Dodaj do ulubionych

"nie zalezy mi na alimentach"

08.05.07, 19:59
Fascynuja mnie taki eosoby. Dzis przeczytalam, ze ktos ma w nosie alimenty w wys. 500 PLN na swoje dziecko.
Tak po prostu...

Ciekawi mnei taka osoba.
Ile ta osoba musi zarabiac???

Czy rzeczywiscie zdaje sobie sprawe ile kosztuje dziecko czy ktos utrzymuje jej dziecko???


Mi wystarczy pojsc do sklepu po buty zimowe - cena 199 PLN.. albo... leczenie zebow.. sama narkoza 600 PLN, nie wliczajac leczenia zebow.
Dzis wiem, ze moje dziecko bedzie mialo 2 badania sluchu.

Czy taka matka, ktora rezygnuje z alimentow wie co robi? Czy np nie moze za te pieniadze zalozyc np. polisy wplacajac owe 500 PLN na polise posagowa lub fundusz dla dziecka???

Takie przemyslenia...
Obserwuj wątek
    • 0vka Re: "nie zalezy mi na alimentach" 08.05.07, 20:46
      Mi nie zależy na alimentach i szarpaniu się po sądach z matołem. Nie widzę w
      tym nic "fascynującego". Przeanalizowałam wszelkie za i przeciw, i
      stwierdziłam ,że mam alimenty w d...pie

      Na rękę zarabiam 2100. Nikt mi nie pomaga, utrzymuje sie z dzieckiem zupełnie
      sama.
      • madziulec a myslicie o przyszlosci waszych dzieci? 08.05.07, 21:34
        np. ile beda kosztowaly ich studia i czy was bedzie na nie stac???
        bo mozliwe, ze was w ogole to nie interesuje. Moze dla was celem samym w sobie jest to, ze jesli dziecko bedzie chcialo studiowac to neich samo na te studia zarobi.
        Tylko dlacezgo nie pomoc w czyms takim?? Albo np. nie zbierac na mieszkanie???


        Janse .. Wasze przemyslenia. Ale czy tym nie skreslacie swoim dzieciom jakichs zyciowych szans i nei ustawiacie ich automatycznie gdzies na szarym koncu we wszystkim lub... nie ustawiacie ich jako "tych gorszych" w ogonku w przypadku dzieci w drugim zwiazku????
        • 0vka Re: a myslicie o przyszlosci waszych dzieci? 08.05.07, 21:55
          a wydaje Ci się, że kobiety nie biorące alimentów to "wyrodne macochy"?

          > bo mozliwe, ze was w ogole to nie interesuje. Moze dla was celem samym w
          sobie
          > jest to, ze jesli dziecko bedzie chcialo studiowac to neich samo na te studia
          z
          > arobi.

          możliwe, że nie i co teraz?

          Ja nie zarabiałam na swoje studia i moje dziecko tez nie będzie musialo,
          gwarantuje Ci to.

          Janse .. Wasze przemyslenia. Ale czy tym nie skreslacie swoim dzieciom jakichs
          > zyciowych szans i nei ustawiacie ich automatycznie gdzies na szarym koncu we
          ws
          > zystkim lub... nie ustawiacie ich jako "tych gorszych" w ogonku w przypadku
          dzi
          > eci w drugim zwiazku????

          Czy dziecko wdowy jest też "ustawione na szarym koncu", bo nie ma alimentów?

          Jak czytam takie bzdury, to aż mną rzuca.
          O swoich dzieciach/dziecku też myslisz, że jest "gorsze"?

          Za dobrze jestem wyksztalcona, za dobra mam prace. A jeśli mi kiedyś jej
          zabraknie, w co watpie, to bedę puszki po smietnikach zbierać, a mojemu dziecku
          niczego nie zabraknie ( jak od ostatnich prawie 6 lat).

          Ale dziekuje za troskę i zycze powodzenia w pobieraniu alimentów. Oby nigdy z
          komornikiem, nigdy nie obniżane smile)
          • madziulec Re: a myslicie o przyszlosci waszych dzieci? 08.05.07, 22:04
            Ciesze sie, ze doskonale potrafisz przewidzec wspaniala przyszlosc.
            Zastanawia mnie jednak w takim wypadku dlaczego nei potrafilas przewidziec drobnego "potkniecia", no ale to chyba nie temat na ten post i watek.

            Ja nie jestem pewna co jutro ze mna bedzie, bo moze jakiemus idiocie bedzie sie spieszyc do domu i bedzie gonic 150 km/h i ja przez to nie wroce do swojego dziecka. Gwarantuje Ci, ze nawet moja polisa ubezpieczeniowa, ktora jest dosc wysoka nie wystarczy wg mnie na 17 lat utrzymania dziecka.

            Ale moze Ty masz wyzsza, lepsza, jestes pewna, ze dziecko ma wszystko zapewnione.
            Nie dyskutuje.
          • anetina Re: a myslicie o przyszlosci waszych dzieci? 08.05.07, 22:24
            0vka masz rację

            moje dziecko nigdy nie odczuło, że jest gorsze, że nie ma ojca
            a wręcz przeciwnie - wszyscy mu to w jakiś inny sposób wynagradzają

            niejedno dziecko chciałoby być na miejscu Małego
            Mały ma nadmiar przy sobie osób, które go kochają
            ma nadmiar wszystkiego, co może dziecko posiadać

            i też nie ważne, co się działo i co się będzie dziać, moje dziecko nigdy nie
            chodziło i nie będzie chodzić głodne ani obdarte
          • madziulec Re: a myslicie o przyszlosci waszych dzieci? 08.05.07, 22:06
            Oczywiscie, ze sa.
            I nikt nei wpisuje.
            Ale jest zlewa pieniadze, bo na nich spi to moze pomysli, by zapewnic wlasnemu dziecku przyszlosc?? Moze pomysli o tym, by to dziekco mialo jakis lepszy start zyciowy wlasnie np. zapewniajac mu np. lepsza szkole, zajecia dodatkowe...

            No ale widze, ze dla niektorych naczelna zasada zyciowa jest "carpe diem", a co jutro to sie zobaczy...
            • 0vka Re: a myslicie o przyszlosci waszych dzieci? 08.05.07, 22:13
              Och rozumiem, jest wrecz niemozliwe żeby samotna matka zarobiła na wszelkie
              potrzeby swojego dziecka te obowiazkowe i te nieobowiazkowe. Musi brać alimenty
              i wpisywać się w stereotypy, absolutnie nie wolno jej sie wyłamać, bo inaczej
              jest egoistką.

              bez komentarza
              • madziulec Re: a myslicie o przyszlosci waszych dzieci? 08.05.07, 22:29
                Nie. To nie jest stereotyp.
                Rozumiem tylko, ze dobrowolnie rezygnujesz z alimentow bo:
                - nie chcesz, by dziecko [poszlo do lepszego przedszkola
                - by skonczylo lepsza szkole (wlasnie wysluchalam od kolezanki o szkole platnej 1200 zl miesiecznie...)
                - zdobylo lepsze wyksztalcenie

                Nie wspominam tu o "szpanie" typu lepsze ciuchy, ale z drugiej strony to dla dzieck atez wazne, bo pzreciez ono integruje sie ze swoja grupa...
                Rozumiem, ze dla Ciebie nie jest to istotne i za 2100 zl miesieczni emozna to wszystko zdobyc bez problemu.
                • anetina Re: a myslicie o przyszlosci waszych dzieci? 08.05.07, 22:31
                  ja akurat nie podam wysokości swojej pensji
                  ale
                  moje dziecko chodzi do lepszego przedszkola
                  szkołę prywatną na razie zostawiam z boku - bo jakoś nie ciekawie mi się
                  kojarzę takie przybytki
                  chodzi do szkoły językowej
                  ciuchy ma same Nike, Adidasy, Next itp., Levis
                  nie szpan - tylko lepsza jakoś
                  przewiduję więcej dzieci big_grin
                  • madziulec Re: a myslicie o przyszlosci waszych dzieci? 08.05.07, 22:39
                    Widzisz. Jak mowisz - Maly ma duzo osob, ktore dbaja.
                    Jednak na tym forum jest sporo osob, ktore jednak pisza o tym, ze nie maja raczej wielu osob wokol siebie. Rodzina jakos "cudownie" znikla..
                    Dlacezgo wiec rezygnuja z naleznych nie im a dziecku alimentow???
                    Pokazuja dume. swoja wyzszosc, za wszelka cene chca pokazac ze dadza sobie rade a grosza nie wezma??? No wlasnie - na smietniku puszki, a alimenty na dziecko nie???

                    A moze dziekco nie chce matki zbierajacej puszki na smietniku, moze ono tez chce miec lepsze zycie dla siebie...
                    • anetina Re: a myslicie o przyszlosci waszych dzieci? 08.05.07, 22:44
                      sama widzisz, że są różne przykłady samodzielnych mam
                      akurat tu się odezwały (przynajmniej ja wśród nich), które mają za co utrzymać
                      rodzinę
                      które mają wokół siebie ogrom osób, na których mogą polegać
                      przez te 4 lata zyskałam wielu przyjaciół
                      a ci starzy i rodzina pokazali, ze nie dadzą nam zginąć
                      • madziulec Re: a myslicie o przyszlosci waszych dzieci? 08.05.07, 22:56
                        Na .... setek mam odzywaja sie... 4 mamy.

                        Nie pisze o tym, ze masz przyjaciol czy rodzine, nie pytam czy ktos pomoze Ci czy nie. TY jestes odpowiedzialna za wychowanie swojego dziecka. Tak samo jak ja swojego i kazda z nas swojego.
                        Skad wiec dobrowolne olanie mozliwych do sciagniecia alimentow??
                        I prosze Cie nie pisz mi setek argumentow - wiem, Twoje nei sa do sciagniecia, wiec nie ma co dzielic skory na niedzwiedziu. Nie da rady zainwestowac i zapewnic nikomu przyszlosci za pieniadze, ktorych nie ma. To juz wiadomo od wiekow.
                        Pytam tylko matki, ktore wiedzac, ze moga sciagnac czy uzyskac alimenty mimo wszystko zrezygnowaly - z wlasnej nieprzymuszonej woli.
              • madziulec Re: a myslicie o przyszlosci waszych dzieci? 08.05.07, 22:33
                No ja wlasnie ni erozumiem takich osob, ktore majac mozliwosc uzyskania alimentow "klada lache" i mowia, ze ich to nei interesuje, ze one sobie dadza rade.
                Mam wtedy po prostu wrazenie, ze los ich dziecka jest im obcy, obojetny, ze w jakis sposob chca, by ich dziecko powielilo pewien stereotyp rodzicow...

                A ja mysle, ze przeciez jesli mozna nawet uzyskac te 200 zl - po 17 latach uzyskuje sie w funduszu (niewazne jakiej firmy, bo to nei o to chodzi) - okolo 50.000 zl. To moze nie jest duzo. Ale to jest wlasnie systematyczn eodkladanie. Co miesiac te 200 zl.
                Moze za 17 lat jak moj synek bedzi emial 19 lat to te 50.000 to beda zadne pieniadze, a moze wystarcza mu na rok studiow...

                O tym wlasnie pisze. Ze chcialabym, by mial zapewniony start zyciowy, by nie byl kopaczem rowow...
                • anetina jeszcze jedno napiszę 08.05.07, 22:40
                  jeśli ojciec jest kontaktowny
                  spotyka się z dzieckiem
                  jak najbardziej jestem za - by alimenty były płacone

                  mój eksjest niekontaktowny
                  dziecka nie zna
                  nie widział nawet
                  więc - alimentów brak - tak skrótowo pisząc
                    • anetina Re: jeszcze jedno napiszę 09.05.07, 07:46
                      napisałam tak skrótowo

                      szczerze - mój eks był typowym dawcą nasienia
                      jak to teraz mogę juz powiedzieć
                      chciałam syna, mam syna
                      a że nam z eksem się nie udało, to już był błąd faceta
                      jest kontaktowny
                      nie płaci
                      ja mam święty spokój
                      nie latam po sądach, komornikach, urzędach
                      mam czas dla dziecka
                      nie tracę nerw na eksa itp.
                  • mama_ameleczki Re: jeszcze jedno napiszę 12.05.07, 16:40
                    anetina napisała:

                    > jeśli ojciec jest kontaktowny
                    > spotyka się z dzieckiem
                    > jak najbardziej jestem za - by alimenty były płacone
                    >
                    > mój eksjest niekontaktowny
                    > dziecka nie zna
                    > nie widział nawet
                    > więc - alimentów brak - tak skrótowo pisząc

                    Sorki, ale gorszej bzdury nie slyszałam!!!
                    >
                    >
                    >
                    >
                    >
                • biani1 Re: a myslicie o przyszlosci waszych dzieci? 08.05.07, 22:43

                  > O tym wlasnie pisze. Ze chcialabym, by mial zapewniony start zyciowy, by nie
                  by
                  > l kopaczem rowow...

                  a ja Ci powiem, że na nawet posiadanie na koncie i 100 tys. wcale nie
                  gwarantuje, że twoje dziecko nie będzie kopaczem rowów, jak to ujełaś.
                  Pieniądze to naprawdę nie wszystko.
                  • madziulec Re: a myslicie o przyszlosci waszych dzieci? 08.05.07, 23:01
                    Oczywiscie. Za to nieposiadanie zadnych pieniedzy na koncie predysponuje dziecko do niewyksztalcenia niestety.
                    Sytuacja jest taka jaka jest - mozesz mowic co chcesz, dawac przyklady, ale studia, ktore niby sa bezplatne sa jednak platne, akademiki rowniez i "czlowiek z gminu" po nedznej szkole ma nikle szanse dostania sie obecnie na studia. Wystarczy poczytac ile mlodziezy korzysta obecnie z tzw. korkow. Nie masz pieniedzxy? Nie ma doksztalcania sie. Nie ma doksztalcania sie - slabsze stopnie - slabsze stopnie - nie dostaje sie dziecko na studia....

