Rekonstruowane rodziny - jak sie w tym znalesc?

25.01.07, 11:46
Witam,
Jestem samodzielna matka 3 letniej dziewczynki. Na forum pisze po raz
pierwszy. Bo mam problem i sama juz nie wiem, gdzie szukac rady. Moze ktoras
z Pan bedzie miala dla mnie jakas wskazowke?
Sytuacja wyglada nastepujaco:
Z ojcem mojej Corki rozstalam sie jeszcze w ciazy, to byla jego decyzja. Dosc
szybko ulozyl sobie zycie z inna kobieta. Natomiast ja bylam sama. Uklady
miedzy nami byly i sa dobre, jakos udalo nam sie znalesc porozumienie w
sprawie dziecka bez posrednictwa sadu. Od kilku miesiecy jestem zwiazana z
mezczyzna, ktory w pelni akceptuje moja corke, a moja corcia za nim przepada.

Opis sielankowy, prawda? Przynajmniej ja mialam wrazenie, ze wszystko zmierza
ku dobremu. Tylko, ze zaczyna mi sie lekko sypac ten swiatopoglad. Po wielu
rozmowach postanowilismy z moim partnerem zamieszkac razem. Do tej pory
spotykalismy sie tylko, nie zostawal nigdy na noc u mnie, kiedy Corcia byla w
domu. Kiedy powiedzialam o tym swojej Mamie, zwrocila mi uwage na cos, czego
do tej pory nie bralam pod uwage. Otoz: jak dziecko, ktore zaczyna byc
swiadome pewnych zachowan, takze jezeli chodzi o intymne sfery zycia,
zareaguje na fakt wprowadzenia sie do naszego domu mezczyzny? Jak zareaguje
na to, ze mama spi w jednym lozku z jakims mezczyzna, ktory nie jest jej
ojcem?
Wiem, ze to glupie, ze byc moze szukam dziury w calym, ze podswiadomie
odwlekam decyzje o wprowadzeniu sie mojego partnera do mnie itd. Wiem tez, ze
moja Mama jest osoba konserwatywna i dla niej jedno nieudane malzenstwo
oznacza, ze powinnam poswiecic sie dziecku i nie mslec o sobie. Wiem tez, ze
boi sie o mnie i o to, zebym nie byla ponownie skrzywdzona, no i w koncu wiem
tez, ze boi sie o reakcje Kasi na "nowego czlonka spolecznosci domowej". Ja
to wszystko wiem! Tez o tym mysle, mam tysiac argumentow na kazda
watpliwosc.. Ale te watpliwosci sa.

Przepraszam, ze tak chaotycznie napisalam, ale mam taki metlik w glowiesad Mam
nadzieje, ze ktos zrozumie to, o czym pisze. I moze jakies sensowne
podpowiedzi dostane.

Pozdrawiam,
Asia
    • mrs_ka Re: Rekonstruowane rodziny - jak sie w tym znales 25.01.07, 12:49
      Witaj
      Myslę, że zupełnie niepotrzebnie skoncentrowalaś się na aspekcie, ktory
      zauważyła Twoja matka. Owszem, jest prawdą, iż dzieci widzą śpiących ze sobą
      dorosłych tak samo jak widzą, ze ci dorośli myją zęby, jeżdżą samochodami i
      oglądają "Kropkę nad i". To jest taki sam fakt jak każdy inny.
      Natomiast wprowadzenie sie Twojego mężczyzny z całą pewnością wywróci świat do
      góry nogami, ale nie z powodu tego okropnego slowa "seks" (bo wybacz, ale
      wybieranie z całego spektrum potencjalnych problemów tj. odmienne poglądy
      wychowawcze, inne style bycia i życia, zazdrość córki o partnera/zazdrość
      partnera o córkę, uklady z rodziną partnera itd. itp. akurat problemu pod
      tytułem "intymne sfery życia i dziecko wobec nich" wydaje mi się kompletnie
      niezrozumiałe. Sądzę też, że w ten sposób Twoja matka chciała raczej wyrazić
      dezaprobatę dla okoliczności, że Jej córka sypia z mężczyzną niebędącym jej
      mężem, niż oprzeć się na jakiejkolwiek realnej przesłance do niepokoju) tylko z
      powodu szeregu innych wydarzeń wiążących się z wprowadzką.

