Głównie do drugich żon (partnerek)

03.06.03, 14:09
Tak czytam sobie Wasze wypowiedzi i nasuwają mi się pewne refleksje. Nie
przypominam sobie, żebym czytała post drugiej żony, która wypowiadałaby się
pochlebnie (lub chociaż przychylnie) o swojej poprzedniczce. To ja odeszłam
od swojego męża i to ja zapewne kiedyś będę oceniana, przez kolejne
towarzyszki życia mojego (prawie) ex. Tylko oceniana na jakiej podstawie?
Czy można ferować wyroki, kiedy to co się wie pochodzi tylko z jednego
źródła? Mój mąż czuje się upokorzony. Już teraz tym, którzy chcą go słuchać,
opowiada o mnie paskudne rzeczy. Tak będzie zapewne również z kobietami, z
którymi się zwiąże. Czy można zakładać, że to, co mówi facet o urażonej
ambicji jest 100% prawdą? Niektóre byłe żony zachowują się czasem mało
racjonalnie. Ale czy któraś z Was – drugich żon (lub partnerek) zastanowiła
się kiedyś nad tym, czy zachowanie Waszego mężczyzny (np. zachowanie z
przeszłości) nie jest tego przyczyną? Jak to jest, że świat jest pełen
biednych cudownych misiaczków, których skrzywdziły potworne baby? Mam do Was
prośbę. Następnym razem, kiedy Wasz mąż będzie pluł jadem na swoją ex
zastanówcie się, czy dałybyście obciąć sobie rękę za to, że rozpad ich
wcześniejszego związku był zawiniony tylko przez tę drugą stronę? Dużo nad
tym myślałam i wydaje mi się, że rozwody zawinione tylko przez jedną stronę
to ogromna rzadkość. Z czego można wyciągnąć wniosek, że Ci Wasi cudowni,
biedni i skrzywdzeni panowie, kiedyś wobec kogoś nie zachowywali się tak
idealnie. Nie piszę tu o panach, którzy zamienili swoje żony i matki swoich
dzieci na „nowszy model”, bo ci, to troszkę inna kategoria. I mam nadzieję,
że panie będące „nowszymi modelami” są na tyle taktowne, żeby na temat swoich
poprzedniczek nie wypowiadać się wcale.

Pozdrawiam

Babe
    • mikawi Re: Głównie do drugich żon (partnerek) 03.06.03, 14:36

      > Nie przypominam sobie, żebym czytała post drugiej żony, która wypowiadałaby
      > się pochlebnie (lub chociaż przychylnie) o swojej poprzedniczce.
      Ja przeczytałam. Np. aagacia napisała że była żona jej męża jest o.k.

      > Następnym razem, kiedy Wasz mąż będzie pluł jadem na swoją ex (...)
      moj partner nigdy nie pluł jadem na swoją ex, swoje zdanie o niej wyrobiłam
      sobie na podstawie jej zachowania, jej telefonów, jej wrzasków w słuchawkę, jej
      szantażów dotyczących dzieci, jej bezczelnego tupetu w kłamstwach na sali
      sądowej i wielu wielu innych rzeczy
      dla wyjaśnienia - nie zamienił jej na nowszy model, ja nie jestem przyczyną ich
      rozstania, nie było zdrady faceta i porzucenia dzieci i żony dla innej, nie
      bylo przemocy psychicznej i fizycznej, czasem ludzie się zwyczajnie nie
      dogadują i wspólne życie staje się nie do zniesienia.
      • ika_edziecko Re: Głównie do drugich żon (partnerek) 03.06.03, 14:48
        mikawi napisała:

        >
        > > Nie przypominam sobie, żebym czytała post drugiej żony, która wypowiadałab
        > y
        > > się pochlebnie (lub chociaż przychylnie) o swojej poprzedniczce.
        > Ja przeczytałam. Np. aagacia napisała że była żona jej męża jest o.k.
        >
        > > Następnym razem, kiedy Wasz mąż będzie pluł jadem na swoją ex (...)
        > moj partner nigdy nie pluł jadem na swoją ex, swoje zdanie o niej wyrobiłam
        > sobie na podstawie jej zachowania, jej telefonów, jej wrzasków w słuchawkę,
        jej
        >
        > szantażów dotyczących dzieci, jej bezczelnego tupetu w kłamstwach na sali
        > sądowej i wielu wielu innych rzeczy
        > dla wyjaśnienia - nie zamienił jej na nowszy model, ja nie jestem przyczyną
        ich
        >
        > rozstania, nie było zdrady faceta i porzucenia dzieci i żony dla innej, nie
        > bylo przemocy psychicznej i fizycznej, czasem ludzie się zwyczajnie nie
        > dogadują i wspólne życie staje się nie do zniesienia.


        .... co wcale nie znaczy, że wszystkie kobiety są takie same. To wcale nie
        znaczy, że wszystkie są "pasożytami" jak śmiesz nas nazywać w jednym ze swoich
        postów. To wcale nie znaczy, że każda kobieta, żądająca alimentów dla swego
        dziecka jest pazerną harpią.

        Czy facet jest zawsze taki cacy, nawet jeśli potrafi tak nie mieć honoru, by
        pozwolić, aby jego alimenty płaciła za niego jego obecna partnerka??? To facet
        bez jaj. I nie ma się nad kim litować.
        To tak dla przykładu....

      • babe007 Re: Głównie do drugich żon (partnerek) 03.06.03, 14:52
        > Ja przeczytałam. Np. aagacia napisała że była żona jej męża jest o.k.
        >
        Faktycznie, ale jak to mówią "jadna jaskółka wiosny nie czyni" - większość jest
        jednak baaardzo na nie.


        czasem ludzie się zwyczajnie nie
        > dogadują i wspólne życie staje się nie do zniesienia.

        Święte słowa. Podpisuję sie pod nimi rękami i nogami.

        A tak przez ciekawość. Czy byłas na sali sądowej, kiedy Twoja poprzedniczka
        kłamała, czy znasz to tylko z opowieści Twojego mężczyzny? Trudno być
        obiektywnym, kiedy w grę wchodzą emocje (znam z własnego doświadczenia - bardzo
        trudno, mimo, że się staram).

        Powiedz mi, proszę, czy podczas rozprawy (rozwodowej) na sali może być obecny
        ktoś z zewnątrz (w moim przypadku mam na myśli swoja upiorną teściową)?

        Pozdrawiam, pomimo innego "miejsca siedzenia" smile

        B.


        • mikawi Re: Głównie do drugich żon (partnerek) 03.06.03, 14:58
          do iki: żadnej z was nie wyzywałam od pazernych harpii, pisałam jedynie, że są
          takie kobiety wśród matek wychowujących dzieci (chyba nie zaprzeczysz?)

          do babe: o kłamstwach byłej dowiedziałam się nie tylko od mojego partnera, ale
          i z uzasadnienia sporządzonego przez sąd; teściowa może być obecna na sali
          podczas sprawy rozwodowej tylko pod warunkiem, że została powołana przez jedną
          ze stron na świadka
          • ika_edziecko Re: Głównie do drugich żon (partnerek) 03.06.03, 15:05
            mikawi napisała:

            > do iki: żadnej z was nie wyzywałam od pazernych harpii, pisałam jedynie, że

            > takie kobiety wśród matek wychowujących dzieci (chyba nie zaprzeczysz?)
            >

            Jakbyś uważniej przeczytała mój post, zauważyłabyś, że kiedy powoływałam się na
            twoje słowa, zacytowałam określenie nas "pasożytami". Natomiast postrzeganie
            nas jako pazernych harpii nie zostało przeze mnie zacytowane, bowiem istotnie
            takiego określenia nie użyłaś (w przeciwieństwie do nazwania nas pasożytami),
            jednak jest to wrażenie wyniesione z lektury twoich postów.
            • mikawi Re: Głównie do drugich żon (partnerek) 03.06.03, 15:12
              >
              > Jakbyś uważniej przeczytała mój post, zauważyłabyś, że kiedy powoływałam się
              na
              >
              > twoje słowa, zacytowałam określenie nas "pasożytami". Natomiast postrzeganie
              > nas jako pazernych harpii nie zostało przeze mnie zacytowane, bowiem istotnie
              > takiego określenia nie użyłaś (w przeciwieństwie do nazwania nas pasożytami),
              > jednak jest to wrażenie wyniesione z lektury twoich postów.
              o.k. pisałaś o byciu "pasożytem" nie harpią, jednak nadal nie uważam, że
              nazwałam tak którąś z was, napisałam, że są również takie kobiety. Gdzie było
              personalne nazwanie tak jednej z was???? Moim zdaniem to nadmierna twoja
              nadinterpretacja (a może po prostu uprzedzenie?).
              • ika_edziecko Re: Głównie do drugich żon (partnerek) 03.06.03, 15:23
                mikawi napisała:

                > o.k. pisałaś o byciu "pasożytem" nie harpią, jednak nadal nie uważam, że
                > nazwałam tak którąś z was, napisałam, że są również takie kobiety. Gdzie było
                > personalne nazwanie tak jednej z was???? Moim zdaniem to nadmierna twoja
                > nadinterpretacja (a może po prostu uprzedzenie?).

                A może poczytasz swoje własne posty? Bo mnie się tego szukać nie chce. Powinnaś
                pamiętać, co piszesz, zamiast wciąż komuś zarzucać nadinterpretację
                (zauważyłaś, jak często to robisz? Czy tego też nie pamiętasz?).
                Nie nazwałaś tak "którejś z nas" - choć może wówczas miałoby to sens, bo
                zakładam, że wtedy odnosiłabyś się do konkretnej sytuacji i może byłaby to
                akurat sytuacja, w której ktoś (kobieta) na kimś (biednym faceciku) pasożytuje.
                Jednak to, co ty napisałaś, zabrzmiało jak pogląd, że takie jesteśmy wszystkie,
                samodzielnie wychowujące dzieci i żądające od ich ojców alimentów. I nie
                napisałaś, że takie "bywają".
                Moim zdaniem to ty jesteś uprzedzona, więc mnie tego nie zarzucaj.
          • ika_edziecko Re: Głównie do drugich żon (partnerek) 03.06.03, 15:06
            mikawi napisała:

            > do iki: żadnej z was nie wyzywałam od pazernych harpii, pisałam jedynie, że

            > takie kobiety wśród matek wychowujących dzieci (chyba nie zaprzeczysz?)
            >

            Z twoich postów wynika, że za takie uważasz większość (chyba nie zaprzeczysz?)
            • mikawi Re: Głównie do drugich żon (partnerek) 03.06.03, 15:22
              z moich postów wynika tyle, że SĄ kobiety które potrafią zachowac w miarę
              poprawne relacje z byłym partnerem kierując się przede wszystkim dobrem
              dziecka, SĄ też kobiety, których celem życia staje się dokopanie byłemu za
              1.rozwód, 2. za to że związał się po rozwodzie z inną 3. za to że ona nie
              poznała nikogo z kim mogłaby być szczęśliwa 4. nie wiem jeszcze za co, ale
              pewnie jakeiś powody są

              z moich postów wynika, że SĄ faceci-dupki, którzy rozwodząc się z żoną rozwodzą
              się ze swoimi dziećmi i przestają się nimi interesować, płacąc jedynie (lub tez
              nie) zasądzoną kwotę, ale też SĄ prawdziwi ojcowie, którzy mimo rozstania z
              matką nadal troszczą się o swoje dzieci, mają z nimi częsty kontakt i chcą dla
              nich jak najlepiej.

              z moich postów wynika, że najbardziej na rozwodzie cierpią dzieci, a oboje
              rodzice w takim momencie czasami niekoniecznie kierują się ich dobrem, tylko
              swoją urażoną dumą, ambicją i bóg wie jeszcze czym (zarówno matki, jak i
              ojcowie stawiające ultimatum "jak kogoś poznasz, to nie chcę mieć z dzieckiem
              nic wspolnego" - vide sytuacja ekareniny

              tyle w temacie
              • ika_edziecko Re: Głównie do drugich żon (partnerek) 03.06.03, 15:25
                mikawi napisała:

