pracujemy w jednej firmie...

06.04.07, 22:33
z ojcem mojej córki i to mnie wykańcza psychicznie...

Tydzień wróciłam do pracy po rocznej przerwie (końcówka ciąży, macierzyński i
trochę wychowawczego) i nie dość, że w swoim dziale czuję się obco i źle
(ktoś mnie "podsiadł", używa mojego komputera, telefonu i przejął moje
obowiązki, ja póki co czekam co ze mną będzie - to jest ta polityka
prorodzinna...) to jeszcze ojciec mojej córki pracuje w tej samej firmie.

Zostawił mnie jak jeszcze byłam w ciąży i nie kontaktuje się z nami w ogóle,
w pracy unika mnie jak może (a może, bo firma jest duża), ale i tak ludzie
strasznie plotkują. Ja nic nikomu nie mówiłam, nikt nie wiedział, że byliśmy
razem (bo byliśmy krótko), nie skarżyłam się i nie robiłam mu żadnych
nieprzyjemności, z godnością znosiłam pytania naszych wspólnych kolegów z
pracy o nieobecnego tatusia mojej córki, ale zaniosłam do kadr akt urodzenia
dziecka, gdzie są jego dane i sprawa wyszła na jaw.

Plotki może jeszcze jakoś bym zniosła, ale męczy mnie to, że co chwilę coś o
nim słyszę, widuję go na korytarzu, na stołówce. On nie chce uczestniczyć w
życiu naszej 10-cio miesięcznej córki, nawet jej nie widział i nie chce
widzieć, więc najlepiej byłoby zacząć proces zapominania, ale jak to zrobić w
takiej sytuacji??? Zaczynam poważnie myśleć o zmianie pracy, ale on wtedy
będzie miał wielką satysfakcję... Przyjaciółka ciągle mi mówi, że powinnam
chodzić w pracy z dumnie podniesioną głową, bo to ja podołałam, a on zawiódł,
ale jakoś mi ciężko...

No to się Wam wyżaliłam. Jeżeli możecie popatrzeć na to z boku i podzielić
się ze mną Waszymi uwagami to będę wdzięczna!
    • zuza145 Re: pracujemy w jednej firmie... 07.04.07, 08:36
      Dziewczyno,
      Ty się nauczysz- tak jak i ja- z podniesioną głową chodzić po korytarzach.
      Ja też pracuję z mężem i uwaga!!!!- z jego kochanką.
      To jest tak że to oni mają większy problem- ja opanowałam w miarę.
      Czasami miałam nawet przyjemność ( wątpliwą) przejechać się sam na sam windą z
      nią i nim.
      Ona spuszcza wzrok- mało nie padnie, przemyka jak duch jak mnie widzi.
      a ja?
      Nie odzywam się, nie podkładam świń ani jemu ani jej.
      I wiesz co najważniejsze?
      Brak reakcji z mojej strony- milczenie i totalne zero rozmów ze znajomymi w
      pracy.
      He he he - mąz juz mi kiedyś sugerował- zmień pracę- cóz świat widać ciut
      przymały mu sie zrobił.
      Trudno- to jego problem- ja lubię swoją pracę i mnie w niej też lubią- od wielu
      lat.
      Ludzie i tak mają oczy- widzą - ale po półtora roku- to ja zwycięsko wyszłam- a
      oni unikają- nawet części wspólnych znajomych.Ja nie muszę- i juz raczej
      problemu nie mam takiego.
      Owszem- takie spotkanie IIIciego stopnia daje znaki w organiźmie- ale juz mniej
      szkodliwe.
      To mężowi ubyło przyjaciół- hehehe- nowych sobie znalazł- ale jak sam czasami
      powiedział- a do tego nie mam zaufania, a ten to taki czy smaki- to zobacz sama.
      Byliśmy sezonową atrakcją- ja czoło stawiłam- on pękł- kolejny raz.
      Noś więc głowę wysoko, dumnie i z honorem.
      To nie ty skrewiłaś- to czemu masz się wstydzić.
      To sie daje wypracować- jestem dowodem.
      A na Święta życzę ci- aby dzieciątko było zdrowe i usmiechnięte- to fajny wiek
      dla malucha. Moje- 9 lat syn i 13 córka- są- mimo że dociera co tatuś
      zmajstrował.
      Życzę Ci też wytrwałości i pamiętaj- masz prawo chodzić gdzie chcesz- w pracy
      się ułoży- potrwa jakiś czas ale skup się na robocie i postaraj nie myśleć o
      nim. Wykaż hart ducha i kompetencję- zaraz poczujesz sie lepiej.
      Trzymaj się ciepło.

