cholernie mi ciężko ;( nie wiem jak sobie poradzić

10.02.07, 11:06
z tym smutkiem,z kolejnym rozstaniem i zapowiada się,że to już na dobre,bo
się poddał,powiedział,że nie ma już woli walki o nas,i nie wierzy że się
uda...zostałam sama z córeczką,pusto,cicho i smutno, nie umiem sie wziąć w
garśc na dłużej niż 1 dzień,potem znowu mnie dopada przerażający smutek i
żal,ściskanie w sercu...i na nic myśli,że żyję teraz dla dziecka, bo mi tez
się coś od życia należy...a nie wieczny smutekcrying nie spotykam się ze
znajomymi, nie mogę przebywac wśród ludzi...wolę być sama ,głównie, bo czasem
tez nie wyrabiam, w tej samotności.Kładę się,śnię i budzę się z myślą o
nim,jak przestać myślec i skupić się na innych sprawach,na dłużej niż ten 1
dzień,jak zapomnieć i też się poddać,zrezygnować z marzeń i pojąć co się
stało...na dodatek mogę stracić pracę, nie mam od poniedziałku nawet
komputera,na którym tez pracowałam w domu,zarabiam grosze,nie mam wsparcia w
rodzinie,wszystko w tym roku idzie w złą stronę,i jest coraz gorzej...nie
widzę przyszłości kompletnie.Mimo wielkiego wsparcia znajomych nie umiem
sobie poradzić.mało jem,dużo palę,duzo siedze przy kompie,mało czasu spędzam
z niuniąsadmam wyrzuty sumienia,ale nie umiem z tym długo walczyć,to dopiero
niecały tydzien jak go nie ma,wiem,ze z czasem pewnie będzie lepiej,ale póki
co nie wiem jak żyć....
    • danagr Re: cholernie mi ciężko ;( nie wiem jak sobie por 10.02.07, 14:52
      jeszcze niedawno bylam w takiej samej matni jak ty. Na szczescie znajomi, teraz
      moge powiedziec przyjaciele, wyciagali do mnie rece. Chodz im odmawialam nie
      rezygnowali ale oni nie zawsze sa, wiekszosc czasu jest sie ze soba samym. Gdyby
      nie moj maly nie wiem co by bylo, on mnie trzymal na powierzchni.
      Kochana, przede wszystkim musisz sie wziac w garsc, skupic sie na sobie i corci,
      absolunie nie siedz sama, jak tylko masz mozliwosc zostawic z kims malutka,
      spotykaj sie ze znajomymi wychodz gdzies nawet jak nie masz na to ochoty, to
      zawsze chodz troche odwoci twoje myslenie. Zajmij sie czyms, szukaniem pracy,
      jakis kurs, wyjazd itd. I zrob sobie od czasu do czasu prezent typu fryzjer,
      niedrogi ciuch, nawet kwiaty, to bardzo pomaga. Niestety bedziesz jeszcze przez
      jakis czas tesknic, smucic sie, serce bedzie pekalo ale z uplywem czasu bedzie
      lzej i lepiej. Uwiez w siebie i walcz o siebie, zaslugujesz na kogos lepszego,
      kogos komu bedzie sie chcialo walczyc o was. Jesli on juz sie poddal to wyglada
      na to, ze jego uczucie wygasa lub wygasl albo jest to z jego strony czyste
      lennistwo. Nie daj sie dziewczyno, masz dla kogo zycz i przec do przodu!
      Przytulam Cie mocno i trzymam kciuki.