                > z moich postów wynika tyle, że SĄ kobiety które potrafią zachowac w miarę
                > poprawne relacje z byłym partnerem kierując się przede wszystkim dobrem
                > dziecka, SĄ też kobiety, których celem życia staje się dokopanie byłemu za
                > 1.rozwód, 2. za to że związał się po rozwodzie z inną 3. za to że ona nie
                > poznała nikogo z kim mogłaby być szczęśliwa 4. nie wiem jeszcze za co, ale
                > pewnie jakeiś powody są
                >
                > z moich postów wynika, że SĄ faceci-dupki, którzy rozwodząc się z żoną
                rozwodzą
                >
                > się ze swoimi dziećmi i przestają się nimi interesować, płacąc jedynie (lub
                tez
                >
                > nie) zasądzoną kwotę, ale też SĄ prawdziwi ojcowie, którzy mimo rozstania z
                > matką nadal troszczą się o swoje dzieci, mają z nimi częsty kontakt i chcą
                dla
                > nich jak najlepiej.
                >
                > z moich postów wynika, że najbardziej na rozwodzie cierpią dzieci, a oboje
                > rodzice w takim momencie czasami niekoniecznie kierują się ich dobrem, tylko
                > swoją urażoną dumą, ambicją i bóg wie jeszcze czym (zarówno matki, jak i
                > ojcowie stawiające ultimatum "jak kogoś poznasz, to nie chcę mieć z dzieckiem
                > nic wspolnego" - vide sytuacja ekareniny
                >
                > tyle w temacie
                >



                Byłoby miło, gdyby TO właśnie z twoich postów wynikało.
                Może popracuj zatem nad formą.....
              • babe007 Re: Głównie do drugich żon (partnerek) 03.06.03, 15:46
                mikawi napisała:

                > z moich postów wynika tyle, że SĄ kobiety które potrafią zachowac w miarę
                > poprawne relacje z byłym partnerem kierując się przede wszystkim dobrem
                > dziecka, SĄ też kobiety, których celem życia staje się dokopanie byłemu za
                > 1.rozwód, 2. za to że związał się po rozwodzie z inną 3. za to że ona nie
                > poznała nikogo z kim mogłaby być szczęśliwa 4. nie wiem jeszcze za co, ale
                > pewnie jakeiś powody są
                >
                >
                Mikawi, ja akurat nie należę do tych, którzy sie Ciebie czepiają, ale w Twoich
                postach przeważa jednak obraz "strasznej pierwszej żony". Przeważa, co nie
                oznacza, ze tylko tak widzisz nas, byłe. Przyznaję Ci rację, że zdażają się
                kobiety, którym nienawiść odbiera rozsądek. Z przykrością jednak stwierdzam, że
                z moich, jeszcze do nie tak dawna pozbawionych osobistego zaangażowania,
                obserwacji wynika, że wbrew proporcjom z twoich postów, w tym głupim świecie
                dominują panowie - glizdy (sorki, ale mi sie ulewa), którzy w swojej hierarchii
                wartości partycypowanie (finansowe i emocjonalne) w życiu swoich dzieci
                stawiaja na jednym z ostatnich miejsc - po zaspokojeniu swoich zachcianek i
                kaprysów.

                A kobiety, które zachowują w miare poprawne relacje z byłym dla dobra dzieci,
                czynią to bardzo często poprzez uleganie żądaniom tatusiów o np. niższe
                alimenty. Tak dla świętego spokoju, bo a nóż obrazi sie na mamusię i nie będzie
                chciał widywać sie z dziećmi...?

                Pozdrawiam

                B

                • mikawi Re: Głównie do drugich żon (partnerek) 03.06.03, 16:04


                  > z moich, jeszcze do nie tak dawna pozbawionych osobistego zaangażowania,
                  > obserwacji wynika, że wbrew proporcjom z twoich postów, w tym głupim świecie
                  > dominują panowie - glizdy (sorki, ale mi sie ulewa), którzy w swojej
                  hierarchii
                  >
                  > wartości partycypowanie (finansowe i emocjonalne) w życiu swoich dzieci
                  > stawiaja na jednym z ostatnich miejsc - po zaspokojeniu swoich zachcianek i
                  > kaprysów.
                  >
                  > A kobiety, które zachowują w miare poprawne relacje z byłym dla dobra dzieci,
                  > czynią to bardzo często poprzez uleganie żądaniom tatusiów o np. niższe
                  > alimenty. Tak dla świętego spokoju, bo a nóż obrazi sie na mamusię i nie
                  będzie
                  >
                  > chciał widywać sie z dziećmi...?
                  >
                  > Pozdrawiam
                  >
                  > B

                  dla mnie tacy panowie 'tatusiowie' to dupki i nigdy nie mialam innego zdania i
                  takich nie broniłam, może więcej mogłyby powiedzieć dziewczyny które napisały
                  do mnie na priv i którym doradzałam, jak napisać pozew o alimenty

                  tak jak wiele z was mnie zarzuca generalizowanie, tak i wiele z was
                  generalizuje jeśli chodzi o postawę ojca, a zaręczam że jest wielu ojców bardzo
                  kochających swoje dzieci i chcących utrzymać jak najczestszy kontakt, ale wtedy
                  słyszą od mamy: NIE BO JA TAK POWIEDZIAŁAM
                  Byc może wasi ex partnerzy/mężowie do nich nie należą, współczuję szczerze, bo
                  najbardziej uderza to w dziecko i nigy nie zrozumiem takij postawy pseudoojca
          • ewkka Re: Głównie do drugich żon (partnerek)- do Mikawi 03.06.03, 15:17
            Wiesz Mikawi, zastanawia mnie jedna sprawa: gdy w temacie o alimentach w jednym
            z postów przepraszałam Cię za to, że wziełam Cię za drugą żonę, teraz
            przyznajesz, ze tak jest. Na marginesie: druga żona czy partnerka to dla mnie,
            jak i dla wielu pierwszych żon- partnerek, kwestią nazewnictwa.
            No więc jak to z Tobą jest? ewkka
            • mikawi Re: Głównie do drugich żon (partnerek)- do Mikawi 03.06.03, 15:26

              Dla mnie to nie kwestia nazewnictwa, nie jestem drugą żoną, jak nią będę to
              będę.
              zresztą, końcu kto wie, może mnie puści w trąbę, raz juz rozstał się z kobietą
              i to żoną, więc pewnie będę następna smile
              • ewkka Re: Głównie do drugich żon (partnerek)- do Mikawi 03.06.03, 15:35
                Mówisz, ze Twój partner juz raz puscił żone w trąbę...Gratuluje wyboru.
                ewkka
                • naturella Re: Głównie do drugich żon (partnerek)- do Mikawi 03.06.03, 15:35
                  Ewka, czytaj między wierszami. To tylko taki sarkazm. smile
                  • ewkka Re: Głównie do drugich żon (partnerek)- do Mikawi 03.06.03, 15:46
                    naturella napisała:

                    > Ewka, czytaj między wierszami. To tylko taki sarkazm. smile

                    U mnie też sarkazm.
                • mikawi Re: Głównie do drugich żon (partnerek)- do Mikawi 03.06.03, 15:50
                  cóż, nie odczytałaś ironii
                  w kilku postach przeczytałam, żeby poczekać parę lat, a z pewnością zostanę
                  sama z dziećmi, że mi kiedyś rurka zmięknie, i że wspomnę czyjeś tam słowa
      • naturella Re: Głównie do drugich żon (partnerek) 03.06.03, 14:58
        Skoro zostałam wezwana do tablicy to się stawiam. Podobnie jak Mikawi - nie
        wyrabiałam sobie zdania na podstawie opowieści mojego narzeczonego o byłej. On,
        szczerze mówiąc, nie zdradzał mi zbyt wielu szczegółów, twierdząc, że są to
        stare rany, których nie chce otwierać. Ja też za bardzo nie chciałam dopytywać -
        każda z nas stwarza sobie iluzję, że jest tą pierwszą... i naprawdę nie
        interesowały mnie szczegóły ich pożycia. Oczywiście, najważniejsze informacje
        mam. Ale zdanie o byłej zonie wyrobiłam sobie na podstawie telefonów, obelg,
        smsów, w których propozycje seksualne przeplatały się z wyzwiskami najgorszego
        rodzaju, jej podejścia do sprawy rozwodowej (na którą wyraziła zgodę). Sprawa
        rozwodowa zaczęła się pół roku przez naszym poznaniem, a toczyła się przez
        następne dwa lata. Błędem było to, że nie ukryliśmy naszej znajomości - jak
        tylko się okazało, że mieszkamy razem była zona z obrażonej, dążącej do rozwodu
        skrzywdzonej kobiety stała sie dyszącą nienawiścią i żądzą zemsty harpią.
        Rozumiem to, w pewien sposób, mściła się za to, że mój partner śmie sobie zycie
        układać, kiedy ona jeszcze ma nie ułożone. Nie było mi łatwo, na każdym kroku
        nie dawała o sobie zapomnieć - ale było, minęło. Od momentu orzeczenia rozwodu
        jest zupełnie inaczej. W końcu ona też znalazła odpowiednią osobę, uspokoiła
        się, przestała mojego parnera nękać telefonami, smsami, dzwoni tylko w sprawie
        dziecka.
        Co mogę dobrego o niej powiedzieć... tyle, że podziwiam ją na swój sposób.
        Nigdy wcześniej nie pracowała, a po tym, jak została sama, znalazła sobie
        pracę, z której jest zadowolona, ma znajomych, co jakiś czas nowego
        przyjaciela - podziwiam ją nie za to, że dała sobie radę, miliony kobiet
        samodzielnie się utrzymują - ale że dała radę zmienić swój sposób myślenia i
        podejście do życia.
        Jeszcze raz powtarzam, nie jestem uprzedzona do byłych żon. To takie same
        kobiety jak my, tylko w innym etapie życia. Co do "naszej" byłej zony - usiłuję
        o niej nie myśleć. Usiłuję też nie myśleć o tym, jak weselszym i mniej
        zgorzkniałym facetem byłby mój narzeczony, gdyby nie było tych wszystkich lat w
        tym małżeństwie.
        • babe007 Re: Głównie do drugich żon (partnerek) 03.06.03, 15:17
          No, a była żona Twojego narzeczonego mogłaby również być milszą i szczęśliwszą
          osobą, gdyby nie lata z nim spędzone. To działa w dwie strony. Nie zapominaj o
          tym.

          A bycie złośliwym i zazdrosnym (mimo braku miłości) o szczęście byłego/byłej,
          to nie tylko domena kobiet.

          B
          • naturella Re: Głównie do drugich żon (partnerek) 03.06.03, 15:33
            Babe, wiem, wiem. I zgadzam się. To wszystko jest dość trudne. Nie chcę się w
            to mieszać. Dla mnie ważne jest tylko to, że za 11 dni mamy ślub... i że
            chciałabym, żebyśmy zawsze byli tacy szczęśliwi jak teraz. To duża satysfakcja
            uczyć kogoś normalnego życia i miłości. smile
            • babe007 Re: Głównie do drugich żon (partnerek) 03.06.03, 15:51
              Życzę ci szczęścia. Szczerze. Tylko radzę z własnego doświadczenia mieć oczy
              szeroko otwarte (no wiesz, nie patrzeć na wszystko przez różowe okulary). Twój
              juz nie długo mąż napewno bardzo sie stara. Ale raz już mu sie nie udoło (i jak
              to zazwyczaj bywa nie bez jego winy)....
          • mamaadama4 Re: Głównie do drugich żon (partnerek) 03.06.03, 15:36
            Jak ja nie cierpię łatek i generalizowania. Jeżeli ktoś się rozwodzi i zakłada
            nowy związek to nie przybywa mu automatycznie jakiś cech, bycie drugą żoną też
            nie powoduje że staje się wredną babą, a bycie samodzielna matką nie powoduje
            wyrosnięcie aureoli świętości nad głową.
            Gwoli ścisłości - nie interesowały mnie informacje n/t pierwszej zony. Ale mam
            na jej temat wyrobione zdanie - chocby wychowując jej dzieci gdyby tak policzyć
            to najwięcej czasu z nimi przez te lata byłam ja a nie ona ani ich ojciec. Ale
            lepiej nie chciejcie dowiedzieć się jakie wnioski mi się nasuwają. I tak jak
            nigdy ja nie oceniałam na tym forum żadnej z was tak nie życzę sobie
            generalizowania na mój temat jako drugiej żony. I wcale nie dlatego taktownie
            powstrzymuję się od wypowiedzi bo "jestem nowszy model" - jak to zostało
            napisane. Bo jestem starszy model - strasza jestem zarówno od swojego męża jak
            i jego pierwszej zony.
            To że jestem w stanie zroumieć frustracje pewnych osób, bo przed byciem
            pierwszą żoną samotnie wychowywałam córkę, ale człowiek ma język nie tylko po
            to, żeby go uzywać ale i po to, żeby czasami się w niego ugryźć.
            danka
            • babe007 Re: Głównie do drugich żon (partnerek) 03.06.03, 16:54
              mamaadama4 napisała:

