jak to jest byc macocha?

17.01.07, 12:58
sorry, ze tutaj, ale nie moge zalogowac sie na forum "macocha"

Ciekawi mnie bardzo jakie to uczucie, gdy maz (partner) ma dziecko z innego
zwiazku, na ktore musi placic, z ktorym sie spotyka...Czy to naprawde nie
przeszkadza? Bo troche mnie to dziwi...mi by np. pewnie jakos tam
przeszkadzalo...z pewnoscia nie bylo by mi to obojetne...
Rozumiem sytuacje, gdy kobieta tez miala kiedys swoja rodzine, ale mlodej
dwudziestoparo letniej dziewczynie, ktora zupelnie inaczej mysli o swiecie i
o milosci...niz my doswiadczone kobitki...
Jak to jest byc macochą dziecka, ktorego w zyciu nie widzialo sie na oczy,
ale z ktorym partner utrzymuje kontakty...
W dodatku gdy ma sie wspolne dziecko z takim partnerem?
Naprawde nie jest sie zazdrosnym, ze maz i ojciec dziecka macochy spedza z
innym dzieckiem i ze swoja byłą wspolnie czas???? I nie denerwuje, ze musi
placic alimenty zamiast np. przeznaczac te przeciez wspolne pieniadze na cos
dla swojej rodziny???
    • m-jak-magi Re: jak to jest byc macocha? 17.01.07, 13:04
      jest wiele czynnikow jakie sie skladaja na taka sytuacje.
      ja uwazam ze fajnie jest byc macocha cudownej radosnej dziewczynki, ktora nie
      jest faszerowana przez matke nienawiscia i bardzo naturalnie podchodzi do
      sytuacji w jakiej sie znalazla. fajnie jest byc macocha spodziewajaca sie
      dziecka wiedzac ze pasierbica czeka na to dziecko bo traktuje je jako swojego
      brata. fajnie jest byc macocha nie majaca zadnych kontaktow a zatem konliktow z
      eks.
      jedyna rzecz jaka nie jest fajna to swiadomosc ze chcac nie chcac nasze
      istnienie spowodowalo ze dziecko nie ma pelnej tradycyjnej rodziny - to boli.
      mysle jednak ze jesli tak juz sie stalo jak sie stalo to przyjazna macocha jest
      dobrodziejstwem dla takiego dziecka bo ma ono w zyciu kolejna zyczliwa sobie
      osobe a takich ludzi nigdy za duzo.
      o finansach sie nie wypowiadam. alimenty sa bo sie dziecku naleza i nic mi do
      tego.
      • samamama8 Re: jak to jest byc macocha? 17.01.07, 13:10
        nie wiem czy dobrze zrozumiałam...to znaczy, ze Ty jestes macoszką? Jak to
        finanse nie mają znaczenia? Gdyby nie alimenty to pewnie mogłabys Ty nimi
        dysponowac, np. kupic coś swojemu dziecku???

        A co do tych kontaktów z pasierbicą czy pasierbem...to co jak ta macoszka
        wogóle nie widziała na oczy i nie chce widziec? Ze niby jak nie zna to, że nie
        ma tego dziecka...? Co jak ojciec dziecka mówi, ze ona nie chce poznac, zeby
        jej nie bylo przykro...czyli co zamknie taka lala na świat oczy i wydaje jej
        się, że jest tak cudownie? Nie jest bo czy ona zna to dziecko czy nie to ono i
        tak istnieje!
        I jak to jest gdy podobno nie ma nic przeciwko spotkaniom tego dziecka z ojcem,
        ale sama nie chce miec nic wspolnego.
        To w końcu przeszkadza jej czy nie? bo nie rozumiem
        • madziulec Re: jak to jest byc macocha? 17.01.07, 13:16
          nie mam problemu z akceptacja czyjegos dziecka, na szczesci enie musze miec.
          Szczerze - mysle, ze sporo piszemy rzeczy, ktore nie do konca pokrywaja sie z
          sytuacja faktyczna.