                    Moze i dla niektorych studia to niepotrzebny zbytek itp. Moze ja przesadzam... Ale jednak uwazam, ze powinno sie dazyc do lepszego wyksztalcenia dziecka.
                    • biani1 Re: a myslicie o przyszlosci waszych dzieci? 08.05.07, 23:13
                      chyba mnie nie zrozumiałaś
                      oczywiście, że dobrze dążyć do lepszego wykształcenia, ale z rożnych przyczyn,
                      twój syn moze mieć zupełnie inny pogląd na sprawę. I żadne pieniądze tego nie
                      zapewnią.
                      Po drugie - dzienne studia na państwowych, dobrych uczelniach są jednak w
                      naszym kraju wciąż bezpłatne, mało: jest system stypendialny
                      a po trzecie - dlaczego uważasz, że bez alimentów "nie posiada się żadnych
                      pieniędzy na koncie"?
                      • madziulec Re: a myslicie o przyszlosci waszych dzieci? 09.05.07, 07:17
                        Nie uwazam, ze sie nie posiada zadnych pieniedzy.
                        Ale z drugiej strony 2100 miesiecznie na 2 osoby to przeciez .. kwot asmieszna. Nawet na 1 osobe nadal jest to kwot asmieszna.
                        Przepraszam, ze sie tej kwoty uczepilam, ale skoro ktos ja podal - to mozna na jej podstawie cos zakladac.

                        Ok. Wlasne mieszkanie. Moj syn ma - czyns 420 zl miesiecznie. Prad 120 zl.
                        Z 2100 zostaje po oplaceniu pradu i czynszu juz tylko: 1560.
                        Przedszkole: (moje dziecko chodzi do zlobka wiec podam cene zlobka w podwarszawskiej gminie) - 320.

                        Ile zostaje? 1240 zl.

                        i to ma wystarczyc na utrzymanie 2 osob - oplacenia pozostalych ew. rachunkow (telefon o ile jest, internet, bo widac, ze tamta mama ma), ubranie, wyzywienie.
                        Czy w tym momencie zostaje cos co ona moze odkladac myslac o tzw. przyszlosci dziecka? Czy moze myslec, ze korepetycje dziecka kosztuja 80 zl za godzine i ze od podstawowki (ostatnich klas) dziecko bedzie tych korepetycji potrzebowac???

                        Masz racje, nie zakladam, ze kazda z nas jest bogata z domu, czy tez obrabowala bank. Jakos corek Gudzowatego tez tu niewiele. Stad moje pytania czy mozna rezygnowac z kasy - gdy iles tam osob pisze, ze jest to dzialanie mimo wszystko na szkode dziecka - tak ot, bo ma sie takie widzimisie, bo "szkoda czasu".
                        Rozumiem, ze ma sie na biezace potrzeby, ale sugerowalam wiec, czy jesli ma sie na te biezace potrzeby to nei inwestowac na przyszle potrzeby dziecka.
                        Jesli tego nei rozumiesz, zyjesz dniem dzisiejszym, myslisz, ze posiadane przez Ciebie zasoby starcza do konca swiata i dzien dluzej Tobie i dziecku - gratuluje. Ja takiej pewnosci nei mam. Pisalam, ze nie wiem co sie moze stac dzis. Proste.
                        Nie chce nikogo atakowac, ale cale to myslenie wydaje mi sie po prostu lekkomyslne i jest jak dla mnie czystym wygodnictwem, podszytym ideami, ktore sa bardzo ladne, by usprawiedliwic to, ze sie nie domagacie alimentow.
                        • escribir Re: a myslicie o przyszlosci waszych dzieci? 10.05.07, 22:53
                          madziulec napisała:

                          > Czy moze myslec, ze korepetycje dziecka kosztuja 80 zl za godzine i ze
                          > od podstawowki (ostatnich klas) dziecko bedzie tych korepetycji potrzebowac???

                          No i przy okazji pomysleć max ojakimś STUDIUM a nie STUDIACH dla dziecka, bo
                          szanse znikome.
        • anetina Re: a myslicie o przyszlosci waszych dzieci? 08.05.07, 22:20
          nie będę tłumaczyć swojej decyzji
          bo ją poważnie przemyślałam
          to nie była decyzja pod wpływem chwili i impulsu


          teraz mam i inne sprawy do przemyśleń
          wychodzę za mąż
          mój M. chce w pełni przysposobić Małego
          w tym momencie eks nie miałby żadnych zobowiązań alimentacyjnych

          >zbierać na studia
          mieszkanie?
          można, jak najbardziej, ale trzeba mieć eksa wypłącalnego
          przez 3,5 roku uzbierałabym kwotę (150 zł x 42 = 6.300 zł)

          jakoś ta kwota do mnie nie przemawia
          nie mówię, że jest mała
          ale za to i dziecko i ja mamy święty spokój
          nie muszę ciągle biegać po sądach, komornikach, urzędach
          i tak już pozbawili mojego dziecka rodzinnego

          a dlaczego nie miałabym dziecku dac na studia?
          dostanie
          i jeszcze więcej

          dlaczego dziecko miałoby być gorsze od tych drugim?
          jedno ci powiem (a właściwie napiszę) - Mały jest najważniejszy
          nawet w przypadku kolejnych dzieci - on będzie zawsze tym pierwszym,
          wyczekiwanych, i to nie tylko przeze mnie, ale i przez M.
          już jest traktowany jak biologiczny syn M.
          Mały ma teraz kolejnych dziadków, pradziadków, ciotki i wujków, którzy za nim
          szaleją

          nigdy nie będzie gorszy
          a wręcz przeciwnie - zawsze będzie tym pierwszym
          i tym, który najwięcej otrzymuje
          • asiek_00 do anetina 08.05.07, 22:33
            ateina wcale nie musisz się tlumaczyć dlaczego nie chcesz alimentów.To decyzja
            każdej matki. I życzę Ci wszystkiego najlepszego na Nowej drodze życia smile
          • pelagaa Troche OT 09.05.07, 08:35
            > Mały jest najważniejszy
            > nawet w przypadku kolejnych dzieci - on będzie zawsze tym pierwszym,
            > wyczekiwanych, i to nie tylko przeze mnie, ale i przez M.
            > już jest traktowany jak biologiczny syn M.

            Jestes anetina bardzo naiwna i wierzysz w cos, co sie kiepsko sprawdza w
            rzeczywistosci. Jest ogromna roznica miedzy miloscia do swojego i cudzego
            dziecka. A czesc ludzi w ogole nie stac na milosc do cudzego dziecka. Mozna
            takie dziecko traktowac sprawiedliwie (na rowni z wlasnym), mozna sie o nie
            martwic, mozna o nie dbac jak o wlasne, ale UCZUCIA to nie rozum i przywoitosc,
            to cos irracjonalnego, nad czym sie nie panuje na tyle, aby sobie wmowic, ze
            wlasne i cudze kocha sie TAK SAMO, a nawet to cudze mocniej. Milosci do
            wlasnego dziecka nie da sie porownac z zadnym innym uczuciem.
            Zycze Ci, abys sie nie obudzila niemile zaskoczona.
            • anetina Re: Troche OT 09.05.07, 10:06
              wydaje mi się, że nie masz racji

              miłości nie da się udawać
              widzę, jak jest traktowany Mały przez M., przez jego rodzinę i znajomych
              nie ma żadnej różnicy w traktowaniu dziecka przez moich rodziców a przez
              rodziców M.

              przykładowo
              a jakbyś potraktowała moje uczucie do Małej?
              nie jest moim dzieckiem biologicznym, a czuję sie jej drugą mamą
              był czas, ze i do mnie mówiła mama
              traktuję ją jak córkę
              jest prawie na równi z Małym
              prawie - bo Mały zawsze będzie inaczej traktowany przeze mnie

              co innego jest, gdy wchodząc do związku ma się malutkie dziecko
              co innego, gdy się ma nastolatka
              nie dasz rady jako macocha/ojczym traktować tak samo dziecko 2 letnie a dziecko
              12 letnie
              tak samo z M. - jakby Mały był starszy, ciężej byłoby im kontakt złapać
              ciężej byłoby w stosunkach z "dziadkami"

              tak że liczę na to, że się nie obudzę
              • pelagaa Re: Troche OT 09.05.07, 11:41
                > miłości nie da się udawać
                > widzę, jak jest traktowany Mały przez M., przez jego rodzinę i znajomych
                > nie ma żadnej różnicy w traktowaniu dziecka przez moich rodziców a przez
                > rodziców M.

                Milosci nie da sie udawac, poprawnie/serdecznie/zyczliwie zachowywac sie mozna.

                > traktuję ją jak córkę
                > jest prawie na równi z Małym
                > prawie - bo Mały zawsze będzie inaczej traktowany przeze mnie

                PRAWIE robi duza roznice. Tak samo prawdopodobnie bedzie z bilogicznym
                dzieckiem Twojego przyszlego meza. Gdyby zagrozone byly dzieci: Twoje i Mala,
                ratowalabys w pierwszej kolejnosci Twoje, nie sadze, ze wybralabys inaczej. I
                to jest to prawie. Dlatego ja nie liczylabym, ze w ukladzie, gdzie facet bedzie
                mial swoje biologiczne i to mlodsze dziecko i pasierba, chocby i usynowionego
                to PRAWIE nie bedzie wystepowalo. Byc moze dzieci tego nie beda odczuwaly, bo
                zachowywac sie sprawiedliwie i serdecznie naprawde sie da, ale uczuc wlasnie
                nie da sie udawac, albo sie cos czuje, albo nie.
                • anetina Re: Troche OT 09.05.07, 11:57
                  rozumiem, że piszesz to po swoich doświadczeniach?

                  ja akurat mam inne przykłądy i w otoczeniu
                  i w domu

                  M. jest typem faceta, który inaczej to wszystko rozpatruje
                  gdyby było inaczej, niestety nie związałabym się z facetem
                  bo jakoś to do szczęścia mi nie było potrzebne

                  w przypadku wyboru dzieci - wybrałabym dwójkę
                  żadnego nie odrzuciłabym
                  Małą traktuję jak swoją i nigdy to się nie zmieni

                  a miłość to jest kompletnie co innego niż poprawne/serdeczne/życzliwe
                  zachowywanie
                  wiem, jak się zachowuje dziadek, który poprawnie traktuje wnuka
                  wiem też, jak się zachowuje dziadek uwielbiający swojego wnuka
                  • megaa Re: Troche OT 09.05.07, 12:22
                    anetina naprawde szczerze ci zycze szczescia w twoim nowym zwiazku i aby
                    wszystko to o czym piszesz zawsze pozostalo niezmienne.
                    A jednak nie moge oprzec sie odczuciu ze na tym forum zapewne wiekszosc wiazala
                    sie z facetem na zawsze i do konca. Nikt nie zakladal z gory rozpadu zwiazku i
                    pewnie w czesci (mniejszej lub wiekszej) przypadkow wybor partera nie byl
                    dokonany pod wplywem chwili ale poparty solidnymi podstawami. Wlasnie dlatego
                    bezgraniczna ufnosc i taka pewnosc sadow i przekonan jaka prezentujesz w kazdym
                    poscie wydaje mi sie dziecieca naiwnoscia.
                    Nie zamierzam cie urazic i oby twoj M okazal sie idealem chodzacym na dwoch
                    nogach (tak to odczytuje kiedy o nim mowisz) to jednak nie moge nie zgodzic sie
                    z pelagaa i moze czasami potrzeba odrobine refleksji i nauki na wlasnych
                    bledach aby po raz kolejny nikt nie wylal na glowe kubla zimnej wody.
                    Nie oznacza to ze neguje powtorje zwiazki i uwazam ze nikomu nie powinno sie
                    zaufac, ale powinno to b yc raczej zdrowe zaufanie a nie slepe zapatrzenie.
                    • anetina Re: Troche OT 09.05.07, 13:21
                      wchodząc w związek z eksem byłam młoda i naiwna big_grin
                      i chciałam dziecko, syna

                      nie udało nam się stworzyć rodziny
                      sam dobrowolnie odszedł, by nam nie utrudniać życia

                      naiwna już nie jestem
                      ufać też nie ufam, nawet i sobie

                      i według waszych myśli - dziewczyna z dzieckiem powinna się zamknąć w czterech
                      ścianach
                      brać alimenty i nie narzekać

                      akurat to nie jest w moim typie
                      dobrowolnie zrzekłam się alimentów
                      moje dziecko na tym nie traci
                      a wręcz przeciwnie zyskuje

                      ps. gdzie napisałam, ze jestem ślepo wpatrzona?
                      wręcz przeciwnie
                      • megaa Re: Troche OT 09.05.07, 13:30
                        nie mow co jest wg "naszych mysli" bo generalizujesz jak madziulec, co wcale
                        nie jest komplementem. To ze nie bierzesz alimentow jest twoja prywatna sprawa
                        i nie mam zamiaru tego komentowac i oceniac, co juz wczesniej stwierdzilam.
                        Potwierdzam ze nigdzie nie napisalas literalnie ze jestes slepo wpatrzona,
                        jedynie mozna to wyczytac z twojego kazdego postu. Ale widac M jest idealem,
                        oby nie jak eksowie x lat wczesniej. Czego ci oczywiscie nie zycze smile
                        • anetina Re: Troche OT 09.05.07, 13:47
                          nie jest ideałem
                          żaden człowiek nie jest idealny
                          tak jak żadna/y z nas tu na forum

                          forum nie jest po to, bym mogła pisać o wadach M.
                          to są nasze prywatne sprawy

                          a gdyby nawet
                          to forum na pewno nie nadaje się do pisania o ponownych związkach
                          po drugie - takie sprawy też nie opisuję na forum big_grin

                          a M. nie jest ideałem
                          ale jest przyjacielem Małego
                          jest jego "tatą", którego nie ma przy nim
                          i to jest najważniejsze

                          traktuje i kocha Małego jak własnego syna
                          niejeden biologiczny ojciec olewa swoje dziecko niezajmując się nim itp.