      Przed Wami ciekawy okres smile Nie tchórz i nie uciekaj przed tym, bo nie ma czego
      się bać. Po pewnym czasie wózek ze zrekonstruowaną rodziną jedzie dalej i
      wszystko się układa.
      To, że mama się o Ciebie martwi to naturalne. Ale nie przejmuj Jej niepokojów i
      lęków, bo to Twoje życie. Tak więc zacznij odróżniać to, co jest Twoją emocją od
      tego, co jest emocją cudzą.
      Myślę, że przed Wami niejedno wspólne śniadanie w łóżku i byczenie się całą
      trójką w sobotnie poranki smile

      trzymaj się
      a.

      ps. przy okazji zapraszam na forum Nowa Rodzinka. Nie jest wprawdzie moje, ale
      piszą tam dziewczyny o podobnych do Twoich problemach.

      forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=37110
    • dzk35 chyba martwisz się na zapas 25.01.07, 12:52
      po prostu uznaj spanie w jednym łóżku z partnerem za normalne, tak jak wspólny
      posiłek czy wyjście do kina, bo dzieci wyczuwają napięcie rodziców i
      najczęściej mają wątpliwości co do tego o czym właśnie rodzice nie potrafią
      rozmawiać... gdy mała jednak zapyta powiedz że po prostu śpicie w jednym łóżku
      bo nie ma osobnego dla „wujka” (np. tak jak ona śpi u kuzynki gdy jest w jej
      domu), z seksem tylko musicie uważać ale o tym chyba nie trzeba mówić

      wątpliwości ma każdy kto myśli, a nie będzie skrzywdzony tylko ten kto nie
      zacznie żyć...
      • mrs_ka Re: chyba martwisz się na zapas 25.01.07, 13:13
        Przepraszam, zupełnie się nie zgodze z dzk35.
        Wciskanie dziecku kitu na "odwal się" wydaje mi się jedną z cięższych przewin
        wobec dziecka, bo stoi za nią jakaś dziwna do pojęcia bezrefleksyjność ze strony
        dorosłego. A jeśli dziecko Ci powie "to kup trzecie łóżko" to co powiesz, że nie
        masz pieniędzy? Czy wymyślisz kolejną bzdurę w rodzaju "bo nie posadziłam
        czarodziejskiego nasionka, z którego wyrasta drzewko z dolarowymi listkami"?
        A potem wydaje się pierdyliony budżetowych pieniędzy na kampanie "uczmy się ze
        sobą rozmawiać"... Fakt, niekiedy trzeba się uczyć tego od początku, zwłaszcza
        wówczas, kiedy wyznaje się pogląd, że nasz mały rozmówca musi dorosnąć do bycia
        szanowanym i traktowanym poważnie.

        Śpię z własnym mężem, bo to naturalne, że dorośli kochający sie ludzie mają
        potrzebę bliskości. Lubimy się do siebie przytulać i nie ma w tym nic złego. To
        jest odpowiedź na zadane przez kilkulatka pytanie, dlaczego mama śpi z Iksem.
        I kolejna rzecz: Iks nie jest żadnym wujkiem. Iks nie jest moim bratem ani mężem
        mojej siostry. NIgdy nie mogłam pojąć i chyba nie pojmę przedziwnego pędu do
        nazywania nowych partnerków matki "wujkami" i nowych partnerek ojców "ciociami".
        To nie są ciotki, to nie są wujkowie.
        Jeszcze gorsza jest nomenklatura "tatuś", ale to temat na oddzielny wątek.


