czy mam prawo przeprowadzic sie do innego miasta?

22.03.07, 18:58
Napiszcie czy jezeli obydwoje rodzice maja pelnie praw i kontakty sa ustalone
czy matka ma prawo z dzieckiem przeprowadzic sie do innego miasta????
    • mamatoomaszka Re: czy mam prawo przeprowadzic sie do innego mi 22.03.07, 19:39
      Sadze, ze tak i jesli stosunki z ojcem sie ukladaja, a on wywiazuje sie z tego,
      z czego powinien, Ty ze swej strony powinnas go o tym powiadomic, chocby dla
      przyzwoitosci i ustalenia, jak beda wobec innego miejsca zamieszkania wygladaly
      jego kontakty z dzieckiem. Natomiast, kiedy nie placi, albo przesyla jakies
      pieniadze poczta, a nie interesuje sie dzieckiem, nie rozmawialabym z nim na
      temat przeprowadzki, zmienilabym miejsce zamieszkania, a na poczcie zostawila
      dyspozycje z nowym adresem i peosba o przekazywanie alimentow na nowy adres.
      • pacia251 Re: czy mam prawo przeprowadzic sie do innego mi 22.03.07, 20:43
        dzieki, moj byly maz owszem wywiazuje sie z obowiazkow , jednak stosunków
        pomiedzy nami ie mozna nami nie mozna nazwac dobrymismile, ciekawa jestem jak to
        wyglada ze strony prawnej czy np ojciec dziecka moze nie wyrazic zgody na
        przeprowadzke??????
        • annakate Re: czy mam prawo przeprowadzic sie do innego mi 22.03.07, 21:06
          Oczywiscie, że masz, nie jesteś pańszczyźnianym chłopem!
          Przeprowadzka na terenie Polski nie wymaga żadnych uzgodnień z tatusiem, wymaga
          zgody drugiego rodzica wyjazd zagranicę (na stałe lub przynajmniej na długo,
          dłużej niż wyjazd turystyczny). Masz natomiast obowiązek powiadomić ojca o
          adresie - on ma prawo wiedzieć, gdzie przebywa dziecko. Powinnas równiez
          poinformować gdzie chodzi do przedszkola/szkoły, do pediatry - jeśli ciekaw.
    • braktalentu Re: czy mam prawo przeprowadzic sie do innego mi 23.03.07, 07:17
      Niestety, masz takie prawo. Piszę "niestety", bo Mama mojej pasierbicy
      przeprowadziła się do miasta położonego 400 km dalej. Tym samym organizacja i
      koszty spotkań z Młodą zdecydowanie się zmieniły i w sumie to pasierbica sporo
      na tym traci-sad.
      • mamatoomaszka Re: czy mam prawo przeprowadzic sie do innego mi 23.03.07, 13:25
        Bo Tobie brak talentu i dobrej woli, zeby sie pogodzic
        z tym, iz do alimentow trzeba dolozyc na bilet kolejowy?
        • sar36 Re: czy mam prawo przeprowadzic sie do innego mi 23.03.07, 17:58
          Koszty biletów (choć mogą być całkiem spore w skali miesiąca) to i tak "pikuś"
          w porównaniu z tym, jak bardzo czasochłonne i męczące jest pokonywanie w Polsce
          odległości 400 km pomiędzy miastami, bez względu na to, jakim środkiem
          lokomocji. W praktyce, taka przeprowadzka może znacząco skomplikować kontakty.
        • braktalentu Re: czy mam prawo przeprowadzic sie do innego mi 24.03.07, 08:46
          Odpisuję dość szczegółowo, bo szanuję Cię, za konkretne rady, udzielane na tym
          forum innym Samodzielnym.

