ojcowie naszych dzieci - poziom zdziczenia

10.06.07, 20:31
ja mam pytanie do wszystkich kobiet samodzielnych mam, do ktorych się sama
zaliczam i tak czasami się zastanawiam czy nie wyolbrzymiam niektórych spraw,
czy poprasty tatuś mojej małej jest pomimo swojego wieku dzieciakiem

ile z was po rostaniu z ojcem swoich dzieci/dziecka może powiedzieć, że tatuś
jest odpowiedzialnym człowiekiem - tzn, on z własnej nieprzymuszonej woli
utrzymuje stały kontakt z dziećmi, nie wymiguje się od płacenia na dziecko itp
    • kicia031 Re: ojcowie naszych dzieci - poziom zdziczenia 10.06.07, 20:36
      Np ja moge to powiedziec.
      Moj Ex mimo niecheci Babelka zawsze sie staral w miare swoich mozliwosci
      utrzymywac z nim kontakt. Po jednym konflikcie dotyczacycm wysokosci alimentow,
      ktory zakonczyl sie w sadzie, potem juz porozumiewalismy sie bez problemu. Z
      wlasnej woli na moja prosbe regularnie podnosi alimenty (w tej chwili ponad 2
      krotnosc pierwotnej sumy) i nawet objal nie tylko Babelka ale i mnie swoim
      sluzbowym ubezpieczeniem medycznym (z wlasnej inicjatywy)
    • madziulec Re: ojcowie naszych dzieci - poziom zdziczenia 10.06.07, 20:51
      Alimenty - zaleglych nie chcial zaplacic, musialam poprosic komornika o pomoc. Przy okazji poszlo troche pisemek: do 2 bankow, do pracy, wiec eks nie probuje sie wymigiwac i przyznam, ze alimenty sa nawet pare dni wcesniej niz wyznaczony termin.

      KOntakty - tu jest roznie. Niby w czasi ewyznaczonym sie pojawia. Ale np. jak na urlop dwutygodniowy (w tym czasie przepadaja mu 4 wizyty z 7 w miesiacu) to nawet nie zapyta w smsie co u malego.. Taka niestabilnosc.
      Mam niestety wrazenie, ze mimo wieku nie dorosl do zadnej roli. Bawia go gazetki z samochodami, targi samochodowe, rolnicze, ale nei wie co to odpowiedzialnosc za dziecko, co objawia sie np. brakiem zainteresowania chorym dzieckiem.
    • kajda28 Re: ojcowie naszych dzieci - poziom zdziczenia 10.06.07, 21:48
      mój też zawsze kiedy jest w stanie to codziennie jest u dzieci, a i z
      pieniędzmi, choć niewielkie, też nie robi problemów.
      A kiedy jest w złym stanie nie naprzykrza się.

      Tylko szkoda że tak mało kiedy jest w dobrym stanie...
    • cynamonowy_kot Re: ojcowie naszych dzieci - poziom zdziczenia 10.06.07, 22:00
      u mnie jesli chodzi o kontakt z synkiem nie ma problemow, ex chce sie z nim widywac.
      natomiast co do pieniedzy to juz zupelnie inna sprawa... wlasciwie utrzymuje
      syna sama i bynajmniej nie dlatego ze ex nie ma kasy.
    • christine.p Re: ojcowie naszych dzieci - poziom zdziczenia 11.06.07, 12:00
      malabju napisała:
      > ile z was po rostaniu z ojcem swoich dzieci/dziecka może powiedzieć, że tatuś
      > jest odpowiedzialnym człowiekiem - tzn, on z własnej nieprzymuszonej woli
      > utrzymuje stały kontakt z dziećmi, nie wymiguje się od płacenia na dziecko itp

