jak to jest z tymi Waszymi radami?????

02.01.07, 08:21
Na mój post padło mnóstwo zarzutów, że niby utrudniam kontakt mojemu dziecku
z ojcem, że nie robię nic...a przecież powinnam zapraszać tatuśka do domu,
robić mu kawę, udostępniać dom do wspólnych zabaw z dzieckiem, pozwalać
spacerować nawet w nocy, jak dziecko zechce - pozwolić mu nocować...dawać
dziecko najlepiej na cały weekend bo tatuś akurat teraz tak chce ... i że
niby to wszystko dla dobra dziecka! I kiedy ja piszę, że nie można do miłości
nikogo zmuszać, że to on sam OJCIEC musi chcieć, że on musi wykazać się
jakąkolwiek chęcia zainteresowania, że nie można prosić o zainteresowanie
nawet w imieniu dziecka! to Wy piszecie, że chce się pozbyć ojca, że mu
utrudniam itp.
A kiedy september_77 pisze, że ona sama chodzi, prosi się rozmawia z babcią,
nową partnerką aby ojciec interesował się jej dzieckiem piszecie jej, że to
nie ma sensu, że może tylko pogorszyć sytuację i wyrządzić jeszcze większą
krzywdę sobie i dziecku, że nie ma sensu zmuszać i prosić się jeśli druga
osoba nie chce??????

Więc jak to w końcu jest????
zawsze krytykować, zawsze na odwrót, bo tak jest fajnie, bo taka już nasza
natura, żeby krytykować, pouczać tak po prostu dla zasady?????
    • megan26 Re: jak to jest z tymi Waszymi radami????? 02.01.07, 08:25
      ja napewno cię nie krytykuję sama wychodzę z zalożenia że dziecko to nie
      zabawka i nie pozwalam by ojciec mojej córki bawił się nią kiedy tylko on ma
      ochote dziecko to przedewszystkim odpowiedzialnośc wielka i jeżeli ojciec tego
      nie zrozumie to nie będzie się spotykal z moja córką. Pozdrawiam cię
      • anetina Re: jak to jest z tymi Waszymi radami????? 02.01.07, 08:27
        pamietaj też jedno
        każda z nas przeszła to wszystko trochę inaczej
        niektóre dziewczyny znamy więcej
        możemy jej więcej napisać, dokładniej
    • samamama8 Re: jak to jest z tymi Waszymi radami????? 02.01.07, 08:28
      to nie chodzi o to, że nie można mnie krytykować, ależ bardzo proszę bardzo
      chętnie, krytyka buduje, ale pod warunkiem, że jest uzasadniona i konstruktywna!
      a nie na zasadzie, że ja piszę że nie robie nic...to wszyscy że źle!!! a
      september piszę że robi i że też źle!!!
      To jak dobrze?
      • megan26 Re: jak to jest z tymi Waszymi radami????? 02.01.07, 08:36
        dobrze to jest chyba tak jak nam dyktuje własne sumienie. Każda z nas powinna
        samodzielnie podejmować jakiekolwiek decyzje mając na wzgledzie dobro dziecka,
        ale tak naprawdę zawsze uczymy sie na błędach tylko żeby nasze dzieciaczki
        czasami nie ucierpiały na naszych błędach. I tu pojawia się pytanie jak tego
        uniknąc? chyba usimy być uczciwe w stosunku do dzieci i nie okłamywać ich nawet
        jeżeli prawda boli to powinny ją znać. Nie wiem tak mi sie wydaje ja mojej
        małej wszystko mówię i jak narazie jest dobrze. Oczywiście o kontakty z ojcem
        trzeba się starać ale przychodzi taki moment że nie mamy więcej siły i chyba
        wtedy należy odpuścić. I jeszcze raz powtarzam słowa które padły tu wiele
        razy Do miłości nie mozna zmusic. Pozdrawiam
    • kubowa Re: jak to jest z tymi Waszymi radami????? 02.01.07, 08:37
      to jest tak, że każda z nas ma swój rozum i sama wie jak chce to wszystko
      zorganizować i wie, czego jej dziecko chce. i każda ma inne doświadczenie. stąd
      rady są różne, nie bierz nic do siebie.
      jeśli chodzi o mnie, to po prostu nie utrudniałam ojcu kontaktu z dzieckiem, tak
      jak ustaliliśmy tak robiliśmy. jak się migał i kombinował to się nie zgadzałam.
      jak nie przyjechał na spotkanie i wcześniej go nie odwołał,nie pogadał z synem,
      to my dzwoniliśmy do niego, żeby się tłumaczył płaczącemu dziecku. nie byłam
      bardzo elastyczna muszę przyznać. ale dzięki temu po kilku latach on wie na czym
      stoi i dziecko też wie. nie zapraszałam go do domu (chyba, że młody miał kłopoty
      które należało przedyskutować)ale moje dziecko jest starsze, więc wychodzi do
      niego na weekend. no i mogłabym tak pisać i pisać, ale moja sytuacja jest
      całkiem różna od twojej, bo każda z nas jest inna, i każdy ojciec jest inny,
      więc nie oczekuj, że odpowiedzi na twoje pytanie będą identyczne i w dodatku po
      twojej myślismile)
      z drugiej strony, przez te kilka lat dorosłam do tego, żeby jednak iść exowi
      czasami na rękę. widzę, że młody żyć bez niego nie może, to zamiast siedzieć z
      posępnym młodym wolę go skierować do taty, gdzie nabierze radości na kolejne
      dni. ale znów: mój młody jest już doroślejszy no i zawsze był z ojcem bardzo
      związany... chcę tylko powiedzieć, że jak się skupisz na sobie i dziecku to
      zobaczysz, że kontakty z ojcem dziecka (jeśli im zależy) nie muszą być czymś, co
      uderza w ciebie osobiście.
      życzę ci dużo wewnętrznego spokoju i podjęcia właściwej dla was decyzjismile)
      • samamama8 Re: jak to jest z tymi Waszymi radami????? 02.01.07, 08:49
        tak właśnie myślalam, że będzie najlepiej, że na widzenia chodzimy, nie
        utrudniam tego, ale gdy widze, że mu nie zależy, że kłamie, odwołuje widzenia
        to chyba nie powinnam GO "zmuszać", prosić, nalegać, że on sam powinien chcieć
        spędzać czas z moim dzieckiem, że tylko wtedy to będzie najlepsze dla mojego
        dziecka! Nic na siłe! To wszyscy stwierdzili, że znalazłam sobie nowego a
        starego chce wymazać...a ja po prostu nie chce by moje dziecko było zabawką,
        lekiem na zaspokojenie własnych ambicji czy zasłoną na stwarzanie dobrego
        wizerunku "wzorowego ojca".
    • mafema Re: jak to jest z tymi Waszymi radami????? 02.01.07, 08:54
      Chciałam dopisać się do wcześniejszego wątku, ale zrobię to tutaj.
      Moje zdanie jest proste i niezmienne: nie powinnaś robić nic ponadto, co
      musisz. Jeśli wizyty są ustalone - po prostu ich nie utrudniać.
      Nie zgadzam się z opiniami, że to TY powinnaś biegać za tatusiem, inicjować
      rozmowy itp.
      Ojcowie nie są szympansami!!!
      Są ludźmi takimi jak my (no może trochę mniej zmęczonymi...), potrafią czuć,
      myśleć i wyciągać logiczne wnioski, muszą także ponosić naturalne konsekwencje
      swoich zachowań. Jeżeli tatuś skrzywdził mnie i mojego synka - mam ogromny żal,
      jeżeli jest agresywny - boję się o siebie i dziecko, jeżeli grozi i zastrasza -
      każde jego spotkanie z synem to dla mnie trauma... Trzeba ogromnej dojrzałości
      i wiele, wiele czasu, żeby "zneutralizować" te wszystkie negatywne,
      obezwładniające uczucia.
      To, że analizujesz swoje postępowanie - dobrze o Tobie świadczy (jako matce i
      jako człowieku).
      Pozdrawiam.
      m
      • virtual_moth Re: jak to jest z tymi Waszymi radami????? 02.01.07, 09:10
        mafema napisała:

        > Jeśli wizyty są ustalone - po prostu ich nie utrudniać.

        Tiaaa, zwlaszcza że te wizyty (już chyba 2 rok, nie pomne) odbywają się w RODK,
        a dziecko pyta czy "tatuś mieszka w RODK".
        Taka jest różnica między sytuacją autorki wątku a innymi, stąd rady takie a nie
        inne.
        • samamama8 Re: jak to jest z tymi Waszymi radami????? 02.01.07, 09:15
          tak zgadza się, tylko że tatuś też nic nie robi z tym, nawet nie
          próbuje....czemu na ulicy nie powie "cześć synu"??? tylko sie odwraca? bo
          najwyraźniej jemu to odpowiada...odgrywanie roli ojca za murami, gdzie nikt nie
          widzi, gdzie przyjedzie na dwie godziny, a potem udaje przed swoja rodzinka
          jakby mojego dziecka nie bylo!!! ja tez nic nie robie przyznaje, bo wydaje mi
          sie ze to ojciec powinien...a on nic...juz drugi rok...
          więc ja musze coś zrobić zwłaszcza gdy widzę że dla mojego dziecka to nie jest
          normalne! czyli albo to urwać albo rozwinąć, albo woz albo przewoz, albo sie
          jest ojcem albo nie...a nie tak troszeczke!
          • virtual_moth Re: jak to jest z tymi Waszymi radami????? 02.01.07, 09:24
            Sorry, ale od wałkowania po raz setny tego samego na forum sytuacji nie
            rozwiązesz. Rady dostałaś.
            Zmień nick i nic nie pisz o wizytach w RODKu, może wtedy przeczytasz to co
            chcesz.
            • samamama8 Re: jak to jest z tymi Waszymi radami????? 02.01.07, 09:33
              czyli dla Ciebie najgorsze z wszystkiego to to ze wizyty są w rodoku??? Powiedz
              prosze w takim razie gdzie sąd miał ustalic wizyty 10 miesiecznemu dziecku i
              ojcu ktory widzial go kilka razy w zyciu? na kazdy argument odpowiadasz tylko
              tym rodokiem! nie rozumiem troche ... byłas czy byles wogole w takim miejscu?
              pewnie nie?to sie moze zle kojarzyc tylko dlatego, ze jest to przy sadzie! poza
              tym to pokoj urzadzony dla dzieci, mnostwo zabawek, cieplo, deszcz nie kapie na
              glowe, psychologowie za drzwiami co daje pewne poczucie bezpieczenstwa np.
              matce, dziecko naprawde moze sie wybawic, wyszalec...tyle tylko ze sie nazywa
              rodok! I wierz mi mnostwo rodzin tam sie spotyka! wiec chyba mozna w sytuacjach
              awaryjnych, gdy nie ma innego wyjscia....
              • virtual_moth Re: jak to jest z tymi Waszymi radami????? 02.01.07, 09:41
                No to w czym problem tak w ogóle?
                Dziecko ma super warunki na WIZYTACH, tatuś poczucie, że się spełnia jako
                ojciec małym kosztem, Ty nie musisz dziada przyjmować u siebie ani z nim
                rozmawiac, to o co Ci w końcu chodzi?
                • samamama8 Re: jak to jest z tymi Waszymi radami????? 02.01.07, 09:55
                  rozpisywalam sie tyle ze nie mam juz sily pisac znow od poczatku, najwyrazniej
                  mnie malo uwaznie czytalas skoro nadal nie wiesz o co chodzi....chodzi o to czy
                  taki ojciec malym kosztem jest dobrem dla mojego dziecka ?!?!
                  • virtual_moth Re: jak to jest z tymi Waszymi radami????? 02.01.07, 09:56
                    samamama8 napisała:

                    > chodzi o to czy
                    >
                    > taki ojciec malym kosztem jest dobrem dla mojego dziecka ?!?!