          Fakt dołożenia do alimentów paru złotych na bilet kolejowy niczego nie
          rozwiązuje. Jesteśmy w tej szczęśliwej sytuacji, że stać nas na alimenty i
          ekstrasy, a ja należę do tych macoch, które rozumieją słowa "zobowiązanie i
          odpowiedzialność", o czym można poczytać w wątach dotyczących obniżania
          alimentów po pojawieniu się przyrodniego rodzeństwa ("macochy", "nowa rodzinka")

          Organizacyjnie sprawa przestawia się tak:
          - wersja ekonomiczna:
          Mąż wsiada w pociąg i jedzie 2,5 godziny do X, tam po godzinie oczekiwania
          przesiadka do Y. Autobus i po 5 godzinach Mąż odbiera dziecko. Ta sama droga do
          nas. W domu są wieczorem, jedzą razem kolacje i szykują się do wyjazdu
          następnego dnia rano. Tak, masz rację, brak mi talentu do wyobrażenia sobie jak
          długo ojcu uda się przekonywać córkę, że taka podróż to sama frajda.
          - wersja ekonomiczna z ekstrasem
          ekstras to nocleg w mieście Y. W lecie można iść na spacer, w zimie do kina,
          zjeść w knajpie i przespać się z dzieckiem w hotelu. Niby trochę więcej czasu
          razem, ale córka nadal nie wie gdzie i jak żyje ojciec, ani (co może mniej
          bolesne-smile nie widuje się z przyrodnim rodzeństwem.
          - wersja samochodowa
          w najlepszym wypadku z weekendu należy odjąć 14 godzin spędzonych w
          samochodzie - to chyba dość konkretny "koszt" i nikt mi nie wmówi, że w
          samochodzie też można spędzać "czas z dzieckiem".

          Nie dokładam się finansowo do wychowania i utrzymania córki mojego męża, ale
          poświęcam Jej bardzo dużo czasu. Wielokrotnie jechałam po moją pasierbicę do Y.
          Uważam, że wykazałam się szczytem uprzejmności kiedy postawiona przez Jej Matkę
          w sytuacji bez eleganckiego wyjścia wybrałam się w 800 km podróż na dwa dni
          przed planowanym terminem porodu. Nie kocham i nigdy nie pokocham (tak ja
          teściowej), ale mimo to nasze kontakty nazwałabym więcej niż poprawnymi, a
          nawet ciepłymi i serdecznymi.
          Do tej pory sprawę rozwiązywaliśmy wycieczkowo. Jechaliśmy po Młodą w piątek
          wieczorem (ja w charakterze kuchni polowej dla synka - przyrodniego brata,
          niemowlę i Mąż), nocowaliśmy w hotelu, rano odbiór pasierbicy (nie przed 10-tą,
          bo śpią), wycieczka krajoznawcza w okolicach Y (na szczęście piękne) z
          noclegiem i powrót w niedzielę wieczorem.
          Obecnie mieszkamy za granicą. Do 1500 PLN alimentów dokładamy 1200 PLN w
          biletach lotniczych (co dwa tygodnie 600 PLN) i jesteśmy wdzięczni byłej żonie
          mojego męża, że dowozi dziecko na lotnisko, bo przecież nie musi. Wyjazd za
          granicę podyktowany był względami ekonomicznymi (między innymi, żeby nie
          obniżać alimentów. Firma, w której Mąż pracował poszła pod młotek i zostałby
          bez pracy, albo z pensją 3000 PLN, co przy kosztach spotkań z córką oznaczałoby
          rezygnację z tychże). Wyprowadzka byłej żony o 400 km podyktowana była głosem
          serca. Każdy ma swoje racje, co nie zmienia faktu, że tak jak napisałam:
          najwięcej traci pasierbica.

          Życzę powodzenia
          Braktalenu

          PS: Pasierbica osobiście za największy koszt mieszkania daleko uważa brak
          stałego dostępu do mojej szafy -smile)))))

