dzisiaj mu powiem..

IP: *.* 03.03.03, 16:02
hej dzielne i samodzielne dziewczyny!Potrzebuje wsparcia i odwagi... od 6 lat jestem Matką Polką - 6 letniej Julki...najwiekszego mojego skarbu i zona a w zasadzie mężem ..ha ha no tak wlasnie!Moj mąz jest typem niezrealizowanego artysty - przez 6.5 roku naszego malzenstwa przepracowal moze 6 miesięcy..ja jestem przysłowiowym "jedynym żywicielem" (brzmi koszmarnie!)przez pierwsze kilka lat staralam sie byc wyrozumiala ,wspierajaca istota i ukrywalam przed calym swiatem nieciekawa prawde ale moj mąż stawal sie z dnia na dzien co raz bardziej zazdrosny o wszystko i wszystkich...w pewnym momencie zauwazylam ze bardziej sie denerwuje wracajac z pracy niż przed spotkaniem z najbardziej stresujacym klientem...musialam przeciez byc w domu punktualnie co do minuty, jezeli byl korek , zepsute swiatla etc.dzwonilam do niego spod drzwi wlasnego mieszkania zeby powiedziec ze juz jestem i za 10 sek wszystko mu wyjasnie...a z drugiej strony marzylam zeby droga do domu byla jak najdluzsza...wracalam bo tam czekala na mnie julka! Kolejne awantury to sprawy "obowiazkow malzenskich" ktorych wypelnianie bylo najgorszym momentem wieczoru..brr! czulam sie jak czarna niewolnica z jakiejs amerykanskiej powiesci , ktora liczyla plamy na suficie i marzyla zeby jak najpredzej skonczyl...Dlaczego wytrzymalam tyle lat? ze strachu...on nie krzyczy ..nie bije ..jest mistrzem w psychicznym znecaniu sie...mam ciagle poczucie winy ze zrobil;am cos nie tak..on jest biedny i chory..niezrealizowany a ja jestem wstretna balaganiara, oziebla zona, beznadziejna matka ( musialam zerwac wszystkie znajomosci - bo JESTEM MATKA!)..powinnam siedziec z nim w domu a najlepiej gdybym zrezygnowala z pracy ( naprawde!!!) wtedy moglibysmy calymi dniami siedziec na kanapie , trzymac sie za raczki i ogladac tv ;-((( Dla niego zycie z zasilku i pomocy spolecznej - nie byloby problemem.Boje sie ...tego psychicznego terroru ( ostatnim razem sugerowal ze sie zabije jezeli odejde) a z drugiej strony nie wytrzymam juz ani jednego dnia wiecej...Trzymajcie za mnieTo zalosne co napisalam - nawet tego nie przeczytam...trzymajcie kciuki nieznane kolezanki...
    • Gość edziecko: Fuga [...] IP: *.* 03.03.03, 16:16
      Wiadomość została usunięta ze względu na złamanie prawa lub regulaminu.
      • Gość edziecko: nurzyn Re: dzisiaj mu powiem.. IP: *.* 03.03.03, 16:34
        wiesz..jak sie czyta to o czym sie myslalo przez dluuugi czas ..to dopiero wtedy wydaje sie to takie prawdziwe i proste!...dzieki! to naprawde dla mnie duzo znaczy...a ty poukladalas swoje zycie?
    • Gość edziecko: mikawi Re: dzisiaj mu powiem.. IP: *.* 03.03.03, 16:22
      uciekaj od niego, sama piszesz, że jest mistrzem w psychicznym znęcaniu. Prawda jest taka, że on jest zyciowym nieudacznikiem, a przy tym wygodnickim pasozytem i dobrze mu tak jak jest, przyzwyczaił się że ty zasuwasz, a on o nic nie musi się martwić. Zna przy tym Twoje czułe punkty i wie za ktore sznurki pociagnąć żebyś tańczyła jak on ci zagra. Dziewczyno, jesteś dorosłą, świadomą swojej wartości osobą i nie pozwól, żeby jakiś śmieć to zniszczył w tobie. Wzbudzanie poczucia winy - jakież to częste u typów, którzy nic w życiu nieosiągnęli, i to świat jest temu winny nie oni sami. Zostaw tę kulę u nogi, zacznij myślec o sobie. I bądź twarda w postanowieniu - tacy jak on, jak poczują że im się grunt osuwa zrobią wszystko żeby uśpić czujność swojej ofiary, nagle stanie się kochającym mężem, by - jak tylko wszystko wroci do normy - cała historia zaczęła się od poczatku. Zastanow się czego oczekujesz od faceta: żeby był twoim partnerem, czy pijawą żerującą na twoich uczuciach?
      • Gość edziecko: nurzyn Re: dzisiaj mu powiem.. IP: *.* 03.03.03, 16:38
        bede dzis zimnym twardzielem! ;-) Jak wszystko mi wyjdzie tak jak bym chciala jestescie zaproszone na "panienska" impreze.
