olamad
24.01.07, 13:27
Witam wszystkie Samodzielne

)
Choć nie jestem uczestniczką tego forum, piszę w imieniu mojej najlepszej
przyjaciółki, która znalazła się w ciężkiej sytuacji.. Mimo, że trochę się
orientuje w prawie rodzinnym, w tej sytuacji nie mam pojęcia jak jej pomóc,
co poradzić.. Może Wy coś podpowiecie..
Otóż w marcu zeszłego roku wyprowadziła sie z domu. Dzieci (dziewczynka teraz
6 lat i chłopiec 2 lata) zabrała ze sobą. Chociaż w małzeństwie nie było
pijaństwa, czy zdrady, moja koleżanka miała dosyc długów, przepuszczania
wszystkich pieniędzy przez męża, zarabiania na dom w pojedynkę, jednym
słowem, miała dosyc braku bezpieczeństwa i stabilizacji w ich domu. Już po
wyprowadzce doszło do szarpaniny między nimi - tzn. on się na nia rzucił z
łapami i trochę poturbował, wiec o powrocie do męża nie ma już mowy..
Moja przyjaciółka nigdy nie zabraniała, nie ograniczała kontaktów ojca z
dziećmi - mógł sie z nimi widywać, zabierać do siebie kiedy chciał i na ile
chciał. Po kilku takich dłuższych pobytach starszej córki u niego zadzwonił,
że dziecko nie wróci juz do mamy, bo nie chce. Koleżanka próbowała
porozmawiać z dzieckiem, ale na każdą próbę wyciagniecia powodu dla takiej
decyzji, dziewczynka sie zamykała w sobie, nie chciała nic mówic. Co wiecej,
gdy mama ja odwiedzała, nigdy nie chciała z nia wychodzic sama np na spacery,
pojechać odwiedzić ukochanych dziadków, zawsze "musimy wziąć ze soba tatę".
Taki stan trwa juz od kilku miesięcy. Mąż stale utrudnia mojej koleżance
kontakty z dzieckiem, nie mówi jej o uroczystościach w przedszkolu (ona
dzwoni tam regularnie by się wszystkiego dowiedzieć, spotyka z paniami), nie
przychodzi na umówione spotkania lub nie otwiera drzwi. Kilka razy udało jej
sie zabrać córkę do siebie na weekend i ze strzępków informacji wyciagniętych
od dziecka wyłania sie obraz taty, który "będzie płakał jak ona gdzieś z mamą
pójdzie", który "bez niej nie potrafi sobie sam poradzic", że "serce mu pęka
jak ona idzie do mamy", a zresztą mama jest zła "bo tatuś tak ją kocha, a ona
nie chce już z NIMI mieszkać i woli mieszkać sama". Ewidentnie tata próbuje
(co zresztą mu sie udało) wzbudzic w dziecku wyrzuty sumienia i odciać matkę
od córki. Przyjaciółka radziła sie adwokata, psychologa, rozmawiała nawet ze
znajomym sędzia SR, i wszyscy jej powiedzieli, ze niech lepiej nic nie robi,
bo szanse by mała z nia mieszkała sa niewielkie, bo dziecko jest bardzo
zwiazana z ojcem i na 100% sąd przyzna opieke nad nią właśnie jemu. No i
przyjaciółka nie wie co robic, bo on teraz zaczyna podobne akcje do młodszego
syna - też polegające na wzbudzeniu wyrzutów sumienia, przekupstwie ("jak
zostaniesz u taty, to ci kupie ten super samochód, który zawsze chciałes").
Na razie to tylko urabianie gruntu, bo dzieciak chodzi jeszcze w pieluchach i
byłby to niewtpliwy problem dla taty, wiec podejrzewamy, ze czeka aż młody
nauczy sie robic na nocnik.
Choć moja przyjaciółka widzi, ze córka u taty nie jest jakos specjalnioe
zaniedbana (jest czysta, chodzi do przedszkola), to widzi też, ze pobyt u
taty nie wychodzi jej na dobre, ze niejednokrotnie az się rwie by pojechać do
mamy, ale nagle milknie, smutnieje i cichutkim głosikiem mówi, ze zostanie z
tatą. Sama widziałam, ze zrobiła sie z niej smutna, posępna, wiecznie
niezadowolona z życia dziewczynka - ojciec najpierw pozwala jej na wszystko,
a potem się dziwi, ze młoda się awanturuje jak czegos nie dostanie.. Co
więcej, ojciec niebardzo sobie radzi z wychowaniem krnąbrnej 6-latki -
jedynym środkiem wychowawczym stosowanym przez niego są klapsy, a następnie
zgoda na wszystko, co dziecko chce.
Oni jako małżeństwo, umówili sie, że pozew o rozwód zostanie złozony po roku
od jej wyprowadzki (ona sie na to zgodziła, majac nadzieje, ze przez ten czas
uda jej się odzyskać córke i sprawa opieki nad nią będzie oczywista) i nie ma
zasądzonych alimentów (bo przecież jedno dziecko jest u niej, jedno u niego).
I na koniec chyba najważniejsza informacja: mieszkanie, w którym mieszka tata
z córka jest przepisane notarialnie własnie na ta córkę - a wcześniej było
majątkiem odrebnym męża..
Poradźcie, co robić?
Czy naprawdę nie ma szans by odzyskać dziecko??
Moja przyjaciółka jest normalną kobieta: ma wynajęte mieszkanie, pracuje,
zarabia - wiec żadna z niej patologia, żeby jej dzieci zabierać...
Pozdrawiam i przepraszam, ze tak długo..