boje sie mu zaufac.....

18.05.03, 21:56
hmm witam wszystkie samodzielne mamy...
mam 3 letnia coreczke ktora praktycznie od poczatku wychowuje sama...po
rozstaniu z jej tatusiem spotykalam sie przez prawie rok z pewnym facetem z
ktorym planowalam wspolna przyszlosc i ktorego strasznie kochalam..niestety
on okazal sie niedojrzaly do roli ojca...i odszedl ode mnie-wlasciwie bez
powodu..tzn.jego glownym problemem bylo to ze nie mogl do konca zaakceptowac
tego ze ja mam juz dziecko a on jeszcze nie chce itp.
strasznie to przezylam...bylo to ponad rok temu....i wlasnie teraz poznalam
mezczyzne..starszego ode mnie o 16 lat..nie wiem czy wiek ma jakies
znaczenie..w kazdym razie..zdarzylam sie w nim zakochac.i to jest wlasnie
caly problem..spotykamy sie naprawde od niedawna...ale mnie caly czas drecza
watpliwosci..ze to napewno skoczy sie tak jak tamten zwiazek...ze on po
pewnym czasie stwierdzi ze dziecko mu przeszkadza i odejdzie...boje sie mu
zaufac..boje sie zaangazowac(co juz po czesci sie stalo)bo wiem ze bede
cierpiec...mam cholerna blokade przed byciem normalna...caly czas zadreczam
go pytaniami :czy on aby nie chce mnie tylko wykorzystac-w sensie sex..bez
zobowiazan..i ze ja nie szukam romansu tylko chce zalozyc rodzine...boje sie
ze on wreszcie wkurzy o te wszystkie moje akcje i podejrzliwosc...
tak strasznie chcialabym byc szczesliwa...i tak sie boje ze to znow okaze sie
nieporozumieniem...
jak zorientowac sie w jego zamiarach?prosze poradzcie mi cos...
    • izabelix Re: boje sie mu zaufac..... 18.05.03, 22:49
      a moze z nim szczerze porozmawiaj?? powiedz co cie dreczy i dlaczego... i zo
      nie oczekujesz teraz od niego deklaracji ze bedziecie ze soba na wieki i ze on
      pokocha twoje dziecko, ale ze jezeli teraz spotyka sie z toba z zalozeniem ze
      to tylko sex i nic wiecej nie przewiduje to niech to lepiej skonczy zanim zrani
      ciebie bardziej niz teraz... no i jezeli twoje dziecko go poznalo zanim sie
      przyzwyczai... dziecko to nie zabawka i zbyt duza ilosc "wujkow" w niczym nie
      pomoze...
      pozdrawiam
      iz
      • wrednababa Re: boje sie mu zaufac..... 19.05.03, 10:41
        juz z nim o tym rozmawialam...wiesz tak delikatnie..na samym poczatku dalam mu
        do zrozumienia ze jesli liczy na romans czy przelotna zabawe to nie ze
        mna.powiedzial ze nie o to mu chodzi..i ze on juz naprawde chce stabilizacji
        (jest starym kawalerem..he he)..no ale wiesz...niby dlaczego mialabym mu
        wierzyc..faceci sa wstanie wszystko powiedziec aby tylko moc sie z toba
        przespac..nie rozumiem tylko dlaczego wybral sobie mnie-kobiete z dzieckiem?
        • izabelix Re: boje sie mu zaufac..... 19.05.03, 13:31
          no to moze teraz wypadaloby rozmowe powtorzyc... wiesz niektorzy faceci wola
          miec dziecko "odchowane" i nie przechodzic pieluszek, zabkow itp... szczegolnie
          ze mowisz ze jest starym kawalerem.smile znam kilku facetow ktorzy sa z kobietami
          ktore maja dzieci z wczesniejszych zwiazkow i jest wszystko ok...
          porozmawiaj z nim w jakiejs milej atmosferze... spokojnie.... zanim zdezerteuje
          i skryje sie w zaroslach pieprzusmile pomysl sama ile ty bys zniosla gdyby
          sytuacja byla odwrotna?? przy zalozeniu ze ma uczciwe zamiary wzgledem ciebie
          wcale mu nie pomaga to ze swoja postawa mowisz mu: "a ja ci i tak nie ufam,
          jestes taki sam"... w koncu zacznie sie zastanawiac czego ta baba chce ode
          mnie??
          tez musialam sie tlumaczyc z moich dziwnych zachowanuncertain wydawalo mi sie ze
          poradzilam sobie z tym dawno a tu nagle sie okazalo ze jest inaczej... dopiero
          po glebszej analizie wlasnego zachowania docieklam w czym jest problem....

