Problem z matką dziecka mojego męża

06.06.03, 10:29
Do tej pory na forum najczęściej czytam, jaki to okrutne są drugie żony i jak
przez nie cierpią wasze dzieci. A ja mam problem właśnie z matką syna mojego
męża.
Zacznę od tego, że kobieta, z którą mój mąż ma dziecko nie była nigdy jego
żoną, nawet nie była jego dziewczyną.Po prostu młodzieńczy wyskok. Darek miał
19 lat, ona 24. Wiem to nie tylko z opowiadań męża, ale i od znajomych i
rodziny.
Ta kobieta nigdy w życiu nigdzie nie pracowała, chociaż teraz ma 34 lata. Nie
przeprowadzam wywiadów na jej temat, ale mieszkam w małej miejscowości, gdzie
wszyscy wszystkich znają, stąd trochę o niej wiem.
Problem polega na tym, że chłopczyk już od urodzenia był "towarem
przetargowym"! Mąż dostawał go wtedy, jak oprócz alimentów "odpalił" coś
mamusi albo synkowi. Inaczej bez awantury go nie dostawał, chociaż miał mieć
syna raz w tygodniu.
Kiedy poznałam męża mały miał 5 latek, ja od początku miałam z nim dobry
kontakt, ale od razu dało się zauważyć, że do Darka przyjeżdża tylko w jednym
celu. Jak po niego jechaliśmy i wsiadał do samochodu, to pierwsze pytanie
zawsze brzmiało :a co mi dzisiaj tatuś kupi? Nie przesadzam, sama to
słyszałam. Dodam jeszcze, że matka dziecka dostaje obecnie alimenty 410 zł,
nie wydaje mi się to mało, bo też mam w rodzinie dzieciaki w podobnym wieku i
wiem ile ich matki wydają na utrzymanie. Poza tym podobno na dziecko powinni
łożyć oboje rodzice. Jeśli matka da 410zł i ojciec 410zł, to czy 10-latek
kosztuje miesięcznie 820zł???! Poza tym, jak rozpoczyna się rok rok szkolny,
to my kupujemy małemu książki do każdej klasy, bo jego mamusia twierdzi, że
ją na to nie stać, nadchodzi zima, to kupujemy kurteczkę i buciki
(standardowy zestaw od lat) itp.
Największy problem polega na tym, że mój mąż od jakiegoś roku zaczyna mieć
wszystkiego dość. Nawet nie ma ochoty spotykać się z synem. Mały nie był u
nas już ponad pół roku. Tłumaczę Darkowi, że nie można przekreślać dziecka,
tylko dlatego, że ma trzepniętą mamuśkę, dziecko nie jest niczemu winne. Mój
mąż twierdzi, że po 10 latach ma już wszystkiego dość, bo ile by się nie
starał, to jest zawsze źle, mały przyjeżdżał do niego zawsze po coś, nigdy
tak poprostu, żeby pobyć z tatą. Jak się chłopczyk urodził, to mąż, jego
znajomi i rodzina przez 3 lata zasypywali małego prezentami i ubrankami,
każdy mówił, że dziecko nie jest niczemu winne... do czasu rozprawy w sądzie
o alimenty. Matka dziecka - na co dzień kobieta zadbana i elegancka, do sądu
przyszła w porozciąganych starych ciuchach i przekonywała sąd, że jest taka
biedna, znajomi, którzy byli z mężem na rozprawie nie mogli uwierzyć własnym
uszom, przecież na codzień widywali ją odstawioną, jak spacerowała po
mieście. Powiedziała, że ojciec dziecka wogóle się synem nie interesuje, nic
mu nie kupuje, podobnie jak cała rodzina. Oczywiści sąd uwierzył, bo czemuż
by nie. No i skończył sie rozpuszczanie dziecka, skończyły się prezenty.
Matka wolała dla siebie więcej kasy niż upominki dla dziecka. Szokuje mnie
tylko to, że sąd nawet nie przeprowadzi żadnego wywiadu środowiskowego, nikt
nie sprawdzi jak ta kobieta żyje naprawdę.