          Oczywiscie, ze dzieci z tych pierwszych zwiazkow sa wspaniale - to nie ulega
          watpliwosci. I tak naprawde jest jeszcze w miare ok, gdy next nie ma dzieci,
          wtedy jest w stanie w pewnym sensie tworzyc drugi dom. Nie uwierze jednak, ze
          majac do wyboru dziecko swoje i "cudze" nie kupi czegos lepszego dla swojego,
          nie bedzie mu podsuwac lepszych kaskow itp. To naturalne i nie piszcie tu, ze
          ah, jestesmy wspaniale, bo tak nie postepujemy.
          Wolimy wlasne dzieci, kochamy je, inne tolerujemy, czasem z koniecznosci.

          Zreszta - rzeczywiscie - jesli next ma do wyboru wakacje tylko z facetem
          (jakiekolwiek by one nie byly - ale moze je wybrac czy chce to czy tamto robic)
          to nei bedzie sie np. angazowac w nianczenie czyjegos dziecka, przestawianie
          swoich planow i marzen wakacyjnych czy rezygnacji z nich...
        • m-jak-magi Re: jak to jest byc macocha? 17.01.07, 13:20
          ja mojemu dziecku dam wszytsko co w moim pojeciu jest potrzebne. moj m placac
          alimenty na swoja corke w niczym nie zubaza naszego wspolnego dziecka. co
          najwyzej odmowi sobie przyjmenosci i ograniczy swoje wlansne wydatki ale nigdy
          nie odbywa sie to kosztem zadnego z dzieci. na tym polega ojcostwo i dojrzale
          rodzicielstwo. gdyby byl zlym i nieodpowiedzialnym ojcem dla swojego dziecka
          nigdy nie moglby byc ojcem mojego dziecka to tyle.
      • madziulec M-jak-magi 17.01.07, 13:11
        Napisalas "bardzo naturalnie podchodzi do sytuacji w jakiej sie znalazla".

        zastanawiam sie, kiedy przyjdzie bunt - pytania kim jest ta pani (tu bedzie
        wskazywanie na Ciebie), pytania dlaczego tatus nie mieszka z mamusia (tak jak
        jest u ... - tu nastapia imiona innych dzieci).

        Wiec czy to akceptowanie kogos przy boku ojca nie jest na wyrost???
        • mikawi Re: M-jak-magi 17.01.07, 13:17
          myślę, że podstawę stanowi pierwsza część wypowiedzi magi "ktora nie
          jest faszerowana przez matke nienawiscia". Jeśli matka dziecka jest kobietą
          dojrzałą emocjonalnie i potrafi odłożyć na bok własne emocje, frustracje,
          rozgorycznie, żal, nienawiść etc. do byłego partnera/męża i jego nowej
          partnerki/żony, to dziecku zdecydowanie łatwiej jest się odnaleźć w nowej
          sytuacji.
          • samamama8 ok, ale wątek o czyms troszkę innym... 17.01.07, 13:24
            nie chodzi o odnalezienie się dziecka w takiej sytuacji tylko macochy, albo
            inaczej ...młodej dziewczyny, która decyduje sie na związek z facetem z
            dzieckiem...czy naprawde tak do końca nic jej nie przeszkadza... gdy partner
            jest w takiej sytuacji? Gdy zamiast spędzac z tą nową i nowym, wspólnym
            dzieckiem czas, spędza go z byłą i ich dzieckiem? Nie jest się zazdrosnym? Gdy
            z rodzinnego budżetu trzeba ciągle szukać oszczędności, z czegoś rezygnowac, a
            nie można zaoszczędzic na alimentach, które mąż musi płacić....Naprawdę to nie
            wkurza?
            Gdy siedzi się samemu z dzieckiem w domu, a mąż spotyka się z była i ich
            dzieckiem? Gdy lezy się w szpitalu a mąż jedzie do byłej i do ich
            dziecka....Czy to naprawdę nie wkurza?

            I dlaczego nawet jeśli nie wkurza, to jak pisałam wcześniej nie chce się mieć
            nic wspólnego z tamtym "poprzednim" życiem mąża? Niby nie przeszkadza, ale nie
            chce słuchac o tym, ani tym bardziej mieć coś wspólnego...

