kontakty z ojcem - raz jeszcze

19.01.07, 20:49
Kontakty z dzieckiem, ale i kontakty z matką dziecka.
Postaram się jak najkrócej: od miesięcy próbujemy uregulować kontakty ojca z
córką, która mieszka ze mną, czyli z matką; mała ma niespełna półtora roku.
Ojciec małej jest żonaty, miał się ze mną związać, ale zmienił zdanie(?) i na
miesiąc przed porodem zerwał ze mną kontakt. Z czasem, im mała była większa,
tym bardziej o kontakt z dzieckiem zabiegał. Kiedy mała skończyła rok, zaczęła
u taty nocować; jak widzę, jego żona ją bardzo kocha, a przynajmniej
akceptuje. Zacisnęłam zęby i pozwalałam na kontakty z obojgiem. Tatuś
codziennie słał smsy i dzwonił, że nas OBIE kocha. W Wigilię zostałam
zaprezentowana żonie, w drugi dzień Świąt na część dnia przyjechali do nas
razem (miał być sam i spędzić z córką cały dzień; miała telefonować rano, nie
zrobił tego, dotarli po południu - to skrót większości ustalanych wcześniej
kontaktów). W tym samym czasie klepanie mnie po pośladkach na ulicy etc. Na
moje: "chciałabym, żeby mała miała rodzeństwo" (jestem półsierotą i
jedynaczką; wiem, co to znaczy) odpowiedź "no to masz dwa wyjścia, rodzone
albo przyrodnie". Szok. Adoracja, smsy etc. A z drugiej strony plany jak to
będziemy sobie w czwórkę z żoną jeździć na wycieczki(!). Na moje "Nie pójdę z
tobą więcej do łóżka; Jakie drugie dziecko? Co na to V.? (żona) - beztroskie
(bezmyślne?) "A dlaczego nie?". I oczywiście, że przy drugim dziecku "wszystko
musiałoby się zmienić" (to samo słyszałam zanim pierwszy raz zaszłam w ciążę).
Dwa tygodnie temu mała spała, kiedy ojciec po nią przyjechał (miał być 11.30,
był o 13 - może to drobiazg, ale mnie wyprowadza z równowagi) - i zaczął się
do mnie dobierać. Zareagowałam histerycznie - parę dni później przez telefon
wydarłam się do niego, żeby się ze mną ożenił; po tym oberwało mi się od
żony,która to słyszała (melodramat...); na to powiedziałam, że chcę zerwać
kontakt z nimi, na jej agresję, że to dlatego, że jej mąż nie chce się ze mną
ożenić, napomknęłam, dlaczego, to znaczy, co ze mną wciąż chce robić. Z żoną
porozmawiałyśmy z czasem bardzo spokojnie, z obustronnym szacunkiem.

No ale problem: nikt poza mną nie umożliwi ojcu kontaktu z dzieckiem.
Ponad tydzień na ochłonięcie. Bo przecież dziecko ma mieć ojca.
Umówiłam się smsem, że będzie u córki, kiedy ja na 2 godziny wychodzę z domu.
Przyjęłam go spokojnie, on w progu do mnie podniesionym głosem. Dziecko na
ręce i krzyczy - że jestem Savonarola (że żonę "wmieszałam", w imię prawdy,a
de facto własnego chorego egotyzmu), że jeśli kiedykolwiek skrzywdzę dziecko
(ja!?), to mnie popamięta, że wciaż mam kontakt z mężczyzną, do którego
próbowałam od niego odejść (nie mam, ale mówić "nie mam", to jak grochem o
ścianę), że "kim dla mnie właściwie jest ten mój przyjaciel" (chrzestny córki,
który mnie woził do szpitala w końcówce ciąży i odwiedzał nas, kiedy ojciec
małej się na nas wypiął, bo ratował małżeństwo), że to sku..syn i on ma nigdy
się nie zbliżać do jego dziecka etc. To wszystko, powtarzam, z dzieckiem na
ręku - z furią w oczach, warcząc na mnie i krzycząc. Nie pierwszy raz tak się
wobec mnie zachowuje.
Chciałam spokojnie porozmawiać, żeby ustalić, kiedy i jak często będzie się
widział z małą. Chciałam wytłumaczyć, ze chcę mieć jak najmniejszy kontakt, bo
jestem kłębkiem nerwów, bo muszę się uwolnić, bo nie chcę do końca życia czuć
się związana z żonatym mężczyzną. "Będę w środę".
Nie da się nic wspólnie ustalić. Albo on narzuca, albo - "to co, lepiej żeby
nie miała kontaktów z ojcem? tego chcesz?" - tak było właściwie od zawsze.