      • aniaje Re: cholernie mi ciężko ;( nie wiem jak sobie por 10.02.07, 16:33
        dzisiaj moglam wyjsc z córcią i zjamomymi,zostałam w domu,jutro moge tez
        wyjsc,nie wiem co zrobic,co mam sie smucic przy nich i wszystkich na okolo?
        nerwy mi puszczają,bo moja jest bardzo krzykliwa i niegrzeczna-przez to co sie
        napatrzyla...czuje ze w srodku krzyczę,ze nie wyrabiam,czuje takie gniecenie w
        klatce i ogromną rozpacz..wlasnie spalam 2 godziny,bo czekam az on tu
        przyjdzie,i myslalam,ze juz nie wytrzymam dluzej czekania...czuje,ze
        wariuję,piję herbatke na uspokojenie,ale nie chce zeby to sie przerodzilo w cos
        większego,raz juz tak mialam przy naszych problemach,dlatego od wtorku zaczynam
        chodzic do psychologa...ja po prostu nie wyobrażam sobie bez niego życia ani
        przysżłości,wiem ze bylo źle,ale wiem,ze moja wina tez w tym byla,tylko ja sie
        nie umiem poddać bez walki jaką jest psychologcryingi tak boli,ze od dawna nie moge
        sie przytulic do niego,ze mówi takie rzeczy,ze zaraz przyjdzie i bedzie mnie
        unikałsadpatrzył obojętnie,bo wiem,ze my umiemy razem życ i ze polączylo nas
        niesamowite uczucie...on tez wie,ale nie ma juz siły na próby,nie wiem jak sie
        pozbierac i nie wylądowac w wariatkowie...
        nawet po dzisiejszym nie pójsciu przyjaciele proponują jutro wyjscie na sanki:
        (ale niunia nie widziala go tyle czasu i akurat o tej porze on moze
        przyjechać ...wole,zeby siedziala z nim.oni tez juz mają dosc moich dołów bo
        mówią do mnie a ja i tak robię swoje...ale jeszcze są,tylko mi to nie wystarcza;
        (bo chcialabym,żeby on był,zeby cale moje zycie nie wywalilo sie do góry
        nogami,musze sie wziąc w garśc zeby nie zwariować,jezu...ale jak wyłączyć serce?
        • danagr Re: cholernie mi ciężko ;( nie wiem jak sobie por 10.02.07, 17:42
          serca nie dasz wylaczyc, ja tez jeszcze swojego nie wylaczylam ale to juz nie
          jest ta sama milosc. Z psychologiem to bardzo dobre wyjscie ale idz z
          nastawieniem i przekonaniem ze naprawde chcesz wyrwac sie z tego marazmu. Przede
          wszystkim zadaj sobie pytanie czego TY chcesz, zyc w nadzieji i wspomnieniach?
          to tak jakbys sie cofala do tylu, a Ty masz isc do przodu!
          Ja tez nie dawalam sobie rady, przerabialam dokladnie to samo co ty, czekanie,
          tesknota, bol, analizowanie itd. ale to nic nie dawalo. Mozna sie tylko w tym
          zatracic, zgubic swoje ja a z tego to juz bardzo ciezko sie wygrzebac. Poszlam
          do psychologa dla siebie i syna bo nie dawalam rady sobie sama ze soba. I z
          perspektywy czasu wiem, ze to bylo najlepsze co moglam zrobic dla nas (mam
          namysli siebie i syna). Ja sie podnioslam psychicznie, stalam sie mocniejsza,
          bardziej pewna i dowartosciowana, natomiast moj maz, dalej sie gubi, nie radzi
          sobie na gruncie prywatnym.
          Nie pozwul zeby jego problem w tej chwili byl twoj, on musi sam dojsc do siebie,
          wygrzebac sie, sam rozwiazac swoj problem a Ty swoj.
          Pisalas, ze mieliscie juz problemy. Czy staraliscie sie oboje zeby poprawic wasz
          zwiazek? Jesli tylko Ty probowalas to sama tego nie przeskoczysz.
          Wiesz, ze czasami solidny wstrzas jest potrzebny zeby spojrzec na wszystko
          inaczej? dostarcz mu go, moze to cos pomoze. Wiem, ze moze to Cie bolec ale
          zajmij sie tylko soba, jego odsun na bok, nie czekaj, nie narzucaj sie, zacznij
          po malu zyc SWOIM zyciem. Daj sobie i jemu czas ale nie taki nieokreslony,
          wyznacz go. Wisisz teraz w prozni i stoisz na pochylej a dlugo tak sie nie da
          zyc. Pomysl tez o malej, czy chcesz zeby widziala zaplakana, zdolowana,
          niesczesliwa mame? Ona cierpi razem z Toba, chyba tego dla niej nie chcesz, byc
          moze jej zachowanie wlasnie stad sie bierze.
          Gdyby Twoi znajomi mieliby juz Ciebie dosc to na pewno nie wyciagaliby Cie
          gdziekolwiek, jesli wiedza jaka jest sytuacja to bedza starali sie wspierac, nie
          odzucaj tego. I wyjdz, naprawde wyjdz jutro z nimi na te sanki a on jak bedzie
          chcial sie zobaczyc z corcia to zobaczy, jak nie jutro to kiedy indziej.
          A wieczorkiem jak polozysz mala spac, nie plakusiaj, nalej sobie lampke winka a
          jak wolisz to moze byc psiwko i obejrzyj komedie.
          przytulam zimowo
        • mamaice Re: cholernie mi ciężko ;( nie wiem jak sobie por 10.02.07, 18:08

          > nawet po dzisiejszym nie pójsciu przyjaciele proponują jutro wyjscie na sanki:
          > (ale niunia nie widziala go tyle czasu i akurat o tej porze on moze
          > przyjechać ...wole,zeby siedziala z nim.