        a.
        • dzk35 poczułam się skarcona 25.01.07, 15:15
          hmmm... widzę świat inaczej... sądzę że powiedzenie dziecku że ktoś będzie spał
          w moim łóżku bo go kocham i lubię się przytulać zrodzi, myślę, pytanie dziecka
          czy ono też może z dorosłymi spać bo też kocha i chce się przytulać... a ja na
          pytanie o kupno nowego łóżka odpowiedziałabym że jak nam będzie niewygodnie to
          kupimy...
          hmmm... widzę świat inaczej... sądzę że powiedzenie dziecku że ktoś będzie spał
          w moim łóżku bo go kocham i lubię się przytulać zrodzi, myślę, pytanie dziecka
          czy ono też może z dorosłymi spać bo też kocha i chce się przytulać... a ja na
          pytanie o kupno nowego łóżka odpowiedziałabym że jak nam będzie niewygodnie to
          kupimy...
          a co do „wujka” to świat się opisuje wg siebie, ja miałam kilku wujków i
          kilkanaście cioć z którymi nie jestem związana więzami krwi, dla mnie to są
          ludzie życzliwi dla dziecka, a związani na tyle więzami przyjaźni z rodzicami
          że trudno o nich mówić pani kasia, pan tadeusz... ale dla mnie właściwie jest
          się rodziną wtedy gdy jest się blisko i można na siebie liczyć, więzy krwi czy
          powinowactwa są mniej istotne...
          • mrs_ka Re: poczułam się skarcona 25.01.07, 16:23
            I cóż, boisz się tych pytań? To oczywiste, że mogą paść. I wtedy się na nie
            odpowiada. Nieustannie odpowiadam na pytania mojego syna, w wieku lat czterech
            pytał się mnie np. o to, czy gdyby Judasz wiedział, że Jezus mu przebaczy to też
            popełniłby samobójstwo? Podaję to jako przykład, bo uważam to za intelektualne
            wyzwanie, emocjonalnie też zreszta nie jest to łatwe.
            Jak się rodzą dzieci, co to jest seks, w jaki sposób dziecko wydostanie się z
            brzucha, dlaczego mama nie mieszka z tatą, czy jeśli ludzie na siebie krzyczą to
            się rozwiodą.... codziennie dostaję setki pytań.
            Odpowiadałam nawet na pytania o narkotyki, karę śmierci, oraz- ciekawostka,
            hehe- o to, czym był młot na czarownice.

            Nigdy nie okłamuję dziecka, nie zwodze, nie robię uników.

            Uważam to za akt intelektualnej porazki, ale przede wszystkim traktowanie
            dziecka nie fair. Potrzeba poznania jest wspaniała, zachwycam się nią u swojego
            dziecka. Szkodę może przynieść tylko wtedy, kiedy dorosły traktuje tę potrzebę
            niepoważnie opowiadając nieprawdę. Oprócz tego, że w ten sposób dziecko
            przestaje mu ufać, upada też autorytet dorosłego.
            Jeżeli dziecko dojrzało do zadania jakiegoś pytania, to oczekuje powaznej
            odpowiedzi nań. Nie chodzi o przesadę- kiedy tłumaczę Młodemu czym jest magma
            nie podaję mu wzorów chemicznych i nie czytam akademickich podręczników do
            geologii. Nigdy jednak nie odszedł z kwitkiem, od tego są encyklopedie i
            internet, aby dziecku odpowiedzieć. Od tego jest zaufanie dziecka do nas, aby
            nie powiedzieć mu taniej bajki o bocianie, kapuście czy brakującym pieniądzom na
            trzecie łóżko.

