24lena
10.08.07, 09:41
Hej,mam naimie Lena,mam wspanialego rocznego synka.
Od niedzieli zostalismy sami...jest mi ciezko,ale pewnie mnie
rozumiecie.
W piatek zasypialam w jego ramionach,przeprowadzalismy sie wlasnie
do nowego domu.W sobote bylismy zaproszeni na imieniny,ale bylam
zmeczona i nieposzlam...ale ONA tam byla.
Podsluchalam ich rozmowe przez telefon,uderzylam Go...w srode
lecialam juz z dzieckiem do pl,napisal ze chce byc sam.
Teraz zarzuca mi,ze to ja sie wyprowadzilam,ze niedopilnowalismy
zwiazku,ale jak moglismy to zrobic skoro Go ciagle niebylo.
Teraz mam metlik w glowie...
Zawsze potrafilismy sie dogadac,nawet w najbardziej ekstremalnych
sprzeczkach.Tym razem,pozwolil mi wyjsc z domu,niezatrzymal nas...
a potem pisal,ze to ja odeszlam,ale przeciez chcial byc sam.
Teraz targaja mna sprzeczne emocje.Bardzo Go kocham i wiem,ze on Nas
tez.Rodzina byla dla niego zawsze swietoscia,niewiem co sie stalo?!
Z jednej strony chciala bym Go przetrzymac,zeby zatesknil,zobaczyl
co stracil...z drugiej strony chciala bym wrocic do Uk,byc blizej
niego,moze to ulatwi nam porozumienie sie???
Boje sie,ze odleglosc i czas oddali nas od siebie i wplynie na
niekorzysc...niewiem co robic,stracilam kogos kogo kocham,moje
dziecko stracilo tate,stracilam rodzine,dom,prace...stracilam sens
zycia...
Mysle,ze moze dlatego sie tak zachowal,bo dla niego uderzenie w
twarz jest czyms strasznym i moze uniosl sie duma...niewiem...moze
jest jeszcze jakas szansa ze moja rodzina odzyje???
Niechce Go stracic...bylismy ze soba dwa lata...moze to tylko
kryzys...
Podzielcie sie swoimi doswiadczeniami...
Dajcie mi nadzieje,ze zateskni za nami,to bardzo rodzinny
czlowiek,niewiem co sie stalo...
Czekac az zmadrzeje w pl,czy wrocic do uk i zaczac zyc na wlasny
rachunek ale blizej niego,maly mial by z nim kontakt...to przecierz
jego tata
Niepotrafie sie zajmowac dzieckiem,nic niema sensu...