              > Jak ja nie cierpię łatek i generalizowania. Jeżeli ktoś się rozwodzi i
              zakłada
              > nowy związek to nie przybywa mu automatycznie jakiś cech, bycie drugą żoną
              też
              > nie powoduje że staje się wredną babą, a bycie samodzielna matką nie powoduje
              > wyrosnięcie aureoli świętości nad głową.
              > Gwoli ścisłości - nie interesowały mnie informacje n/t pierwszej zony. Ale
              mam
              > na jej temat wyrobione zdanie - chocby wychowując jej dzieci gdyby tak
              policzyć
              >
              > to najwięcej czasu z nimi przez te lata byłam ja a nie ona ani ich ojciec.
              Ale
              > lepiej nie chciejcie dowiedzieć się jakie wnioski mi się nasuwają. I tak jak
              > nigdy ja nie oceniałam na tym forum żadnej z was tak nie życzę sobie
              > generalizowania na mój temat jako drugiej żony. I wcale nie dlatego taktownie
              > powstrzymuję się od wypowiedzi bo "jestem nowszy model" - jak to zostało
              > napisane. Bo jestem starszy model - strasza jestem zarówno od swojego męża
              jak
              > i jego pierwszej zony.
              > To że jestem w stanie zroumieć frustracje pewnych osób, bo przed byciem
              > pierwszą żoną samotnie wychowywałam córkę, ale człowiek ma język nie tylko po
              > to, żeby go uzywać ale i po to, żeby czasami się w niego ugryźć.
              > danka

              Pisząc "nowszy model" bardziej miałam na myśli te wszystkie "drugie", do
              których panowie wyprowadzili się bezpośrednio od "pierwszych". Takie, przez
              przyzwoitość nie powinny kłapac dziobem o swoich poprzedniczkach, bo to one
              (sorki za kolokwializm)"pozbawiły dzieci tatusia". Niech będą szczęśliwe, ale
              niech pamiętają, że jeżeli ktoś zrobił to raz, to może zrobić i drugi (i
              trzeci...).

              Do "drugich" (i kolejnych), które nie wyciągnęły swojego oblubieńca wprost z
              małżeńskiego łoża, nic nie mam (sama może kiedyś taką "drugą" będę). Błagam
              tylko o próbę zachowania trzeźwego osądu tych poprzednich. Jak się nie ma za
              sobą rozwodu, to czasmi ciężko jest sobie wyobrazić, że ten cudowny partner, z
              którym właśnie się związałaś, potrafi być bezwzględnym sk..synem.

              Pozdro

              B.
    • kasiajan Re: Głównie do drugich żon (partnerek) 03.06.03, 16:08
      "drugie" zaglądając tu szukają czego? Usprawiedliwienia? Rozgrzeszenia?
      Walczą z poczuciem winy? A może jednak boją się, że spotka je to samo co
      niektóre teraz samodzielne?
      kasiajan
      • mikawi Re: Głównie do drugich żon (partnerek) 03.06.03, 16:11
        odpowiedź na nurtujące cię pytania znajdziesz w innym poście na tym forum:
        Przepraszam! Pomyliłam Fora
        • aagacia Re: Głównie do drugich żon (partnerek) 03.06.03, 17:52
          no piekny wprowadzilyscie podzial na te pierwsze i na te drugie.jeszcze jak mi
          ktos zarzuca ze kogos tu obrazam albo zle o kims mowie to mnie szlag
          trafia.nigdy zlego slowa na temat bylej mojego meza nie powiedzialam i nie
          powiem, bo nie do mnie jest ocenianaie tego co i jak ona robi.niejednokrotnie
          zreszta zwracalam wasza uwage na to zebyscie braly przyklad z tego jak ona sie
          zachowuje bo jest osoba ktorej wiele z was mogloby pozazdrosci stosunku do
          bylego meza i przede wszystkim tego ze interesuje ja dobro JEJ DZIECKA. a
          wierzcie mi, mialaby powody do tego zeby zachowywac sie zupelnie inaczej. i dla
          uscislenia:moj maz nie opowiada jakis bzdur na jej temat bo jest doroslym
          czlowiekiem i nieporozumienia z nia rozwiazuje SAM.
          nigdy nie weszlam tutaj zeby ktorakolwiek z was obrazic.jesli jestem tu to albo
          radze albo przedstawiam inny punkt widzenia.i nigdy nie robie tego w sposob
          obrazliwy a co do tego ze naszym mezom po raz drugi sie nie uda, to moze
          powinnyscie sie zastanowic nad soba?bo skoro im drugi raz nie wyjdzie to wy tez
          macie male szanse-no skoro pierwszy raz zawiodlyscie...nigdy nie jest tak ze
          wina jest tylko po jednej stronie.
          i wiecie co? po dzisiejszej dyskusji dostaje wyjatkowo niemile wpisy na strone -
          nie chce nikogo obrazac posadzeniami ale jest to na pewno osoba ktora czyta
          nasza dyskusje.i dlatego jest mi podwojnie przykro.
          • edzieckokarenina Re: Głównie do drugich żon (partnerek) 03.06.03, 18:37
            cześć dziewczyny-ciekawa dyskusja się wywiązała-ale to chyba dobrze,tzn.że to
            forum żyje
            Chciałabym zachęcić te "drugie" aby bardziej otwarcie mówiły o swoich
            problemach-bo wydaje mi się,ze niektóre(zwłaszcza Ty mikawi) oprócz tego,że
            rzeczywiście udzielają czasami rzeczowych porad,to w większości swoich
            wypowiedzi-nie ważne jakie było pytanie i sytuacja-zaczynają forsować swoje
            opinie na temat byłych partnerek.
            Zaczyna się generalizowanie i przypominanie,że nie należy myśleć tylko o
            pieniądzach i że trzeba zrozumieć ex-a, nawet jeżeli dziewczyny pytają o
            konkrety związane z alimentami,to z reguły dyskusja staje się nie na temat,bo
            zaczyna się forsowanie swoich opinii.
            Bardzo proszę-można przecież rozpocząć nowy wątek np pod tytułęm:"Co zrobić w
            sytuacji kiedy była mojego partnera nie daje nam spokoju"? wtedy napewno
            wywiąże się rzeczowa dyskusja.Bo o to chyba chodzi na forum.A z tego co
            piszesz,to była Twojego faceta zatruwa Wam życie.Może rzeczywiście tak jest-
            ale to nie znaczy,że rozwiążesz ten problem w taki sposób.

            Oto motto tego forum:
            "Tu nie będziesz sama. Możesz porozmawiać z innymi dziewczynami w podobnej
            sytuacji, poradzić się ich, wyżalić, wymienić doświadczenia, a także pomóc
            innym."
    • civic2 Re: Głównie do drugich żon (partnerek) 03.06.03, 18:45
      JA jestem drugą żoną mojego męża i napisałam tu, żeby dowiedzieć się w jaki
      sposób facet, z którym macie dziecko mógłby utrzymywać z wami kontakty, żeby
      was nie urazić, a uszczęśliwić choć trochę wasze dziecko?
      • edzieckokarenina Re: Głównie do drugich żon (partnerek) 03.06.03, 20:52
        civic2 napisała:

        > JA jestem drugą żoną mojego męża i napisałam tu, żeby dowiedzieć się w jaki
        > sposób facet, z którym macie dziecko mógłby utrzymywać z wami kontakty, żeby
        > was nie urazić, a uszczęśliwić choć trochę wasze dziecko?