          a jak mu bedziesz ciagle powtarzac ze jestes pewna ze cie za chwile zostawi...
          to zrobi to... taka samospelniajaca sie przepowiednia... moze pora zmienic
          melodie na: "ja tez zasluguje na szczescie i wierze ze tym razem wszystko
          bedzie dobrze"??

          pozdrawiam serdecznie
          iz
          • edzieckokarenina Re: boje sie mu zaufac..... 19.05.03, 14:06
            rozumiem Twój dylemat,bo jak się nie jest "dziewczyną bez zobowiązań" to
            zawsze będzie się inaczej podchodzić do związku.
            Teraz patrzysz się,czy facet jest poważny,opiekuńczy itp.
            No i pojawiają się dylematy:czy on aby nie chce wykorzystać "naiwnej samotnej
            matki" a potem uciec.
            Jedyną receptą na rozwiązanie Twoich wątpliwości jest poważna rozmowa z
            partnerem-lepiej teraz się odsłonić(ujawnić swoje uczucia) niż potem załować.
            Ale z tego co piszesz,wygląda,że on ma poważne podejście do Ciebie.
            Najlepiej jeszcze raz porusz ten temat.
            Powodzenia!
            • netha Re: boje sie mu zaufac..... 10.07.03, 13:27
              Dręczy Cię najzwyczajneij w świecie lęk przed odrzuceniem, który opierasz na
              wcześniejszych doświadczeniach. No cóż moim zdaniem musisz mu poprostu zaufać.
              Spotykając się z facetem nigdy do końca nie będziesz wiedziała czy będziesz z
              nim do przysłowiowej śmierci czy rozstaniecie się wkrótce.nie pozwól żeby
              obecny partner cierpiał za grzechy poprzednich.
    • burza4 Re: boje sie mu zaufac..... 10.07.03, 14:13
      Też się bałam zaufać i w ogóle zdecydować się na nowy związek. Z bardzo wielu
      powodów. Z ojcem mojego dziecka rozwiodłam się na własne życzenie, później był
      jakieś próby ułożenia sobie życia, ale praktycznie przez kilka lat byłam sama.
      Po czym związałam się z moim obecnym mężem, też starszym o kilkanaście lat i
      tworzymy rodzinę na nowo. Miałam wiele oporów żeby się zaangażować w ten
      związek. Znaliśmy się długo zanim wyznał mi swoje uczucia, ja nie byłam pewna
      czy mogę ofiarować coś poza przyjaźnią. Wiesz, czym mnie ujął? Stosunkiem do
      mojego dziecka. Tym, że nie tylko ją dostrzegał z milczącą aprobatą, ale dużo
      czasu jej poświęcał, bawił się, pytał o lekcje itd. Wyobraź sobie, jakim
      szokiem było dla mnie to, że przychodzi z wizytą facet DO MNIE, a póki dziecko
      nie zaśnie nie koncentruje się na mnie, tylko idzie np. grać z moim dzieckiem w
      karty, albo idzie poczytać jej książeczkę przed zaśnięciem! A do końca
      zmiękłam, kiedy nagle okazało się, że jak na złość nie mogę wyjść z pracy, a z
      dzieckiem trzeba było jechać do dentysty na dość skomplikowany zabieg. I
      zastanawiałam się głośno, jak tu wszystko poprzekładać, a to moje szczęście
      mówi, że nie rozumie w czym problem, przecież on urwie się z pracy i z nią
      pojedzie. Mało, że pojechał, to jeszcze zapłacił za lekarza i w żaden sposób
      nie pozwolił mi oddać pieniędzy za wizytę, mówiąc że nie jest sąsiadem który mi
      zrobił przysługę tylko do cholery moim facetem. Naprawdę są jeszcze fajni
      faceci na świecie, w których warto zainwestować uczucia! Zresztą - wśród moich
      bliskich znajomych mam jeszcze 2 przyjaciółki, które na nowo ułożyły sobie
      życie z dzieckiem i są w bardzo udanych związkach, a ich dzieci mają po
      prostu "dodatkowego tatusia".