Problemem jest też to, że mały jest strasznie zaniedbany, nie chodzi mi o
jego wygląd, tylko o to, że jest jedny z najgorszych uczniów w klasie, kiedy
miał 6 lat, to moja siostra nauczyła go wiązać sznurowadła, bo nawet tego nie
umiał, cały czas sepleni. Mój mąż po konsultacji z jego wychowawczynią
zapisał go do Poradni Psychologiczno - Pedagogicznej dla dzieci. Załamaliśmy
się kiedy odczytaliśmy wypis z Poradni. Wychowawczyni powiedziała, że mały
rzadko odrabia prace domowe i nie ćwiczy nic w domu. Kilka razy wzieliśmy go
do siebie i ćwiczyliśmy czytanki, ale po kilku razach mały rap[tem zapominał
wziąść ze sobą plecaka. No tak kto ma się nim zająć, przecież niepracująca
mama z pewnością nie ma na to czasu.
Trochę się rozpisałam nie, ale jest to dla mnie naprawdę duży problem, tym
bardziej, że sama teraz spodziewam się dziecka. Czy nie można w żaden sposób
na tę kobietę wpłynąć, żeby bardziej się przyłożyła do wychowania syna.
Proszę pomóżcie!
Nie przesadziłam opisując matkę dziecka, bo nie mam w tym żadnego celu. Na
początku, kiedy słyszałam takie opinie o niej od mężą i znajomych nie we
wszystko wierzyłam, bo przecież każda matka chce jak najlepiej dla swojego
dziecka, ale szybko się co do niej przekonałam.
Może macie podobne doświadczenia?
    • edzieckokarenina Re: Problem z matką dziecka mojego męża 06.06.03, 10:43
      Droga Magdo!
      zakłądam,ze wszystko co napisałaś tu jest prawdą.
      Nie wiem tylko co bardziej Cię martwi-wysokość alimentów,czy zaniedbanie syna?
      Dziecko rzeczywiście wymaga wiekszego zainteresowania niż matka mu daje.Jeżeli
      nikt mu nie pomoże to kiepsko widzę jego przyszłość-zaniedbania w nauce,
      zaniedbania opiekuńcze, zachowanie wobec Twego męża-że na dzień dobry pyta o
      kasę lub co tata mu da...
      Temu chłopcu trzeba by jakoś pomóc-zwłąszcza w nauce.Dałoby się jakoś pogadać
      z matką na ten temat-czy nie bardzo?Czy ona wogóle chce z Wami rozmawiać na
      temat syna,czy tylko widzicie się przy "oddaniu" i "odbiorze" dziecka?
      Napisz coś więcej.
      Ps.nie napiszę tu -ale pamiętaj,że jest dużo samotnych matek,które są w
      porządku-bo to nie na temat(hihi).
      • magdalenka55 Re: Problem z matką dziecka mojego męża 06.06.03, 12:02
        edzieckokarenina napisała:

        > Dałoby się jakoś pogadać z matką na ten temat-czy nie bardzo?Czy ona wogóle
        chce z Wami rozmawiać na
        > temat syna,czy tylko widzicie się przy "oddaniu" i "odbiorze" dziecka?
        > Napisz coś więcej.
        > Ps.nie napiszę tu -ale pamiętaj,że jest dużo samotnych matek,które są w
        > porządku-bo to nie na temat(hihi).

        Zgadzam się, że dużo samotnych matek jest w porządku, jestem nawet pewna, że
        zdecydowana większość. Mam jedną koleżankę, która wychowała sama 12 letnią
        córeczkę na przesympatyczną dziewczynkę, nie mogła liczyć nawet na pomoc
        najbliższej rodziny w wychowaniu dziecka i jakoś porządnie wychować dziecko.
        Dodam jeszcze ciekawostkę, że koleżanka właśnie stara się o pozbawienie ojca
        dziewczynki praw rodzicielskich, bo ten kretyn już ogłasza wszem i wobec, że
        jak córka będzie pełnoletnia, to będzie mu musiała płacić alimenty, bo on
        nigdzie napewno do tego czasu nie znajdzie pracy i mu się te alimenty bedą
        należały. Szok, nie?! Są też takie wypaczenia.

