alexa-75
28.06.07, 20:09
Tatuś odwiedza synka (2l.8m) średnio 3 razy w tygodniu. Ostatnio dość często
chodzą do parku na plac zabaw. Dzisiaj po powrocie tatuś "pochwalił się", że
mały sam wgramolił się na drewnianą wieżę i nie umiał z niej zejść więc tatuś
wziął go na ręce i uratował. Zapytałam, czy podczas tego wspinania stoi na
tyle blisko żeby go złapać w razie gdyby pośliznęła mu się noga.
Odpowiedział, że nie i dodał, że przesadzam, bo małego trzeba uczyć
samodzielności. Wkurzyłam się niesamowicie. Moim zdaniem - jeśli dziecko
spadnie z ok.2 metrów (bo tyle ma najwyższa wieża) to może sobie zrobić
krzywdę, a uczenie samodzielności nie polega na wspinaniu się 2,5 latka na 2
metrowe wieże. Ja nigdy go nie trzymam za rękę, ani za nogi, ale stoję z tyłu
za nim - na tyle blisko, żeby go złapać gdyby spadał. No i zastanawiam się
czy nie wstrzymać wyjść do parku. Mamy przy domu duży ogród, gdzie jest
piaskownica, huśtawka, rowerek - i mogą się tutaj spokojnie bawić. Co Wy na
to?