          Pamietam ze tak tak mialam jak jeszcze mieszkalismy ze soba , nie wychodzilam z
          malym bo on moze wrocic z pracy a moze szanownie sie do mnie w koncu
          odezwie ,czekalam na niego a dziecko moje male nie rozumialo dlaczego mama nie
          chce sie bawic czy wyjsc na plac zabaw a ja glupia chcialam sie dostosowac .
          Nie warto ! Wyjdz z mala na te sanki , jesli on bedzie chcial tak naprawde
          przyjechac i zobaczyc ze z corka to przyjedzie pozniej albo na drugi dzien
          uwierz mi . Jak zadzwoni i spyta gdzie jestes powiedz jestesmy na sankach masz
          ochote sie dolaczyc? To nie ma sensu uwierz mi teraz zyj dla dziecka .
          • aniaje mądrze piszecie...dzięki 10.02.07, 18:34
            postaram się zrobić tak,jak mówicie,oj ciężko będziecrying
            • viki265 Re: mądrze piszecie...dzięki 10.02.07, 19:04
              Jak ja ciebie Ania rozumiem... Myslalam, ze jest ze mna lepie, ale nie... Ja
              jeszcze zyje w nim, ale totalnie osamotniona, dopasowujaca sie, olewana. Wlasnie
              wyjechal do znajomych. Mialo byc pare dni, robi sie z tego poltora tygodnia.
              Analizuje, rozpaczam we wnetrzu siebie, przesypiam ile sie da, zeby wlaczyc
              myslenie. Jestem na maxa osamotniona.
              Czasami wolalabym, zeby mnie zostawil, bo tak naprwade jestem zostawiona.
              Proponuje terapie, odmawia wkurzajac sie. Wyznaczam termin okreslony w ktorym ma
              sie zdecydowac- uwaza, ze go szantazuje; Gdy jest przekupuje go seksem, jestem
              niekonfliktowa, usmiechnieta. GDy mu sie szybko nudze i wyjezdza lub wychodzi
              pod byle pretekstem (nie ma kochanki), obzeram sie po kryjomu. Dzis spedzilam
              pol nocy wymiotujac. Tego jeszcze nie bylo.Wciaz boli mnie brzuch. Strasznie
              boje sie odejsc. To chyba emocjonalne uzaleznienie. On twierdzi, ze kocha, ale
              olewa mnie na maxa. Gdy probuje rozmawiac wkurza sie. Inne triki tez juz
              przetestowalam. udaje niedostepna, dziala na krotka mete. Ile mozna grac taka
              role. Potem znowu olewka.
              Ps. Chodzilam swego czasu do psychologa. Dlugo. Ale pomoglo mi na krotka mete.
              Psycholog uznal, ze juz wystarczy. Moje doly wciaz wracaja... To juz czwarty rok
              w zawieszeniu. Jestem zalamana. Tez unikam ludzi, bo jestem zbyt zdolowana.
              Czuje sie beznadziejnie, bo ile mozna siedziec w necie, czytac ksiazki, bawic
              sie z dzieckiem, robic na bostwo, itd, i tak w koncu dopada mnie samotnosc i dol
              i pustka....
              Przytulam Was wszystkie
              • danagr Re: mądrze piszecie...dzięki 10.02.07, 19:34
                skoro on moze zyc jak chce, ty tez mozesz i moim zdaniem powinnas. Byc moze to
                go otrzezwi a jesli nie...widac nie jest ciebie wart. Zacznij i ty go olewac.
                Chyba nic Ci nie daly te wizyty u psychologa, widac byl kiepski, tak mozna
                wywnioskowac z postu. Jesli dalej Ci zle zmien psychologa, na pewno trafisz na
                odpowiedniego bo jesli to uzaleznienie emocjonalne to trzeba leczyc.
              • danagr Re: mądrze piszecie...dzięki 10.02.07, 19:36
                i jeszcze jedno...kobiety maja w sobie baaardzo duzo sily tylko trzeba ja z
                siebie wykrzesac...a pozniej jest tylko coraz lepiej.
                • iwoonach2 Re: mądrze piszecie...dzięki 10.02.07, 20:43
                  dziewczyny, jak tak czytam, jak cierpicie, to przypominaja mi sie takie
                  sytuacje z mojego zycia, nie z mezem, akurat z nim nie,ale z innym. i powiem
                  wam,ze najwieksze cierpienie,jakiego kobieta moze doswiadczyc, to zwiazek z
                  mezczyzna niedostepnym emocjonalnie, ktorego ona kocha. w moim przypadku to
                  bylo dawno dawno temu,ale i tak pamietam,,ze to jest nie do zniesienia. teraz
                  wiem,ze nie mozna w tym tkwic, anjgorsze jest zawieszenie, a najlepsze jego
                  definitywne odejscie. trzeba zadawac konkretne pytania? jestesmy razem czy nie?
                  a jesli tak, to stawiac warunki- oczekuje tego, tego i tego. jesli nie dasz mi
                  tego, czego ja potrzebuje(BLISKOSCI), to odejdz. tylko tak lub nie. to,co jest
                  posropdku to cierpienie.
    • atilka Re: cholernie mi ciężko ;( nie wiem jak sobie por 10.02.07, 22:29
      Zanm to z własnych doświadczen. Pare lat temu roztałam się z moim chłopakiem,
      nie mogłam o nim zapomnieć, płakałam, balowałam, strałam się zagłuszyc swoje
      uczucia. Po roku do niego wróciłam. Po kolejnych kilku latach znowu sie
      roztaliśmy. Ból nie jest juz tak wielki, byc może dlatego, że ja podjełam tą
      decyzje ale jednak, nadal nie potrafie o nim zapomnieć. Obwiniam się, czy
      dobrze zrobiłam, że nie dałam mu szansy itd. Co jakis czas musze spisyawć
      sobie, dla przypomnienia dlaczego odeszłam. Bo czasami mam ogromną ochotę
      zadzwonic i prosic go o wybaczenie i żeby do mnie wrócił. Ale wiem, ze nie
      byłam szcześliwa w tym zwiazku, czułam się b.samotna i opuszczona. Był
      człowiekiem, który (moim zdaniem nie potrafi angazować sie emocjonalnie).
      Wiedziałam, ze na swój sposób nas kocha, tylko, ze ta miłość była b. smutna i
      trudna. Zero okazywania uczuć, miłych słow, wspólnego spędzania czasu,
      planowania wspólnej przyszłości. Nie chce tak żyć i nie chce zeby mój synek,
      tak jak ja wciaz czekał na gest czułości. Najgorsze jest to, ze zaden inny
      facet nie jest wstanie wywołac we mnie takich emocji jak on. MAm nadzieję, że
      kiedys sie to zmieni...
    • mama.hanki Aniu kochana, 11.02.07, 01:04
      Bardzo bliskie jest mi to, co piszesz. Te same mysli mam w glowie, ten sam
      smutek, lęk, czekanie, ból. Poczucie, że jego odejście to koniec swiata. Mój
      wątek założony klka dni temu wisi tu gdzieś na 1 stronie poniżej. Pytam w nim
      podobnie jak Ty, jak życ, jak przeżyc kolejny dzień?