        Co do naszych kontaktów z matką dziecka, to praktycznie wcale takowe nie
        istnieją. Kiedyś próbowaliśmy z nią kilkakrotnie rozmawiać ( w zasadzie mój mąż
        próbował, ale zawsze kończyło sie to awanturą i tym, że mały nie przyjeżdżał do
        nas przez kilka tygodni. Kiedyś byłam świadkiem, jak mąż zwrócił jej uwagę, że
        rozmawiał z wychowawczynią syna, która powiedziała, że mały nie odrabia nawet
        prac domowych to awantura była taka, że słyszeli ją chyba wszyscy sąsiedzi.
        Darek twierdzi, że od lat wszystkie próby rozmowy z nią się tak kończyły. Jej
        wytłumaczenie jest takie, że gdyby miała więcej pieniędzy, to mogłaby wysyłać
        chłopca na korepetycję i napewno miałby lepsze oceny. Ale co mu dadzą
        korepetycje - nie żałuję tych paru groszy, bo mam kuzynkę matematyczkę i kumpla
        anglistę, z którymi możnaby te korepetycje załatwić, a jeśli trzebaby to
        opłaciłoby się jeszcze jakieś inne, ale przecież nie jest tajemnicą, że same
        korepetycje nic nie dadzą jeśli nie będzie się utrwalało wiadomości w domu.
        Chyba dla każdego jest to oczywiste, nie, czy tylko ja mam na to jakieś krzywe
        spojrzenie.
        Mam w rodzinie dzieciaki w podobnym wieku i żadne z nich nie lubi sie uczyć,
        czasami nauka kończy się awanturą i płaczem, ale czy któraś z was lubiła się
        uczyć jak chodziła do szkoły, bo ja naprzykład nie i nieraz nie zabrałam się za
        naukę jak nie dostałam ojcowskiego klapsa.
    • mikawi Re: Problem z matką dziecka mojego męża 06.06.03, 10:50
      skoro twoj mąż uważa, że dziecko jest zaniedbywane, że matka nie poświęca mu
      należytej uwagi i opieki, to może wyjściem jest wystąpienie o przejęcie opieki
      przez ojca, czyli twojego męża?
      • aagn Re: Problem z matką dziecka mojego męża 06.06.03, 11:36
        zgadzam się z mikawi- i chba nie musze tego argumentować.
    • magdalenka55 Re: Problem z matką dziecka mojego męża 06.06.03, 11:43
      Nie martwi mnie wielkość alimentów (gdybym była samotną matką też chciałabym
      dostawać podobne kwoty, ale z pewnośćią nie żądałabym tylu dodatkowych roszczeń
      od ojca). Bardziej martwi mnie to, na jakiego człowieka chłopiec wyrośnie. Nie
      chcę być złym prorokiem, ale biorąć pod uwagę, że on się wcale nie uczy i
      zakłada, że każdy powiniem mu wszystko dać, bo mu się to należy, naprawdę nie
      wiem co z niego wyrośnie. On mieszka z matką i z babką na emeryturze i nie ma
      tej świadomości, że na wszystko trzeba sobie zapracować, bo kto ma mu to
      pokazać. Nie obwiniam babki, bo swoje już w życiu przepracowała i emerytura jej
      się należy. Co gorsza, moja miejscowość jest niewielka i nic się tu nie da
      ukryć - mały ma co jakiś czas bogatych wujków, co zresztą z ogromną dumą nam
      kiedyś opowiadał. Moja siostra spytała go kiedyś przy nas, kim chciałby być w
      przyszłości i ja zdębiałam, bo on powiedział, że chciałby być policjantem, bo
      policjanci biorą łapówki jak ktoś nie chce zapłacić mandatu!!! Kumacie - nie
      tak jak inne dzieci chce być policjantem, bo pan policjant ma mudur i pistolet
      i ratuje ludziom życie, ale dostaje łapówki!!! On miał wtedy 7 lat, jakoś
      trudno mi w to uwierzyć, że sam na to wpadł.