                          jakoś ciężko tu na forum niektórym zrozumieć, że istnieje na świecie
                          bezinteresowność
                          że istnieje więź i to nie biologiczna między dzieckiem a dorosłym człowiekiem
                          że można traktować dziecko jak swoje własne
                          że można je kochać


                          a tak na marginesie
                          M. sam zdecydował o przysposobieniu Małego
                          sam zdecydował, by Mały (jak zechce) mówił do niego tata - jego rodzice już
                          dawno kazali mówić na siebie dziadek, babcia
                          sam stwierdził, że nie chce więcej dzieci, póki nie jest w stanie zapewnić
                          wszystkiego swojemu dziecku

                          to ja miałam wahania, czy pozwolić sobie na miłość
                          czy zaufać facetowi
                          to była ciężka decyzja
                          ale to już wie każda z nas mająca dziecko i decydująca o przyszłości swojej
                          rodziny


                          • pelagaa Re: Troche OT 09.05.07, 13:57
                            > jakoś ciężko tu na forum niektórym zrozumieć, że istnieje na świecie
                            > bezinteresowność
                            > że istnieje więź i to nie biologiczna między dzieckiem a dorosłym człowiekiem
                            > że można traktować dziecko jak swoje własne
                            > że można je kochać

                            Alez ja tego nie neguje. Odnioslam sie do Twojego wpisu, w ktorym wmawiasz nam,
                            ze dla Twojego eMa Twoje dziecko bedzie zawsze najwazniejsze, nawet jak pojawia
                            sie jego biologiczne dzieci. To neguje.
                  • pelagaa Re: Troche OT 09.05.07, 13:53
                    Pisze opierajac sie na wlasnych doswiadczeniach i na doswiadczeniach
                    otaczajacych mnie ludzi, bo staram sie uczyc tez na cudzych bledach, choc to
                    bardzo trudne. Mojemu facetowi nie moge nic zarzucic w kontaktach z moim
                    dzieckiem, tak jak i on nie moze nic zarzucic mi w kontaktach z jego dzieckiem,
                    ale oboje zdajemy sobie sprawe, ze kochamy swoje wlasne dzieci. Nie wyklucza to
                    serdecznosci, zyczliwosci i zabaw, jak z rodzicem, pojechania do lekarza, do
                    szkoly, na zakupy z nieswoim dzieckiem. Ktos patrzacy z boku, moglby sie
                    zwiezc "pozorowi". Ale uczucia sa wewnatrz i ich nie mozna niczym zastapic.
                    Sadze, ze jesli stawiasz sprawe na ostrzu noza i facet dokladnie wyczul na czym
                    Ci najbardziej zalezy, to nawet nie przyznalby Ci sie, ze uczucie do wlasnego i
                    Twojego dziecka, to inne uczucia, a ja mimo wszystko smiem twierdzic, ze
                    moglabys sie nawet nie zorientowac, ze tak jest, jesli on by sie postaral.

                    To jest tylko moje prywatne zdanie.
                    • anetina Re: Troche OT 09.05.07, 14:08
                      ok
                      ty masz rację
                      ja mam swoje racje

                      jedna jest różnica
                      ja miałam w domu maluszka
                      chociaż już teraz większego

                      a tym masz praktycznie nastolatka

                      wchodząc w związek z partnerem, który już ma dziecko, inaczej się traktuje
                      dziecko 2 letnie, a inaczej 12 letnie
                      prawda?

                      o to mi chodzi
                      małe dziecko akceptujesz i dajesz radę pokochać jak swoje
                      starsze - już jest rezerwa, potrzebny jest czas

                      gdybym ja weszła w związek z partnerem, który ma małe dziecko, bez problemu
                      nawiązuje się więź z dzieckiem
                      nie ma problemu naprawdę pokochać dziecko jak swoje

                      gdyby jednak partner miał nastolatka w domu - nie dałabym rady pokochać dziecko
                      to już jest prawie dorosły człowiek
                      można go polubić, zaakceptować, ale pokochać jest bardzo ciężko
                      to jest moje zdanie

                      sprawy na ostrzu noża nie postawiłam big_grin
                      M. najpierw poznawał dziecko
                      od tego zaczął nasz związek
                      dopiero wtedy, gdy był pewien, że Mały go zaakceptował, polubił, próbował mnie
                      przekonać do siebie
                      wie, że jeszcze do końca mu nie zaufałam
                      ale to już wie, że nie zaufam w pełni nikomu, nawet jemu
                      ale mam pewność jego stosunków z dzieckiem
                      wiem, że kocha go jak własnego syna
                      i tu mam pewność całkowitą smile

                      ale to akurat nie jest temat na forum
                      to moje życie

                      wątek jest o alimentach
                      tak podsumowując


                      • megaa Re: Troche OT 09.05.07, 14:23
                        anetina napisała:

                        > o to mi chodzi
                        > małe dziecko akceptujesz i dajesz radę pokochać jak swoje
                        > starsze - już jest rezerwa, potrzebny jest czas
                        dajesz radę pokochać - stwierdzenie faktycznie przepełnione uczuciami wink Wcale
                        nie jest tak ze w peln i akceptujesz nawet male dziecko. Wiele osob ma opory i
                        nie zalezy to jedynie od wieku dziecka. Chociaz napewno wiek ma znaczenie.
                        >
                        > gdybym ja weszła w związek z partnerem, który ma małe dziecko, bez problemu
                        > nawiązuje się więź z dzieckiem
                        znowu twoja 100% pewność. Chyba ze dziecko nie mialoby ochoty na nawiazywanie
                        wiezi z toba.
                        > nie ma problemu naprawdę pokochać dziecko jak swoje
                        >
                        > gdyby jednak partner miał nastolatka w domu - nie dałabym rady pokochać

                        Z gory zakładasz
                        dziecko
                        > to już jest prawie dorosły człowiek
                        > można go polubić, zaakceptować, ale pokochać jest bardzo ciężko
                        > to jest moje zdanie
                        >
                        >>
                        >
                        >
              • pelagaa Re: Troche OT 10.05.07, 08:11
                > niekoniecznie Pelaga, wg mnie można kochać nie swoje biologiczne dziecko , a
                > rodzice adopcyjni to co nie kochają?

                Powtarzam nie twierdze, ze nie mozna kochac cudzego dziecka. Sadze, ze ogromna
                czesc rodzicow adopcyjnych kocha adoptowane dzieci. ALE oni zazwyczaj nie maja
                wlasnych dzieci, ktore obdarzaliby ta miloscia, ktorej wedlug mnie nie da sie z
                niczym porownac. Moje posty odnosily sie do zdania anetiny, w ktorynm pisala,
                ze jej syn zawsze bedzie tym pierwszym i najwazniejszym nie tylko dla niej, ale
                i dla jej eMa, ktory nie jest bilogicznym ojcem jej dziecka, a ktory dzieki
                anetinie zapewne tym biologicznym ojcem kiedys bedzie i pozna smak milosci do
                wlasnego dziecka. O to mi chodzilo. Byc moze wyrazilam sie nieprecyzyjnie.
                • anetina Re: Troche OT 10.05.07, 08:23
                  dlatego Pelaga tu będę mogła potwierdzić zdanie moje lub twoje za kilka lat,
                  gdy się zdecydujemy na kolejne dziecko

                  ale ja i tak nie zmienię zdania na temat M.
                  na tyle go poznałam smile
                  nie każdego faceta należy liczyć tą samą miarą
            • escribir Re: Troche OT 10.05.07, 23:03
              pelagaa napisała:

              > > Mały jest najważniejszy
              > > nawet w przypadku kolejnych dzieci - on będzie zawsze tym pierwszym,
              > > wyczekiwanych, i to nie tylko przeze mnie, ale i przez M.
              > > już jest traktowany jak biologiczny syn M.
              >
              > Jestes anetina bardzo naiwna i wierzysz w cos, co sie kiepsko sprawdza w
              > rzeczywistosci. Jest ogromna roznica miedzy miloscia do swojego i cudzego
              > dziecka. A czesc ludzi w ogole nie stac na milosc do cudzego dziecka. Mozna
              > takie dziecko traktowac sprawiedliwie (na rowni z wlasnym), mozna sie o nie
              > martwic, mozna o nie dbac jak o wlasne, ale UCZUCIA to nie rozum i
              przywoitosc,
              >
              > to cos irracjonalnego, nad czym sie nie panuje na tyle, aby sobie wmowic, ze
              > wlasne i cudze kocha sie TAK SAMO, a nawet to cudze mocniej. Milosci do
              > wlasnego dziecka nie da sie porownac z zadnym innym uczuciem.
              > Zycze Ci, abys sie nie obudzila niemile zaskoczona.
              >


              Ale to trochę tak, jakby swoje panieńskie dziecko traktować gorzej "bo jego
              ojciec był sukinkotem i jak mi dziecko zmajstrował to mu sie przypomniało że
              własnie ma sie żenić- tyle że nie ze mną" a dziecko zrodzone w związku z
              kolejnym partnerem jeste bardzie kochane "bo jego ojciec jest przeboski i taki
              dla mnie dobry".
              Mój mąż jak sie wygłupia z dziecikami to z obiema, jak obie narozrabiają to
              obie dostają ochrzan. Jak trzeba się na którąś stawić u mnie, to stawia się wink
              Nie wiem co w nim siedzi, jakie naprawdę są jego uczucia. Ale wiem co widzę i
              wiem jak to wszystko odbiera starsza. I to co widzę i wiem- podoba mi się.
              • pelagaa Re: Troche OT 14.05.07, 08:48
                > Ale to trochę tak, jakby swoje panieńskie dziecko traktować gorzej

                Naprawde nie wiem, gdzie to wyczytalas. Bo ja NIC takiego nie napisalam. Dla
                mnie moje dziecko bedzie zawsze najwazniejsze, ale mam swiadomosc, ze dla
                mojego partnera nie. Nie pisalam o traktowaniu dziecka przez matke, tylko przez
                OJCZYMA. A nawet nie o traktowaniu, tylko o UCZUCIACH do nieswojego dziecka.

                > Nie wiem co w nim siedzi, jakie naprawdę są jego uczucia.

                Mysle, ze sa ludzie zdolni do pokochania nieswojego dziecka. Sadze, ze jest im
                latwiej, jesli nie maja wlasnych dzieci, jesli mowimy o facetach. Z kobietami
                chyba jest troszke inaczej i tu chyba ogromna role odgrywa wiek dziecka.

                > Ale wiem co widzę i
                > wiem jak to wszystko odbiera starsza. I to co widzę i wiem- podoba mi się.