      Nie możesz zakładać, że skoro raz czy drugi się nie udało, to tak bedzie
      wyglądało całe twoje zycie. Nie pisałaś, czy facet ma kontakt z twoim dzieckiem
      i jak się do niego odnosi. To szalenie ważne żeby sobie poobserwować, można
      wyczuć pismo nosem, bo jak facet np. wchodzi, mówi dziecku cześć i na tym
      kończy się jego zainteresowanie, to nie rokuje to najlepiej; ale jeśli zaczyna
      z dzieciakiem pogawędkę, nie wzbrania się przed pokazywaniem kolekcji lalek
      albo budowaniem z klocków Lego, to czamu nie? Są o dziwo faceci, którzy dzieci
      lubią i nie boją się odpowiedzialności (jak mój, który z powodzeniem mógłby być
      przedszkolanką). Zresztą - jak nie zaryzykujesz, to się nie przekonasz. Życzę
      powodzenia.
    • majah76 Re: boje sie mu zaufac..... 10.07.03, 18:38
      Nie wiem, chyba faktycznie powinnaś zaufac, porozmawiać raz jeszcze, na
      spokojnie i poobserwować jego stosunek do dziecka w różnych sytuacjach (zabawa,
      obowiazki dziecka, nieprzewidziane wypadki, jak u burzy4 - dentysta itp)... Ta
      ostatnia, to bardzo ważna kwestia. Bo jeśli facet, choćby nie wiem, jak
      wspaniały dla ciebie, będzie oschły dla dziecka, to nie rokuje to nic dobrego.
      I po paru latach góra, znów czekałoby cię rozstanie, nie zniosłabyś tego (bo
      dziecko kochasz najbardziej na świecie), znam taki przypadek...

      Piszę to niepewnie, bo także nie ufam wink Na razie skutecznie sad

      A do burzy4: Powiedz mi proszę, gdzie tacy faceci jeszcze są??????????????
      (wsród moich znajomych, ze studiow i innych, faceci są skoncentrowani głównie
      na swoich karierach, kolegach, piwie i dziewczynach, tylko bez zobowiązań
      prawdziwych, o dzieciach nawet słyszeć nie chcą, wiek 27-30 lat...). Czy to
      tylko ci duuuużo starsi od nas?
      Pytam poważnie.

      Ja żyję w przeświadczeniu, że pewnie nie znajdę już nikogo wartościowego, kto
      jednocześnie w pełni zaakceptuje moje dziecko (Ola ma teraz 27mcy). No, nie
      ufam facetom.

      Majka
      • aagn Re: boje sie mu zaufac..... 10.07.03, 21:46
        hej,
        JA wychowuję sama od zawsze 1.5roczną córeczke i wiesz pomimo mojej dużej
        symapti do facetów nie stać mnie chyba na zaufanie wobec nich. Nie ufam im,i
        uważam, że nigdy nie będe miała pewności, że będzie OK. a następnej porażki
        biorąc pod uwagę, że mam dziecko nie chcę.Dobija mnie czasami to jak inni mówią
        nie mart się poznasz jescze kogoś i będzie dobrze itp., itd. JA sądze, że nie i
        czy w ich oczach będe jakaś gorsza???? Bo ojciec dziecka, nie chciał utrzymywać
        kontaktów, bo nikogo nie poznałam i jestem ( będe) sama - to czy to znaczy, że
        jestem nic nie warta???. Wiem ,że zdarza się,ze wszystko czasami sie dobrze
        układa, ale...... Ale mi brakuje już wiary, że nie będe sama.
        Pozdrawiam, troche pesymistycznie AGN.
        • majah76 Re: boje sie mu zaufac.....do AGN 10.07.03, 22:08
          Wiesz, AGN u mnie z tym pocieszaniem jest tak samo, aż się zastanawiam, czy to
          coś ze mną jest nie tak... Czy faktycznie to dla znajomych aż tak ważne bym
          znalazła kogoś? Ja tłumaczę, że teraz nie potrzebuję, może kiedyś, teraz zbyt
          zajęta dzieckiem i życiem jestem... Nie miałabym czasu na spotkania. A oni
          dalej swoje.

          A poza tym właśnie JA nie wierzę, że facet może zaakceptować moje dziecko.
          Znajomi wysyłają mnie na terapię, hi hi sad Nie pomagają przypadki (o których
          słyszę czy czytam), jak się pięknie komus ułożyło.