                    NIE.
                    Co zrobic? NIC. Przecież zrobiłaś wszystko, co w Twojej mocy, prawda?
                    • samamama8 Re: jak to jest z tymi Waszymi radami????? 02.01.07, 10:14
                      a potrafisz ROZMAWIAC a nie odpowiadac ironia na każdy argument? Kazdy tak
                      potrafi wierz mi...
          • anetina Re: jak to jest z tymi Waszymi radami????? 02.01.07, 09:25
            w tym momencie eks nie jest ojcem

            to jest podobnie, jakbyś dziecko prowadziła do ojca na widzenia w więzieniu
            z tym, że eks poza godzinami "widzeń" jest na wolności
            • samamama8 Re: jak to jest z tymi Waszymi radami????? 02.01.07, 09:39
              w więzieniu???? spoko lekka przesada, gdyby to bylo tak jak Wam sie wydaje ze
              sie posyla dziecko do wiezienia z ojcem na kilka godzin a potem wychodza to
              chyba SAD KTORY DBA O DOBRO DZIECKA nie zasadzalby tam spotkan?!?!

              a czy nie byloby podobnie gdyby np. moja babcia zezwolila nam na spotkania u
              niej w domu i chodzlibysmy tam i by sie spotykali u niej w domu, albo gdyby
              ksiadz nam pozwalal spotykac sie w domu pariafialnym?taka bylaby roznica, ze u
              ksiedza nie byloby warunkow dla dziecka...ale by sie nazywalo dom pariafialny a
              nie rodok?! To tylko miejsce spotkan a nie wiezienie! dach nad glowa ktory
              umozliwia kontakty rodzicow z dziecmi w sytuacjach gdy te kontakty nie moga
              odbywac sie gdzie indziej (bo pod golym niebem nie zawsze sie da!)
              • anetina Re: jak to jest z tymi Waszymi radami????? 02.01.07, 10:22
                po pierwsze - nie atakuj nas
                rozmawiamy spokojnie
                chciałaś naszych opinii - dostałaś

                nam tylko chodzi o ten RODK- czy rzeczywiście nie ma innych miejsc?
                chociaż patrząc na swoją sytuację, też sąd by dał RODK
                • samamama8 Re: jak to jest z tymi Waszymi radami????? 02.01.07, 10:37
                  przeciez ja nie atakuje...probuje wytlumaczyc...wy naprawde nie spotkaliscie
                  sie nigdy z sytuacja gdy spotkania sa w rodoku????
                  • anetina Re: jak to jest z tymi Waszymi radami????? 02.01.07, 10:46
                    nie

                    a tym bardziej tak długo
                • kini_m Re: jak to jest z tymi Waszymi radami????? 02.01.07, 10:55
                  Samammo8, chyba nie dostrzegasz jednej głównej rzeczy:
                  O co komu tu chodzi?
                  Nie wczytywałem się w Twoje wcześniejsze posty, ale po krótkiej Twojej dyskusji z virtual_moth można prosto podać różnicę na jak różnych rzeczach Wam zależy.
                  Otóż virtual_moth zależy w pierwszej kolejności na stworzeniu szansy dla dziecka, a swoje poczucie godności i bezpieczeństwa do przyjmowania jakiegoś olewacza tatuśka chowa w kieszeń.
                  Natomiast Ty, samamo8 najpierw robisz wszystko by dla dbania o swoje poczucie bezpieczeństwa tatuśka wyseparować, wyekspediować jak najdalej (tu: do rodk) żeby był tam niemal jak zboczeniec pod okiem nadzoru sądowego (rodk to instutucja wymiaru sprawiedliwości, zresztą nieistotne jacy to służbiści), a dopiero po zagwarantowaniu sobie tego dopuszczasz do spotkań ojca z dzieckiem.
                  Nie zasłaniaj się proszę innymi rodzinami robiącymi w ten sam sposób. Bo to nie jest godny naśladowania wzór. A teraz Ty sobie wyobraź, że Tobie by ktoś pozwalał się spotykac z własnym dzieckiem wyłącznie pod nadzorem. Widzisz... może inne matki mają tyle wyobraźni żeby umieć siebie wyobrazić po odwróceniu ról. (Od razu zaznaczę - nie zasłaniajmy się tu myśleniem: a czy tatusiek może sobie wyobrazić ile ja wkładam wysiłku w opiekę.) Tobie tej wyobraźni brakuje. Bo u Ciebie panuje duży brak poczucia bezpieczeństwa, który chyba Cię paraliżuje w kontaktach z ojcem.
                  Tylko że moja droga, brak poczucia bezpieczeństwa to Twój osobisty problem (głównie wyniesiony wychowawczo z domu, a nie nabyty w związku). Ten problem rozwiązuje się np. na osobistej pracy z terapuetą. Ale Ty skutki tego problemu przekładasz na jakość kontaktu dziecko-ojciec, czyli musi być pod nadzorem. Dziewczyny tu bardzo dobrze porównują - do odwiedzin w więzieniu.

                  Natomiast sytuacja z september_77 jest całkiem nieporównywalna do Twojej - tam nie ma praktycznie w ogóle kontaktowego ojca. Więc problemem jest w ogóle zaistnienie kontaktu z ojcem (u Ciebie: tylko jakość kontaktu z ojcem). A to cakiem inna para kaloszy.
                  Aby September mogła zainicjować ten w ogóle brakujący kontakt z ojcem musiałaby zrobić extra dodatkowe podchody do ojca. I tego nikt od niej nie będzie wymagał. Ale jesli to zrobi to napewno kazdy ją pochwali z uznaniem.
                  Zaś u Ciebie -przy zainteresowanym, kontaktowym ojcu- wcale nie trzeba ponosić tyle extra dodatkowego wysiłku do zrealizowania kontaktu z ojcem.
                  Chodzi jedynie o to bys schowała swą dumę do kieszeni i pozwoliła spotykać się ojcu z dzieckiem w jego naturalnym środowisku.
                  Jeśli nie czujesz róznicy znaczenia spotykania w środowisku naturalnym a pod nadzorem, to już Ty masz poważny problem ze zrozumieniem istoty wychowania dziecka. (Pod nadzorem, niczym w klatce, to psa można wychowywać ale nie dziecko. A ojciec jest potrzebny właśnie do roli wychowawczej. Ponad Twoje i -notabene samego ojca- widzimisię.)

                  _________________
                  Bądź jak zegar słoneczny. Odmierzaj tylko pogodne godziny...
            • ma_dre Re: jak to jest z tymi Waszymi radami????? 03.01.07, 17:01
              a ojciec, ktory odsiaduje wyrok w wiezieniu przestaje byc ojcem??? Fajnie byc z
              Toba "na dobre i na zle"... uncertain
              • anetina Re: jak to jest z tymi Waszymi radami????? 03.01.07, 22:10
                porównałam sytuację
                nie oceniłam, czy ojciec jest ojcem

                czytaj ze zrozumieniem
              • pelagaa Re: jak to jest z tymi Waszymi radami????? 04.01.07, 07:37
                > a ojciec, ktory odsiaduje wyrok w wiezieniu przestaje byc ojcem???

                Przestaje byc ojcem, ktory moze cos pozytywnego dziecku przekazac i dac
                pozytywny przyklad, zazyczaj. Oczywiscie duzo zalezy od tego za co odsiaduje.

                > Fajnie byc z
                > Toba "na dobre i na zle"... uncertain

                Wybacz, ale wyskokow przestepczych nikt nie musi znosic. Za blady poniesione
                swiadomie przez ojca powienien odpowiedziec tylko ojciec, a nie dziecko i matka
                dziecka. Ja na "dobre i na zle" rozumiem w sytuacjach losowych, w ktorych
                nalezy sie wspierac. Jak kto swiadomie robi cos glupiego/korygodnego niech sam
                poniesie odpowiedzialnosc i nie wciaga to innych.
                • anetina Re: jak to jest z tymi Waszymi radami????? 04.01.07, 12:03
                  popieram smile
        • mafema Re: jak to jest z tymi Waszymi radami????? 02.01.07, 09:28
          Wiesz virtual_moth - w życiu zdarzają się różne sytuacje...
          Mój syn poznał ojca w połowie roku 2006, mały miał wtedy prawie 2 latka i przez
          2 miesiące mówił do niego "wujek" - czy to jest "normalne"? Nie. A czy to jest
          moja wina? Nie.
          Dlatego nie odważyłabym się krytykować żadnej matki za "mizerny" kontakt jej
          dziecka z ojcem, czego i Tobie życzę.
          Pozdrawiam
          m.
          • virtual_moth Re: jak to jest z tymi Waszymi radami????? 02.01.07, 09:37
            mafema napisała:

            > Dlatego nie odważyłabym się krytykować żadnej matki za "mizerny" kontakt jej
            > dziecka z ojcem, czego i Tobie życzę.

            Nie grozi mi krytyka, ponieważ zrobiłam wszystko, aby umożliwić ojcu mojego
            dziecka kontakty z nim, łącznie z kawkami, obiadkami, miłą atmosferą i
            przymykaniem oka na niepłacenie alimentów, MIMO ŻE wygodne to nie bylo dla mnie
            wcale. Wszystko to po tym jak szanowny tatuś olal mnie i córkę wybierając
            mężatke z dzieckiem, z którą to zresztą gził sie w dniu mojego porodu i
            wczesniej.
            Korona mi z glowy nie spadła, duma nie ucierpiała i wiem, że sie DA, tylko
            trzeba chciec, a nie jeczeć.
            • samamama8 Re: jak to jest z tymi Waszymi radami????? 02.01.07, 09:49
              twierdzisz ze ja jestem zla matka bo prowadza dziecko do rodoku na spotkania...?
              a tymczasem Ty robisz kawki i obiadki bylemu ktory nie dosc ze sie za bardzo
              nie interesowal ani Toba ani dzieckiem i pewnie dalej tego za bardzo nie robi,
              nie placi alimentow (co o wszystkim swiadczy)...
              i do czego to prowadzi? a czy czasem nie kieruje toba poczucie winy, ze zwiazek
              sie rozpadl, sorry ze to pisze, ale moze szukasz w sobie winy, ze twoj eks was
              zostawil i chcesz to teraz dziecku wynagrodzic! za wszelka cene chcesz by maly
              mial ojca, wiec robisz wszystko by te kontakty byly jak najczestsze...tylko czy
              to naprawde dla dziecka...czy moze dla siebie samej?! dla zaspokojenia
              sumienia, dla pokazania ze to Ty jestes ta dobra, wyrozumiala...
              ale pomysl jak to moze sie skonczyc dla dziecka, ktore nie bedzie dzieckiem
              cale zycie...
              ojca nie da sie zmusic do milosci...i przyjdzie taki dzien, ze dziecko
              wszystkiego sie dowie! dowie sie ze tatus nie chcial tylko mama nalegala, ze
              zebrala i prosila o jałmuzne, o spotkania raz na jakis czas a tatus tam gdzies
              ukladal sobie nowe zycie, albo ze tatus w koncu nie wytrzyma urwie kontakt bo
              bedzie mial wszystkiego dosyc...i co wtedy powiesz starszemu juz dziecku?
              • virtual_moth Re: jak to jest z tymi Waszymi radami????? 02.01.07, 09:53
                Hehe, dzieki za rozbudowaną psychoanalizębig_grin

                Ja problemu nie mam, za to poczucie, że zrobiłam wszystko, aby umożliwić
                kontakt ojca z dzieckiem. Ty także, jak sądze, masz komfort psychiczny.
                Wszystko gra zatem, nie wiem tylko po co kolejny wątek o problemie, ktorego NIE
                MA?
                • samamama8 Re: jak to jest z tymi Waszymi radami????? 02.01.07, 09:58
                  ja mam problem szkoda ze go nie rozumiesz....I moim zdaniem Ty tez masz
                  problem...bo nie masz prawa decydowac za swoje dziecko i nalegac na kontakty
                  zwlaszcza z ojcem ktory nawet nie chce na nie łożyc...
                  to dopiero zalosne...i udawanie na siłe ze wszystko jest w porządku, że dziecko
                  jest szczęśliwe, że mama wszystko zrobiła, że tata troche nie chce, ale mama go
                  naprostuje.... to dopiero altruizm z Twojej strony
                  • virtual_moth Re: jak to jest z tymi Waszymi radami????? 02.01.07, 10:19
                    Kochana, rozmawiać z ojcem mojego dziecka na temat kontaktów to ja przestałam
                    1,5 roku temu, JEDNAK próbowałam. Próbować można bowiem tylko do czasu, potem
                    staje się to bezcelowe, STĄD rady dziewczyn w innych wątkach.
                    Jednak twoja sytuacja jest "trochę" inna i nie zmienią tego twoje żałosne próby
                    wjeżdżania na mnie i na sposób, w jaki starałam się unormowac sytuację po
                    rozstaniu.
                    • samamama8 Re: jak to jest z tymi Waszymi radami????? 02.01.07, 10:26
                      nie probuję na Ciebie "wjeżdzać" i nie jestem dla Ciebie żadną "kochaną"
                      po prostu mam inne poglądy niż Ty...a czy to coś złego?! mnie nie przeszkadza
                      gdy ktoś krytykuje to co piszę, ale pod warunkiem, że jest to krytyka
                      uzasadniona a nie takie Twoje teksty typu "co robic ? nic. przeciez wszystko
                      zrobiłas"
                      po co ta ironia????
                      a potem okazuje się że nawet nie znasz dokładnie mojej sytuacji, bo pewnie nie
                      przeczytałas wszystkiego co napisałam...tylko pochopnie oceniasz
                      przeczytalas cos trzy po trzy i czepiasz sie tylko tego rodoku! chyba gdyby to
                      bylo TAKIE NIELUDZKIE sąd nie zasadzałby tam spotkan ani mojemu dziecku ani
                      zadnemu innemu...a w moim watku nie chodzi o miejsce spotkan tylko o ich
                      jakość...
                      • anetina Re: jak to jest z tymi Waszymi radami????? 02.01.07, 10:33
                        nie zasądzałby RODK, gdyby było inne miejsce
                        ale sam sąd też nie zdecyduje, żeby z tego RODK zrezygnować
                        naprawdę nie da się nic wymyśleć ?
                        • samamama8 Re: jak to jest z tymi Waszymi radami????? 02.01.07, 10:41
                          pewnie by sie dalo, tylko ze u nas jest tak ze ani on ani ja nie chce
                          ustapic...! On uwaza ze nie ma o czym rozmawiac bo mu sie wszystko nalezy i nie
                          bedzie mnie o nic prosil czy pytal, a ja do tej pory czekalam az on cos
                          zrobi...ale widze ze nic nie robi, nie bede dluzej czekala gdy widze ze dziecko
                          mowi ze tata tam mieszka...nie wiem co to bedzie...i jak znalezc
                          rozwiazanie...ale zobaczymy...sprobuje dzis z nim porozmawiac
                      • virtual_moth Re: jak to jest z tymi Waszymi radami????? 02.01.07, 10:43
                        samamama8 napisała:

                        > po co ta ironia????

