Dziękuję, że Jesteście.

26.06.03, 22:29
Dziś czytałam listy z poprzednich lat, na forum. Są pełne troski, smutku i
rozpaczy. Dziś mnie to wszystko właśnie dopadło, bo nadal nie mam pojęcia co
dalej ze mną będzie. Marazm i miłość, oczekiwanie i nadzieja. Miesza się to
wszystko. Nawet przyjaciele zmęczeni odchodzą, bo nie potrafią pomóc. Julia
śpi, ja po całym dniu spacerków siedzę z kawą przy monitorze. Nic mnie nie
cieszy, ale jedna myśl błysnęła mi na chwilkę: Julia rośnie i jest zdrowa,
mam wspaniałych rodziców i siostrę, która mi pomaga, koleżanki z edziecka i
dwie przyjaciółki, więc nie jest tragicznie. Jedynie mój mąż gdzieś daleko,
odpoczywa od pracy, ode mnie i maleńkiej. Pierwszy rok nowości: samotne
wakacje nad morzem, gdzie córeczka bawiła się w najlepsze, a ja chciałam
wracać...Nawet fotografii nie miałam ochoty robić, a jest to moja pasja.
Gdzie my biegniemy? Po co to wszystko? Czy życie da nam coś jeszcze dobrego?
Przepraszam za marudzenie, ale moje obawy i czekanie na podziały, odejścia i
rozłąki mnie przerastają. Dziękuję, że mogę o Was poczytać, wiem, że nie
jestem sama.

Kasia.
    • stynka Re: Dziękuję, że Jesteście. 26.06.03, 23:45
      Rób zdjęcia, rób! Żebyś nie żałowała tych nie pstrykniętych pstryknięć, gdy
      nadejdą dobre chwile i spokój! smile Zobaczysz, przykrości pójdą w niepamięć. Coś
      o tym wiem smile