          Ale może na to czasu trzeba, Ola ma 27 mcy, a z jej tatą rozstaliśmy się gdy
          miała 4 mce (i to była moja decyzja, której absolutnie nie żałuję).

          Majka
          • aagn Re: boje sie mu zaufac.....do AGN 11.07.03, 10:28
            hej, smile
            Oj, ja teżmyśle, czy to przypadkiem ze mną jest coś nie tak. Ale wiesz co nawet
            jeśli to trudno. Na dzień dzisiejszy jestem zadowolona ze swojego życia.
            Martynka jest zdrowa, wesoła, ja pracuję. I jest oK> MAsz rację niby kiedy mamy
            spotkać tego jedynego.???? praca dziecko, wieczory w domu, bo nie mam
            możliwości zostawienia u kogoś dziecka.No i co, czy to coś takiego strasznego.
            Trudno jeśli będe sama to OK. Świat się nie kończy na facetach - to akurat
            doskonale wiemy !! smile)
            Pozdrawiam , już optymistycznie PA.
          • burza4 Re: boje sie mu zaufac.....do AGN 11.07.03, 11:40
            majah76 napisała:

            > Wiesz, AGN u mnie z tym pocieszaniem jest tak samo, aż się zastanawiam, czy
            to
            > coś ze mną jest nie tak... Czy faktycznie to dla znajomych aż tak ważne bym
            > znalazła kogoś? Ja tłumaczę, że teraz nie potrzebuję, może kiedyś, teraz zbyt
            > zajęta dzieckiem i życiem jestem... Nie miałabym czasu na spotkania. A oni
            > dalej swoje.

            Maju, oni sie po prostu martwią tym, ze jesteś sama. Bo samemu zawsze ciężej,
            tylko na ciebie spadają wszystkie obowiązki i zmartwienia. Użerasz się nie
            tylko z babskimi sprawami, ale jeszcze z hydraulikiem z administracji, bo kran
            cieknie. Drzwiczek od szafki tez nie ma komu naprawić, i trzeba prosić własnego
            ojca. Z drugiej strony pamiętam, jakie to irytujące takie głupawe rady
            typu "bił, pił, byle był". Dla mojej dalszej rodziny byłam jakimś kuriozum -
            nie dość, że też sama się rozeszłam z mężem, to o zgrozo, śmiem być zadowolona
            z życia. Kupiłam mieszkanie, samochód, jeżdżę za granicę. Coś jest ze mną nie
            tak, bo naroalna kobita przygruchała by sobie kogoś od razu, choćby po to żeby
            mieć na kogo ponarzekać.

            > A poza tym właśnie JA nie wierzę, że facet może zaakceptować moje dziecko.
            > Znajomi wysyłają mnie na terapię, hi hi sad Nie pomagają przypadki (o których
            > słyszę czy czytam), jak się pięknie komus ułożyło.
            > Ale może na to czasu trzeba, Ola ma 27 mcy, a z jej tatą rozstaliśmy się gdy
            > miała 4 mce (i to była moja decyzja, której absolutnie nie żałuję).

            Maju, trzeba się zastanowić, jaki jest pułap twoich oczekiwań. Jeśli powiesz
            sobie - chcę, żeby kochał moje dziecko jak własne, to istotnie możesz mieć
            problem ze znalezieniem odpowiedzniego kandydata. Trzeba zostawić pewnien
            margines. Ja zdaję sobie sprawę że mój mąż przy całym swoim zaangażowaniu
            emocjonalnym nigdy nie będzie kochał tak samo swojego syna i mojej córki. To
            zew krwi, czysta biologia. On zajmuje się nią jak własną, tęskni za nią jak jej
            nie ma itd, ale nie mam wątpliwości, że inaczej przeżywa sprawy zwiazane ze
            swoim synem. Ale ja z założenia akceptuję taki stan rzeczy, bo sama przeszłam
            związek z facetem wychowującym dziecko i wiem, że ja nie jestem w stanie
            cudzego dziecka pokochać tak samo. Zawsze moje będzie ważniejsze, bliższe sercu
            itd. Chodzi o to, żeby nasze oczekiwania względem potencjalnych facetów były
            realne. A skoro biologiczni ojcowie naszych dzieci się niespecjalnie sprawdzili
            w roli, więc tym bardziej musimy dać jakąś taryfę ulgową tym, którzy dopiero
            muszą taką więź z naszymi dziećmi zbudować.
            >
            > Majka
        • burza4 Re: boje sie mu zaufac..... 11.07.03, 11:11
          aagn napisała:

          Bo ojciec dziecka, nie chciał utrzymywać kontaktów, bo nikogo nie poznałam i
          jestem ( będe) sama - to czy to znaczy, że jestem nic nie warta???.