                        Ponieważ nic do ciebie nie dociera, próbuję zatem innych znanych mi środków
                        wyrazuwink

                        > a w moim watku nie chodzi o miejsce spotkan tylko o ich
                        > jakość...

                        Każ wymieniać wystrój czy zabawki w pokoju w RODK na jeszcze
                        bardziej "domowe", naciskaj aby panie urzedniczki aby pogadały z eksem. Niech
                        przebierze się w kapcie i szlafrok, aby stworzyć domową atmosfere. Mozesz mu
                        też aktywnie potowarzyszyc, na przykład wesoło podspiewując w "kuchni" o ile
                        wygospodaruje się drugie pomieszczenie w rodk.
                        Jakość wizyt zapewniona bez konieczności gadania z eksemsmile
            • mafema Re: jak to jest z tymi Waszymi radami????? 02.01.07, 10:17
              No i brawo, chwała Ci za to!!!
              Zrobiłaś to, choć NIE MUSIAŁAŚ kiwać palcem.
              Podziwiam i gratuluję.
              Teraz masz się czym chwalić, możesz uważać się za "lepszą" i inne matki
              potępiać "w czambuł"...
              • virtual_moth Re: jak to jest z tymi Waszymi radami????? 02.01.07, 10:31
                mafema napisała:

                > Podziwiam i gratuluję.

                Nie ma czego podziwiać, dbanie o prawdidłowe relacje z drugim rodzicem po
                rozstaniu to PODSTAWOWY OBOWIĄZEK rodzica (matki czy ojca), czy nam się to
                podoba czy nie.
                • anetina Re: jak to jest z tymi Waszymi radami????? 02.01.07, 10:34
                  to ja podstawowego obowiązku jako matki nie spełniam

                  nie nachodzę eksa, aby zechciał poznać swoje dziecko big_grin

                  chyba nie jestem dobrą matką
                  • virtual_moth Re: jak to jest z tymi Waszymi radami????? 02.01.07, 10:54
                    anetina napisała:

                    > to ja podstawowego obowiązku jako matki nie spełniam
                    >
                    > nie nachodzę eksa, aby zechciał poznać swoje dziecko big_grin
                    >
                    > chyba nie jestem dobrą matką


                    Anetina, gdzie ja napisałam coś o "nachodzeniu"?
                    • anetina Re: jak to jest z tymi Waszymi radami????? 02.01.07, 11:08
                      sorry za to słowo
                      ale nie mogłam znaleźć innego

                      po prostu podsumowując tego typu wątki, najlepiej jakby matka z ojcem potrafili
                      usiąść przy jednym stole przy dziecku

                      ale zauważyłam, że takie sytuacje da się stworzyć w rozwidzionych rodzinach
                      ale nie ma przypadku, gdzie rodzice nie mieli ślubu

                      u mnie eks wyszedł z założenia
                      nic nie wiązało nas
                      a dla świętego spokoju całej naszej trójki, to lepiej bedzie, jak on się usunie
                      • kini_m Re: jak to jest z tymi Waszymi radami????? 02.01.07, 11:19
                        anetina napisała:
                        > ale zauważyłam, że takie sytuacje da się stworzyć w rozwidzionych rodzinach
                        > ale nie ma przypadku, gdzie rodzice nie mieli ślubu

                        Coś w tym jest.
                        Chociaż u mnie nieco inaczej było, niż piszesz u siebie Anetina.
                        Ja z kolei uważałem, że sytuacja cały czas nie dojrzewała do wzięcia ślubu. (Najkrócej mówiąc cały czas czułem się traktowany jako drugorzędny przez exię w jej życiu. Trwałość (właść: brak poczucia trwałości) związku jaką potrafiła wytworzyć exia, niosła za wizją ślubu zbyt małą pewność jego trwałości. Choć bardzo czekałem na moment, w którym mógłby już by nastąpić ślub. Próbowałem rozmawiać o swoich obawach z exią, ale ona chyba za bardzo nie rozumiała o czym mówa.
                        _________________
                        Bądź jak zegar słoneczny. Odmierzaj tylko pogodne godziny...
                      • virtual_moth Re: jak to jest z tymi Waszymi radami????? 02.01.07, 11:20
                        anetina napisała:

                        > ale zauważyłam, że takie sytuacje da się stworzyć w rozwidzionych rodzinach
                        > ale nie ma przypadku, gdzie rodzice nie mieli ślubu


                        Zebrało by się parę przypadków z tego forum. Ja częsciowo, ponieważ DOGADYWAŁAM
                        się z eksem przed jego ostatecznym wypłynięciem w niebyt, mimo wrecz
                        tragicznych i upokarzających dla mnie okoliczności końca naszego kilkuletniego
                        związku.

                        IMHO kwestia umiejętności dogadania się nie zależy od tego, czy było się
                        małżenstwem, tylko od dojrzałości i spojrzenia na sytuację DZIECKA w oderwaniu
                        od wzajemnych pretensji. Ja nie mówię, że to latwe, samej zabralo mi z pół
                        roku, by do tego dojść.
                • mafema Re: jak to jest z tymi Waszymi radami????? 02.01.07, 10:44
                  > Nie ma czego podziwiać, dbanie o prawdidłowe relacje z drugim rodzicem po
                  > rozstaniu to PODSTAWOWY OBOWIĄZEK rodzica (matki czy ojca), czy nam się to
                  > podoba czy nie.

                  A jednak z Twoich postów wynika coś innego: dbanie o prawidłowe relacje ojca z
                  dzieckiem to - według Ciebie - podstawowy obowiązek MATKI. Ja zaś mam inne
                  zdanie. Uważam, że nad swoimi relacjami z dzieckiem powinien (ciężko) pracować
                  OJCIEC i to jest JEGO obowiązek (często jedyny). Ja jako matka mam mnóstwo
                  innych obowiązków względem dziecka.
                  • virtual_moth Re: jak to jest z tymi Waszymi radami????? 02.01.07, 10:50
                    Ja mówię o realcjach MIĘDZY RODZICAMI, to jest podstawa.
                    Wiadomo, że jeśli ojciec nie będzie chciał się dogadać mimo prób matki, to nic
                    się nie zrobi. Ktos jednak musi pierwszy wyciagnąć rękę? Wystarczy chociaz
                    komunikat, ze jest się otwartym na rozmowy, kompromisy. Tylko to i AŻ to.

                    To, że ojciec widuje swoje dziecko w RODK to jest wina braku komunikacji na
                    linii matka/ojciec i O TYM właśnie mówię, a nie o błaganiu matki o kontakty.
              • mafema Re: jak to jest z tymi Waszymi radami????? 02.01.07, 10:34
                To co napisałam wyżej oczywiście było adresowane do virtual_moth.
                Co do RODK - spotkania w takim miejscu były zapewne ustalone z jakiegoś
                POWODU...
                • samamama8 Re: jak to jest z tymi Waszymi radami????? 02.01.07, 10:45
                  tak z takiego powodu ze gdy przychodzil do nas to znaczy do domu moich rodzicow
                  gdzie mieszkalismy wszczynal awantury, doszlo w koncu do tego ze powiedzial do
                  mojej mamy ze cyt. "jak nie wyjdzie z pokoju to jej jebnie"
                  no to go moja mama wygonila i od tamtej pory nie ma wstepu!!!
                  • kini_m Re: jak to jest z tymi Waszymi radami????? 02.01.07, 11:10
                    samamama8 napisała:
                    > tak z takiego powodu ze gdy przychodzil do nas to znaczy do domu moich
                    > rodzicow gdzie mieszkalismy wszczynal awantury, doszlo w koncu do tego ze
                    > powiedzial do mojej mamy ze cyt. "jak nie wyjdzie z pokoju to jej jebnie"
                    > no to go moja mama wygonila i od tamtej pory nie ma wstepu!!!

                    Za ostro powiedział, ale słusznie w ogólnym znaczeniu.
                    Bo jeśli dziadkowie wpieprzają się w kontakty rodzic-dziecko (choćby kontrolując je) - to tacy dziadkowie powinni być najlepiej wyekspediowani na księżyc, delikatnie mówiąc.
                    Gdy pisałem poprzedniego posta nie widziałem jeszcze tej Twojej wypowiedzi.
                    Ale właśnie ten Twój post potwierdził moje poprzednie podejrzenia - o braku poczucia bezpieczeństwa wyniesionym z domu.
                    Masz matkę silnie dominującą w domu, która zbyt mocno ingeruje w sprawy Twojego dziecka. De facto jej postawa,która zakończyła się takim słowami exa - nie jest to pomoc, ale "pomoc" (tzw. niedźwiedzia przysługa).
                    Pod tak zachowującą się matką wyrosłaś na upepioną kobietę, pozbawioną własnego poczucia bezpieczeństwa. Nie wiem czy jesteś zdolna to zrozumieć, ale niestety głównym źródłem zła w Twojej sytuacji jest prawdopodobnie Twoja matka. Zaś ty przenosisz swym brakiem poczucia bezpieczństwa dalej to zło na skutki wynikające dla dziecka, a prędzej także dla nietrwałości Twego związku.
                    Sorry, ale w tej całej sytuacji Twój ex jest godny podziwu że znosi upokorzenie spotykania z własnym dzieckiem pod obcym nadzorem.
                    ________________
                    Bądź jak zegar słoneczny. Odmierzaj tylko pogodne godziny...
                    • anetina Re: jak to jest z tymi Waszymi radami????? 02.01.07, 11:14
                      Kini_m powinieneś się ....

                      mam podobną sytuację
                      mieszkamy u moich rodziców
                      eks nie miał prawa (ani nikt inny) obrażać moich rodziców
                      eks Samejmamy nie miał praw jakiegokolwiek wyskoczyć na babcię swojego dziecka

                      jeśli ty to popierasz, nie dziwię się, że nie masz dostępu do swojej eks i
                      swojego dziecka
                      • kini_m Re: jak to jest z tymi Waszymi radami????? 02.01.07, 11:28
                        Nie Anetina, nie popieram.
                        Powiedziałem jasno - to są zbyt ostre słowa. (czytaj moje wypowiedzi)
                        Ja się tak nie zachowywałem. A od pewnego momentu widząc zachowania teściowej zacząłem nawet nosić dyktafon, widząc że ta kobiet jest zdolna do wszystkiego.
                        Natomiast zdecydowanie (uzywając jedynie parlamentarnego języka) sprzeciwiałem się samowolnemu stwarzaniu ograniczeń dziecku i mi przez kogokolwiek (matkę, teściową). I to je rozwścieczyło.
                        Ja takich słów nie uzyłem do teściowej.
                        Ale chyba nawet Ty jesteś sobie w stanie wyobrazić siebie w roli rodzica, któremu teściowa dyktuje warunki jeśli by u niej mieszkało Twoje dziecko.
                        No a czy będziesz po stronie teściowej czy dziecka....? Bo taka tesciowa na pewno nie chroni dobra dziecka, jeśli aktywnie ingeruje w rozdzielanie ojca i dziecka za jedno zdanie. Nie mydlimy sobie tu oczu pojedynczymy zdaniami. Bo nikt tu nie jest święty. Ty Anetina tez nie jesteś święta.
                        _________________
                        Bądź jak zegar słoneczny. Odmierzaj tylko pogodne godziny...
                        • anetina Re: jak to jest z tymi Waszymi radami????? 02.01.07, 11:35
                          nie jestem święta
                          tak jak każdy

                          ale nie pozwoliłam eksowi obrażać moich rodziców
                          za same słowa ma zakaz wstępu do domu moich rodziców
                        • anetina Re: jak to jest z tymi Waszymi radami????? 02.01.07, 11:36
                          Za ostro powiedział, ale słusznie w ogólnym znaczeniu.
                          Bo jeśli dziadkowie wpieprzają się w kontakty rodzic-dziecko (choćby
                          kontrolując je) - to tacy dziadkowie powinni być najlepiej
                          wyekspediowani na księżyc, delikatnie mówiąc.