            Dlaczego????
            • m-jak-magi Re: ok, ale wątek o czyms troszkę innym... 17.01.07, 13:29
              to sa koszty jakie ponosi kazda kobieta ktora decyduje sie na zwiazek z
              mezczyzna ktory mial juz rodzine. jesli wchodzac w taki zwiazek jestesmy
              swiadome tych wszytskich kosztow to cierpmy w milczeniu. jesli nie bylysmy
              swiadome to mozemy miec tylko do siebie pretensje za wlasna glupote i naiwnosc.
              ja nie mam z tym juz problemu - pisze juz bo oczywiscie kiedys ten problem byl
              i probowalam walczyc. jest to jednak walka z wiatrakami bo nie da sie
              przeszlosci wymazac - ona byla jest i bedzie. jesli nie umiemy znalezc dystansu
              do taki spraw szukajmy ksiecia na bialym koniu.
            • madziulec Re: ok, ale wątek o czyms troszkę innym... 17.01.07, 13:30
              Nie wiem jak inni - ja Ci znow odpowiem ogolnie.
              Zazwyczja odsuwa sie od siebie problemy i to, co moze sprawic bol.
              Next czy ex kazda jest tylko kobieta, czlowiekiem, a wiec mozna ja zranic,
              dotknac czy urazic. Proste.
              Stad dla next pewnie prosto jest powiedziec sobie - nie, nie interesuje mnie to,
              choc tak naprawde tak nie jest, bo to sa tylko emocje. Ludzkie emocje - nic wiecej.
              Tak samo pewnie sporo z nich woli nie wiedziec, ze dzis jest ten dzien, kiedy
              ich partner / maz jedzie do swojego dziecka. oczywiscie, ze wolalyby, by ten
              czas poswiecil im.
              Nie patrze tu na strone finansowa, ale czasem i ona jest wazna, bo alimenty sa
              rozne i czasem sporo uszczuplaja domowa kase.
            • jowita771 Re: ok, ale wątek o czyms troszkę innym... 17.01.07, 13:32
              mój NM nie spędza czasu z eksią, tylko z dzieckiem, jak idzie do dziecka, to
              tego czasu jest zdecydowanie mniej, niż jak zabiera dziecko do nas. nie lubi
              tam chodzic i to sie da zauważyć. a co do tego szpitala, to nie rozumiem, jak
              kto by leżał w szpitalu, eksia? to przecież by nie szedł, bo po co?
              • samamama8 Re: ok, ale wątek o czyms troszkę innym... 17.01.07, 13:41
                jak leżała w szpitalu ta nowa czyli macoszka po porodzie, a on spotykał się
                wtedy z dzieckiem....a ponieważ dziecko jest małe to i z eks bo spotkania są
                przy niej...nie było jej przykro?
                • jowita771 Re: ok, ale wątek o czyms troszkę innym... 17.01.07, 14:24
                  mie nie było, bo się nie spotykał, poświęcał czas wyłącznie mnie i naszej
                  córce. po prostu starszej córki nie było wtedy w Polsce, a on się z nią widuje
                  tylko podczas jej pobytu tutaj.
            • lilith76 Re: ok, ale wątek o czyms troszkę innym... 17.01.07, 14:07
              Gdy zamiast spędzac z tą nową i nowym, wspólnym
              > dzieckiem czas, spędza go z byłą i ich dzieckiem?

              > Gdy siedzi się samemu z dzieckiem w domu, a mąż spotyka się z była i ich
              > dzieckiem? Gdy lezy się w szpitalu a mąż jedzie do byłej i do ich
              > dziecka....Czy to naprawdę nie wkurza?

