Mąż nie jest ojcem biologicznym

30.03.07, 17:33
Nikt o tym nie wie, tylko ja i ojciec biologiczny, który sam namówił mnie do
kłamstwa ponieważ ma własną rodzinę (żona, 2 dzieci)i jak twierdził nie może
wychowywać naszego dziecka ani sie do niego przyznać. Byłam w ciąży więc
hormony narobiły mętliku w mojej głowie i zgodziłam się. Trudno z tym żyć ale
chyba nie da się nic zrobić, zwłaszcza, że mąż bardzo kocha małego.
Czy jest ktoś w podobnej sytuacji?
    • mrs_ka Re: Mąż nie jest ojcem biologicznym 30.03.07, 17:38
      no ale co byś chciała z tym zrobić? Plemników podmienić się już raczej nie da.
      Nie bardzo wiem, czego po tym forum oczekujesz. Tu pisze sporo kobiet, które są
      w sytuacji żony Twojego kochanka i na ogól nie współczują tym, które świadomie
      weszły w związek z żonatym i dzieciatym mężczyzną, a do tego jeszcze zaszły z
      nim w ciążę. Piszą też niekiedy mężczyźni, którzy zostali oszukani i wrobieni w
      ojcostwo cudzych dzieci, i oni- dziwna koincydencja- również nie współczują
      podkukułczającym swoje dziecko ojcom oraz matkom.
      Czy mogłabyś sprecyzować, czego się wobec tego po nas spodziewasz?

      a.
      • mama_misia76 Re: Mąż nie jest ojcem biologicznym 30.03.07, 21:21
        Faktycznie chyba pomyliłam forum.
    • pelagaa Re: Mąż nie jest ojcem biologicznym 30.03.07, 18:12
      Twoje postepowanie jest po prostu wstretne i tyle. Jesli szukasz poparcia dla
      swoich niecnych postepkow, to ciezko ci je bedzie znalezc.
      Nie chcialabym byc w twojej skorze, jak kiedys maz sie dowie, jak wrednie i z
      premedytacja zostal wrobiony.
      Ble <rzygi>
    • anetina to twój mąż nie wie, że nie jest ojcem? 30.03.07, 18:20

    • bea53 Re: Mąż nie jest ojcem biologicznym 30.03.07, 21:19
      Nie wiem czemu tutaj szukasz osob w podobnej sytuacji?, wszak forum dla
      samotnych z zalozenia..a ty nie jestes ani samodzielna ani samotna, jak z
      kochankiem nie wyszlo wrocilas do męża, na razie więc poki maz sie nie dowie
      samotną mamą nie jesteś...
      • mama_misia76 Re: Mąż nie jest ojcem biologicznym 30.03.07, 21:24
        Tak, już się zorientowałam, że to nie to forum.
    • jane795 Re: Mąż nie jest ojcem biologicznym 30.03.07, 22:05
      Ja mam przyjaciółkę w podobnej sytuacji,tylko,że tam jest jeszcze gorzej.Ja nie
      wiem,co jest lepsze powiedzieć,czy nie.Moja koleżanka milczy już wiele lat.Oby
      sie nie wydało i u niej i u Ciebie bo byłaby tragedia.Mimo wszystko,życzę Tobie
      aby cała ta sytuacja skończyła się korzystnie dla dziecka bo ona w tej sytuacjo
      może stracić najwięcej-tatę,rodzinę,spokój.A ja nie oceniam.Jak mówią, kto jest
      bez winy niech pierwszy rzuci kamieniem....Acha,zaznaczam,że byłam zdradzana i
      jestem porzucona dla kochanki.
      Pozdrawiam
      • mama_misia76 Re: Mąż nie jest ojcem biologicznym 30.03.07, 22:45
        Dzięki! Pytają mnie czego oczekuję od tego forum, właśnie takiej wypowiedzi!
        Chciałam sprawdzić czy są ludzie, którzy nie oceniają negatywnie sytuacji, w
        jakiej sami nie byli.
        A swoją drogą, to Twoja koleżna napewno jest szczęśliwa, że ma kogoś takiego
        jak Ty. Ja też mam taką przyjaciółkę smile
        Pozdrawiam!!!
        • natasza39 Re: Mąż nie jest ojcem biologicznym 30.03.07, 23:01
          mama_misia76 napisała:

          > Dzięki! Pytają mnie czego oczekuję od tego forum, właśnie takiej wypowiedzi!
          > Chciałam sprawdzić czy są ludzie, którzy nie oceniają negatywnie sytuacji, w
          > jakiej sami nie byli.