      W czwartek spotkałam się z psychologiem. I jest lepiej. Ze mną. Powiem Ci jakie
      słowa i mysli dały mi siłę. Psycholozka powiedziala, ze przede wszystkim muszę
      odpowiedziec sobie na pytanie: czy chce tak zyć? U mnie pytanie dotyczy relacji
      z mężem (zimna olewka, plus panna z boku) oraz mojego pogrążania się w rozpaczy
      i uzaleznieniu od niego.

      No więc gdy powiesz sobie czy chcesz tak zyć jak teraz, czy nie, to bedzie to
      pierwszy krok do zmiany. Bo jeśli nie chcesz tak żyć, to masz w reku narzedzia,
      zeby to zmienic. Tylko TY. Nie - zdana na jego łaskę czy niełaskę, Ty masz wpływ
      na swoje zycie przez wybory, których dokonujesz.

      Popatrz na siebie trochę z boku, ja tak zrobiłam. Jak byś zachowała sie wobec
      tak cierpiącej, kobiety, czego bys jej zyczyła, co bys jej dała? Oczywiscie w
      miare mozliwosci. Bo obie wiemy, czego chcemy i za czym / kim/ tak naprawde
      strasznie tesknimy. Ale bycie z tym kims wiaze sie z jeszcze wiekszym bolem, bo
      byciem normalnym nie jest. Wiec wraca pierwsze pytanie, czy tego chce?