Może chaotyczne to wszystko. Do tego melodramatyczne i niesmaczne. Ja jestem
przerażona. Bardzo chciałam, żeby moja córka miała kontakt z ojcem (on ją
naprawdę kocha, przynajmniej na to wygląda; to jego jedyne dziecko), ale nie
daję rady, chciałam odejść, symbolicznie odejść, zacząć "własne" życie, bez
jego i jego żony dzień po dniu obecnych w myślach i emocjach.
A tu: albo ręka w majtki i "wszyscy się kochamy, a mała ma dwa domy", albo
agresja.
Co robić?? Mówię: nie podnoś na mnie głosu przy dziecku. Mała ucieka do mnie
na ręce, jest zdezorientowana.

Czy ojciec to wartość absolutna? Czy warto znosić coś takiego? Najbliżsi
znajomi mówią mi: To Ty przede wszystkim masz być normalna i spokojna.
Jeśli ktoś był w podobnej sytuacji (chodzi o stosunek ojca dziecka do matki) -
co się dzieje z czasem? Czy z tego może wyniknąć cokolwiek dobrego (przede
wszystkim dla dziecka)?
Dodam jeszcze, że ustalaliśmy, że będzie się zajmował małą dwa razy w tygodniu
- naprzemiennie u mnie i u nich w domu. Nic z tego nie wyszło. Kończyło się:
raz w tygodniu z noclegiem w domu ojca ("bo tak lepiej dla wszystkich"),
czyli córka ma tatę tylko jeśli spakuje zabawki do plecaka i pojedzie do
innego domu. Ja z tygodnia na tydzień do ostatniej chwili nie wiedziałam,
którego dnia on będzie (po małą) i o której godzinie. Zwykle spóźniony -
dziecko ma za rok-dwa czekać z nosem przyklejonym do szyby?...

Ja już nie mam sił.... Czuję się niszczona psychicznie - i kiedy pisze sms
"kochane moje kobiety" (matka i córka) - bo po co mnie wciąż wiąże ze sobą, i
kiedy na mnie krzyczy.

