jak mąż pracuje całymi dniami

12.03.07, 11:59
i w domu tylko śpi, dzieci go nie widzą, w soboty też pracuje, a w niedziele
jest..."aż tak zmączony, ze musi odpocząć w innym pokoju"...i dzieci go też -
NIESTETY - mało widzą....to ja jestem samotnie wychowującą, czy nie? Pytam
się WAS drogie mamusie...,bo sama muszę wszystko, siedze sama z dziećmi po
całych dniach...więc lepiej może jakiś rozwód, czy separację? i tak wszystko
sama robię? na męża nie moge liczyć, po co takie "papierkowe małzeństwo"?
doradzcie proszęsad(((
    • nieide A kto pieniądze na Ciebie zarabia? 12.03.07, 13:11
    • braktalentu Re: jak mąż pracuje całymi dniami 12.03.07, 15:17
      Nie umiem odpowiedzieć na pytanie, czy jesteś samotnie wychowująca, czy nie. To
      zależy od stopnia Twojej samodzielności i od subiektywnego poczucia samotności
      i opuszczenia.
      Jeżeli w obecnym układzie czujesz się nieszczęśliwa, to może warto
      przedyskutować z mężem zmiany.
      Ja, napewno jestem samodzielną mamą-smile, chociaż kochamy się z mężem i tworzymy
      (tfu, tfu odpukać-smile szczęśliwą rodzinę z tradycyjnym podziałem ról. Jestem
      samodzielna, bo dom, księgowość i dziecko są tylko na mojej głowie. Z drugiej
      strony nie martwię się o pieniądze, tylko o to jak je rozsądnie zagospodarować,
      żeby starczyło "do 1-go". Jeżeli uznam, że mąż powinien się bardziej angażować
      w sprawy domu, to jest dla mnie oczywiste, że ja będę musiała zaangażować się w
      sprawy zarobkowe lub poradzić sobie z niższym budżetem domowym.
      Jeżeli czujesz, że Twoje małżeństwo jest tylko "papierowe", to oczywiście
      możesz się rozwieść i samodzielnie utrzymywać + współutrzymywać z już wtedy
      Exem, wspólne dzieci. Ale może najpierw warto spróbować przeorganizować życie
      rodzinne, tak, żeby każde z Was miało szansę na spędzienie czasu z dziećmi, w
      ramach życia rodzinnego. W Twojej sytuacji rozważyłabym pójście do pracy, lub
      (jeżeli już pracujesz) zmianę na wyżej płatną, co pozwoli mężowi zmienić pracę
      na niżej płatną, ale za to mniej absorbującą. A może całkowita zamiana?
      Dlaczego to Ty nie miałabyś zarabiać na życie, a On zajmować się domem?

    • natasza39 Re: jak mąż pracuje całymi dniami 12.03.07, 15:54
      pigula731 napisała:
      >na męża nie moge liczyć, po co takie "papierkowe małzeństwo"?

      No pewnie, po co?
      Jak się rozwiedziesz, to przynajmniej nie będziesz miała wątpliwości, że
      jesteś "samodzielna"!

      A teraz pytanie...
      Jak sobie wyobrażałaś małżeństwo?
      Jeśli to ty miałaś wychowywać dzieci i zajmować się domem, a on zarabiać, to
      przecież masz tak jak chciałaś.
      Jesli mieliście się dzielić obowiazkami, to dzieci do przedszkola, sama do
      pracy, a mężowi powiedzieć, że on tez ma przejąc cześć obowiązków.
      Raczej pogadaj z mężem jakie są twoje oczekiwania co do związku i jakie widzisz
      rozwiązania, a nie rozwód, czy separacja.
      To sa rozwiązania ostateczne.


