Moja smutna z własnej woli historia!

27.07.07, 16:50
Opowiem Wam moją historię. Jego poznałam 5 lat temu...początki wiadomo
swietne. Przez pierwsze dwa lata było super- kwiaty, romantyczne kolacje itp.
Później też tak było tyle, że nasz związek stawał sie dla nas codzinnością i
zniszczyła go chęć dominacji każdej strony. Do dnia dzisijeszego walczymy.
Częto się kłócimy można powiedzieć, że codziennie, codziennie płaczę. Parę
razy popchnął mnie, parę razy uderzył co prawda nie sam z siebie tylko w
odwecie. Niestety w beznadziejnych dla mnie sytuacjach nie panuje nad sobą!!!
Naszym głównym problemem jest to, że mamy za dużo mamy cztery mieszkania dwa
moje dwa jego. Nie możemy dogadać sie gdzie mieszkać. W grudniu urodził się
nam synek. Kochamy go strasznie! Tylko, że mieszkamy osobno! Wiem, ze mój
problem wyda się Wam śmieszny ale dla mnie jest straszny- najgorsze jest to,
ze sama nie wiem czego chce! Nie potrafie zrozumiec dlaczego to ja musze
zrezygnowac ze wszystkich swoich marzen na rzecz jego ( mieszkanie, praca,
przyjaciele) Z jednej stony nie chcial bym juz go widziec i miec swiety
spokoj z drugiej chciala bym zeby synek mial tate na miejscu. Ale czy
poswiecac swoje zycie? Boje sie ze za pare lat okaze sie jednak zle zrobilam
ze do niego wrocilam. maly jest teraz malutki...pozniej wiecej bedzie
rozumiec!
Pozdrawiam
    • schiraz Re: Moja smutna z własnej woli historia! 27.07.07, 22:17
      witaj,
      pod wieloma względami moja sytuacja jest podobna, różni sie kilkoma szczegółami.
      Jestem w związku małżeńskim od 5 lat, z facetem, z którym na początku było
      super, potem przyszła codzienność. Również kłócimy się nieomal codziennie i
      również kilka razy podniósł na mnie rękę i uderzył, chociaż tak jak i u ciebie
      było to w odwecie lub sprowokowałam go już tak, że święty by nie wytrzymał. Mam
      świetną, dobrze płatną pracę, on również, finansowo jest ok, problemy zaczęły
      się właśnie gdy tą pracę znalazłam. On chciał, żebym z niej zrezygnowała,
      mieszkamy tam gdzie on chciał i rzeczywiście odcięło mnie to totalnie od
      znajomych i przyjaciół. Nasz synek ma cztery lata a my jesteśmy na skraju
      rozwodu, to prawie przesądzona rzecz. Zastanów się naprawdę dobrze do czego
      dążycie, ja też mam trudny charakter i ciężko mi zrozumieć czemu znowu mam
      ustąpić ale widzę po moim maluszku, że on już dobrze wie co się dzieje i cierpi.
      mój mąż również bardzo kocha Małego. Osobno mieszkać nie możecie, to nie
      wyjdzie przy dziecku, to tylko bardziej nakręca problemy, czas na poważne decyzje.
    • magma26 Re: Moja smutna z własnej woli historia! 28.07.07, 09:12
      wiesz fajnie, że napisałaś tego posta
      moja sytuacja jest pod pewnymi względami podobna, choć stoję przed wyborem
      właśnie
      mieliśmy bardzo trudne chwile w małżeństwie, ale pod pewnymi względami maż sie
      zrehabilitował
      tylko cały czas jest problem, że to ja musiałam zrezygnować ze znajomych, z
      życia w mieście, z ambicji zawodowych poniekad
      nie wiem do jakiego momentu i czy wogole rozsadna jest całkowita rezygnacja z
      siebie - pracy, znajomych - ogólnie swojego świata
      przecież niegdy tak nie jest, że caly czas jest cudownie i zyjecie jak papuzki
      nierozlaczki nie potrzebujac nic wiecej....
      jestem zdania, że dla zachowania zdrowego zwiazku kazdy powinien miec choc
      kawalek swojego swiata

      czy te mieszkania sa w innych miastach? Ja właśnie stoję przed wyborem
      wyprowadzki do miasta na tydzien roboczy od pn do pt w dziećmi, bo to odleglosc
      120 km
      zastanow sie czy jest mozliwy jakis kompromis, bo jezeli juz teraz czujesz ze
      ty musisz ze wszystkiego zrezygnowac to to nie jest dobre i bedziesz to
      wypominac i jemu i dziecku podswiadomie
      uwierz, bo juz to przerabialam, to toksyczna mysl i powraca w kazdej kłótni
Pełna wersja