Czy ktoś potrafi cokolwiek doradzić - z własnego doświadczenia... rodzice
starszych dzieci?
Bardzo proszę i pozdrawiam.
    • maza15 Re: kontakty z ojcem - raz jeszcze 19.01.07, 22:17
      dziewczyno,zwiazałaś się z żonatym facetem i na co liczysz?Nie widzisz,że on
      nie opuści żony,a tobie mydli oczy?Wystąp o alimenty i zajmij się sobą,nie rób
      nic na siłę,to nic nie da.
      • merry23 Re: kontakty z ojcem - raz jeszcze 19.01.07, 22:22
        Problem w tym, że kiedy chcę, żeby zostawił mnie w spokoju, a miał kontakt z
        dzieckiem - przychodzi do dziecka, a wobec mnie jest agresywny.
        Na nic nie liczę, nie łamałabym się opłatkiem z jego żoną, gdybym na cokolwiek
        nadal liczyła.
        Nie wiem, co zrobić, żeby córka miała ojca, a żebym ja przy tym nie oszalała. I
        żeby 1,5-roczne dziecko nie widziało agresji ojca wobec matki.
        Nikt poza mną mu kontaktu z córką nie umożliwi.
        • merry23 Re: kontakty z ojcem - raz jeszcze 19.01.07, 22:25
          ON chce mieć kontakt z dzieckiem, jak najczęściej. ON szuka kontaktu z dzieckiem.
          Chce mieć żonę, dziecko i kochankę, w tym klops.
          • iwoonach2 zauwaz,ze piszesz ciagle on to, on tamto 21.01.07, 18:50
            mysl o sobie, TY sie liczysz, a nie ON. liczy sie twoje zycie, musisz mylec o
            sobie i o swoim dobru. nie zastanawiaj sie nad nim!!! mysl o sobie. pamietaj o
            tym. liczysz sie ty.
      • iwoonach2 musisz nosic wysoko glowe 21.01.07, 18:32
        nie daj sie tak ponizac, musisz zignowrowac tego czlowieka, badz stanowcza i
        konkretna, zadnych histerii, sprobuj zachowac dystans.
    • merry23 Re: kontakty z ojcem - raz jeszcze 19.01.07, 22:18
      Może jeszcze dodam - kiedy staram się zrozumieć zachowanie ojca mojej córki,
      kiedy atakuje mnie o znajomych-mężczyzn (z jednym nie mam w ogóle kontaktu, z
      drugim, chrzestnym córki, sporadyczny), wydaje mi się, że on się boi, że ja jego
      odsunę od dziecka, a jego dziecku "dam" jakiemuś innemu mężczyźnie. Sam mnie
      zresztą o to kiedyś szarpał - czy ja chcę naszą córkę dać chrzestnemu małej i
      się z nim związać (co jest kompletnym porozumieniem, to mój przyjaciel, a nie
      kandydat na mężczyznę).
      Powiedział mi kilka tygodni temu: Twoje serce ma należeć tylko do małej. - i że
      nie powinnam nigdy wyjść za mąż, bo co wtedy będzie z dzieckiem...
      Katastrofa.
      Jest w akcie urodzenia, ma prawa rodzicielskie. sad
      Jak się porozumieć z kimś, kto się tak zachowuje?
      • dominika303 Re: kontakty z ojcem - raz jeszcze 19.01.07, 23:47
        merry23,
        facet robi ci jazdy to fakt, dogadać sie też nie mozecie, a próbowałaś przez
        jakichs wspólnych przyjaciół, znajomych załagodzic sytuację??
        merry , ja jako macocha nie wyobrażam sobie, aby mój mąż miał dziecko z inna
        kobietą będac ze mna w związku, nie wiem co czuje ta kobieta, moze część tej
        jego furii jest od jego żony, moze on przelewa to na ciebie, bo nie poradził
        sobie z tym , ze zranił zonę ?? sad(
        Merry poniżej podam cie link, na inne forum, gdzie jest odwrotna sytuacja, tam
        połowa tych żon, po kilku latach w takim układzie jak twój, gdzie jest żona,
        mąż i kobieta męża z dzieckiem meża po dłuższym, lub krótszym czasie odchodzą
        od tych mężów , ale nie wiadomo czy tym panom szczęśliwie sie układa z tymi
        paniami, bo te żony tego też nie wiedza i o tym nie piszą sad Moze jak
        przeczytasz chociaz połowe to moze cos ci to pomoże, lub chociaz zrozumiesz
        niektóre zochowania ojca dziecka !