    • iwoonach2 Re: jak mąż pracuje całymi dniami 13.03.07, 13:24
      dobrze, nie ma go, ale pieniadze na zycie chyba ci daje, prawda,weic nie pisz
      takich rzeczy,ze jestes samotna matka, bo tutaj kobiety musza jeszcze pracowac
      na swoje dzieci, bo nikt im tych pieniedzy nie da, a ponadto zajmuja sie domem
      i wychowuja swoje dzieci. docen to,co masz, kobieto
    • monaxa Re: jak mąż pracuje całymi dniami 13.03.07, 13:37
      Kobieto nie przesadzaj, to że mąż duzo pracuje i jest zmęczony to powód do rozwodu?
      To take wymyślanie sobie problemu, który zapewne nie istnieje.
      Wiesz, ja bardzo bym wiele dała, za możliwość bycia z dzieckiem cały czas, by
      ktoś myslał jak tu zarobić na rodzinę i robił to, by ktoś mi zapewniał
      bezpieczeństwo i godne życie.
      Ja jestem sama i wszystko muszę robić sama o wszystko się martwić i jeszcze przy
      tym ciągle brakuje mi pieniędzy, bo były nie płaci alimentów, padam na zęby by
      zarobić pieniądze, by mieć za co żyć, nie mam zupełnie czasu dla siebie bo tylko
      praca i dom, w domu staram się poswięcać czas swojemu dziecku.
      Wiesz co, powiem ci tak pamiętaj, że nigdy nie należy narzekać bo zawsze może
      być gorzej...
      Pozdrawiam
      • natasza39 Re: jak mąż pracuje całymi dniami 13.03.07, 14:04
        monaxa napisała:

        > Kobieto nie przesadzaj, to że mąż duzo pracuje i jest zmęczony to powód do
        rozwodu?

        No dla niektórych pań jest.
        Np ex mojego męża podczas rozwodu powiedziała w sądzie, że on wiecznie pracował
        i kiedyś w ubraniu w fotelu usnął zmęczony, co ex przed sądem wyłuszczyła jako
        wadę i podejrzenie, że jak zasnął to pewnie pił, bo jej się nigdy w ubraniu
        usnąć nie zdarzyło.
        Sąd jednak "winy" się nie dopatrzył, tak, że raczej nie warto się tym kierować
        w sądzie.
        • papcio40 Re: zamień sie z nim 13.03.07, 21:12
          • papcio40 Re: zamień sie z nim 13.03.07, 21:13
            Pigulo, słoneczko zamień się z nim, będziesz mieć lepiej.
            Papcio
      • failte Re: jak mąż pracuje całymi dniami 31.03.07, 12:45
        monaxa, wydaje mi się, że nie zrozumiałaś.
        Masz również cięzką sytuację, ale piszesz wspaniałą rzecz: 'w domu staram się
        poswięcać czas swojemu dziecku'. Jest ciężko byc samej i nie mieć komu położyć
        głowy na ramieniu. Ale równie cieżko jest żyć z kimś, kogo kochasz, a dla kogo
        niewiele znaczysz. I Ty, i dziecko.
        To, ze mąż pracuje dużo i jest zmęczony to nie jest powód do rozwodu. Ale to, że
        z powodu jego świadomego wyboru "praca przede wszystkim" zanika intymnośc,
        czułość, wsparcie, a nawet zwykłe zainteresowanie i życzliwość - to JEST powód
        do rozwodu. Wierz mi, takie małżeństwo jest daleko bardziej bolesne niż
        samotność. Jestes sama i - z tego co piszesz - walczysz dzielnie. Wiesz na kogo
        mozesz i musisz liczyć. Wiesz, kogo (za pzreproszeniem) 'obsługujesz' - siebie i
        dziecko. W sytuacji w której masz kogoś, ale jesteś dla niego nieważna, nie daje
        się wlaczyc dzielnie. Człowiek czuje się przegrany. Troszczy się o kogoś, kto
        tylko bierze i rości sobie prawa, zwraca uwagę na rzeczy które go drażnią,
        okazuje zniecierpliwienie.
        Pracowałam w tzrech ogromnych korporacjach. Wiem na czym polega ta 'konieczność
        wielogodzinnej pracy i dyspzycyjności' naszych męzczyzn. Ona jest w głowie, nie
        w umowie o pracę. W wewnętrznej potrzebie bycia tak 'zajebiscie dyspozycyjnym' i
        nieziemsko zaangażowanym, bycia dobrym, lepszym, najlepszym. To nie jes wynik
        kultury organizacyjnej. To niepisane prawo zachowań, pod którym rękami i nogami
        podpisuja się nasi partnerzy.
        Praca meża, jak ja opisuje koleżanka, to skutek świadomego wyboru priorytetów.
        Jesteś sama, monaxa, czyli - pzrepraszam, ze to napiszę - ktoś miał już kiedyś
        inne priorytety od Ciebie. I co? Nie bolało?
        Bolało. Na pewno.
        To identyczna sytuacja. rodzaj samotności - w małżeństwie czy poza - nie gra
        roli. Ona boli tak samo.