      Co do propozycji, żeby ojciec przejął nad nim opiekę, wydaje mi się trochę
      śmieszna. Gdyby zaszła taka konieczność np.coś stałoby się matce dziecka beż
      zastanowienia wzielibyśmy go do siebie - liczyłam się z tym wychodząc
      za "dzieciatego" faceta, ale skoro mały już teraz widzi w ojcu wroga, który
      jest tylko od dawania pieniędzy, jak wyobrażasz sobie, że utworzymy normalną
      rodzinę, przecież on jest wpatrzony w mamusię jak w obrazek, bo mamusia mu na
      wszystko pozwala i nie musi się uczyć. On nawet nie potrafił zadzwonić w Boże
      Narodzenie i złożyć ojcu życzeń. Trzy lata temu wysłaliśmy do niego do domu
      przebranego mikołaja z prezentem i też nie umiał zadzwonić do ojca - już nie
      mówię, że miał dziękować za prezent, ale chociaż złożyć życzenia. Kupiliśmy mu
      wtedy tor wyścigowy i kiedy po miesiącu przyjechał do nas i go spytaliśmy, czy
      podobał mu się prezent, wyjaśnił, że jeszcze nie wie, bo mama nie ma pieniędzy
      na baterie i nie może sprawdzić zabawki. To jest jego stały tekst "mama nie ma
      pieniędzy..."
      Poza tym, o ilu słyszałyście przypadkach, żeby sąd zabrał matce dziecko i dał
      ojcu, bo ja może o kilku i to w wypadku, gdy matka była niepoczytalna lub jakaś
      zdegenerowana alkoholiczka albo ćpunka. Matce chłopca nie można akurat tego
      zarzucić.
      • mikawi Re: Problem z matką dziecka mojego męża 06.06.03, 11:58
        wybacz, ale mam inne zdanie na ten temat - jeśli dziecko jest zaniedbywane,
        jeśli jego wychowywanie ewidentnie pozostawia wiele do życzenia, to nie jest
        wina dziecka (że wyrasta z niego roszczeniowy, upatrujący tylko swego
        materialnego interesu człowiek), tylko wina rodziców, zarówno matki, która
        takie wzorce mu przekazuje, jak i ojca, który widząc to nie reaguje. I co to za
        stwierdzenie, że ilu to ojcom przyznano dziecko? spróbujcie zawalczyć o opiekę
        nad małym skoro jego dobro jest dla męża najważniejsze, a nie zasłaniajcie się
        matką, że nastawia dziecko przeciwko ojcu. To z matką macie problem a nie z
        dzieckiem. A co będzie, jak za ileś lat dziecko wpadnie w złe towarzystwo i
        zacznie brac narkotyki? to będzie wina matki bo tak go wychowała? to ojciec
        powinien był zareagować a nie czekać co wyrośnie z syna. Na forum Kobieta
        podajże był post takiego ojca, którego 17-letni syn był narkomanem, a ojciec
        twierdził że to wina matki, bo on nie mial na nic wpływu.
        Ja wiem co ja bym zrobiła, gdybym widziała że moje dziecko ma problemy, a
        ojciec który się nim opiekuje tylko te problemy pogłębia: zrobilabym wszystko
        by przejąć opiekę i to samo doradzałabym mojemu partnerowi i bardzo bym go
        wspierała w dążeniu do przejęcia opieki gdyby matka dzieci nie sprawdzała się w
        roli matki. A śmieszne są nie propozycje aby mąż przejął opiekę, tylko
        tłumaczenia że sądy nie przyznają dzieci ojcom, więc nie wchodzi to w grę.
        • mag_p Re: Problem z matką dziecka mojego męża 06.06.03, 12:56
          Mikawi - Ciesze sie ! Bo znowu Sie zgadzamy. Nic tylko to co ja bym napisala!

          Mag
      • aagn Re: Problem z matką dziecka mojego męża 06.06.03, 13:20
        Mojemu bratu została przydzielona pełna władza rodzicielska (matka ma prawa
        ograniczone-nie jest ćpunką,ani alkocholiczką, co do choroby psychicznej...
