradzcie...!!! 19.12.06, 12:40
              >kawki na pewno nie podam czlowiekowi ktory wyzywal mnie od dziadow!!! jak mam
              >nauczyc dziecko honoru skoro sama go nie bede miala!

              Prawdziwa matka nie ma honoru!!!



              • samamama8 Re: ogromny dylemat! poradzcie...!!! 20.12.06, 07:04
                Prawdziwa matka nie ma honoru!!!


                aha, czyli mam się uśmiechąc, przynosić kawki czlowiekowi, który na każdym
                kroku gdy probuję podjąc z nim rozmowę zlewa mnie głupimi aluzjami, który
                napluł moim rodzicom, że są dziadami, że nic nie mają, ze są głupi bo nie mają
                wykształcenia jak jego najmądrzejsza na świecie mama która ma skończoną szkołę
                średnia!!!! czlowiekowi, który założył sprawę o widzenia tylko dlatego, że
                podałam go o alimenty, sam mówił kiedyś, że skoro płaci to ma prawo się
                widywać...więc chyba gdyby nie musiał płacić to by się nie widywał...ja
                bynajmniej tak to rozumiem...człowiekowi, który od dnia porodu do dnia
                dzisiejszego, gdy nas widzi na ulicy udaje, że nas nie zna i jego rodzina
                zresztą również, człowiekowi, który pannie by ją poderwać powiedział, że miał
                dziecko, ale ono umarło!
                Powiedzcie czy on jest nienormalny czy ja jestem!
                Bo przed sądem strasznie kocha swoje dziecko, a poza nim...szkoda gadać!

                Dlaczego tak jest? Nie wiem czy on tylko udaje przed sądem, czy faktycznie mu
                zależy...jakoś tam na swój sposób, czy po prostu zlewa wszystko...ma wszystko w
                d... tylko robi to wszystko aby wyjść teraz z twarzą z całej sytuacji!
                weżcie pod uwage to, że mieszkamy w małej miejscowości, w której wszystcy
                wszystko wiedzą, w której jak on sam nawet mówił ludzie mają go teraz za jakieś
                najgorsze zło, dlatego, że mnie zostawił w ciąży...
                weźcie pod uwagę, że to jest tata który nigdy nie został osikany przez swoje
                dziecko, nigdy dziecku nie podcierał pupy, nigdy nie wycierał łez, nigdy nie
                musiał wysłuchiwać marudzeń, krzyków, tupań nogą, nigdy go mały nie obudził w
                nocy płaczem...czy może być między nimi jakakolwiek więź...czy to, że jest
                dawcą nasienia to już oznacza, że można mówić o jakiejkolwiek więzi między
                dzieckiem a niby rodzicem! Czy to wystarczy! Czy wystarczy dac jedynie nasienie
                i być ojcem????
                Waszym zdaniem mam na zarzut jestes byle kim, uśmiechnąc sie i podać kawę, bo
                dziecko patrzy...????????
                • virtual_moth Re: ogromny dylemat! poradzcie...!!! 20.12.06, 07:51
                  samamama8 napisała:

                  > Waszym zdaniem mam na zarzut jestes byle kim, uśmiechnąc sie i podać kawę, bo
                  > dziecko patrzy...????????

                  Zrobisz jak uważasz, wszyscy juz wiemy, że najlepiej wykreśliłabyś
                  tego "rodkowego" tatusia z życia dziecka, bo mówi, że jesteś byle kim.

                  Teraz skłaniam się ku takim rozwiązaniu - lepiej nic nie rób, moze lepszy
                  rodkowy tatuś niż żaden.
                  • anetina Re: ogromny dylemat! poradzcie...!!! 20.12.06, 07:55
                    ale czy taki rodkowy tatuś nie "uszkadza" psychiki dziecka !?

                    w tym przypadku jestem za umawianiem się na spacery, do mcdonalda itp.
                    a nie sąd
                  • samamama8 Re: ogromny dylemat! poradzcie...!!! 20.12.06, 08:17
                    > Zrobisz jak uważasz, wszyscy juz wiemy, że najlepiej wykreśliłabyś
                    > tego "rodkowego" tatusia z życia dziecka, bo mówi, że jesteś byle kim.
                    >

                    a Waszym zdaniem trzeba zawsze robic tak jak piszą poradniki z psychologii
                    czyli uśmiechac się do byłego, żeby dziecko myslało, że wszyscy się lubią i
                    jest fajnie! Tylko nikt nie myśli o tym, że są pewne sytuacje, które wychodzą
                    poza granice przewidywane w tych poradnikach, że czasem po prostu tak się nie
                    da!Ze gdyby on mnie zostawił, powiedział przepraszam, dogadajmy się, w końcu
                    chodzi o nasze dziecko...nie ma żadnego problemu! a Gdy tatuś poniża i upokarza
                    mamę, nie ma jakiekolwiek szacunku ( nie mówię, żeby on mnie lubił, nie musi,
                    ale chyba mam prawo żeby mnie szanował, bo w końcu urodziłam mu i wychowuję
                    jego dziecko!!!)...to sorry ale tak się chyba nie da!
                    Mam pozwolić się tak traktować, bo to bedzie lepsze dla dziecka!
                    Ok, mogę zrobić wszystko dla mojego dziecka1 Każda matka chyba wszystko
                    zrobiłaby dla dziecka...tym bardziej trudno mi zrozumieć dlaczego ojciec miałby
                    nic nie robić!
                    Wydaję mi się, ża zawsze sukces powinien opierać się o dwie osoby! Bo nie można
                    budować jakichkolwiek relacji gdy druga osoba tego nie chcę lub nie widzi sensu!

                    I jak ma mnie moje kiedyś dorosłe dziecko szanować, gdy dowie się, co tatuś
                    robił a ja sobie na to pozwalałam! I na miłośc boską dziecko nie będzie całe
                    życie małe i głupiutkie, w końcu kiedyś będzie rozumiało...czy naprawdę można
                    tak całe życie udawać sympatię do drugiej osoby i dziecko nie zorientuje się o
                    co chodzi?
                    • anetina Re: ogromny dylemat! poradzcie...!!! 20.12.06, 08:35
                      samamama8 napisała:


                      > a Waszym zdaniem trzeba zawsze robic tak jak piszą poradniki z psychologii
                      > czyli uśmiechac się do byłego, żeby dziecko myslało, że wszyscy się lubią i
                      > jest fajnie!


                      ja bym nie była w stanie
                      mimo ze już nic do niego nie mam



                      Tylko nikt nie myśli o tym, że są pewne sytuacje, które wychodzą
                      > poza granice przewidywane w tych poradnikach, że czasem po prostu tak się nie
                      > da!Ze gdyby on mnie zostawił, powiedział przepraszam, dogadajmy się, w końcu
                      > chodzi o nasze dziecko...nie ma żadnego problemu! a Gdy tatuś poniża i
                      upokarza
                      >
                      > mamę, nie ma jakiekolwiek szacunku ( nie mówię, żeby on mnie lubił, nie musi,
                      > ale chyba mam prawo żeby mnie szanował, bo w końcu urodziłam mu i wychowuję
                      > jego dziecko!!!)...to sorry ale tak się chyba nie da!



                      nie da się
                      wystarczy więc zacisnąć zęby
                      i ... olać to
                      a dziecko niech widzi, ze ty spokoojnie do etgo podchodzisz
                      a gdy już będziesz sama - trzaśnij ręką w ścianę albo krzyknij mocno
                      to ci pomoze rozładować emocje



                      > Mam pozwolić się tak traktować, bo to bedzie lepsze dla dziecka!
                      > Ok, mogę zrobić wszystko dla mojego dziecka1 Każda matka chyba wszystko
                      > zrobiłaby dla dziecka...tym bardziej trudno mi zrozumieć dlaczego ojciec
                      miałby
                      >
                      > nic nie robić!


                      ty i tak dużo robisz
                      wozić dziecko do sądu



                      > Wydaję mi się, ża zawsze sukces powinien opierać się o dwie osoby! Bo nie
                      można
                      >
                      > budować jakichkolwiek relacji gdy druga osoba tego nie chcę lub nie widzi
                      sensu
                      > !



                      dlatego jestem za tym, abyś to ty zaczęła rozmowę
                      nawet jak on nie będzie chciał gadać, ty będziesz miała spokojne sumienie
                      będziesz w porzadku wobec dziecka




                      > I jak ma mnie moje kiedyś dorosłe dziecko szanować, gdy dowie się, co tatuś
                      > robił a ja sobie na to pozwalałam! I na miłośc boską dziecko nie będzie całe
                      > życie małe i głupiutkie, w końcu kiedyś będzie rozumiało...czy naprawdę można
                      > tak całe życie udawać sympatię do drugiej osoby i dziecko nie zorientuje się
                      o
                      > co chodzi?


                      masz nie udawać sympatii
                      masz tylko starac się olać eksak, gdy próbuje ci coś nie tak powiedzieć
                      • samamama8 Re: ogromny dylemat! poradzcie...!!! 20.12.06, 08:41
                        >
                        > masz nie udawać sympatii
                        > masz tylko starac się olać eksak, gdy próbuje ci coś nie tak powiedzieć
                        >
                        >

                        No ale jak będę olewać ojca mojego dziecka, to mały też się zorientuje, że coś
                        jest nie tak i to też przecież będzie nie dobre dla niego!!!
                        Nie ma wyjścia z sytuacji...tak źle i tak nie dobrze!
                        • anetina Re: ogromny dylemat! poradzcie...!!! 20.12.06, 08:48
                          olać - nie odzywać się na zaczepki
                          powiedzieć, że rozmowa nie powinna sie odbywac przy dziecku

                          dziecko nie powinno byc świadkiem waszych kłótni
                          \waszych słów
                    • virtual_moth Re: ogromny dylemat! poradzcie...!!! 20.12.06, 08:42
                      Nie chodzi o udawanie sympatii, tylko o porozumiewanie się na ELEMENTARNYM
                      poziomie. Dziecko będzie bardziej zażenowane tym, że rodzice nie potrafią ze
                      sobą pogadać O NIM niż tym, ze mamusia podaje tatusiowi kawe, mimo że tatuś ją
                      100 lat temu wyzwał.
                      To jest podstawa, kobieto. Jesli on nie potrafi bądź mądrzejsza i pokaż mu, że
                      warto odstawić agresję i urazy na bok PRZYNAJMNIEJ na czas rozmowy i ustaleń
                      dotyczących dziecka.
                      • samamama8 Re: ogromny dylemat! poradzcie...!!! 20.12.06, 08:47
                        to ja rozmawiam z nim np. jak zadzwoni zeby odwolac widzenie to przeciez się
                        nie kłocimy, normalnie on mówi ze nie może, bo coś tam, ja mówię ok, a on, że
                        no to tyle! i koniec rozmowy!
                        a jak ja dzwonię jak mały jest chory to mówie, że nie przyjedziemy bo mały jest
                        chory, a on " a co mu jest" no to ja mówię, że jest np. przeziębiony, ma
                        goraczkę, albo coś tam...a on mówi, aha no to trudno to cześć!
                        To nasze jedyne rozmowy od jakiegoś roku!
                        • anetina Re: ogromny dylemat! poradzcie...!!! 20.12.06, 08:49
                          nam chodzi o rozmowy, gdy widzicie się z dzieckiem
                          jesli wasze rozmowy brzmią tajk jak opisałaś, to sa w miarę poprawne
                          • samamama8 Re: ogromny dylemat! poradzcie...!!! 20.12.06, 08:54
                            własnie są poprawne jak nie rozmawiamy zbyt długo...smile
                            • samamama8 ogromny dylemat! poradzcie...!!! 20.12.06, 08:59
                              nie ma co grzebać dalej...dziekuję wszystkim za odpowiedzi...
                              Od dawna zamierzam się by z nim wreszcie porozmawiać tylko nie wiedziałam czy
                              to słuszne, czy nie będę później zalować i co wogóle powiedzieć...teraz wiem!
                              Macie rację...nigdy nie dowiem się jak jest naprawdę jeśli nie zapytam...co mi
                              tam...jak mnie znów oleje...nie pierwszy raz zresztą...to przeciez co mnie to
                              obchodzi....!!!!!