        Trzymam kciuki za wszystkie samotne Dziewczyny!

    • mamaice Re: jak mąż pracuje całymi dniami 13.03.07, 21:30
      To Ty tez poszukaj sobie jakiegos zajecia smileNajlepiej pracy
    • bella67 Re: a ja dziewczyne rozumiem 14.03.07, 09:27
      bo o ile tez wiem , ze ciezko samemu ledwo wiązac koniec z końcem wychowując
      samotnie dziecko, to wcale nie jest lekko być z męzem pracoholikiem.
      Nie chodzi zapewne tylko o pracę i zmęczenie męza tylko całokształt.
      Taka kobieta- ja także - jest sama całymi dniami, dom na glowie normalka -
      kobieca rzecz,tu się nie czepiamy, ale sama spędzam weekendy w większości nawet
      niedziele, sama urlopy- mąz najwyżej zawiezie i przywiezie, bo przeciez lato to
      sezon i ma multum pracy, wraca do domu 21-23, zmęczony jak mops i kładzie się
      bez mycia spać, seks raz na kilka miesięcy, bo tak zmęczony, że mu się nie chce
      noga ruszyć, wieczorem nawet jak wróci o 21( wczesniej się to nazywa) to zero
      rozmowy, bo jest tak zmęczony, ze gadac mu sie nie chce, więc je oczy w TV( to
      go relaksuje i nie mysli wtedy o problemach)a ja obok i milczenie, do spania i
      nastepny dzień, praca, powrót 22 i tak w kółko. Dziecko widzi tate raz na
      tydzien, bo rano tatuś jak wychodzi to dziekco jescze spi, a jak przychodzi to
      już spi, zalewam sąsiada, ulatnia się gaz, drzwi odpadają wiec ja ściągam ludzi
      zajmuje się wszytskim, w niedziele po całym tygodniu pracy mąz odpoczywa wiec
      najlepiej dziekco z daleka, ja z daleka i 3/4 niedzieli przesypia a ja znów
      sama, rzadnych wspólnych chwil, wypadów do kina, czy w związku z urodzinami,
      imienianami- praca, praca i jeszcze raz praca. Ja także pracuje, zeby nie było,
      ze utrzymuje mnie mąz- od 8-16 tej. Wiem, ze męzowi nie jest lekko, zmęczony
      nie jest z powietrza przecież, ale...
      Tyle piszecie o potrzebie kontaktu dziecka z ojcem- gdzie tu jest ten kontakt?
      Nie jest tak jak w przypadku samotnej mamy i widzeń z ex?Widze duża analogię.
      Samotne dnie, wieczory, posiłki urlopy- nie jest jak w Waszym przytpadku?
      Na swięta 2 x do roku tylko jest mąż i ojciec, zupełnie inny, bo wtedy pracy
      nie ma. Kiedy ojciec widzi dziecko?, może z nim porozmawiać?, pobawić się?,
      zainteresowac jego sprawami? Gdzie ten wzór osobowy dla chłopca np.- tez się
      często martwicie o to- czy nie jest to analogiczna sytuacja?
      Sa pieniążki( nie jakieś kokosy)- tu jest lepiej, bo samotna mama musi sama z
      pensji i alimentów( jak dobrze pójdzie, ze one sa) utrzymac siebie, dom,
      dziecko. Pewne dobrze pójśc do sklepu i kupić co mi się podba dla dziecka bez
      liczenia czy starczy do pierwszego, ale czy tylko w zyciu chodzi o pieniądze?
      Wiecie jakby mi mąz powiedział, że tak będzie wyglądac moje zycie to nie
      byłabym z nim, bo z ciepłego, dobrego człowieka którego pokochałam mam kłebek
      nerwów, gotowy do wybuchy z byle powodou, bo praca, bo terminy, bo trzeba
      wszytszyko przypilnować- własna firma, to pracownicy coś sp... a tu jeszcze
      zona i dziekco coś chcą.
      Tak źle i tak niedobrze, wierzcie mi na slowo, bo zycie i w zlotej klatce na
      dłuższa mete, samotne zycie nie jest wcale wesołe i nie ma co krytykowac
      dzieczyny a zagłebić się w temat, bo ja to rozumiem. Nie mam pretensji, ze mąz
      jest zmęczony, ale że się na własne zyczenie zapracowuje, bo wcale nie trzeba
      jeśc chochelką, mozna i łyżkami, że przegrałam z synem z praca męża, że
      jestesmy na 2 planie, że wszytsko sie kręci wokół pracy i zamiast męża mam
      styranego i umęczonego czlowieka, który sam nie ma czasu dla siebie, swojego
      zdrowia( pracoholizm z tym się wiąze, ze zazwyczaj człowiek ocknie sie na
      szpitalnym łózku z zawałem), hobby, wypoczynku, pzrezywamy kryzys za kryzysem,
      separacja, moze rozwód- powiem tak, gdybym była sama byłby rozwód, szkoda mi
      dziecka choć tak pozytku nie ma z taty prócz finansów- ale czy to dziekcu jest
      tylko potrzebne ze strony drugiego rodzica? Nawet będąc super wyrozumiala
      cięzko to znieć, zrozumiec. Ja wiem ambicje zawodowe, rozumiem, że ktoś lubi
      pracowac, ale w takim razie po co mu rodzina? Po to żeby miec?Nawet jak się ma
      psa to tez trzeba poświęcić mu czas, zeby się wybiegal, pójśc do weterynarza,
      czy dac jeść. Cos takiego dobre jest na krótką metę, ale nie jako recepta na