        • Gość edziecko: Rosa* Re: dzisiaj mu powiem.. - do Fugi i "ofiar patriarchatu" IP: *.* 03.03.03, 17:06
          HejJa sercem z Wami, ale w kwestii formalnej...Fuga, a kto Cię w domu trzyma?Kochane, ja sama jestem typem : "psychiczna do resocjalizacji" tzn. od męza odejśc nie mogę i mam podobne problemy, co wy. Ale:1. To, co robię zależy ode mnie. Na razie zgadzam sie na to, wiec za to, ze cierpię równiez odpowiadam. 2. Skoro decyduję o własnym życiu to nie moge mieć do nikogo pretensji, czy tak? Mój mąż jest "be" ale ja przy nim nadal jestem (nie wnikając głębiej w problem, bo poświecilam temu juz parę postów) zatem nie napiszę, ze jestem ofiarą męskiej dominacji. Nie jestem. Mogę być ofiara własnych zludzeń i bezsilności, ale łańcuchem nikt mnie nie trzyma.To wszystko bardziej odnosi się do postu Fugi, niż do autorki głownego postu. Fuga, w Twoim poście zaniepokoiło mnie następujące stwierdzenie: "Zastanawia mnie dalczego mężczyżni, których natura uczyniła silniejszymi, żeby opiekować się kobietą i dzickiem wykorzystują swoją siłę aby tę kobiete maltretowaćDlaczego na siłę trzymają nas w domu, dlaczego terroryzują, dlaczego się wyżywają?nie wiem."Ja też nie wiem, zwłaszcza że wcale nie widzę, aby było to jakieś ogólne prawo. Jeśli odwołujemy sie do natury, to można tez napisać, ze natura stworzyła mężczyzn do poligamii, prawda? Dlatego ufam wychowaniu i kulturze, a nie biologicznej determinacji. Fuga, skąd Ci wychodzi, ze faceci nas maltretują? Zdarza sie, owszem. Ale nie jest to zasada od ktorej są wyjątki, czyż nie?Po co to piszę?Bo mam podobny problem, ale widze w nim drugie dno, tzn. siebie. I to, że czasem sie trwa w takim związku ze zwykłej masochistycznej chęci zrobienia sobie źle, albo w wyniku toksycznej miłosci. Ale jesli tak jest (i mówię otwarcie, ze mnie ten problem dotyczy więc nie rzucam w nikogo kamieniem) to warto powiedzieć o tym wprost, a nie odwoływac się do męskiej podłości i sadyzmu. Zauważyłam, ze dużo ostatnimi czasy "małżeńskiej martyrologii" a mało dystansu i autokrytyki.Rosa (masochistka i żona toksycznego męza ;) )
    • Gość edziecko: jos Re: dzisiaj mu powiem.. IP: *.* 03.03.03, 21:52
      Czesc!Niestety bywa tak, ze faceci ktorych spotykamy na swojej drodze, sa bardzo mocno pokaleczeni. Niestety swoje rany probuja leczyc (swiadomie lub nieswiadomie) kosztem innych ludzi. Niestety najczesciej ofiarami padamy my - biedne kobietki (takze czesto poranione). Z takich zwiazkow rodza sie male istotki - czy nie beda poranione i dalej w zycie nie poniosa jakiegos "chorego" schemaciku? Co prawda jeszcze nie bylam zamezna kobieta, ale ze zwiazku z ojcem mojego dziecka wyszlam - powiedzmy - nieco odmieniona. Z kobiety zadowolonej z zycia, za jaka inni mnie uwazali i ja siebie takze, po poltorej roku kochania Pana X stalam sie ... nawet nie wiem kim. Ciezko pracuje nad tym, zeby wrocic do zadowalajacej formy samej siebie.Staram sie takze dowiedziec co takiego jest we mnie lub czego nie ma, ze godzilam sie na to co mnie spotkalo ze strony Pana X. Nie bylo przemocy fizycznej, nawet jawnej przemocy psychicznej, bylo cos co zauwazylam za pozno - ten czlowiek nie potrafi kochac - nikogo - ani siebie, ani swego dziecka, nie mowiac juz o "kobietach jego zycia". Smutne jest to, ze tak naprawde chcialby byc kochanym i kochac, ale tego nie potrafi.Duzo jeszcze mogla bym przemyslen na ten temat snuc. Ale podumowujac mysle sobie, ze: - czesto spotykamy partnerow pokaleczonych emocjonalnie (mocniej lub slabiej) - warto zapytac sama siebie o swoje rany, w miare mozliwosci popracowac nad nimi - nie warto na sile leczyc ran drugiego czlowieka, on sam musi chciec to zmienic w sobie - ale napewno warto zadbac o to by nasze dzieci mialy swoje rany stosunkowo plytkie, nie leczyc wlasnych ran kosztem lub za pomoca dzieciJak to zrobic? Ja jeszcze nie wiem, ale szukam wlasciwej drogi.Chetnym goraco polecam ksiazki Susan Forward "Szantaz emocjonalny", Emocjonalna niedostepnosc", "On jej nie kocha, a ona za nim szaleje".Pozdrawiam,Jola
Pełna wersja