                          a gdzie Samamama napisała, że dziadkowie się wtrącali
                          napisała, że eks wszczynał awantury

                          ty czytaj dokładniej
                          • kini_m Re: jak to jest z tymi Waszymi radami????? 02.01.07, 11:47
                            anetina napisała:
                            > a gdzie Samamama napisała, że dziadkowie się wtrącali
                            > napisała, że eks wszczynał awantury

                            Albo - teściowa chowa dumę do kieszeni i uznaje się że dziecko jest najważniejsze, nie wchodząc na łeb rodzicowi gdy jest z dzieckiem.
                            Albo - egzekwuje się swoje prawa kosztem dobra wnuka. I wtedy pod przyrywką swoich własnych praw ingeruje się ze szkodą w życie dziecka.
                            Zapewne nidgy się juz nie dowiemy co karygodnego zrobiła teściowa. Znamy tylko drugą połowę tej historyjki. Dobrze sobie zdaje sprawę, że samama8 wyparła już z pamięci jakim zachowanie zasłuzyła sobie teściowa (bezpośrednich przyczyn tej sytuacji jakoś nikt nie chce dostrzegać) - bo tak mają upepowione dzieci: w uwarunkowaniach przesadzonej lojalności wobec rodziców nigdy nie pamietają win rodziców, ale za to z nadmiarem wyobraźni pamiętają winy tych którzy przeciwstawili się ich rodzicom. Co więcej - często okraszając bujną fantazją zachowanie exów. Dobrze wiem jak exia okraszała bujną fantazją relacje jej rodzice-ona-ja. Po dłuższym podpytaniu jej wychodziło zazwyczaj że bardzo wiele dopowiadała sobie sama w wyobraźni i później w to wierzyła. Oj, Anetina...zbyt duzo posmakowałem osoby tak upepowionej, aby na pewne rzeczy juz być slepym....


                            _________________
                            Bądź jak zegar słoneczny. Odmierzaj tylko pogodne godziny...
                            • anetina Re: jak to jest z tymi Waszymi radami????? 02.01.07, 11:56
                              po prostu ty patrzysz na kobiety inną miarą
                              patrzysz, ze kazda z nas oszukuje
                              wyciąga kasę od eksa
                              nie pozwala widywac się z dzieckiem

                              obudź się
                              i pomyśl jedno, że ty też musiałeś nieźle narorabiać, ze eks ci nie pozwala na
                              kontakty z dzieckiem
                              bez powodu nic się nie dzieje
                        • anetina Re: jak to jest z tymi Waszymi radami????? 02.01.07, 11:38
                          No a czy będziesz po stronie teściowej czy dziecka....? Bo taka tesciowa na
                          pewno nie chroni dobra dziecka, jeśli aktywnie
                          ingeruje w rozdzielanie ojca i dziecka za jedno zdanie. Nie mydlimy sobie tu
                          oczu pojedynczymy zdaniami. Bo nikt tu nie jest
                          święty.

                          a ma ci napisac więcej zdań, którymi obraził eks !?
                          wystarczy jedno

                          ja nie toleruję złego słowa wypowiedzianego do osób, które kocham i szanuję
                          nie wybaczam takich słów

                          dlatego ja nie chcę kontaktu z eksem
                          a czy moje dziecko będzie chciało, to już jego sprawa
                          • kini_m Re: jak to jest z tymi Waszymi radami????? 02.01.07, 12:02
                            anetina napisała:
                            > a ma ci napisac więcej zdań, którymi obraził eks !?
                            > wystarczy jedno

                            I jeszcze niech napisze ile razy teściowa dawała w kość zięciowi, przygadywała przy dziecku, naruszła jego godność przy dziecku róznymi przytykami wychowawczymi. Wtedy dopiero będziemy mieli rzetelny obraz sytuacji, bez klapek na oczach. Obiektywnie.

                            > ja nie toleruję złego słowa wypowiedzianego do osób, które kocham i szanuję
                            > nie wybaczam takich słów

                            Jesli nie rozróżniasz nie tolerować od nie wybaczać - to jest to poważny problem.
                            Wsłuchaj się chocby w naukę kościoła, etyki, etc.
                            Niepoprwanych zachowań nie należy tolerować, ale nie ma takiej rzeczy której nie można by wybaczyć (x.J.Tischner)

                            Samo nie tolerowanie - polega na zaznaczeniu swojej postawy przez wyrażenie (np. "Nie życzę sobie takiego zachowania w moim domu") i odwróceniu się na pięcie.
                            Nie wybaczanie - będzie już zmierzało do bezwzględnego egzekwowania SWOICH praw, bez względu na prawa innych osób (tu: prawa dziecka do wspolnego bycia z rodzicem).
                            Jeśli by teściowa tylko poprzestała na nietolerowaniu - zaznaczeniu tego słowami. To by pokazała że umie schowac dumę do kieszeni, a zależy jej na tzw. dobru wnuka. Ale on pokazała że przede wszystkim liczy się JEJ godność.

                            Tylko że my tu Anetina mozemy sobie o gruszkach gadać, a najprawdopodobniej okoliczności są takie że problem zaczął się duuuużo wcześniej i przy tej tesciowej wnuk(czka) będzie miała przewsrane do końca dziećiństwa. najparwdopodobniej babka będzie notorycznie utrudniała i wspierała matkę w tym, aby na milimetr nie odpuścić ojcu.
                            A konflikt (nawet nieistone w jakich słowach - prawdzich lub wydumanych) będzie dla nich zawsze pożywką że ojciec jest be.
                            _________________
                            Bądź jak zegar słoneczny. Odmierzaj tylko pogodne godziny...
                            • anetina Re: jak to jest z tymi Waszymi radami????? 02.01.07, 12:14
                              kini_m napisał:

                              > I jeszcze niech napisze ile razy teściowa dawała w kość zięciowi,
                              przygadywała
                              > przy dziecku, naruszła jego godność przy dziecku róznymi przytykami
                              wychowawczy
                              > mi. Wtedy dopiero będziemy mieli rzetelny obraz sytuacji, bez klapek na
                              oczach.
                              > Obiektywnie.


                              widzisz
                              wystarczy jeden taki tekst
                              jeśli eks nie szanuje matki swojej dziewczyny
                              matki swojego dziecka
                              to dla mnie to nie jest człowiek
                              ma zakaz wchodzenia do domu - nie dziwię się


                              > > ja nie toleruję złego słowa wypowiedzianego do osób, które kocham i szanu
                              > ję
                              > > nie wybaczam takich słów
                              >
                              > Jesli nie rozróżniasz nie tolerować od nie wybaczać - to jest to poważny
                              proble
                              > m.
                              > Wsłuchaj się chocby w naukę kościoła, etyki, etc.
                              > Niepoprwanych zachowań nie należy tolerować, ale nie ma takiej rzeczy której
                              ni
                              > e można by wybaczyć (x.J.Tischner)


                              są takie rzeczy, które nie wybaczę
                              więc nie jestem regułą big_grin

                              >
                              > Samo nie tolerowanie - polega na zaznaczeniu swojej postawy przez wyrażenie
                              (np
                              > . "Nie życzę sobie takiego zachowania w moim domu") i odwróceniu się na
                              pięcie.
                              > Nie wybaczanie - będzie już zmierzało do bezwzględnego egzekwowania SWOICH
                              praw
                              > , bez względu na prawa innych osób (tu: prawa dziecka do wspolnego bycia z
                              rodz
                              > icem).


                              przykro mi, ale tu nigdy nie zrozumiesz racji kobiet
                              jak mam pozwolić widywać komuś dziecko, które nie szanuje jego babci !?



                              > Jeśli by teściowa tylko poprzestała na nietolerowaniu - zaznaczeniu tego
                              słowam
                              > i. To by pokazała że umie schowac dumę do kieszeni, a zależy jej na tzw.
                              dobru
                              > wnuka. Ale on pokazała że przede wszystkim liczy się JEJ godność.


                              jej godność
                              godność jej córki
                              godność jej wnuka

                              to wszystko łączy się
                              jeśli nie szanujesz babci swojego dziecka, matki dziecka, to oznacza, że i nie
                              szanujesz dziecko


                              >
                              > Tylko że my tu Anetina mozemy sobie o gruszkach gadać, a najprawdopodobniej
                              oko
                              > liczności są takie że problem zaczął się duuuużo wcześniej i przy tej
                              tesciowej
                              > wnuk(czka) będzie miała przewsrane do końca dziećiństwa. najparwdopodobniej
                              ba
                              > bka będzie notorycznie utrudniała i wspierała matkę w tym, aby na milimetr
                              nie
                              > odpuścić ojcu.


                              u mnie rodzice też by nie dopuścili "ojca" do dziecka
                              ja bym nie dopuściła
                              M. by nie dopuścił, a jeszcze dał po m...


                              tylko, że to jest nasza postawa do mojego eksa
                              dziecko nie jest w to wciągane


                              > A konflikt (nawet nieistone w jakich słowach - prawdzich lub wydumanych)
                              będzie
                              > dla nich zawsze pożywką że ojciec jest be.


                              rzeczywiście lepszy jest ojciec, który do dziecka mówi, wukończę twoją babkę,
                              matkę
                              super
                              ale masz człowieku podejście
                              • kini_m Re: jak to jest z tymi Waszymi radami????? 02.01.07, 12:27
                                O kurde. Mówił dziad do obrazu, a obraz ani razu.
                                Jeszcze raz. przy każdym zdaniu powtórzę to czego próbujesz nie widzieć.

                                anetina napisała:
                                > widzisz
                                > wystarczy jeden taki tekst
                                > jeśli eks nie szanuje matki swojej dziewczyny
                                > matki swojego dziecka
                                > to dla mnie to nie jest człowiek
                                > ma zakaz wchodzenia do domu - nie dziwię się

                                Wystarczy jeden tekst krytyki babki do ojca, a ojciec powinien zabierać dziecko z takiego domu.

                                > przykro mi, ale tu nigdy nie zrozumiesz racji kobiet
                                > jak mam pozwolić widywać komuś dziecko, które nie szanuje jego babci !?

                                Jak ma ojciec pozwolic mieszkać dziecku w domu, w którym godność któregokolwiek rodzica (np. ojca) nie jest szanowana?

                                > jej godność
                                > godność jej córki
                                > godność jej wnuka

                                Godność ojca.
                                Godność dziecka.
                                Ale z uporem maniaka próbujesz się nie domyslać, że teściowa wpierw pojechała po godności ojca.

                                > to wszystko łączy się
                                > jeśli nie szanujesz babci swojego dziecka, matki dziecka, to oznacza, że i nie
                                > szanujesz dziecko

                                Jesli nie szanujesz godności zięcia, to znaczy że nie szanujesz godności wnuka.

                                > rzeczywiście lepszy jest ojciec, który do dziecka mówi, wukończę twoją babkę,
                                > matkę super ale masz człowieku podejście

                                Rzeczywiście lepsza babka, która upokarza zięci a w obecności jego własego dziecka.