            Prosty przykład "czy ja też mogę spac z tobą w łóżku, skoro cię kocham?".
            Odpowiedź "mama w inny sposób kocha swoje dziecko, niż swojego męża. Dorośli
            ludzie przytulają się i całują inaczej, niż całują i przytulają swoje dzieci. To
            pierwsze nazywa się namiętnością, a to drugie miłością rodzicielską. Kiedyś,
            kiedy dorośniesz, też poznasz swoją miłość i wtedy będziesz chciał być blisko
            niej, przytulać ją i całować. I gwarantuję ci, że nie zaprosisz wtedy mamusi do
            łózkawink "
            To są bardzo proste sprawy, jeśli traktuje się je naturalnie.
            Co do wujka i cioci- ja też miałam i mam wiele przyszywanych ciotek i wujków,
            ale tu nie chodzi o opisywanie swiata wedle kogokolwiek, a o to, że pan Tomek
            nie jest wujkiem dziecka. Finito.
            NIe ma sensu zakrywac prawdy jakimiś lingwistycznymi akrobacjami: tomek to
            chłopak/przyjaciel/mąż mamy, a nie wujek dziecka. Prawda w tym przypadku jest jedna.

            a.
            • dzk35 nie przesadzajmy z prostolinijnością wobec dziecka 29.01.07, 10:15
              Mrs_ka, pozwól że nie zgodzę się z Tobą, bałabym się informować dziecko (swoje
              dziecko), że kogoś kocham inaczej niż je, że coś dam komuś a jemu nie, wiesz...
              bałabym się obudzić w nim poczucie odrzucenia, odsunięcia na dalszy plan... to
              nie spraw związanych z seksem się nie boję, ale uczucia dziecka bycia
              odepchniętym przez matkę!
              a rozmawiać można rzeczywiście na każdy temat i trzeba – tu się z Tobą zgadzam

              a kwestia wujka – chyba temat na osobny topik – też nie zgadzam się z Tobą,
              jakoś partnera trzeba określić i w pewien sposób oswoić (ma o nim mówić „pan
              Tomek”?), a poza tym, co jeśli ten facet był kolegą mamy i był jako przyszywany
              wujek określany tak? mają nagle przejść na pan??! przecież żadna matka nie
              wprowadza do domu człowieka którego dziecko nigdy na oczy nie widziało! on jest
              już w jakiś przyjaznych stosunkach z dzieckiem i często funkcjonuje już
              jako „wujek Tomek”
              • anetina Re: nie przesadzajmy z prostolinijnością wobec dz 29.01.07, 10:43
                partner mamy na pewno nie jest wujkiem dla dziecka
                już lepiej, żeby mówiło po imieniu
                twój partner ma być przyjacielem, kumplem twojego dziecka - czyli powinni sobie
                mówić po imieniu

                Mały ma wujków i rodzinnych i takich przyszywanych
                ale mój partner - który razem ze mną go wychowuje - jest dla niego po prostu M.
              • mrs_ka Re: nie przesadzajmy z prostolinijnością wobec dz 29.01.07, 10:47
                Dzk35- nie rozumiem. To, że Kulczyk ma więcej niż ja jest dla mnie oczywiste. Ja
                mam zaś wiecej niż Diego z brazylijskich favelas. "Inaczej" nie jest kluczem do
                dyskryminacji; pokazuje własnie różnorodność.
                Nie mieści mi się w głowie żaden cel, który usprawiedliwiałby okłamanie dziecka,
                może spójrz na to z tej strony?
                Czy poczułaś się zraniona faktem, że Twoja matka kochała ojca i kochała go na
                pewno INACZEJ niż Ciebie? Czy miałaś domowe zwierzątko? Czy kochałaś je TAK SAMO
                jak swoje dziecko lub mamę? Czy czułaś się emocjonalnie zaniedbana ponieważ
                Twoja mama kochała Waszego pieska albo kuzynkę ze strony matki?
                W ogóle nie pojmuję idei emocjonalnej urawniłowki- takie podejście z gruntu
                skażone jest fałszem, bo każdy z nas odczuwa różnie i każdy ma do tego prawo.
                Agape nie jest Erosem, na Miły Bóg, i tego nie zmienią żadne fantastyczne
                konmstrukcje słowne czy trzymanie dziecka pod kloszem. I szczerze mówiąc to
                trudno mi się w tym dopatrzeć obiektywnego problemu, prędzej już jakiegoś
                problemu po Twojej stronie w sensie jakichś deficytów i braku poczucia
                bezpieczeństwa, o czym piszę nie z intencją złośliwości, ale po to, aby jakoś
                sobie to wytłumaczyć.
                Bo nie ukrywam, że jestem zdumiona tym, że istnieje dla Ciebie przełożenie
                pomiędzy powiedzeniem prawdy dziecku, a zranieniem jego uczuć faktem, iż kocha
                się kogoś jeszcze poza nim.
                Komunizm jako idea społecznej równości dawno odszedł w przeszłość, z emocjami
                jest tak samo. Im wczesniej dziecko się nauczy, że ma prawo do swoich emocji (i
                każdy inny człowiek również) tym lepiej dla niego samego, bo ma większe szansę
                niewyrośnięcia na emocjonalnego egoistę, którego rozwala fakt, iż byle Kazio go
                nie lubi (powinni wszak go kochać wszyscy).