        f.kafeteria.pl/temat.php?id_p=2545178&start=0

        pozdrawiam
      • triss_merigold6 Re: kontakty z ojcem - raz jeszcze 19.01.07, 23:48
        Wow, pan ma i jajko i jajecznicę.
        Serio? W życiu nie czytałam tak paranoidalnej story. Jakiego asa w rękawie ma
        jego ślubna, że panu się nie spieszy do rozwodu? Niech zgadnę - finanse.
        Kobieto obudź się! Do sądu o ustalenie kontaktów, raz w tygodniu w Twojej
        obecności, alimenty i niech się gentelman buja. Zazdrosny jest? Jakim qrde
        prawem skoro z małżonką żyje pod jednym dachem?!
        IMO zero porozumienia, tylko z buta.
        • dominika303 Re: kontakty z ojcem - raz jeszcze 19.01.07, 23:52
          w sumie to popieram triss,
          ale nie maiałam odwagi tego tak napisać, aby cię nie urazić, bo swoje już i tak
          wycierpiałaś sad(
          • triss_merigold6 Re: kontakty z ojcem - raz jeszcze 20.01.07, 00:06
            Przepraszam. Nie chciałam urazić, naprawdę.
            Po prostu IMO nie widzę powodów do przejmowania się uczuciami gościa, który z
            opisu sądząc jest wcieleniem parszywego egoizmu, sobkostwa i emocjonalnego dna.
            Nawet gdyby się z dziewczyna ożenił to co drugi dzień wysłuchiwałaby jak wielką
            łaskę jej zrobił.
            Co to za bajka, że roczne dziecko spędza weekendy u tatusia i jego ślubnej?!
            Żona wybaczyła i przygarnęła niewiernego? Super. Więc niech pan skruszony wobec
            małżonki trzyma łapy przy sobie i nie dobiera się do eks kochanki.
            • dominika303 Re: kontakty z ojcem - raz jeszcze 20.01.07, 00:53
              triss ,
              tu nie o tego kolesia chodzi co to okrślić się nie potrafi, tylko o odbiór
              naszych postów przez autorkę sad
              nie wiem jak ty, ale ja odniosłam wrażenie, ze pisze to osoba u kresu
              wytrzymałości psychicznej, z nerwami cienkimi jak włosy anielskie sad(

              A kolesiem to ja tez sie nie przejmuję, ale nią, bo dziewczyna jest między
              młotem ,a kowadłem, bo koles postanowił na niej trenowac techniki szantażu
              emocjonalnego " chcesz ojca dla dziecka- to musisz zaakceptowac w jego życiu
              moją żonę i jeszcze jedno nasze wspólne dziecko" - przeciez to jakaś psychoza
              nie normalne życie dziewczyny z małym dzieckiem, która zamiast cieszyc sie
              macierzyństwem to bije sie z myslami jak tu zaspokoić wilka, ale zarazem ocalić
              owieczkę sad(

              Triss , a z tym, że jak koles by się z nia ożenił to do końca życia by jej
              wypominał swój gest wielkoduszny - to zgadzam sie z toba w 100% , niektórzy już
              tak maja , że wyżej sraja niż d**** maja sad(


