czy w obliczu zabijania dzieci przez powinnam...

23.04.07, 15:26
głośno sie zastanawiam czy w obliczu tych makabrycznych mordów dzieciaczków
powinnam zgodnie z wyrokiem sądu zawieźć mężowi, który leczy się
psychiatrycznie 2 letnie dziecko.to zaświadczene było znane sądowi podczas
wydawania wyroku.mam byc obecna przy tych odwiedzinach, pomijam już fakt że
to JA mam szanownemu panu dziecko wozić, ale przciez on mnie wypchnie za
drzwi i zrobi małej co będzie chciał, moze to troche pesymistyczna wizja ale
jednak.
co byscie zrobiły na moim miejscu. mniemam że mąz nie nawidzi mnie i małej
ponieważ juz straszył opiekunke dziecka i dokuczał w inny wyrafinowany sposób.
    • anetina Re: czy w obliczu zabijania dzieci przez powinnam 23.04.07, 15:58
      nic nie poradzę, bo nie wiem, co ci poradzić

      ale jedno mnie zastanawia
      gdzie my wszystkie miałyśmy oczy i rozum przed wspólnymi planami z eksami !?
      czy rzeczywiście faceci tak starannie ukrywają prawdę o sobie !?
    • jufalka Re: czy w obliczu zabijania dzieci przez powinnam 23.04.07, 16:11
      bardzo rozumiem Twoje obawy, nie można wykluczyć, że są uzasadnione! wg mnie
      powinnaś się odwołać się od tego wyroku, żeby sąd jakos inaczej zdecydował, a
      jeśli sąd nie zmieni postanowienia to powinnaś jechać do tatusia z KIMŚ, z
      jakimiś mężczyznami najlepiej, np z kimś z rodziny, z baratem, wujkiem itd komu
      ufasz, i nie zostawiaj dziecka samego z ojcem, tylko dziwię się dlaczego on chce
      małą widziec skoro jak sądzisz jej nienawidzi, hm...
      • martka761 Re: czy w obliczu zabijania dzieci przez powinnam 23.04.07, 16:22
        ano własnie dlaczego?? w sadzie mowi i podpisuje sie pod pismami w ktorych to
        dziecko nazywane jest albo dzieckiem uposledzonym albo dzieckiem specjalnej
        troski, poniewaz nie chce sie zgodzic na zlobek wiec wydedukowal ze pewnie jest
        uposledzona. i tak mowi, wie ze mnie to boli jak kazda matke by to bolalo. ze
        rodzony ojcie moze w ten sposob mowic.chce sie widywaca dopiero od 3
        miesiecy,po 2 latach totalnego braku zainteresowania, po ztym koniec rozwodu
        sie zbliza, i wnosilam na poczatku o odebranie wladzy wlasnie dlatego ze sie
        nie interesował, no to sie zainteresował bo istaniała sznasa ze zostanie jej
        pozbawiany.terza w obliczu jego deklaracji o checi widywania dziecka mam zadne
        szanse.
    • triss_merigold6 Re: czy w obliczu zabijania dzieci przez powinnam 23.04.07, 16:51
      Zależy na co się leczy.
      Prawo prawem ale agresywnemu człowiekowi leczącemu się psychiatrycznie
      uniemożliwiłabym kontakt z dzieckiem.
      • martka761 Re: czy w obliczu zabijania dzieci przez powinnam 23.04.07, 16:59
        nie wiem na co konkretnie sie leczy.na zaswiadczeniu od psychiatry napisne
        jest" pacjent nadal cierpi na zaburzena depresyjne" - trudno powiedzic czym one
        sie objawiaja i czy bierze jakies psychotropy.normalne to nie jest napewno,
        taki człowiek moze zrobic wszystko.pozatym choroba psychiczna nie objawia sie
        nagle, rozwija sie latami dajac mniej lub bardziej wyrazne objawy.
        • virtual_moth Re: czy w obliczu zabijania dzieci przez powinnam 23.04.07, 20:01
          No nie wiem. Śmiem twierdzić, że wiele matek po rozstaniu ma depresję, a są
          czasem jedynymi opiekunkami dzieci. IMHO teoretycznie latwiej ześwirować w tej
          sytuacji ze szkodą dla dziecka niż w sytuacji, gdy dzieckiem opiekuje się raz
          na tydzień ojciec chory na depresję. No chyba ze ma posztać szpitalną choroby.