                Teraz co do wujka. Ja akurat od lat żyję w takiej sytuacji. Mój mąż ma imię,
                nota bene dość ładne i tak się do siebie z Młodym zwracają. Nie zauważyłam
                uszczerbku autorytetu ani mniejszej miłości, bo pies nie jest pogrzebany w
                "wujkach" i w piętrowych kłamstwach na temat łóżek, tylko w czymś zupełnie innym.
                Nigdy nie prosiłam, aby Młody do moich znajomych mówił wujku i ciociu. Może
                mówić po imieniu lub per pani i pan. Też nie widzę problemu: widzisz, Dzk35,
                mnie irytuje okoliczność, w której konwenans i forma biorą górę nad zdrowym
                rozsądkiem, a do takich zaliczam "uwujkowanie" obcych ludzi tylko po to, aby
                jakiejś dziwnej formie i własnej wygodzie stało się zadość. Najdziwniejsze jest
                to, że w ogóle najmniej potrzebuje tego samo dziecko, które dorośli
                uszczęśliwiają na siłę wciskając mu "ciocie" i "wujków".

                a.





                "w świecie mułow nie ma regułów". Tak tak, to jasmile
    • anetina Re: Rekonstruowane rodziny - jak sie w tym znales 25.01.07, 13:13
      martwisz się na zapas

      u mnie jest ciut inaczej
      mój synek nie ma kontaktu z ojcem

      gdy miał 2 lata, zaczął do nas przyjeżdżać M.
      siłą rzeczy - mieszkał daleko - zostawał u nas na noc

      z czasem było i wspólne łóżko
      nie ma problemów nawet, gdy Mały w nocy wstanie czy nad ranem, przychodzi do nas
      tuli się i śpi dalej z nami

      to jest naturalne zachowanie

      jeśli ty nie będziesz robiła problemów z tego
      tym bardziej dziecko nie będzie ci miało jakichkolwiek ale
    • asiakasia75 Dziekuje za odpowiedzi i troche uzupelniam.. 25.01.07, 15:05
      Duzo slusznosci jest w tym, ze z lekka przesadzam. Tylko, ze tym razem
      postanowilam byc ostrozna. Moze nawet za bardzo ostrozna. Problem jednak w tym,
      ze moj Partner nie ma dzieci, wiec nie przezyl pewnych rzeczy na wlasnej
      skorze. Nie chcialam z tego powodu wprowadzac Go na stale do zycia Corci zbyt
      szybko, zanim wlasnie On nie zda sobie sprawy, co to znaczy zwiazac sie z
      kobieta, ktora ma dziecko. Balam sie, ze obie, i ja i Kasia, przyzwyczaimy sie
      do jego obecnosci a On.. odejdzie, bo zda sobie sprawe, ze nie jest w stanie
      tak zyc. Bo wlasnie inne spojrzenie na sytuacje, inne spojrzenie na
      wychowywanie Corci, inne spojrzenie na funkcjonowanie domu. Dlatego wolalam,
      zeby Jego obecnosc w naszym zyciu zwiekszala sie stopniowo, a nie od razu
      24h/dobe. Trwa to juz prawie 9 miesiecy i doszlismy wspolnie do wniosku, ze
      oboje jestesmy gotowi na nastepny krok - zamieszkanie razem.