                              Dziękuję bardzo
                              • anetina Re: ogromny dylemat! poradzcie...!!! 20.12.06, 09:02
                                uszy do góry6

                                trzymamy kciuki za powodzenie w rozmowie

                                nigdy nie będziesz wiedziała, co sie stanie, jak sama nie zaczniesz

                                daj znać, jak ci pójdzie rozmowa
                                trzymamy kciuki za twoja odwagę
                                • samamama8 Re: ogromny dylemat! poradzcie...!!! 20.12.06, 09:04
                                  ok, dam znac ale następne widzenie dopiero za 2 tygodnie...więc napisze coś
                                  dopiero po nowym roku

                                  Życze wszystkim Wesołych świąt i nowego ...jeszcze lepszego roku!!!
                                  • anetina Re: ogromny dylemat! poradzcie...!!! 20.12.06, 09:05
                                    rok będzie na pewno lepszy

                                    napisałaś, ze ślub za kilka miesięcy
                                    macie dokłądnie datę ustaloną?
                                    • samamama8 Re: ogromny dylemat! poradzcie...!!! 20.12.06, 09:07
                                      tak, wszystko już zaklepane! i sala i ksiądz i obrączki kupione i goście prawie
                                      zaproszeni..
                • anetina Re: ogromny dylemat! poradzcie...!!! 20.12.06, 07:53
                  jesteś w praktycznie tej samej sytuacji co i ja
                  tylko, że ja miałam to szczęście, że eks odszedł od nas, ze słowami - nie będę
                  wam utrudniać życia


                  ale z moim eksem też bym nie gadała, nawet jakbym mu dziecko podrzucała
                  to nie jest typ człowieka, z którym można byłoby spokojnie pogadać
                  twój eks jest taki sam

                  ale mimo wszytsko spróbuj pogadać
                  może rzeczywiście nie chce tych kontaktów
                  niech da sobie spokój
                  dziecko będzie chciało się spotykac, to wtedy zadzwonisz, umówisz się z nim w
                  parku, na placvu zabaw itp.
    • chalsia Re: ogromny dylemat! poradzcie...!!! 20.12.06, 12:45
      Cały watek IMHO jest o tym, jak sobie najłatwiej i najwygodniej ułożyć życie
      tzn. tak, by odium zerwania kontaktów z biologicznym ojcem nie spadło na egoizm
      autorki wątku, by ułatwić sobie życie przez nie bycie zmuszoną do tłumaczenia i
      przezywania wielu trudnych sytuacji znanych świetnie matkom dzieci z rozbitych
      związków, gdy kontakt z ojcem biologicznym jest.

      Ale ja nie o tym.
      Autorko watku pitolisz, że nic nie możesz zrobić.
      Ponadto co Ci już poradzono w tym watku, skoro uważasz, że z ojcem dziecka nie
      da sie rozmawiać, możesz wystąpić do sądu.
      Z tego co napisałaś, od dawna odbywające się w RODK kontakty są wynikiem
      tymczasowego postanowienia sądu w sprawie o kontakty wytoczonej przez ojca
      dziecka. Ty jako przedstawicielka ustawowa dziecka masz takie same prawo do
      składania wniosków etc jak założyciel sprawy, czyli ojciec.
      Skoro kontakty w RODK SZKODZĄ dziecku, jak również nie pomagają budować więzi
      ojciec-dziecko oraz nie umożliwiają by ojciec wykazał sie prawidłowymi
      zachowaniami opiekuna (a bez tego nie jesteś w stanie mu zaufać i pozostawić
      ich bez swojej obecności) to
      wnieś wniosek o zmianę kontaktów.
      Na jakie - np. u siebie w domu - a skoro obawaisz się zachowań eksa - to w
      obecności sądowego kuratora. Albo w domu eksa - na początek również w kuratorem.
      Kurator dopilnuje by dziecku nic się stało.

      Ponadto piszesz, że ojciec nic przy dziecku nie potrafi. Nie sądzę, bowiem ma w
      domu drugie dziecko. Jesli masz wątpliwości co do zdolności opiekuńczych ojca -
      możesz też wnosić o to by kurator dokonał wywiadu środowiskowego w miejscu
      zamieszkania ojca jak to tam wygląda, a nawet wezwać jego aktualną żonę na
      swiadka czy i jak Twój eks potrafi się opiekować swoim drugim dzieckiem.
      Bo jesli potrafi się zając prawidłowo drugim dzieckiem, to i Twoim, pierwszym
      też będzie potrafił.

      Tak więc DUUUZO jeszcze mozesz zrobic, tyle tylko, że IMHO nie chcesz a
      szukałas tutaj potwierdzenia, że w Twojej sytaucji lepiej zerwac kontakty
      zbiologicznym ojcem.

      Ode mnnie takiego potwierdzenia nie dostaniesz.

      Chalsia

      ps. mój eks równiez mnie nie szanuje, tez przechodziłam baaaardzo nieprzyjemne
      sytuacje. Ja się do niego sztucznie nie uśmiecham, kawką na dzieńdobry nie
      częstuję, co nie przeszkadza mi go traktować NEUTRALNIE. Możesz też na eksa
      spojrzeć inaczej - nie jako eksa go traktować, tylko jako człowieka, który ma
      do WYKONANIA pewnien obowiązek - tak jak np. hydraulik przychodzi i robi swoją
      robotę przy rurach tak i ojciec przychodzi by wykonać swoją "robote" - związaną
      z dzieckiem (budowanie wzorca osobowościowego, umożliwienie dziecku zbudowanie
      własnej tożsamości i korzeni).
    • de_la_hoya Re: ogromny dylemat! poradzcie...!!! 20.12.06, 23:15
      witaj samamama8,
      mam podobny poroblem ale nie taki sam...
      niestety opisywalam go na innym forum w podobnym czasie i teraz wszyscy maja
      mnie za kłamczuchę, bo uważają ze Twój post jest moim postem...
      nic Ci nie doradze bo sama nie wiem co zrobić...u Ciebie biologiczny chociaż sie
      interesował, u mnie nie...
      pozdrawiam
      • maria_rosa Re: ogromny dylemat! poradzcie...!!! 21.12.06, 12:21
        Wg mnie dorabiasz za dużo teorii.
        Tak naprawdę sama chyba nie wiesz czego chcesz, zasłaniasz się dobrem dziecka
        tymczasem jest odwrotnie.( chociazby spotkania dziecka z ojcem w sadzie ,
        pomyślałaś o psychice dziecka?)

        Z tego co napisałaś jednoznacznie wnioskuję, iż należy się exa pozbyć aby móc
        żyć szczęśliwie z nex.
        Również tak jak napisały poprzedniczki uważam, ze należy zmienić miejsce
        spotkań o ojcem, z udziałem kuratora sądowego jeśli zajdzie takowa potrzeba
        ( na początku nawet wskazane )

        Oczywiście to jest moje osobiste zdanie na ten tamat, tudzież zgodne z
        poprzednimi wypowiedziami jednak sama zdecydujesz co robić.

        Napiszę ci jednak kilka słów od siebie:
        Z exem przeżyłam koszmar, włącznie z waleniem moją głową na oczach maleńkiego
        syna i teściowej w krawężnik. Bywały najróżniejsze sytuacje, których nie będę
        tutaj wypisywać, bo są gdzieś w wątkach wstecz.

        Ponieważ nie mogłam zupełnie się dogadać z ex ( dziś też jest różnie )
        spotkania syna były u mnie w obecności kuratora ponieważ wciąż wyciągał łapy i
        się awanturował, wszystko na oczach syna. Wcześniej wzywałam policję, choć
        próbował mnie zastraszyć.
        Potrafił odebrać syna ze żłobka i „zaginąć” na 3 dni z dzieckiem. Próbował
        manipulować synem wyzywając mnie od najgorszych, straszyć syna ze go zostawię
        albo znajdę mu nowego tatusia.
        Szkoda pisać o tym koszmarze.

        To co zrobił mnie i mojej rodzinie dyskwalifikuje go w oczach wszystkich.
        Ale jest też syn.
        Syn nie jest moją własnością, ma ojca którego musiałam n a u c z y ć tej dobrej
        miłości.
        Długa droga za mną ale teraz gdy syn ma już prawie 6 lat mogę spokojnie
        powiedzieć, ze zrobiłam wszystko aby był szczęśliwy i potrafię się cieszyć jego
        szczęściem.
        Widzisz i ja właśnie dla syna zapomniałam o koszmarze jaki przeżyłam, choć w
        sercu mam to wszystko. Chciałam się mścić, nie dawać syna do domu exa. Miałam
        tysiące najróżniejszych pomysłów. Tylko po co, skoro krzywda dziecka byłaby
        moją winą.

        Nadal nie jest doskonale, bowiem ex ma ciężki charakter...ale spokojnie mogę
        usiąść z tatą mojego synka , wypić kawę, porozmawiać. Nocuje u nas czasem,
        jeśli syna ma takie życzenie my na weekendy przyjeżdżamy do niego, wspólnie
        robimy naprawdę bardzo dużo dla syna.
        Wiem, że to jest moja nieustanna walka aby było jak najlepiej dla syna, jednak
        warta wszystkiego, nawet kosztem ułożenia sobie życia z kimś innym.

        I tak jak ci wyżej napisałam, nie mam honoru za grosz!
        Wiesz, i mam czyste sumienie, i dobrze mi z tym.


        Pozdrawiam serdecznie,



        • samamama8 ogromny dylemat! poradzcie...!!! 21.12.06, 12:45
          pewnie masz w wielu aspektach rację, tylko widzisz KAŻDY przypadek jest inny!!!
          Nie można wszystkiego i wszystkich podobnych sytuacji wsypywać do wspólnego
          worka. I dziwię Ci się bardzo, że po tym co napisałaś ( co Twój eks wyrabiał )
          nie boisz się o małego!
          Teraz jest dobrze, ale skąd masz pewność, że kiedyś sytuacje sprzed kilku lat
          nie powrócą. Nie boisz się tak ryzykować? W końcu ryzykujesz dobrem swojego
          dziecka?
          Nie wierze w to, że ludzie się zmieniają...i szczerze podziwiam Cie za ten upór
          i wiarę!
          Tylko z tego co piszesz wnioskuję, że ani Ty ani Twój eks nie macie drugich
          rodzin! Dla mnie nie wchodzi wogóle w grę coś takiego, że syn będzie chciał i
          mój eks będzie spał u mnie w domu! A jak Twój syn kiedyś powie, że chce
          mieszkać i z mama i tata to co zamieszkacie wspólnie bo mały tak chce! A nagle
          mu się znudzi i znów zamieszkacie oddzielnie?