          Nie demonizowałabym tego. Radziłabym raczej zastanowić się nad tym, czy agresja
          w stosunku do Ciebie = agresja w stosunku do dziecka (choć wiem, że to trudne,
          bo sama miałam takie problemy).
          • babcia_kasi Re: czy w obliczu zabijania dzieci przez powinnam 24.04.07, 14:57
            .<<agresja
            >
            > w stosunku do Ciebie = agresja w stosunku do dziecka (choć wiem, że to trudne,>>
            Oto kilka pożytecznych rad, jakie na "forum Bezpieczeństwo Kobiet" otrzymała jedna z mam, wklejam fragment:
            <<Pozdrawiam Pana serdecznie


            • Re: podbijam..cd. postu
            pawel.drozdziak 30.03.07, 13:09 + odpowiedz

            delika1 napisała:

            > z dzieckiem ma kontakt nieograniczony-to znaczy wyznacza mi terminy,kiedy
            chce
            > się widzieć z synem, i ja to szanuję.
            (...)
            > w aktach jest wniosek rozwodowy,+ protokół z 1-szej sprwy na który oboje
            > przystalismy (porozumienie, i sa tam ściśle wyznaczone kontakty-co 2-gi
            weekend+ piątek).

            czyli rozumiem, ze nie ma jeszcze ostatecznego aktu prawnego ktory by te sprawe
            regulowal, ale istnieje miedzy Pania a bylym partnerem jakas umowa, ktora
            zostala zaakceptowana przez obie strony i ktora jest konkretna, tj. dokladnie
            okresla wymiar czasowy spotkan i ich terminy. Dalej jednak pisze Pani tak:

            > Panie Pawle, mam jeszcze pytanie dotyczące nierespektowania przez męża umowy
            > odnośnie godzin powrotu syna.

            przede wszystkim istotne jest to, zeby konkretna i dokladna umowa faktycznie
            istniala. Czyli na przyklad ustalamy, ze to jest tak jak w Pani przypadku co
            drugi wekend plus piatek. Dalej ustalamy co sie stanie z tym czasem, ktory nie
            zostanie wykorzystany. Czyli na przyklad mozna ustalic tak:

            - jesli czas nie zostanie wykorzystany z przyczyny inicjowanej przez ojca,
            przepada
            - jesli nie zostanie wykorzystany z przyczyny zainicjowanej przez matke,
            kumuluje sie
            - jesli nie zostanie wykorzystany z przyczyn obiektywnych (np. choroba dziecka)
            kumuluje sie
            - jesli czas zostanie przekroczony z przyczyny inicjowanej przez matke, nic sie
            nie dzieje
            - jesli zostanie przekroczony z przyczyny inicjowanej przez ojca, odejmuje sie
            od nastepnego spotkania odpowiednia ilosc czasu

            albo jakies inne wersje, np., ze w kazdym wypadku przepada, albo, ze w kazdym
            sie kumuluje albo, ze mozna przekraczac, ale nie mozna nie wykorzystac czasu,
            bo to prowadzi do spadku limitu albo jeszcze jakos inaczej. Nie tyle jest
            istotne co konkretnie sie ustali, ile to, zeby to, co sie ustalilo bylo
            jednoznaczne, jasne dla obu stron i zeby dalo sie do tego w razie sporu
            odwolac. Jesli bedzie konkretna umowa, bedzie latwo poznac, ze zostala ona
            przekroczona. Jesli konkretnej umowy nie ma, Pani moze jedynie intuicyjnie
            czuc, ze "cos jest nie tak", ale kiedy Pani to mowi, nieuchronnie dochodzi do
            niekonczacych sie, nierozstrzygalnych dyskusji i wzajemnych oskarzen, ktore juz
            Pani opisywala wczesniej. Czyli przede wszystkim granice musza byc absolutnie
            jasne, absolutnie jawne i absolutnie czytelne. Najlepiej to spisac i zeby obie
            strony mialy egzemplarz takiej umowy.