          Daleka jestem od rzucania kamieniem w kogokolwiek.
          Ale nie spodziewaj się, że na tak zadane pytanie raczej nikt tu ci nie chce
          odpowiedzieć i że "udzie, oceniają negatywnie sytuacji, w jakiej sami nie byli<.
          Są bowiem pewne wartości niezbywalne.
          Zadając pytanie "ukradłam komuś milion, czy ktoś był w takiej sytuacji?", nie
          spodziewaj się zrozumienia, bo kradzież jako taka jest naganna i czy ktoś coś
          ukradła, czy jemu ukradli, jak jest w miarę normalny to wie o tym że jest to
          naganne i ocenia ten czyn nagannie, choć nawet nigdy tego nie przeżył.
          • mrs_ka Re: Mąż nie jest ojcem biologicznym 31.03.07, 00:05
            Dokładnie.
            Powoływanie się na maksymę "nie przeżyłeś- nie wyrokuj" jest standardowym
            wytrychem moralnym, którego- co ciekawe- nie używa się nigdy do doświadczeń
            pozytywnych, za to zadziwiająco często chce się tym rozmydlić obraz własnych
            przewin i zamaskować tchórzostwo.
            Nie trzeba mieć doświadczenia zdrady na koncie, aby wiedzieć, że zdrada jest
            świństwem.
            Nie da się w tej konkretnej sytuacji powiedzieć czy doradzić czegokolwiek nie
            uciekając w wartościowanie i nie wyrażając swojej opinii na ten temat.
            Bo co mam Ci napisać: że życzę Ci, aby mąż, którego oszukałaś, nigdy się o tym
            nie dowiedział? To, że Ty postąpiłaś jak tchórz (bo poza tym, że Twoje kłamstwo
            było w tej sytuacji racjonalne, faktem jest, że było kłamstwem, i to kłamstwem
            zarówno dalekosiężnym w skutkach, jak i obrzydliwym) nie oznacza jeszcze, że
            powinno się teraz zawiesić osąd i de facto przyklasnąć pomysłowi dalszego
            oszukiwania męża.
            Z drugiej strony nikt rozsądny nie weźmie na siebie odpowiedzialności za
            doradzenie Ci przyznania się do wszystkiego, bo Bóg jeden wie, jak mogłoby się
            to skończyć i nikt się nie chce obarczać konsekwencjami.
            Z robienia świństw wynika wiele skutków, między innymi ten, że jesli już się na
            to decydujemy, to powinniśmy wypić duszkiem ten mniód i cymes, na które składa
            się m.in to, że do końca życia Będziesz sobie zadawać pewne pytania i nie
            uzyskasz na nie odpowiedzi. Kac moralny jest jedną z naturalnych konsekwencji
            zrobienia świństwa i nie ma w tym stanie nic wyjątkowego.

            A Twoje dziecko albo pozna swojego biologicznego ojca i złamie przez to serce
            tacie, który go wychował, albo też nigdy się nie dowie prawdy o swoim
            pochodzeniu, co jest jednym z podstawowych praw każdego człowieka, a Twój syn ma
            je odebrane już na starcie.
            Poza tym wszystkim jest jeszcze dość niski aspekt finansowy, mianowicie nie
            tylko wmanewrowaliście z kochankiem Twojego męża w ojcostwo, ale też odcięliście
            mu możliwość wyjścia z tego układu. Zapewne zdajesz sobie sprawę, że pozew o
            zaprzeczenie ojcostwa można złożyć do pół roku od uznania dziecka (chyba, że
            wydłużono ten okres), a jeśli się w tym czasie tego nie zrobi, to Twój mąż łoży
            przez najbliższych kilkanaście lat na dziecko Twojego kochanka. I nie ma
            znaczenia ilość dowodów, jakie przedstawi, bo wówczas pod uwagę brany jest
            wyłącznie interes dziecka.
            Pomijając już to wszystko: zdrada jest świństwem, ale może się zdarzyć. Ludzie
            błądzą. Różne są przypadki. Nie pojmuję jednak, jak można zabrnąć aż tak daleko
            w sytuacji, która od początku była kiepska, ale teraz jest właściwie beznadziejna.