          Podziwiam Cie szczerze z jednej strony, że tak potrafisz a z drugiej dziwię
          się, że się nie boisz!
          Jeśli chodzi o mnie, nie chodzi mi o to, żeby każdy napisał "tak masz rację"
          tylko o obiektywne opinie. Każdy ma prawo mieć inne zdanie na ten sam temat.
          Ja po prostu sama już nie wiem co mam robić. dlatego piszę! Nie dlatego,
          żebyście mi napisali, żebym zabroniła kontaktów dziecka z ojcem...tylko
          żebyście napisali jak rozwiązac sytuację...
          bo oczywiście mogłabym siedzieć z założonymi rękoma, jeździć na widzenia, bo
          sąd tak postanowił i spać spokojnie, że odbębniłam swoje i że jestem dobrą
          matką, bo przecież jeżdzę!!!.
          Ale to nie o to chodzi...bo skoro widzę, że coś jest nie tak jak być powinno to
          myślę co z tym zrobić...czy zmieniać coś, czy tak zostawić...nie wiem! Byłam u
          psychologa (najwyraźniej bardzo kiepskiego!), który wysłuchał a na koniec
          powiedział, że on mi nic nie może powiedzieć, że musze sama podjąć decyzję, a
          gdy zapytałam o dziecko co ono czuje, co mysli, w jaki sposób z nim rozmawiać,
          co będzie myslało o tym wszystkim jak dorośnie...psycholożka powiedziała, że to
          wszystko jest bardzo indywidualne i że ona nie wie i nie może mi powiedzieć!
          No to do cholery po co wogóle chodzić do psychologa, wygadać to ja się mogę u
          przyjaciółki albo na forum! Skoro nawet psycholog nic nie wie, to jak ja mam
          podjąc decyzję, skąd ja mam wiedzieć co będzie najlepsze dla mojego dziecka!

          • anetina Re: ogromny dylemat! poradzcie...!!! 21.12.06, 12:48
            dlatego rada

            zrób pierwszy krok i sama zacznij rozmowę z eksem o dziecku i spotkaniach w
            sądzie
          • jowita771 Re: ogromny dylemat! poradzcie...!!! 21.12.06, 12:52
            mylisz się co do psychologa. psycholog nie jest od tego, żeby mówić
            ludziom "niech pan/pani zrobi tak i tak", albo "dziecko pani za X lat będzie
            czuło tak, bo wszyscy tak mają". kiepski byłby to psycholog.
            • anetina Re: ogromny dylemat! poradzcie...!!! 21.12.06, 12:54
              psycholog mnie się kojarzy z tym, ze wyjaśni, dlaczego tak sie robi
              wyjasni, co czuje dziecko przez takie postępowanie
              • samamama8 Re: ogromny dylemat! poradzcie...!!! 21.12.06, 13:00
                no to ciekawe, bo mi nawet nic nie wyjaśniła...tylko wysłuchała i powiedziała,
                że nic nie może powiedzieć jak zaczęłam zadawać pytania...i tyle, koniec
                wizyty!!!!!!!
                więc po co ta wizyta była, żebym się wygadała...?!?!
    • bella67 masz dylemat... 21.12.06, 12:27
      który musisz tak naprawdę sama rozwiązać. No nie tyle sama co ze swoim obecnym
      partnerem i ojcem dziecka. Przede wszytskim zastanów się co chcesz i jak to
      zrobisz. Napewno dziecko ma metlik w glowie a sytuacja z takimi spotkaniami
      jest chora. Nie wierze tez, ze jesteś tu do końca obiektywna, bo trudno byc
      obiektywnym i przedstawić sytuacje jak jest naprawdę- relacje Twoje- ojciec
      dziecka, dziekco, Twój partner itd. Napewno musisz pozbyc sie żalu za
      zostawienie Cię w ciązy- wiem, cięzko, ale to podstawa do waszych poprawnych
      relacji z eks, pomóc w tym może perspektywa nowego zycia- co było-zamknij za
      tym drzwi. Faktycznie mają racje dziewczyny- na zaczepki nie reaguj, nikt nie
      karze się szczerzyc, ale opanowac się, zagryźć zeby, policzyć do 10 i zbywać
      uszczypliwe uwagi, sama odzywaj sie porawnie, wykazując klase i kulturę
      osobistą- dziekco wie kto na kogo krzyczy i potrawi w tym wieku wiedzieć , ze
      to nie halo... Trudno rozmawiać Ci z eks bez emocji, bo nadal masz żal po tym
      jak zostałas sama w ciązu- dlatego musisz ten żal wyrzucic z siebie, może pomoc
      psychologa, partnera nowego sie przyda, myśl, że to co robisz robisz dla syna-
      to sie stalo, masz dziekco, perspektywe nowej rodziny- patzr w przyszłość.
      Jesli ja byłabym w Twojej sytuacji to porozmawiałaby z obecnym partnerem czy
      chce byc ojcem dziecka i jak sie zapatruje na przysposobienie malucha i do tego
      dążylibyśmy- nasz a wspólna NA 1000% pewna decyzja- dziekco to nie zabawka.
      Ojciec prawa zabrane, ale ma prawo widywac dziekco, posiadanie praw lub ich
      nieposiadanie nie ma tu nic do tego- jest ojcem bilogicznym ma prawo znać syna
      jesli chce tego, a syn jego, ale w cywilizowanych warunkacj. Czasem dla
      dziecka, lepszych stosunków trzeba przełknąc kolejną gozrka pigułke i wyciagnąc
      rękę do eksa- zaufać, niech zabierze dziecko do siebie do swoich rodziców,
      powiedz mu jak wyglada dzień syna, co maluch lubi, powiedz dziecku do cholery
      jak ojciec ma na imie!!!!!dla mnie jest glupie mówienie nie zna imienia, bo on
      nie powie jak ma na imię to ja też, a jak w takim razie mówisz o eks, powiedz
      eksowi, zeby pokazał synowi gdzie i jak mieszka- więzi w takich 2 godz.
      kontaktach nie zbudują- to kojarzy mi się z widzeniami w więzieniu!!!!!!A nie
      wizyta ojca u syna- i tu Was przełozyłabym przez kolano i dąła klapa za to, ze
      Pozwoliliście na to!!!!!!!!Oczywiście wymaga to co pisze zaufania do eksa,jego
      dobrej woli, bo musisz zaufac eksowi w kwestii opieki nad dziekciem, bo jak
      twierdzisz w końcu to ojciec- zrobi dziekcu krzywdę świadomie? MOze
      nieświadomie, bo męzczyźni mają ograniczony rozsądek w kwestii bezpieczeństwa
      dziedkca i opieki, ale oni tacy sa poporstu. Musisz tez zaufac nowemu
      pratnerowi, że będziecie rodzina, będzie Twoim męzem, będzie pęłnił rolę
      wychowawczą w stosunku do syna- bedzie jego ojcem- nie biologiczbnym, ale
      bedzie pełnił ta role w waszym związku i tak naprade duzo zalezy od niego, bo
      to on bedzie z racji czasu przebywania, ciagłej obecności w pewnym okresie
      wzorem dla Twojego syna, a nie dochodzący tatuś. Musisz jakoś zacząc- napewno
      od schowania żalów, a jestes mocno rozżalona i zła na eksa- to pogarsza
      relacje. Niech sobie gada co chce na Ciebie, rodziców, Ty wiesz swoje, syn
      jeśli zachowasz spokój jak już dorośnie do pewnego wieku tez bedzie umiał
      wyciągnąc włąściwe wnioski. Zalezy to od Twojej mądrości- bądz mądrezjsza,
      czasme my kobiety musimy, niech Cie partner wspiera, w końcu jegfo to tez
      tyczy. Jeśli nie możesz dać dziecka do męża to zaproś eksa do siebie niech
      bedzie z dziekciem w jego pokoju- ja bym tak zrobiła mimo wszytsko. To jest
      chore co robicie. Chcesz mieć rodzine to badźcie -załatw to prawnie, moze we 3
      porozmawiacie o synu- dzieko do babci a Wy na neutralnym gruncie na spokojnie,
      bez krzyków, przepychanek, może wczesniej przygotuj eksa. Jak masz problem z
      rozmową napisz do niego- bez oskarżeń, rzeczowo swoją propozycję. Argumetem
      niech bedzie to, ze syn was póxniej oceni w wieku dorosłym jakie zgotowaliście
      mu dzieciństwo. Nigdy nie pozwoliłabym na spotkania ojca dziecka w sali
      sądowej?!?!?Jaki by nie był. Belka
      • bella67 Re: masz dylemat... 21.12.06, 12:54
        To, że syn mówi, że tatus w sądzie mieszka to nie ma co sie dziwić( możesz się
        teraz złościc na mnie), ale samo do tego doprowadziliście i Ty i eks. Pies go
        drapał dlaczego chce się widziec z dzieckiem- ma do tego prawo, więc powiedz
        eksowi, że syn przez te widzenia mysli, ze on tam mieszka i, ze tak nie moze
        byc dla dobra dziecka i zaproponuj wizyte u siebie!? A Wy z nextem wyjdźcie
        sobie do kina i niech spędzi z synem cały wieczór a nie tylko 2 godziny, jak
        bedzie tego chciał, bedzie to zdrowsze i okażesz wspanialomyślnośc i tajk
        należaloby sie zachowac w cywilizowanym świecie, a nie przestrzegać ścisle tego
        co sąd na rzucił- jesli to robi się w dobrej wierze i w dobra stronę. Jak next
        przysposobui syna może sie eks wycofa- trudno- ale może to wygładzi ta
        sytuację, wola jest po stroinie eksa, nikt mu nie zabrania się spotykac i
        sytacja powinna sie wyklarowac, albo w jedną stronę- tzn. syn Twoj bedzie
        miał "nowego tate"( celowo w cudzyslowiu) i Ty spokoj i uporządkowane zycie,
        lub eks nadal bedzie chial się widywać( tylko prosze róbcie to w cywilizowanych
        warunkach a nie jak na widzeniach w więzieniu) a Ty nadal użołone zycie. MOże
        trezba bedzie troszke czasu na to, ale da sie zrobić. Npewno eksa nie możesz
        zaskoczyć a przygotowac na to, min. wyciągając rękę i proponując widzenia u
        siebie( swoje żale schowaj do kieszeni dla syna). Meczy Cie toi będzie męczyć
        dopóki nie zrobisz pierwsza ruchu skoro eks nie pomysli nad tym- tak tez bywa i
        nie trzeba miec pratensji. Badz mądrzejsza, odpowiedzialna, bo ktoś w tym
        bałaganie musi, a że znów pada na koietę- widocznie jestesmy mądrzejsze od
        panówsmileB.
        • samamama8 Re: masz dylemat... 21.12.06, 13:06
          sorry ale ten człowiek na pewno nie przyjdzie do nas do domu! A tym bardziej
          nie zostanie w nim sam z dzieckiem!!!!!!!kompletnie głupi pomysł!!!!!!!!!!!!!!!!
          aż brak słów!!!!!!!!!!!!!!
          • bella67 Re: masz dylemat... 21.12.06, 13:22
            Dlaczego głupi pomysł? Jest zlodziejem? Pijakiem? Okradnie was? Zabije dziecko?
            Spali mieszkanie? Jesli Ty tak podchodzisz do niego to on tak samo do Ciebie i
            zaczynam rozumieć dlaczego dziecko małe Bogu ducha winne musi byc prowadzane do
            sądu i tam siedzisz i patzrysz jak się ojciec z dziekciem bawią?ROzumiesz, ze
            twoje żale, zlość( ja wiem, ze uzasadnione, wiem, ze podłym jest zostawienie
            samej kobiety w ciązy, brak wsparcia, to podlośc i nie tłumaczy nic eksa)nic tu
            nie dadzą?Rozumiem, ze prowadzisz dziekco na widzenia bo sąd tak Ci kazał?
            Dopóki nie zmienisz nastawienia nie widze tu rozwiązania tej sytuacji i tak
            wlaśnie robi się krzywde dziecku. Jak widzisz czasem tu dziwczyny ustepują dla
            świętego spokoju swojego, dla dobra dziecka, Ty tez tak powinnaś zrobić,
            anprawdę czasem proste rozwiązania sa najlepsze. Dopóki bedziesz traktowac eksa
            jak wroga to i on bedzie Ciebie tak traktowal, ja tez mieszkam w małym mieście
            i wiem, ze ludzie jaks ię ninawidza oczernaija się , ludzie gadają, donosża do
            zainteresowanego, ten się nakeca- po co pytam się. Piszesz w pierwszym poścuie
            o dobru dziecka, wiec Ci podsuwam rozwiązania dobre dla dziecka:
            - kontakty nie w sadzie to kara?Dla kogo? Eksa czy syna?
            - poprawa relacji z eksem jak chcesz żeby dziekco mialo ojca biologicznego-
            pisalaś, ze chcesz, wiec trzeab wyciągnąc pierwszej rękę, jak on na to ni
            wpadnie, bo SAMOI się nic nie zrobi!!!!
            - chcesz rodziny dla dziecka- niech nowy partner go przysposobi-eks powinien
            chetnie zrzec sie praw, nie będzie tez płacil alimentów jak next przysposobi
            syna-musisz nextowi zaufać, chyab mu ufasz skoro planujecie małżeństwo, zaś
            mysle nie co bedzie i zabezpieczanie się wr. czego, bo tamten to ojciec to
            głupie i niedojrzałe- nigdy, nie jestes w stanie przewidzieć wszytskiego i
            zabezpieczyć się. Chodzi ci o ew. alimenty- przysposobionemu dziekcu wr.
            rozwodu z nextem zostana zasądzone więc o to sie nie martw.
            - pamietaj jest takie powiedzenia - czlowiek czlowiekowi wilkiem, to my
            gotujemy sobie los taki a nie inny i od nas zalezy jak w życiu mamy, nie na
            wszytsko mamy wpływ tak na 100%, ale można zyć lepiej, wygodniej, czasem
            trzeba być tylko bardziej asertywnym, pójść na kompromis.
            Jesli Ty tak mówisz o eks- ten czlowiek- to nie dziwie sie, ze on o Tobie źle
            mówi- sluchaj dziewczyn- trzeba sobie dopuścic, zachowac twarz i pokazac kuture
            temu czlowiekowi, niestety ojcu dziecka, niestety braliscie oboje udział w
            akcie po częcia i czy wówczas też mówiłas o nim- ten czlowiek. Przepraszam za
            te slowa ale wkurzyłam się na Ciebie, najlepiej powiedziec nic nie da sie
            zrobic, mam dylemat, rozwiążcie za mnie go. Forum nie rozwiżę tego. Ja też nie
            mam lekko, podczytuje forum, czasem cos napisze i tez duuuzo pracy, mojej
            dobrej woli wkładam, zeby normalnie życ i aby mój syn normalnie żył. Z
            doświadczenia wiem, ze złośvc, nerwy niczego dobrego mi nie dały wprost
            przeciwnie, a zyje juz troche lat na świecie i też mam ojca dziecka kamienia, a
            nie ojca, ale wspanialomyslnie wybaczyłam mu, choć mam żal tam głeboko w sercu
            i nigdy go nie zrozumie. B
            • samamama8 masz dylemat... 21.12.06, 13:27
              pewnie masz rację...tylko ja tak chyba nie potrafię...
            • anetina Re: masz dylemat... 21.12.06, 13:58
              Bella
              nie zrozumiesz tego, ja swojego eksa też vbym nie zostawiła samego w MOIM domu
              nie wspominając, zebym go nawet do domu nie wpuściła