              Bo tu potrzeba dużej dozy niezależności i przestrzeni w związku. Sprawdza się w nim kobieta, która nauczyla się chadzać własnymi ścieżkami i mieć własne zainteresowania. Bluszcze, amatorki "zawsze tych samych zajęć, wyjść tylko w jako para" i posiadaczki odpadają.
              Fakt, myśl że jest się niezależnym bytem, z prawem do własnych atrakcji, decyzji, określenia się także w odcięciu od rodziny, dopada kobietę w pewnym okresie życia. Dlatego dziękuję za te kilka samotności w moim życiu, bo zrobiły ze mnie niezależną emocjonalnie kobietę.
        • m-jak-magi Re: M-jak-magi 17.01.07, 13:23
          nie zada takiego pytania bo mnie zna wiec musi pytac kim jest ta pani. pewnie
          jak dorosnie bedzie chciala wiedziec jaka byla moja rola w rozstaniu jej
          rodzicow i pewnie beda to pytania bolesne dla nas obu.
          odpowiem jej na wszytskie pytania a ona sama bedzie wiedziala co z ta prawda
          zrobic.
          nie wiem jak bedzie, byc moze przestane byc jej przyjaciolka - dla mnie o wiele
          wazniejsze jest aby pozostala siostra dla mojego syna.
    • lilith76 Re: jak to jest byc macocha? 17.01.07, 13:29
      Wzięłam faceta z dobrodziejstwem inwentarza wink

      Dzieci zawsze lubiłam, myślałam nawet przelotnie o byciu rodziną zastępczą w życiu dorosłym, no i Bóg spełnił przewrotnie moje plany. W dzieciach widzę mojego ukochanego mężczyznę, nie efekt jego poprzedniego życia.
      Zapewne ważne było to, że kiedy je poznałam były przedszkolakami, a to wiek gdy dziecko - jeśli nie jest przez nikogo urobione i nie naciera się na niego z kijem - przyjmuje świat naturalnie, takim jaki przychodzi.
      Kontakt chciałam z nimi mieć.
      Oczywiście bywam nimi zmęczona, poirytowana, czasami zamykam się w kiblu dla odrobiny spokoju, ale nawet biologiczna matka miewa takie momenty.

      Spraw finansowych nie rozpatruję - ja pracuję, on pracuje, ja zarabiam, on zarabia. Ja wydaję swoje pieniądze na książki, szkolenia psychologiczne, babski wyjazd na Dominikanę, on wydaje na dzieci, internet, benzynę. On się nie wtrąca do moich wydatków, ja do jego (z pewnymi spięciami) - byle starczało na czynsz, media i jedzenie.
      Kiedy przyjdzie nasze dziecko fakt istnienia alimentów będzie w naszym życiu tak oczywisty jak np. rata kredytu za mieszkanie.

      Pewnym wytłumaczeniem mojej dziwacznej postawy jest to, że zawsze żyłam na przekór i byłam przekonana, że moje życie będzie oryginalne i nietypowe. To i żyję nietypowo ;P
    • jowita771 Re: jak to jest byc macocha? 17.01.07, 13:36
      tak samo jak być ojczymem, zapytaj swojego mężczyznę, czy jest zazdrosny, cz
      przeszkadza mu, że masz dziecko z innym i że nigdy nie będzie ojcem tego
      dziecka, nawet jesli się baaaardzo postara.
      • dominika303 Re: jak to jest byc macocha? 17.01.07, 15:06
        Normalnie!!!

        My żyjemy swoim zyciem młoda swoim.
        Nie byłam nigdy zazdrosna o kantakty z młodą, z exią NM nie rozmawia i nie
        spędza z nią czasu, jak jezdzi do dziecka to siedzi z dzieckiem w jego pokoju
        (sądowne widzenia w domu exi), a exia ze swoim nowym mężem w swoim.
        Exia nie chciała abym poznała jej córkę i to uszanowałam i ani ja młodej nie
        widziałam, ani młoda nie wie że ja istnieję > czy to jest dobre?? pytanie do
        exi!
        Alimenty > traktuję ja spłatę kredytu bez emocji, jedynie czasami NM sie burzy
        jak exia chce dodatkowych pieniędzy, ale tym samym zabrania mu kontaktów z
        młdą, jak widuje młoda wg ustaleń sądowych to i sam młodej i exi daje kase poza
        alimentami, ale od pół roku exia chce aby NM zrzekł sie ojcostwa na rzecz
        nowego męża exi(nie wiem dokładnie jak to się nazywa) i od pół roku robi cyrki
        i młodej NM nie może widywać.
        Mój stosunek do tego tematu > nie moje dziecko, nie moja była, więc niech sobie
        sami rozwiązują swoje problemy, dla mnie ich dziecko to nie problem.
        No moze jeśli ja zdecyduję sie na współne dziecko a exia wystąpi o podwyżke
        alimentów to stanie się moim problemem, ale już mi i macochy i samodzielne
        wyjaśniły, że przy obecnej kwocie raczej napewno exia nie dostanie podwyzki ,
        więc nadal nie ma problemu.