      Przykro mi, ale jestem po rozwodzie już prawie 10 lat i nadal nie mogę przyznać, że ojciec chętnie, nie przymuszany utrzymuje kontakt z córką... alimenty płaci, bo musi - wisiała nad nim już realna groźba pójścia do więzienia za uchylanie się od płacenia alimentów - wyrok został czasowo zawieszony, żeby są sprawdził, czy się wywiąże - na szczęście, od czasu wyoku płaci na czas (bywa, że i przed terminem) - Widać czasami potrzeba takiego "kopa", żeby zaczął płacić... Jednak do regularnych kontaktów nikt go nie zmusi - nawet problemy z córką sad
    • mama007 Re: ojcowie naszych dzieci - poziom zdziczenia 11.06.07, 12:25
      zawsze się zastanawiam jak to jest, że matka musi, a ojciec "nie może", "ma
      daleko", "pracuje i nie da rady", "nie dostanie urlopu", "nie ma pociągu", "jest
      chory" i inne takie... oczywiście jeśli chodzi o spotkanie z dzieckiem...

      jakoś nasz next przyjeżdża do nas co tydzień 400km i się da....

      a kasa, śmiechu warte. płaci co miesiąc 300zł (chyba ze 3 razy zapłacił na czas)
      i najchętniej rozliczałby mnie z każdej złotówki. z łachą płaci połowę
      przedszkola (ooooo, przepraszam zapłacił raz, teraz już ma w dupie). kupił
      dziecku spodnie, kurtkę na wiosnę i buty, i widocznie stwierdził, że to wszystko
      czego dziecko potrzebuje (bo przecież odżywia się powietrzem....). nie odzywa
      się czasem miesiąc i nawet nie zapyta czy Mała zdrowa.
      no ale po cholerę - to przecież moja sprawa... on jest od prezentów od czasu do
      czasu (na Dzień Dziecka do tej pory córka nic nie dostała, nawet złamanego
      kwiatka, nawet życzeń przez telefon) i od odwiedzania raz na 2 miesiące.

      no bo przecież ON NIE DA RADY CZĘŚCIEJ!!!! a naszą trudną aktualnie sytuację na
      w dupci, bo po co się martwić czy dziecko ma co jeść....
      • kassi_23 Re: ojcowie naszych dzieci - poziom zdziczenia 11.06.07, 14:34
        dzisiaj bio synka napisał mi na gg ze jest ze swoją byłą,z tą którą niby był
        jak przyjezdzał do mnie tylko zadna o sobie nie wiedziała.Zabolało mnie to ze
        obiecywał nam DOm-mieszkanko które kupił niby dla Nas (serce mi sciska nawet
        teraz jak pisze o tym) a wyszło na to ze to jej kątek przytulny sprawił.Chce
        widziec Synka co jakis czas i tyle.Wygodne koles ma zycie.
        Ale to on wiecej stracił i tracic wciaz bedzie, bo nie widzi jak mały dorasta.
        • malabju Re: ojcowie naszych dzieci - poziom zdziczenia 11.06.07, 17:11
          > Ale to on wiecej stracił i tracic wciaz bedzie, bo nie widzi jak mały dorasta.

          myślisz, że on uważa to za stratę?
          to w oczach matek brak kontaktu z dzieckiem jest nawieksza strata, dla nich
          zajmowany czas przez dziecko jest strata...
          mój przyjechał po miesiącu nie interesowania się dzieckiem i to po tygodniu
          suszenia mu głowy a i tak przyjechał na 1,5 dnia bo resztę długiego weekendu
          spędził ze swoją nową kobietą i gdyby nie moje wyrazne powiedzenie co o tym
          mysle wogole nie przyjechałby..

          w moim wypadku kontakt ojca z dzieckiem wygląda tak:
          mając do wyboru:
          przyjaciółka > dziecko - wygrywa przyjaciółka
          spacer > komputer - wygrywa komputer


          i myślisz ze on coś traci? on zyje sobie tak jak mu sie podoba, wolny jak ptak
          bez zobowiazan nawet alimetow nie moge od niego wywalczyć, moje dziecko jest
          jeszcze tak małe, że jej jest wszystko jedno czy jest ten tatus czy go nie ma.,
          a najwięcej tracę ja- nerwy, czas, pieniądze na kolejne sprawy w sadzie... ah
          szkoda gadac