            a.




            • bea53 Re: Mąż nie jest ojcem biologicznym 31.03.07, 08:45
              Zabrnęła daleko bo lepszy nieatrakcyjny mąż niż żaden wg co poniektorych..po
              powiedzeniu prawdy wątpie zeby mąz chciał wychowywać dziecko w tej sytuacji..
              z
              reszta sytuacja w ktorej samiec wychowuje nie swoje geny podobno jest częsta, we
              Francji w badaniach wyszlo 20%..zaradna samiczka szuka najlepszych genow a na
              męża i ojca wybiera partera stabilnego i glupiego co te geny wychowa...podobno
              naturalne..tylko w dobie badan DNA coraz trudniej wmowić mezowi ze to jego...tak
              więc ta startegia w XXI wieku zupelnie sie nie sprawdza...
    • jowita771 Re: Mąż nie jest ojcem biologicznym 31.03.07, 00:51
      biedny ten Twój mąż, kiepsko trafił.
      • julia.68 Re: Mąż nie jest ojcem biologicznym 31.03.07, 16:38
        Myślę, że trochę przesadzacie. Mąż jest szcześliwym ojcem kochanego dziecka,
        prawdopodobnie nigdy nie dowie się, że nie jest dawcą materiału genetycznego, a
        gdyby nawet, to podejrzenia, ze odrzuci dziecko, które wychowywał przez kilka
        czy kilkanaście lat, jest kwalifikowaniem człowieka jak samca małpy, który
        zabija dzieci upatrzonej samicy, aby zrobić jej własne. Oczywiście nie
        pochwalam romansów, zwłaszcza brzemiennych w skutkach, z żonatymi i
        dzieciatymi, ale mleko się rozlało, i jak słusznie zauważyła mrs.ka, plemnika
        nie podmienisz. Raczej unikałabym opowiadania swojej historii komukolwiek,
        nawet na niby anonimowym forum, bo licho nie śpi. A w sytuacji krytycznej,
        radzę iść w zaparte do końca. Ludzie zawsze wierzą w to, w co chcą wierzyć.
        Poza tym, to rzeczywiście nie to forum.
        • mrs_ka Re: Mąż nie jest ojcem biologicznym 31.03.07, 17:34
          Julia, ależ nikt nie pisze o "odrzuceniu dziecka".
          Jak słusznie zauważyłaś, postrzeganie sytuacji w taki sposób jest jednoznaczne
          ze zrównywaniem mężczyzny z szympansem. Sądzę, że jest całe spektrum
          potencjalnych zachowań w takiej sytuacji, w tym dojrzałe i niedojrzałe,
          szlachetne i nieszlachetne.
          Mimo to nie wierzę (a być może jestem w tym przypadku człowiekiem małej wiary),
          aby uzyskanie świadomości, że przez x lat było się celowo oszukiwanym przez
          najbliższego człowieka, który w tym czasie niejednokrotnie zdązył nam wyszeptać
          wyznania miłości i lojalności, nie tąpnęło człowiekiem.
          I sądzę, że trzeba być naprawdę niewrażliwym betonem, aby po otrzymaniu takiej
          informacji nie zwątpić nie tylko w partnera, ale też w sens wierności,
          wzajemnego zaufania i bliskich relacji.
          Pal sześć, że to dziecko nie jest nasze- prawdopodobnie wytworzona przez lata
          więź jest tak silna, że przetrwa. Pal sześć, że kiedyś wydarzyła się zdrada.