              tak samo nie dałabym dziecka chociazby na minutę
        • samamama8 Re: masz dylemat... 21.12.06, 13:08
          sorry, nie obraź się za to co napisałam! ale skoro ja boję się dziecko dać samo
          z tym człowiekiem na spacer...tym bardziej samego go nie zostawię w moim
          domu!!! i myślę, że nie ma tu co wyjaśniać, że jest to nie tylko dla mnie
          oczywiste!
          • bella67 Re: masz dylemat... 21.12.06, 13:31
            Z moim jeszcze mężem tez boje sie dac dziecko nawet na spacer, ale ucze go jak
            zajmowac się synem- ubieraj póki jeszcze jestesmy razem, karm, wyjdż, ucz sie
            dziecka( mąz może 2 razy przewinął syna jak temu kupa z pampka na podloge
            wypadła a ja byłam w mieście), ucze - powiedz kocham i przytul jak Ci syn to
            samo mówi, tłumacze jak krowie na rowie, daje przykłady, a taez się wścikałam,
            miałam pretensje, robiłam wyrzuty- oj nie tędy driga, ojca to nic nie nauczy, a
            to ma służyć dziecku, a nie mojej chęci wyzycia się , czy mojej satysfakcji, że
            ten nic nie potrafi a ja taka zaradna jestem. Walczyliśmy o wszytsko, teraz już
            spokój, czekamy na sądowe rozwiązania ustalonych w pocie rzeczy. Zawsze eks mąz
            bedzie mógl przyjśc o ile wczesniej się zapowie, a i bez zapowiedzenia jeśli
            akurat bedziemy w domu, zostawie go chętnie z synem, będę starać się żeby syn
            nie ucierpaił- ma 2,5 roku i jest bardzi związany z ojcem mimo jego ciagłej
            nieobecności w domu. Wiesz jak płacze jak ojciec odjeżdża- ma o to wieki żal,
            ale nie chodzi o to, zeby hodowac te żale, stalo sie, rozstajemy się i musze
            wszytsko zrobic ile będę w stanie aby syn nie cierpial tak bardzo. Dlatego min.
            podczytuje to forum, próbuje znakleżęć zloty środek, nie wiem czy znajdę, ale
            napewno wiem, ze zlościa i nerwami nic nie zdiałam. Ty jesteś w tak dobrej
            sytuacji- masz noego partnera, wspiera CIe, a wiele z kobiet w tym ja zostaje
            sama, a parter na nowa kobiete- jeszcze czlowiek sie nie otzrąsnie po rozstaniu
            a już nastepna szpila- bo niewierze, że nic nas ( identyfikuje sie z tym forum)
            nie ma żalu, ze ja jestem samotna a partner juz tak szybko sie pocieszył.
            Bądz mądrzejsza od eksa, pokaż mu klase. B.
            • anetina Re: masz dylemat... 21.12.06, 14:02
              Bella jesteś w całkiem innej sytuacji
              twoje dziecko ma ojca na codzień
              znają się\

              a dziecko Samomamy ma jakiegoś ojca 2 razy w miesiącu

              nie możesz porównać "uczenia się dziecka"
              to sa kompletnie dwie inne sytuacje

              nie zrozumiesz tego, jak matka juz w ciąży była sama
              sama była przez pierwsze miesiące życia dziecka
              nie zrozumiesz
              więc nie porównuj


              • bella67 Re: masz dylemat... 21.12.06, 14:17
                Umiem czytac ze zrozumieniemsmileWidze róznicę w sytuacjach naszych. Znasz słowa -
                empatia?Mylisz sie pisząc, że nie wiem jak to jest- mam przyjaciólkę
                zostawioną w ciązy- bo tez tatus nie byl gotowy, ma teraz nowego pratnera i 4-
                osobowa rodzine, szcęśliwą czegoi życze i tej dziewczynie z całego serca.
                Uważam, ze ona źle podchodzi do tematu- tu pisze, że chce zachowac ojca dla
                dziecka biologicznego- gdzie- w tej sali sądowej- 2xw miesiącu, z drugiej
                strony boi sie przysposobienia dziecka które ma świetny kontakt z nowym
                partnerem przez neksta- czyli co? Nic sie nie da zrobic najlpeiej tak
                powiedzieć. Tak źle, tak niedobrze!!!W ten sposób bedzie zawsze pat- to jest
                dobre dla dziecka?Nie!!!!!
                Dlatego trzeba pierwsze porozmawiac z eksem- chce byc ojcem, nie chce, jakm to
                dalej widzi, może zacząc w stylu- co sądzisz o tych widzeniach w tej sali?Jak
                siedze w kacie? Wiesz, ze syn mysli, ze tu mieszkasz? Co my robimy? Besz
                oskarżen, bez żalu, bo póki emocje sa silne nie da się niczego na spokojnie
                ustalić- mysle , ze przyznasz mi rację.
                Druga rzecz jak bedzie wiadomo jak tatus sie zapatruje to jesli chce być ojcem,
                to moze zaproponowac spotkania mądrezj niż sąd, zaufac troszke mu - dać szansę
                dla dziecka.
                Jak nie chce byc ojcem- zrobic swoje- porozmawiac z nextem, przysposobi
                dziecko, zastanowic sie na tym, uświadmoic konsekwencję, szczerze do bolu, nie
                przysposobi- tez ok, jesmy rodzina, a eks niech robi co chce- jeśli to nic nie
                wnosi, a wręcz szkodzi zmienic sadownie, jesli nie da sie dogadac poludzku
                tylko przez sąd.
                Napewno stanu rzeczy takiego nie nalezy utzrymywac.
                ps. moje dziecka nawet jak zylismy jak małżeństwo nie mialo dziekca na codzien
                tylko 2 x w tyg., tak jest do teraz, ale jeszcze tylko do końca stycznia,
                rozwodzimy sie, mąz zapewne wyjedzie za granicę i nawet nie wiem czy alimenty
                bedzie płacił- tez nic na to nie poradze, tez nie bedę się wyzywac na nim, boje
                sie tego i wiem, ze będzie synowi cięzko, bardzo- miałam juz próbkę.
                • anetina Re: masz dylemat... 21.12.06, 14:24
                  bella67 napisała:

                  > Umiem czytac ze zrozumieniemsmileWidze róznicę w sytuacjach naszych. Znasz
                  słowa
                  > -
                  > empatia?Mylisz sie pisząc, że nie wiem jak to jest- mam przyjaciólkę
                  > zostawioną w ciązy- bo tez tatus nie byl gotowy, ma teraz nowego pratnera i 4-
                  > osobowa rodzine, szcęśliwą czegoi życze i tej dziewczynie z całego serca.
                  > Uważam, ze ona źle podchodzi do tematu- tu pisze, że chce zachowac ojca dla
                  > dziecka biologicznego- gdzie- w tej sali sądowej- 2xw miesiącu,



                  jakos nie inaczej zrozumiałam Samomamę
                  nigdzie nie napisała, że chce zachować ojca w sądzie
                  raczej zrozumiałam, żeby w ogóle taki ojciec przestał istniec w życiu dziecka



                  z drugiej
                  > strony boi sie przysposobienia dziecka które ma świetny kontakt z nowym
                  > partnerem przez neksta- czyli co?



                  też Samomama nigzdie tego nie napisała
                  napisała, ze jej partner nie mógłby przysposobić, bo eks ma prawa big_grin







                  > Druga rzecz jak bedzie wiadomo jak tatus sie zapatruje to jesli chce być
                  ojcem,
                  >
                  > to moze zaproponowac spotkania mądrezj niż sąd, zaufac troszke mu - dać
                  szansę
                  > dla dziecka.


                  nie rozumiecie, że nie każdemu można zaufać
                  i nikt nie przekona tej dziewczyny, żeby zaufałą eksowi

                  podobnie u mnie
                  ja NIGDY nie zaufam eksowi

                  dziecko będzie starsze, będzie chciało się widywać z "ojcem" - ok
                  ale ja i tak nie zaufam eksowi
                  ale to jest moja sprawa, a nie dziecka
        • samamama8 Re: masz dylemat... 21.12.06, 13:20
          post anety_wk z 20 grudnia, co o tym myślicie?