      Zgadzam sie, ze byc moze za bardzo skupilam sie na tym, co zasugerowala mi
      Mama. I tak, prawda jest, ze boli ja bardzo, ze Jej Corka sypia z kims bez
      slubusmile No jest konserwatywna.. Pewnie ja tez troche jestem, bo jednak dotad
      moj Partner nie spedzil nocy u nas w domu, kiedy byla Kasia, mimo, ze Corcia ma
      wlasny pokoj. Tylko, ze ja mam juz dosc takiego rozdzielania rol: jestem matka,
      kiedy jest Kasia, jestem kochanka, kiedy Kasia jest u swojego Taty. Czuje, ze
      to jest ten wlasciwy mezczyzna, chce z nim stworzyc rodzine. I to nie tylko
      dlatego, ze Go kocham a On kocha mnie. Widze, ze zalezy mu na calosci naszej
      rodziny - na mnie i na Kasi. Widze, ile poswieca jej czasu, z jakim
      zaangazowaniem sie z nia bawi, jak pokazuje jej swiat. I czuje, ze robi to
      dlatego, ze chce. Tylko ten magiczny prog wprowadzenia Go do naszego zycia na
      stale.. Lekko mnie to przeraza. Nie sadze, zeby moje dziecko przezylo szok
      widzac mamusie w lozku z jakims Panem, jak to sugeruje moja Mamasmile Okazujemy
      sobie czulosc przy Kasi, tlumacze jej, ze kocham mojego partnera. Na poczatku
      byla zazdrosna o mnie, teraz juz przestala, widzi, ze mimo wszystko mam dla
      niej czas zawsze i wszedzie. Na prawde staram sie, zeby to wszystko bylo dla
      wszystkich zrozumiale, szczegolnie dla Kasi.

      A jednak gdzies tam na dnie kolacze mi sie, ze moze Mama ma racjesad
      Pozdrawiam,
      Asia
    • wojag Re: Rekonstruowane rodziny - jak sie w tym znales 28.01.07, 18:49
      wiesz, jest to trudna decyzja, ale pamietaj, twoja corcia bedzie szczesliwa,
      kiedy ty bedziesz szczesliwa, dlatego mysl o sobie i DZIALAJ!
      • ankasu Re: Rekonstruowane rodziny - jak sie w tym znales 29.01.07, 11:54
        Twoja mama, chociaż z pewnością chce dobrze, nie ma racji.
        Jeżeli Twój związek będzie trwały, to przyniesie wyłącznie korzyści i tobie, i
        twojej córci. Oczywiście musisz być wrażliwa na jej relacje z twoim partnerem
        itp. itd.
        Dobra "rekonsturukcja" jest znacznie lepszym rozwiązaniem niż niepełna,
        chociażby dla rozwoju społecznego i emocjonalnego dziecka. Wiem co mówię, bo
        sama jestem z rozbitej rodziny. Moja matka zamiatała wszystkie sprawy dotyczące
        intymności i emocji pod dywan albo zamykała w swojej torebce. Skutki były
        fatalne, uwierz mi.
        Tworząc szczęśliwy związek, dasz córce więcej z siebie, pokażesz jej, że
        można poradzić sobie z poważnymi problemami. Twoja córcia mając stały kontakt
        ze swoim tatą, zyska przyjaciela i fajną rodzinkę na co dzień.
        Sama pragnęłabym tego dla mojego dziecka... Życzę Ci powodzenia, buduj swoje
        szczęście, trzymam za was kciuki.
Pełna wersja