elemelee
10.05.07, 10:17
... Jak patrzę na mojego synka 4-letniego, który dzielnie udaje, że nic się
nie stało, choć tata się wyprowadził... Wczoraj jak szedł do przedszkola,
spotkał tatę, dawno go nie widział (bo tatuś pisze pracę dyplomową i nie ma
na razie czasu, by z synkiem choć godzinę spędzić, a ze znajomymi odreagowuje
stres...), wyrwał się do niego, chciał by tata go odebrał z przedszkola..
Później w przedszkolu taki smutny...Wieczorem, jak z nim rozmawiałam o tacie,
czy mu smutno, to powiedział, że nie ale jak ja mówiłam, że mi smutno i
tacie, że oboje go kochamy i zawsze będziemy kochać, to zaczął ciągać nosem,
mało się nie popłakał...i szybko zmienił temat...Nie chcę go zmuszać do
rozmowy na ten temat, ale płakać mi się chce,jak widzę go takiego...

Czuję
się winna, że przez nas cierpi...Pocieszcie mnie dziewczyny...