          • sa_ra1 Re: czy mam prawo przeprowadzic sie do innego mi 24.03.07, 21:05
            Córka twojego męża albo twój mąż nie mają czasami ochoty pobyć ze sobą razem sam
            na sam? Pytam z czystej ciekawości...
            • pacia251 Re: czy mam prawo przeprowadzic sie do innego mi 24.03.07, 21:43
              ....odpowiadam: jesli maja ochote to maja na to niezmiernie wiele mozliwosci,
              nigdy tego nie ograniczam
              • sa_ra1 Re: czy mam prawo przeprowadzic sie do innego mi 25.03.07, 08:19
                źle zapytałam, pytanie było do braktalentu wink zdziwiło mnie, że na spotkania
                jeździ cała rodzina a z tego co zrozumiałam dziewczynka widzi tatę tylko dwa
                razy w miesiącu. Na spotkania z drugą rodziną taty jest przecież wiele okazji
                (święta, wakacje) Z drugiej strony dla przyrodniego braciszka niemowlaczka takie
                dalekie podróże były pewnie uciążliwe. Moja pociecha jest jeszcze bardzo mała
                więc nie wiem jak w przyszłości będą wyglądały kontakty z "tatusiem" i
                ewentualnie jego nową rodziną, więc zapytałam z ciekawości...
            • braktalentu Re: czy mam prawo przeprowadzic sie do innego mi 25.03.07, 08:19
              To chyba jeden z pozytywnych elementów bycia macochą-smile. Pod
              pretekstem "potrzebujecie trochę czasu dla siebie", zostawia się dzieci mężowi
              i wraca do domu lub wychodzi z pracowni dopiero wieczorem i żadne własne,
              paskudne smarkacze, ani przebrzydłe pasierby nie przeszkadzają-smile. Ach, te
              weekendy tylko dla mnie-smile. Kiedyś nawet chciałam zabierać ze sobą synka, ale
              Mąż jest zdania, że spotania dzieci raz na dwa tygodnie to i tak bardzo żadko,
              a Jego córka, zgodnie z deklaracjami byłej żony nie będzie miała innego
              rodzeństwa, poza naszymi dziećmi. Prowadzimy bardzo regularny tryb życia i syn
              chodzi spać dwa razy w ciągu dnia, znikając z planu domowego w sumie na 3
              godziny, więc taki czas "we dwoje" też mają.
              Trzy razy do roku Mąż organizuje wyjazd tylko z córką. Z reguły jadą do naszego
              domu w górach. W pozostałych sesjach wyjazdowych uczestniczę ze względów
              organizacyjnych i towarzyskich (bo lubię) wtedy czasu sam na sam w zasadzie
              mają bardzo niewiele lub wcale.
              • sa_ra1 Re: czy mam prawo przeprowadzic sie do innego mi 25.03.07, 08:31
                braktalentu napisała:

                a jak długo udaje wam się utrzymywać kontakty z pasierbicą dwa razy w miesiącu
                mieszkając za granicą? Na dłuższą metę nie jest to zbyt uciążliwe? napisz też
                jeśli możesz jak to wygląda organizacyjnie
                • braktalentu Re: czy mam prawo przeprowadzic sie do innego mi 25.03.07, 11:30
                  Taki stan trwa już prawie rok (przeprowadziliśmy się w kwietniu 2006). Powrót
                  do kraju planujemy na sierpień 2007. Dla nas organizacyjnie to łatwiejsze niż
                  rozwiązanie samochodowe w Polsce. W piątek Pasierbicę prosto ze szkoły odbiera
                  kierowca i wiezie na lotnisko (niestety trwa to godzinę). Po kolejnej godzinie
                  A. ("pasierbica" jest strasznie długo-smile) jest w W-wie i tu odbiera ją
                  Babcocha - moja mama i zabiera do domu na obiad. Potem A. ma dwie godziny na
                  spotykanie się z koleżankami (córki znajomych). Wieczorem lotnisko i 1,20
                  później Mąż jest z Nią w domu. Niestety, w sumie w podróży A. spędza koło 7
                  godzin, ale w między czasie spotkanie towarzyskie i obiad. W powrotną drogę
                  jest łatwiej, bo przesiadka w W-wie trwa tylko godzinę, więc cała podróż
                  zajmuje 3,5 godziny. W niedzielę na lotnisku czeka na A. Jej Mama.
                  Koszt to 120 PLN transport na lotnisko i 600 PLN bilet w dwie strony, z czego
                  transport na lotnisko załatwia firma w której pracuje Mąż.
                  Teraz mamy nadzieję, że naszą część wakacji uda się wynegocjować w jednym
                  kawałku, bo w zeszłym roku ...ech, daruję sobie, bo to nie to forum-smile)))