        żaden lekarz takowej nie stwierdził, jednak ja mam swoje zdanie na jej
        temat smile )
        Pozdrawiam Agn
    • magdalenka55 Re: Problem z matką dziecka mojego męża 06.06.03, 12:45
      Mikawi, sorry ale nie mogę się z tobą zgodzić.
      Pomijam już to, że nadal uważam że są nie przyznałby nam opieki nad dzieckiem,
      bo matka ani nie jest alkoholiczką, ani narkomanką, ani dziecka nie maltretuje.
      Moja przyjaciółka pracuje w Powiatowym Centrum Pomocy Rodzinie i nieraz
      opowiadała mi jakie krzywdzące wyroki dla dziecka wydaje czasem sąd, oczywiście
      kierując się tym, że nikt nie wychowa dziecka lepiej niż matka.
      Ale mniejsza z tym, bo pod tym względem nie dasz się z pewnością przekonać. Mi
      bardziej chodzi o to, że mieszkamy w jednej miejscowości, ok,1 km od siebie,
      czy myślisz, że mały jeszcze bardziej nie znienawidziłby ojca, że ten zabrał go
      od matki, w którą chłopiec jest tak wpatrzony. On nie widzi, że mama może sobie
      pozwolić na fajne ciuchy, na częste imprezy, które też nie są darmowe, on widzi
      tylko to, że mama nie ma pieniędzy na baterie do jego zabawki, bo tata znowu
      mamie za mało dał. Ja osobiście uważam i w mojej rodzinie też się to
      praktykuje, że z dziecmi o pieniądzach się nie rozmawia. Oczywiście nie robi
      się też tematu tabu, można czasem dziecku wytłumaczyć, że nie ma się teraz
      akurat pieniążków, poza tym ja i moje rodzeństwo, jak już mieliśmy kilka lat,
      to rodzice uczyli nas, że na wszystko trzeba sobie zapracować. Nie mówię
      oczywiście o ciężkiej pracy fizycznej, ale np.jak chciałam jakąś fajną zabawke,
      to musiałam pomóc mamie rozłożyć naczynia do stołu, pomóc poskładać pranie itp.
      Oczywiście więcej mamie naprzeszkadzałam, niż pomogłam, ale do tej pory mam
      świadomość, że w życiu na wszystko trzeba sobie zapracować. Moja mama zawsze
      powtarzała, że "czego Jaś się nie nauczy, tego Jan nie będzie umiał". W
      rodzinie mojego męża dzieci były i są tak samo wychowywane. I ja nie widzę w
      tym nic złego. Moje dzieci też będę wychowywała podobnie. My oboje z mężem
      ciężko pracujemy, mąż prowadzi własną działalność, ja często muszę zostawać w
      pracy po godzinach i w soboty i zarabiam 820zł.
      Mikawi tak na mnie wyskoczyła, jak bym była takim pasożytem, który tylko
      narzeka i krytykuje matkę dziecka, a sama nic z tym nie zrobię. Trochę to
      przykre, nie ukrywam. Gdyby tak było, to dałabym sobie z tym dzieciakiem już
      całkiem spokój. Ale martwi mnie to co z niego wyrośnie. Wiem, że to nie jego
      wina. Najgorsze, że nie wiem, jak przekonać męża, żeby znów się za niego wziął.
      On ma już wszystkiego dosyć, przez 10 lat tylko kłótnie o pieniądze i nic
      więcej. Powtarzam, że nie żałuję dziecku pieniędzy i myślę, że alimenty 410zł
      są całkiem rozsądne biorąc pod uwagę, że oprócz tego wiele dziecku dodatkowo
      kupowaliśmy, ale nie mam zamiaru płacić matce dziecka na jej potrzeby, bo mały
      cały czas twierdzi, że tata daje mamie za mało pieniędzy i mama nie może mu nic
      kupić.