      Gdy zobaczysz co chcialabys dac takiej dziewczynie - daj jej to, czyli sobie.
      Daj jej czas z przyjaciolmi, daj jej przyjac okazywana pomoc i serdecznosc, daj
      jej fajny aktywny czas z dzieckiem, gdy nie musi myslec o tym, czy "przyjedzie,
      nie przyjedzie". Pies z nim.
      Daj jej skupic sie na szukaniu lepszej pracy jesli jest taka koniecznosc.

      Po rozmowie z psychologiem zrozumiałam, że nie mam własnego swiata. Wszstko u
      mnie jest w odniesieniu do męża. Wiec kolejne zadanie - to wzmocnic mój swiat.
      Krąg znajomych, zainteresowan, czynnosci zorientowanych na moje "dobrobycie".
      To brzmi dosc banalnie "zajmij sie sobą, wyjdź do ludzi". Ale gdy przez wiele
      lat do nikogo się nie wychodziło upatrujac zaspokojenia potrzeb bliskosci tylko
      od jednej osoby, to banalna rada staje się sensowna strategią.

      I trzecia rzecz, ktora z cala pewnoscia po podczytaniu paru twoich postow i
      zagladnieciu do wizytowi (szukalam Twojego imienia) moge powiedziec: nie znam
      Cie, ale musisz byc kims bardzo fajnym. fajnosc bije z twoich slow.

      Jestes fajna madra dziewczyna Ania. Masz racje, nalezy ci sie cos od zycia, ale
      nie jest to smutne życie uzależnioej od bliskosci złego człowieka. Uwierz mi.
      Nalezy Ci sie znacznie wiecej. Przede wszystkim najwiecej dobra nalezy Ci sie od
      Ciebie samej.

      Pieniadze "tatus" bedzie musial placic, dasz sobie rade. I poczujesz sie ze soba
      dobrze, tylko daj sobie to zoaczyc. Jak fajna jestes - ty Ania.

      Wyznacz sobie jeden cel dziennie. Ja tak robie. I wiesz, daje sobie maksymalne
      plusy ochy i achy gdy go zrealizuje. Zyj malym krokami, Wycisz sie, skup na
      nauczeniu jednej rzeczy dziecka.

      Male kroki. I jesli potrafisz przezyc 1 dzien - to duzo. Mnie trudno bylo
      przezyc kolejne pol godziny. Bylo bardzo bardzo zle.

      Zmiana myslenia, o ktorej napisalam wyzej - pomaga mi na razie. I widze zmiane w
      sobie, wiekszy spokoj i sile.

      Jejku, bardzo chcialabym cie mocno usciskac, moze popłakac wspolnie, a potem
      pojsc na kawe, albo zrobic gore pysznych kanapek i obejrzec film. Wirtualnie -
      mocno Cie przytulam. Nie jestes sama, pamietaj. pisz maila jesli tylko chcesz.

      Serdecznosci
      Mama Hani


      • aniaje dzięki...i właśnie wychodzę z siebie od 2 godzin! 11.02.07, 10:29
        byl wczoraj,usypialismy ją i zasnął,i ja za chwile zasnelam.obudzil sie kolo 24
        wkurzyl,ze go nie obudzilam wziąl taksowke i pojechal w cholere,bo nie bedzie
        spal w tym, domu!. napisalam,ze nie chce zeby tu przychodzil dzisiaj-mial byc
        na 9, bo nie wytrzymam siedzenia wq jego obecnosci. potem napisalam,ze ma
        przyjsc tak jak chcial,bo musze odpocząc od dziecka i zalatwic swoje sprawy.
        dzwonilam do 2 w nocy-nic. teraz dzwonie od 8 rano-NIC,ani go nie ma ani nie
        odbiera!.ma dzisiaj próbe,wiec jesli sie nie pojawi i nie bede mogloa zalatwic
        swoich spraw-czyli zakupy +kupno krzesel i szafki-czego NIE ZROBIE z kingą! bo
        ucieka mi po sklepie zawsze,to przywioze mu ją na próbe i zostawie i ch** z
        nim.,on sobie od paru dni,od zawsze zaaltwia wszystkie sprawy sam a ja co??a ja
        mam z nią krzycząco,kladąca sie na ziemi zalatwiac?bo on sie obrazil czy
        cholera wie co??nie wytrzymam!!pisze i dzwonie od 2,5 godzin i wkurzona jestem
        jak nie wiem!nie bedzie sobie robił co chce,ma dziecko,chce je widywac to ma
        byc na czas i wtedy kiedy ja chce też a nie tylko jak on ma takie widzimisię!