                Ja tez nie narzekam. Ale nie wymagam od partnera milosci do mojego dziecka,
                moze dlatego, ze ja jego dziecka nie umiem pokochac. Co nie wyklucza dobrych
                ukladow w naszej rodzinie i dobrego samopoczucia dzieci.
                • escribir Re: Troche OT 14.05.07, 21:54
                  pelagaa napisała:

                  > > Ale to trochę tak, jakby swoje panieńskie dziecko traktować gorzej
                  >
                  > Naprawde nie wiem, gdzie to wyczytalas. Bo ja NIC takiego nie napisalam. Dla
                  > mnie moje dziecko bedzie zawsze najwazniejsze, ale mam swiadomosc, ze dla
                  > mojego partnera nie. Nie pisalam o traktowaniu dziecka przez matke, tylko
                  przez
                  >
                  > OJCZYMA. A nawet nie o traktowaniu, tylko o UCZUCIACH do nieswojego dziecka.
                  >

                  Nie twierdzę że tak napisałaś czy że to miałas na mysli. To są moje osobiste
                  przemyslenia nad Twoim postem. Po prostu "poszłam dalej" i do tego doszłam.
    • bea53 Re: "nie zalezy mi na alimentach" 09.05.07, 09:14
      Jestem za sciaganiem alimentów od tatusiów w ogólnosci, natomiast rozumiem
      anetine i inne mamusie, ze tego nie robia, zawsze trzeba rozwazyc za i przeciw.
      Jesli gra jest warta swieczki to moze sie trzeba zastanowic ale jesli mialoby to
      byc niesciagalne 200zl to po sie szarpac a eks bedzie klał dziecko ze osatanie
      pieniadze mu z gradła wyciagacie..
      Po drugie jesli niezgłoszenie sie po alimenty moze pomóc odciac sie od ojca
      dziecka, jego wizyt i obecnosci wogóle w zyciu matki i dziecka i czasem tak jesl
      lepiej.
      Jesli jednak gra jest warta swieczki to uwazam ze lepiej wystapic o alimenty bo
      na nauke i lekarza nigdy nie jest za duzo pieniedzy i kazdy grosz sie dziecku
      przyda.
      Nie rozumiem maus ktore z zalozenia unosze sie "honorem" i chocby mialy zeby
      zaciskac od zamoznego tatusia nie wezemą, to tylko pozwala tatusiowi uciekanie
      przed odpowiedzialnoscia i wlasciwie "nic nie musi" wiec moze i nastepne dziecko
      zrobie ot tak i kolejną porzucę..nikt sie nie dowie nieprzyjemnosci nie bedzie,
      bo jak bedzie honorowa to i alimentów nie bedzie chciała...
    • megaa Re: "nie zalezy mi na alimentach" 09.05.07, 09:40
      jesn mnóstwo powodów, dla których samotne mamy rezygnują z alimentów. Jednym z
      powodów może być np. fakt aby w przyszłości taki "tatuś" nie mógł żądać od
      dziecka na które łożył symboliczne alimenty finansowej pomocy w sytuacji, w
      której sam nie mółby się utrzymać. Gdy kobietę stać na to aby dziecko utrzymać
      na przyzwoitym poziomie być może nie chce aby dziecko musiało użerać z tatusiem
      w przyszłości. Pomyślałaś o tym madziulec?
      Czasami spokój i poczucie wolności jest ważniejsze niż pieniądze (zwykle w
      marnej wysokości)
      Daleka jestem od oceny i rzucania epitetami w stylu madziulca. Napewno każda
      osoba która świadomie rezygnuje z alimentów nie podjęła tej decyzji pochopnie,
      ale po przeanalizowaniu wszystkich za i przeciw.

      ps wszystkiego w zyciu madziulec kasą nie załatwisz. Twój argument ze studiami
      może lec w gruzach gdy syn czy córak stwierdza ze maja studia daleko w ...
      Moze nie warto tak ziać jadem na lewo i prawo?
      • anetina Re: "nie zalezy mi na alimentach" 09.05.07, 10:13
        megaa napisała:

        > jesn mnóstwo powodów, dla których samotne mamy rezygnują z alimentów. Jednym
        z
        > powodów może być np. fakt aby w przyszłości taki "tatuś" nie mógł żądać od
        > dziecka na które łożył symboliczne alimenty finansowej pomocy w sytuacji, w
        > której sam nie mółby się utrzymać. Gdy kobietę stać na to aby dziecko
        utrzymać
        > na przyzwoitym poziomie być może nie chce aby dziecko musiało użerać z
        tatusiem
        >
        > w przyszłości. Pomyślałaś o tym madziulec?


        to był jeden z wielu argumentów za rezygnacją alimentów



        > Czasami spokój i poczucie wolności jest ważniejsze niż pieniądze (zwykle w
        > marnej wysokości)
        > Daleka jestem od oceny i rzucania epitetami w stylu madziulca. Napewno każda
        > osoba która świadomie rezygnuje z alimentów nie podjęła tej decyzji
        pochopnie,
        > ale po przeanalizowaniu wszystkich za i przeciw.


        w 100 % racja
        rezygnacja nie jest decyzją pod wpływem chwili
        miałam na to rok czasu - bo tyle trwały sprawy w sądzie
      • burza4 Re: "nie zalezy mi na alimentach" 12.05.07, 17:41
        megaa napisała:

        > jesn mnóstwo powodów, dla których samotne mamy rezygnują z alimentów. Jednym
        z
        > powodów może być np. fakt aby w przyszłości taki "tatuś" nie mógł żądać od
        > dziecka na które łożył symboliczne alimenty finansowej pomocy w sytuacji, w
        > której sam nie mółby się utrzymać.

        niestety - muszę cię zmartwić - fakt nie płacenia alimentów przez ojca na
        dzieci NIE ZWALNIA dzieci z obowiązku łożenia na rodzica na starość. Obowiązek
        alimentacyjny wobec rodziców istnieje - i niestety niezależnie od tego jakim
        ktoś był rodzicem. Czytałam na forum listy od dorosłych dzieci, porzuconych w
        dzieciństwie, którymi ojciec w życiu się nie interesował - a którym sądy
        zasądziły alimnenty, bo ojciec pijak na starość został z niczym.

        argument madziulca ze studiami to przecież tylko przykład. Alimenty to
        pieniądze dla DZIECKA - Madziulcowi chodziło po prostu o to, że nawet jeśli nie
        są niezbędne, to żeby z nich nie rezygnować a po prostu odkładać i niech kiedyś
        dziecko samo zdecyduje co z nimi zrobi.

        nawet jeśli ojciec jest nieściągalny dziś - to za 10 lat sytuacja będzie
        zupełnie inna.

        Może mieć na pierwszą ratę kredytu na mieszkanie, kupić samochód, a równie
        dobrze może za te odłożone pieniądze objechać wyspy Galapagos.
    • diin Re: "nie zalezy mi na alimentach" 09.05.07, 09:55
      mi się wydaje, że niezależy tym kobietom, które mają dobrą pracę i sporo
      zarabiają i te 500 zł to dla nich kropla w morzu potrzeb, dlatego jest im to
      obojętne.. ja dostaję 500 zł, czy mi zależy na tych pięniądzach? i tak i nie.
      Owszem - pare groszy zawsze się przyda ale to i tak nadal będzie kropla w
      morzu...
      Bardziej chyba chodzi o to żeby ojciec się poczuwał, bo to też jego dziecko...
      A dla niego to niemała kwota bo za te 500 zl przy zarobkach 2000tyś mógłby
      opłacić np wynajem mieszkania. Rozumiem i bardzo doceniam, że sam z własnej
      woli tyle płaci...
    • gov.single Re: "nie zalezy mi na alimentach" 09.05.07, 13:00
      Ranyyy...a co to za troskliwa matka, kjtóra doprowadza do takiego zaniedbania w
      jamie ustnej dziecka , ze konieczne jest leczenie zebów pod narkozą?!?!?
      Straszne!!
      A tak poza tym-Ktos Ci chyba kiedys Madziulcu jakas krzywde chyba zrobił i stad
      tyle zapiekłosci w Tobie.....
        • gov.single Re: "nie zalezy mi na alimentach" 09.05.07, 14:16
          Cóż-Sadząc po Twoich wszystkich postach to Ty wyciągnęłabys kase od ojca na
          narkozę nie patrząc na wskazania medyczne, na niebezpieczenstwo(zawsze zwiazane
          z narkozą)-ot, dla zasady zeby wyrwac sku....nowi należną kasę.
          A Twoje dziecko ma duże szanse na to zeby stac sie bezwolna istotą ,za którą
          mamusia wszystko wywalczy-bo mu sie nalezy. Czesto stykam sie z takimi
          nadopiekunczymi mamuskami w swojej pracy-nieszczescie po prostu.
          Nigdy nie pomyśałaś, ze nalezałoby zostawic dziecku szanse na to zeby tez coś
          wnioosło do swego zycia a nie dostało wszystko(równiez to czego nie zechce) na
          talerzu??
            • gov.single Re: "nie zalezy mi na alimentach" 09.05.07, 15:13
              UUU,,,niczego gorszego "mojego" nie przeczytałas na forumsmile)??I trzeba było
              watek do końca przeczytać. Tak nawisem-e-tata to moje ulubione forum. Głównie
              dlatego , że nie ma tam takich jątrzacych, ziejacych jadem panieneksmile)
              pozdrowiamsmile
                    • madziulec Re: "nie zalezy mi na alimentach" 09.05.07, 15:38
                      Zabolalo????
                      No to widzisz. Temat nie byl czy moje dziecko ma prochnice czy nie i dlaczego
                      dzieci maja prochnice. Bo wtedy pewnie od razu matki by Ci grzecznie i nie tylko
                      matki ale i lekarze powiedzieli, ze to kwestia genow i dbanie czy nie niewiele
                      ma z tym wspolnego.

                      Ale Ty rozpalasz od razu stos, wrzeszczysz na pol forum "STRASZNE" co w ogole z
                      zapewnieniem przyszlosci dziecku nie ma nic wspolnego.
                      Nie wiem w ogole po co ten Twoj post, tylko po to chyba, by wrzasnac i zrobic
                      afere, takie ot, z ogly widly.

                      No to pokazuje Ci - mozna zrobic to samo - kopiujac post, gdzie piszesz, ze
                      bijesz dziecko.
                      I co??? Czy oznacza to ze sie nad nim znecasz? Dla mnie nie. A dla kogos pewnie
                      tak i zaraz moze tu byc nad Toba samosad. Ciekawe jak sie wtedy poczujesz.
                      Rownie nieciekawie??? moze nawet mniej.

                      I wlasnie o to chodzi. Wpadaja takie jednostki - nie maja nic do powiedzenia w
                      temacie ale klepia byle klepac.
                      • chalsia Re: "nie zalezy mi na alimentach" 09.05.07, 16:16
                        > dzieci maja prochnice. Bo wtedy pewnie od razu matki by Ci grzecznie i nie
                        tylk
                        > o
                        > matki ale i lekarze powiedzieli, ze to kwestia genow i dbanie czy nie niewiele
                        > ma z tym wspolnego.

                        mylisz się Madziulec. Można mieć "słabe geny" w tej kwestii co nie oznacza z
                        automatu, że u dziecka będzie równie źle. I akurat dbanie MA tu wiele do rzeczy.

                        Mój eks ma zeby dość podatne na próchnicę, ja bardzo, rodzina z mojej strony
                        wkstra uzębieniem nie może się pochwalić. Moje dziecko ma ponad pięc lat i zero
                        problemów - tylko i wyłącznie dlatego, ze praktycznie nie jada slodyczy i od 6-
                        tego miesiąca życia rygorystycznie dbam o higienę jego jamy ustnej.
                        Chalsia
                        • madziulec Re: "nie zalezy mi na alimentach" 09.05.07, 16:23
                          Moje dziecko w ogole nie zjada slodyczy.
                          I co???
                          Ma 3 lata.
                          Ma prochnice w dwoch zebach.

                          Rozpal stos i spal czarwonice z ziejacym jadem na ustach okrzykiem "straszne!!!"wink


                          a tak naprawde Chalsia... Sorki, rodzina mojego eks ma fatalne uzebienie. Ja mam
                          w miare, choc.. mam tez jakies tam problemy. jesli to sie nalozy - wyjdzie zla
                          mieszanka, ktora wlasnie dziedziczy moj syn.
                      • gov.single Re: "nie zalezy mi na alimentach" 09.05.07, 20:03
                        Twoje teksty nie sa w stanie mnie zabolec własnie dlatego ze sa Twoje.
                        Zahaczyłam dzis o Twój wątek głównie z ciekawosci zeby zabaczyć na jaki temat
                        bedziesz saczyc swój jad (bo z takim postępowaniem kojarze Twoja obecnosc na
                        tym forum)-i sie nie pomyliłam--ot nie wiedzieć czemu dajesz sobie prawo do
                        oceny cudzych postepowan-bo Twoja wypowiedź jednoznacznie krytkuje kobiety,
                        które maja gdzies alimenty. Jakos do głowy Ci nie wpadło, ze po prostu guzik Ci
                        do tego.

                        Nie rozpaczam nad wyciagnieciem przez Ciebie mojego watku bo mnie to ubawiło-
                        wyciagnąc tekst krytykujacy przeze mnie bicie dzieci z takim komentarzem,,,,,to
                        trzeba własnie bys Madziulcem.

                        pozdrówka...i wyluzuj trochę..
                        • madziulec Re: "nie zalezy mi na alimentach" 09.05.07, 20:27
                          Powim Ci tak - zastanawiam sie caly czas po co bijesz piane. Chyba po to tylko by ja bic.
                          Bo zero konkretnego komentarza.