            > Mąż UMÓWIŁ SIĘ ze mną ,że dziecko zostanie
            > przywiezione przez siostrę męża o niedzielę o 16-tej.I BEZ ŻADNEGO
            > POINFORMOWANIA, telefonu, itd, przywiózł syna po 20tej TWIERDZĄC,ZE MA PEŁNIę
            > PRAW i nie będzie mi się tłumaczył.

            gdyby byla umowa, w takim wypadku mozna by bylo odwolac sie do punktu ktory by
            regulowal takie sytuacje. Jesli jej nie ma, to tak naprawde argumentacja meza
            jest nie do zbicia. Nie ma ograniczonych praw, wiec nie moze Pani w niczym mu
            utrudniac spotkan z dzieckiem. Inna kwestia jest, po co on to zrobil. Mozna
            zalozyc, ze zrobil to po to, zeby wytracic Pania z rownowagi, co mu sie zreszta
            swietnie udalo. Jednym z lepszych guziczkow do naciskania jest poczucie
            nadodpowiedzialnosci. Byly partner powoduje, ze syn jest niewyspany, a
            odpowiedzialna za to i obciazona tym czuje sie Pani. Prawdopodobnie calkiem
            paradoksalnie najmniejszy problem jest to dla syna. Tak dlugo, jak dlugo bedzie
            sie Pani czula odpowiedzialna za takie sytuacje - "musze jakos zaradzic temu,
            ze oni przyjada za pozno" - sytuacje te beda sie powtarzac, poniewaz jesli byly
            partner widzi, ze wywoluje tym Pani emocje, bedzie to robil.

            Najlepsza metoda egzekwowania godzin odebrania i powrotow to umawianie sie na
            neutralnym terenie. Jesli umawia sie Pani na miescie ze znana tolerancja
            spoznienia 15 minut, jest absolutnie pewne, ze po tym czasie Pani nie bedzie.
            No i wtedy albo do spotkania nie dochodzi z winy osoby ktora sie spoznila, albo
            nie ma jak odebrac syna i wtedy maz ma problem. JEzeli wiadomo, ze Pani siedzi
            w domu i czeka, to spoznienie sie nic nie kosztuje i jest wiecej niz pewne, ze
            bedzie sie powtarzalo. Tym bardziej, ze daje pretekst do wszczynania dyskusji o
            Pani odejsciu.
    • alabama8 Re: czy w obliczu zabijania dzieci przez powinnam 25.04.07, 12:58
      Ojcowie postanowienia o zabezpieczeniu kontaktów traktują byle jak - większość
      nie przychodzi, nie traktują tego jak obowiązku zajmowania się maluchem w
      wyznaczonym terminie. I co? I pstro ... taka sytuacja trwa latami, sąd przymyka
      oko, nik ich przecież nie może zmusić do kontaktów.
      A matki? Nie dość że muszą same wiązać koniec z końcem, zajmować się dzieckiem
      na codzień, biegać z wywieszonym jęzorem od przychodni do apteki, od
      przedszkola do sklepu - to jeszcze muszą dowozić dziecko ojcu?
      Wyrok jak najbardziej niesprawiedliwy,
      nikt cię nie zmusi do wożenia dziecka, zawsze możesz powiedzieć że było
      zaziębione albo po prostu - fizycznie nie masz siły. I co ci zrobią? Pstro!