        Civic2-fajnie,że napisałaś.
        wiem,że nie "zajrzałaś" tu aby podyskutować,a nie krytykować byłe partnerki
        • edzieckokarenina Re: Głównie do drugich żon (partnerek) 03.06.03, 20:55
          sorki civic2 smile,przejęzyczyłam się-miało być:
          Civic2-fajnie,że napisałaś.
          wiem,że "zajrzałaś" tu aby podyskutować,a nie krytykować byłe partnerki
          • naturella Re: Głównie do drugich żon (partnerek) 04.06.03, 08:56
            Hej dziewczyny. Podczytywałam was od dłuższego czasu, ale jakoś nie mogłam się
            zdobyć na to, żeby napisać szczerze o problemach, jakie sprawia mi
            bycie "drugą" smile Może to dlatego, że zawsze w takich przypadkach wywiązywała
            się na innych forach gazety bujna dyskusja sprowadzana do obrażania mnie i
            mojego partnera, z maksymalnym generalizowaniem i dopowiadaniem sobie faktów.
            Nawet w sytuacji, kiedy opisałam, jak fajne mam stosunki z synem mojego
            mężczyzny i zapytałam, czy to normalne, że dzieciak tak szybko się przekonał i
            jakie mogą być tego powody, to znalazły sie osoby, które odsądziły mnie od czci
            i wiary, zarzuciły zabranie dzieciakowi tatusia, rozbicie małżeństwa i bycie
            zimną suką, która poleciała na żonatego faceta. Moje wyjaśnienie, że poznaliśmy
            się w trakcie sprawy rozwodowej i że tamto małżeństwo tak czy siak było skazane
            na klęskę już wiele lat wcześniej zostało bez echa. I tak było w każdym
            przypadku, kiedy jakakolwiek dziewczyna pisała o podobnym związku. Więc nie
            dziwcie się, że dziewczyny nie chcą tu pisać o swoich problemach z byłymi. Nie
            wiem, jak na tym forum, ale na innych jest mnóstwo ludzi, którzy rzucają
            kamieniem nawet bez przeczytania całego postu.
            Ale was pozdrawiam i może kiedyś napiszę więcej.smile
      • limon_ka Re: Głównie do drugich żon (partnerek) 04.06.03, 09:18
        Do civic2
        To bardzo trudne...
        Jestem cała w bólu, bo jestem sama z moimi problemami, bo maluchy, bo on
        obnosi się ze swoim nowym szczęściem...
        Ze swojej strony chciałabym, żeby nie kazał mi patrzeć na to jaki jest
        szczęśliwy - spotykamy się tylko przez 2 minuty, żeby nie ranił mnie żadnym
        dodatkowym słowem, żeby zachowywał się do mnie jak zachowują się osoby obce
        darzące się tzw. szacunkiem. Żeby szczególnie do mnie był na 100% słowny, bo
        jego brak słowności ja inaczej interpretuję niż jakiegokolwiek innego
        człowieka.
        I jeszcze jedno - do wszystkich "następnych" - wyobraźcie sobie że nie macie
        rodziny - no trudno, tak niekiedy jest na tym świecie, ale wyobraźcie sobie że
        wasze dzieci jadą na weeekend do obcej kobiety, która zaczyna wychowywać wasze
        dzieci. Co byście czuły, gdyby wasz partner kazał wam oddać dzieci w ramach
        eksperymentu jego "pierwszej" na weekend? ( ostatnio prawie oszalałam
        wyobrażając sobie co robią moje dzieci z "drugą", może powinnam sie usunąć im
        z drogi szczęścia - tak się tam wszycscy kochają...)
        • mikawi Re: Głównie do drugich żon (partnerek) 04.06.03, 09:29
          limon_ka, to bardzo szczere co napisałaś, ale to nie jest tak, że ta druga chce
          ci odebrać dzieci; tak sobie myślę, że chodzi własciwie o to, żeby dzieci czuły
          się bezpiecznie i u mamy w domu i u ojca i żeby w tej drugiej też miały bratnią
          duszę, która w razie czego może pomóc. To ważne zbudować dobre relacje, ważne
          dla dzieci, żeby nie czuły sie winne wobec mamy, że jak jadą do taty to dobrze
          się bawią i że ta druga żona taty nie jest wcale taka zła? Bo przecież nie
          chodzi o to, by licytować się dziećmi, bo to one najbardziej w takich
          sytuacjach czuja się postawione między młotem a kowadłem.
          • naturella Re: Głównie do drugich żon (partnerek) 04.06.03, 09:45
            To wszystko jest bardzo trudne. Z jednej strony nie wyobrażam sobie, jak bardzo
            byłabym zazdrosna o moje dziecko, gdyby jechało do mojego byłego i jego nowej,
            cały czas bym myślała, czy oni odpowiednio się dzieckiem opiekują i wymyślała
            niestworzone historie...Z drugiej strony, kiedy syn mojego partnera przyjeżdża
            do nas i kiedy spotykamy się w trójkę to mam od czasu do czasu podświadome
            poczucie, jaka to ja dobra jestem, że robię obiad, że ich zabawiam, że wymyślam
            jakies atrakcje jak wyjazd nad jezioro, jak to się dzielę moim mężczyznąsmile A
            jeszcze z innej strony szkoda mi tego dzieciaka, bo niby naokoło ma mnóstwo
            kochających i bliskich mu osób, ale żadna nie jest z nim tak do końca. Całe
            szczęście, że mały ma już 15 latsmile i kolejną już "dziewczynę".
          • aagacia Re: Głównie do drugich żon (partnerek) 04.06.03, 09:55
            i wlasnie dlatego ze niektore z was pisza takie rzeczy jak ty warto jest tutaj
            wchodzic..sama jestem "macocha"brrr nienawidze tego slowasmile i uwierz mi jak
            naprawde nie chce zajmowac miejsca jej mamy.bo mama jest jedna na swiecie i
            nikt jej nie moze zastapic...ja tylko chce zeby ona dobrze sie z nami czula,
            zeby nie traktowala mnie jak wroga.chce zeby z przyjemnoscia do nas
            przyjezdzala-bo przeciez tu jest jej tata i tu jest jej siostrzyczka ktora ona
            bardzo kocha..sama jestem mama i wiem ze to musi byc strasznie ciezkie
            wyobrazac sobie jak twoje dzieci bawia sie z nia..ale nic nie da sie juz w tej
            sytuacji zrobic..a najlepszym wyjsciem dla dzieci jest zeby one widywaly sie
            takze z nia..pomysl ze ty tez pewnie spotkasz kogos w przyszlosci i ten ktos
            tez bedzie z twoimi dziecmi..pozdrawiam cie serdecznie
          • limon_ka Re: Głównie do drugich żon (partnerek) 04.06.03, 09:56
            Zdaję sobie sprawę, że lepiej żeby moje dzieci miały jeszcze o jedną bratnią
            dusze wiecej (no wiesz, gdybym umarła, to żeby nie było jak w Kopciuszku wink,
            choć dla mojej córki "macocha" jest gwaranem, że pójdzie na bal i spotka
            wróżkę smile
            To jest wszystko wielowarstwowe: jak jeszcze byłam "tą jedyną" nasi znajomi po
            rozwodzie, opowiadali nam jak jego córka nie chce iść do mamy bo "tutaj jest
            tak jak w rodzinie" - to mi dzwoni w uszach ciągle. Dużo zależy od taktu tych
            drugich, żeby nie chciały wejść w rolę "drugiej mamy" - aby zadowolić
            partnera, siebie...
            • aagacia Re: Głównie do drugich żon (partnerek) 04.06.03, 10:05
              limonka dzieci nigdy cie nie zostawia... jestes ich mama..a to ze podoba im sie
              u taty..musisz troszke je zrozumiec..nie widuja sie z nim tak czesto jak z
              toba, nie maja go na codzien..taka fascynacja wynika tez z tego ze dzieciaki
              nie widza za bardzo tak naprawde jak my zyjemy..poniewaz nadusie mamy tylko co
              drugi weekend staramy sie jej wytlumaczyc ze to nie jest caly czas tak ze my
              sie tylko bawimy, ze wyjezdzamy na wycieczki i ze mamy same
              atrakcje...tlumaczymy jej ze tatus wraca pozno z pracy, ze czasami nawet nie
              zdazy zobaczyc sie z julka...
              jestem pewna ze twoje dzieciaki wracaja do ciebie stesknione..ja widze jak
              nadunia sie cieszy kiedy ma zobaczyc swoja mame..
              i pozwol swoim dzieciom opowiadac o tym co robily, pozwol im sie z toba dzielic
              tym co przezywaja..bo wtedy na pewno bedziecie mieli lepszy kontakt kiedy one
              beda czuly ze ty nie masz nic przeciwko temu ze one lubia zone twojego meza(ale
              to brzmismile)i wiesz jesli ona jest dobra dla twoich dzieci to naprawde sprobuj
              sie z tego cieszyc...wiem ze to trudne ale sprobuj bo twoje dzieci sa
              szczesliwsze o te wszystkie chwile ktore przezywaja ze swoim tata i ze swoim
              rodzenstwem...
              • edzieckokarenina Re: Głównie do drugich żon (partnerek) 04.06.03, 10:12
                Droga limonko!
                jestem całym sercem z Tobą, staram się wyobrazić co czujesz i wiem,że jest Ci
                napewno ciężko.
                Niestety życie nie jest proste i często rzuca nam takie włąśnie wyzwania.
                Myślę,że z czasem będzie Ci łatwiej-zwłąszcza,jeśli i Ty znajdziesz partnera
                dla siebie.
                Wiadomo,ze kobiecie po rozstaniu trudniej jest kogoś znaleźć-bo zajmuje się
                nie tylk pracą,ale i domem i dziećmi.Nie może chadzać wieczorami do
                kina,kawiarni itp.bez troski o dzieci,zapewnienia im opiekunki itp.
                Ale zobaczysz,że w końcu spotkasz kogoś kto został stworzony włąśnie po to,aby
                iść z Tobą przez życiesmile
                A teraz życzę Ci jak najmniej smutków
                • limon_ka Re: Głównie do drugich żon (partnerek) 04.06.03, 10:24
                  życie plecie jak chce - nie mamy na to wpływu.
                • mag_p Re: Głównie do drugich żon (partnerek) 04.06.03, 10:25
                  lomonka - rozumiem Cie. Mi do dzis w uszach brzmia slowa " Zabiore Ci Go.
                  Zrobie wszystko by jak bedzie mial iles tam lat powiedzial w sadzie ze nie che
                  byc z Toba.... Zniszcze Cie."
                  Tak moj byly wie , ze to jedyny sposob na to by mnie zniszczyc. innych
                  spospobow probowal i juz prawie , prawie... Ale podnosilam glowe.
                  A to jets sposob..
                  Ale uwiezcie mi dziewczyny , ze mimio to nauczylam mowic malego wsztskim
                  ludziom kocham- wszystkim ludziom z jego rodziny..
                  Wysluchuje relacji i Bawie sie prezentami ( choc nie czesto jestm wystawiana
                  na taka probe). Staram sie widziec dobre strony.

                  Ale sa kwestsie dotyczacych praw mojeg dzieck a, ktorych nie popuszcze ...
                  Musicie brac pod uwage , ze nam jest trudno nie tylko ze wzgedu na uczucia
                  ktore normalnie namy targaja , a nad ktorymi musismy panowac , ale bardzo
                  czesto , na obawy , ktore posiali w nas byli... i Czesto z nimi uporac sie
                  najtrudniej...

                  Pozdrawim Mag
                  PS.Sa zeczy kotr mowi sie w zlosci , ale w sercu , umysle zostaja...
                  Moze przez tojestm postrzegana pprzez niektorych tak a nie inaczej..
              • limon_ka Re: Głównie do drugich żon (partnerek) 04.06.03, 10:19
                Aagacia! Pamiętasz swój post gdzieś z jesieni, kiedy opisywałaś jak ci jest
                przykro, bo mama córki męża nie pozwala mówić inaczej niż "pani Agata". Miałam
                wtedy o to zapytać: a jak byś chciała żeby ex się zachowywała wobec ciebie?
                Wyobrażam sobie samotną, zranioną kobietę jako ranne zwierze, któremu się
                jeszcze niekiedy "zabiera" dzieci - taka to zranić pazurami może, niestety.
                Czy ja mam zadzwonić do "nowej" i zaprzyjaźnić się? Ja chcę tylko spokoju,
                oddechu
                • mikawi Re: Głównie do drugich żon (partnerek) 04.06.03, 10:38
                  napiszę ze swojego punktu widzenia
                  nie ma zamiaru zastępować dzieciom mojego partnera (kiedyś męża) matki, one nie
                  są sierotami, mają i mamę i tatę, nie zamierzam ich wychowywać, bo od tego mają
                  rodziców, chciałabym jedynie, aby dzieci człowieka którego kocham dobrze się
                  czuły w domu jego taty, wiedziały, że zawsze mogą tu przyjechać, że zawsze są
                  mile widziane

                  podczas pierwszego spotkania z nimi nawiązałam bardzo fajny, przyjacielski
                  kontakt, gdy ich tata odprowadzał je do mamy usłyszał "fajna ta Ania, kiedy
                  znowu przyjedzie?" (bylismy u jego rodziców). Nie starałam się być ani na siłę
                  miła ani słodka do urzygu, po prostu spędziliśmy razem fajny dzień. Chciałabym
                  utrzymać ten kontakt, ale niestety była żona z chwilą gdy dowiedziała się że
                  jej były z kimś sie związał ucięła ich ojcu nieograniczoną dotąd możliwość
                  zabierania dzieci na weekendy, wakacje, ferie, itp. Nie wiem co chce pokazać
                  takim zachowaniem, co chce udowodnić? Swoją przewagę nad nim? Dla mnie to
                  smutne, bo szkoda mi i mojego partnera i jego dzieci. Co chce osiągnąć była?
                  Ukarać go, że poznał kogos z kim jest szczęśliwy? Ona też kogos ma, nie sądzę
                  że broni dzieciom dostępu do swojego nowego partnera. Wchodząc na to forum
                  chciałam między innymi dowiedzieć się co kieruje matkami w takim postępowaniu,
                  dlaczego na siłę same budują przepaść między dziećmi a ich ojcem, dlaczego
                  wzbudzają niezdrową złość?
                  • mag_p Re: Głównie do drugich żon (partnerek) 04.06.03, 11:14
                    Mikawi - to z jej strony nie jest OK.
                    Zeby nie powioedziec swinstwo..
                    Nawet jesli bylo by tak , ze kobieta wchodzi w malzenstwo i dopiero potem jest
                    rozwod.
                    Nie mozna obkrucac wizyt tylko dlatego , ze ojciec ma inna partnerke.. I ze
                    dziecko bedzie ja lubiala..
                    Wiecei ja czasem sobie mysle , ze jak zabuera mala - to dobrze , ze bedzie
                    jeszcze ktos . Moze Ona nie zapomni , zeby Piotrusiowi ubrac sweterek, moze Ona
                    bedzie przy nim , jak nie dogada sie z tat i to zlagodzi. Moze Ona ..
                    Jest tez jakis strach... Ale to sa moje uczuica i ja musze sobie z nimi
                    radzic.. Dzieci maja prawo do swoich ocen, uczuc. I nie nam wybierac kogo beda
                    kochac!

                    Pozdrawiam
                    Mag
                    PS. mozemy miec tylko nadzieje, ze w sowej dobroci dzieci nie zapomna o nas...
                    • mikawi Re: Głównie do drugich żon (partnerek) 04.06.03, 11:24
                      mag, ja nie byłam powodem ich rozwodu, nowszym modelem, dla którego mąż
                      zostawił żonę, ich relacje po rozstaniu były chlodne choć poprawne ze względu
                      na dzieci. I tak trwało przez 4 lata, do momentu gdy on się z kimś związał. Jak
                      widzisz powodem rozwodu nie była zdrada, ta druga czy ten drugi, on nie znalazł
                      sobie zaraz następnej, zajęło mu to 4 lata.
                      • mikawi Re: Głównie do drugich żon (partnerek) 04.06.03, 11:27
                        niektórzy faceci też długo liżą rany po nieudanych związkach, dla nich to też
                        swego rodzaju porażka życiowa, po której dośc dlugo trwa powrót do normalnego
                        zycia
                        • mag_p Re: Głównie do drugich żon (partnerek) 04.06.03, 11:47
                          Mikawi . Ja napisala.
                          "Nawet jesli bylo by tak , ze kobieta wchodzi w malzenstwo i dopiero potem jest
                          rozwod. " - bo uwazalm , ze to jest najtrudniejsza sytulacja , ddo
                          zaakceptowania dla tej pierwszej.
                          Nie zazucalam nikomu nic i pisalam ogolnie ..
                          Ale chyba dalej nie doczytdalas. Albo to co pislam dalej bylo tak malo istosne.
                          Pozdrawiam
                          Mag
                          • mikawi Re: Głównie do drugich żon (partnerek) 04.06.03, 11:57
                            doczytałam mag i uważam że to bardzo istotne co napisałas i zgadzam się z tym w
                            pełni
                            • mag_p Re: Głównie do drugich żon (partnerek) 04.06.03, 12:06
                              Widziesz Miakwi - ja nikomu nie zabieram prawa do ulozenia sobie zycia . Ani
                              mojemu ex , ani jego partnerce .. ani sobie samej!
                              Nikomu. Nie che oceniac czy poznalja przed rozwodem, czy po rozwodzie ...
                              Mysle, ze tylko bardziej trudne , bolesnen jesli w czasie malzentsw zaczal sie
                              kreowac nowy zwiaek . Ta "pierwsza" wtedy czuej sie dodatkowo ponizona i BARDZO
                              oszukana!
                              I daletego napsalam po NNawet - to co napisalam.