      zycie i sposób na przezycie tego zycia. Myslałyście pod tym kontem? Uważacie,
      ze dziecko takiego ojca bedzie mialo z nim póxniej kontakt?Będa właściwe
      relacje?Ja głównie o tym mysle, bo sama jestem dorosła, wiem jak jest w zyciu,
      że to nie telenowela z happy endem, ale jak wytłumaczyc 3 latkowi?Pieniądze są
      najwazniejsze?Pozdrawiam autorke postu i zupełnie rozumiem rozgoryczenie - tez
      tak mam, może bardzo pokrętnie to opisałam, ale z plikiem pieniędzy do kina nie
      pójde- moge z koleżanką i owszem, ale kocham meża i chciałabym z nim toszkę
      spędzić czasu, bo jesteśmy kilka tal po slubie a nie 20!?Ja moge nie miec na to
      czy na tamto- mam znajomych kuchenke pomalowali olejno po slubie, zeby ją
      odnowic, mają syna i są przeszczęswliwi- nie pozory- prawda. Tu sa pozory-
      tatus, mamusia i synus zadbani wsiadaja do wypasionego modelu audi, a w domu
      obcy ludzie. Moze ze mną tez cos jest nie tak?Nie mam racji?Czy w związku licza
      się potrzeby tylko 1 strony?To dlaczego rozwodzą się ludzie miżo, ze partner
      nie pije, nie bije, nie radza( lece tak pierwsze miejsca ze statystyki sądowej)?
      MOże ja jestem nie halo?Belka
      • bella67 Re: a ja dziewczyne rozumiem 14.03.07, 09:33
        Może być jeszcze opcja( uprzedzam ew. odpowiedzi), że ja będę tez pracowac do
        wieczora- wróce o 21 do domu. Ale co z dzieckiem?kto mi je wychowa?Babcie?One
        juz wychowały kogo miały do wychowania? Opiekunki, państwo?Po co mi dom,
        dziekco?Do hotelu mozna iśc się przespać?Raz na kilka miesięcy poderwac gościa
        do łózka, bo reszte załawtie przeciez sama. Po prostu każdy kij ma dwa końce.
        Źle byc samotną matką, zwłaszcza w naszym państwie gdzie kobieta nie ma ochrony
        absolutnie i kpiny sobie urządzają Ci na górze serwując jalumuzne zamiast
        zasiłku rodzinnego, ale tez być zona pracoholika nie jest wesoło.
      • bella67 Re: a ja dziewczyne rozumiem 14.03.07, 09:52
        Jeszcze nie dodalam jednej rzeczy- nie siedze w domu po pracy z nosem wlepionym
        w szybe, ale mamy z synem swoje zycie, swoich znajomych , których nie zna mąz(
        częsciowo), bo przeciez go nie ma , pracuje to nie ma czasu posiedzieć, poznać
        ludzi, mamy każdy swoje zycie, dwa rózne światy- ja dom, dziekco, swoich
        znajomych, swoje zainteresowania, a mąz prace, interesy i swój świat?Moze to
        jest nowy model małzeństwa w XXI wieku?tez to biore pod uwage, dlatego siedze
        na d... i naprawde staram się nie narzekac i brac z garsć, ale nie wiem czy mi
        wystarczy siły. Prawda jest taka, że jestem samotna. Znajomi, znajomymi, ale
        przyjaciółka to jedno a mąz, partner, bliska osoba to drugie!?Sama wiode zycie
        z synem, wygodne, ale samotne. Syn tez tęskni bardzo za ojcem i w zasadzie to
        mnie najbardziej boli i o to mam najwuiększy zal. Pisałyście, jak dzieic
        reagują na kontakt zojcem, jak płacza po jego wyjściu po wizycie. Co jak 2l
        maluch na dźwięk telefonu, domofonu , kroków po schodach krzyczy tatuś, tatus i
        biegnie do drzwi, a to sie okazuje , ze to ktoś inny i mina - zaiwedzonego
        dziecka, albo płacz rogoryczenia, bo to nie tata. Jak stoi mi 3 latek w oknie i
        patrzy czy tata idzie, każdy samochód podbny do auta męza? Jak nie widzi go w
        ciagu tygodnia to tylko sie pyta ( cora zradziej na szcęście)i wie, ze tato
        pracuje, ale jak już sie zobacza to jest płacz - czy sytuacja nie jest bardzo
        podbna?Moze nie umiem tego ospisywac, ale serce mi sie kraje. Ja też teskniłam,
        czekalam, oduczyłam sie tego, zeby nie bolało, a dziekco?Pewnie tez nauczy sie
        za jakiś czas jak Wasze dzieci?B.
      • pigula731 Re: a ja dziewczyne rozumiem 14.03.07, 11:42
        dzięki...dokładnie mam to samo co TY, TAKIE TAM SZCZĘŚLIWE ŻYCIE....z pozorusmile
      • natasza39 Re: a ja dziewczyne rozumiem 14.03.07, 22:42
        Super post!
        Wszystko to prawda, tyle tylko, że albo, albo.
        Albo ma się chłopa w domu od 16-stej każdego dnia i wtedy zapomnięc o
        luksusach, bo trudno znaleśc dobrze płatna pracę jak się pracuje od-do.
        Albo męczyć się z pracoholikiem.
        Ewentualnie mieć nieroba w domu i samej zapierniczać, a niech on wychowuje
        dzieci, robi obiadki i pierze, prasuje, etc.