        piszesz bardzo madre rzeczy ale to chyba za świerzezebym mogla trzexwo na
        wszystko spojrzec.wiem,ze mam psychologa we wtorek ,ze mial ją odebrac ze
        zlobka i nie wiem czy to zrobi,nic nie wiem!!jezuuuuuuuu,mam ochote wyjsc z
        domu i nigdy nie wrócic!podrzucic mu kinge i niech zobaczy jak ja żyję i z ilu
        rzeczy rezygnuję!!
        • danagr Re: dzięki...i właśnie wychodzę z siebie od 2 god 11.02.07, 12:43
          Ania nie wychodz z siebie tylko jak tatus sie pojawi to wyzuc z siebie co Cie
          meczy, stanowczym glosem powiedz czego od niego oczekujesz i ustal jakies zasady
          bo zeczywiscie teraz to on powinien sie dostosowywac do was a nie na odrot.
          • aniaje to nic nie dało! 11.02.07, 12:59
            bo go nie ma i pewnie nie będzie!!!kurde! obudzilam go w koncu o 11,40!!
            powiedzialam,ze nas olał,ze dziecko na niego czeka jest 13 a on nadal siedzi w
            domu,lezy sobie w łózku!nienawidze go!!!mowi,ze w ciagu 2 godzin napewno nie
            bedzie bo za daleko mieszka! a na próbe na 15 to zdąży kurde,normalnie zemszcze
            sie na nim nie wiem jak ale mu nie popuszczę!nie bedzie sobie robił ze mnie
            zartów i z mojego czasu!nie mówiąc o Kindze,do której miał przyjść,normalnie
            mnie roznosi!!!ja swoje a on swoje!jak zwykle-tak tak,masz racje albo się
            rozłącza!

            ratunkucrying
            • danagr Re: to nic nie dało! 11.02.07, 13:13
              rozumiem, ze Cie to wkurza, moj maz tez nawalal ale jak zobaczyl, ze potrafie
              sama dawac sobie rade i organizowac opieke dla dziecka (oburzenie bo nie
              poprosilam go tylko syn zostal z chrzesna), czas, to teraz sam sie deklaruje z
              pomoca, gdzie kiedys moglam tylko o tym pomarzyc. Jesli mozesz zabierz mala ze
              soba, zobaczysz pewnie przyjdzie taki moment kiedy sumienie zacznie go gryzc i
              bedzie bardziej tesknil za niunia.
              Tak na marginesie, ladniusia ta twoja corcia, widac, ze roztropna dziewczynka.
              • mamaice Re: to nic nie dało! 11.02.07, 14:24
                Boze skad ja to znam , tez tak mialam ile razy dzwonilam a on nie odbieral ile
                razy przed panem i wladca musialam sie ponizyc bo mial zly humor ,tragedia ,ale
                dalam mu strzal wyprowadzilam sie a teraz to on by chcial wrocic a ja nie !
                Dzieki temu forum zrozumialam wiele spraw ,i przejrzalam na oczy .
                Aniu ,nie ponizaj sie przed nim nie masz nikogo kto by mogl zostac z Twoja
                malutka?
                • aniaje mieszka u 3 panienki !!! i znowu mnie okłamał!! 11.02.07, 15:10
                  do tej pory go nie ma.teraz jestem pewna ze mieszka u niej,od 1,5 m-ca z nią
                  gada ,spotkal sioe z nią i codziennie jakis sms chociaz a teraz?od dnia w
                  którym zniknąl ani jednego,sciemniaz,ze nie mieszka z nią i nie ma nikogo az tu
                  nagle jak wczoraj zasnal u mnie i wstal o 24 to napisal do niej kolejnego smsa
                  NAGLe,jak sie okazalo,ze ta godzina jego nie ma odezwal sie do niej!!i
                  mowil,ze nie wpadnie bo poizno wstal i jedzie na probe na 15!!a kolega mowil,ze
                  dzisian proby nie ma!i mial mi dzisiaj oddac poieniądze a teraz mowil,ze moze
                  jutro mi odda!!ja mam jego rzecz w zastaw,ktora mialam sprzedac jak nie da kasy-
                  umowa byla przy świadku,wiec skoro olewa dziecko i pioeniądze to ch.. z nim!!
                  jego telefon jesty na mnie,jak zaraz nie odpisze blokuje mu karte i wystawiam
                  piec na allegro,bo nie dotrzymal 5 umowy od tygodnia!!tak jak sie nie stawil na
                  przepisanie telefonu na niego,więc jego strata!!juz sie 2 razy wyprowadzla do
                  panienek kurde!no patrzcie odpisal!nagle jak mu dalam 5 minut a tak to nie
                  odbieral-ze jak obiecaql to mi odda kase ale kiedy oczywioscie nie napisal!!!
                  koniec robienia mnie w balona,KONIEC.ja sie zemszczę i mu nie popuszczę!wlasnie
                  za to ze olewa dziecko i nie szanuje mojego czasu i naszych umów!i robi co chce!
                  i zostawil mnie po raz 3 dla panienki!!!NIENAWIDZE GO!!!nienawidzę...
                  • mamaice Re: mieszka u 3 panienki !!! i znowu mnie okłamał 11.02.07, 15:42
                    hej , najlepiej jak by ktos do ciebie przyjechal bliski jakas dobra kumpela
                    moze mama? musisz z kims pogadac nie badz sama , przykre to jest bardzo ale
                    dasz rade uwierz w siebie i nie dzwon do niego daj sobie z nim spokoj nie
                    widzisz ze to dran !
                    • aniaje i zablokowałam 11.02.07, 15:57
                      czekalam i czekalam napisal po raz kolejny ze odda mi kase i nie da siw
                      wciągnąc w wojne ktora ja prowadze,tylko to ja mu mówie ze tą wojne zaczyna! ze
                      nie da sie szantazowac i zebym blokowala jak chce-i oczywiscie nie napisal o
                      której przywiezie,i ch..,ze do dziecka nawet nie przyszedl bo woli sie piep****
                      i kłamać i miec w dupie umowy,niz przyjechac do wlasnego dziecka.wiec ma
                      zablokowany telefon i teraz ja bede sobie z niego korzystać.

