magdalenka55
06.06.03, 10:29
Do tej pory na forum najczęściej czytam, jaki to okrutne są drugie żony i jak
przez nie cierpią wasze dzieci. A ja mam problem właśnie z matką syna mojego
męża.
Zacznę od tego, że kobieta, z którą mój mąż ma dziecko nie była nigdy jego
żoną, nawet nie była jego dziewczyną.Po prostu młodzieńczy wyskok. Darek miał
19 lat, ona 24. Wiem to nie tylko z opowiadań męża, ale i od znajomych i
rodziny.
Ta kobieta nigdy w życiu nigdzie nie pracowała, chociaż teraz ma 34 lata. Nie
przeprowadzam wywiadów na jej temat, ale mieszkam w małej miejscowości, gdzie
wszyscy wszystkich znają, stąd trochę o niej wiem.
Problem polega na tym, że chłopczyk już od urodzenia był "towarem
przetargowym"! Mąż dostawał go wtedy, jak oprócz alimentów "odpalił" coś
mamusi albo synkowi. Inaczej bez awantury go nie dostawał, chociaż miał mieć
syna raz w tygodniu.
Kiedy poznałam męża mały miał 5 latek, ja od początku miałam z nim dobry
kontakt, ale od razu dało się zauważyć, że do Darka przyjeżdża tylko w jednym
celu. Jak po niego jechaliśmy i wsiadał do samochodu, to pierwsze pytanie
zawsze brzmiało :a co mi dzisiaj tatuś kupi? Nie przesadzam, sama to
słyszałam. Dodam jeszcze, że matka dziecka dostaje obecnie alimenty 410 zł,
nie wydaje mi się to mało, bo też mam w rodzinie dzieciaki w podobnym wieku i
wiem ile ich matki wydają na utrzymanie. Poza tym podobno na dziecko powinni
łożyć oboje rodzice. Jeśli matka da 410zł i ojciec 410zł, to czy 10-latek
kosztuje miesięcznie 820zł???! Poza tym, jak rozpoczyna się rok rok szkolny,
to my kupujemy małemu książki do każdej klasy, bo jego mamusia twierdzi, że
ją na to nie stać, nadchodzi zima, to kupujemy kurteczkę i buciki
(standardowy zestaw od lat) itp.
Największy problem polega na tym, że mój mąż od jakiegoś roku zaczyna mieć
wszystkiego dość. Nawet nie ma ochoty spotykać się z synem. Mały nie był u
nas już ponad pół roku. Tłumaczę Darkowi, że nie można przekreślać dziecka,
tylko dlatego, że ma trzepniętą mamuśkę, dziecko nie jest niczemu winne. Mój
mąż twierdzi, że po 10 latach ma już wszystkiego dość, bo ile by się nie
starał, to jest zawsze źle, mały przyjeżdżał do niego zawsze po coś, nigdy
tak poprostu, żeby pobyć z tatą. Jak się chłopczyk urodził, to mąż, jego
znajomi i rodzina przez 3 lata zasypywali małego prezentami i ubrankami,
każdy mówił, że dziecko nie jest niczemu winne... do czasu rozprawy w sądzie
o alimenty. Matka dziecka - na co dzień kobieta zadbana i elegancka, do sądu
przyszła w porozciąganych starych ciuchach i przekonywała sąd, że jest taka
biedna, znajomi, którzy byli z mężem na rozprawie nie mogli uwierzyć własnym
uszom, przecież na codzień widywali ją odstawioną, jak spacerowała po
mieście. Powiedziała, że ojciec dziecka wogóle się synem nie interesuje, nic
mu nie kupuje, podobnie jak cała rodzina. Oczywiści sąd uwierzył, bo czemuż
by nie. No i skończył sie rozpuszczanie dziecka, skończyły się prezenty.
Matka wolała dla siebie więcej kasy niż upominki dla dziecka. Szokuje mnie
tylko to, że sąd nawet nie przeprowadzi żadnego wywiadu środowiskowego, nikt
nie sprawdzi jak ta kobieta żyje naprawdę.
Problemem jest też to, że mały jest strasznie zaniedbany, nie chodzi mi o
jego wygląd, tylko o to, że jest jedny z najgorszych uczniów w klasie, kiedy
miał 6 lat, to moja siostra nauczyła go wiązać sznurowadła, bo nawet tego nie
umiał, cały czas sepleni. Mój mąż po konsultacji z jego wychowawczynią
zapisał go do Poradni Psychologiczno - Pedagogicznej dla dzieci. Załamaliśmy
się kiedy odczytaliśmy wypis z Poradni. Wychowawczyni powiedziała, że mały
rzadko odrabia prace domowe i nie ćwiczy nic w domu. Kilka razy wzieliśmy go
do siebie i ćwiczyliśmy czytanki, ale po kilku razach mały rap[tem zapominał
wziąść ze sobą plecaka. No tak kto ma się nim zająć, przecież niepracująca
mama z pewnością nie ma na to czasu.
Trochę się rozpisałam nie, ale jest to dla mnie naprawdę duży problem, tym
bardziej, że sama teraz spodziewam się dziecka. Czy nie można w żaden sposób
na tę kobietę wpłynąć, żeby bardziej się przyłożyła do wychowania syna.
Proszę pomóżcie!
Nie przesadziłam opisując matkę dziecka, bo nie mam w tym żadnego celu. Na
początku, kiedy słyszałam takie opinie o niej od mężą i znajomych nie we
wszystko wierzyłam, bo przecież każda matka chce jak najlepiej dla swojego
dziecka, ale szybko się co do niej przekonałam.
Może macie podobne doświadczenia?