                              Pozdrawiam
                              Mag
                • civic2 Re: Głównie do drugich żon (partnerek) 04.06.03, 11:00
                  A może lepiej byłoby usunąć się na bok, tzn. mój mąż musi jechać ok. 100 km do
                  swojego syna, a my mamy małe dziecko, może lepiej byłoby żeby on sam do niego
                  jeździł? nie to, że nie chcę go znać bo to bardzo milutki chłopczyk, grzeczny
                  ale z drugiej strony on może cierpieć widząc mnie i ja też nie jestem wtedy
                  sobą. wyobraźcie sobie ,ze gdy brał go jak byłam jeszcze w ciąży bardzo bolało
                  mnie, jak patrzyłam na jego syna, naprawdę nie potrafię tego wytłumaczyć. oni
                  są tacy do siebie podobni. w końcu dostrzegłam że traktuje męża inaczej, gdy
                  jest z synem. nie wiem mam wtedy wrażenie, że to zupełnie inny człowiek nie mój
                  mąż. najchętniej kazałabym mu wrócić do nich, żeby tego nie przeżywać. i tak by
                  się pewnie stało, gdyby nie fakt "istnienia" naszego dziecka. może to zabrzmi
                  śmiesznie ale czasdami wolałabym chyba być samotną matką niż patrzeć na
                  nieszczęście jego synka i mieć w świadomości nieszczęście jego matki.ja też
                  zostałam kiedyś porzucona co prawda przez "tylko" chłopaka ale bardzo, bardzo
                  to przeżyłam. nie rzyczę tego żadnej kobiecie! ale cóż żyć jakoś trzeba.
                  powiedzcie mi, jeśli możecie w jaki sposób, i czy w ogóle zapoznać ze sobą
                  przyrodnie rodzeństwo? w jaki sposób powinien zachować się ojciec, żeby
                  przypadkiem nie zranić 5-letniego brzdąca?
                  • naturella Re: Głównie do drugich żon (partnerek) 04.06.03, 11:21
                    Civic, a musisz to w ten sposób mieszać? Jeśli takie zazębienie rodzin powoduje
                    jak dotąd mnóstwo zamieszania, Twój ból, nie wiadomo jakie odczucia tamtego
                    chłopczyka - może po prostu pozostawić sprawy własnemu biegowi? Moja mama
                    zawsze mi powtarzała - to jest jego dziecko, jego rodzina - możesz akceptować,
                    lubić, ale nie próbuj na siłę tworzyć jednej szczęśliwej gromadki. No i ma
                    rację. Tamten chłopak ma matkę, ma ojca, to jest jego rodzina, a ja jestem w
                    drugiej rodzinie jego ojca - i myślę, że tak można to zostawić. Trzeba chyba
                    rozdzielić dwie sprawy. Niech Twój mąż sam widuje się ze swoim dzieckiem, skoro
                    nie można inaczej. Niech jeździ jak najczęściej, niech sie nim opiekuje, a Ty
                    zajmuj się razem z nim waszym maleństwem. Nic na siłę, żadnego łączenia tych
                    dwóch kręgów, bo może się okazać, że niechcący zrobiłaś komuś krzywdę. To
                    niełączenie jest ważne też dla Twojego zdrowia psychicznego. Masz obowiązek
                    względem tamtego małego tylko taki, żeby nie utrudniać ojcu kontaktów z synem.
                    Żeby go zachęcać do częstych wizyt, ułatwiać je. Ale nie masz obowiązku
                    stworzenia jednej szczęsliwej rodziny wbrew chęciom samych zainteresowanych.
                    • aagacia Re: Głównie do drugich żon (partnerek) 04.06.03, 11:37
                      limonka, napisalam tak bo ja tez mam prawo do wlasnych uczuc.napisalam bo
                      jestmi przykro kiedy slysze jak nadunia mowi o mnie pani agata.bo pomimo ze
                      brzmi to smiesznie to mnie to dotyka.bo ja tez cos czuje do tego dziecka, nie
                      jest mi ono obojetne. i dlatego to napisalam i wlasnie wtym kontekscie ze jest
                      mi z tego powodu smutno.ale pewnie ze rozumiem jej mame..co nie zmienia faktu
                      ze dla mnie to nie jest mile-zwlaszcze ze na codzien jest tem agatka ktora sie
                      przytula i traktuje jak kogos bliskiego.civic, ja sie troszke nie zgodze z
                      naturella-nat ty masz troszke inna sytuacje-wasz chlopak jest juz wielkim
                      mezczyzna noi nie macie swoich dzieci.wiesz to nie bylo by mile dla civic i jej
                      dziecka gdyby jej maz spedzal wszystkie weekendy tylko ze swoim dzieckiem z
                      pierwszego malzenswta..bo wtedy ona by zaczela miec pretensje o to ze zanidbuje
                      swoja rodzine...
                      ale pewnie ze nic na sile..przede wszystkim rodzice najpierw musza ustalic
                      wszystko miedzy soba.a nie zeby dziecko dowiedzialo sie pierwszie w przypadku
                      braku zgody ktoregos z rodzicow bedzie cierpialo.
                      my tez tak postepujemy-najpierw o wszystkim dowiaduje sie mama nadii apotem
                      sama nadia, tak jest chyba fair, prawda?
                      • naturella Re: Głównie do drugich żon (partnerek) 04.06.03, 11:46
                        Agaciu, chodziło mi o WYPOŚRODKOWANIE. Wszystkiego - kontaktów ojca z tamtym
                        dzieckiem, kontaktów z ich wspólnym dzieckiem, kontaktów dzieci ze sobą -
                        uwierz mi, że nie wszędzie jest tak, jak u Ciebie, są ludzie, którzy nie maja
                        potrzeby łączenia obu rodzin w jedno. I nie uważam, żeby mamy z obydwóch stron
                        miały taki obowiązek. Być może każda z nich chce zostawić coś tylko dla siebie.
                        I dlatego nie można na siłę wpychać się tam, gdzie nikt tego nie chce. A poza
                        tym uważam, że to nie do Civic należy inicjatywa, ale do jej męża. Bo to on
                        jest ojcem, on jest byłym mężem i to on powinien wiedzieć najlepiej, jakie są
                        potrzeby zainteresowanych. A na miejscu Civic skupiłabym się raczej na własnej
                        rodzinie i kontaktach ojca z tamtym synkiem. Jeśli będzie potrzeba, żeby
                        wszyscy stali się szczęśliwą gromadką, to mąż jej o tym powie. Mam taką zasadę -
                        nigdy nie wychodzić przed orkiestrę.
                        • aagacia Re: Głównie do drugich żon (partnerek) 04.06.03, 11:50
                          zgadzam sie w 100%.oczywiscie ze inicjatywa nalezy do ojca, do tego nalezy
                          jeszcze dolozyc zgode bylej zony na takie kontakty i dopiero my mozemy wtracic
                          swoje trrzy grosze i ustosunkowac sie do tego wszystkiego.jak najbardziej sie
                          zgadzam...smile
                        • mag_p Re: Głównie do drugich żon (partnerek) 04.06.03, 11:51
                          naturella - DZIEKI! I trzymam kciuki , zeby ta druga mojeg eks - byla podobna
                          do Ciebie. To mi pozwoli zachowac swoj dom dla siebie i mojego dziecka. A Jego
                          relacje z ojcem na takiej plaszczyznie jakiej sobie stworza. I pozwola mi zyc
                          spokojnie .

                          Mag
    • kasiajan Re: Głównie do drugich żon (partnerek) 04.06.03, 12:09
      Jakie to piękne i szlachetne , że drugie nie chcą (!) pierwszym odbierać
      dzieci . Tylko tworzyć szczęśliwą przystań dla swojego (?) mężczyzny
      i dzieci. Ale tak naprawdę to macie cholerną satysfakcję jak dzieci dobrze się
      u was bawią-prawda? I jeszcze mówią to przy dzieciach! 100%skuteczności!!!
      Naprawdę- ciężej jest urodzić, wykarmić,opiekować się w chorobie, spełniać
      swoje obowiązki na co dzień niż wymyślać atrakcje w niedzielę.
      kasiajan
      • mikawi Re: Głównie do drugich żon (partnerek) 04.06.03, 12:12
        więc jak twoim zdaniem powinny wyglądac relacje między dziećmi a drugą żoną ich
        taty? mają byc pełne wrogości? a może wcale ma ich nie być? napisz jak ty to
        widzisz?
      • aagacia Re: Głównie do drugich żon (partnerek) 04.06.03, 12:15
        wiesz kasiajan rece opadaja jak widze jaka ziejesz nienawiscia..jesli twoje
        dzieci to widza to gratuluje-na pewno bedzie to mialo na nie wspanialy wplyw..
        i szkoda ze nie rozumiesz ze to nie chodzi o nasza satysfakcje..i nie wiem co
        cie sklonilo do takich przemsylen..chodzi o to ze cieszymy sie ze dzieci
        odnalazly sie wnoej sytuacji i ze umieja sobie z tym wszystkim poradzic. a my
        rzeczywisice staramy sie stworzyc przystan dla NASZEGO mezczyzny.ty nie
        stwarzasz jesli kochasz..?
        nie zarzucaj czegos czego nie robimy.
      • naturella Re: Głównie do drugich żon (partnerek) 04.06.03, 12:25
        Kasiajan, Ty naprawdę myślisz, że nie wolałybyśmy iść z naszym parnerem do
        parku i się całować na ławce? Spędzamy czas w trójkę dlatego, że wiemy, że
        kontakt z dzieckiem jest ważny dla ojca, że wybierając jego wybrałyśmy też
        takie spędzanie czasu. To naprawdę nie jest tak, że celem naszego życia jest
        przypochlebianie się dziecku po to, żeby prześcignąć mamę. Poza tym, to nie
        jest sielanka. Trudno jest spędzać czas z dzieckiem powstrzymując się od
        wychowywania. Przynajmniej dla mnie tak jest - czasem gryzę się w język, bo
        widzę, że powinnam zareagować - ale nie robię tego, od wychowywania jest ojciec
        i matka, jeśli ojciec nie reaguje, to tym bardziej ja nie mogę. Oprócz tego
        jest jeszcze poczucie bycia obserwowanym przez dziecko, porównywanie z matką,
        mała podejrzliwość, a czasem słuchanie opowieści o mamie. I też trzeba
        wysłuchać ich z usmiechem, zainteresować się, nawet okiem nie mrugnąć - w końcu
        to jest mama dziecka! I jest dla niego najważniejsza.
        • mag_p Re: Głównie do drugich żon (partnerek) 04.06.03, 12:33
          Musimy zdac sobie sprawe , ze jesli z obu stron sa kobiety odpowiedzialne i
          swiadome , obu jest trudno...
          Mi wysluchiwac o tamtej - tamte o mnie.. Alebo cos sie jej nie podoba co robi
          moje dziecka , a ja tak gowychowuje. Mi nie podoba sie co przynosi (
          zachowania) od Nich z domu.
          I tez ,musze uwazac by tlumaczac dziecku , ze nie zgadzam sie na zachowanie
          tego rodzaju , nie krytykowac ich..
          Ale musmy zrozumiec , ze obu kobieteom jest TRUDNO.
          I ze po obu stronach sa rozne...
          To znaczy znajdzie sie jedza macocha - co nastawia dziecko przeciwko matce i
          wykazuje , ze matak jest do d....
          Jak i znajdzie sie jeadza matka - ktora robi wszystko by dziecko znienawidzilo
          to druga..
          Sa to dwa skrajne przypadki ,. i mam nadzieje , ze zadnegoz wyzej tu opisanych
          nie ma !!!!
          I to nie dlatego , ze kobiety nie posuadaj swoich uczuc.. Ale dlatego ze nie
          chodzi tu o ich uczucia - ale o uczica dziecka...O to ze nie mamay prawa
          decydowac za nie kogo kocha , kogo lubi itd...
          Czasem jest tak , ze kocha sie kazda osobe inaczej...
          I Dziecko to czlowiek - jego ucazucia to jego sprawa. My nie powinnismy ich
          tylko roanic i nie pozwolic by ktos inny je ranil.