                      w matce nie mam wsparcia i jest chora,nie moze sie zajmowac kinga,przyjaciolka
                      ma dziecko,wpadla tylko na chwile,tak to jestem SAMA
                      • danagr Re: i zablokowałam 11.02.07, 17:02
                        Napisze tylko jedno-NIEODPOWIEDZIALNY EGOISTYCZNY DUP.... Aniu nie warto za
                        takim plakac. Ukladaj sobie zycie bez niego bo co on ci daje poza upokorzeniem,
                        wstydem, brakiem szacunku itd.. Po malu i wyjdziesz na prosta.
                    • mamusia-kubusia1 Re: mieszka u 3 panienki !!! i znowu mnie okłamał 11.02.07, 16:22
                      Witajcie!

                      Jestem przyjaciółką Ani. Pomijając już fakt że staję na głowie żeby wydobyć ją z
                      tego emocjonalnego dołka i Bóg mi światkiem że jej nie popuszczę dopóki nie
                      stanie na nogi wink tak jak ona mnie nie opuściła kiedy przechodziłam swój koszmar smile
                      Minęło trochę ponad 8 miesięcy odkąd mąż i tatuś nas zostawił a 16 marca minie
                      rok jak oznajmił że się wyprowadza i chce rozwodu. Przed ześwirowaniem z
                      rozpaczy, bólu i cierpienia uchronili mnie właśnie moi przyjaciele, koncentracja
                      na moim synu i zapewnieniu mu normalnego domu oraz przekonanie że mam dla kogo
                      żyć i nie chcę by mój syn widział mnie w takim stanie jakim byłam. Podpisuję się
                      rękami i nogami zwłaszcza pod tym co napisała Mama Hani. Własnie takimi drobnymi
                      kroczkami, żyjąc z dnia na dzień i planując drobiazgowo co będę robić w
                      następnym tygodniu z synkiem i dla niego doszłam do równowagi psychicznej.
                      Pomogło mi też jak zaczęłam sobie planować co by tu zrobić zeby polepszyć życie
                      naszej dwójce: angielski odświeżyć, na jazdy doszkalające pójść, pracę znaleźć
                      itp. Korzystałam trochę przy tym z pomocy psychoterapeutki która pomogła mi
                      bardziej uwierzyć w siebie a przede wszystkim uzmysłowiła że ten rozpad to nie
                      była tylko i wyłącznie moja wina jak wmawiał mi mój małżonek i co dprawiało że
                      przez kilka miesięcy czułam się bardzo fatalnie, tylko nasza obopólna.
                      Poza tym wszystkie napisałyście bardzo mądre rzeczy, z którymi się zgadzam w 100
                      %. Mam nadzieję że po przeczytaniu ich Ania bardziej w siebie uwierzy i w swoją
                      siłę i że też jej to pomoże .