                                Anetina, jeszcze raz powtórzę - trezb abyć naiwnym aby nie domyslać się pierwszej częsci tej historyjki (części której przez ślepe upepowienie do babki nigdy razcej nie usłyszymy, ale naiwnością byłoby tego się nie domyslać).
                                Jak chcesz byc naiwna, Anetina, to sobie bądź. Ja powtarzał pewnych rzeczy po rwz trzeci nie będę. Koniec.
                                _________________
                                Bądź jak zegar słoneczny. Odmierzaj tylko pogodne godziny...
                                • anetina Re: jak to jest z tymi Waszymi radami????? 02.01.07, 12:37
                                  kini_m napisał:


                                  > Anetina, jeszcze raz powtórzę - trezb abyć naiwnym aby nie domyslać się
                                  pierwsz
                                  > ej częsci tej historyjki (części której przez ślepe upepowienie do babki
                                  nigdy
                                  > razcej nie usłyszymy, ale naiwnością byłoby tego się nie domyslać).

                                  hihihi
                                  ty nie znasz całej sytuacji
                                  więc nie oceniaj tego
                                  ja wiem, co u mnie się działo
                                  i domyślam się, że podobnie jest u Samomamy

                                  więc nie jestem naiwna
                                  bo znam sytuację z każdej strony

                                  ale ty widocznie próbujesz bronić swojej racji
                                  bo jesteś biedulek, bo dziecka nie pozwalają ci widywać
                                  ciekawe, dlaczego takiemu porządnemu człowiekowi zakazują kontaktu !?



                                  > Jak chcesz byc naiwna, Anetina, to sobie bądź. Ja powtarzał pewnych rzeczy po
                                  r
                                  > wz trzeci nie będę. Koniec.


                                  ok

                                  _________________
                                  > Bądź jak zegar słoneczny. Odmierzaj tylko pogodne godziny...
                      • kini_m Re: jak to jest z tymi Waszymi radami????? 02.01.07, 11:37
                        anetina napisała:
                        > mam podobną sytuację
                        > mieszkamy u moich rodziców
                        > eks nie miał prawa (ani nikt inny) obrażać moich rodziców
                        > eks Samejmamy nie miał praw jakiegokolwiek wyskoczyć na babcię swojego dziecka

                        Za stosunki w swojej rodzinie zawsze odpowiada rodzic. (Dziecko nigdy nie jest winne, chyba że wtórnie - jako "oddawanie" rodzicem tego czego się od nich "nauczyło".)
                        Tak samo za stosunki w domu zawsze odpowiada gospodarz. (Tu się wiele nie zmienia). Jeśli teście nie potrafią sobie ułożyć stosunków z zięciem, zięciową - to jest to wina teściów.
                        Jest takie proste powiedzenie: "Madry ustępuje głupszemu". I zachowuje ono wiele racji. Jak widać tu teściowa chciała pokazać tylko jedno: kto tu rządzi! Postawa godna nasladowania, zaprawdę?
                        _________________
                        Bądź jak zegar słoneczny. Odmierzaj tylko pogodne godziny...
                        • anetina Re: jak to jest z tymi Waszymi radami????? 02.01.07, 11:50
                          kini_m napisał:

                          > Tak samo za stosunki w domu zawsze odpowiada gospodarz. (Tu się wiele nie
                          zmien
                          > ia). Jeśli teście nie potrafią sobie ułożyć stosunków z zięciem, zięciową -
                          to
                          > jest to wina teściów.


                          wina teściów !?
                          może u ciebie !?
                          chociaż wątpię
                          u mnie czy u Samomamy (jest podobna sytuacja) - winę ponosi eks
                          nie po to przychodzi do domu czyjegoś, aby obrażać gospodarzy
                          chce odwiedzić dziecko, byłą, ok
                          ale przy tym nie muszą padac komentarze typu - zabiję teściową, pier... się
                          babka i tego typu


                          > Jest takie proste powiedzenie: "Madry ustępuje głupszemu". I zachowuje ono
                          wiel
                          > e racji. Jak widać tu teściowa chciała pokazać tylko jedno: kto tu rządzi!
                          Post
                          > awa godna nasladowania, zaprawdę?


                          chyba sobie żartujesz, że teściowa ma przejść do porządku dziennego, gdy
                          została obrazona we własnym domu przez młodszego

                          ja nie pozwalam na takie zachowanie


                          tak samo bym się zachowała, gdyby za ileś lat Mały przyprowadził dziewczynę
                          która by mnie obraziła czy M.
                          nie toleruję i nie będę tolerować
                          • kini_m Re: jak to jest z tymi Waszymi radami????? 02.01.07, 12:08
                            anetina napisała:
                            > wina teściów !?
                            > może u ciebie !?
                            > chociaż wątpię
                            > u mnie czy u Samomamy (jest podobna sytuacja) - winę ponosi eks
                            > nie po to przychodzi do domu czyjegoś, aby obrażać gospodarzy
                            > chce odwiedzić dziecko, byłą, ok
                            > ale przy tym nie muszą padac komentarze typu - zabiję teściową, pier... się
                            > babka i tego typu

                            Czy Ty ślepa jesteś Anetina???
                            Czy myślisz że ex ot, tak sobie ni stąd ni zowąd - walnął taki tekścik???
                            Czy Ty myslisz, że on przychodził do tego domu w celu obrażaniu teciów????
                            Naprawdę tak trudno się domysleć, że teściowa już czekała na tego ojca z ujadaczką i wzrokiem nadzorcy nad jego własnym dzieckiem????
                            Jak długo będziesz dostrzegała wyłącznie drugą część tej historyjki?
                            _________________
                            Bądź jak zegar słoneczny. Odmierzaj tylko pogodne godziny...
                            • kini_m Re: jak to jest z tymi Waszymi radami????? 02.01.07, 12:15
                              I powiem jasno - nie bronię tu tekstu, jakiego uzył ex.
                              Ale jasno winię teściową. Trzeba nie znać życia, aby nie umieć zdawać sobie sprawy że ta teściowa juz tylko czekała od progu z nastawieniem aby pokazywać kto tu rządzi. I miała głęboko w dupie że ojciec przeszedł tu do dziecka. Chciała być tylko nadzorcą. Żadna inna myśl jej nie przyświecała. To taki typ, który rozumie dobro dziecka jedynie przez pryzmat swojego rządzenia. A dodatkowo przekazuje taki sposób zachowania swemu dziecku. Ten wnuk(czka) ma przesranie już do końca życia wychowując sie pod takim wpływami, o ile samamam8 nie odpepni się od takiej babki i nie zrobi tego co sama mówiłaś - usiąć WE DWOJE z ojcem do stołu i zacząć gadać.
                              Na razie spadam. Pozdrawiam.
                              _________________
                              Bądź jak zegar słoneczny. Odmierzaj tylko pogodne godziny...
                              • samamama8 Re: jak to jest z tymi Waszymi radami????? 03.01.07, 11:53
                                nie mam już sił ciagle tłumaczyc bo tego wszystkiego jest naprawde dużo!
                                napisalam jeden przyklad...a kini_m dorobil cała bajke!
                                Kini_m nie masz racji...nie chce mi sie znow rozpisywac
                                ale wedlug Ciebie wychodzi na to ze zawsze ofiara jakiejkolwiek przemocy jest
                                winna bo pewnie sprowokowala kata! Ten czlowiek wyrzywal sie psychicznie na
                                mnie...wszystko mu przeszkadzalo, mnie wyzywal, nasmiewal sie z mojej rodziny,
                                a to z moja mama to tylko ostatni gwoźdź ktory zadecydowal...jak ja mu mowilam
                                ze jak sie mu tu nie podoba to niech nie przychodzi mowil, ze przeciez tu jest
                                jego syn i ma prawo tu byc i robic co sie mu podoba!
                                a moja mama nalezy do osob ktore sie nie wtracaja! Ona zawsze mi powtarzala ze
                                ona mi nic nie moze mowic zebym nie miala do niej nigdy zalu! Ze sama powinnam
                                podejmowac decyzje...
                                wiem ze kazdy kij ma zawsze dwa konce...ze on pewnie ma swoja teorie.

                                a to ze te spotkania sa w rodoku to nie moje widzi misie
                                sad nie podjalby takiej decyzji, gdyby nie mial jakichs podstaw do tego!
                                (mialam dowody w postaci smsow, ze ten czlowiek sie znecal nade mna
                                psychicznie, ze wysylam mi smsy z pogrozkami, ze wyzywal rowniez i w smsach!)
                                jest to dla mnie bardzo osobiste dlatego nie chce pisac dokladnie co sie
                                dzialo, ale byly takie momenty ze ja sie balam wyjsc z dzieckiem na spacer,
                                zeby go nie spotkac, wiec siedzialam z wozkiem pod oknem, mnie chodzilam
                                nigdzie sama!

                                Teraz nie mieszkam z rodzicami, wiec pewnie moglby przychodzic do domu...tylko
                                ze ja sie po prostu boje ze historia sie znow powtorzy, a ja naprawde nie mam
                                sil dluzej tego znosic!
                                Kurator moze i bylby wyjsciem tylko na jak dlugo?
                                w rodoku bynajmniej wiem ze nic mi nie zrobi bo sa kobity za sciana...czy ja
                                nie mam prawa czuc sie bezpiecznie?????????

                                kazdy w kolko powtarza ze jestem matka i powinnam schowac dume do kieszeni dla
                                dobra dziecka
                                jestem w stanie zrobic wszystko dla dobra dziecka! ale DLACZEGO NA MILOSC BOSKA
                                TEN CZLOWIEK NIE MUSI NIC ROBIC? WRECZ PRZECIWNIE WYZYWAC, UBLIZAC, NIE
                                PROBOWAC NAWET SIE DOGADAC

                                DLACZEGO TYLKO JA MAM CALE ZYCIE PONOSIC KONSEKWENCJE TEGO ZE MAM DZIECKO A ON
                                NIE ROBI ZUPELNIE NIC BY ULATWIC...TYLKO CALY CZAS JAKBY CHCIAL UTRUDNIC!!!!

                                najlepiej zrobic dziecko odwrocic sie do gory tylkiem i lezec i czekac, az
                                przyjde do niego z wyciagnieta reka!
                                dlaczego tak ma byc?????

                                wiem dlaczego... bo ja kocham swoje dziecko...
                                tylko to tak cholernie trudne!!!!!!!!!!
                                • mafema Re: jak to jest z tymi Waszymi radami????? 03.01.07, 12:03
                                  Rozumiem Cię jak nikt inny, ja także trzęsę się ze strachu przed każdym
                                  spotkaniem. I nikt nie zmusi mnie w tej chwili do rozmów z moim dręczycielem,
                                  nie pozwala mi na to choćby instynkt samozachowawczy. Kobiety, które nie
                                  doświadczyły przemocy psychicznej i agresji (nie "braku szacunku", ale AGRESJI
                                  właśnie!!!) - nigdy tego nie zrozumieją...
                                  Dla dziecka MUSISZ być silna i spokojna. Nie musisz robić nic za ojca. Masz
                                  prawo czuć się bezpiecznie. KROPKA.
                                  Pozdrawiam, m.
                                • bella67 Re: jak to jest z tymi Waszymi radami????? 03.01.07, 14:15
                                  Weź pod uwagę, że jak w gre wchodzą negatywne emocje to wiele złych rzeczy się
                                  mówi, niekoniecznie które tak naprawdę się mysli. Wiele zalezy od tego jak Ty
                                  się zachwujesz w stosunku do eks, jak rozmawiacie ze soba, jak reaguje rodzina,
                                  czy sie wtrąca i jaki to ma wpływ. Często jest tak gęsta atmosfera,
                                  wypowiedziane w złości słowa i tak samo jak Ty masz żal, za pewne zdania eksa to
                                  tak samo i on może o Tobie tak mysleć. Ja wierz mi też byłam straszona (
                                  oczywiście nie znam twojego eks) łacznie z tym, że stać go z racji finansów na
                                  dobrego adwokata, odebranie dziecka, sądzenie sie, zero alimentów, bo zawiesi
                                  działalnośc firmy, wywiezie syna za granice, że zostanę odstrzelona, bo zna
                                  wielu ludzi którzy to zrobią( zna faktycznie) itp. Jak emocje mijają, ja inaczej
                                  rozmawiam to i inna jest rozmowa. Jeszcze nie mamy rozwodu choć mieszkamy
                                  osobno, pieniądze bez wyroku wpływaja na konto, umowe notarialna na alimenty mam
                                  - bez problemów, pozem napisany razem- odwiedziny( bylo, że jak cos będe
                                  świrowac, to wogole zerwie kontakty, więc wole miec ustalone na piśmie), a jak
                                  cofne się w czasie, to to co usłyszałam to glowa boli. Oczywiście zdaje sobie
                                  sprawe, że róznie z tym może być, może wyjechac( jest taka opcja), może sie
                                  wiele zmienić jak eks bedzie maił nowa rodzine- dlatego czytuje nie tylko to
                                  forum, ale tez i macochy, żeby umieć wczuć się jak to może wyglądać. Na
                                  spokojnie, bez emocji, żeby było nam dobrze- mi i synowi, a aby bylo dobrze i
                                  synowi, to musze tez iśc na pewne kompromisy z eks męzem- coś za coś. Bela
                                • chalsia Re: jak to jest z tymi Waszymi radami????? 03.01.07, 16:49
                                  Teraz nie mieszkam z rodzicami, wiec pewnie moglby przychodzic do domu...tylko
                                  > ze ja sie po prostu boje ze historia sie znow powtorzy, a ja naprawde nie mam
                                  > sil dluzej tego znosic!
                                  > Kurator moze i bylby wyjsciem tylko na jak dlugo?
                                  > w rodoku bynajmniej wiem ze nic mi nie zrobi bo sa kobity za sciana...czy ja
                                  > nie mam prawa czuc sie bezpiecznie?????????