    • mikka771 Re: czy w obliczu zabijania dzieci przez powinnam 25.04.07, 14:54
      ale mimo wszytsko sie trochę obwawiam.to jest złosliwa bestia.
    • a.l.o.e.s Re: czy w obliczu zabijania dzieci przez powinnam 25.04.07, 15:21
      Rozwiodłam się z tego powodu,że mąż nie leczył się psychiatrycznie.Zachorował
      na zaburzenia osobowości o charakterze depresyjnym po 10 latach bycia
      najlepszym mężem i ojcem na świecie.Nadal nie leczy się i nie funkcjonuje
      normalnie,np.nie wychodzi wogóle z domu swojej mamy,z którą obecnie mieszka.Ale
      ze względu na to jakim był tatą,kiedy był zdrowy,dzieciom bardzo go brakuje i
      mimo tego,że on do nich nie przyjeżdża,proszą co jakiś czas,żeby je do taty
      zawieźć,żeby mogły się spotkać.Zawożę i jestem tam z nimi,czasami chcą z tatą
      zostać same i proszą o to.Wtedy są dwa scenariusze.Pierwszy to ten,kiedy tata
      ma lepszy dzień i zgadza się na to.Wtedy idę na spacer lub gdziekolwiek indziej
      na wspólnie określony czas i jest OK.Drugi,znacznie częstszy to ten,kiedy jest
      dzień jak codzień i tata nie ma siły,sam wtedy prosi,żeby go samego z nimi nie
      zostawiać i też jest OK.Wiedzą,że może być tak lub tak.Dla dzieci,przynajmniej
      moich najważniejsze jest,żeby ten kontakt z tatą był,żeby mogły go czasem
      zobaczyć,porozmawiać,przytulić się.W czasie powrotu do domu jest zawsze płacz z
      żalu,że tata chory,że się nadal nie leczy,że nie może z nami mieszkać i
      długie,długie wspominanie tego jak było cudownie,kiedy był zdrowy z nami.To
      trudny czas i dla nich i dla mnie,ale potrzebują tego jak powietrza do
      oddychania,więc im to daję.Od czasu jak zaczęły się te wizyty,dzieci
      funkcjonują na codzień dużo lepiej niż wtedy kiedy tego kontaktu nie było
      wcale.I co ciekawe,to one były inicjatorami pomysłu,że skoro tata nie
      przyjeżdża do nich,to one zaczną jeździć do niego i prośba do mnie,żeby je
      wozić.Przed pierwszą wizytą umierałam ze strachu,bo nie wiedziałam jak były mąż
      się zachowa,czy wogóle będzie chciał z nimi chwilę pobyć,bo nie zgadzał się na
      ich przyjazd,ale dzieci były stanowcze i do wizyty doszło.I o dziwo było dużo
      lepiej niż się spodziewałam.O kosztach psychoemocjonalnych tych wizyt,które
      ponoszę ja,nie będę pisać bo i po co skoro podjęłam już decyzję,że bez względu
      na to jak ja się z tym czuję,chcę dać moim dzieciom to co jest im potrzebne i o
      co proszą.
      • mikka771 Re: czy w obliczu zabijania dzieci przez powinnam 25.04.07, 15:49
        bardzo ładne to co napisałaś o mężu, jest tam duzo zrozumienia dla sytacji.ja
        mam o tyle ze moej dziecko nigdy z tata nie mieszkalo, tata widzial je 5 razy w
        zyciu, i w dodtaku nie jest dobrze nastawiony do dziecka.
        • a.l.o.e.s Re: czy w obliczu zabijania dzieci przez powinnam 26.04.07, 21:41
          Każda sytuacja jest inna i każda równie trudna i wymagająca trudnych
          decyzji.Życzę mądrości w podejmowaniu twojej decyzji,niech będzie taka,która
          będzie możliwie najlepsza dla dziecka i dla ciebie.I jeszcze jedno,jeśli sąd
          ustalił,że masz być obecna przy wizytach,to ojciec dziecka nie może cię
          wypchnąć i robić co chce,bo wtedy nie dotrzymuje postanowień sądu dotyczących
          wizyt,a co za tym idzie ty możesz zakończyć taką wizytę w trybie
          natychmiastowym,jeśli trzeba to nawet przy pomocy policji.Dobrze wtedy mieć
          przy sobie decyzję sądu.No i takie jego zachowanie byłoby solidną podstawą do
          odwołania się od decyzji sądu.Pozdrawiam cieplutko
Pełna wersja