          • cynamonowy_kot Re: ojcowie naszych dzieci - poziom zdziczenia 18.06.07, 19:34
            napisalam ze ex nie placi ale chce sie widywac z dzieckiem. chyba i to sie
            zmienilo. poklocilismy sie w piatek wiec zaczal olewac malutkiego, zrezygnowal
            ze spotkania, dzisiaj napisal mi maila ze na razie nie bedzie sie z nim widywal
            bo nie ma czasu, musi odpoczac, moze zrobic sobie wakacje itd.
            • nioma Re: ojcowie naszych dzieci - poziom zdziczenia 18.06.07, 22:10
              moj ex widuje sie z synem w kazdy weekend
              na ogol zabiera gow piatek po szkole i odwozi w sobote wieczorem
              placi bez problemow, doklada sie do wakacji i innych wiekszych wydatkow,
              na wakacje mlodego tez zabiera
              generalnie jest sympatyczny i lubie go teraz duzo bardziej niz gdy bylismy razem
    • bettyy Re: ojcowie naszych dzieci - poziom zdziczenia 18.06.07, 22:19
      Jestem w zupełnie innej sytuacji niż większość z Was. Bio nie ma praw
      rodzicielskich, a ja nie wystąpiłam o alimenty, dla własnego i dziecka dobra.
      Kiedy w drugie urodziny mojej córci bio wysunął durne żądania smile z uśmiechem na
      twarzy pożegnałam go i odeszłam, zostawiając go osłupiałego na ulicy (mimo iż
      serce mało mi nie pękło, miałam satysfakcje, że okazało się iż źle mnie oceniał).
      W tej chwili bio wykazuje jako taką inicjatywę i daje (marne, ale zawsze)
      pieniądze dla małej, co prawda na drobne upominki, no ale zawsze coś,
      szczególnie że wcześniej nie chciał dać złamanego grosza. O spotkania się nie
      upomina (mieszkamy w jednym, małym mieście).
      Co prawda dla mnie bio zawsze będzie dużym dzieckiem, bo doskonale wie ile
      kosztuje utrzymanie dziecka, a ja nie zarabiam aż tak dużo. No ale przynajmniej
      nie szarpię się i nie denerwuję żądaniami jakie by pewnie stawiał płacąc alimenty.
      Mówiąc krótko = bio dorośleje, ale powoli smile
      • kajda28 Re: ojcowie naszych dzieci - poziom zdziczenia 24.06.07, 09:31
        od 2 kwietnia widział dzieci półtorej godziny.
        I co z tego że kiedy jest w stanie przychodzi codziennie. Tylko że on nie chce
        być w stanie.
        • mama_anuszy Re: ojcowie naszych dzieci - poziom zdziczenia 27.06.07, 22:16
          niby widzi Małą raz w tyg, ale obiecuje weekendy.Ośmieliłam się napomknąć o
          wizycie przed wakacjami (wyjeżdżam z Mała-godzina drogi), i napisałam że skoro
          nie chce jej widzieć to smutne ale do przewidzenia,odpisał że nie mam tak
          pieprzyć i że jestem złośliwa. Ach jak miło...
          • agna1 Re: ojcowie naszych dzieci - poziom zdziczenia 28.06.07, 06:53
            Przyjeżdża często, co najmniej raz w tygodniu, zabera na parę dni do siebie lub
            do babci. Tylko co z tego, jeśli nawet on sam nie wie kiedy to będzie. Dziś
            mała będzie 3 dzień na tatę czekać w przedszkolu, bo obiecał. Odemnie chce
            zwrotu pieniędzy za dni kiedy dziecko jest u niego, kiedyś nawet sobie
            potrącił. Alimenty nigdy nie wiem kiedy i w jakiej kwocie dostanę, zdarzają się
            raty. Nigdy mnie nie uprzedzi czy będzie powiedzmy 10 czy 11. Po co, i tak tu
            mieszkam więc poczekam. Jednym słowem nieodpowiedzialny, ale czy ktoś widział
            odpowiedzialnego faceta?
Inne wątki na temat:
Pełna wersja