        Jak się chce mieć i pieniądze i faceta wiecznie w domu trza sie najać za
        gosposię u księdza, a nie szukać męża.
    • 5aga5 bella67 14.03.07, 13:48
      Trafiłaś w samo sedno!
      Nie ujęłabym tego lepiej.
      Pozdrawiam.
    • alabama8 Re: jak mąż pracuje całymi dniami 14.03.07, 14:38
      Nie potrafi rozdzielić życia od pracy. Właściwie nie ma życia prywatnego, tylko
      praca. Niedziela w fotelu się nie liczy.
      Rzowód to nie jest rozwiązanie. Skoro woli życie na własny rachunek, bez
      rodziny to jedźcie sami na wakacje, wyjdźcie z domu w niedzielę. I przestań
      babo prać mu, sprzątać, gotować i prasować. Może go otrzeźwi jak się obudzi a w
      szafie nie będzie czystej koszuli, w lodówce parówek.
      • nehare Qrwiszon ma za dobrze 05.04.07, 16:35
        Jak jest dobrze, za dobrze - trzeba znaleźć przyczynę jego zła. Jak nie bije,
        nie pije, to może za dużo pracuje? Można się uśmiać, rozpłakać i wqrwić.Po
        prostu. Kobieto, weź swój cudowny tyłek i jazda do pracy, pracy, która daje
        pieniądze a nie tylko satysfakcję nudzącym się babom w domach.
        Jeśli zaczniesz pracować, przestaniesz się nudzić w domu. Pieniądze, które
        zarobisz, wyrównają ubytek jaki powstanie po tym, gdy on przestanie tak cięzko i
        długo pracować. Jeśli dalej będzie uważał, że woli być w pracy niż w domu, na
        który głupek haruje, to ja jemu już tu radzę - daj sobie spokój, babę nie taką
        jak z czasem stara, coraz starsza żona, znajdzie w każdej agencji albo w
        ogłoszeniu. Ile można chcieć baraszkować?
        Kucharka - restaracje, pizzerie, itd. Porządki - stówka kobiecie, która mu
        wypucuje lokal na błysk, nie tak jak jakaś nudząca się żonka-nierobka.