        Co do miłości i lubienia pasierbicy? > nie lubię jej, nie kocham jej, jest mi
        obojętna > bo jest dla mnie niemal wirtualna , nie widziałam jej nawet raz,
        więc nie mam do niej żadnych uczuć, bo i jakież miałabym mieć do niej uczucia w
        zaistniałej sytuacji.

        Kwestia "ja w szpitalu na porodówce , a NM u młodej i moje ewntualne
        rozżalenie" > no cóż , w szpitalu nie można cały czas mieć gości, ale też nie
        wyobrażam sobie, ze zamiast do naszego dziecka NM jedzie do młodej,
        rozmawialismy o tym, i NM stwierdził, ze najwyżej wizytę u modej przełoży na
        nastepny dzień > więc nadal nie ma problemu.(jak na razie NM młodej nie moze
        widywać, a ja nie jestem nawet w ciąży)

        pozdrawiam
        • jowita771 Re: jak to jest byc macocha? 17.01.07, 16:01
          u nas eksia też chciała, aby mój NM nie mówił córce o mnie i naszym dziecku,
          ale on się z nią nie zgodził i powiedział. dziewczynka przyjęła to dobrze,
          zresztą, eksia też ma mężczyznę i też była wtedy w ciąży, więc dlaczego akurat
          na dziecko taty córka miałaby źle zareagować.
    • dzk35 Re: jak to jest byc macocha? 17.01.07, 15:12
      nie mam własnych dzieci więc z tej strony na sprawę nie patrzę ale to co mnie
      dotyczy skomentuję:
      jego dzieci to jak to się mówi krew z jego krwi, to młodzi ludzie których on
      kocha i którzy jego kochają (podobnie jak z teściową, przynajmniej dla mnie),
      nie mogę powiedzieć że ich nie znam, znam i to dobrze, choć nie jesteśmy blisko
      (grzecznie i miło ale bez czułości), jak spotykamy się wszyscy to jest całkiem
      miło, jak wychodzi by się z nimi spotkać to ja mam czas dla siebie, swoich
      znajomych, swoje pasje... wręcz czasami wymuszam ich spotkania bo ja mam
      umówione wyjście big_grin
      alimenty to przecież pieniądze na utrzymanie jego dzieci, efekt jego
      przeszłości... tak jak liczę się z tym że jego rodziców będę wspierać gdy będą
      tego potrzebowali (z tym że ja mam cudownych teściów) tak samo wiem że póki
      jego dzieci nie staną na nogi trzeba je utrzymywać, przecież jego dzieci nie
      powstały nagle w trakcie trwania naszego związku tylko już istniały jak się z
      nim związałam, więc ja z niczego nie rezygnuję tylko on mi do podziału daje
      mniej! inna sprawa jakby jego była wywalczyła w sądzie jakieś kosmiczne
      alimenty to bym się pewnie rzucała i awanturowała ale doszli do porozumienia,
      sąd zatwierdził - co mi do tego, nie moje przecież!
    • chalsia Re: jak to jest byc macocha? 17.01.07, 16:41
      > sorry, ze tutaj, ale nie moge zalogowac sie na forum "macocha"