          Mag
          • mikawi Re: Głównie do drugich żon (partnerek) 04.06.03, 12:46
            mądre słowa! w końcu to że dziecko kocha matkę nie wyklucza tego, że może
            bardzo polubić, czy nawet pokochać i drugą żone ojca, oczywiście w zupełnie
            inny sposób, i matce to niczego nie odbiera, matka zawsze będzie najważniejsza!
            ale nie przeszkadza to też dorastajacemu synowi dać kwiatów dla tej drugiej,
            prawda? to raczej świadczy o tym, że dziecko ma mądrych rodziców, którzy je
            dobrze wychowali
            • mag_p Re: Głównie do drugich żon (partnerek) 04.06.03, 12:52
              Miakwi - ciesze sie , ze w tej kwesti mamy podobne zdanie.
              Kazdy z nas przechodzil okresy w zyciu , ze czaem latwiej mu sie rozmawialo z
              ccicia , czy sisotera niz z mama - ale nikt z nas nie przetsal jej kocha ci !
              Bedzie zafascynowanie dziecka Pania w szkole , przedszklou itd...
              To co ja mam przecikwo ojcu i jaka krzywde ten ojciec zrobil mi - to sprawy
              miedzy nami. A uczucia mojego synka to Jego sprawa.
              Mysle , ze to nie jest lawte i nie raz popelniam blad , ale robie wszystko by
              to oddzielac...
              Tak jak robie wszystko by odzielac sprawy widzen, od moje walik o prawa
              zwiazane z finasami dziecka itd...

              Mysle, ze kazda z nas , stara sie to robic. I kazda popelnia bledy i dla kazdej
              jest to trudne. Ale to my stworzylismuy taka sytulacje . Nie dziecko. I jesli
              nawet da kwiaty , czy cokolwiek Tej "drugiej" - to sprawa dziecko - to jego
              prawo!
              I na strazy tych praw powinna wlasnie stac MATKA!!!

              pozdrwaiam
              mag
            • naturella Re: Głównie do drugich żon (partnerek) 04.06.03, 12:53
              Dla mnie ogromnym sukcesem wychowawczym mojego partnera i w części moją małą
              zasługą jest to, że jego syn będzie na naszym ślubie. I traktuje to jako cos
              zupełnie naturalnego, nawet się denerwuje trochę razem z tatą. A przy tym mówił
              też, że w przyszłości pewnie będzie na mamy ślubie i że to zabawne, być na
              ślubach rodziców. Ale żadnej traumy... i to jest chyba ok.
      • babe007 Re: Głównie do drugich żon (partnerek) 04.06.03, 12:58
        Wyobrażam sobie, że nie łatwo jest być "drugą" w kontakcie z dziećmi z
        poprzedniego związku. Szczególnie, że często nie mając własnych dzieci
        niekoniecznie ma się rozbudzony instynkt opiekuńczy (z premedytacją nie piszę
        macierzyński). Te z własnym potomstwem, też nie mają łatwo. Bo jak zapanować
        nad sobą i nie faworyzować własnego malucha.

        Dla mamy (byłej żony)odwiedziny u tatusia też nie są łatwe. Dzieci podświadomie
        porównują standard życia (w moim przypadku wynajęte malutkie mieszkanko
        w "sajgonie" za Żelazną Bramą versus ślicznie odnowione - tuż po naszej
        przeprowadzce, wcześniej nie było nigdy motywacji z jego strony - przytulne
        mieszkanie przy Łazienkach), ilość atrakcji, które je spotkały (no bo nie jest
        trudno zorganizować fajny dziń, jak się widzi dzieci - dodam że z własnej woli
        tak rzadko i tak krótko - raz na dwa tygodnie przez 1,5 dnia), i co
        najważniejsze nastrój rodzica (jak powyższe, raz na dwa tygodnie można
        wykrzesać z siebie większe pokłady cierpliwości). Przykra jest tez świadomość,
        że dzieci mimowolnie kojarzą jego z przyjemnościami, a mnie (przynajmniej w
        większej części) z obowiązkami. Przyjaciele mi powtarzaja, że dzieci dorosną i
        wtedy docena moje codzienne wysiłki. Mam nadzieję.

        Podsumowując. Najważniejsze w tym wszystkim są dzieci. A nasze uczucia powinny
        być znane tylko nam. Choć mój prawie ex zachowuje się czasami jak dupek, to
        dzieci nigdy nie usłyszały ode mnie złego słowa na jego temat. Mam nadzieję, że
        odwrotnie też tak jest. Acha jeszcze jedno - to do "drugich". Nigdy, przenigdy
        nie dyskredytujcie matki w oczach dziecka. Choćby jej pomysły były durne -
        zachowajcie tę opinię dla siebie. Jeżeli mama mówi - żadnych lodów - to żadnych
        lodów, choćbyście uważały, że to przesada. ITD. Ale z przyjemnością stwierdzam,
        że Wam - czytelniczkom forum - tego mówić nie muszę.

        pozdrawiam

        B.

        PS. Co do nazewnictwa - to moim skromnym zdaniem najlepiej jak dzieciaki mówia
        po imieniu nowym partnerom rodziców. Od cioć i wujków dostaję gęsiej skóry.
        • ewkka Re: Głównie do drugich żon (partnerek) 04.06.03, 13:43
          Nie wiem jak w przyszłosci ułożą się moje relacje z przyszłą żoną, partnerką
          mojego jeszcze męża(rozwód "trwa"). Wiem jak to załatwili moi wspólni znajomi.
          Przede wszystkim mąż zaakceptował metody wychowawcze żony i podczas swoich dni
          absolutnie ich przestrzega. Równiez podczas tych dni nie ogranicza się tylko do
          przyjemnosci - dziecko ma podobne obowiazki jak w swoim domu. Stara się jak
          najwiecej czasu spedzać sam z dzieckiem, bez obecnosci drugiej partnerki (ale
          nie ma też wzajemnej izolacji).
          Aby zachowac pewną równowagę w zyciu dziecka 2 - 4 dni w miesiącu spędza z
          dzieckiem i pierwszą żoną. Nie ma scisłych podziałów na mój/twój weekend,
          który to podział nie pokrywał się z potrzebami i planami dziecka (na poczatku
          był ale mały wielokrotnie musiał wybierac np.urodziny kolegi z klasy, wycieczka
          a weekend z tatą.) Ojciec w miare mozliwosci spotyka się z dzieckiem takze w
          ciagu tygodnia (wypad do kina, odbieranie ze szkoły, wyjscie na basen itd..)
          Przeważnie dziecko nocuje w domu z mamą. U taty nocuje wtedy, kiedy samo tego
          chce. Dzieki temu ma ciagły kontakt z obojgiem rodziców. a nie tylko ustawowe
          widzenia. Im udało sie wypracowac pewne zasady, jak bedzie w moim przypadku,
          czas pokaze. ewkka
          • mikawi Re: Głównie do drugich żon (partnerek) 04.06.03, 14:21
            i właśnie chodzi o to żeby wypracowac te zasady, które dla obu stron i dziecka
            będą najlepsze, bo w końcu nie chodzi o to, żeby mieć z dzieckiem "widzenia",
            podczas których trzeba się trzymać ustalonych przez sąd terminów (paranoja! o
            dziecku decyduje sąd, a nie rodzice), bez możliwości np. zabrania dziecka dzień
            wcześniej, czy na dzień dłużej (oczywiście po porozumieniu z matką), w końcu
            dziecko to nie małpka, a ojciec nie kryminalista, który ma prawo do widzeń. I
            zgadzam się, że jak ojciec zabiera dziecko na weekend, to dziecko też powinno
            mieć obowiązek odrobienia w tym czasie lekcji i to ojciec ma dopilnować, żeby w
            poniedziałek poszło do szkoły przygotowane, a nie tylko lody i kino.
            • babe007 Re: Głównie do drugich żon (partnerek) 04.06.03, 15:09
              Mikawi, z tym sądem to bywa tak, że w ten sposób matka chce określić MINIMUM
              ilości spotkań dzieci z ojcem. Tak, tak, są panowie, którzy potrzebują wyroku
              sądowego ZOBOWIĄZUJĄCEGO ich do spotykania sie regularnie z dziećmi, bo gdyby
              go nie było, to "widzenia" uzależnialiby od swojego widzimisie, chumoru i
              aktualnego stopnia obrażenia się na byłą partnerkę (np. jak śmiała wystapić o
              alimenty - nie będę odwiedzał dzieci!).

              Ja na przykład chcę by w wyroku określona były zarówno częstotliwość spotkań w
              ciągu roku, jak i (przede wszystkim) podział opieki nad dziećmi podczas
              wakacji. Niestety moi rodzice są baaaardzo daleko, ja zaś mam ograniczoną ilość
              urlopu (poza tym nikt by mi nie pozwolił pójść na 2 miesięczny urlop), a na
              opiekunkę 9 godzin dziennie, pięć dni w tygodniu niestety mnie nie stać. No a
              na dobrą wolę mojego ex wolę nie liczyć, bo już niejednokrotnie się
              przekonałam, że mogłabym sie przeliczyć.
              • aagacia Re: Głównie do drugich żon (partnerek) 04.06.03, 15:12
                zaczynam zauwazac bardzo pozytywna tendencje-tzn zaczynam dochodzic do tych
                samych wnioskow i w wielu sprawach sie zgadzamysmile
                a wiec oby wiecej takich "pierwszych" i "drugich"
                • ewkka Re: Głównie do drugich żon (partnerek) 04.06.03, 16:10
                  sytuacja, którą opisałam powyzej była możliwa dzieki mądrej, wyrozumiłej i
                  pozbawionej zazdrosci nowej partnerki ojca dziecka. Nie każda kobieta bedzie
                  zadowolona z faktu, że mąż, partner spędza az 4 dni z ex-żoną(jedzą razem
                  obiad, jadą na wycieczkę, wychodza do kina itd, spedzają część urlopu razem -
                  poza urlopem wszystko "funduje" tata). Tak wiec, my pierwsze nie tyle mamy zal
                  do drugich, ze są, że zajeły nasze miejsca itd.. ile do ich bardziej lub mniej
                  wrogich postaw, na które niestety najczęsciej rzutuje opinia męża, JEGO
                  rodziny, JEGO znajomych. Jestem w stanie zrozumieć zastrzeżenia drugich żon
                  względem tych pierwszych ale proszę w ich imieniu o odrobinę zrozumienia. Dla
                  wielu z nich rozwód to prawdziwa tragedia, nie zawsze potrafia sie po tym
                  wszystkim pozbierać, zachowują sie irracjonalnie (to zresztą działa w obie
                  strony i dotyczy też byłych mężów). wszystkim polecam raport z Polityki, z
                  zeszłego tygodnia o "wielorodzinach". Pozdrawiam. ewkka
              • mikawi Re: Głównie do drugich żon (partnerek) 04.06.03, 15:30
                babe007 napisała:

                > Mikawi, z tym sądem to bywa tak, że w ten sposób matka chce określić MINIMUM
                > ilości spotkań dzieci z ojcem. Tak, tak, są panowie, którzy potrzebują wyroku
                > sądowego ZOBOWIĄZUJĄCEGO ich do spotykania sie regularnie z dziećmi, bo gdyby
                > go nie było, to "widzenia" uzależnialiby od swojego widzimisie, chumoru i
                > aktualnego stopnia obrażenia się na byłą partnerkę (np. jak śmiała wystapić o
                > alimenty - nie będę odwiedzał dzieci!).
                >

                są też niestety matki (PODKREŚLAM ŻE PISZĘ "SĄ" NIE ATAKUJĄC ŻADNEJ Z WAS), dla
                których wyrok sądu określający konkretne dni spotkań ojca z dziećmi jest
                świętością i bronią ojcu (i dzieciom) każdej dodatkowej godziny ponad wyrok
                sądu. A sytuacja gdy ojciec z różnych względów losowych danego dnia czy
                weekendu nie może odwiedzić dzieci, dzwoni do matki, mówi jej o tym i pyta czy
                może to zrobić np. za tydzień kończy się tym, że słyszy że jak chce to niech
                przyjeżdża teraz, bo za tydzień to ona nie ma obowiązku wydawać (???? co to za
                określenie?) mu dzieci. Nadmienię że żadnych planów na ten następny weekend ani
                ona ani dzieci nie mają, chodzi raczej o okazję do dokopania. Pokreślam jeszcze
                raz: nie mówię tego w kontekście was, wskazuję że takie sytuacje MAJĄ miejsce,
                jak również są sytuacje, gdy ojciec zapomina że ma dziecko, ktore na niego
                czeka, jak również są drugie żony, które skutecznie walczą o jak najmniejsze
                kontakty męża ze swoim dzieckiem. Dla mnie takie sytuacje jak powyżej wskazałam
                to patologie i cieszy mnie fakt, że póki co każda z nas, niezależnie od "strony
                barykady" dostrzega potrzebę czestego kontaktu ojca z dzieckiem, nawet może
                mimo nie najlepszych stosunków z byłym.
                • babe007 Re: Głównie do drugich żon (partnerek) 04.06.03, 15:57
                  Mam własne doświadczenia stosunku "drugiej" do dziecka z pierwszego małżeństwa -
                  z perspektywy dziecka.