          Przeczytałam cały wątek i po zapoznaniu się z sytuacją pojawia się we mnie
          tylko jedno pytanie: Czy to dla dobra dziecka?
          Cały czas tylko ta myśl przewija się przez wszystkie posty, bo rzeczywiście
          dobro dziecka jest zawsze najważniejsze. Ono nie powinno cierpiec za błędy
          swoich rodziców, wiec musimy się starać stworzyc mu takie warunki, aby jak
          najmniej odczuło rozstanie swoich rodziców, bo przeciez to nie ono się z nimi
          rozwodzi. Ale jesli dziecko wczesniej nie znało swojego ojca, tak jak w tym
          przypadku, jesli jego rola i udział w życiu dziecka zakonczył się na
          zapłodnieniu, to po co nagle stwarzac sztuczne rodzicielstwo?!
          Co innego jesli rodzice sie rozstaja, ale do tego czasu dziecko miało dobry
          kontakt z ojcem, zdążyło wytworzyc z nim więź emocjonalną, a ich spotkania i
          relacje pozostana niezmienione i są wręcz konieczne, bo inaczej wyrządzilibysmy
          dziecku ogromną krzywdę pozbawiając je tego.
          Ale co w Twojej sytuacji dają dziecku te spotkania z ojcem?! Dla mnie wygląda
          to jedynie na chęć stworzenia pozorów troskliwego i kochającego ojca, aby tak
          jak napisałaś, nikt z tych, którzy go znaja nie mógł mu zarzucić, że sie nie
          interesuje dzieckiem, bo juz piętno porzucenia matki i własnego dziecka na nim
          ciązy, wiec chyba po prostu chce sie zrehabilitowac i udowodnic wszystkim w
          koło, ze wcale nie jest taki zły. Przecież wystarczy przeczytać tych kilka
          postów, aby zauwazyć, że nie ma w nim wielkiej miłosci do syna, bo tak nie
          zachowuje się ktoś kto kocha. Owszem mozna spekulowac nad tym czy kocha czy
          nie, bo niby skąd my to mozemy wiedziec co czuje, ale przeciez to czyny sa
          wyrazem miłosci, a w jego przypadku miłosc do syna wyraza sie poprzez spotkania
          2 razy w miesiącu. Wybaczcie, ale według mnie tak nie zachowuje sie kochający
          tata. A skoro kontakt z synem nie wypływa z potrzeby serca, jesli oprócz
          odbębnienia 2 godzinek ojciec nie wykazuje żadnego zainteresowania i żadnej
          troski o syna, to dla mnie taka sytuacja jest rzeczywiscie mąceniem dziecku w
          głowie i wyrządza mu więcej krzywdy niz pożytku, bo narusza jego stabilizację i
          porządek świata.
          Dlaczego te kontakty z biologicznym ojcem są tak ważne, jesli nie wnoszą nic
          pozytywnego w zycie dziecka? Dla samej zasady? Dla spokojnosci sumienia? Dla
          własnej asekuracji, w razie gdyby dziecko kiedys miało nam cos wypomniec?
          Jesli ktos nigdy nie był ojcem dla własnego dziecka, to nagle sie nim nie
          stanie dzieki dwugodzinnym spotkaniom, bo widac, że czasem nawet na to go nie
          stać, wiec nie ma tu mowy o częstszych kontaktach w celu wytworzenia więzi. Czy
          myslicie, ze człowiek, który przyczynił sie do tego, że ten chłopczyk żyje jest
          mu bliższy niz ten, który go wychowuje, poswieca czas, uwagę, troszczy sie o
          niego, daje swoja miłosc i opiekę? Ja szczerze w to wątpię!
          Czy uważacie, że dziecko nie jest w stanie stworzyc takiej bliskości z
          partnerem matki, aby to własnie od niego miec wsparcie w każdej sytuacji?


          • samamama8 Re: masz dylemat... 21.12.06, 13:21
            przepraszam alicji_wk
      • samamama8 Re: masz dylemat... 21.12.06, 13:13
        aha i jeszcze jedno! próbowałam wczoraj z synem porozmawiać o ojcu, zapytałam
        czy lubi się z nim bawić, powiedziałam, jak ma na imię, zaczęłam coś w stylu,
        że tata to tak samo jak mama, a on mnie zupełnie zlekceważył....zupełnie nic
        nie powiedział, tylko coś zapytał o jakąś zabawkę i zaczął biegać po pokoju i
        się bawić...
        • anetina Re: masz dylemat... 21.12.06, 13:56
          3 latek musi sam mieć ochotę akurat na ten temat rozmawiać
          normalne, ze w danej chwili nie chciał o tym słuchac i mówić


    • derena33 Re: ogromny dylemat! poradzcie...!!! 21.12.06, 13:31
      Tak w nawiazaniu, wlasnie sie dowiedzialam o krokach rozwodowych mojej
      znajomej, ktora pare lat temu wniosla w malzenstwo z najbardziej kochanym
      mezczyzna na swiecie, dziecko.
      Niestety po paru latach sielanki i ojcowania dziecku, jej maz zdecydowal ze
      musi odejsc ( niewazne z jakiego powodu) oczywiscie dziecko spowrotem stalo sie
      obca osoba.
      Na jej placzliwe proby utrzymania rodziny, takze ze wzgledu na chlopca, ktora
      nie zna innego ojca oprocz jej meza, odpowiedzial, przeciez to nie jest moje
      dziecko.

      Ja wiem, ze wszystkie zakochane kobiety sa przekonane ze to bedzie wiecznie
      trwac, ale tak z czystego rozsadku moze warto przemyslec, czy warto odcinac
      prawdziwego ojca od dziecka?
      Ktoz wie co sie zdarzy za 10lat? Moze dziecku zostanie tylko ten prawdziwy
      ojciec a moze z powodu odciecia ojca od dziecka nikt mu nie pozostanie i wtedy
      zapyta sie mamy, mamo dlaczego ja nie mam taty?
      • samamama8 Re: ogromny dylemat! poradzcie...!!! 21.12.06, 13:36
        a jeśli ten biologiczny przychodzi, przychodzi...a nagle przestanie, bo mu się
        znudzi, bo nie będzie miał czasu, bo to bo tamto...to co ja wtedy powiem mojemu
        dziecku??????
        • derena33 Re: ogromny dylemat! poradzcie...!!! 21.12.06, 13:41
          Rob kobieto jak chcesz. Nikt cie do niczego nie zmusza.

          Nawiasem mowiac ja nigdy w zyciu nie odwazylabym sie na odebranie ojca dziecku
          i robilabym wszystko dla dobra dziecka i dla jego kontaktow z tata. Ale to ja,
          natomiast ty nic nie musisz.
          • samamama8 Re: ogromny dylemat! poradzcie...!!! 21.12.06, 13:47
            masz rację ja też bym się cholernie bała, ale jak widzę, że z tych widzeń nie
            ma żadnego pożytku...to mam siedzieć z rękoma założonymi, cieszyć się, że
            spełniłam swój cholerny obowiązek no bo w końcu dziecku nie zabraniałam i
            udawać, że jest wszystko ok!
        • bella67 Re: ogromny dylemat! poradzcie...!!! 21.12.06, 13:46
          Powiesz prawde jeśli się zapyta.Nie wiem dlaczego nie przychodzi. Nie oczekuj
          tez od dziecka, ze zaraz wszytsko zrozumie.
          Ja wychowywana byłam przez ojczyma, ojciec mieszkał 30 km ode mnie, mial swoja
          rodzine, zapragnął kontaktu raz jak byłam nastolatka i pewnie pojechałabym na
          zaproszenie, tak z ciekawości, zgrzeczności, ale do zaproszenia dopisał , ze
          moja matka to taka czy taka była....Domyslasz sie co pomyslałam o nim,
          nieładnie, to ona mnie wychowywała, wstawała w nocy, martiła sie o byt, a
          stosunki mamy z ojcem mnie nie interesowały, to nie moja sprawa, bo ja byłam
          dzieckiem, mnie interesowała mam i tata w odnisieniu do mnie. Nie ma żalu do
          mamy, ojczym stanąl na wysokości zadania, byl ojcem dla mnie. Teraz ja jako
          dorosła osoba dopier potrafię to ocenic.
          Pytasz dlaczego masz umożliwiać kontakty z biologicznym ojcem- ma do tego prawo
          syn- Ty działasz w jego imieniu, bo on jest niepełnoletni, ma do tego prawo
          ojciec jeśli chce tego( niewąne dlaczego). jesli zrezygnuje kiedys - trudno-
          jego sprawa, jego syn osądzi- nie TY- Ty masz przedstawić fakty, suche, jakimi,
          są . Bedzie syn drążył temat wytłumacz, nie osądzaj, nie oceniaj- do tego sa
          sądy, inni, syn wystawi laurkę tacie. Ty masz teraz uporządkowac dziekcu życie,
          zapewnic byt, w miare możliwości dogadac się z eksem jeśli che uczestniczyć w
          zyciu dziecka. Tak dla swojego spokojnego sumienia, dlatego, z ezrobiłąs
          wszytsko, zachowałąs sie jak nalezy, jak rodzic, matka, odpowiedzialna za
          dziekco, które poczęłaś, a za ojca i to, ze on jest nieodpowiedzialny nie
          ponosisz winy, ani wasz syn. Czas tez rozwiąże pewne sytuacje, wyklaruje, nie
          przewidzisz wszytskiego, nie zabezpiczysz się i nie uchronisz syna przed zlem
          tego świata. pojdzie do szkoły tez będą tam dzieci z rozbutych rodzin,
          wychowywane przez samem mamy, ojczymów, bedzie starszy, sam wyciagnie
          odpowiednie wnioski.
          Mój 2,5 latek tez zachowuje sie jak Twoj syn, nie wyskakuje przed orkietre, nie
          tłumacze na siłe czegoś, jest pytanie- jest reakcja moja. W miare jak będą sie
          pojawiac nowe będe odpowiadać, rozwiązywac problemy. B.
      • bella67 Re: ogromny dylemat! poradzcie...!!! 21.12.06, 13:53
        Pisząc o tym, ze nowy partner autorki watku miałby przysposobic syna nie miałam
        na mysli odcinania dziecka od ojca. Ułatwiłoby to wiele sytuacji wychowawczych
        itd. a ojciec nadal mogłby spotykac się z synem. Oczywiście biorąc pod uwage
        to, że tez miałam przypadek w rodzinie, ze sie dziecko przysposobiło, a potem
        byl problem bo płace alimenty, nest musiałby jasno sie określic i mieć
        świadomosć z czym to sie wiążę. Jednak truno planując nowe zycie planowac
        rozwód- nie dajmy sie zwariować, dzieic przysposobione tez sa i związki mają
        się dobzre. Może wejśc w związek małęński tworzyć rodzinę, niech mąz ma swoje
        prawa tylko w związku z tym niech to bedzie cywilizowane, spotkania normalne-
        tak więzi nigdy nie stworza, ale jak poznają siębie( a do tego tzreba więcej
        niż 2 godz.) swoje środowiska- wiec odowiedziny u taty, syna w domu/ Dlatego
        trzeab usiąśc porozmawiać z eks, next, dziewczyna zna najlepiej swoich
        partnerów- byłego i aktualnego, powinna wiedzieć jak pokierowoać rozmową, jaich
        użyć argumentów.B.
      • alicja_wk Re: ogromny dylemat! poradzcie...!!! 21.12.06, 13:56
        > Ktoz wie co sie zdarzy za 10lat? Moze dziecku zostanie tylko ten prawdziwy
        > ojciec a moze z powodu odciecia ojca od dziecka nikt mu nie pozostanie i
        > wtedy zapyta sie mamy, mamo dlaczego ja nie mam taty?