      • mikawi Re: Problem z matką dziecka mojego męża 06.06.03, 12:57
        przepraszam, jeśłi tak odebrałaś mój post, nie miałam na celu oskarżać cie ani
        atakować, po prostu szkoda mi dziecka, bo niestety wiem, że nie wszystkie matki
        bronią jego interesów
        co zrobic w takiej sytuacji? może wystąpic do sądu o zmniejszenie alimentów na
        rzecz cześciowej alimentacji naturalnej? argumentem jest to, że mąż mieszka
        blisko dziecka, że się nim często zajmuje, kupuje dodatkowe rzeczy, itp. Mąż
        może powiedzieć, że wnosi o alimentacje naturalną (czyli chce sam kupować
        dziecku potrzebne rzeczy), bo alimenty które płaci matce dziecka nie są
        przeznaczane na potrzeby dziecka, powinien też koniecznie podeprzeć się
        rachunkami za rzeczy które kupuje małemu (ubranka, ksiażki, zabawki, wszystko
        co mu kupuje).
        A co do dziecka, to zdaję sobie sprawę że ciężko będzie wam przeskoczyć sposób
        wychowywania dziecka przez matkę, jak rozumiem argumenty do niej nie trafiaja
        że wychowa materialistę, któremu wszystko się będzie należeć? A potem czytam
        posty wściekłych 25-latków którzy pytają co zrobić bo ojciec wniósł sprawę o
        stwierdzenie ustania obowiązku alimentacyjnego wobec syna, który mimo 25 lat i
        skończonych studiów pracy nie podjął bo wtedy przestałyby mu się należeć
        alimenty. Ręce opadają.
        Współczuję wam, próbujcie (to znaczy niech mąż próbuje) rozmawiać z matką syna,
        a dziecko jak najczęściej bierzcie do siebie i próbujcie przekazać własciwe
        wzorce i postawy. Trzymam kciuki, bo łatwo nie będzie
      • civic2 Re: Problem z matką dziecka mojego męża 06.06.03, 13:56
        Wiesz magdalenko może problem nie tkwi w wychowaniu dziecka, tylko matki. może
        to ją za bardzo rozpieszczacie chociażby taką kwotą alimentów. mój mąż (jedyny
        żywiciel rodziny) po odejściu od żony celowo nie płacił alimentów i co praca
        się znalazła bo zabrakło pieniędzy na koleżanki i kochanka. teraz wniósł sprawę
        o obniżenie alimentów, bo ma już dwoje dzieci. drastycznie ale poskutkowało.
        człowiek, który nigdy w życiu nie pracował a wszystko miał zapewnione nigdy,
        ale to nigdy nie pozna wartości pieniądza! a jeśli chodzi o dziecko, to ja też
        czułam się zobowiązana do pomocy temu chłopcu ale dziewczyny właśnie z tego
        forum przekonały mnie, że moja rola kończy się na nieutrudnianiu kontaktów mężą
        z dzieckiem, reszta nalerzy do rodziców. pozdrawiam.
    • magdalenka55 Re: Problem z matką dziecka mojego męża 06.06.03, 13:17
      Dzięki za wsparcie Mikawi!!!
      Myślę, że dobrym rozwiązaniem byłoby chyba udanie sie do dobrego prawnika,
      który się takimi sprawami zajmuje i on będzie wiedział najlepiej co dla dziecka
      najlepsze. W zeszłym roku korzystaliśmy z rad wychowawczyni chłopca, ale
      przyszedł czas, że i ona stwierdziła, że już sama nie wie co dalej robić. W
      Poradni dali wypis i na tym się skończyło. Wychowawczyni stwierdziła, że nad
      chłopcem matka i babcia rozłożyły taki parasol ochronny i nikt nie może na
      chłopca krzyknąć, zwrócić mu uwagi, bo mały zaraz płacze i do szkoły przybiega
      matka albo babka z awanturą do dyrektorki.
      Teraz największym problemem jest przekonanie męża, że coś trzeba z małym robić,
      póki nie jest jeszcze za późno (mam nadzieję).