                                  czyli kurator też nie??
                                  No to nic Ci nie dogodzi w takim razie. Bo TY PO PROSTU NIE CHCESZ tak naprawdę
                                  NIC zmienić.
                                  Chalsia
                                • kini_m Re: jak to jest z tymi Waszymi radami????? 03.01.07, 18:15
                                  Samamamo, powiem wprost bez ogródek - tak ogólnikowe zarzuty jakie Ty podajesz słyszałem i nadal w sądzie kłamliwie w sądzie z ust mojej b.Pani.
                                  Też na kazdej rozprawie, na której sąd udziela głosu słyszę że stosowałem taka i owaką przemoc. Prawda wygląda na odwrót - to ja miałem wyrywane włosy z głowy, to o ojcu córka wielokrotnie słyszała że cham i h.. (po 20x dziennie).
                                  Powiem po czym wydaje mi się rozpoznaje Twój problem -
                                  1.Używasz ogólnikowości, nośnych haseł (np. przemoc) nie podając żadnych faktów i myślisz że to już wystarczy. (w przeciwieństwe ja Ci mogę ze szczegółami podać gdzie i w jakich okolicznościach moja b.Pani stoswała przemoc).
                                  2.masz niskie poczucie bezpieczeństwa. A najbardziej agresywni są zawsze ludzie którzy się boją. (Np. sięganie za butelkę przez alkoholika łączy się z jakąś jego własną obawą.) Człowiek który byłby tylko wyłącznie ofiarą, nie odpowiada ograniczaniem praw drugiej osobie. Nie wiem czy też stosujesz przemoc (wykorzystujesz niektóre formy przewagi), czy tylko walczysz agresywnie (występuje jakaś równowaga sił) - ale ograniczanie bycia wspólnego dziecko i ojca jest formą ataku.
                                  3.powołujesz się tym razem na jego pogróżki w smsach. Znam podobną sytuację od mojej b.Pani. W sądzie złożyła wszystkie listy jakie do niej napisałem z próbami porozumienia. Podkresliła w nich mój zwrot "moja droga", itp. Jednocześnie próbując wmówić sądowi że jest to dowód na to, że traktuję ją jako swoją własność i usiłuje wpływac na jej życie.
                                  Więc prosze konkrety, szczegóły - treści smsów, a nie ogólniki lub hasła.

                                  Wtedy będzie dopiero można stwierdzić czy to przemoc, groźba.
                                  Czy tylko wyraz waszej konfrontacji, walki, sporu.

                                  Twierdzisz że Twoja się nie wtrąca.
                                  Wywalenie zięcia od własnego dziecka jest, było i będzie forma wtrącania.
                                  Samo, czyste nietolerowanie - juz napisałem jak powinno wyglądać, do czego się ograniczać.

                                  I niestety cały czas nie dostrzegasz, że największe konsekwencje ponosi dziecko. Po drugie cierpi ojciec - odebrano mu najwazniejszą osobę w życiu.
                                  Twoja sprawowana opieka nad dzieckiem... czyzbyś Ty tu straciła najwięcej w stosunku do poprzedniego stanu sytuacji sprzed rozejścia się???
                                  Wątpię.
                                  Ale siebie postrzegasz jako najbardziej pokrzywdzyną. (Niestey to stała cecha przmocowców - "ja jestem najbardzie pokrzywdzony/a").
                                  Nie zmuszam Cie do zgadzania się z tymi informacjami. Przedtawiłem co widzę. Jesteś matką utrudniającą kontakt własnemu dziecku z jego ojcem, a wykorzystujesz jeszcze do tego jeszcze bezduszność sądu. (bo sądy są bezduszne - jedna z dziewczyn powyżej już o tym wspomnniała)
                                  Sorry, że nie piszę zbyt przychylnie Tobie. Ale i tak Ciebie pozdrawiam. Życzę abyście krok po kroku zbliżali się z tatą dziecka do wspólnych rozwiązań. To dla dziecka (nie mysl że to w prezencie dla kogoś, kogo uważasz za drania - bo takim myśleniem nic dobrego nie zdziałasz).
                                  Pozdrawiam

                                  _________________
                                  Bądź jak zegar słoneczny. Odmierzaj tylko pogodne godziny...
                                  • pelagaa Jaka szkoda... 04.01.07, 07:42
                                    > (Niestey to stała cecha przmocowców - "ja jestem najbardzie pokrzywdzony/a").

                                    Jaka szkoda, ze kini nie odnosi do siebie niektorych swoich stwierdzen i sie
                                    sam nad nimi nie zastanawia...
                                  • samamama8 do kini_m 04.01.07, 11:54
                                    Kini nasze przykre doświadczenia sprawiają, że patrzymy na ludzi przez pryzmat
                                    naszych doświadczeń. Ludzie, którzy spotkali się z niezyczliwością od innych
                                    ludzi będą uważali że wszyscy są tacy. Ty jak piszesz spotkałeś nieodpowiednią
                                    kobietę i dlatego teraz wszystkie kobiety oceniasz miarką swoich doświadczeń,
                                    przyznaję ja też nie potrafię uwierzyć w to że są faceci którzy pomimo
                                    rozstania naprawdę kochają swoje dzieci! Po prostu chyba nigdy w to nie uwierzę
                                    i już! Dlatego, że ja czegoś takiego nie zaznałam....dlatego Ty mnie w ten
                                    sposób oceniasz, chociaż mnie nie znasz! Choć napisze jedno slowo...Ty
                                    dorabiasz resztę, bo jesteś pewien, że tak właśnie było...tak jak u Ciebie!
                                    Tymczasem nie bierzesz pod uwagę że może tak jak Ty trafiłeś na nieodpowiednią
                                    kobietę tak może ja trafiłam na nieodpowiedniego faceta!
                                    trudno mi o tym mówić, pisac również, ale jak chcesz przykładów tej niby
                                    przemocy?
                                    proszę bardzo....
                                    wszystko mu przeszkadzało, że mój tata za głośno ogląda telewizję, że do mojej
                                    mamy przyszła koleżanka i że pewnie go obgadują i że nie moga przychodzić
                                    koleżanki bo to ponoć przeszkadza dziecku, do moich rodziców mówił po imieniu
                                    bo twierdził, cyt. że jest dorosły i rozmawia jak dorosły z dorosłymi,
                                    naśmiewał się z moich rodziców, że mama jest głupia bo ma tylko wykształcenie
                                    podstawowe a jego mama jest najmądrzejsza bo skończyła szkołe średną! Mówił, że
                                    żon to może mieć dziesięć a mamę ma tylko jedną i że mamy zawsze będzie
                                    słuchał! Że do mnie nie może dzownić tel. bo przeszkadza dziecku?! Bo jak raz
                                    jak dziecko usnęło on wyciągnął książki i zaczął czytać więc ja się położyłam
                                    obok dziecka i zamknęłam oczy więc on zaczął się wyrzywać, że jestem leniem,
                                    próżnakiem że nic mi się nie chce robić, że powinnam się wziąć za coś a nie
                                    cały czas spać (to był jeden raz gdy przy nim przymknęłam oczy w ciągu dnia a
                                    było to jakieś dwa tygodnie po porodzie!), że jak raz gdy karmiłam małego
                                    zaczęłam mu coś tam nucić i lekko się kołysać to zaczął mnie wyzywać od
                                    idiotek, że ponoć tańczę przy karmieniu a nie wolno mi się wtedy ruszać bo to
                                    przeszkadza dziecku ( dziecko wtedy siedziało przy cycu czasem nawet godzinę!!!)
                                    Kiedyś jak karmiłam małego siedząc do niego tyłem odwrócona, siedział za mną z
                                    tyłu i szeptał do ucha cyt. "jesteś frańcą, słyszysz? zapamiętaj to sobie do
                                    końca życia, że jesteś frańcą"
                                    Naśmiewał się często z mojej rodziny, że jesteśmy biedni, wyzywał od dziadów
                                    mówił, że "ja już w tej chwili mam dwa razy więcej niż cała Twoja rodzina razem
                                    wzięta"
                                    Śmiał się z mojego ojca, który jest niski i szczupły ( a on potęzny i wysoki)
                                    że przecież nikt by mu w tym domu rady nie dał, że nikt by mu nic nie
                                    zrobił...wogóle cały czas twierdził, że skoro tu mieszka jego syn to ma prawo
                                    tu przychodzić kiedy chce i robić co chce! Że ja powinnam być teraz dla niego
                                    miła, żeby się chciał ze mną ożenić! Jak móiłam, że jak się mu tu nie podoba to
                                    nie musi przychodzić to śmiał mi się w oczy i mówił, że ma do wszystkiego prawo
                                    bo to jego syn!Że jakbym go nie wpuściła to by przyszedł z siekierą i drzwi
                                    wywarzył...przychodził kiedy chciał i o której chciał, nie pytał wcześniej, ani
                                    nawet nie informował...po prostu przychodził...kiedyś przyszedł o 8 rano jak my
                                    jeszcze obydwoje spalismy, bo powiedział, że później nie będzie miał czasu...

                                    a ja siedziałam jak idiotkai słuchałam tego wszstkiego, w środku ryczałam jak
                                    bóbr, a na zewnątrz nie miałam siły by do niego cokolwiek mówić, by odpowiadać
                                    na te wszystkie głupoty, nie miałąm siły tego słuchać nie miałam siły reagować,
                                    byłam wykończona fizycznie porodem, a psychicznie tym człowiekiem! I tak jak
                                    kiedyś go kochałam tak teraz się nim po prostu brzydziłam!...nie wiedziałam co
                                    robić, prosiłam czasem, żeby po prostu się nie odzywał ... ale wtedy było
                                    jeszcze gorzej!
                                    Nie miałam odwagi powiedzieć rodzicom co dzieje się za ścianami pokoju syna, bo
                                    im strasznie zależało żebym się z nim jakoś dogadała i pogodziła...bałam się że
                                    pomyślą, że znów przezemnie, że może naprawdę to ja jestem głupia, skoro on
                                    mnie tak traktuje! Bałam się, że pomyslą, że to wszystko prawda...
                                    trwało to półtora miesiąca, a potem jak go w końcu moja mama wygoniła
                                    dostawałam smsy typu:
                                    "jeszcze mnie nie znasz, ale pożałujesz"
                                    "zobaczysz na co mnie stać"
                                    "nikt ze mną jeszcze nie zadzierał, zobaczysz i przekonasz się kim jestem i co
                                    ja potrafię! ze mną się nie zadziera!!!"
                                    "jeśli ktoś mnie kłamie marny jego los!!!"
                                    a w dniu w którym dostał pozew o alimenty napisał smsa "dziadu jak śmiesz wołać
                                    idz sobie zarób a nie wołasz ode mnie co moja rodzina wypracowała to moje i nic
                                    Ci do tego jak śmiesz wołać próżniaku szukasz łatwych pieniędzy"


                                    Tak, masz rację może i mam niskie poczucie bezpieczeństwa...ciekawe tylko
                                    dlaczego?!?!
                                    a co do mojej mamy
                                    nikt do tej pory nie powiedział ani jednego złego słowa na Ojca biol. przy moim
                                    synu!Moi rodzice do tej pory nie wiedzą tego wszystkiego co na nich mówił, bo
                                    mi po prostu wstyd, wiem, że by ich to bolało i nigdy im nie powiedziałam tak
                                    do końca co tam się działo...
                                    ale po tym jak go wygoniła pamiętam jak poczułam ogromną ulgę...jakby mi ktoś
                                    kamień z serca odciął! Byłam jej wdzięczna za to co zrobiła, czego ja nie byłam
                                    w stanie...i będę jej wdzięczna do końca życia, chociaż ona ciągle dopytywała
                                    czy nie mam do niej o to żalu!