          Jednak taka wiedza uświadamia nam coś zupełnie innego: nie znamy swojego
          współmałżonka. Przez szereg lat zyliśmy w fikcji i ja osobiście zaczęłabym
          powątpiewać we wszystko en masse, bo skoro miłość mojego męża pozwalała mu przez
          lata oszukiwać mnie w tak fundamentalnej sprawie, to co było w tym naszym
          małżeństwie rzeczywiste? Uczciwość- nie. Lojalność-nie. Zaufanie też nie. I
          wierność również nie była żadną podwaliną.
          Myślę, że taka informacja uderza w samą podbudowę naszego poczucia wartości i
          tożsamości. I dlatego jest to takie bolesne.

          Mimo to powiedziałabym prawdę.

          Przeczytałam Twój post, Julio, piszesz o pójściu w zaparte, co niewątpliwie jest
          w tej sytuacji racjonalne. Ale nie jest uczciwe i nie jest godziwe. I nigdy
          takim się nie stanie.
          Sądzę, że za małą wagę przywiązujemy w obecnych czasach do odpowiedzialności za
          swoje czyny, za to bardzo dużą do unikania ich konsekwencji.
          Jak pisałam o tym kilka razy: zdradziłam swojego pierwszego męża. Mniejsza o
          przyczyny, o których również wiele razy pisałam.
          Jednak dla mnie, poza samą świadomością zdrady, która to świadomość była
          straszna, bo kazała mi zweryfikować wiedzę o sobie samej, jeszcze gorsza była
          wizja, że będę żyć w kłamstwie i codziennie oglądać przy tym swoją twarz w
          lustrze. Twarz hipokrytki i człowieka, który postąpił podle wobec drugiego (bez
          względu na to, na ile mój eks mąż był fatalnym mężem, nie zasłużył na zdradę, bo
          NIKT na nią nie zasługuje).
          Po prostu uważam, że nie należy mnożyć błędów i stosować samonakręcającej się
          spirali, gdzie jedno kłamstwo pociąga za sobą drugie.
          Niestety, przerwanie się tej spirali powoduje natychmiastową aktywizację
          bolesnych klapsów od życia, które spadają raz za razem. I to trzeba przeżyć,
          pewne sprawy muszą się wypalić i przeminąć. A zasklepienie ran, które zadaliśmy
          innym ludziom, też musi potrwać i należy być na to przygotowanym.
          Natomiast potem jest nowy dzień i świadomość, że się przetrwało, że obroniło się
          mimo wszystko swoją godność, jest uczuciem nieporównywalnym z niczym i
          serdecznie życzę autorce wątku, aby mogła to przeżyć.
          Moim zdaniem droga, którą obrała i którą m.in Ty Jej doradzasz, jest drogą złą.
          Zwyczajnie i po prostu.
          Etyka i moralność to pojęcia o okreslonej definicji, których uniesienie we
          własnym życiu wiąże się z trudnymi decyzjami i dramatycznymi niekiedy
          dylematami, mimo to nie ma innej drogi dla człowieka, który chce zyć godnie.

          a.
        • pelagaa Re: Mąż nie jest ojcem biologicznym 31.03.07, 18:46
          > gdyby nawet, to podejrzenia, ze odrzuci dziecko, które wychowywał przez kilka
          > czy kilkanaście lat, jest kwalifikowaniem człowieka jak samca małpy,

          Do tego, aby ojciec odrzucil dziecko naprawde wielokrotnie nie trzeba az
          odkrycia, ze nie jest bioojcem. Wielu bilogicznych porzuca dzieci tylko
          dlatego, ze wiaze sie z inna kobieta. Sadze, ze co najmniej 90% facetow po
          ujawnieniu informacji, ze nie jest dawca plemnika, tylko ojcem od wychowywania
          i utrzymywania, zwineloby zagle i nie mialo ochoty placic na dziecko.
          I mimo, ze niewinne calej sytuacji dziecko najbardziej dostaloby po dupie za
          blad matki, nie umialabym tak do konca winic ojca, gdyby sie wymiksowal z tego
          ukladu. Co innego jesli ktos swiadomie decyduje sie wychowywac nieswoje
          dziecko, a co innego jak przez lata jest robiony w bambuko.
        • bea53 W obronie samca małpy 01.04.07, 18:28
          Nie chcialabym byc na miejscu tego faceta, ktory tyra jak frajer na dzieci
          sasiada..myśląc ze to własne..