          Oczywiście, że nie - bo chodzi przeciez nie o to, że ta/ten sparowany jest
          lepszy, tylko że mu łatwiej. SZczególnie jeśli jest dziecko.


          Wiem ,że zdarza się,ze wszystko czasami sie dobrze układa, ale...... Ale mi
          brakuje już wiary, że nie będe sama.

          O rany, dziewczyny - a ja tam myślę, że na wszystko przyjdzie czas. Tylko
          trzeba odrobinę pomóc losowi. Ja też miałam chwile zwątpienia, w końcu z małymi
          przerwami byłam sama przez prawie 6 lat. Nie szukałam sama, ale i nie
          odrzucałam okazji zaprzyjaźnienia się z facetem. Co prawda ja się nie zakochuję
          łatwo, tak się jakoś składało, że to facet zabiegał o moje względy, a ja bardzo
          długo nic specjanlego nie odczuwałam, więc niespecjalnie bałam się zranienia,
          po prostu cieszyłam się faktem, że mam z kim iść do kina czy porozmawiać. Raz
          się nie udało zachować kontroli i kosztowało mnie to rok depresji. Mój mąż
          jakby tu powiedziać - sam się przybłąkał - złapał mnie na biednego misia, że
          niby musi z kimś porozmawiać, tyle mu się skumulowało problemów. No to jak
          zostawić przyjaciela w potrzebie bez słowa otuchy? Przychodził i przychodził,
          aż został. Jest starszy o kilkanaście lat, ale u niego ta opiekuńczość i
          odpowiedzialność wynika nie z wieku a z charakteru. On lgnie do wszystkich
          dzieci, zabawia maluchy znajomych, wdaje się w dyskusję z nastolatkami...

          DZiewczyny - nigdy nic nie wiadomo. On był gdzieś w podbliżu od lat, z tym że
          dla mnie był ostatnim facetem którego bym podejrzewała o zainteresowanie moją
          personą... Ot, przyjaciel i tyle. A np. facet mojej przyjaciółki jak się
          okazało kochał się w niej skrycie od liceum i bardzo skutecznie ją pocieszał po
          rozwodzie. Ma około 30 lat i też jakoś nie zraził się małym dzieckiem któremu
          trzeba zmieniać pieluchy ... I paradoksalnie - biologiczny ojciec dziecka się
          brzydził umyć dziecku pupę, a ten drugi jakoś nie. Mąż kolejnej przyjaciółki
          zdecydował się na bycie z nią i zastępuje jej córce ojca i trakuje ją jak własną
          (biologiczny nie żyje). Pewnie, ze jest nam trudniej. Tyle, że nie można
          wszystkiego poświęcać dla dziecka. Trzeba też pomyśleć o sobie. Moja córka ma
          naprawdę świetne kontakty z moim mężem, ale początki były mniej więcej takie:
          póki była w centrum jego uwagi, było ok, nie mogła się doczekać kiedy znowu nas
          odwiedzi itd., jak się dowiedziała, że chcemy być razem, zaczęły się fochy "ty
          mi zabierasz mamę", "nie chcę cię tu itd". Teraz też są czasem zgrzyty. Jak
          jechać do sklepu, to tylko z nim, bo najlepiej doradzi (a i pewnie da się
          naciągnąć na nowy ciuch...), ale jak każe posprzątać to "nie jesteś moim
          ojcem". Strasznie tępię takie zagrywki. Bo wydaje mi się, że nie zawsze to co
          chce dziecko jest najważniejsze. Trzeba myśleć też co jest dobre dla RODZINY,
          bo w konsekwencji jeśli rodzina funkcjonuje dobrze, to i dziecku będzie dobrze,
          a jeśli dziecku będzie dobrze a rodzinie nie za bardzo, to cóż - mało fajnie
          się to skończy.