      ale czytać tam możesz i wszystkie odpowiedzi na Twoje pytania tam są.
      Chalsia
    • zonka77 Re: jak to jest byc macocha? 17.01.07, 18:13
      Jako dwudziestoparoletnia dziewczyna byłam przejęta i bardzo pozytywnie
      nastawiona. Wszystkie problemy jakie mieliśmy nie wynikały z istnienia dziecka
      tylko z niewłaściwego nastawienia i nieumiejętności poukładania spraw przez
      mojego M. Nigdy nie miałam żalu do dziecka że jest - tylko do męża bo się głupio
      zachowywał. Ale to było daaawno smile
      Tak, byłby to problem gdyby mój mąż miał się spotykać ze swoją córką u niej w
      domu i nie przychodziłaby do nas i musiałby dzielić swoje wolne dni pomiędzy nas
      a nią - i nie bardzo rozumiem dlaczego miałoby tak być. Anie to dobre ani
      pożyteczne.Uważam że wręcz chore.

      U nas na szczęście córka M nie ma żadnych zakazów ze strony jej mamy i bywa u
      nas często, jest częścią i naszej rodziny, ma siostrę (naszą córkę)

      I jako macocha czuję się zupełnie dobrze. Nie nie mam problemu że on musi płacić
      - znam to dziecko, lubię je i cieszę się że mój mąż potrafi być dobrym tatą.

      Jestem bardzo mocno przekonana że w momencie kiedy jest już druga rodzina - jest
      rodzeństwo, żona (czyli nie chodzi o przelotny związek) jest głupotą dzielenie
      świata na ten poprzedni i ten następny. Dziecku powinno się zapewnić tyle
      normalności ile się da. Dać mu szansę zaakceptować i dobrze poczuć się w domu taty.
      Tak jest u nas.
      Nie wiem jak to jest być macochą "bezkontaktową" i nie wyobrażam sobie.
      Wiecie co - jednak dzięki Bogu za Ex mojego M. Oj problemy były i to nieraz ale
      przynajmniej to jedno zawsze dla wszystkich było jasne - młoda spędza z nami
      dużo czasu i nikt nie uważa tego za złe.
      Efekt tego jest taki że mimo iż bywają problemy (normalne zyciowe sprawy) to
      ogółem relacje w naszej rodzinie są super i oby tak zostało na zawsze.
      Młoda nie musi opowiadać się za którymś z rodziców. Nie tęskni i nie wyobraża
      sobie "nowej rodziny taty" bo sama jest jej częścią. Dzięki sympatii między nami
      nie musi czuć nienawiści i niechęci do mnie. Dzięki kontaktowi z naszą córką ma
      i nbędzie mieć całe życie siostrę.
      Cóż dodać - zazdrosna nie jestem (o co?? O dziecko?? Naszą córkę też mąż kocha
      tak samo jak pierwszą - i jest to miłość do dzieci. Nie cierpię na kompleksy bo
      wiem że mnie kocha jak żonę i jest bardzo ok)

      Naprawdę jak się chce DA SIĘ dobrze żyć nawet w bardziej skomplikowanej
      sytuacji rodzinnej.

      • ataner30 Re: jak to jest byc macocha? 18.01.07, 11:07
        a ja jestem wlasnie taka macocha "bezkontaktowa" juz od paru lat - i bardzo to
        sobie chwale. U nas jest taka syutajca ze moj partner moze swoje dziecko widywac
        bez ograniczen w domu w ktorym mieszka ono z matka, ma nawet klucze, czesto tam
        jezdzi, spedza naprawde duzo czasu. I ja sobie chwale taka sytuacje. I im wiecej
        czytam postow na macochach jakie problemy wynikaja z tego ze pasierb przychodzi
        do domu, ze trzeba go "znosic", sprzatac, rezygnowac z wlasnej prywatnosci to
        tym bardziej doceniam ta sytuacje.

        Dziecko mnie nie zna, nie wie nic o moim istnieniu. A niby do czego mu ta wiedza
        jest potrzebna? Nie jestem dla niego nikim bliskim, nawet formalnie nie jestem z
        tym dzieckiem zwiazana bo zyje w zwiazku partnerskim (bez slubu) wiec moim
        zdaniem skoro mi jest tak wygodnie a dziecko z tego powodu nie cierpi (no bo
        jakie to cierpienia ze nie zna swojej macochy?) to dlaczego zmieniac ta sytuacje.

