babe007
03.06.03, 14:09
Tak czytam sobie Wasze wypowiedzi i nasuwają mi się pewne refleksje. Nie
przypominam sobie, żebym czytała post drugiej żony, która wypowiadałaby się
pochlebnie (lub chociaż przychylnie) o swojej poprzedniczce. To ja odeszłam
od swojego męża i to ja zapewne kiedyś będę oceniana, przez kolejne
towarzyszki życia mojego (prawie) ex. Tylko oceniana na jakiej podstawie?
Czy można ferować wyroki, kiedy to co się wie pochodzi tylko z jednego
źródła? Mój mąż czuje się upokorzony. Już teraz tym, którzy chcą go słuchać,
opowiada o mnie paskudne rzeczy. Tak będzie zapewne również z kobietami, z
którymi się zwiąże. Czy można zakładać, że to, co mówi facet o urażonej
ambicji jest 100% prawdą? Niektóre byłe żony zachowują się czasem mało
racjonalnie. Ale czy któraś z Was – drugich żon (lub partnerek) zastanowiła
się kiedyś nad tym, czy zachowanie Waszego mężczyzny (np. zachowanie z
przeszłości) nie jest tego przyczyną? Jak to jest, że świat jest pełen
biednych cudownych misiaczków, których skrzywdziły potworne baby? Mam do Was
prośbę. Następnym razem, kiedy Wasz mąż będzie pluł jadem na swoją ex
zastanówcie się, czy dałybyście obciąć sobie rękę za to, że rozpad ich
wcześniejszego związku był zawiniony tylko przez tę drugą stronę? Dużo nad
tym myślałam i wydaje mi się, że rozwody zawinione tylko przez jedną stronę
to ogromna rzadkość. Z czego można wyciągnąć wniosek, że Ci Wasi cudowni,
biedni i skrzywdzeni panowie, kiedyś wobec kogoś nie zachowywali się tak
idealnie. Nie piszę tu o panach, którzy zamienili swoje żony i matki swoich
dzieci na „nowszy model”, bo ci, to troszkę inna kategoria. I mam nadzieję,
że panie będące „nowszymi modelami” są na tyle taktowne, żeby na temat swoich
poprzedniczek nie wypowiadać się wcale.
Pozdrawiam
Babe