      • mikawi Re: Problem z matką dziecka mojego męża 06.06.03, 13:27
        jeny, magdalenka, ja bym składała o przejęcie opieki, możecie powołać się na
        opinie wychowawczyni (może się zgodzi być świadkiem?), na opinię z poradni,
        macie jednak sporo argumentów w ręku że sposób wychowania dziecka przez matke
        jest dla niego destrukcyjny
        • mikawi Re: Problem z matką dziecka mojego męża 06.06.03, 13:31
          i jeszcze jedno, to nie dobry prawnik będzie wiedział co bedzie dla dziecka
          najlepsze tylko to ojciec ma wiedzieć i to on ma walczyć o to by dziecku było
          jak najlepiej (nie tylko w sensie materialnym) a prawnik może tylko w tym
          pomóc, ale to mąż musi podjąć decyzję i mieć twoje wsparcie i pomoc
    • mag_p Re: Problem z matką dziecka mojego męża 06.06.03, 13:34
      Widzisz jha to widze tak jak mikawi.. Jesli widze , ze mojemu dziecku dzieje
      sie krzywda - to nie uzalam sie , tylko nie patrrzac ile mnie to bedzie
      kosztowala nerwowow , wysilku i wszyskiego. WALCZE.
      Bo chodzi o dobro DZIECKA.
      A czy wygram , czy przegram ... to wiadamo roznie bywa nie zawsze wygrywa ten
      co ma racje.
      Ale jesli nie sprubujecie pomoc temu dziecku - to kto...
      I jesli nie sprubyujecie - to nie bedzie cdzice wuiedziec czy wam sie udalo czy
      nie.. Narzekanai niczego nei zmieniall. Trzeba dzialac. Moze uda sie
      przynajmnie to , ze matak - ze strachu - zacznie dbac o to dziecko . A i to
      przecierz dobre!

      Walczcie - nie abyscie wWy wygralkli , ale aby choc troche poprawilo sie temu
      dziecku.

      Pozdrawiam
      Mag
      PS. samymy uzalaniem sie niczego nie osiagniecie i opowiadaniem jaka ta matka
      niedobra...

    • magdalenka55 Re: Problem z matką dziecka mojego męża 06.06.03, 13:38
      Poprostu pomyślałam sobie, że prawnik, który zajmuje się takimi sprawami, może
      zna jakieś instrumenty prawne, które moga wpłynąć na matkę. Dobrym rozwiązaniem
      byłoby chyba płacenie jej alimentów naturalnych (chyba tak sie to nazywało, już
      nie pamiętam, ale wiesz o co mi chodzi, nie?) Może w końcu by się opamiętała,
      może głupio by jej sie zrobiło przed znajomymi i rodziną, a może poprostu ja
      sie tylko oszukuję...? Dobrze, że mi o czymś takim powiedziałaś, bo ja nawet
      nie wiedziałam, że jest coś takiego.
      • mikawi Re: Problem z matką dziecka mojego męża 06.06.03, 13:58
        mimo wszystko uważam że alimenty i ich częsciowa zamiana na naturalne jest
        tylko środkiem zastępczym, bo niestety nie nauczy dziecka pewnych postaw (mama
        będzie mu mówić: idź to taty, to tata ma ci wszystko kupować, bo mi wcale nie
        daje na ciebie pieniążków), a głownym problemem jest sposób wychowywania
        dziecka przez matkę (jego roszczeniowość, zaniedbywanie nauki, kłopoty w
        szkole, histeryzowanie gdy coś jest nie po myśłi dziecka i pewnie cała litania
        uwag z poradni psychologicznej). Alimenty naturalne zapewnią tylko dziecku
        rzeczy materialne, nic poza tym, to nadal będzie tak samo reagujace dziecko.
    • mag_p Re: Problem z matką dziecka mojego męża 06.06.03, 14:01
      civic - zgdzadza sie drastycznie!
      Ale rzeczywiscie . wychodanie dzieck ato sprawa rodzicow!
      I oni o tym powinni decydowac.
      Mag
      • edzieckokarenina Re: Problem z matką dziecka mojego męża 06.06.03, 14:18
        zaniedbania wobec dziecka są ewidentne i wychowywanie go w postawie
        roszczeniowej także.
        Tutaj decyzja nalezy do Twojego męża-i do Ciebie również,bo stanowicie
        małżeństwo.
        Jeżeli mąż chce tego dziecka,to powinniście to przedyskutować i zawalczyć o
        opiekę nad nim w sądzie.
        Może być tak,że mąż naprawdę martwi się o dziecko,ale po prostu nie chce go
        brać do siebie "na wychowanie"-zrobić z niego członka waszej rodziny.