                                    Gdyby ten człowiek zostawił mnie jak byłam w ciąży i dal spokój...gdyby nie
                                    było tego wszystkiego...gdyby po prostu przyszedł i powiedział przepraszam tak
                                    wyszło dogadajmy się...to myślę, że w końcu byśmy się dogadali, ale nie po tym
                                    wszystkim...
                                    po prostu nie potrafię zapomnieć, po prostu nie i już! Jeszcze nie!
                                    nie potrafię się od tego odciąć choć wiem, że powinnam...nie potrafię przestać
                                    myśleć, zastanawiać się dlaczego? co ja mu takiego zrobiłam????
                                    Zastanawiam się nad rozmową z nim, ale co mi to da...
                                    choćby mnie na kolanach zapewniał, że kocha moje dziecko, że mu zależy ja i tak
                                    mu nie uwierzę...po prostu nie potrafię...tyle razy mnie już okłamał, że chyba
                                    nigdy w życiu mu w nic nie uwierzę...dlatego to wszystko jest dla mnie takie
                                    trudne!!!
                                    • anetina Re: do kini_m 04.01.07, 12:10
                                      i dla takich słów jestem wdzięczna mojego eksowi, że odszedł od nas
                                      że nie utrudnia nam życia

                                      że możemy spokojnie żyć
                                      że jego syn może dorastać bez tej złej otoczki

                                      za to jestem wdzięczna eksowi tak, że nienawiść zamieniłą się w obojętność
                                      dla mnie jest to nikt
                                      a dla mojego dziecka - czas pokaże


                                      a ty Samamama rób, co uważasz za słuszne
                                      żadan z nas nie jest na twoim miejscu
                                      nikt cię nie zna tak dobrze ani twojej sytuacji
                                      zróbcie w trójkę tak, jak uważacie to za słuszne dla twojego dziecka
                                    • bella67 Re: do kini_m 04.01.07, 14:17
                                      Jedno mnie zastanawia- jaki był ten Twoj eks od poczatku? Zawsze taki?
                                      Inny?Dlaczego trakie się zrobił?Nie zdecydowałabym się na dziecko z partnerem,
                                      który przejawia objawy braku szcunku dla mnie, tyle, że my kobiety mamy pewne
                                      tendencje do słyszenia tego co chcemy i tłumaczenia po swojemu, a nie widzenia
                                      tego co jest faktycznie- ja tez czasem sie na tym łapie i tłumaczy się jednego z
                                      drugim szukając winy w sobie, nie sznując się itd. Tak jestes słaba kobieta i to
                                      niedobrze, bo ja gnoja wyrzuciłabym mając wsparcie rodziców, a mialąś i nie
                                      pozwoliła się nie szanowac. Miałam kiedyś partnera, który jak to on okreslał
                                      próbował mi pokazac gdzie jest moje miejsce i szybko to ukruciłam, a planowałam
                                      dziecko z nim i cieszę się, ze nie zdecydowałam się na ten krok.
                                      Mówi się tak- jak chcesz aby Cię szanowano- szanuj siebie sama, nie pozwól xle
                                      się traktować nikomu, nie po to mama Cie urodziła i rodzice wychowywali, aby
                                      ktoś Cię szkalował i mieszał z błotem i szcunek nalezy się tak samo dyrektorowi
                                      z zarobkami ograniczonymi ustawa kominowa jak i salowej w szpitalu. Pamiętaj
                                      druga osoba widzi Twoją słabość i wykorzystuje to, eskaluje sie przemoc słowna,
                                      jak nie powiemy stop, tacy ludzie stosujący takie metody i damscy bokserzy to
                                      słabi psychicznie ludzie Eks wykorzystywał to, ze jestes słabsza i się nie
                                      postawisz. Jakbyś była mądra pomyślałabys, ze jest zwykłym burakiem, któremu
                                      słoma z butów wystaje, bo nie sznuje innych- koniec, kropka- zasobnosc portfela
                                      tu nie ma znaczenia, tylko to jak sie postępuje w stosunku do inncyh ludzi- syn
                                      go kiedyś tez oceni. Jak bedziesz z eks rozmawiać z opuszczoną glowa to dalej
                                      bedzie Cię tak traktował. Nalezy ze sprawami dziecka coś zrobić, to co się
                                      działo, to tylko slowa, fakt czasem tną jak brzytwa, ale jak pisałam, jakbym
                                      miała brać do siebie to co moje "zlotko" mi mówilo, to nigdy bym z nim nie
                                      rozmawiała, ale nie tędy droga. Jak pisałam często to złe emocje. Jesteście
                                      osobno, Ty masz swoje życie, on swoje, nie jesteś zalezna od niego, więc inne
                                      warunki do konfrontacji- nigdy nie rozmawiaj z takiej pozycji- niższego,
                                      gorszego,po prostu przedstaw w rozmowie fakty i twarde postanowienia, jak nie za
                                      obopólna zgoda to śadownie, dla dobra syna, patzrąc proso w oczy, nie płacząc-
                                      to po wszytskim jak bedziesz sama. Powodzenia, strach to zły doradca. B.
                                      • samamama8 Re: do kini_m 04.01.07, 15:01
                                        jak byliśmy razem był dla mnie kochający, nigdy złego słowa nie powiedział,
                                        słyszałam różne rzeczy na jego temat (np. że ponoć bił swoją poprzednią
                                        dziewczynę) ale nie chciałam w to wierzyć...bo przecież na mnie nigdy głosu nie
                                        podniósł, a co dopiero rekę...potem mnie tak po prostu zostawił nie powiedział
                                        nawet dlaczego po prostu znikł a gdy ja do niego zadzwoniłam po kilku dniach
                                        powiedział, że chce być sam, że nie jest gotów teraz na dziecko itp. nie
                                        odbierał więcej telefonów, nie chciał rozmawiać, nie przyjechał nawet do
                                        szpitala jak mogłam poronić na początku ciąży (jak mu powiedziałam, że boję się
                                        że moge poronic powiedział "że może byłby to jakiś problem z głowy")
                                        Gdy urodziłam wysłałam mu smsa...naptępnego dnia przyjechał...i od tamtej pory
                                        przychodził niemal codzień...małego nosił na rekach a mnie traktował jak
                                        powietrze z początku a później jak pisałam wcześniej ... nie wiem dlaczego tak
                                        się zmienił...wiem tylko, że rodzice go buntowali przeciwko mnie, to oni nie
                                        chcieli by się ożenił bo pochodze z takiej rodziny a nie z innej...

                                        tez nie zdecydowalabym sie na dziecko, gdybym wczesniej wiedziala... ale ja
                                        bylam wtedy tak zakochana, ze swiata poza nim nie widzialam, jak nie raz
                                        zartowalam, zeby mi zrobil dzidziusia to on sie tylko usmiechal, nawet slowem
                                        nie powiedzial, ze nie chce! nie planowalam tego, wpadlismy i w zyciu nie
                                        przypuszczalabym ze tak sie zmieni wszystko
                                        Zawsze bylam osoba bezposrednia, nigdy nie balam sie mowic wlasnego zdania, w
                                        zyciu nie pozwolilabym sobie na takie traktowanie, nie wiem dlaczego wtedy
                                        bylam taka bezradna i zastraszona, wstydze sie tego, to dlatego nigdy tak do
                                        konca z nikim o tym nie rozmawialam ... do tej pory nie wiem dlaczego bylam
                                        wtedy taka slaba i taka bezradna...byc moze dlatego, ze tak bardzo czulam
                                        nacisk ze strony rodzicow, zeby za wszelka cene sie z nim pogodzic, balam sie
                                        mu postawic, wygonic z domu, balam sie po prostu, ludzialam sie, ze moze
                                        jeszcze sie wszystko ulozy i pewnie dlugo by tak jeszcze bylo gdyby wtedy nie
                                        nacial sie na mame...
                                        nie wiem po prostu dlaczegoo tak sobie pozwalalam
                                        wiecej nie pozwole...dlatego tak trudno mi sie przemoc
                                        • bella67 Re: do kini_m 05.01.07, 08:19
                                          To, że taka byłaś mysle, że spowodowane było stanem w jakim się znalazłaś ciążą,
                                          połóg, bycie mamą- to często nas zmienia, potrzebujemy poza tym w tym okresie
                                          opieki najblizszej osoby, wsparcia, a nie garba na plecy. Co było, trudno,
                                          powinnaś wyrzucić to z pamięci i skupić sie na przyszłości jak nie chcesz popaśc
                                          w depresje czy byc kłębkiem nerwów oraz aby nie mieszac dziecku w glowie.
                                          Poza tym Twój przypadek potwierdza regułe, że zawsze warto przyjrzec się temu
                                          jakie panuja warunki w domu u partnera( stosunek ojca domatki), czy jak wyglądał
                                          poprzedni związek, bo ludzie skąds czerpią wzorce zachowań, czy tez jak ktos
                                          podnosi rękę na drugiego czlowieka to mozna sie spodziewac, że bedzie tak i w
                                          nastepnym przypadku- choc znam wyjatki od reguły. Patrząc się na swojego
                                          partnera tez wiem dlaczego poprzednie kobiety go zostawiały, szkoda, że dopiero
                                          teraz jak mamy 2,5 letniego syna, szkoda, ale nie ma co rozmyslać co by było
                                          gdyby....samo zycie. B.
                                          • anetina Re: do kini_m 05.01.07, 08:33
                                            ale już nie patrząc na przeszłość , my mamy to , co jest najważniejsze - nasze
                                            dziecko / dzieci
                                            i to jest nasz napęd
                                    • kini_m Re: do kini_m 07.01.07, 23:12
                                      Samamo, przeczytałem Twoją odpowiedź.
                                      Ale jestem zmęczony, więc nie odpowiem dziś.
                                      Później dodatkowo sie odniosę do Twoich słów.
                                      Teraz wybacz...
                                      pozdrawiam
                                      _________________
                                      Bądź jak zegar słoneczny. Odmierzaj tylko pogodne godziny...
                                      • anetina Re: do kini_m 08.01.07, 07:53
                                        kini_m napisał:

                                        > Samamo, przeczytałem Twoją odpowiedź.
                                        > Ale jestem zmęczony, więc nie odpowiem dziś.
                                        > Później dodatkowo sie odniosę do Twoich słów.
                                        > Teraz wybacz...
                                        > pozdrawiam
                                        > _________________
                                        > Bądź jak zegar słoneczny. Odmierzaj tylko pogodne godziny...


                                        najlepiej
                                        nie odpowiem dziś, bo jestem zmęczony

                                        widzisz, żadna z nas nie ma prawa się czuć zmęczona, bo nikt za nas nie zrobi
                                        o 23 iść spać !? - pomarzyć można
                                        • kini_m Re: do kini_m 08.01.07, 09:20
                                          Anetina, gwoli ścisłości - psychicznie wykończyło mnie to, że wczoraj miałem niemiłą okazję zobaczyć jak exia doprowadza moją córkę do płaczu i rozstroju nerwowego.
                                          _________________
                                          Bądź jak zegar słoneczny. Odmierzaj tylko pogodne godziny...
                                          • anetina Re: do kini_m 08.01.07, 09:27
                                            nie musisz się przede mną tłumaczyć

                                            tylko winny się tłumaczy


                                            ps. a jakoś tu na codzień matki widzą niezbyt dobry kontakt dziecka z ojcem i
                                            jakoś to nie przeszkadza im funkcjonować big_grin
                            • anetina Re: jak to jest z tymi Waszymi radami????? 02.01.07, 12:24
                              kini_m napisał:

                              > Naprawdę tak trudno się domysleć, że teściowa już czekała na tego ojca z
                              ujadac
                              > zką i wzrokiem nadzorcy nad jego własnym dzieckiem????
                              > Jak długo będziesz dostrzegała wyłącznie drugą część tej historyjki?