      Pozdrowienia,
      stynka również maniaczka

      a efekty maniactwa można obejrzeć tu: www.jachu.com
      • kalpa Re: Dziękuję, że Jesteście. 27.06.03, 07:25
        Kasia, napewno będąc w tej sytuacji jest Ci ciężko, bo trudno, żeby nie było.
        Zostałaś sama z małym dzieckiem, poraniona, nie wiesz na czym stoisz. Masz
        prawo do smutku, żałoby i rozpaczy. Kiedyś też zostałam nagle sama, bo mój
        szanowny mąż kogoś poznał i po prostu odszedł. Może było mi łatwiej, bo nie
        miałam dziecka, więc nie niosłam brzemienia za dwoje. Dobrze, że masz wokół
        siebie życzliwe osoby, bo całkowita samotność jest najgorszym wrogiem. Mnie też
        pomogli przyjaciele, nawet osoby, z którymi miałam zwyczjne kontakty. Po prostu
        ciągle ktoś był gotowy mnie wysłuchać i dzięki temu poradziłam sobie w koncu z
        lawiną emocji, płaczu, strachu. Dobrze, jeśli możesz płakać, bo to Cię oczyści
        od środka, wyciszy. Nie zamykaj się w sobie sama, bo się zadręczysz. Czasami w
        małżeństwie są kryzysy i paradoksalnie scalaja związek. Każdy przechodzi jakąś
        wewnętrzną przemianę, dostrzega rzeczy, na które wcześniej nie zwrócił uwagi. U
        nas tak było. Wrócilismy do siebie już jako inni wewnętrznie ludzie. Tamto
        odejście męża do innej kobiety było dla mnie tak ogromnym wstrząsem, że się
        ocknęłam z pewnego marazmu, ślepego zapatrzenia w niego,. Uświadomiłam sobie,
        że zaniedbałam tak wiele spraw w naszym związku, że on nie wytrzymał. Ale i mąż
        zdał sobie sprawę, że mnie zaniedbywał, że nie umiał mówić wystarczjąco
        wyraźnie o swoich potrzebach. Długo wahaliśmy się, czy naprawdę chcemy iść
        dalej razem, czy ma to sens. Ale kiedy decyzja zapadła było już tylko lepiej.
        Dziś jest dobrze, choć wiadomo, że drobne górki i dołki się zdrzają.
        Może z Wami będzie podobnie, do czegoś musicie dojść. Nie znam wazsej sytuacji,
        nie wiem co sie mężowi stało. To wielkie hamstwo zostawić kobietę z dzieckiem
        samą, draństwo. Ale czasem dopiero dramatyczne doświadczenia budzi ludzi. Może
        on potrzebuje do czegoś dojrzeć. Nie usprawiedliwiam go, bo postąpił jak
        ostatni drań, zostawiając Cię samą. Mam nadzieje, że to rozstanie przyniesie
        lepsze jutro dla Was. Jeśli nie wróci.... Cóż, nie pozostaje Ci nic innego, jak
        żyć dalej z córcią. Czas leczy najgorsze rany, przynosi nieoczekiwane
        rozwiązania. Z doświadczenia wiem, że najtrudniejsze momenty, najczarniejsze
        chwile rzucają nowe i dobre światło na życie.
        Kochana Kasiu, życzę Ci pomyślnych wiatrów i niech Ci się powiedzie. Jak Ci
        będzie smutno to pisz do nas, nie zostawaj sama. Ja jestem z Krakowa, ale
        niedługo wynoszę się do Torunia. I też mi ciężko, mówiąc szczerze.
        Pozdrawiam!
        Kalpa
        • kasiajulia Re: Dziękuję, że Jesteście. 29.06.03, 21:34
          Nie mam pojęcia jakim cudem chce mi się jeszcze oddychać. Problem w tym, że
          prawdopodobnie nie ma innej kobiety, to tylko ja jestem tą wadą do odrzucenia,
          więc mnie odrzuca. To straszne,że konsekwencje kroku Julia będzie odczuwała
          przez wiele lat. Nie ukrywam, ze jestem przerażona.
          Do fotografii wrócę, zazdroszczę Stynka Tobie talentu. Kalpa a Tobie
          zazdroszczę, że masz wszystko za sobą, bo ja nawet nie mam już siły marzyć.
          Tylko dlaczego przenosisz się ze swojego miasta? Praca, mieszkanie czy
          konieczność? Pozdrawiam.
          Kasia.
    • kalpa Re: Dziękuję, że Jesteście.- do KasiJulii 04.07.03, 13:11
      Przenosimy sie do Torunia, bo mój mąż to pędziwiatr i go nosi. Mnie w sumie
      też, ale ciut inaczej. Tym razem zdecydowałam si ustąpić i zgodziłam się na tą
      trudną dla mnie zmianę w życiu. Czas pokaże, czy dobrze zrobiłam.
      Trzymam za Ciebie kciuki Kasia, żebyś jaknajszybciej wyszła z dołka. Mimo
      wszystko nie trać całkiem nadziei na lepsze życie, bo przeciez to, że mąż
      zarzuca Ci złe rzeczy nie jesteś w końca taka ostatnia. To on dostrzega w Tobie
      wady, dla kogś innego możesz być kobietą pełną zalet. Pozdrawiam Cię serdecznie
      Kalpa
      • kasiajulia Re: Dziękuję, że Jesteście.- do KasiJulii 13.07.03, 14:30
        Wróciłam z Julią ze spaceru i zasiadłam do komputera. Moje „cudo” bawi się w
        piaskownicy na tarasie, obiad na kuchni. Żyję z dnia na dzień. Dziękuję za
        ciepłe słowa, cenne dla mnie, bardzo. Napisz co słychać u Ciebie, jak podoba Ci
        się Toruń. Jeśli zechcesz oczywiście ja odpiszę co u mnie. Ursus jest
        niewielki, a my z Juleńką staramy się poznawać, wychowywać, bawić i szaleć
        jakby od nowa, w innej sytuacji trudno się odnaleźć. Pozdrawiam serdecznie.
        Kasia.
    • karolina.slupsk Re: Dziękuję, że Jesteście. 11.07.03, 13:25
      Bardzo wzruszył mnie Twój list.Jestem, a może będę w podobnej sytuacji.W
      ubuegłym roku poroniłam pięciomiesięczną ciążę, upragnioną, zaplanowaną do
      końca wraz z mężem.Byliśmy ze sobą 11 lat w związku, a teraz minęło 5 lat od
      ślubu.Szaleńczo kocham swojego męża, ale on niekoniecznie mnie.W styczniu tego
      roku udało się ponownie.Obecnie jestem w siódmym miesiącu ciąży, ale bez
      męża.Odszedł 3 miesiące temu do innej kobiety.To jego koleżanka z pracy-
      rozwódka z 7-letnim dzieckiem.Jestem przerażona, nie mam celu w życiu, nie
      potrafię "normalnie" funkcjonować.Tęsknię za nim strasznie.Zostawił mnie bez
      środków do życia, z marną pensją w urzędzie.Chcąc się ratować wniosłam sprawę o
      alimenty na siebie - rozprawa 21 lipca, ponieważ mąż wspaniale zarabia.Nie mogę
      tego zrozumieć, boję się, a właściwie jestem przerażona.Nie chcę samotnie
      wychowywać dziecka.On twierdzi, że nie wie jak będzie po urodzeniu; może wróci,
      to jego słowa, które ranią mnie do samych kości.Manipuluje moimi uczuciami, a
      nie potrafię się od niego uwolnić.Łączę gorące pozdrowienia, czekam na jakąś
      wiadomość, może zechciałabyś się odezwać.Pa, powodzenia...
      • kasiajulia Re: Dziękuję, że Jesteście. 13.07.03, 14:25
        Kochana Karolinko.
        Przed chwilką przeczytałam list od Ciebie. Bardzo mi smutno, przykro i trochę
        złości się miesza do tego. Wróciłam z Julię ze spacerku, ona jest taka radosna…
        Zrobiłam jej jedno zdjęcie, może wracam do siebie, nie wiem. Chciałabym Cię
        poznać i jeśli podasz adres elektroniczny chętnie odpiszę. Całuje Cię, Was
        serdecznie.
        Kasia.
    • karolutek2004 Re: ...Nawet przyjaciele zmęczeni odchodzą... 15.07.03, 08:19
      A niektórzy chyba błędnie myśleli, że są przyjaciółmi, bo zostali odrzuceni...
      Tylko dlatego, że są w udanym związku i tworzą kochającą się rodzinę. Przykro,
      zwłaszcza Karolince, która tęskni za Julką.
Pełna wersja