          Mysle ze w okrucienstwie wsrod naczelnych ludzie nie mają sobie rownych..

          Nie wiem czemu przyjęlo się rzucac obrazliwymi epitetami w kierunku malp,
          jakby ludzie byli lepsi od małp. Samiec małpy nie porzuca wlasnego dziecka,
          wszystkie samce dbaja o dzieci, w mysl "wszystkie dzieci nasze są" bo skoro
          kryja po kolei samice w eksie grupowym to i tak nie wiedza czyje jest ktore,
          tyle ze przywodca stada jest pierwszy...nie slyszalam tez zeby porzucali samicy
          w ciazy itd itp
          Nie porzucaja tez jednej samicy z tak ulotnej przyczyny jak "miłosc" sie
          skonczyla, czy tez musze sie realizowac, znalazlem sobie inną..zreszta zalezy od
          gatunku małp...generalnie dbają o stado..

          Tylko ludzie mordują sie milonami w wymyslny sposob nawet jak nie są głodni..nie
          widzialam malp ktore by zabijały sie z takim zapamietaniem...
          Mie widzialam u małp tez "domów dziecka" niechcianych, raczej stado adoptuje
          sierotki..hę..wiec az tak nie czujmy sie lepsi..



          • joanna9969 Re: W obronie samca małpy 04.04.07, 20:14
            >Nie porzucaja tez jednej samicy z tak ulotnej przyczyny jak "miłosc" sie
            > skonczyla, czy tez musze sie realizowac, znalazlem sobie inną..

            nie ma takiej ptorzeby one zyja raczej w wolnych zwiazkach ..
            cos jak komuny hippisow w latch 60 generalnie kazdy z kazdym

            peace Y
          • joanna9969 Re: W obronie samca małpy 04.04.07, 20:16
            >Nie porzucaja tez jednej samicy z tak ulotnej przyczyny jak "miłosc" sie
            > skonczyla, czy tez musze sie realizowac, znalazlem sobie inną..
            nie ma takiej potrzeby one zyja raczej w wolnych zwiazkach ..
            cos jak komuny hippisow w latach 60 generalnie kazdy z kazdym

            peace Y
    • maminka_wiktorynki Re: Mąż nie jest ojcem biologicznym 01.04.07, 09:46
      a Ty jakie widzisz sama rozwiązanie problemu ?
      • typowa1 witaj..:( 02.04.07, 17:44
        I ja jestem w podobnej sytuacji: moj (od 5 lat) maz nie jest biolog. ojcem
        mojego dziecka. Ojcem dziecka.. jest jego najlepszy przyjaciel, partner w
        pracy.. Spotykamy sie codziennie i co dzien ON widzi swoja corke. Wie o niej,
        akaceptuje, pamieta o uroczystosciach i.. jest jej ojcem chrzestnym. Miedzy
        nami, dawno juz nic nie ma. To byl krotki, plomienny romans: zakonczony ciążą.
        Kochasm meza, maz mi wierzy i nigdy w zyciu nie spodziwalby sie tego po mnie,
        (a moze po nas?..). O naszej tajemnicy, nikt nie wie. Paradoksalnie mamy
        jedynie problem grupy krwi, a Niunka ma wciaz anemie i robimy jej cykliczne
        badania-jak nA ZLOSC.. Zmezem od poczatku staralismy sie o dziecko, brat meza
        nadal sie stara... Nam sie 'udalo' i zostalismy rodzicami. Ja zostalam matka, a
        on ojcem 'juz swojego' dziecka. Nie planowalam tego, los zadecydowal. Mam
        nadzieje, ze nigdy nikt sie nie dowie, ze kiedys, jakos to przeastanie byc
        problemem, a zyje jakby nie bylo w strachu o dziecko, swoje malzenstwo..
        • chalsia Re: witaj..:( 02.04.07, 22:18
          > on ojcem 'juz swojego' dziecka. Nie planowalam tego, los zadecydowal.