                      Pozdrawiam i nie dajcie się smutkowi. Jesli któraś potrzebuje się wygadać,
                      pożalić - piszcie - mam to za sobą więc chętnie pomogę.
                      • danagr Re: mieszka u 3 panienki !!! i znowu mnie okłamał 11.02.07, 16:58
                        dobrze, ze Ania ma ciebie. Wspieraj jak mozesz i ile mozesz, jest to jej bardzo
                        potrzebne.
                        • kini_m Re: mieszka u 3 panienki !!! i znowu mnie okłamał 11.02.07, 17:00
                          Przesyłam ciepłe uściski.
                          3maj się.
                          _________________
                          Bądź jak zegar słoneczny. Odmierzaj tylko pogodne godziny...
                          • iwoonach2 Re: mieszka u 3 panienki !!! i znowu mnie okłamał 11.02.07, 17:21
                            Aniu, wiem,ze to nie bedzie łatwe, ale zerwij z tym czlowiekiem kontakty, nie
                            dzwon, nie pros go o pomoc, nie ponizaj sie przed nim.
                            • iwoonach2 Re: mieszka u 3 panienki !!! i znowu mnie okłamał 11.02.07, 17:29
                              a z dzieckiem dasz sobie rade i bez niego, wszystko jest do zrobienia, uwierz
                              mi. trzymaj sie teraz przyjaciolki, kogos bliskiego, na pewno sa tacy, ktorzy
                              moge cie wesprzec i pomoc
                              • aniaje otrzeźwiałam :D:D:D, wracam od jego 2 ex 11.02.07, 23:37
                                2 ex w trakcie naszego związku,nie bede tu opowiadac,opowiadalam 2 lata
                                temu,macie ok 800 moich wątkówbig_grin.lubie ją i wpadlam do niej,moze tez po to,ze
                                wiedzialam czego sie naslucham,i to pomoglo!to co on wyprawial w tamtym okresie
                                nie tylko z nią,to co jej mama powiedziala...tylko mi przykro,ze bylam taka
                                glupia i odbylo sie to kosztem psychiki mojego dziecka...ze bylam naiwna i
                                wierzylam w cuda czyli jego zmianę,i nie dupczenie innych...uswiadomilam sobie
                                dzisiaj kolejnych parę rzeczy i nie moge znależc w tym czlowieku cech,ktore
                                dawalyby mi szczęsliwą przyszłość,został we mnie tylko żal,że dalam sie tak
                                manipulować,nawet śmialam sie z tego wszystkiego...po co płakać,jezusmileidę
                                spac,jutro do pracy a myslec o nim juz nie zamierzam ani sie spotykac tym
                                bardziejsmilekinga i tak o nim nie mówi,napewno jej smutno,ale juz sie
                                przyzwyczaila do jego nieobecnosci przez ten miesiac,kiedy prawie go nie było.
                                Idę spac w dobrym humorze big_grin Uwolnionasmileprzynajmniej na obecną chwilęwinktylko
                                się otrzępię z żalu,że tyle zwlekałam,ze dałam sie zeszmacić i pozbawić
                                godności, zostawię przeszłośc za sobą i zacznę normalne życie!!a Wam dziękuję
                                za cholernie mądre słowa,które jeszcze nie raz przeczytam!
                                BUZIAKI !
                                • kini_m Re: otrzeźwiałam :D:D:D, wracam od jego 2 ex 12.02.07, 09:09
                                  Aniaje, duża część z nas okazała się naiwna.
                                  To nie znaczy że się zeszmaciliśmy, pozbawiliśmy godności.
                                  Taka jest nasza natura - że chcemy czyjejś bliskości, mieć z kimś dziecko. To nie jest złe. Nie miej do siebie o to żalu, nie wszystko damy radę przewidzieć. Masz wspaniałe dziecko, a jego tata... może kiedyś wyjdzie ze swoich własnych problemów.
                                  _________________
                                  Bądź jak zegar słoneczny. Odmierzaj tylko pogodne godziny...
Pełna wersja