              Pozdarwiam

              PS
              Zrób tak jak ci radza dziewczyny, do sadu po alimnety, do sadu ustalic
              konkretnie wizyty ojca u dziecka.
    • mira59 Re: kontakty z ojcem - raz jeszcze 20.01.07, 00:04
      Ustal sądownie wszystko,tj.kontakty,alimenty i zacznij układać sobie życie.Bez
      niego i uczuć do niego w Twoim życiu.Już pokazał,że nie będzie z Tobą.
      Inną kwestią jest to,że nie rozumiem Twojego stanowiska.Masz z nim dziecko,a on
      jest z żoną i nie biorą rozwodu.A nadal łączy/łączyło was łóżko.Uważam,że jeśli
      deklaruje chęć bycia z Wami (Tobą i dzieckiem) to wyklucza to żonę,czyli dla
      nich oznacza rozwód.Nie rozumiem Twojego godzenia się na seks (drugie dziecko w
      planach Twoich) pomimo tego,że ma żonę i nie kwapi się do odejścia od niej.
      Pozdrawiam serdecznie,życzę powodzenia i mądrych,przemyślanych decyzji.
    • 5aga5 Re: kontakty z ojcem - raz jeszcze 20.01.07, 02:25
      A dlaczego ten playboy z Bożej łaski nie ma dzieci z żoną?
      Zrób z tym porządek ( prawnie )bo może być tak, że ta jego żonka swoich dzieci
      mieć nie może i ostrzą zęby na Twoje ( wasze )
      Przyłaża do Ciebie zglądać kąty by mieć argumenty że jesteś złą matką itp.
      Proszę ! Zrób z tym porządek, idź do adwokata, do sądu, gdzie tylko sie da i
      PRAWNIE ureguluj to wszystko.
    • jane795 Re: kontakty z ojcem - raz jeszcze 20.01.07, 12:41
      Witam!!
      Zrób tak jak radzą dziewczyny i to jak najszybciej bo mnie to też pachnie próbą
      zabrania dziecka przez nich(moze nie moga miec dzieci a chcą).Zniszczą Ci
      psychikę i stwierdzą,że trzeba zabrac dziecko niezrównoważonej emocjonalnie
      matce a z kim bedzie jej lepiej jak z własnym ojcem???Dziewczyno,jak
      najszybciej do sądu!Działaj!
      Pozdrawiam
    • kilowisni Re: kontakty z ojcem - raz jeszcze 24.01.07, 22:15
      Oj dziewczyno, dobrze Ci radza moje poprzedniczki.Posłuchaj ich , sąd, ustalenie
      i jasne warunki , daj spokój, szkoda zycia .Ustal swoje granice i zaznacz
      terytorium a jeśli sobie nie możesz z tym poradzic to poszukaj pomocy u
      psychoterapeuty , bo widze ,że cienko z Toba.Trzymaj sięsmile
    • dzk35 pierwsza myśl: uciekać 25.01.07, 08:56
      a ja mam wrażenie że on ma Wasze dziecko gdzieś... może się mylę ale chyba nie
      o dziecko chodzi tylko o władzę – władzę nad Tobą... władzę nad żoną ma (to
      widać), teraz potrzebuje Ciebie do haremu...
      mogę się mylić to są moje odczucia na podstawie tylko Twojego postu ale...
      facet ma żonę, a zabrania Tobie kontaktów z innymi mężczyznami! potrafi
      zachowywać się jak łajdak przy dziecku i wobec dziecka, o którym opowiada że
      jest dla niego takie ważne! przekonał żonę do wspólnych kontaktów i z dzieckiem
      i z Tobą, a która kobieta łatwo zdecyduje się na spotkania z owocem zdrady?
      która po półtora roku będzie spokojnie spotykała się z byłą rywalką?)

      dobrze Ci moje przedmówczynie radzą, załatw wszystko całościowo w sądzie, a
      podczas widzeń postaraj się by w domu ktoś był jeszcze kto Cię w razie
      konieczności ochroni i będzie świadkiem... sama zajmij się swoim życiem i nie
      daj sobie wmawiać że nie masz prawa do żadnych związków z mężczyznami! masz je!
      jesteś wolna, masz córkę a nie jesteś w jakimś związku! następne jego teksty
      potraktuj tak jak na to zasługują – śmiechem... zobaczysz jak ujdzie z niego
      powietrze
    • problemproblem Re: kontakty z ojcem - raz jeszcze 26.01.07, 10:15
      Przepraszam, ale dla mnie sytuacja jest conajmniej dziwna... Wystąp o kontakty
      ojca z dzieckiem u Ciebie (bez jego żony) i konsekwentnie trzymaj się
      wyznaczonych terminów. Gdy przyjdzie z żoną, przeproś ją ale stanowczo zaznacz,
      że to spotkania ojca z dzieckiem a nie z nimi obojgiem. Jak jego żona chce
      dziecka niech sobie adoptuje (bo swoich pewnie nie może mieć), faceta trzymaj
      na dystans. Po co odpowiadasz na jego sms? Załatwiaj z nim służbowo wszystko co
      dotyczy dziecka. Sadownie ureguluj alimenty i wizyty. Więcej asertywności. Mam
      wrażenie, że oni Tobą manipulują jak chcą. Pozdrawiam
    • merry23 Re: kontakty z ojcem - raz jeszcze 10.02.07, 21:06
      Dziękuję wszystkim za rady. Bardzo.
      Nie odpowiadałam, bo musiałam sobie dużo uporządkować w sobie. Wiele z tego, co
      tu zostało napisane przez Was, to moje intuicje.
      Ta Wigilia, którą przygotowałam dla nich obojga, chyba mnie ostatecznie
      rozdygotała. I Święta "razem". Owszem, miło, spokojnie (w miarę), z życzeniami
      szczęścia (przecież sobie ułożysz życie) i z drugiej strony pochlipywaniem,
      żebym ja GO przestała szarpać, bo on taki biedny, chory z tego wszystkiego i ma
      wyrzuty sumienia, a ona (żona) sobie bez niego nie poradzi, etc. Zabawki,
      ubranka, zabawy z małą. A ja to wszystko ostatecznie odebrałam jak pokaz siły.
      Oto mój mąż, oto moja żona. .... Wszystko ok, tylko precz z łapami.