                          Masz racje - radzilabym w ogole podac mnie do sadu, bo przeciez to okropne i straszne, ze jakies dziecko moze miec prochnice. Na stos wink Podac zapalke????
                          A moze siekiere?? Zeby od razy sciac glowe? A moze podac telefon do jakiejs opieki spolecznej, ze dziekco zaniedbane????


                          I teraz przeczytaj te swoje teksty, a najdokladniej komentarz "straszne" i wypij zielonej herbatki, krotko parzonej, dziala uspokajajaco wink Rozumiem, ze to ta pogoda na Ciebie tak wplywa.
              • diin Re: "nie zalezy mi na alimentach" 09.05.07, 15:44
                gov zgadzam się z Tobą,że na etacie to przynajmniej dosrywających nie ma i to
                jest dowód na to że to kobiety potrafią być ooookropne smile
                madziula a Ty nie przesadzasz z tym Biciem dziecka, kilka lekkich klapsów w
                pupę to nie znęcanie fizyczne. Oczywiście klapsów lekkich czy mocnych nie
                pochwalam. mi osobiście nie zdarzyło się dać klapsa dziecku ale nigdy nie
                wiadomo co to jeszcze będzie - więc nikogo nie oceniam i nie obrażam tekstami
                typu "bijesz dziecko" - żenujące...
                • madziulec Re: "nie zalezy mi na alimentach" 09.05.07, 15:53
                  Przeczytalas moj post????
                  Napisalam wyraznie: "No to pokazuje Ci - mozna zrobic to samo - kopiujac post,
                  gdzie piszesz, ze
                  bijesz dziecko.
                  I co??? Czy oznacza to ze sie nad nim znecasz? Dla mnie nie. A dla kogos pewnie
                  tak "


                  Tylko wlasnie to jest takie - ze ja to w ogole wyrodna matka bo moje ma prochnice.
                  Czy nie czas sie mocno walnac w glowe moja droga????
                  • diin Re: "nie zalezy mi na alimentach" 10.05.07, 09:40
                    kobieto weź wyluzuj.. jamam głęboko próchnicę twojego dziecka, ani razu do niej
                    nie nawiązałam bo wątek bynajmniej nie ma tytułu "próchnica mojego dziecka -
                    moje zaniedbanie czy tylko geny"
                    zakładając ten wątek wydaję mi się że piłaś do tego, że przeczytałaś na moim
                    wątku że mam w nosie 500 zł od ex.
                    Tobie nic do tego tak jak mi do próchnicy Twojego dziecka...
                    Nie zauważyłaś że "ziejesz jadem"?
                    • anetina Re: "nie zalezy mi na alimentach" 10.05.07, 10:12
                      a może to przez "zazdrość", że ktoś ma czelność zrezygnować z aż 500 zł !?
                      może to jest w koncepcji - jejku, jakie masz dochody, że z takiej kasy jesteś w
                      stanie zrezygnować?


                      ja jeszcze jedno napiszę
                      mam komfortową sytuację
                      eks jaki jest, niech będzie
                      ale nie utrudnia mi życia

                      ale wolałabym, gdyby eks był ok, żeby był kontaktowny
                      żeby widywał się z dzieckiem
                      żeby był tatą
                      żeby płacił alimenty
                      i od czasu kupił dziecku drobiazg

                      stokroć wolałabym, żeby eks taki był

                      niestety, taki nie jest
                      ale jego jest zaleta jedna - że nie utrudnia nam życia
                      • diin Re: "nie zalezy mi na alimentach" 10.05.07, 10:22
                        anetina wiesz? też mi to przeszło przez myśl - że to przez zazdrość. Widzisz
                        jak patrzę na siebie jako na samotną matkę (nie od czasu kiedy to się
                        rozstaliśmy, bo w zasadzie to zawsze byłam sama) to jestem z siebie bardzo
                        dumna. Ciężko pracowałam po to, żeby mieć teraz to co mam i po to, żebym nie
                        musiała liczyć na łaskę alimentową. To już nawet nie chodzi o to, że ja nie
                        chcę tych pieniędzy - ja raczej nie chcę tego comiesięcznego proszenia go i
                        dopominania się kiedy to on łaskawie mi zapłaci.... A 500 zł to nie jest mały
                        grosz i nie pogardzę jeśli dostanę - więc są tego dwie strony medalu. z jednej
                        strony bardzo chętnie wezmę te pieniądze a z drugiej do szczęścia mi nie
                        potrzebne.. trochę ciężko mi to wyjaśnić smile
                        • chalsia Re: "nie zalezy mi na alimentach" 10.05.07, 11:10

                          musiała liczyć na łaskę alimentową. To już nawet nie chodzi o to, że ja nie
                          > chcę tych pieniędzy - ja raczej nie chcę tego comiesięcznego proszenia go i
                          > dopominania się kiedy to on łaskawie mi zapłaci

                          ale o jakim proszeniu mowa? Jest wyrok. Jak nie płaci - prosić nie musisz. Od
                          załatwiania takich spraw jest komornik.
                          Chalsia
                          -----
                          Większość ludzi to ssaki.
            • 0vka Re: "nie zalezy mi na alimentach" 09.05.07, 15:17
              Madziulec a Ty juz kredyt spłaciłaś i samochód z gardła exowi wytargałes?

              Jak można być tak złośliwym i zgorzkniałym???!!!

              A dlaczego nie może kochać next dziecka jak własnego???!!!! daleczgo
              generalizujecie???

              Ja byłam takim dzieckiem. Moja mama wyszła za mąż kiedy miałam 6 lat. Mój tata
              przysposobił mnie, dał nazwisko, dał wszystko. szalał za mną, uwielbiał mnie,
              kochał nad życie.Tak jak i ja jego. Umierał na moich kolanach powtarzajac , że
              jestem jego najdroższą i naukochańszą córeńką. Koleżanki zazdrościły mi takiego
              ojca, ktory był i kochającym tatą i przyjacielem.

              I wiem, że istnieją właśnie TACY mężczyźni, jak MOJ TATA, którzy będą szalenie
              zakochani w swoich niebiologicznych dzieciach. A skoro wy trafiłyście inaczej,
              no to macie pecha.
              • madziulec Re: "nie zalezy mi na alimentach" 09.05.07, 15:27
                smile)))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))

                Pusty smiech ogarnia jak sie czyta niektore posty wink) Po prostu pusty smniech wink)))


                Nie kwestionuje przyzwyczajenia Twojego ojczyma, bo nei taty do Ciebie. Nie
                wiem, czy byla to milosc. Nie wiem, bo nie znam ani Ciebie ani jego. Dlatego o
                tym nei dyskutuje.
                Ale Pelagaa napisala - majac do wyboru ratowanie cudzego i wlasnego dziecka
                NIGDY nie wybierze sie cudzego. I mozna wtedy opowiadac o milosci.. milion
                slow... Jedno piekniejsze od drugiego.
              • jufalka Re: "nie zalezy mi na alimentach" 11.05.07, 11:34
                no właśnie... różnie bywa...czasem bilogiczny nie potrafi być tak dobrym ojcem
                jak przysposobiony...np ja z moim (biologicznym) ojcem mam nieciekawe relacje i
                zazdroszczę tym które mają dobre, choćby i z niebiologicznym ojcem
        • m_bovary Re: "nie zalezy mi na alimentach" 09.05.07, 14:20
          Narkozę w leczeniu zębów stosuje sie naprawdę w skrajnych przypadkach.
          Przecież ma ona szkodliwy wpływ na organizm, szczególnie małego dziecka.Radzę
          lepiej zainwestować w lepszego dentystę, który będzie miał dobre podejście do
          dziecka i przekona go do leczenia.
          Na narkozę decydują sie najczęściej rodzice dla własnego spokoju. Jest to
          fałszywe myślenie o dobru dziecka.
          • madziulec Re: "nie zalezy mi na alimentach" 09.05.07, 14:56
            To jest skrajny przypadek.
            Tak dla informacji szanownych "troskliwych" oboje bylismy u stomatologa
            dzieciecego z dzieckiem, ktory niestety w obliczu histerii dziecka (i nienawisci
            do lekarzy) doradzil wlasnie leczenei pod narkoza.

            Narkoze zas moje dziecko mialo juz 2 razy... Narazie nie dzieje sie nic zlego,
            zas niedoleczone zeby moga wyrzadzic sporo krzywdy.


            Ale ciesze sie, ze moje dziecko ma sporo martwiacych sie "cioc" na tym forum.
            Szkoda, ze wtykaja nos jak zwykle w nieswoje sprawy wink)))
            • gov.single Re: "nie zalezy mi na alimentach" 09.05.07, 14:58
              no popatrz...a mnie sie wydawało , ze cały watek wziął sie własnie od TWOJEGO
              wciskania nosa w nie swoje sprawy i komentowania cudzych zachowań.
              Czasami jak czytam twoje posty to wydaje mi się, ze gdybys mogła to bys sie
              interlokutorom do gardeł rzucała...POWODZENIAsmile
            • biani1 Re: "nie zalezy mi na alimentach" 09.05.07, 16:02


              madziulec napisała:

              > Tak dla informacji szanownych "troskliwych" oboje bylismy u stomatologa
              > dzieciecego z dzieckiem, ktory niestety w obliczu histerii dziecka (i
              nienawisc
              > i
              > do lekarzy) doradzil wlasnie leczenei pod narkoza.
              >


              dwa razy i jeszcze mu chcesz zaaplikować????
              Dziewczyny mają rację, idź z nim jeszcze do innego lekarza, trafiłaś na
              konowała, ktory dla własnej wygody chce ci narkozę wcisnac.popróbuj, może się
              uda, teraz są przecież bardzo dobre (wziewne) znieczulenia. Przecież bardzo
              wiele dzieci histeryzuje, boi się dentysty.
              I dlaczego dopiero teraz poszłaś z nim do dentysty, aż jest tak ciężki stan,
              nie widziałaś wcześniej co się dzieje???
              • madziulec Re: "nie zalezy mi na alimentach" 09.05.07, 16:12
                Odwiedzilam 4 lekarzy - specjalizujacych sie w leczeniu dzieci.
                Ja wiem - kazdy ma "zloty srodek" na leczenie cudzego dziecka.
                Tez wam moge piodawac milion patentow na leczenie waszych dzieci i wychowywanie
                ich.
                Coz z tego.
                niestety zycie pisze inne scenariusze i nie zawsze mozna realizowac to, co by
                sie chcialo. Czasem wybiera sie tzw. "mniejsze zlo", ktorym w tym przyupadku
                jest leczenie pod narkoza.


                Po wziewnym znieczuleniu moje dziecko choruje (rzyga) cala noc.. Sprawdzane.
                I zeby bylo smieszniej - dziecko jest pod kontrola dentysty od 1,5 roku - teraz
                stwierdzono koniecznosc leczenia.
                Zeby bylo polakierowane 1,5 roku temu 2-krotnie.

                I o mojej wygodzie nie mow. Dziecko z roznych powodow powinno byc leczone tak a
                nie inaczej. I jest to moja decyzja nie wygodnictwo. I rozumiem, ze probujesz
                zrobic ze mnie wredna wyrodna matke. Przykro mi, ale Ci sie nie uda.
                • biani1 Re: "nie zalezy mi na alimentach" 09.05.07, 16:17
                  nikogo nie probuję z ciebie zrobić, chyba jestes przewrażliwona, bardziej dziwi
                  mnie ten lekarz

                  > Po wziewnym znieczuleniu moje dziecko choruje (rzyga) cala noc.. Sprawdzane.

                  no to zastosuje nie wziewne

                  > I zeby bylo smieszniej - dziecko jest pod kontrola dentysty od 1,5 roku -
                  teraz
                  > stwierdzono koniecznosc leczenia.
                  > Zeby bylo polakierowane 1,5 roku temu 2-krotnie

                  Jak to??? To nagle tak mu się popsuły? Dlaczego nie leczono jak ubytki były
                  małe?
                  • madziulec Re: "nie zalezy mi na alimentach" 09.05.07, 16:27
                    Biore to na humor i juz.

                    Nie jest to pierwszy lekarz, ktory mowi, ze ten przypadek (czyli moje dziecko)
                    to niestety narkoza.
                    Ja wiem, jak moje dziecko reaguje po narkozie, wiec wcale mi sie to nie usmiecha.