      Zuzka
      • maxbaby Re: pracujemy w jednej firmie... 07.04.07, 09:54
        też jestem za tym,żebyś nie zmieniała pracy z powodu ex-a.Wierzę,że jest Ci
        cieżko-ale to by była tylko ucieczka i zawsze byś uciekała w różncyh
        sytuacjach..a tak- od razu zmeirzysz sie z problemem i dalej się jakoś potoczy.
        Powodzenia i trzymaj sie
    • jenny_curran Re: pracujemy w jednej firmie... 07.04.07, 10:19
      Jesteś wspaniała. I mówię Ci - dasz radę, a z czasem będziesz zadowolona, że
      byłas ponad to, o ile oczywiście zostaniesz w firmie mimo wszytstko. Jeśli nie
      zostaniesz to i tak wygrałaś, bo będziesz miała spokój, zero oglądania samca,
      zero plotek. Przemyśl to wszystko 100 razy. Trzymam kciuki.
    • mammunita Re: pracujemy w jednej firmie... 07.04.07, 12:02
      Hej. Bylam w podobnej sytuacji tyle, ze bedac w ciazy. On gdy sie o niej
      dowiedzial i po tym jak odrzucilam propozycje aborcji zaczal traktowac mnie jak
      powietrze, zero kontaktu, odwracanie glowy w druga strone gdy szlam... Bylo mi
      ciezko, psychicznie nie potrafilam tego zniesc i postanowilam zmienic prace.
      Zmienilam, jak okazalo sie na lepszasmile Nie musialam ogladac go codziennie i
      ciesze sie, ze tak wlasnie zrobilam, nie zaluje... Teraz spokojnie zajelam sie
      wychowaniem dziecka, on mala tez sie nie interesuje, a ja nie wiem tez nic o
      jego o zyciu, wyciszylam sie i jestem gotowa zyc dalej. Wszystko wrocilo do
      normy. Pewnie to indywidualna sprawa, dla mnie to bylo lepsze rozwiazanie.
      Przeciez mozesz rozejrzec sie za inna praca, moze znajdziesz cos ciekawszego,
      ja nie traktuje tego jak ucieczke... Powodzeniasmile
    • prunio4 Re: kadry... 08.04.07, 22:10
      przypomina mi się historia bliskiej mi koleżanki (tak a'propos dyskrecji kadr).

      W skrócie:
      po macierzyńskim i chorobowym wróciła do pracy.W międzyczasie przeszła
      mastektomię(27 lat), trudne leczenie itd.Nikt nie wiedział o jej chorobie.Po
      dostarczeniu papierów do kadr towrzystwo z pracy-zwłaszcza starsze
      koleżanki-patrzyły i traktowały ją jak trędowatą. Zrobiła awanturę głównej
      kadrowej(wieloletniemu pracownikowi budżetówki)i przypadkiem za ścianą słyszał
      to jej dyrektor.Wezwał na dywanik obie panie, koleżanka stanowczym i opanowanym
      tonem(podziwiam jej dyplomację - zwłaszcza po awanturze) w dwóch zdaniach
      przedstawiła sytuację.
      Ponieważ nie były to pierwsze informacje n/t pracowników życia prywatnego, które
      wyszły ku uciesze ciekawskich pracowników, jakimś cudem kadrowa ta
      została...zwolniona.

      Ale nie wiem, czy każdy szef będzie taki zasadniczy.
      Choć kadrowa to zawód wymagający przede wszystkim dyskrecji.

      Może historia ta nie ma związku z samotnym macierzyństwem ale też jest
      macierzyństwem po "przejściach".

      Trzymaj jednak mimo wszystko głowę do góry.Bo to Ty zostałaś sama na polu
      bitwy.I ją z pewnością wygrasz - czego Ci życzę.
      • anik752 Re: kadry... 09.04.07, 11:11
        kadry muszą dochować tajemnicy ...ale plotkujące baby są wszędzie ,nie przejmuj
        się ,głowa do góry i w pieriod ,Ty jesteś górą ! Powodzenia
        Mareczek
    • bea53 Re: pracujemy w jednej firmie... 10.04.07, 11:35
      Jeśli dobrze się czujesz w tej pracy to nie uciekaj. Niech ojciec Twojego
      dziecka ucieknie i spali sie ze wstydu. Nie wiem po co kryć go i nic nie mówić,
      mówic niech wiedzą to jego problem, niech on ucieka i zmienia firmę i chowa sie
      po kątach, nic nie mowiąc ukrywasz go i pomagasz mu nie być odpowiedzilanym za
      dziecko itd..dziwne ze tez w firmie nie wstydzą sie takiego faceta...coż
      aprobata dla facetów porzucajacych swoje dzieci nie ma granic a pozniej wszyscy
      beda sie zbierac na biedne dzieci i na Orkiestrę bo wszyscy kochaja dzieci no nie?

      Wiekszosc facetow ma nadzieje ze nie poniosa konsekwencji, nikt się nie dowie a
      mama dziecka uniesie się honorem, alimentow nie bedzie chciala i z dumą bedzie
      znosila trudy wychowania dziecko,co to to nie,
      ja bym jeszcze po czyms takim proces sadowy wytoczyla z alimetami sciganymi z
      zakladu pracy niech wiedzą!
      Ty nie masz się czego wstydzić.
      Zresztą ja tez w pracy mialam tak ze wszyscy plotkowoli na szcescie ojciec
      mojego dziecka nie byl z mojej firmy, jak wszyscy juz wiedzą jak jest to juz nie
      mają o czym plotkować wiec radzilabym wszytskich informowac po prostu...

      Mialam podobnie plotkowali ale po macierzynskim zastanawiali sie czy oni jeszcze
      mnie chca, nikt mi nie zabrał komputera ale wiedzac jaka jest moja sytuacja
      wspomaganie rodzicielstwa zapomnij, mialam udowodnic ze jestem rownorzędnym
      pracownikiem i podołam wyzwaniom projektom, 3 miesiace proby, nielegalne prawnie
      ale wszystko się da zrobić, w razie czego powiedza ze likwidują stanowisko, nie
      zlikwidowali ale z karmiacym dzieckiem na ręku wdrażalam nowe projektysmile
      O ulgach zapominij! Ludzie by sie nawzajem utopili w łyzcze wody i patrzyli jak
      toniesz.

Pełna wersja