        Faceci są jednak durniami, że wiążą się z takimi nierobami jak kobiety. smile))

    • natasza39 Dla wyrównania.... 14.03.07, 23:08
      Poczytaj to:
      forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=571&w=57155223
    • bea53 Re: jak mąż pracuje całymi dniami 05.04.07, 14:43
      Hmmm mozliwy tez jest i taki scenariusz, ze wcale az tak duzo nie pracuje tylko
      ma kochankę, znam takich z pracy, owszem duzo czasu spedzają w pracy ale tez nie
      sami, siedza z kochankami nad projektami a pozniej idą na kolację i nie tylko
      razem...owszem pracoholicy ale pani z biura pocieszy zrozumie, ze zona nie
      docenia tego co ma, bo on tak haruje a zona to zla kobieta...warto czasem
      sprawdzic..a moze lepiej nie wiedziec to zalezy..bo widze tez ze te zdradzane
      zony czasem dobrze wiedza ale za cene gosposi, samochodu i wygodnego zycia wola
      udawac ze jest ok...a samemu ciezko nawet przy alimentach..co powiemy znajomym
      ze juz nie jestem "panią dyrektorową"

      Inna sprawa ze w naszych czasach zeby cos osiagnac trzeba pracowac
      duzo..doglądać firmę i niezadowolona zona tylko pogłebia chęć ucieczki w pracę,
      bo mąz przychodzi widzie ze ona marudzi i sfrustrowana ciągle jest , to moze
      pojde znowu do biura albo z kolegami na piwo i tak sie ludzie mijają, faceci
      myslą ze kobiety chcą domu i samochodu a nie męza w domu, a jak mąz jest w domu
      to zle bo nie ma kasy...
      więc czasem moze warto pogadać ze chcemy męża w domu a nie pieniędzy i chcemy
      zeby facet zmienił pracę na mniej absorbującą i iść na terapię małzenską zeby
      każdy powiedział czego chce w małzenstwie, czego oczekuje od partnera i jak
      można i czy można coś zmienić oraz zeby facet nie realizował się tylko w pracy...
      pozdrowionka
      B.
Pełna wersja