          no sorry, następna bezwolna ofiara losu?? Rozumiem, że miałaś odkręconą głowę
          jak lądowałaś w łóżku z kochankiem?
          Chalsia
          • typowa1 Re: witaj..:( 02.04.07, 22:54
            To, ze 'wyladowalismy w lozku', a wlasciwie nastapilo zauroczenie, to nie tylko
            wina moja i jego. Przyczynil sie do tego moj maz. To on sprawdzal-sprowadza
            Szymka na obiady, kolacje, to on go nocowal, to on sie na nim uzalal, gdy mial
            problemy finasowe. Sam go zanecil. I sam nas zblizyl do siebie, bo ja nigdy
            jego kolegow nie lubialam
            • chalsia Re: witaj..:( 02.04.07, 23:53
              no klasyka po prostu, nie dośc, że bezwolna to i bez winy tzn. mąż winny był,
              że przyjaciela miał.
              Tiaaa, mąż wepchnął swoją żonę z odkręconą głową swojemu przyjacielowi (też
              miał widać odkręconą głowę) do łóżka.
              Biedna Ty, oj biedna, los dla Ciebie taki niełaskawy i jeszcze obawy co do
              wykrycia sprawy będziesz miec przez wiele lat, no poprostu jaki straszny los Ci
              mąż zgotował.

              Tfuuuu
              Chalsia
              • natasza39 Re: witaj..:( 02.04.07, 23:55
                I jak tu mieć pretensję do facetów?
                Oni tylko "główkę" wszak odkręcana majasmile
                • maminka_wiktorynki Re: witaj..:( 03.04.07, 00:23
                  ale z drugiej strony pomyślcie jaką trzeba mieć psychikę,żeby to znosić na
                  codzień. Nie wyobrażam sobie siebie w takiej sytuacji. Koleżanka tak zrobiła,
                  tzn wepchnęła przed ołtarz swojego chłopaka bo była w ciąży tylko zapomniała mu
                  dodać,że nie z nim. Szczęście w neiszczęsciu , że poroniła. Po kilku latach
                  małżeństwa jak wiecznie chodziła na boki zaszła znowu w ciążę, a najbardziej
                  mnie rozbawiła jak zapytałam jej czyje to dziecko, a ona z oburzeniem,że jak to
                  czyje???? MĘŻA!!!!!
                  Niby racja...
                  do tego tzreba mieć , albo coś nie tak z mózgiem chyba, albo być wyjątkowo
                  silnym psychicznie. I ten strach,że w razie operacji czy czegokolwiek wyjdzie to
                  na jaw... ja chyba na miejscu męża to łeb bym takiej żonie ucięła...

                  Ciekawe, czy jakby mąż w trakcie małżeństwa na boku jakiejś babce zrobił
                  dzieciaka to też byście drogie autorki tych farmazonów zacisnęły zęby i z
                  godnością pomagały wychowywać.

                  aż się zagotowałam!!!!

                  a swoją drogą to ostatnio gdzieś czytałam , że 10% ojców wcale nie jest ojcami
                  big_grin tylko tak sobie w spokoju i ciszy domowego ogniska myślą ,że są

                  pozdrawiam te normalne smile


            • lilith76 Re: witaj..:( 03.04.07, 10:52
              Przyczynil sie do tego moj maz. To on sprawdzal-sprowadza
              > Szymka na obiady, kolacje, to on go nocowal, to on sie na nim uzalal, gdy mial
              > problemy finasowe. Sam go zanecil