                    Nie mam ochoty Ci tlumaczyc jak wyglada sprawa ubytkow w zebach mojego syna, bo
                    widze, ze obie nie jestesmy specjalistkami - ja sie na tym nie znam.
                    Chodze z nim regularnie do dentysty.
                    Teraz stwierdzono, ze zeby nalezy leczyc, ze sa dziurki - za duze by leczone
                    byly ozonowaniem. Tyle wiem. Moge Ci powiedziec, ze znam sie narazie na ukl.
                    moczowym, wiem o tym wiele, o zebach niewiele, wierze w to, co mi mowi lekarz.
                    Powiedzialo mi dwoch pol roku temu, ze jest ok, ze ma lekkie przebarwienia, ale
                    to jest jego taka"uroda". Dwoch. nie jeden.
                    Teraz okazuje sie, ze sa dziurki.
                    dziecko ma myte zeby codziennie, specjalnie pasta z fluorem, bo tak kazal
                    lekarz, szczotka elektryczna, bo tak kazal lekarz...
                    Wybacz, nie chce mi sie udowadniac, ze nie jestem wielbladem.
                • megaa Re: "nie zalezy mi na alimentach" 09.05.07, 16:23
                  madziulec ty robisz wyrodne matki z tych kobiet, ktore świadomie zrezygnowaly z
                  alimentow. Nie wiem dlaczego jesteś taka zajadla i tak łatwo przychodzi ci
                  ocenianie innych osob. Natomiast na każdy przejaw krytyki a nawet nie krytyki
                  ale komentarza wlasnych zachowan reagujez histerycznie i agresywnie.
                  Już raz to napisalam ale powtorze ponownie aby wreszcie dotarło: zycie nie
                  kończy sie na pieniadzach i nie obraca się tylko i jedynie na gromadzeniu tych
                  pieniedzy. Nie przecze sa wazne ale na szczescie nie najważniejsze dla
                  niektorych osob.
                  • madziulec Re: "nie zalezy mi na alimentach" 09.05.07, 16:33
                    Nie histerycznie wink)))
                    Smiac mi sie chce.
                    Bo co ma prochnica w zebach do dyskusji o rezygnacji z alimentow???
                    Widzisz jakas zbieznosc?? ja nie. mimo olbrzymich checi.
                    A jednak jak meteory pojawiaja sie harpie (tak, wlasnie harpie), znikad
                    dokladnie, ktore taki temacik Ci zlapia i draza. Bo oczywiscie ten kto rezygnuje
                    z kasy (nie dla siebie uwaga i podkreslenie!!!!) dla swojego dziecka jest w
                    ogole cudowna kochajaca mamusia.
                    Tymczasem ta, ktora dopuscila do tego, ze dziecko ma prochnice jest w ogole
                    panienka (to drobna parafraza z jednego postu w tym watku), wredna jedza i
                    nalezy ja spalic. Bo ta to dopiero szkodzi dziecku.

                    Pytam wiec uprzejmie. Grzecznie i spokojnie. Dlaczego te mamy olewaja te kase??
                    Ok. Nie chce im si echodzic po sadach?? szkoda im 2 godzin. Ok. Rozumiem np.
                    Anetine - nie ma mozliwosci sciagnac pieniedzy, tak wiec trudno mowic o kasie,
                    ktorej nei ma, ze ona z czegos rezygnuje, bo z proznego i Salomon nie naleje.
                    Ale ktos tez ladnie napisal, ze tak naprawde to nei ma "nadmiaru" kasy dla dziecka.
                    Podstawowka 1200 zl - czy przy takich wydatkach 500 zl to duzo czy malo??
                    5 zl za 10 minut korepetycji dla dziecka to duzo czy malo? Jak przy tym wyglada
                    te "nedzne" 500 zl alimentow???

                    Duma?? Jak to okreslic???
                    Nie mowie, ze pieniadze sa najwazniejsze w zyciu.
                    Postaraj sie zyc bez pieniedzy. Postaraj sie przezyc bez pracy. Daj dziecku jesc
                    nie majac nic w lodowce.
                    I wtedy napisz, ze pieniadze nie sa wazne.
                    Stad byl moj wniosek, ze jesli nawet sa matki, ktore w danej chwili zarabiaja na
                    tyle dobrze, by utrzymac siebie i dziecko to moga pobierac alimenty i inwestowac
                    je w przyszlosc dziecka. Ono potem bedzi emoglo z tymi pieniedzmi zrobic co
                    zechce. Dlaczego niektorzy tak nei mysla???
                    • biani1 Re: "nie zalezy mi na alimentach" 09.05.07, 16:42
                      A ja się nie dziwię, że temat leczenia zębów został podjęty, skoro sama go
                      wywołałaś. Sorki ale leczenie dwóch ubytków pod narkozą to jakiś nonsens i nie
                      wie wierzę, że 4 lekarzy to zaleciło.
                        • okruszek100 i jeszcze jedna mysl... 18.05.07, 12:00
                          wiecie co? rozumiem ten argument,że tosą pieniadze dla dziecka i dla niego
                          należy o nie walczyc.OK.Ale ja...wyjmę je z innej kieszeni po prostu.
                          Mogę przecież przeznaczyć dla dziecka kaske, ktora w innej rzeczywistości
                          przeznaczyłabym dla siebie na jakieś mile mi rzeczy.
                          Myśl o dziecku jest myśloa równie mi miłą jak usługi manikirzystki, czy coś w
                          tym stylu, bez czego mogę się obejśc( choć przyjemnie byłoby się nie obchodzić)
                          A zatem- jeśli chodzi o kasę i zabezpieczenie dziecka- będzie w zasadzie takie
                          samo .Z alimentami czy bez.Moim kosztem, a nie kosztem dziecka- żeby to było
                          jasne.
                          Każdy ma swój punkt widzenia i swoje powody.Ja swoje ku takiej decyzji
                          przedstawiłam nieco wcześniej, teraz tylko dopowiadam tych słów kilka
                          • dalovay Re: i jeszcze jedna mysl... 19.05.07, 11:37
                            a gdzie sumienie i odpowiedzialnosc ojca?
                            dlaczego to matka ma znosic upodlenia i zebrac o pieniazki tatusia???
                            jesli stac mnie na zapewnienie dziecku przyszlosci bez (datkow od biologicznego
                            tatusia)chwala mi za to.mam swoja godnosc dume i poczucie wartosci.
                            absolutnie nie czuje ze takim postepowaniem wyrzadzam memu dziecku.
                            to ja zapewniam dziecku byt wychowanie i nowa rodzine.
                            kiedys przyjdzie taki czas ze moje dziecko spojrzy w oczy swemu ojcu i oceni.
                            • anetina Re: i jeszcze jedna mysl... 19.05.07, 11:43
                              odnosnie tego jeszcze ja coś dołączę

                              my, jako mamy zapewniamy swoim dzieciom byt
                              czy ojciec płaci czy nie, staramy się zapewnić dzieciom wszystko to, co
                              potrzebują

                              ok, mając alimenty, dziecko miałoby więcej
                              ale akurat na dzień dzisiejszy nie potrzebuje więcej, bo ma aż za nadto
                              jeśli zaś chodzi o przyszłość - ma zapewniony również byt

                              mogę siebie określić jako łasa na pieniądze
                              bo tego nigdy nie jest za wiele
                              ale akurat mam eksa, któremu nawet nie ma z czego wyjąć złotówki na alimenty
                              gdyby był wypłacalny - co to za problem dostac alimenty i je na bieżąco
                              otrzymywać
                              ale akurat u mnie nie jest tak prosto

                              jeszcze jedno pytanie - tak do tego
                              własciwie stwierdzenie
                              jeśli się mylę, poprawcie

                              zasiłek dla samotnie wychowujacych rodziców, których partnerzy nie płącą
                              alimentów wynosi 170 zł
                              ale on się otrzymuje tylko wtedy, gdy ma się zasiłek rodzinny
                              tak?
                              a jak ktoś nie ma rodzinnego, ten zasiłek też go omija
                              tak?
                        • mamatoomaszka Jest jeszcze jeden aspekt tej sprawy 18.05.07, 20:11
                          ktorego nikt nie poruszyl, a mianowicie pieniadze od ojca i samo dziecko wobec
                          tego problemu, w sensie "co ono na to?"
                          Bo dziecko, jak wiadomo rosnie, nie ma wciaz 3 czy 5 lat, ale z dnia na dzien
                          wiecej. Bardzo z reguly przezywa brak ojca, brak z nim kontaktow, wakacji,
                          swiat, brak glupiej kartki lub drobiazgu na urodziny, wszystkie dzieci tak
                          maja, w mniejszym badz wiekszym stopniu maja, sa po prostu polsierotami z
                          przeroznymi tego konsekwencjami. I uwazam oraz wiem, ze dla nieco starszego
                          dziecka fakt, ze tata przysyla mu /na niego/ jakies pieniadze jest wazny,
                          czasem bardzo wazny, bo znaczy "tata o mnie pamieta', nie widuje go, nie wiem o
                          nim wiele, ale raz w miesiacu o mnie pamieta. Dalej znaczy to "mam tate, sa na
                          to dowody!!"
                          I niech tak bedzie, niech to poczucie bedzie, wezmy te pieniadze, jesli ich nie
                          chcemy teraz , polozmy je dziecku na konto, jesli spyta , powiedzmy, ze
                          pieniadze od ojca jakies nadchodza i mozemy je podjac na to czy na tamto, albo
                          zostawic na pozniej, na jakis wyjazd. Ja np. sfinansowalam w zeszlym roku z
                          takich pieniedzy /niestety nie uskladanych z tatusiowych wplat, a z odebranych
                          prawie sila przez komornika na splate zaleglosci alimentacyjnych/ dziecku oboz
                          jezykowy na Malcie /4 tyg. za 5 999 zl./ Dzieciak byl przeszczesliwy, oboz
                          bardzo udany, dal efekty w nauce angielskiego w postaci zdanego egzaminu TELC,
                          a dodatkowo szczesliwy, ze to dzieki pieniadzom taty tak sie udalo, wyslal
                          nawet z tej Malty podziekowania do taty, ale bez odzewu. Ten wlasnie inny
                          aspekts sprawy alimentacji, tj. jest widzenie tego i odczuwanie przez dziecko
                          jako obecnosci ojca w jego zyciu mialo wplyw na to, ze z taka determinacja, jak
                          wiele z Was wiem, zabralam sie rok czy dwa temu do odzyskiwania starych
                          alimentow po wejsciu w zycie nowych przepisow o alimenciarzach. I nie zaluje
                          tego wobec tego, co prezentuje moje dziecko w zwiazku z naplywajacymi kolejno
                          ratami splat wieloletniego dlugu ojca wobec syna, podkreslam ALIMENTY TO
                          ZOBOWIAZANIE OJCA WOBEC DZIECKA i niech dziecko choc to ma: wyjazd, nowy rower
                          czy komputer , inna fajna rzecz za pieniadze ojca i jakby od niego, jesli juz
                          go nie mialo przez wiele lat zycia, niech ma chociaz dyplom z angielskiego,
                          wspomnienia z Malty na wiele lat, jak moj syn.

                          • virtual_moth Re: Jest jeszcze jeden aspekt tej sprawy 18.05.07, 22:23
                            Wreszcie jakiś sensowny głos, Mamotomaszka. Zgadzam się, akt w postaci
                            alimentów od ojca na konto dziecka TROCHĘ pomaga dziecku w sensie emocjonalnym,
                            mimo że tatuś ma je gdzieś.
                            Muszę tu podkreślić jednak, że NIE CHODZI o ojców, których do płacenia zmusił
                            komornik.
                            Facet, który ma gdzieś dziecko, ale jednak płaci z poczucia obowiazku/cholera
                            wie czego jest łatwiejszy do strawienia dla dziecka jako ojciec.

                            Całkowicie rozumiem samodzielne, rezygnują po jakimś czasie z egzekucji
                            alimentów, bo wiedzą, ze to i tak nic nie da i mają tę pewność. Problem polega
                            na tym, ze tę pewność można uzyskać TYLKO po uzyskaniu wyroku o alimentach i
                            sprawdzeniu, czy tatuś bedzie płacił czy nie. Anetina na przykład - co nie jest
                            dla mnie do końca jasne - alimentów nie zasądziła, mimo sprawy o ust. ojcostwa.
                            Bez sprawdzania czy byłby w stanie płacić po prostu te alimenty olała i to jest
                            dla mnie niezrozumiałe.
                            Sprawy typu kupowanie zgody na istnienie Nowego Tatusia poprzez zaniechanie
                            egzekucji alimentów nie jestem w stanie komentować, po prostu nie oglądam "Mody
                            na sukces".
                            • anetina Re: Jest jeszcze jeden aspekt tej sprawy 19.05.07, 00:03
                              virtual_moth napisała:

                              Problem polega
                              > na tym, ze tę pewność można uzyskać TYLKO po uzyskaniu wyroku o alimentach i
                              > sprawdzeniu, czy tatuś bedzie płacił czy nie.

                              dlaczego dopiero wtedy?
                              nie zgadzam się z tym stwierdzeniem


                              > Anetina na przykład - co nie jest
                              >
                              > dla mnie do końca jasne - alimentów nie zasądziła, mimo sprawy o ust.
                              ojcostwa.

                              > Bez sprawdzania czy byłby w stanie płacić po prostu te alimenty olała i to
                              jest
                              >
                              > dla mnie niezrozumiałe.