      Nie wiem.
      Kiedy myślę, zero kontaktu, zmieniam numery telefonów, wyprowadzam się - czuję
      ogromną ulgę.
      ALE JEST DZIECKO. Przestaje być ważne, że jest z wielkiej miłości (na pewno
      domyślacie się, dlaczego i co zgasło), ważne jest to, że w głowie i w sercu mi
      się nie mieści, że dziecko (moje; jak każde dziecko) może nie mieć ojca. Do tego
      moją decyzją.

      Nikt mu kontaktów nie umożliwi, a ja najbardziej potrzebuję nie widzieć go (i
      jego "sympatycznej" żony) więcej na oczy.
      Zabroniłam zabierania do siebie i żony. Po ataku furii spokorniał (co to
      znaczy?) i przyjeżdża raz w tygodniu, a ja wychodzę z domu. Poza tym: ma duuuużo
      pracy, a wcześniej czas mu zabierał "związek" ze mną, teraz MUSI duuuużo
      nadgonić. Albo kilka godzin w tygodniu mu wystarcz, albo żona dostaje szału i
      nie zgadza się na częstsze wizyty u tej k... Mniejsza z tym.

      Chciałabym go więcej nie widzieć.
      Ale co z córką? Jak ma "mieć" ojca?

      Ojciec. Tata. Dla mnie to pseudo-ojciec. Kiedy byłam w ciąży, mówił, że nie
      wyobraża sobie dnia bez swojego dziecka. A miesiąc przed porodem znikł i odezwał
      się po porodzie.
      "Ojciec". Kilka godzin w tygodniu. Przestaje ją rozumieć, ona jest coraz
      bardziej onieśmielona, kiedy go widzi.

      ????

      Przepraszam, że znowu tyle melodramatu w tym wszystkim.
      Skupcie się na dramacie(?) dziecka.

      Na ile mam prawo decydować za dziecko dla swojego spokoju? Wydaje mi się, że nie
      mam.
      Ale każde moje nerwy odbijają się na dziecku. Po wizycie ojca jesteśmy obie
      rozdygotane, ona na pewno przeze mnie.
      Stąd myśli, żeby ileś miesięcy nie mieć kontaktu, a po przerwie znów próbować.
      Ale widzę, że więź córki z ojcem słabnie z każdym tygodniem...
      Nie widzę wyjścia, dobrego i zdrowego wyjścia.
      Wysłuchiwanie miłosnych deklaracji do nas obu - niszczące, chłód między
      rodzicami - niszczące dla dziecka, prawda?

      Co robić?