          No ale konkretnie - chodzi mi o to, że nie trzeba się zrażać - raz na wozie,
          raz pod wozem, jak to w życiu. Ale i nie koniecznie trzeba angażować się
          emocjonalnie - wiem, że jesteśmy szczególnie spragnione odrobiny uczucia, ale
          najpierw trzeba pomyśleć, jakie są szanse na coś więcej niz parę randek, a
          dopiero potem budować zamki na piasku. Pewnie, że trudno poznać faceta - bo po
          pierwsze wszyscy zajęci (oczywiście żadnego żona nie rozumie, ale to odrębny
          temat); a po drugie niby gdzie - po pracy lecimy do domu, bo dziecko, wyjść nie
          ma za bardzo jak, chyba trzeba liczyć na przypadek. Na pewno się kiedyś uda.

          Pozdrawiam optymistycznie.
    • kalpa Re: boje sie mu zaufac..... 11.07.03, 07:51
      A ja może ciut z innej beczki, bo jestem dzieckiem, które dostało "nowego"
      tatusia ze strony mamy i "nową" mamusię ze strony taty. I jedyne co mogę
      powiedzieć,to, że rozumiem i w pełni popieram poważne rozważania samodzielnych
      mam, które bardzo ostrożnie wchodzą w nowe związki, włąśnie z obaw, czy nowy
      partner w pełni zaakceptuje jej dziecko. Ja tego nie doświadczyłam, mój ojczym
      mnie nienawidził i ta jego niechęć rosła latami. Za to kochał moją mamę do
      szaleństwa, razem byli super szczęśliwi. Do czasu. Kiedy prawie postawił
      warunek po ośmiu latach małżeństwa, że albo on, albo ja. Miałam wtedy 13 lat.
      Dla wszystkich był to szok. Zwłaszcza dla mamy, która żyła w przeświadczeniu,
      że on mnie za bardzo może nie kocha, ale akceptuje. Ja zawsze czułam, że coś
      jest nie tak. Nigdy nie okazał mi ciepłego gestu, zawsze zawstydzał, wyśmiewał.
      Oczywiście "na żarty". chociaż wszystkim znajomym mówił, że jak chłop kocha
      kobietę, to i jej dziecko też. Było inaczej, wyszło to po latach. Jego miłość
      do mamy się skończyła, bo nie mógł mnie znieść i w koncu się rozeszli. Chwała
      Bogu, jestem im za to dozgonnie wdzięczna. Ale za to nowa żona mojego ojca
      stała się dla najukochańszą ciocią i tak jest do dziś. Na dzień matki składam
      jej życzenia, bo ją kocham z wielką wzajemnością.
      Dlatego zdecydowałam się napisać w tym wątku, bo poruszyłyście naprawdę trudny
      temat. Samotnych mam niestety przybywa i kwestia ponownego ułożenia sobie życia
      ze starym dzieckiem i nowym partnerem staje się coraz częstsza.
      Chyba nie da się tak do końca przewidzieć, jak potoczy się życie, bo przecież
      kochające się wielce małżeństwa się rozpadają. Nie do końca można przewidzieć
      jak się będą układały stosunkidziecka z nowym partnerem, kiedy ono podrośnie.
      Tak, jak nie zawsze układy między rodzicami a nastolatkami w pełnej rodzinie są
      dobre.
      Napewno trzeba obserwować, jak facet odnosi się do dziecka, ale może to być
      mylące, bo jeśli zależy mu na kobiecie, to będzie się bardzo starał dbać o
      dziecko,żeby jej się przypodobać, a jego entuzjazm może opaśc znacznie póżniej.
      Ludzie nie zawsze są w pełni świadomi swoich motywacji.
      Ale sądzę, że zawsze warto spróbować, bo przecież zawsze jest szansa, że się
      razem uda. Przecież w standardzowym małżeństwie, które ma dzieci, też nie
      zawsze jest różowo i nieraz są kłótnie i niemiłe chwile.
      Pozdrawiam Was serdecznie
      Kalpa

