ela73
02.07.07, 21:47
nawet nie złożyłam pozwu. Po kolejnej próbie samobójczej wylądował w szpitalu
(psychiatrycznym). Sześć tygodni terapii, ustawiania leków. Jak głupia idiotka
pojechałam, przywiozłam rzeczy, rozmawiałam z lekarzem prowadzącym. Nawet
odwiedziłam z dzieckiem i to dwa razy. Jak nie przyszedł na przepustce na
spotkanie z dzieckiem, obdzwaniałam znajomych, szpital, martwiłam się. A w tym
czasie co? Pan sobie pomieszkiwał z inną - aktorką, lekomanka poznaną w
szpitalu. Od 10 miesięcy, kiedy kazałam sie wyprowadzić, miałam nadzieje, że
cos go ruszy, że sie zmieni. Zmieniło, ale nie dziecko ani ja byliśmy inspiracją.
Dlaczego to tak cholernie boli? Przecież wiem, że i tak byśmy do siebie nie
wrócili. Na rozum, ale w głębi serca, miałam nadzieję.
Na szczęście nie jest ode mnie młodsza. Jest jego równolatką, ładna, zgrabna,
szczupła. Nawet chciał ja dopisać do pakietu medycznego. Ciekawe jako kogo???
Sam sie przyznał, że z kimś jest, a jeszcze w szpitalu pytał się czy rozwód
jest konieczny.
Dlaczego oni zawsze lądują na 4 łapach??