      Moja mama powiedziała: No, to urodziłaś dziecko pp XX.
      sad
      • julinekk Re: kontakty z ojcem - raz jeszcze 10.02.07, 21:32
        dla dziecka najwazniejsze jest zeby mialo w swoim otoczeniu wzorce meskie, a
        niekoniecznie ojca, ktory jak widac wcale nie jest dobrym przykladem.
        nic na sile. jesli juz widzisz ze wiez ojca z dzieckiem slabnie, a do tego
        urzadz ci on takie jazdy, to szkoda sie meczyc. jesli sie od niego odetniesz i
        odzyskasz spokoj twoje dzieck tez bedzie szczesliwsze. powodzenia
    • merry23 Re: kontakty z ojcem - raz jeszcze 20.02.07, 20:51
      No to jako dodatek
      Dzisiejsza wizyta ojca u córki: Małą uciekła do mnie na ręce, powiedziała "nie"
      i próbowała zamknąć drzwi przed nosem tatusia. Potem się rozruszała. Ona sprawia
      wrażenie jakby balansowała między ignorowaniem ojca a odrzuceniem go. 1,5-roczne
      dziecko.
      Kiedy bywała u niego (nich) w domu, widziałam, że go akceptuje i że więź jest
      silniejsza.
      Ale ja się nie mogę przełamać...
      No i jest tak, że ja - naprawdę - robię dobrą minę do złej gry, zachęcam do
      zabawy z tatą, etc., ale Mała chyba odbiera i uzewnętrznia moje emocje.
      Smutne to.
      Rozumiem, kontakt ojca z dziećmi, gdy ojciec odchodzi do innego domu po kilku
      latach. Ale tu go NIGDY nie było - uparłam się na budowanie więzi od zera na
      zasadzie wizyt Małej w domu ojca i sporadycznie u nas w domu. No i co z tego....
      Mieć dochodzącego tatusia kosztem równowagi psychicznej mamy i widząc, że kiedy
      mama i tata są razem, to w powietrzu wisi siekiera,a jak dobrze pójdzie, to za
      jakiś czas będzie obojętność?...
      Mała jest radosna, otwarta, wyluzowana, kiedy jesteśmy same.

      To co dziś zrobiła "na wejściu", wstrząsnęło mną.
      Pan tatuś powiedział, że jeśli ona go odrzuci, przestanie ją odwiedzać. Tylko
      dlaczego zrzucać na dziecko taki ciężar? Takiej decyzji?
      Dać jej zadecydować, czy decydować za dziecko?