        Przedyskutujcie to najpierw z mężem.
    • aniaje Problem z matką dziecka mojego ...faceta 11.06.03, 00:02
      cześć,my mamy problem z matka dziecka mojego faceta,jeszcze nie są po rozwodie
      ale sprawa wniesiona...ona nie daje mu dziecka jesli on np na czas nie da
      alimentów,i nawet policja powiedziała,ze nie bedzie sie mieszała...a wyroku w
      sprawie widywania nie ma więc co mozna zrobić???nic ,wszystko zależy od niej i
      jej humorków...wmawia nam,ze dziecko mówi wujek zamiast tata,rozpowiada
      wszystkim jaki on jest zły,gada też na mnie i udaje świętą...niektóre kobiety
      są "nieuleczalne".......
      Zycze Ci powodzenia i wytrwałości...i mężowi także,bo dziecko jest
      najważniejsze!!!
      Anka
    • kaja04 Re: Problem z matką dziecka mojego męża 25.06.03, 16:57
      Wiem ze sa ludzie z ktorymi tak ciezko zyc (?) dogadac sie w waznych sprawach.
      Mam na mysli matke chlopca. Taki czlowiek mysli tylko o sobie i wini
      wszystkich za swoje nieszczescie lub z zazdrosci za czyjes szczescie.
      Wiem ze trudno Wam sie bedzie zdecydowac na walke o opieke nad dzieckiem, choc
      moze to byloby najlepsze rozwiazanie dla dziecka. Wtedy matka musialaby placic
      alimenty...wy przekazalibyscie swoje zasady dziecku.
      Jest tez inne rozwiazanie. Mysle ze jezeli daje sie dziecku duzo milosci to
      ono to wyczuje i bedzie lgnelo do Was ze wzgledu na ta milosc. Mysle ze nie
      nalezy winic dziecka za nieodpowiedzialna matke, ono tylko powtarza to co
      slyszy w domu i uwaza slowa matki za prawde. Mysle ze moze nie powinniscie
      kupowac dziecku zabawek...moze nauczylo sie ze zawsze cos od Was dostaje.
      Wazne aby mialo ubranie, ksiazki do szkoly. Zabawki nie zastapia milosci i
      zainteresowania ze strony rodzicow. Jak spedzacie czas z chlopcem? Czy jest to
      biernie czy czynnie spedzony czas?
      Moze zaplanujcie sobie czas tak aby jak chlopiec jest u Was to poswiecajcie mu
      duzo uwagi, dajcie mu czulosc i zainteresowanie i nie mowcie w jego obecnosci
      jaka ta jego matka jest wredna.
      (moi rodzice sie nieznosza i choc jestem po stronie mamy bardzo raniaca dla
      mnie byla - jest ta sytuacja, nie znosze chwil gdy ktos z rodziny ojca obwinia
      moja mame za cos)
      Dzieci kochaja matki bezgranicznie, nawet te mniej idealne.
      Moze kupcie pare zabawek do siebie do domu i bawcie sie razem z chlopcem u
      Was? Niech ma swoje miejsce w Waszym domu, swoj kacik, swoje zabawki. Moze na
      weekend zabierzecie go na wycieczke rowerowa? do parku, do Zoo. Urozmaicajcie
      mu czas, uczcie go swoich zasad w spokojnym otoczeniu. Mysle ze chlopiec tez
      potrzebuje wiecej czasu spedzac z ojcem sam na sam. Mieszkacie blisko wiec
      czeste widywanie nie powinno byc dla Was problemem. Jezeli chodzi o matke to
      wyegzekwujcie to stanowczo, ojcu nalezy sie czas z synem dla dobra dziecka.
      Rozmawiajcie z chlopcem, tlumaczcie, uczcie. Pomozcie mu odrobic lekcje,
      przekazujcie swoje wartosci. Macie ten obowiazek i zaleta jest to ze
      mieszkacie tak blisko.
      Zycze powodzenia i nie traccie nadzieji, wierzcie w chlopca bo moze on tego
      wlasnie od Was potrzebuje. Pozdrawiam. _Kaja
Pełna wersja