        A może tatuś po kilku latach rodzinnej sielanki pozna nową "panią", z którą
        będzie miał "nowe dziecko" i nie będzie chciał brać sobie dodatkowego "balastu"
        z przeszłości?! A może ta pani nie bedzie sobie życzyła jakichkolwiek przejawów
        zainteresowania w stosunku do tamtego dziecka?!
        Myślę, że można by "gdybać", spekulować, snuć najdziwniejsze tezy i przewidywać
        najróżniejsze rozwiązania, ale jedno według mnie jest pewne - to nie więzy krwi
        decydują o bliskości drugiego człowieka.
        Mąż Twojej znajomej zachował się akurat w taki sposób, ale ilu jest
        biologicznych ojców, którzy też odcinają się od swoich dzieci na własne
        życzenie i czasem my - matki, wcale nie musimy ich siłą "odcinać". To jest ich
        świadomy bądź nieświadomy wybór, bo czy kontakty ograniczające się do 4 godzin
        miesięcznie są w stanie stworzyć na tyle silną więź miedzy rodzicem a
        dzieckiem, aby oboje mogli liczyć na siebie w trudnej sytuacji?!
        Ale wydaje mi się, że inicjatywa leży po stronie ojca, bo co z tego, że matka
        będzie nalegać na spotkania i wypruwać sobie żyły, aby tatuś zechciał sie
        bardziej zainteresować swoim dzieckiem?! Zrozumcie, że do MIŁOSCI nie da sie
        zmusić, żadnymi sposobami, ani prośbą, ani groźbą, a jesli by była, to czymś
        naturalnym i oczywistym byłaby chęć kontaktów z osobą ktorą sie kocha, na
        której nam zależy i która jest dla nas ważna! POmyślcie logicznie, czy jesli
        kogos nie kochacie, to tęsknicie za nim, chcecie z nim spędzac swoj czas,
        rozmawiać z nim, przytulać się, czy potrzebujecie kontaktów z nim? Owszem, na
        miłość potrzeba czasu, ona nie rodzi się czasem w momencie zajścia w ciąże,
        szczególnie u mężczyzn, którzy biernie uczestniczą w życiu płodowym dziecka,
        ale ten człowiek SAM powinien coś z siebie dać, jesli chociaż CHCE pokochac
        swojego synka! Przecież ani matka ani dziecko tego za niego nie zrobią!!!
        • derena33 Re: ogromny dylemat! poradzcie...!!! 21.12.06, 14:06
          Ja mysle, ze z inicjatywy ojca sadowe ustalenie spotkan w RODK-u z dzieckiem,
          swiadczy na jego korzysc.
          Patrzac na argumentacje mamasamy8 to wyraznie z jej postow wynika ze wlasciwie
          nie ma innej mozliwosci ustalenia miejsca spotkan, bo honor, bo
          nieodpowiedzialny, bo nigdy w zyciu w jej mieszkaniu i nigdy na spacer,
          najlepiej pewnie jakby umarl i wszyscy by o nim zapomnieli.
          A tlumaczenie ze to tylko dlatego bo mu wstyd przed sasiadami bo miejscowosc
          mala, wybaczcie ale do mnie nie przemawia.
          Wielu ojcow z malych miejscowosci ma w dupie swoje dzieci, nie odwiedza ich i
          rodzina takiego tatusia to akceptuje, a sasiadom sie mowi byle co.
          • samamama8 Re: ogromny dylemat! poradzcie...!!! 21.12.06, 14:14
            derena33 to wytłumacz mi jeszcze proszę dlaczego skoro kocha moje dziecko,
            skoro chce się z nim widywać odwołuje widzenie mówiąc mi, że się mu samochód
            zepsuł, a jakby przyjechał autobusem to by do pracy nie zdążył (buhaha chociaż
            na godzinę ale bym przyjechała...ja jakoś z dzieckiem moge jeździć autobusem!)

            A po jakimś czasie jak powiedziałam, że nie miał zepsutego samochodu bo go ktos
            tam widział, powiedział, że tak naprawdę musiał siostrę (22 lata wtedy) zawieźć
            na pociąg do miejscowości oddalonej 20 km. Sorry siostra też nie może
            autobusem?!?!?

            Jak się więc okazuje są rzeczy ważne i ważniejsze, dla niego najwyraźniej te
            widzenia nie są na tyle ważne!
            Nie mówiąc już o tym, że kłamie...!
          • alicja_wk Re: ogromny dylemat! poradzcie...!!! 21.12.06, 14:28
            > A tlumaczenie ze to tylko dlatego bo mu wstyd przed sasiadami bo miejscowosc
            > mala, wybaczcie ale do mnie nie przemawia.
            > Wielu ojcow z malych miejscowosci ma w dupie swoje dzieci, nie odwiedza ich i
            > rodzina takiego tatusia to akceptuje, a sasiadom sie mowi byle co.

            Dlatego ja zawsze jestem daleka od wszelkiego rodzaju uogólnien. Nie znamy
            ludzi, nie znamy sytuacji, nie znamy okoliczności, więc nie do nas należy osąd
            ani krytyka, czy nawet doradzanie czegokolwiek. Każdy przypadek jest
            indywidualny, więc nie róby czegoś takiego, że "zawsze dziecko musi miec
            kontakt z ojcem, bo inaczej wyrządzamy mu krzywdę", "zawsze matka utrudnia, bo
            pewnie nie nawidzi swojego "ex"", "zawsze kocha, bo jest przecież ojcem". To są
            stereotypy w stylu "duzy biust zawsze musi być obwisły", "blondynki są głupie i
            puste", "a BMW jeżdżą buraki".

            > Ja mysle, ze z inicjatywy ojca sadowe ustalenie spotkan w RODK-u z dzieckiem,
            > swiadczy na jego korzysc.
            > Patrzac na argumentacje mamasamy8 to wyraznie z jej postow wynika ze wlasciwie
            > nie ma innej mozliwosci ustalenia miejsca spotkan, bo honor, bo
            > nieodpowiedzialny, bo nigdy w zyciu w jej mieszkaniu i nigdy na spacer,
            > najlepiej pewnie jakby umarl i wszyscy by o nim zapomnieli.
            Myslę, że inicjatywa ojca jest "zerowa", gość po prostu idzie na łatwiznę,a
            według mnie, problemu nie stanowi tutaj miejsce spotkań tylko ich częstotliwość
            i przebieg. Gdyby chociaż jedna z Was spróbowała odwrócić sytuację i wyobrazic
            sobie, że jej dziecko mieszka z ojcem, a ona ma prawo do widywania się z nim...
            O co wtedy byście walczyły? O spotkania 2godzinne 2 razy w miesiącu? Chyba
            każdy posądziłby was o to, że jesteście wyrodnymi matkami, ale ojcu należy bić
            za to pokłony, bo biedny stara sie jak może! Ja bym w takiej sytuacji robiła
            wszystko, poruszyłabym niebo i ziemię, aby móc się widywać z dzieckiem
            przynajmniej kilka razy w tygodniu i nie miałoby dla mnie znaczenia GDZIE tylko
            JAK!!! Dlatego ja wcale nie dziwie się, że samamama nie życzy sobie gościc tego
            pana w domu swoich riodziców, bo chyba nalezy ich uszanować, prawda? Mają prawo
            do spokoju we własnym domu, a jesli ktoś nie potrafi się kulturalnie zachować,
            to nie mamy obowiązku kogoś takiego wpuszczać. Z resztą cały czas będę uważała,
            że to do ojca należy inicjatywa, pod warunkiem, że mu zależy, ale jesli olał
            sprawę i zadowala się ochłapami, to znaczy, że ma to gdzieś.
      • anetina Re: ogromny dylemat! poradzcie...!!! 21.12.06, 14:04
        dlatego mi jest jeszcze ciężko podjąć tą decyzję - o przysposobieniu mojego
        syna przez mojego partnera
        M. jest pewny
        a ja jestem pewna, ale chcę jeszcze sobie dać czas

        chcę mieć tą 100 % pewność
        • alicja_wk Re: ogromny dylemat! poradzcie...!!! 21.12.06, 14:11
          Dobrze, gdy człowiek jest pewny swoich decyzji i jest przekonany o ich
          słuszności, ale wydaje mi się, że większą rolę w życiu odgrywa poczucie
          odpowiedzialności za swoje czyny. Jak to ktoś kiedyś powiedział "nigdy nie bądź
          pewny, bo pewność jest niepewna" i "tyle wiemy o sobie na ile nas sprawdzono".
          Zatem to, że człowiek jest czegoś pewny w danym momencie swojego zycia, nie
          daje nam gwarancji, że nigdy nie zmieni zdania, bo koleje losu są
          nieprzewidywalne, a człowiek często uzależnia swój punkt widzenia od punktu
          położenia.
    • samamama8 to znów ja... 26.12.06, 13:23
      sorry, że znów zawracam! ale jak zwykle to samo...zawsze tak jest, że gdy juz
      jakoś sobie to wszystko poukładam, jakoś sobie tak wszystko wytłumaczę, że
      nawet zaczynam gościa rozumieć...wtedy on robi cos takiego, że ręcę opadają...
      i znów to samo...postanowiłam wreszcie z nim pogadać, wyjaśnić to wszystko,
      dogadać się, pierwsza wyciągnąć rękę ( a co mi tam nie ubędzie mi! )...i znów
      zwątpiłam!

      Widziałam Go w sobotę na rynku, oglądał coś ze swoją żoną! Ja byłam z synkiem i
      bratem również na zakupach! Jak nas zobaczył z daleka odwrócił się bokiem i
      udawał, że nas nie widzi! A przecież mijaliśmy się ramieniem w ramię...nie
      widzielismy się z daleka, mijaliśmy się z naprzeciwka! Ludzi prawie wcale nie
      było! Na sto procent nas widział, bo ja go zauważyłam dużo wcześniej i
      widziałam jak spojrzał na nas z daleka i szybka spuścił wzrok i się odwrócił!
      Mój brat też widział!
      Mój syn go oczywiście nawet nie poznał, albo nie zwrócił uwagi (niosłam go na
      rękach więc był na wysokości twarzy tatuska, nie widział czy nie poznał???)
      a on "kochany tatuś przed sądem" wstydzi się swojego syna na ulicy...nie wiem,
      może przez żoną, może przed ludźmi!!!
      I powiedzcie teraz nadal uważacie, że te widzenia są potrzebne mojemu dziecku?
      Nadal uważacie, że mu zależy na moim dziecku????
      Nie mam już sił...już chyba nie zniosę dłużej tej karuzeli, nie mam sił ciągle
      myśleć, zastanawiać się ...jak on tak może?!?!?!
      Po prostu już dłużej nie potrafię!
      • virtual_moth Re: to znów ja... 26.12.06, 16:10
        Trzeba bylo do niego podejść. No ale nieeeeeee, przecież zniszczyłabyś sobie
        taki piękny powód, by nazywać go tym złym i już nic nie musieć.