              Przypominają mi się z zajęć antropologicznych kultury, gdzie pan domu podsuwa gościowi swoją żonę na noce. Jak widać zwyczaj nadal aktualny.
              Za bardzo wczułaś się w rolę pani domu...
              A jak twój mąż zaprzyjaźni się z kolejnym mężczyzną, będzie go sprowadzał na obiady, kolacje, nocował, użała, to też pójdziesz z tym kimś do łóżka?
            • mama_misia76 Re: witaj..:( 03.04.07, 17:19
              sprawdź wiadomości smile
            • makbyt Re: witaj..:( 04.04.07, 19:26
              DOBRE!!!! mąż Ci narzucil kochanka! O kurczę niektóre to mają szcęście!
              Mi to nawet GLUPI LOS nie rzuca w ramiona jakiegokolwiek mężczyznę!
        • morderca_cierpien Re: witaj..:( 03.04.07, 08:53
          modlitwa nadzis i na jutro

          zachowaj mnie Boze od przyjaciol moich
          bo z wrogami sam sobie poradze
        • bea53 Jak widać dość TYPOWA sytuacja 03.04.07, 11:15
          E tam może sie czepiamy..moze biologia nie jest moralna..
          Moze zazdroscimy bo swoje dzieci wychowujemy same. Skoro to częste przypadki
          i na dobra sprawę prawo je zabezpiecza, moze teraz w mniejszym stopniu niz
          kiedys, bo dzis mozna wniesc o zaprzeczenie ojcostwa ale domyslnie kazde dziecko
          z małzenstwa jest męża..
          Z innej strony rozumiem czemu cudzołostwo kiedys tak dotkliwie karano i to
          wyłacznie karano kobiety..skoro nie mozna bylo sprawdzic czy dziecko jest męża
          trzeba bylo pilnowac kobiety i niewierne piętnować.
          W przypadku Typowej wyszlo ze wszyscy sa szczesliwi, tatus jest ojcem
          chrzestnym, mozliwe ze bezpłodny mąz ma dziecko i żona jest happy...nawet mąz
          wybrał i naraił dawcę genów czyli dobrego przyjaciela...tanio i nie anonimowo...
          wszyscy zyją długo i szczęsliwie..tylko ten lęk..choć może to i Typowa
          sytuacja...moze dobry dawca genów nie nadaje sie na dobrego męża...tylko nie
          kazdy umie z tym żyć..
          No i co powiedziec kiedys dziecku, kto był jego ojcem i czy wogóle mówić, co z
          dziedzieczeniem itd...

    • natasza39 JA się teraz wogóle facetom nie dziwię, że ... 03.04.07, 11:27
      badania DNA robią!
      Wychodzi na to, że nie tylko wtedy jak jeszcze "niepoślubiony" powinien
      sprawdzić, czy to napewno on jest ojcem radośnie poczętego potomka, a nie np.
      kolega, z którym pił wódkę w towarzystwie dziewczyny.
      Wychodzi na to, że każdy mąż też powinien to zrobić.
      Lepiej zrobić z siebie świnię, niż jelenia, który łoży przez ćwierć wieku na
      nieswoje geny.
      • bea53 Re: JA się teraz wogóle facetom nie dziwię, że .. 03.04.07, 11:40
        Po prostu wojna płci, faceci sie dają robic w jelenia, przez co sprytniejsze
        a mniej sprytne są robione w bambuko przez sprytnych Skaczacych_z kwiatka_na_
        kwiatek zeby tych dzieci miec jak najwięcej, posiać geny to Tu to TAM i za to
        nie odpowiadać (nie placić, nie zajmowac się). Są tacy co maja dzieci rownolegle
        Tu i Tam..jakoś porzucanie dzieci dzieje sie przy milczącej aprobacie innych
        kobiet i społeczenstwa...ano ma nastepną, nieplaci trudno..zosatwił ją bo to zła
        kobieta była he he

        Tak czy inaczej to kobiety CZESCIEJ są robione w bambuko, bo facetowi zawsze
        jest łatwiej zwiać a wspólczesnie robić badania DNA. W sumie co mnie obchodzi
        jakis jeden facet jeleń czy drugi co zajmuje sie dziecmi-nie swoimi i tak nie
        odpracuje za całe zło inncyh męzczyzn...chyba feministką jestem...