                  Moi rodzice rozstali sie jak byłam maleńka - nie mam wspomnień z dzieciństwa
                  związanych z moim ojcem. To był przełom lat sześćdziesiątych i
                  siedemdziesiątych. Mój ojciec emigrował za granicę - ja zostałam z mamą w
                  Polsce. Wiadomo, w tych czasach ciężko było mówić o normalnych kontaktach, gdy
                  było sie po różnych stronach "Żelaznej Kurtyny".
                  Spotkałam go po raz pierwszy jako pietnastolatka. I wttedy okazało się, że mój
                  przyrodni brat, młodszy ode mnie o jakieś 8 lat nic nie wie o moim istnieniu.
                  Nie dane mi go było poznać ani wtedy (spotkałam się z ojcem na "neutralnym
                  gruncie" u jego mamy a mojej babci (cudownej osoby utrzymującej ze mną kontakt
                  listowny przez całe moje dzieciństwo, a teraz pomagającej mi z całych sił) w
                  Szwecji (ojciec mieszka w USA)), ani rok temu, kiedy po raz pierwszy
                  odwiedziłam mojego ojca w jego domu. Było to możliwe tylko dla tego, że mój
                  ojciec w między czasie rozwiódł się z "drugą", która zabraniała mu
                  kontaktowania się ze mną i opowiadania ich wspólnym dzieciom o moim istnieniu,
                  i jest z "trzecią smile, sympatyczną, rodzinną kobietą. Mój dwudziestokilkuletni
                  brat nie miał ochoty mnie poznać, piętnastoletnia siostra spotkała się ze mną 2
                  razy, ale 19 letnia różnica wieku była nie do przeskoczenia.

                  A dla mnie świadomość, że mój ojciec ukrywał moje istnienie przez tyle lat była
                  szalenie przykra. Tak jakbym była CZYMŚ, czego należy się wstydzić. Zawdzięczam
                  to bezwolnemu ojcu i podłej kobiecie, która była jego drugą żoną.

                  Ta prawdzia opowieść z mojego życia nie ma na celu udowodnienia Wam, że
                  wszystkie macochy są wredne. Ale niestety takie też się zdażają...

                  • naturella Re: Głównie do drugich żon (partnerek) 04.06.03, 16:04
                    Hm... a mój partner nie ma ustalonych dni i częstotliwości spotkań, w
                    orzeczeniu rozwodu jest napisane, że władzę rodzicielską powierza się obojgu
                    rodzicom z tym, że miejscem zamieszkania małoletniego będzie każdorazowo
                    miejsce zamieszkania matki. To wszystko. To dobrze, czy źle? Co to oznacza?
                    • mikawi Re: Głównie do drugich żon (partnerek) 04.06.03, 16:27
                      wiesz nat, syn twojego narzeczonego jest na tyle duży (żeby nie powiedzieć za
                      chwilę dorosly), że to raczej on sam decyduje kiedy sie chce spotkać z ojcem, a
                      nie jego mama

                      sytuacja wygląda inaczej gdy dzieci są małe, mają po kilka lat i decyzja mamy
                      jest podstawą, bo w końcu ojciec nie będzie siłą wyrywał dzieci z domu

                      a zapis że kontakty sa nieograniczone jest najlepszy, oby tylko nie pozostał
                      suchym zapisem i był respektowany przez mamy (które faktycznie nie będą
                      stwarzały problemów) i przez ojców (którzy faktycznie chcą z dziećmi mieć
                      nieograniczony kontakt, a nie sporadyczny albo żadny)
                      • mag_p Re: Głównie do drugich żon (partnerek) 05.06.03, 08:25
                        Mikawi - mam nadziej , ze mnie postarasz sie zrozumiec . Bo ja mam troche inny
                        poglad.
                        Tzn. Ja chce zeby terminy byly sciesle okreslone , na razie. mam nadzieje , ze
                        jak moj syn bedzie dorastal bedzie to sam regulowal. Ale mam nadzieje , ze ta
                        druga strona mu na to pozwoli .. Bo z wypowiedzi mojego ex. Uslyszalam -
                        'Bedzie musia'.
                        A wiec dlaczego ja chce scisle okreslonych.
                        1. Nie pozwala to mojemu bylemu na przekladanie w ostatniej chwili. Na poczatku
                        robil to z namietnascia.. Dzwonil do mnie w dany dzien rano, albo wieczorem
                        poprzedniego dni i poprostu informawal , ze nie przyjdzie a przyjdzie .. i tu
                        podawal termin.
                        Mialam totalny balagan w swoim zyciu!
                        2. Po drugie nie wiem jak te matki , ale ja moge miec cos zaplanowane na czas
                        gdy On jest z malym. NP. bardzo czesto chodze do pracy i podganiam robote .
                        Przy czym czesto umawiam sie z szefem - , ze co drugi tydzien przyjde podgonie
                        itd.. Chce sie z tego wywywiazywac , bo to pozwala mi np. jak maly zachoruje ,
                        czy trzeba cos z Malym zalatwic na spokojne wyjsc w tygodniu.
                        3.Pozwala to na ustalenie rytmu - ktore w przypadku mojego malego - jest bardzo
                        wazne.
                        4.Cuz nie zieje obecnie sympataia do mojego ex... I wole nie miec go co chwila
                        w kontakcie. Raz ustalone rzeczy przestrzegac.. Owszem wyjazd sluzbowy -
                        ale .. tylko nagle rzeczy...

                        Mikawi musisz zrozumiec , ze najwazniejsze jest dobro Dziecka , ale ja tez
                        jestem czlowiekiem i mam prawo do swoich ram.. granic. Do sewojej odrebnosci od
                        Niego. On stal sie dla mne teraz ... coz - gorzej niz obcym czlo2iekiem.
                        Mam prawo brnic i siebie...

                        Pozdrawiam
                        Mag
                        • mikawi Re: Głównie do drugich żon (partnerek) 05.06.03, 08:50
                          mag, ja rozumiem, bo ja też w takiej sytuacji chciałabym móc życ wlasnym życiem
                          a nie dostosowywac się do planów człowieka z ktorym nic poza dzieckiem mnie nie
                          łączy; pisałam jedynie o nagłych sytuacjach, nieprzewiedzianych - czyli nie za
                          częstych, ponadto sytuacjach w których ktoś robi komus ewidentnie na złość na
                          zasadzie "bo tak" a nie dlatego że się ma plany, z ktorych nie można (albo i
                          nie ma się ochoty) rezygnować i ja to rozumiem.
                          • mag_p Re: Głównie do drugich żon (partnerek) 05.06.03, 09:14
                            Dzieki Mikawi!
                            Wiesz czaszem jak nie wyjaniamy do konca , to wydaje mi sie , ze od tej
                            pierwszej sie tylko wymaga..
                            A to naprawde kosztuje duzo pracy nad soboa.. aby godzic sie na te wizyty..
                            Mimo iz czlowiek rozumie ich potrzeby dla dziecka. Duzo pracy nad soba, duzo
                            walki z samym soba. By sluchac o powiescui i umiec sie nimi cieszyc...
                            Dlatego czasem przypominam o swoich prawach....

                            Np. Moj maly jest malutki i wskazan jest by czesc wizyt bylo u mnie w domu!
                            Wiesz jak ja sie czuje gdy ten czklowiek przychodzi do mojego domu. Dom - to
                            cieplo , bezpieczensto..
                            A przychodzi czlowiek ktory kojarzy mi sie z moim katem...
                            Ktory mnie poniza i o ktorym jak o moim kacie....
                            A jednak dla dobra dziecka znosze to....
                            I nie tylko znosze , ale staram sie nie dac po sobie pokazac.......

                            Pozdrawiam
                            Mag
                        • aagacia Re: Głównie do drugich żon (partnerek) 05.06.03, 08:51
                          mag ja mysle ze jezeli dwoje doroslych ludzi jest odpowiedzialnych i swiadomych
                          swoich czynow to nie jest trudno takie rzeczy ustalic..tylko jeszcze z obu
                          stron musza byc dobre checi..
                          • edzieckokarenina Re: Głównie do drugich żon (partnerek) 05.06.03, 09:01
                            aagacia napisała:

                            > mag ja mysle ze jezeli dwoje doroslych ludzi jest odpowiedzialnych i
                            swiadomych
                            >
                            > swoich czynow to nie jest trudno takie rzeczy ustalic..tylko jeszcze z obu
                            > stron musza byc dobre checi..

                            aagacia-zgazdam się że aby cokolwiek ustalić potrzebne jest poważne podejście
                            do sprawy z obu stron.Jednakże w przypadku mag widać,ze jej ex ma niepoważne
                            podejście do zaistniałej sytuacji.
                            • mercedess1 Re: Głównie do drugich żon (partnerek) 05.06.03, 09:50
                              A co zrobić jak ojciec ma w nosie widywanie dziecka? przyjeżdza raz na pól roku
                              zapominając o urodzinach, imieninach, dniu dziecka... od roku dostałam od niego
                              100 zł! on ma teraz drugą żonę i dziecko a los naszego syna w poważaniu! jest
                              bezrobotny ale głodem nie przymiera. jego obecna zapewnia mu wszystko począwszy
                              od wielkiej chałupy po ciuchy, samochód, a ja gnieżdzę się w pokoiku cierpiąc
                              niedostatek. jakiekolwiek próby wyegzekwowania pieniędzy kończą się jego
                              stwierdzeniem o bezrobotności. czy mam podać do sądu jego obecną, żeby zaczął
                              płacić?
                              • naturella Re: Głównie do drugich żon (partnerek) 05.06.03, 10:08
                                Hej, a co Ci obecna zrobiła? To z nim masz dziecko, a nie z nią! Może ten Twój
                                były rzeczywiście jest fajtłapą, może naprawdę nie zarania i ona go utrzymuje,
                                ale to nie powód, żeby ją dodatkowo karać za to, że takiego sobie wzięła...smile

                                Nie wiem, co powinnaś zrobić, pewnie to, co radzą wszystkie dziewczyny -
                                wyegzekwować alimenty - są różne sposoby, ja się nie znam, ale dziewczyny
                                pisały o komorniku.
    • darcia73 Re: Głównie do drugich żon (partnerek) 05.06.03, 10:05
      Moj problem jest troche innej natury.Rozstałam się z mężem z powodu jego
      zdrady. Pogodziłam się z tym faktem i zaczęłam układać swoje życie od nowa.
      Poznałam kogoś, zakochałam się. Niestety mój eks rozstał się ze swoja panienką,
      bo doszedł do wniosku, ze mną było mu lepiej. Tamta wydzwaniała do mnie i
      wyzywała, uważając, ze nastawiałam mojego eks przeciwko niej i chciałam go mieć
      z powrotem. A sytuacja jest wręcz taka, ze ja go już NIE CHCE. Facet jest
      totalnie nieodpowiedzialny. Straszy mnie, ze zabierze mi dziecko, ze postara
      się, aby podczas kontaktów z nim stworzyć mu takie warunki, żeby nasz synek nie
      chciał do mnie wracać, ze powie synowi, jaka ma straszna mamę i ze ja mu nie
      jestem już potrzebna, bo on znajdzie mu druga mamę. Urażona męska duma i nic
      więcej za tym się nie kryje. Poza tym wygraża się, ze nastawi mojego synka
      negatywnie przeciwko mojemu obecnemu partnerowi. A ja nawet z nim nie mieszkam.
      Nasze sprawy chcemy uregulować, w momencie, kiedy będę miała już rozwód – na
      razie mam orzeczona separacje. Następnie Eks twierdzi, ze zrobi wszystko, żeby
      w moim życiu się nie ułożyło. I jak ja mam się czuć? Chciałabym ,żeby mój mąż
      był inny, teraz nawet marze o tym, żeby poznał jakąś fajna odpowiedzialna
      dziewczynę , niestety na razie spotyka się z nowa panienka, która znam, ale
      która jest tak samo głupia jak on. Przepraszam za ta ocenę, ale moje dziecko
      stało się dla niego karta przetargowa. Nawet myślę o pozbawieniu go praw
      rodzicielskich, bo boje się, żeby takie wychowanie nie odbiło się źle na
      psychice dziecka. Och, gdyby poznał naprawdę dobrą i mądra kobietę, która tak
      by nim pokierowała, żeby nasze dziecko na tym nie ucierpiało.
      • naturella Re: Głównie do drugich żon (partnerek) 05.06.03, 10:15
        Darciu, według mnie powinnaś pozbawić go praw rodzicielskich. Taki tatuś, który
        używa dziecka jako narzędzia, może wyrządzić dziecku więcej zła, niż sytuacja,
        w której dziecko będzie wychowywało się bez ziologicznego ojca. Może twój
        partner zastąpi dziecku tatę... w każdym razie tatuś, który nastawia dziecko
        przeciwko mamie, manipuluje dzieckiem, w jakiś sposób psychicznie ustawia,
        zasługuje na najwyższe potępienie. Widziałam, co dzieje się z 13, 14-latkiem na
        skutek agitacji i ciągłego wmawiania nieistniejących rzeczy (łącznie z
        tekstem "tata już nie wróci do domu bo cię nie kocha, teraz będzie miał nowe
        dzieci"), więc wyobrażam sobie, co może się dziać z psychiką młodszego dziecka.
        Darciu, chroń swoje dziecko, żeby nie rosło psychicznie skrzywione.
        • mikawi Re: Głównie do drugich żon (partnerek) 05.06.03, 10:26
          zgadzam się że manipulowanie dzieckiem to najgorsze świństwo jakie rodzic może
          zrobić, ale w takim razie trzeba by pozbawic też praw rodzicielskich wiele matek
          • mag_p Re: Głównie do drugich żon (partnerek) 05.06.03, 10:35
            Mikawi - mamy rozne doswiadczenia...
            W tym konkretnym przypadku - trzeba pozbawic ojca..
            Wiesz nie raz slysze od mojego maluszka zaskakujace mnie informacje...
            Ale co robic..
            Uwierz mi czesm ojcowie i ich parterki , rodziny chyba sie nie kontroluja....