                              właśnie było sprawdzenie, jesli to już tak nazwać - eks był niewypłacalny, jest
                              i do końca będzie traktował życie luźno
                              ale najwłasciwiej oceniać innych wybór, gdy się zna ich całą sytuację
                              niestety nie znasz, albo na szczęście, bo akurat tego typu sprawy są rzeczą
                              prywatną
                          • anetina Re: Jest jeszcze jeden aspekt tej sprawy 19.05.07, 00:00
                            Mamotoomaszka
                            ładnie to napisałaś

                            ale poniekąd nie masz racji
                            dziecko czuje, ze jest wazne dla ojca, dla którego tak naprawdę nic nie znaczy -
                            tylko komornik pamieta o ściaganiu pieniędzy
                            prawda?

                            inaczej jest, gdy rzeczywiście masz płacącego eksa
                            albo ewentualnie dającego się ściągać przez komornika
                            co innego eks uciekający wszelkimi krokami od zobowiązań

    • asca25 Re: "nie zalezy mi na alimentach" 09.05.07, 13:20
      Ja uważam, że to każdej mamy sprawa i tyle.

      Natomiast nie jest dla mnie argumentem za niepobieraniem alimentów to, że w
      przyszłości może ojciec dziecka zażądać alimentów od niego.

      Właśnie na odwrót!!! Przyjaciółka kumpla z pracy nigdy nie wystąpiła z pozwem o
      alimenty, a jak dziecko było już pełnoletnie, to "tatuś" na rencie wystapił z
      pozwem przeciwko dziecku, że ma mu płacić alimenty, bo on całe życie dokładał
      do jego utrzymania i dlatego matka nigdy nie wniosła pozwu.

      Ojciec mojego dziecka raczej nic nie zapłaci, nawet jak zapadłby wyrok, ale
      zastanawiam się czy nie warto wnieść pozwu dla samego świstka i mieć dowód, że
      nie płacił, jakby co...
    • berek_76 Re: "nie zalezy mi na alimentach" 09.05.07, 16:16
      > Czy taka matka, ktora rezygnuje z alimentow wie co robi? Czy np nie moze za te
      > pieniadze zalozyc np. polisy wplacajac owe 500 PLN na polise posagowa lub fundu
      > sz dla dziecka???

      Może na przykład ta matka czas, który zmarnowałaby w sądzie, usiłując wyszarpać
      z gardła eksowi jakąś kasę, poświęci na zaszczepienie w dziecku pasji do czegoś?
      Co potem temu dziecku znacznie lepiej zapewni dobre miejsce na uczelni, niż
      dowolna kasa uskładana z alimentów?

      Uczciwie mówiąc, madziulec - dziw się, bo to Ci wolno. Ale lepiej nie oceniaj,
      bo wtedy chcąc nie chcąc dopingujesz innych do ocenienia Twojej osoby. I nie
      jest to osoba pochlebna.

      A sukces w życiu - wiesz? - nie wynika z uskładanej na koncie sumy. Chwała Bogu
      zresztą.

      -----------------------
      Berek, mama Żaby (11.06.2002) i Dasi (19.03.2005)
    • kammik Re: "nie zalezy mi na alimentach" 09.05.07, 17:24
      Madziulec, odnoszę niejasne wrażenie, że najbardziej by cię satysfakcjonowało,
      gdyby wszystkie forumki bez alimentów hurtem o nie wystąpiły a wyegzekwowane
      kwoty przelały ci na konto. Straszliwie cię jakoś boli cudza kasa.
        • berek_76 Re: "nie zalezy mi na alimentach" 09.05.07, 19:25
          > Bo jakos nie chce mi sie dyskutowac z brakiem argumentow.

          Na mój argument nie odpowiedziałaś jednakże. Ponowię więc, może bardziej zrozumiale:

          Te matki mogą zakładać, że nie warto marnować czasu na zabieganie o kasę, a za
          to inwestują ten czas w inny sposób zwiększając szanse na sukces woich dzieci.
          Nie wszystko albowiem da się na kasę przełożyć. Jeśli ich sytuacja finansowa
          nie wymaga bezpośredniej naprawy, moga uznać, że skórka jest nie warta wyprawki.
          Mają do tego prawo. TY oceniasz finanse jako element najbardziej istotny. ktoś
          inny może podejśc do sprawy odwrotnie i zakrzyknąć "Jak matka, która i tak ledwo
          widuje swoje dziecko, bo pracuje od rana do nocy, może poświęcać swój cenny czas
          na walkę o kasę, która nie jest jej bezpośrednio potrzebna, zamiast zadbać o
          rozówj emocjonalny i intelektualny swojego dziecka, który i tak może byc
          przecież nadszarpnięty przez trudną sytuację życiową?"
          -----------------------
          Berek, mama Żaby (11.06.2002) i Dasi (19.03.2005)
          • madziulec Re: "nie zalezy mi na alimentach" 09.05.07, 20:23
            To mam pytanie - ile czasu wymaga tak naprawde staranie sie o alimenty od wyplacalnego ojca?
            Nie pytam od tego niewyplacalnego (tu juz raz napisalam, ze z proznego ..).


            Moje staranie oceniam na dokladnie 30 minut x 2 w sadzie (byly dokladnie 2 sprawy). Czy to duzo jak na staranie sie o alimenty? Czy warte jest dowolnej kwoty? Nie wiem. Moze tak, moze nie.
            Napisalam dlatego, ze np. buty dla dziecka zimowe kosztuja 200 zl i jesli mialabym dostac 200 zl to wg mnie warto poswiecic te 40 minut. Bo naklad czasu jest niewspolmierny do uzyskanych efeltow.
            Ja przeliczam to np. na miesiac hipoterapii - iles tam kosztuje, na zajecia rehabilitacji, na leki.. na badania. Kazdy mierzy oczywiscie swoja miarka. Nie kaze nikomu walczyc jak lew o kazdy lezacy na ulicy pieniadz, ale w tym momenci euznaje wlasnie takie alimenty jako cos, co lezy na ulicy, ale komus nie chce sie schylic.
            Stad moje zdziwienie. Nie oburzenie, nie potepienie. Zdziwienie.
            • escribir Re: "nie zalezy mi na alimentach" 10.05.07, 23:27
              madziulec napisała:

              > To mam pytanie - ile czasu wymaga tak naprawde staranie sie o alimenty od
              wypla
              > calnego ojca?

              Tu nie zawsze chodzi o czas ale równiez o godność. Ile razy ma się ochotę
              usłyszeć że jest się kurwą??? I stek kłamstw powtarzanych na każdej sprawie.
          • guderianka Re: "nie zalezy mi na alimentach" 09.05.07, 20:34
            każda matka sama najlepiej wie co jest najlepsze dla niej i dla jej dziecka, ma
            wizję jego wychowania ktorą stara się wypełnić. ma wewnętrzne przekonania które
            mówią jej co robic w danej sytuacji. I ma powody do tego by chciec lub nie
            chciec alimentów. Madziulcu-czyżbyś chciała by każda mama musiała
            obligatoryjnie otrzymywac alimenty -mus to mus i już ? wink

            u mnie jak u anetiny-mam super przyjaciela,kochanka, męża. Córka ma super tatę.
            Słowo "tata"powiedziała pierwszy raz do niego a nie do ojca biologicznego,
            którego nie zna i niewiele pamięta. Zrzekłam sie alimentów po tym jak ex zrzekł
            się praw. Mój M podobnie jak u anetiny-sam chciał przysposobić córkę.Są ze soba
            bardzo zżyci-tak bardzo, że jak urodziła sie druga córka (siostry mają inne
            nazwisko) to mąż mylił sie i u lekarza podawał nazwisko starszej córki.

            Anetina-fajnych chłopów mamy co nie ?wink
                • guderianka Re: Guderianka ;) 09.05.07, 22:25
                  ex nie płacił więc podałam do komornika. najpierw dostawałam kasę z funduszu
                  alimentacyjnego a potem go znieśli więc już od komornika. Komornik z niego
                  ściągał. Po otrzymaniu wyroku o odebraniu władzy rodzicielskiej napisałam do
                  komornika pismo o wycofanie egzekucji bieżących alimentów

                  a niby dlaczego nie można się zrzec? rożne są sytuacje-mogę sie zejśc z ex,
                  moge sie dogadac, podałam go-i mogę się zrzec,
                  • burza4 Re: Guderianka ;) 12.05.07, 17:46
                    guderianka napisała:

                    > ex nie płacił więc podałam do komornika. najpierw dostawałam kasę z funduszu
                    > alimentacyjnego a potem go znieśli więc już od komornika. Komornik z niego
                    > ściągał. Po otrzymaniu wyroku o odebraniu władzy rodzicielskiej napisałam do
                    > komornika pismo o wycofanie egzekucji bieżących alimentów


                    chodzi o to, że ty się nie zrzekłaś alimentów. Zrezygnowałaś jedynie z ich
                    ściągania - one nadal są należne i w każdej chwili możesz znowu iść do
                    komornika. Zrzec się nie możesz - BO TO NIE TWOJE PIENIĄDZE A DZIECKA. A jak
                    wyjasniła sędzia mojemu koledze - rodzic nie może działać na rzecz zubożenia
                    własnego dziecka.
            • anetina ale się wątek rozciągnął :D 09.05.07, 22:08
              Guderianka
              jakoś mamy takich chłopaków, których podobno nie ma na świecie
              to oni zabiegają by być tatą (w mnogiej tatusiami) dla naszych dzieci
              to oni są przyjacielami naszych dzieci
              a nie biologiczni ojcowie
              to oni zabiegają o przysposobienie i zmianę nazwiska

              ja nawet nie napiszę, co może czekać eksa za wejście butami w nasze życie
              a właściwie co go czeka za to, że do tej pory nie zadbał i finansowo o swoje
              dziecko ani o kontakty
              tyle lat się nie odzywał, więc nic mu do tego

              dziecko z czasem może będzie chciało poznać ojca - to już decyzja będzie dziecka

              w tej chwili tatą mojego dziecka jest M.
              ma swoje wady, jak każdy z nas
              ale to on rano zaprowadza Małego do przedszkola
              to on martwi się nawet małym kaszlem
              to on opatrzy rankę, gdy Mały się przewróci na rowerze
              to on uczy dziecko jazdy na dwóch kółkach
              to on zna przyjaciół Małego
              to on zna Małego na wylot

              to M., a nie ojciec
              więc to M. ma prawo mówić, że jest tatą dziecka
              i to on pragnie być tym tatą na papierze

              i nawet mając więcej dzieci, mam gwarancję, że Mały będzie zawsze traktowany
              jak biologiczny syn
              jak pierworodny
              nawet tą samą grupę krwi mają - taka ciekawostka big_grin

              więc nie mówcie, że nie da rady znaleźc porządnych facetów
              można

              a czy warto zaufać, to już każda z nas musi podjąć decyzję
              wiem, ze moge zaufac M., ale tak do końca chyba zostanie we mnie taka nutka
              niepewności jutra
              ale wiem, że mogę ufać bezgranicznie M. - i to jest najwazniejsze

              może z czasem zaufam każdemu sad
              • guderianka Re: ale się wątek rozciągnął :D 09.05.07, 22:28
                ja ufam
                ufam bo on mi ufa i na zaufaniu opiera sie nasz zwiazek, ufam bo warto ufam bo
                inaczej nie da rady. uffff

                u mnie sytuacja jest tym bardziej hmm karkołomna że mam dziecko niepełnosprawne-
                jej ojciec biologiczny nie był nigdy w szpitalu, u lekarza na rehabilitacji,
                nie zanosił moczu i kału do laboratorium, nie pomagał przy cewnikowaniu . ale
                co ja takie wzniosłe rzeczy.
                nie kupił nigdy pampersów

                i usłyszał od dziecka słowa "kocham"

                anetina..warto ufac
                • anetina Re: ale się wątek rozciągnął :D 09.05.07, 22:31
                  jakoś ciężko zaufać w samej sobie
                  ale jak to się M. już śmieje - ufam, bo bez obaw może iść z dzieckiem na spacer
                  i ich wtedy nie kontroluję big_grin
                  ufam, bo nie sprawdzam, co robią przez cały dzień w domu, gdy M. ma wolne i gdy
                  Mały nie pójdzie do przedszkola
                  a w domu czyściutko
                  obiad ugotowany
                  dziecko zadbane i uśmiechnięte

                  dla takich momentów chce się żyć
    • kapopi Re: "nie zalezy mi na alimentach" 09.05.07, 19:54
      Ja też mam w nosie, jest super tak jak jest, po co to psuć - ciąganiem się po
      sądach? Co i tak wiele by nie dało w przypadku byłego, niepracującego
      (oficjalnie)i nie mającego zadnego majątku (przepisany na mamusie). Na
      szczęście moge sobie na to pozwolić (zarabiam ponad 5 tyś. na ręke)
    • megaa Re: "nie zalezy mi na alimentach" 09.05.07, 21:20
      generalnie zgadzam sie z madziulcem, ze nie warto rezygowac z alimentow ktore
      przeciez dziecku sie naleza. Ale ... i tu róznica rozumie mamy ktore swiadomie
      podjely decyzje i nie biora kasy od eksa. Jest mnostwo powodow dla takiej
      decyzji i nawet na mysl by mi nie przyszlo zeby uwazac iz te mamy nie myla o
      przyszlosci dziecka. Mysle ze nie warto tutaj na siebie ciagle najezdzac,
      oceniac kto jest lepza a kto gorsza mama.
      Ja staram sie utrzymac dziecko ze swojej pensji, tata dziecka doklada sporo do
      jego utrzymania, ale ja te pieniazki odkladam. Jak na razie wystarcza to co
      sama zarobie wiec z mysla o przyszlosci lokuje i odkladam. W przypadku
      wiekszych wydatkow oczywiscie korzystam z tych pieniedzy ktore dostaje na
      dziecko ale sa to wydatki sporadyczne.
      Co nie oznacza ze kazdy musi postepowac podobnie, bo istnieje cos takiego jak
      swoboda podejmowania decyzji
      • anetina Megaa masz rację 09.05.07, 22:10
        ale tu Madziulec nie może zrozumieć, że w życiu nie jest najważniejsza kasa
        że nie każdy ojciec jest dla dziecka tatą
        że nie każdy eks płaci alimenty
        że większość z nich potrafi tak pracować, że oficjalnie nic nie mają - więc i
        alimentów też matka nie wyciągnie
      • alina66 Re: "nie zalezy mi na alimentach" 10.05.07, 09:23
        Madziulec

        Mój syn jest pełnoletni i jego ojciec płaci na niego alimenty od 6 lat, ma też
        z synem dobry kontakt i bardzo się stara o ten kontakt. Mimo tego, że mam
        naprawdę dobry zawód i bardzo dobrą sytuację materialną, a kwota, którą płaci
        nie jest dla mnie znacząca, nie zrezygnowalam z alimentów, ponieważ uważam, że
        dziecko jest dzieckiem obojga rodziców i obowiązkiem obojga rodziców jest na
        nie łożyć. Świadomie nie przytaczam tutaj liczb, bo uważam, że nie mają one
        znaczenia.