        Kto wie, moze to była dobra okazja, by umowić się na spotkanie odnośnie
        dziecka? Przy żonie moze nie wykazywałby agresji w Twoim kierunku.
        • samamama8 Re: to znów ja... 26.12.06, 16:26
          ciekawe czy Ty pierwsza odzywasz się do ludzi, którzy odwracają się do Ciebie
          na ulicy????


          uważasz, że szukam sobie powodów by nazywać go złym? wytłumacz w takim razie
          dlaczego w sądzie zgrywa kochanego tatusia a na ulicy się do nas nie przyznaje!
          To nie był pierwszy raz! Od samego początku kiedy tylko mnie zostawił, jak się
          przypadkiem gdzieś miniemy udaje, że nas nie zna! Dlaczego? Wstydzi się nas?
          Jego cała rodzina tak się zachowuje jakby nas nie znali...co im to daje! Udają,
          że problemu nie ma!?!?
          Nie musze szukać sobie powodów...ten człowiek sam je na własne życzenie
          podkłada!
          Ugryzłabym go jakby powiedział cześć do synka????Jak tak można! Niech się nie
          odzywa do mnie! Niech mi nie mówi cześć! Ale dlaczego nie odezwie się do
          swojego również dziecka?????
          jak dla mnie to nic innego...tylko się wstydzi!!!

          Boże, jak tak mozna! Dlaczego ciągle musze się tłumaczyć z tego czy tamtego! To
          on nic...kompletnie nic nie robi!!! A ja muszę się tłumaczyć, że nie biegam za
          nim i nie prosze się o kontakt, rozmowę czy chocby uwagę dla mojego dziecka!?!?
          Tym bardziej, gdy widze, że on sobie tego nie życzy, nie chce!!! To trochę
          nienormalne!
          bynajmniej jak dla mnie....

          • kai_30 Re: to znów ja... 26.12.06, 19:27
            samamama8 napisała:

            > ciekawe czy Ty pierwsza odzywasz się do ludzi, którzy odwracają się do Ciebie
            > na ulicy????

            Co prawda pytanie nie było skierowane do mnie, ale pozwolę sobie odpowiedzieć.
            Do obcych ludzi - nie. Do ojca mojego dziecka - owszem, odezwałabym się, gdyby
            mnie nie zauważył na ulicy, a ja byłabym z dzieckiem. Miałaś idealną okazję,
            żeby nieco dziecku naprostować skrzywiony obraz ojca, który "mieszka w rodku".
            Ale nie - Twoja urażona duma jest ważniejsza niż wszystko inne.

            Wiesz co, napiszę teraz coś wrednego. Może on się faktycznie wstydzi? Nie
            dziecka - Ciebie. Z każdego Twojego postu przebija agresja i "obrażanie się",
            jak u przedszkolaka. Twój były nie potrafi być normalnym, choć dochodzącym,
            ojcem dla swojego dziecka, ale Ty również nie potrafisz zachować się jak osoba
            dorosła. Na każdą propozycję, którą rzucały Ci tutaj dziewczyny, reagujesz
            świętym oburzeniem - jak to? Do domu wpuścić? Na spacer pozwolić iść? Na ulicy
            podejść? Powiedzieć, jak ojciec ma na imię? W życiu!

            Byłoby to nawet śmieszne, gdyby nie to, że dziecka szkoda.
            • samamama8 Re: to znów ja... 02.01.07, 06:44
              >Do ojca mojego dziecka - owszem, odezwałabym się, gdyby
              > mnie nie zauważył na ulicy

              on mnie zauważył tylko się odwrócił i udawał strasznie zajętego zakupami...

              >Z każdego Twojego postu przebija agresja i "obrażanie się",

              podaj proszę przykłady tej niby mojej agresji???
              Od kiedy to bronienie swoich poglądów to agresja? No chyba, że tutaj... (zaraz
              wyjaśnie o co chodzi?!)

              >Na każdą propozycję, którą rzucały Ci tutaj dziewczyny, reagujesz
              > świętym oburzeniem - jak to? Do domu wpuścić? Na spacer pozwolić iść? Na ulicy
              > podejść? Powiedzieć, jak ojciec ma na imię? W życiu!


              nie odpisuję na każda propozycję "w życiu" tylko próbuję wyjaśniać dlaczego nie.
              Masz rację nie potrafię znaleźć rozwiązania swojej sytuacji dlatego tu
              piszę...nie wiedziałam, że tu się piszę tylko wtedy gdy się wszystko wie,
              wszystko jest takie proste i oczywiste. Dla mnie moja sytuacja jest cholernie
              skomplikowana, dużo sie działo, jest mnóstwo niezrozumiałych bynajmniej dla
              mnie zdarzeń. A to, że mimo wszystko zdecydowałam się tu napisać ... że,
              żebyście lepiej mogli zrozumieć sytuację i obiektywnie ocenić podałam mnóstwo
              szczegółow...to chyba jednak trochę świadczy o tym, że mimo wszystko "szukam
              tego rozwiązania"!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
              ale jest to dla mnie trudne...przełamać się i wyciągnąć rękę do człowieka,
              który tak skrzywdził, do tej pory nawet nie przeprosił, nawet nie widać by
              chciał...

              Kai_30 i nie obrażam się za Twój post! Potrzebuje prawdziwych opini, takich
              których nie odważyłaby się powiedzieć przyjaciółka czy rodzina...bo z nikim
              innym nie rozmawiam na ten temat! Znam tylko swój punkt odniesienia co do tej
              sprawy i moich bliskich, a chciałabym poznać opinię innych! Może ktoś potrafi
              wytłumaczyć dlaczego ten człowiek tak się zachowuje??? może ktoś jest w
              podobnej sytuacji i potrafi spojrzeć oczyma mojego eks?

              Ale widzę, że na tym forum panuje jakieś przekonanie "za wszelką ceną!"
              bo psycholodzy powiedzieli, że najlepsze dla dziecka, żeby miał jak najlepszy
              kontakt z dzieckiem (ok, co do tego to słusznie!) Tylko nie rozumiem matek,
              które za wszelką ceną ten kontakt podsycają, same!!! bo dziecko chce żeby tata
              z nami spał, więc śpi?!?! bo "tatuś" zadzwoni w każdej chwili, gdy się mu
              przypomni i mama użycza mu nawet swojego domu, żeby mógł czasem się z dzieckiem
              pobawić (dziwnie bo gdy go potrzeba to go nie ma...tylko wtedy gdy chce!)
              Bo "tatuś" chce z dzieckiem spacerować, więc jak napisała jedna z forumowiczek
              nawet w nocy w zimie można przecież z dzieckiem spacerować ???!!!

              Dla mnie to wszystko jest co najmniej chore!!!możecie teraz dopiero pożreć mnie
              na strzępy, krytykować do woli!!! Bo to (bynajmniej co po niektórym wychodzi
              najlepiej!) Mam wrażenie czytając niektóre posty, że to wszystko co robicie to
              jakaś otoczka, stworzenie dziecku niby normalnego domu, niby rodziny, która nie
              mieszka razem, ale przecież jest wszystko w porządku! Ze to tak jakby trochę
              oszukiwanie dzieci, które jednak w końcu zrozumią! Że to może z poczucia winy,
              że rozpadło się małżeństwo, przez nas-rodziców, więc teraz za wszelką cenę
              chcemy to naprawiać i dziecku niby wynagradzać. I taty którego do tej pory
              dziecko nieraz i tak nie widywało, bo mimo iż mieszkał razem to po całych
              dniach pracował, nie miał czasu, był zmęczony...nagle JEST! Bo przychodzi, co
              prawda od czasu do czasu ale jak już przyjdzie to zajmuje się tylko dziećmi!!!
              nagle ma dla nich czas, nagle się z nimi bawi, zajmuje, czego to tej pory
              pewnie nie robił! I co dziecko wtedy myśli...nie wiem, być może, że tak jest
              fajniej?! tzn. fajniej się rozwodzić! Bo rodzice wszystko wynagradzają! bo
              tatuś przychodzi i nic się nie liczy tylko dziecko! bo mama tez taka jakaś
              inna, wyrozumialsza...Tylko gdzie obraz PRAWDZIWEJ rodziny! Jak dziecku poźniej
              nauczyć co to jest prawdziwa rodzina? Jak mu pokazać, że rodzina to wszyscy:
              mama, tata i dziecko, że tak powinno być! Jak mu to wytłumaczyć, że tak jest
              najlepiej skoro ono wie że inaczej też jest super!!!!

              I my matki same najlepiej wiemy co to znaczy zostać porzuconą z dzieckiem, i
              pewnie każada z nas chciałaby to oszczędzić każdej innej kobiecie, więc jak
              wychować dziecko, by mu pokazać, co to prawdziwa rodzina, odpowiedzialne
              rodzicielstwo, co znaczy przysięgać przed Bogiem, skoro później można w każdej
              chwili się rozwieść i nie ma żadnego problemu!!!!! bo przecież dla dziecka to
              nawet fajniej! Jak wychować naszych synów żeby oni nie zostawiali?????? jak
              pokazać że tak nie wolno, że się krzwdzi człowieka w ten sposób, skoro WY mamy
              za wszelką cenę próbujecie udowodnić swoim dzieciom w takich sytuacjach, że
              przecież nic złego się nie stało???
              • samamama8 Re: to znów ja... 02.01.07, 06:56
                czy dla dziecka naprawdę jest dobre takie stwarzanie "nienaturalnej
                atmosfery"????
                Dla wszystkich, którzy myślą, że ja utrudniam swojemu eks?????
                Ja po prostu nic nie robię (wożę jedynie dziecko na widzenia) Nie utrudniam! Po
                prostu nic nie robię poza to co sąd postanowił, ale ten człowiek też nic nie
                robi... Oboje siedzimy z założonymi rękoma i wydaje się, że spełniliśmy już
                rodzicielski obowiązek! bo wydaje mi się, że to on powinien wykazać chęć,
                jakiekolwiek zainteresowanie, nie można nikogo zmuszać do miłości, bo można
                wyrządzić jeszcze większa krzywdę! Nie proszę, nie rozmawiam (skoro on uważa,
                że nie ma o czym bo i tak mu się wszystko należy!), bo wydaje mi się, że nie
                można prosić się o zainteresowanie! Bo nie wiem czy moje dziecko chciałoby,
                abym żebrała w jego imieniu o względy dla niego????
                Bo wydawało mi się do tej pory, że on sam powinien zrozumieć, że on sam
                powinien chcieć, że gdy będę nacisakć na niego to będzie jeszcze gorzej!