                  Do czasu narodzin synka czasem jeździłam z Mężem (raczej częściej niż żadziej),
                  a czasem nie. Czasem jeździłam po A. sama, bo Mąż zostawał dłużej w pracy lub
                  pojawiała się możliwość odebrania A. już w piątek po szkole. Najczęściej jednak
                  realizowaliśmy plan wycieczkowy w okolicach Y. Myślę, że to właśnie te wspólne
                  wyprawy i przygody stały się fundamentem naszych dobrych stosunków z A i
                  pozwoliły nam się "dotrzeć" (czasem z solidnymi zgrzytami-smile)). I zdrowy
                  rozsądek Męża, który obu nam potrafił powiedzieć "nie i basta".

                  Pod wpływem Twojego poprzedniego postu, zapytałam Go co o tym sądzi.
                  Powiedział, że zwrot "nowa rodzinka", nie podoba Mu się tak samo jak "stara
                  rodzinka". On, po prostu ma rodzinę.
                  A ja? Ja tak zupełnie po prostu wychodząc za mąż zyskałam teściów, szwagra i
                  pasierbicę.

                  Ostatnią 800 km. wyprawę zostałam zmuszona podjąć dwa dni przed porodem. W
                  lutym urodził się synek i dwa tygodnie później Mąż pojechał po A. sam. Na
                  kolejne spotkanie już wybraliśmy się razem. Wbrew pozorom maluch miał to w
                  nosie i aż do kwietnia, całe podróże i tak przesypiał z przerwami na kuchnię
                  polową i zmianę pieluchy. Żył sobie w gondolce samochodowej, turystycznym
                  łóżeczu i nosidełku na brzuchu, któregoś z nas. Nie wiem jak to będzie
                  wyglądało od września, bo na współpracę z Mamą A. czasem możemy liczyć, ale
                  najczęściej nie-sad
                  • sa_ra1 Re: czy mam prawo przeprowadzic sie do innego mi 25.03.07, 12:05
                    Czyli jak się chce to można sad ojciec mojego dziecka mieszka za granicą i
                    przyznam się, że zdarzało mi się usprawiedliwiać jego nieobecność dużą
                    odległością, tym bardziej, że kontaktów mu nigdy nie utrudniałam a sam
                    deklaruje, że jest szczęśliwym i kochającym ojcem (może właśnie dla tego, że
                    mało kontaktowym!)
                    Co do wyrażenia "nowa rodzina" ja osobiście nie widzę w nim nic obraźliwego, tak
                    jak w wyrażeniu "ex" żona czy obecna...Ojciec mojego dziecka jeszcze rodziny nie
                    założył... więc ewentualna rodzina będzie na pewno "nowa". Życzę powodzenia i
                    serdecznie gratuluję wspaniałej organizacji, tylko pozazdrościć smile
          • chalsia Re: czy mam prawo przeprowadzic sie do innego mi 26.03.07, 00:41
            > w najlepszym wypadku z weekendu należy odjąć 14 godzin spędzonych w
            > samochodzie - to chyba dość konkretny "koszt" i nikt mi nie wmówi, że w
            > samochodzie też można spędzać "czas z dzieckiem".

            no patrz, a ojciec mojego dziecka widać uważa, ze w samochodzie to też "czas z
            dzieckiem" - w ostatni wspólny weekend (sobota - niedziela) eks ze swoimi
            dziecmi (moim i nexi) spedził co najmniej 8 godzin w samochodzie - pojechali do
            babci.
            Chalsia
            • chalsia Re: czy mam prawo przeprowadzic sie do innego mi 26.03.07, 00:55
              > - pojechali do babci.

              a właściwie - pojechali PO babcię, by ją przywieżć na kilka dni do eksa.
Pełna wersja