            Mag
            • mikawi Re: Głównie do drugich żon (partnerek) 05.06.03, 10:47
              mag, ja nie wyrokuję i nikogo nie osądzam, wiem że są ojcowie, którzy nie
              powinni nimi być, że robią krzywdę dziecku mszcząc się Bog wie za co na matce,
              tak jak i są matki które regularnie robią pranie mózgu dzieciom mówiąc jak to
              ich tata nie kocha, a nowa żona taty to flądra i największe dno
              • mag_p Re: Głównie do drugich żon (partnerek) 05.06.03, 10:55
                Zgadzam sie mikawi. .. Sa tacy i tac. Sa tez tacy ktorzy sie straja , ale jesli
                ta druga strona wciaz atakuje tez czasem niewytrzymuja...
                Trzeba pamietac , ze dla matki ta cala sytulajca jest tez trudna...
                Mag
              • ika_edziecko Re: Głównie do drugich żon (partnerek) 05.06.03, 17:07
                mikawi napisała:

                > mag, ja nie wyrokuję i nikogo nie osądzam, wiem że są ojcowie, którzy nie
                > powinni nimi być, że robią krzywdę dziecku mszcząc się Bog wie za co na
                matce,
                > tak jak i są matki które regularnie robią pranie mózgu dzieciom mówiąc jak to
                > ich tata nie kocha, a nowa żona taty to flądra i największe dno



                W odwrotnej sytuacji, niż opisana przez darcię, nie napisałabyś, że "wielu
                ojcom by trzeba odebrać prawa" oraz że "jest wiele ojców, którzy robią pranie
                mózgu". Na jakichś matkach zawsze psa powiesisz. Zauważysz to wreszcie kiedyś??
                • mikawi Re: Głównie do drugich żon (partnerek) 06.06.03, 09:08
                  zauważę, wtedy gdy ty zauważysz że nie wszystkie matki są święte, dlaczego
                  nigdy nie napiszesz, że są wśród nich też te nie do końca w porządku? za to
                  zawsze wieszasz psy na ojcach?
                  • edzieckokarenina Re: Głównie do drugich żon (partnerek) 06.06.03, 10:30
                    mikawi napisała:

                    > zauważę, wtedy gdy ty zauważysz że nie wszystkie matki są święte, dlaczego
                    > nigdy nie napiszesz, że są wśród nich też te nie do końca w porządku? za to
                    > zawsze wieszasz psy na ojcach?

                    idąc tym tokiem rozumowania możnaby do wątku o Kasi Maj napisać-prawdziwa
                    tragedia,ale pamiętajcie dziewczyny,że są także matki morderczynie.I tak w
                    koło Macieja.
                  • ika_edziecko Re: Głównie do drugich żon (partnerek) 06.06.03, 20:02
                    mikawi napisała:

                    > zauważę, wtedy gdy ty zauważysz że nie wszystkie matki są święte, dlaczego
                    > nigdy nie napiszesz, że są wśród nich też te nie do końca w porządku? za to
                    > zawsze wieszasz psy na ojcach?


                    Teraz to ty nadinterpretujesz - i jak zawsze nie potrafisz spojrzeć na siebie,
                    tylko odwracasz uwagę od siebie tekstem "to nie ja, to ty...". Żałosne.
                    A teraz pokaż mi, gdzie wieszam psy na ojcach? W dodatku "zawsze"???

                    Nie znajdziesz. Bowiem dla mnie liczy się rodzic wychowujący dziecko, bez
                    względu na płeć.
                    Ale oczywiście ty tego nie widzisz.
      • mamaadama4 Re: Głównie do drugich żon (partnerek)- do darci 05.06.03, 13:35
        myslę, że dobrze byłoby nagrać to co on do ciebie mówi. Nie wiem czy miałoby to
        dużą wagę dowodową w sądzie, ale zawsze to coś. Jeżeli on ucieka się do takiego
        szantażu to dlaczego masz sobie na to pozwalać?
        danka
    • darcia73 Re: Głównie do drugich żon (partnerek) 05.06.03, 14:16
      Moja sytuacja jest trochę bardziej skomplikowana. Mój eks mąż nie jest w stanie
      przyjąć do wiadomości, ze mam kogoś, z kim chce ułożyć sobie życie. Tłumaczy
      mi, z e nie życzy sobie, żeby jakiś obcy facet wychowywał jego dziecko. Do
      synka nie odnosi się źle, nawet w jakiś sposób okazuje mu miłość. Ale drażni
      mnie traktowanie go jako zabawki i odgrywanie się na mnie. Dziecko ma niecałe
      1,5 roku a on już szczuje go na mnie, mówiąc „idź ugryź mamę, nabij mamę, mama
      niedobra”. Daje mu szczebelek od łóżeczka do zabawy i uczy bicia. Niestety,
      kierowana litością i dobrem dziecka (nie chce kłócić się z eks) nie wywaliłam
      męża na bruk i niestety dalej u mnie przemieszkuje, chociaż coraz częściej
      zostaje na noc u panienki. Nie pracuje więc nie stać go na wynajęcie mieszkania
      a jego dziewczyna mieszka z rodzicami, którzy nie wiedza, ze ewentualny
      przyszły zięć miał żonę i ma dziecko. W wyroku orzekającym separację władza
      rodzicielka została pozostawiona nam obydwojgu, ale jego metody wychowawcze
      wpływają na to, ze coraz częściej pojawia się w mojej głowie właśnie myśl o
      pozbawieniu go praw. Teraz mój eks ma nieograniczony dostęp do dziecka, bo
      chciałam, żeby synek czuł się kochany prze ojca, ale zauważam, ze jak go nie ma
      synek nie jest agresywny, jest spokojniejszy, lepiej śpi. Sama namawiałam męża,
      żeby wychodził z małym na spacer, spędzał z nim więcej czasu ale zaczynam się
      bać jego nieodpowiedzialnego traktowania dziecka. Zresztą mój eks sam jest
      takim dużym dzieckiem. Chciałby żebym zawsze była sama, była jego kołem
      zapasowym, jak znudzą mu się wszystkie panienki. Ale ja tez chce być naprawdę
      kochana i mieć normalny dom, żyć przy boku człowieka, który może wywierać
      pozytywny wpływ na mojego synka. Oczywiście mój mąż nigdy nie dał ani grosza na
      dziecko, mimo zasądzonych alimentów. Po prostu jest człowiekiem, którego
      pieniądze się nie trzymają, a teraz finansowo pomaga mu jego dziewczyna.

      • mikawi Re: Głównie do drugich żon (partnerek) 05.06.03, 14:33
        darciu, a nie sądzisz że jemu jest po prostu wygodnie i wykorzystuje was obie
        (ciebie i tę dziewczynę), ona pomaga mu finansowo, ale ty też (w końcu mieszka
        z tobą, ale jak rozumiem nie płaci nie tylko na dziecko ale i na siebie?)
        może się okazać że jest mu na tyle fajnie że tej pracy prędko nie znajdzie (bo
        po co skoro mieszka u żony, a nowa kobieta wspomoże w razie czego?) i będziesz
        go miała na głowie jeszcze długo, długo. Jesteś na to gotowa?
        • darcia73 Re: Głównie do drugich żon (partnerek) 05.06.03, 15:15
          jest mu wygodnie, ale musze przyznać, ze po ostatnim moim zrzędzeniu wziął się
          solidnie za szukanie pracy, może w przyszłym tygodniu zacznie pracować. A
          pozwalam mu mieszkać u mnie, bo mi go żal, facet znalazł się na rozdrożu, nie
          ma gdzie się podziać (kłóci się z rodzicami i nie może do nich wrócić), nią ma
          pracy, i może to głupie, ale w jakiś sposób czuję się za niego odpowiedzialna.
          Może gdybym nie miała Kogoś, byłoby inaczej, a tak dręczą mnie wyrzuty
          sumienia. Chciałabym, żeby mój eks dobrze ułożył sobie życie, miał mądra żonę a
          i mnie pozwolił być szczęśliwa. Znam jego dziewczynę, ale nie jest to dla mnie
          ten „ideał” kobiety, która ewentualnie miałaby spędzać czas z moim dzieckiem.
          Jest za bardzo o mojego synka zazdrosna, chociaż naprawdę to głupie, bo mój eks
          nie jest wcale tak mocno do synka przywiązany. Raczej jest zadowolony , kiedy
          nie ma obowiązku zajmować się nim. A tak nawiązując do tematu, to właśnie
          bardzo ważna sprawa, żeby ta „druga’ akceptowała dziecko z poprzedniego związku
          swojego mężczyzny i nie była o nie głupio zazdrosna. Dziecko ma prawo kochać
          oboje rodziców, żadne z nich czy to ojciec czy to matka, nie może nastawiać
          negatywnie do drugiego z rodziców. Ja tego nie robię, bo chociaż mam wiele do
          zarzucenia eks, to jednak nie zamierzam, aby synek z moich ust słyszał, ze
          kogoś nienawidzę. Chce go nauczyć szacunku do drugiego człowieka, nawet jeżeli
          nie mogę z tym człowiekiem (czytaj: jego tatą) dojść do porozumienia. Tylko mam
          obawy, czy mój mąż nie zrobi z mojego dziecka zionącego nienawiścią potworka.
          • naturella Re: Głównie do drugich żon (partnerek) 05.06.03, 15:48
            "Tylko mam obawy, czy mój mąż nie zrobi z mojego dziecka zionącego nienawiścią
            potworka"

            - i właśnie dlatego powinnaś swojemu eks powiedzieć "won"... Twoje dobre serce
            może obrócić się przeciwko Tobie, gdy Twój eks tak wychowa wasze dziecko, że
            któregoś dnia weźmie ono ten pręt i Cię uderzy. Nie chcę Cię straszyć, ale
            przechowywanie tego faceta w domu może się źle skonczyć - poważnymi problemami
            z wychowaniem dziecka i skrzywieniem jego psychiki. Myślisz, że dziecko nie
            widzi, jak jest między wami? nawet jeśli jest tak małe, to ogólna atmosfera też
            na niego wpływa. A jeszcze tatus, który namawia do bicia mamy - Twoje dziecko
            może zatracić pojęcie dobra i zła, podstawowych wartości, szacunku dla matki,
            może w ogóle się zagubić w sprzecznych informacjach, które do niego napływają.
            darciu, nie rób tego. szkoda, Ci człowieka, rozumiem, ale zobacz, czym on Ci
            sie odwdzięcza - ogłupianiem dziecka. Musisz wybrac - albo ten człowiek, który
            był Twoim mężem, albo Twoje dziecko - zdrowe i szczęsliwe.
Pełna wersja