        Moja najlepsza przyjaciółka przez 15 lat nie zabiegała o alimenty, potem
        zmusiła ją do tego sytuacja. Ojciec jej syna jest totalnym ch..., straszył ją
        mafią ruską i takimi tam. Alimenty ma zasądzone ale ich nie dostaje i nie może
        wydobyć.

        Ale tak właściwie to chcialam podać to tylko jako przykłady - chodzi mi o to,
        że to prywatna decyzja każdej mamy, i nie ma sensu oceniać i krytykować.

        Prze te wszystkie lata akceptowałam decyzję mojej przyjaciółki a ona moją i
        myślę, madziulcu, że to jest taka droga, żeby być w zgodzie ze sobą i ze
        światem.

        Dałam mojej przyjaciółce natomiast możliwość dorobienia w mojej firmie.
        Nie radzę Ci i nie oceniam, mam trochę wrażenie, że Twoje złe doświadczenia są
        jeszcze bardzo świeże i dlatego jesteś bardzo emocjonalna w swoich postach.

        Wiem po sobie, że to nic nie daje - nie daje nam spokoju ani satysfakcji.

    • chalsia Re: "nie zalezy mi na alimentach" 10.05.07, 11:14
      tak po latach obserwacji wątków zauważyłam dwa główne powody rezygnacji z
      alimentów (przy czym rezygnacja oznacza nieubieganie się o nie lub ich
      nieegzekwowanie):
      - duma matki
      - wygoda matki

      Chalsia
      ps. i żeby nie było - powyższe NIE Jest oceną.
    • escribir Re: "nie zalezy mi na alimentach" 10.05.07, 22:44
      madziulec napisała:

      > Janse .. Wasze przemyslenia. Ale czy tym nie skreslacie swoim dzieciom
      jakichs
      > zyciowych szans i nei ustawiacie ich automatycznie gdzies na szarym koncu we
      ws
      > zystkim lub... nie ustawiacie ich jako "tych gorszych" w ogonku w przypadku
      dzi
      > eci w drugim zwiazku????
      >
      Idąc tym tropem- powinnam wybic sobie z głowy pomysł przysposobienia przez
      mojego męża mojej starszej córki???? Bo stracę alimenty? I co? Młodsza pójdzie
      na studia, a starsza nie?
      A moze to własnie będzie cena spokoju? Że jak mnie szalg trafi- nagły i
      niespodziewany, to starsza i tak będzie miała uregulowaną sytuację prawną i
      nikomu nie przyjdzie do głowy zabierać ją od siostry i taty- jedynego jakiego
      zna i kocha?
      • okruszek100 Re: "nie zalezy mi na alimentach" 11.05.07, 11:56
        co do alimentów- nie chcę bo nie chcę chodzić do sądu , spotykać się tam z
        gościem i udowadniać wszystkim w takich okolicznościach,że oto jest li on ojcem
        dziecka itd...Średnio przyjemne, zwłaszcza po tym, co WYDAWAŁO MI SIĘ - że nas
        łączy.
        I żeby jeszcze gra warta była świeczki, ale nie jest.
        Facet w papierach jest niezdolny do pracy, wiem ,że pracuje na czarno- więc
        znowu musiałabym się stać szpiegiem z krainy dreszczowcówsmile po to by udowodnić,
        że jednak jakąś kasę pewnie ma...
        Ale i tak niewielką, więc sam też musi nby z czegoś żyć...
        Zostałoby dla mnie tyle co nic, zważywszy,że ma też inne dzieci.
        Nie chcę im czegoś wyszarpywać na siłę,niech będzie tak jak jest.
        Zgadzam się, że jest to decyzja indywidualna i każda z nas ma swoje powody.
        Najpiękniejsze jest dla mnie to,że to niby układ wygodny dla faceta, ale wiem
        że nie jest to dla niego miłe- to,że nie zna dziecka, nic w zasadzie o nim nie
        wie - tyle tylko co usłyszy od osób trzecich, bo nie mamy kontaktu.I wtedy- jak
        słyszałam...płacze(?!)
        Czasem myślę o nim z żalem, bo przez to wszystko nie wie jak fantastyczne mam (
        nie:mamy) dziecko.
        Takie dziecko spadło mi z nieba jak najpiękniejszy dar losu a on nie doświadcza
        tej radości.
        "To jest dopiero coś"- wystarczające pokaranie dla niego "za te łezki"smile
          • anetina Re: "nie zalezy mi na alimentach" 12.05.07, 18:02
            mama_ameleczki napisała:

            Obowiazkiem ojca
            > jest płacenie alimantow na dzieci

            no jest obowiązek
            zgadzam się

            a obowiazkiem matki jest egzekwowanie tego
            > obowiazku!Bo to sa pieniadze dla dzieci a nie dla nich!

            hihihihi
            a w jaki sposób wyegzekwować te pieniądze?
            jeśli nawet komornik nie pomaga?
            sąd?

            znajdź na to radę
            czekam
            • mama_ameleczki Re: "nie zalezy mi na alimentach" 13.05.07, 11:58
              anetina napisała:


              >
              > hihihihi
              > a w jaki sposób wyegzekwować te pieniądze?
              > jeśli nawet komornik nie pomaga?
              > sąd?
              >
              > znajdź na to radę
              > czekam


              nie ma sie z czego glupio śmiac bo jeśli sie nawet nie wystapi o alimenty to
              nie mozna sie spodziewac ze sie je dostanie.
              >
              • anetina Re: "nie zalezy mi na alimentach" 13.05.07, 15:32
                ok

                ale znam sporo dziewczyn, które mają przyznane alimenty na dzieci
                ale przez ileś tam lat nawet nie dojrzały złotówki z tego
                ich eksy skutecznie się bronią

                i ja mam takiego samego eksa

                co poradzisz na to?

                po co matka ma się stresować?
                czas marnować po sądach, komornikach?
                kasę marnować na opłaty?
                jak i tak wiadomo, że eks nie da ani jednej złotówki

                po co?

                masz radę na skuteczność egzekucji alimentów?
                • mama_ameleczki Re: "nie zalezy mi na alimentach" 13.05.07, 18:01
                  anetina napisała:

                  > ok
                  >
                  > ale znam sporo dziewczyn, które mają przyznane alimenty na dzieci
                  > ale przez ileś tam lat nawet nie dojrzały złotówki z tego
                  > ich eksy skutecznie się bronią
                  >
                  > i ja mam takiego samego eksa
                  >
                  > co poradzisz na to?
                  >
                  > po co matka ma się stresować?
                  > czas marnować po sądach, komornikach?
                  > kasę marnować na opłaty?
                  > jak i tak wiadomo, że eks nie da ani jednej złotówki
                  >
                  > po co?
                  >
                  > masz radę na skuteczność egzekucji alimentów?


                  Przeczytałas wogole post na pod ktorym piszesz? Chyba nie. To przeczytaj i
                  napisz jeszcze raz. A nawiazujac do tego co napisalas to ma wtedy szanse na
                  zaliczke alimentacyja chociazby.
                  >
                  >
                  • escribir Re: "nie zalezy mi na alimentach" 13.05.07, 19:59
                    mama_ameleczki napisała:

                    > A nawiazujac do tego co napisalas to ma wtedy szanse na
                    > zaliczke alimentacyja chociazby.
                    >
                    >
                    Ale zaliczka alimnetacyjna tak czy inaczej przysługuje przy odpowiednio niskich
                    dochodach. A skoro matkę stać na utrzymanie siebie i dziecka, to z pewnością
                    nie ma dochodów rzędu ok. 600 zł na osobę.
                    • madziulec Re: "nie zalezy mi na alimentach" 13.05.07, 21:28
                      Anetina.

                      Nie wiem.
                      Moze dla Ciebie jest to smieszne.
                      Dla mnie jest to tragiczne. Tragiczne nawet dlatego, ze dziecku sie cos nalezy. Moze to system jest glupi nie wiem.
                      Moze to zaniedbanie matek. Nie wiem. Nie potrafie stwierdzic.

                      Czytajac iles postow w tym watku widze, ze olewactwo matek jest przerazajace. Wiekszosc matek stwierdza - nie chce mi sie, bo .. nie chce mi sie. I juz. Do tego dorabia sie jakas w ogole falszywa ideologie.
                      Rozumiem matki, ktore maja negatywne przezycia zwiazane z rozstaniem - ale iles matek tego nie ma i mimo to szkoda im godziny w sadzie i nawet godziny na zgromadzenie wszystkich dokumentow niezbednych do sprawy o alimenty.
                      niestety nie przemawia do mnie agrument "stac mnie na utrzymanie dziecka". Kiedys ktos na tym forum napisal, ze alimenty nie sa pieniedzmi matki, ale sa pieniedzmi dziecka, wiec tak naprawde wg mnei nei biorac ich w jakis sposob dziala ona na szkode dziecka.
                      Iles postow temu napisalam, ze niesciaglany ojciec nie jest tematem tego postu i juz zaczyna mnie meczyc wyjasnianie tego po raz kolejny, bo przypomina mi to gadanie dziada do obrazu, zero zrozumienia, tylko glupawe usmiechy.

                      Dla matek stwierdzajacych, ze stac je na utrzymanie siebie i dziecka mialam pomysl - inwestowanie na przyszlosc (polisa posagowa czy cokolwiek, tak by dziecko po ilus latach moglo skorzystac z tych pieniedzy).
                      Tu niestety nie widze tez dobrej woli zadnej z matek, by w jakikolwiek sposob zabezpieczyc dziecko na przyszlosc. (wybaczcie, ale niestety nie wierze w to, ze przyszlosc ktoregos dziecka jest tak super zabezpieczona, przykro mi).



                      Tak wiec koncowa konkluzja:
                      - po pierwsze zgadzam sie z Chalsia, ze sa wylacnzie dwa powody, ze matki rezygnuja z alimetow: a mianowicie duma matki oraz wygoda matki(wnioskuje to z postow w tym watku, matki wypowiadajace sie niestety nei staraja sie wyprowadzic mnie z bledu, dodatkowo agresywnie sugerujac glupote, wtracanie sie nei w swoje sprawy itp)
                      - po drugie pod swoje wygodnictwo samodzielne matki bardzo czesto dorabiaja ciekawa ideologie typu, ze traca czas, pieniadze (to drugie jest klamstwem, gdyz sprawa o alimenty jest zgodnie z ustawa bezplatna).


                      Przykro mi, ze nikt nie napisalm prawdzy i nie podaje prawdziwego powodu, dodatkowo zarzucajac mi glupote, wscibstwo itp. Nie lubie tez, gdy ktos dzialajac na szkode wlasnego dziecka wyszukuje u innych wad. Takie cos tez jest troche ponizej pasa (na przyszlosc zastanowcie sie).
                      Glupawych usmieszkow tez szczerze mowiac mam troszke dosc, bo slodkei idiotki jzu nie sa na czasie, a kazda samodzielan powinna miec sporo oleju w glowie, po pierwsze po to, by przetrwac.

                      Przepraszam, za troche zlosliwy post, ale zaczela mnie cala ta dyskusja irytowac. Bo zupelnie przestala byc nie na temat.