      • merry23 Re: kontakty z ojcem - raz jeszcze 20.02.07, 20:52
        I jeszcze raz dzięki za wszystkie wcześniejsze posty.
        • martinka74 Re: kontakty z ojcem - raz jeszcze 20.02.07, 21:11
          Jestem zszokowana tym co piszesz. Ja rozumiem, ze facet jest skrajnie
          niedojrzaly, a Ty zagubiona i zmeczona, moge pojac ze facet, ktory jest na
          poziomie, jakim jest, uzywa stwierdzenia, ze nie bedzie mial kontaktu z corka,
          jesli ona go odrzuci, ale Ty dalas sie w to tak wkrecic, ze tez wierzysz, ze tu
          dziecko ma na cos wplyw, takie malutenkie dziecko moze byc odpowiedzialne za
          jakas niby decyzje, a tak naprawde za brak milosci i madrosci jej biologicznego
          ojca?
          • merry23 Re: kontakty z ojcem - raz jeszcze 20.02.07, 21:28
            A nie, nie. Oczywiście, że nie decydować teraz! Teraz to ja mogę(?) decydować o
            zamknięciu drzwi dochodzącemu tatusiowi. Zastanawiam się, czy czekać na jej
            decyzje co do ich kontaktów, kiedy będzie miała kilka(?) czy kilkanaście lat...
            • amelia95 Re: kontakty z ojcem - raz jeszcze 26.02.07, 00:40
              A wyobrażałaś sobie sielankę w takim trójkącie. Najlepsza rada nie fundować
              sobie dzieci z żonatymi facetami. Jak nie to płakać potem po nocach. Nie ma
              normalnego wychowania w takich warunkach i nie ma dobrego wyjścia można jedynie
              starać się wybrać mniejsze zło. A tak a propo czy idąc do łóżka choć przez
              chwilę pomyslałaś co może czuć jego zona co ty zrobiłabyś w jej sytuacji?
              Pozdrawiam i życzę aby udało się dać szczęście dziecku.
              • martinka74 do amelia95 26.02.07, 09:30
                chyba bardzo szczerze jej zyczyszsmile
    • atrust Re: kontakty z ojcem - raz jeszcze 26.02.07, 16:27
      Dziwne,piszesz ze chodzi tobie tylko o uregulowanie kontaktow ojca z
      dzieckiem.W takim razie po co wykrzyczalas przez telefon,zeby sie z toba
      ozenil.I dziwisz sie,ze jego zona jak to uslyszla miala pretensje?Wybacz
      zrobilas sobie dziecko z zonatym facetem,chcialas rozbic rodzine,a tu nici z
      planow.Sadze,ze teraz chcesz zrobic z dziecka karte przetargowa,ze moze jednak
      facet zlamie sie i wroci.
    • idalia666 Re: kontakty z ojcem - raz jeszcze 27.02.07, 00:32
      Przeczytałam Twoją historię i jestem w ogromnym szoku jaką dawkę złych emocji
      fundujesz dziecku!
      Wierz mi,że jedynym słusznym wyjściem z tej sytuacji jest definitywne zerwanie
      jakichkolwiek kontaktów z "kochającym tatusiem" i ułożenia sobie życia.
      Nie musisz wdawać się znowu w jakieś chore związki. Pożyj sama, odśwież stare
      znajomości. Na pewno masz jakieś psiapsiółki czy dobrych kolegów. Wyjdź do kina
      i przestań tkwić w matni chorego układu. Nie licz na życie z tym człowiekiem.
      Dlaczego kobieto patrzysz na dobro obojętnego wobec Ciebie ojca a nie na dobro
      własnego dziecka, które kocha Cię miłością bezwarunkową??
      Najbardziej w tej całej sytuacji żal dziecka. Ale jak widać nikt tu nie patrzy
      na jego dobro.
    • koko1968 Re: kontakty z ojcem - raz jeszcze 27.02.07, 15:39
      Dziewczyno,otwórz oczy i zobacz w co się pakujesz?Moja przyjaciółka zaplątała
      się w niemal identyczny układ.Facet żonaty,bezdzietny,odsunął się od niej jak
      była w ciąży.Po porodzie uznał (na nieszczęście przyjaciółki) dziecko i się
      zaczęło.Przychodził kiedy chciał,brutalnie próbował władować się do łóżka
      mamusi,na jej protesty i próby wyrzucenia go z domu reagował krzykiem.Ona była
      rozdarta między swoją nienawiścią do niego i jego żony a potrzebą posiadania
      ojca przez dziecko.Facet zabierał małą do swojego domu a gdy skończyła 4 latka
      (wyrosła z pieluch i stała się w miarę samodzielna)uknuli z żonusią intrygę,że
      odbiorą małą matce.Nastawiali dziecko,mamili zabawkami i słodyczami a
      przyjaciółkę próbowali przekonać,że małej będzie lepiej u nich.Wtedy ona
      przetarła oczy i zobaczyła co się na prawdę święci,za namową koleżanek złożyła
      wniosek do sądu o wyznaczenie miejsca i czasu kontaktów ojca z córką.W
      międzyczasie znalazła pracę ,sprzedała stare mieszkanie,kupiła nowe i
      przeprowadziła się do innego miasta.Tam spotkała wspaniałego człowieka,wdowca z
      synkiem,wyszła za niego za mąż,urodziła jeszcze jedno dziecko,jej mąż traktuje
      małą jak swoją córkę.A prawdziwy tatuś widzi się z nią przyjeżdżając do nich
      raz na trzy miesiące.Mała ma 10 lat, jest szczęśliwa wie ,że ma dwóch
      tatusiów,ale chyba bardziej kocha tego w domu.Merry nie pozwól,aby jakiś palant
      pod przykrywką miłości do dziecka,rujnował Wam życie,to jest egoista myślący
      tylko o sobie,uwierz że możesz być szczęśliwa z kimś,kto pokocha twoje dziecko.
Pełna wersja