        Zdaje sobie sprawe ze w przyszlosci dzieko sie dowie o moim istnieniu i bedzie
        zadawalo pytania, ale to juz rola jego rodzicow mu ta sytuacje wytlumaczyc. to
        rodzice podjeli decyzje o rozwodzie i oni musza poniesc jej konsekwencje.

        Autorka watku sugeruje ze macochy ktore nie chca poznac pasierbow do konca ich
        nie akceptuja. To nie prawde (przynajmniej w moim przypadku). Ja akceptuje
        swojego pasierba, tylko po prostu tak jest PROSCIEJ i WYGODNIEJ. Prosciej i
        wygodniej na pewno dla mnie ale mysle ze dla dziecka i jego rodzicow rowniez.

        A zazdrosc ? to smieszne - w dobrym zwiazku nie ma miejsca na chorobliwa
        zazdrosc, nigdy nie myslalam o ex mojego partnera jako o rywale. Owszem czasami
        bywam zazdrosna (tak po babsku) ale o inne kobiety, nie o ex.

        Czy jestem zazdrosna o czas jaki on spedza z dzieckiem. Czasami tak, ale tylko w
        sytuacjach gdy oboje sobie cos zaplanowalismy i nagle okazuje sie M. musi sie
        zajac dzieckiem. Ale to jest takie samo zdenerwowanie jak w kazdej zyciowej
        sytuacji gdy czlowiek sobie cos zaplanuje a nagle "wyskakuje" jakis problem,np.
        samochod sie zepsuje i nie mozna gdzies pojechac. Tak wiec o czas bywam
        zazdrosna ale tylko w takich sytuacjach i nie mozna tego nazwac zazdroscia a
        raczej poirytowaniem. Jezeli wczesniej wiem ze M. ma zaplanowane spotkanie z
        dzieckiem to nic mi do tego. Madrze napisala lilith dorosla, dojrzala kobieta
        umie sobie czas sama zaplanowac. Ja podobnie jak lilith bylam samotna pare razy
        w zyciu i nie mam potrzeby kazdej wolnej chwili spedzac z moim partnerem.
    • ciemnanocka Re: jak to jest byc macocha? 18.01.07, 23:44
      Wiesz, ja jestem taką dziewczyną, ktora bez bagazu doswiadczen zdecydowala sie
      byc macochasmile
      I czasem jest trudniej, czasem latwiej, ale generalnie jest dobrze. Moj mąż nie
      spedza czasu z byłą żoną, a z córką. Mała jest u nas na kazdy weekend, byla w
      wigilie i swieta, on na nią reguralnie placi i obydwoje traktujemy to jako
      rzecz oczywistą.
      Jakos bylby ostatnim nie powiem czym, jakby nie placil, w koncu to jego
      dziecko, a to co bylo pomiedzy rodzicami w jak najmniejszym stopniu winno
      wplywac na małą.
      Mąż z ex rozstali sie w pokojowej atmosferze, ona rok temu urodzila dziecko juz
      z innym mezczyzną, ja jestem w 7 miesiacu ciąży.
      Małą lubie, z ex mam sporadyczne kontakty - jak trzeba, powiedzialabym ze
      bardzo sympatycznesmile
      Oczywiscie nie jest to sielanka, bo zzera mnie czasem zazdrosc, ale to chyba
      normasmile
      Czasem chcialabym miec weekend tylko dla nas, bez malej - czasem sie to zdarza,
      ale niezbyt czesto. Mala ma u nas swoj pokoj, do mojej mamy chodzimy razem na
      obiadki niedzielne i naprawde jakos sie to wszystko poukladalo.

      Poki nie bylam w takiej sytuacji to taki uklad dla mnie wydawal sie nie do
      przeskoczeniasmile A jakos dziala to wszystko i to calkiem nie najgorzej.

      Zimą po poziomki do lasu malej nie wysylamsmile
Pełna wersja