    • claairee Re: Mąż nie jest ojcem biologicznym 03.04.07, 11:41
      w brazylijskich i nie tylko, serialach brat zakochuje sie w siostrze, o której
      istnieniu nie wiedział, z powodu wypadku trzeba oddać krew dla dziecka, czasem
      istnieje konieczność przeszczepu szpiku - wtedy bada się najbliższą rodzinę - to
      już mniej serialowe.
      Za wszystko w życiu trzeba zapłacić, szkoda, że w tej sytuacji, płacą osoby
      zupełnie niewinne. Nawet jeśli nic nie powiesz i samo też się nie wyda -
      kłamstwo jest pomiędzy wami cały czas, i nie wiedomo czy jakiś pozaswiadomy
      sposób nie wpływa na was wszystkich.
      • typowa1 Re: Mąż nie jest ojcem biologicznym 03.04.07, 22:07
        Moja sytuacja weslola nie jest. Bo czasami trzeba umiec zapomniec o tym, ze cos
        sie ukrywa i ze to cos pod zadhnym warunkiem wyjsc na jaw nie moze. Czasem
        wydaje mi sie, ze jak za bardzo o tym zapomne, to to gdzies we mnie uderzy, nie
        zdaze sie ustrzec. Z drugiej strony, czy rzeczywiscie moge wierzyc Sz.?
        Alimnetami go nie zaszatazuje i tak malo ma..sad
        Codziennie, im glebiej w to wchodze i wiecej czasu uplywa, mam wrazenie,ze
        oszustwo jest wieksze. Im wiecej dobrego sie meidzy nami dzieje, im wiecej
        razem przezywamy, tym bardziej czuje, ze go oklamuje i ze to klamstwo jest
        coraz mocniesjze.
        Moze to kara, te anmeie?
        • mama_misia76 Re: Mąż nie jest ojcem biologicznym 03.04.07, 22:20
          Napisałam do Ciebie maila, sprawdzałaś pocztę?
          • typowa1 Re: Mąż nie jest ojcem biologicznym 03.04.07, 23:14
            odpoweidzialmsmile
    • wojtekp67 Re: Mąż nie jest ojcem biologicznym 06.04.07, 10:55
      Po prostu trzeba ponieść kosekwencje swoich czynów. I to zarówno matka jak i
      biologiczny ojciec. łatwo sie wskakiwało do łożka to teraz należy wziać
      odpowiedzialnosc za dziecko.
      Ale do tega trzeba mieć elementarne poczucie uczciwosci i być człowiekiem.
      Można tylko współczuc tym meżom że zwiazali sie z takimi kobietami.
      • konkubinka Re: Mąż nie jest ojcem biologicznym 06.04.07, 17:53
        dobrze ze problemem jest tylko anemia.A co bedzie jak sie przytrafi cos
        gorszego?
        Nie potepiam, nie oceniam ale chyba w kwestii własnego dziecka nie posunelabym
        sie do tego aby ponad nie postawic wlasny komfort, opinie, małżenstwo nawet.
        Juz chyba lepiej sie przyznac ale nigdy nie wyjawic kto jest ojcem, bo
        oczywiscie bledy kazdy popełnia choc moze nie kazdy takie.

        • typowa1 Re: Mąż nie jest ojcem biologicznym 13.04.07, 16:16
          Nie powiem prawdy, bo wtedy moje zycie zwali nam sie na lep.. mnie i dziecku..
          Trwam.
          • typowa1 Re: Mąż nie jest ojcem biologicznym 13.04.07, 16:17
            i bede jak wy-samotna...
            • mrs_ka Re: Mąż nie jest ojcem biologicznym 13.04.07, 16:31
              Są gorsze rzeczy od samotności.


              a.
              • escribir Re: Mąż nie jest ojcem biologicznym 13.04.07, 16:55
                mrs_ka napisała:

                > Są gorsze rzeczy od samotności.
                >
                >
                > a.

                np. strach, zakłamanie
Inne wątki na temat:
Pełna wersja