                              u mnie jakoś tak nie było
                    • mafema Kini_m wymyślił.... 02.01.07, 11:16
                      Czytam i nie wierzę własnym oczom...
                      Tak, tak to wszystko wina matek - one są odpowiedzialne za całe zło na tym
                      świecie...
                      Samamama8 jako matka, Jej mama, ja, moja mama, mama mojej mamy i jeszcze mama
                      mamy mojej mamy zapewne. Tylko co z mamą Kiniego?
    • oliwija Re: jak to jest z tymi Waszymi radami????? 02.01.07, 09:22
      ja też powinnam chhodzić prosić aby tatuś i jego matka zainteresowali sie
      dzieckie.. GUZIK mam to w d... juz prosiłam babcia dostawła zaproszenia na
      przedstawienia na dzień babcvi, wysyłałyśmy jej zdjęcia dziecka na każde święta
      bo takie robią w przedszkolu. kiedy sie przeprowadziłyśmy babbcia zoastała dwa
      razy zaproszonma alke nie miała czasu a pożniewj poowiadała ze to ja nie
      chciałam jej zaprosić. niektórym to trzeba zchyba zaproszenie przez prezeydnta
      wyłać. a ponieważ tatuś wyprowadził sie do innego województwa na wieś tam gdzie
      jego miejsce to nie mma problemu z tym zeby gdziekolwiek go zapraszać.
      pozmieniał numery telefonó. nie chce kontaktów to jego sprawa. to nie my
      powinnyśmy zabiegać o ich kontakty z ich własnymi dziećmi. jeśli ojcu zalezy i
      tak naprawdę kocha dziecko to zawsze znajdzie czs i miejsce a nawet sie
      dostw\osuje zeby tylko sie widzieć z własnym dzieckiekm ,które go bardzo kocha
      a on ........?
      • mrs_ka Re: jak to jest z tymi Waszymi radami????? 02.01.07, 12:43
        Drogie Panie, mam nadzieję, że wypowiadacie się PO uprzednim przeczytaniu
        rzeczonego wątku?
        To, że minister rolnictwa X nie jest kompetentny nie oznacza jeszcze, że KAŻDY
        minister rolnictwa jest niekompetentny. Autorce tego wątku poświęciłam sporo
        czasu i uwagi w poprzednim wątku; widzę, że kompletnie nie zrozumiala, co
        zarzucają Jej dyskutanci i wraca w nowym roku, aby jeszcze raz spróbować
        usłyszeć, że robi dobrze.
        Nie, nie robi dobrze. IMHO. Dlaczego nie robi dobrze i jak bardzo kuriozalny
        jest Jej tok myślenia tłumaczyło Jej wiele osób.
        Brońcie, proszę, tego, kto i co na obronę zasługuje, bo gdyby wszystko bylo tym
        samym to by gó..o bylo tortem.
        Nie rozumiem na przyklad dlaczego z i czego tłumaczy się Oliwija- Oliwija, nie
        widzisz, że Twoja sytuacja jest zupełnie inna i tutaj nie ma analogii poza tym,
        że również Jesteś samodzielną matką? To własnie mam na mysli mówiąc o tym, aby
        dobrze się zastanowić nad tym, czego bronimy.
        Dla mnie solidarnośc jajników czy ochrona "wrazliwości matki samotnej" nic nie
        znaczą, liczą sie kryjący za tym ludzie i ich czyny. Te oceniajmy, skoro już
        ktoś nas prosi o radę.
        Ograniczenie spojrzenia nie jest zależne od płci. Samo to, aby wpaść na pomysł z
        prowadzaniem dziecka na "widzenia" (jak uparcie nazywa je matka dziecka) do sądu
        i robić tak przez dłuższy okres jest już niewiarygodne. Do tego dochodzi
        przemożne pragnienie rozpoczęcia wszystkiego od nowa, a w nowym wspaniałym
        świecie nie ma miejsca na ojca.
        I ok, ja nie mówię, że ten facet nie jest sukinsynem; możliwe, że jest.
        Zachowajmy jednak minimum obiektywizmu i nie piszmy autorce, że to pyszna idea,
        wujku dobra rada. To nie jest pyszna idea: to jest szczeniacka idea, aby bawić
        się w grube kreski w sytuacji, kiedy dziecko jest na świecie i posiada ojca.
        Równie szczeniackie jest torpedowanie każdej rady słowami "nie bo nie".
        Dziewczyna nie spróbowala żadnej z ludzkich technik negocjacji, bo żadna Jej się
        nie podoba w swoim założeniu, a ponadto "ona ma honor".
        Super, ma do tego prawo.
        Tyle, że to nie jest postępowanie dojrzałe i wymiana tych postów nie jest żadną
        dyskusją, bo autorka już się zdecydowala na zastąpienie starego tatusia "nowym
        tatusiem" i przyszła tu po głaski, a nie konstruktywną krytykę.

        a.
    • bella67 Re: jak to jest z tymi Waszymi radami????? 02.01.07, 14:02
      Rady radami, ale to co opisujesz to twoje subiektywne odczucia, Twoja wizja
      męza- mniej lub bardziej obiektywna. Jak pisałam w innym twoim watku nalęzy nie
      biegac za eks mężem, a na spokojnie, bez emocji( jesli to potrafisz) porozmawiac
      z męzem i zapytac wprost- najprostrze rozwiązania są najlepsze. Należałoby sie
      umówic w ustronnym miejscu na spokojnie zapytac co eks na to wszytsko, że syn
      mysloi ze w RODKu mieszka jego ojciec, czy tak jest najlepiej, czy nie uważa, ze
      nalezy coś z tym zrobić, dlaczego na ulicy nie podejdzie- zapewnij, ze nie
      uciekniesz, nie naskoczysz , nie odwrócisz się itd. Może tyle w was było
      negatywnych emocji, że nie umiecie ze soba rozmawiac wtedy napisałabym. Nie
      chosdzi o zabieganie, bo na siłe niczego nie zdziałamy, ale o rzeczową rozmowe,
      jak nie potrafiłabym opanowac emocji napisałabym list- radziłam to- bez
      oskarżen, bez TY to zawsze, Ty to nigdy, normalnie jak czlowiek z czlowiekiem.
      Bedziesz znała odpowiedz wówczas, jak nie podejmie dyskusji, będzie Cię zbywał
      zmień te spotkania sądownie, nie chodż tam ale w świetle prawa- uważam, ze
      chodzenie nadal bo tak sad karze jest glupie i bezduszne- sady czasem niestety
      tez sa bezduszne i takie decyzje dają. Jesli eks nie bedzie chcial
      współpracować, zminic tego masz argumenty- zawrzesz je min. w liście- bo sadowy
      mysle da do myślenia to, ze syn mysli, ze ojciec mieszka w budynku sadowym,
      trzeba to uzmysłowić, ze to jest głupie rozwiązanie. Słusznym jest, że Ty
      sprawujesz opiekę wiec do Ciebie nalezy inicjatywa, fakt eksowie, ojcowie nie sa
      szympansami, czy bezrozumnymi istotami, ale faktem tez jest, że odpieraja pewne
      rzeczy w tym w zakresie wychowania dziecka na innych falach, po swojemu,
      niekoniecznie zbyt mądrze, oj niewielu znam naprawde fajnych ojców- standard
      jest przeciętny- kobnieta szyja kręci glową - przypatrzcie się samo zycie, a już
      w sytuacji kiedy jest konflikt, mało konfortowa sytuacja to faceci czasem
      zachowują się jak pozbawieni mózgu- bez szowinizmu- ale widze po swoim, pracuje
      w sfeminizowanycm srodowisku wiec mam przykłady.
      Zwyczajnie więc zapytaj, bez oskażania, krzyków to ważne, bo inaczej rozmowy nie
      bedzie. Jak eks bedzie miał to w poważaniu to zajęłabym się tym od strony
      prawnej. Belka
    • chalsia ja powtórzę swoją radę jaką miałam dla Ciebie 02.01.07, 15:53
      a którą najwyraźniej zbagatelizowałaś, bo ciągle tkwisz w tym samym miejscu, w
      którym byłaś w swoim pierwszym wątku.

      Re: ogromny dylemat! poradzcie...!!!
      chalsia 20.12.06, 12:45 + odpowiedz


      Cały watek IMHO jest o tym, jak sobie najłatwiej i najwygodniej ułożyć życie
      tzn. tak, by odium zerwania kontaktów z biologicznym ojcem nie spadło na egoizm
      autorki wątku, by ułatwić sobie życie przez nie bycie zmuszoną do tłumaczenia i
      przezywania wielu trudnych sytuacji znanych świetnie matkom dzieci z rozbitych
      związków, gdy kontakt z ojcem biologicznym jest.

      Ale ja nie o tym.
      Autorko watku pitolisz, że nic nie możesz zrobić.
      Ponadto co Ci już poradzono w tym watku, skoro uważasz, że z ojcem dziecka nie
      da sie rozmawiać, możesz wystąpić do sądu.
      Z tego co napisałaś, od dawna odbywające się w RODK kontakty są wynikiem
      tymczasowego postanowienia sądu w sprawie o kontakty wytoczonej przez ojca
      dziecka. Ty jako przedstawicielka ustawowa dziecka masz takie same prawo do
      składania wniosków etc jak założyciel sprawy, czyli ojciec.
      Skoro kontakty w RODK SZKODZĄ dziecku, jak również nie pomagają budować więzi
      ojciec-dziecko oraz nie umożliwiają by ojciec wykazał sie prawidłowymi
      zachowaniami opiekuna (a bez tego nie jesteś w stanie mu zaufać i pozostawić
      ich bez swojej obecności) to
      wnieś wniosek o zmianę kontaktów.
      Na jakie - np. u siebie w domu - a skoro obawaisz się zachowań eksa - to w
      obecności sądowego kuratora. Albo w domu eksa - na początek również w kuratorem.
      Kurator dopilnuje by dziecku nic się stało.

      Ponadto piszesz, że ojciec nic przy dziecku nie potrafi. Nie sądzę, bowiem ma w
      domu drugie dziecko. Jesli masz wątpliwości co do zdolności opiekuńczych ojca -
      możesz też wnosić o to by kurator dokonał wywiadu środowiskowego w miejscu
      zamieszkania ojca jak to tam wygląda, a nawet wezwać jego aktualną żonę na
      swiadka czy i jak Twój eks potrafi się opiekować swoim drugim dzieckiem.
      Bo jesli potrafi się zając prawidłowo drugim dzieckiem, to i Twoim, pierwszym
      też będzie potrafił.

      Tak więc DUUUZO jeszcze mozesz zrobic, tyle tylko, że IMHO nie chcesz a
      szukałas tutaj potwierdzenia, że w Twojej sytaucji lepiej zerwac kontakty
      zbiologicznym ojcem.

      Ode mnnie takiego potwierdzenia nie dostaniesz.

      Chalsia

      ps. mój eks równiez mnie nie szanuje, tez przechodziłam baaaardzo nieprzyjemne
      sytuacje. Ja się do niego sztucznie nie uśmiecham, kawką na dzieńdobry nie
      częstuję, co nie przeszkadza mi go traktować NEUTRALNIE. Możesz też na eksa
      spojrzeć inaczej - nie jako eksa go traktować, tylko jako człowieka, który ma
      do WYKONANIA pewnien obowiązek - tak jak np. hydraulik przychodzi i robi swoją
      robotę przy rurach tak i ojciec przychodzi by wykonać swoją "robote" - związaną
      z dzieckiem (budowanie wzorca osobowościowego, umożliwienie dziecku zbudowanie
      własnej tożsamości i korzeni).

      Chalsia
      • guderianka Re: ja powtórzę swoją radę jaką miałam dla Ciebie 02.01.07, 16:07
        nie czytałam całego watku. ja mojemu ex powiedzialam krótko-albo jest ojcem i
        ponosi wszelkie konsekwencje -czyli odwiedza dziecko kilka razy w tygodniu
        spedza z nim duzo czasu chodzi do lekarza i sie bawi,daje kase i prezenty albo
        weg -bo nie chce tatusia ktory widzi dziecko gdy mu sie zachce. ex wybrał druga
        opjce. i bogu dzieki
        22lutego zrzeka sie praw
        • ewik25 Re: ja powtórzę swoją radę jaką miałam dla Ciebie 04.01.07, 19:09
          Ciezki temat i chyba kazdy ma swoja jego wizje , kazdy na swoj sposob to
          interpretuje.
          Jestem w podobnej sytuacji, wlasnie ... w podobnej bo kazda jest inna .
          Zabiegalam o kontakty, cierpliwosc sie skonczyla i wraz z tym moje starania.
          Ojciec dziecka to nie male dziecko, ktoremu mam tlumaczyc na czym polega jego
          odpowiedzialnosc za dziecko. Moje proby rozmow odbieral jako
          manipulacje,rzadzenie nim <haha> i slyszalam,ze posluguje sie dzieckiem jako
          narzedziem.... bez komentarza .Na prawde nie rozumiem facetow , ktorzy rozstajac
          sie ze swoja zona rozstaja sie rowniez ze swoim dzieckiem z wlasnej woli.
Pełna wersja