                Więc czekam, aż on się obudzi i sam zechce kochać moje dziecko! bo ja go do
                niczego nie zmuszę....
                • anetina Re: to znów ja... 02.01.07, 08:15
                  zgadza się

                  sytuacja jest chora, że twój były partner nie wykazuje żadnej inicjatywy
                  ale z drugiej strony - ty jako przedstawicielka dziecka - masz prawo i nawet
                  obowiązek zrobić pierwszy krok

                  ale patrząc na moją sytuację
                  nie zrobiłąbym pierwszego kroku
                  nie prosiłabym eksa o kontakt z nami
                  dziecko będzie chciało - ok, pomogę
                  ale ja sama z siebie nie zrobiłabym tego pierwszego kroku
              • anetina Re: to znów ja... 02.01.07, 08:03
                samamama8 napisała:

                > Ale widzę, że na tym forum panuje jakieś przekonanie "za wszelką ceną!"
                > bo psycholodzy powiedzieli, że najlepsze dla dziecka, żeby miał jak najlepszy
                > kontakt z dzieckiem (ok, co do tego to słusznie!) Tylko nie rozumiem matek,
                > które za wszelką ceną ten kontakt podsycają, same!!! bo dziecko chce żeby
                tata
                > z nami spał, więc śpi?!?! bo "tatuś" zadzwoni w każdej chwili, gdy się mu
                > przypomni i mama użycza mu nawet swojego domu, żeby mógł czasem się z
                dzieckiem
                >
                > pobawić (dziwnie bo gdy go potrzeba to go nie ma...tylko wtedy gdy chce!)
                > Bo "tatuś" chce z dzieckiem spacerować, więc jak napisała jedna z
                forumowiczek
                > nawet w nocy w zimie można przecież z dzieckiem spacerować ???!!!


                poniekąd masz rację
                dlatego ja się cieszę, że nie dziecko nie zna "ojca"
                że nie ma eksa w naszym zyciu



                > I my matki same najlepiej wiemy co to znaczy zostać porzuconą z dzieckiem, i
                > pewnie każada z nas chciałaby to oszczędzić każdej innej kobiecie, więc jak
                > wychować dziecko, by mu pokazać, co to prawdziwa rodzina, odpowiedzialne
                > rodzicielstwo, co znaczy przysięgać przed Bogiem, skoro później można w
                każdej
                > chwili się rozwieść i nie ma żadnego problemu!!!!! bo przecież dla dziecka to
                > nawet fajniej! Jak wychować naszych synów żeby oni nie zostawiali?????? jak
                > pokazać że tak nie wolno, że się krzwdzi człowieka w ten sposób, skoro WY
                mamy
                > za wszelką cenę próbujecie udowodnić swoim dzieciom w takich sytuacjach, że
                > przecież nic złego się nie stało???


                dlatego Mały od małego jest uczony tolerancji, reagowania na krzywdy innych
                szanowania dziewczynek, kobiet, młodszych
                innych ludzi

                liczę na to, że uda nam się Małego wychować na porządnego faceta
    • wojag Re: ogromny dylemat! poradzcie...!!! 04.01.07, 21:17
      wiesz co, jak zostawil mnie maz z malenkim parotygodniowym dzieckiem, myslalam,
      ze chcialabym poznac kogos, kto bedzie dla niego ojcem i do kogo on tak bedzie
      mowil, ale chyba zaczynam zmieniac zdanie.
      w swieta spotkalam sie z kolezanka, ona miala sytuacje taka, ze jej coreczka
      zaczela mowic do jej faceta "tato", oni sie pobrali, byli jakis czas
      malzenstwem, ale niestety rozwiedli sie i ten przybrany tatus zniknal z ich
      zycia. mala jest wyglupiona.
      mysle, ze jednak dziecko powinno do naszych nextow mowic "wujku" lub po
      imieniu, bo niestety nigdy nie wiemy, co los przyniesie... moze jest to
      okrutne, taki pesymizm, ale jestem realistka i najwazniejsze jest dla mie dobro
      mojego dziecka.
      moj maz tez przychodzi na widzenia i to jeszcze nie kazde, nie interesuje sie
      dzieckiem, nawet gdy jest chore, kiedy przychodzi do mnie wogole sie nie
      odzywa, albo tylko prowokuje klotnie, wiec calkowicie rozumiem, o co ci
      chodzi...musisz to przemyslec, ale mi na przyklad zycie pokazalo, ze niczego
      nie mozna byc pewnym, a juz napewno nie faceta.
      pozdrawiam
      • anetina Re: ogromny dylemat! poradzcie...!!! 04.01.07, 22:24
        tego też się obawiałam

        ale akurat M. nie jest tego typu typem
        więc mam pewność
      • alicja_wk Re: ogromny dylemat! poradzcie...!!! 05.01.07, 09:04
        > w swieta spotkalam sie z kolezanka, ona miala sytuacje taka, ze jej coreczka
        > zaczela mowic do jej faceta "tato", oni sie pobrali, byli jakis czas
        > malzenstwem, ale niestety rozwiedli sie i ten przybrany tatus zniknal z ich
        > zycia. mala jest wyglupiona.
        A ile jest takich sytuacji: wychodzimy za mąż, z tego związku rodzi się
        dziecko, które oczywiście do naszego męża mówi tatuś, potem nagle coś się
        psuje - rozstajemy się i ten biologiczny też nagle znika z naszego życia, nie
        interesuje sie, nie kontaktuje... po prostu przestaje dla dziecka istniec...
        Czy może w takiej sytuacji tez byłoby dla dziecka lepiej, gdyby w ogole do
        niego nigdy nie mówiło "tato", tak na wypadek gdyby nagle zniknął, bo przecież
        wtedy dziecko też "głupieje"?!

        > mysle, ze jednak dziecko powinno do naszych nextow mowic "wujku" lub po
        > imieniu, bo niestety nigdy nie wiemy, co los przyniesie... moze jest to
        > okrutne, taki pesymizm, ale jestem realistka i najwazniejsze jest dla mie
        > dobro mojego dziecka
        Wychodząc za mąż za swoich "ex" też nie planowałysmy rozwodu, bo w przeciwnym
        razie nie decydowałybyśmy się na ślub, prawda? Rodząc dziecko tez nie
        wiedziałyśmy, że zostaniemy z nim same, bo inaczej by go może nie było... a
        przecież żadna z nas nie chciałaby świadomie skazywać swojego ukochanego
        dziecka na życie w rozbitej rodzinie...
        Więc może lepiej, gdy tak "na wszelki wypadek" nasze dzieci do swoich
        biologicznych ojców też będą mówiły "wujku", bo przecież nie wiadomo co los
        przyniesie, a tak to w razie, gdyby nagle zniknął z życia naszego dziecka, to
        nie będzie ogłupiałe w tej sytuacji.

        Nie rozumiem skąd bierze się w was taka pewność, że biologiczny ojciec nigdy
        się nie odwróci od dziecka? Czy macie nadzieję, że nagle pokocha to dziecko,
        gdy was zabraknie, że tylko dzięki pewnym okolicznościom zacznie się nim
        interesować?! Przecież jesli tego nie robił przez całe dotychczasowe życie
        dziecka, to co musi się stać, aby nagle się zmienił? Nakaz sądowy? Poczucie
        obowiązku? Wyrzuty sumienia? Jeśli którykolwiek z tych powodów, to ja dziękuję
        za takiego ojca. W takiej sytuacji wolałabym już chyba, żeby zajęli się nim
        ludzie, którzy na prawde pragną tego dziecka i mogą je adoptować, którym los
        mojego synka nie będzie tak obojętny jak jego ojcu przez te wszystkie lata,
        kiedy go nie było.
        • wojag Re: ogromny dylemat! poradzcie...!!! 05.01.07, 12:42
          nie zrozumialas mnie; uwazam, ze dziecko powinno wiedziec, ze ma ojca
          biologicznego i to na tyle; ale jesli chodzi o nextow, to jak sobie to
          wyobrazasz, ze do kazdego nexta bedzie mowil "tato"? tak przynajmniej wie, ze
          ojca ma gdzies tam, a nie ze ma ich kilku, prawda?
        • wojag Re: ogromny dylemat! poradzcie...!!! 05.01.07, 12:44
          ja po prostu nie wierze facetom, oni po prostu sa, a za chwile ich nie ma... ja
          to wiem, a moje dziecko niekoniecznie
          • alicja_wk Re: ogromny dylemat! poradzcie...!!! 05.01.07, 12:57
            Myślę, że to nie do końca tak... Owszem są osoby niegodne zaufania, ale to
            chyba nie kwestia płci, tylko charakteru. Ale fakt-faktem, nasze dziecko zawsze
            pzostanie przy nas, a facet odejdzie, nie zależnie czy to biologiczny ojciec,
            czy nie.
            Masz rację z tym zwracaniem się do partnerów matki. Zawsze byłam tego samego
            zdania, tylko mi chodzi raczej o fakt bycia "ojcem", a nie o to, jak się kogo
            mianuje. Bo na to nie ma reguły i zarówno tak, jak biologiczny może być dla
            dziecka kims zupełnie obcym przez całe życie, tak jego ojczym może stać sie dla
            niego kimś tak bliskim, że nawet po ewentualnym rozstaniu z matką mogą zostać
            przyjaciółmi na resztę życia. Cały czas będę powtarzała, że nie więzy krwi
            decydują o tym, czy ktoś jest nam bliski, tylko więzi emocjonalne.
            • wojag Re: ogromny dylemat! poradzcie...!!! 06.01.07, 11:16
              no, teraz to sie calkowicie z toba zgadzam, po prostu sie nie zrozumialysmy!
              uwazam tak samo jak ty, tata jest ten, kto uczestniczy w wychowaniu dziecka, w
              opiece nad dzieckiem, kto jest wzorem dla dziecka, a ojcem biologicznym jest
              ten, ktory to dziecko sprowadzil na swiat i nic poza tym.
              ciesze sie, ze sie zrozumialysmy.
              pozdrawiam serdecznie!
      • samamama8 Re: ogromny dylemat! poradzcie...!!! 05.01.07, 09:39
        moj maz jakby nie bylo to ojczym dla mojego dziecka, a jak sama nazwa wskazuje
        ojczym to ojciec...
        wiec uwazam, ze dziecko ma prawo mowic tata jesli czuje taka potrzebe...
        oczywiscie caly czas bedzie wiedzialo, ze ma innego ojca biol. a ten go jedynie
        a moze az wychowuje...
        jest to zbyt male dziecko aby mu tlumaczyc te roznice, gdyby moj syn mial
        kilkanascie lat pewnie by nie mowil tata do mojego meza...ale to jest
        kilkuletnie dziecko!
        Nikt nie pamieta chyba, ze ojciec to nie tylko ten co "ofiarowal swoja
        komorke", ale rowniez ten który wychowuje...
        i nikt chyba nie pamieta, ze moje dziecko nie znalo swojego ojca wczesniej,
        nigdy nie mieszkalo z nim, moje dziecko nie wie co to tata, bo ten czlowiek
        zostawil nas zanim sie urodzilo! Zna natomiast od malenkiego mojego meza...i to
        on jest dla niego takim tata jak dla kolegow w przedszkolu tata z ktorym oni
        mieszkaja i z kim przychodza do tego przedszkola...
        a ten drugi??? nie mam pojecia jak odbiera te sytuacje moje dziecko, chodzi i z
        nim sie bawi co jakis czas...
        ]nie ma takiej opcji ze nie bedzie wiedzialo, ze ten jest biol. a ten go
        wychowuje...oczywiscie dowie sie jak bedzie starszy, jak zacznie pytac, jak sam
        zacznie troche rozumiec....i wtedy sam zdecyduje kto jest dla niego
        tym "bardziej tata".
        • samamama8 a poza tym.... 05.01.07, 09:45
          w sytuacji gdy dziecko wychowuje sie w niepelnej rodzinie, NIGDY JUZ NIE BEDZIE
          NORMALNIE...tak jak powinno byc, kazda sytuacja i wszytsko co bysmy zrobily dla
          naszych dzieci to juz i tak nie bedzie normalnie....trzeba zatem umiec wybierac
          te najbardziej normalne wyjscia z tych nienormalnych
          • alicja_wk Re: a poza tym.... 05.01.07, 09:50
            Właśnie tak! Sam fakt, że rodzice nie mieszkają razem juz nie jest normalny, a
            co za tym idzie nie ma pozytywnego wpływu na rozwój dziecka. Nawet jesli
            rodzcie nie sa po rozwodzie, a np. tutuś po prostu pracuje za granicą.
            P.S. Czy zaglądasz czasem na pocztę?
            • samamama8 Re: a poza tym.... 05.01.07, 09:51
              nie...ale zaraz zajrze
        • jowita771 Re: ogromny dylemat! poradzcie...!!! 05.01.07, 11:00
          samamama8 napisała:

          > moj maz jakby nie bylo to ojczym dla mojego dziecka, a jak sama nazwa
          wskazuje
          > ojczym to ojciec...

          a macocha to matka, jak sama nazwa wskazujewink
          • anetina Re: ogromny dylemat! poradzcie...!!! 05.01.07, 11:28
            tak nazwa wskazuje

            dlatego ja zawsze mówię, że Mały ma "ojca"
            a tatę sam sobie wybrał smile
Inne wątki na temat:
Pełna wersja