      • chalsia Re: boje sie mu zaufac..... 18.07.03, 00:14
        Oh Kalpa,
        Dzięki za to co napisałaś.Choć trochę koi to moje niepokoje co do przyszłych
        stosunków mojego teraz 1,5-rocznego synka z kobietą mojego exa (nota bene
        niedługo już matką przyrodniego brata lub siostry mojego synka). Oczywiście nie
        mam gwarancji na te dobre stosunki (ale dobrze wiedzieć, że tak być może, choć
        budzi też to jakąś zazdrość we mnie), tym bardziej, że tej kobiecie brakuje
        mądrości i jest zazdrosna o czas spędzany przez mojego exa-jej aktualnego z
        synem i w ogóle ma problem z moją osobą.
        W sumie przydałoby się na tym forum więcej wypowiedzi za strony dorosłych już
        teraz dzieci pochodzących z niepełnych rodzin, czy też "wtórnych" rodzin.
        Pozdrawiam.
        Chalsia
        • kalpa Re: boje sie mu zaufac..... 18.07.03, 03:48
          Witaj Chalsia,
          ja miałam szczęącie do "cioci". Jest fantastyczną, dobrą kobietą i nie dość, ze
          zastąpiła mi mamę, kiedy moja musiała uciekać od swojego drugiego męża za
          granicę, to jeszcze dziś babciuje mojemu synkowi. Z miłością. Miałam też to
          szczęście, że moi rodzice, choć rozeszli się szybko, bo jak miałam niecałe trzy
          lata, to pozostali w świetnych układach. Oni się po prostu lubili, nawet jak
          przestali kochać. Szybko znaleźli nowych partnerów. I nagle okazało się, że we
          czwórkę stanowią dobrą paczkę. Nowa żona ojca miała córkę o dwa lata starszą
          ode mnie i się polubiłyśmy i wszyscy razem spędzaliśmy wakacje, jeździliśmy na
          wycieczki. Oni pomagali mojej mamie znaleźć dodatkowe zajęcie, bo było u nas
          krucho, innym razem mama pomagała im. Nie było raczej zazdrości. Mnie ten układ
          pasował, choć wiele osób komentowało. Ale największą sensację wywołało nasze
          wspólne mieszkanie. Ojciec z ciocią i jej córką musieli się wyprowadzić z
          mieszkania, w którym żyli i przy okazji koszmarnie się pokłócili. Ciocia
          trzasnęła drzwiami i przyjechała do nas. Rzecz jasna mama ją przygarnęła, bo
          jakby inaczej mogło być. Najlepsza koleżanka na bruku? I obgadały mojego ojca.
          Za parę godzin przyjechał ojciec i na pytanie skąd wiedział, że u nas są
          dziewczyny odpowiedzial, że gdzie indziej mogłyby być. I poł roku mieszkaliśmy
          razem wszyscy. I było nam w tej komunie dobrze. Mimo wszelkiej aury sensacji.
          Potem (dla mnie na szczęście) ojczym pękł i powiedział w końcu mamie, że mnie
          nienawidzi i albo on albo ja - chciał, żebym zamieszkała z ojcem. Mama się nie
          zgodziła. On zaczął być strasznie wredny dla nas, zaczął pić i wtedy ojciec z
          ciocią bardzo nam pomagali, ojciec nawet postawił się do ojczyma, w naszej
          obronie. Ale on już nie panował nad sobą, pił, stał się eszalony. Kochał mamę,
          nie chciał mnie. W końcu mama uciekła za granię, a mnie zabrali do siebie
          ojciec z ciocią, która była dla mnie jak anioł. I do dziś jest, pomaga mi jak
          może, kocha mojego synka bezgranicznie i uważa za swojego wnuka. A on ją za
          naturalną babcię. I moja mama się z tego cieszy, natomiast ciut zazdrosna jest
          moja teściowa. Bo to niby ona jest tą prawdziwszą babcią.
          Jak widzisz różnie w zyciu bywa. Z perspektywy długiego czasu widzę przeogromne
          dla siebie korzyści z faktu, że rodzice po rozwodzie żyli w tak dobrych
          stosunkach. I jestem naprawde wdzięczna mamie, ze dała mi szansę na dobry
          związek z drugą żoną ojca. Ale one się naprawdę polubiły. Najbardziej mnie
          śmieszy dziś wspomnienie, jak obgadywały ojca i razem go opieprzały.
          Zdaję sobie sprawę, że taka sytuacja to rzadkość, ale mimo wszystko uwazam, że
          warto pozwolić dziecku na ułozenie sobie stosunków z nową partnerką eksa, bo im
          więcej ma życzliwości z jej strony, tym lepiej. Kobiety bywają rózne, ale mają
          instynkt i często, jeśli im się pozwoli mogą opiekować się innym dzieckiem
          bardzo czule. Do niczego Cię nie namawiam, ale moze się zdarzyć, ze jeśli Ty
          znajdziesz się w trudnej sytuacji, to ona mu pomoże. Ale kazdy przypadek jest
          inny.
          Pozdrawiam Cię serdecznie
          Kalpa
Pełna wersja