jak pomóc zagubionej?

04.07.03, 12:37
Chciałabym prosić o pomoc, częściowo dla mnie, ale przede wszystkim dla
kobiety, która uważa, że rozbiłam jej małżeństwo... Nie czuję się winna.
Pojawiłam się w momencie, kiedy on wiedział, że z ich małżeństwa już nic nie
wyjdzie. Niestety dla niej nie jest to koniec. Próbowała zatrzymać go na
dziecko - udało się na dwa lata. Problem rozstania wrócił. Są dwie
dziewczynki ( sześć lat, rok i 2 m-ce)
W sumie opowiadanie całej historii, głównie przeszłości nie jest tu
najważniejsze...
Może będę potępiona, może pojawią się zarzuty, że gdyby mnie nie było, to
byliby razem... Albo pytanie: skąd wiem jak było naprawdę, on może kłamać...
Jasne. Ale teraz nie jest istotne to, co by było, gdyby...
Niedługo będzie przeprowadzała się do nowego, kupionego przez niego,
mieszkania...Nie potrafi poradzić sobie z samotnością... Ciągle prowokuje
kłotnie, niestety przy dzieciach...Najgorsze jest, to, że oni nie potrafią ze
sobą rozmawiać. A będą musieli, mają dzieci i one są najważniejsze.. I jest
jeszcze jedna, myślę, że równie fatalna sprawa. Ona należy do kobiet, dla
których njważniejsze jest to, co inni powiedzą i jak będą je postrzegać. Boi
się, że zostanie wyśmiana, bo mąż odszedł. Co powiedzą koleżanki (które nic
nie wiedzą o całej sytuacji), czy ją odtrącą, jak zamieszka sama? Domaga się,
od niego, zachowania pozorów dla znajomych i sąsiadów (wspolne spacery z
dziećmi, wizyty u znajonych itd.)...
Nie wiem jaki powinien być mój udział, i czy w ogóle. Czasami myślę, ze
powinnam z nią porozmawiać, zapewnić, że nie będę przeszkodą między nim a
dziećmi. Czsami myślę, że moglibyśmy od czasu do czasu odciążyć ją i zabrać
dzieci na weekend. Nie wiem, jak postępować, czy ingerować, czekać, co będzie
dalej? Szkoda tyko czasu, który ucieka i który wyrządza krzywdę przede
wszystkim dzieciom. Wiem, że jest to bardzo trudna sytacja dla całej trójki,
właściwie piątki...
Nie czuję się winna zaistaniałej sytuacji. Chciaabym, żeby ktoś jej pomógł
myśleć troszkę inaczej... Ona nie chce korzystać z pomocy psychologa, nawet
koleżanek - wstydzi się powiedzieć prawdę... "Innym się to zdarza i jest to
normalne, ale mi?"
Ja też nie wiem do kogo się zwrócić. Nie chciałabym tłumaczyć: po co,
dlaczego tak się stało. Chyba najważniejsza jest pomoc. Jak radzić sobie w
zaistaniłej sytuacji. Przed nimi rozwód. To będzie dla niej bardzo, bardzo
trudny okres....
Przypadkowo znalazłam artykuł o samodzielnych mamach i postanowiłam napisać,
czy dobrze?

Ziniam
    • sojanka Re: jak pomóc zagubionej? 04.07.03, 18:59
      Nie wiem co powinnaś zrobić, ale wiem jedno, gdyby mnie to spotkało, na pewno
      nie chciałabym żeby kochanka męża zaczela się mieszać do mojego życia i
      cokolwiek mi tłumaczyć.
      Rozumiem, że będac na wygranej pozycji łatwo stać się dobrą ciotką, ale moim
      zdaniem powinnaś dać tej kobiecie spokój.
      • maria_rosa Re: jak pomóc zagubionej? 04.07.03, 22:36

        Nie wnikam w szczegóły, nie dane mi potępiać, ale z własnego doświadczenia
        wiem, że bardzo cięzko się żyje ze świadomością, iż ktoś zabiera to co moje.
        Ponadto są malutkie dzieciaczki, najmłodsze jak piszesz roczek.Dla mnie
        tragedia, rozumiem matkę dzieci.

        Nie wiadomo dlaczego postanowili się rozstać, nie wiem czy dobże rozumiem ale
        przez pojawieniem się Ciebie mieli takie plany?
        Naprawdę ciężka sytuacja.
        Z drugiej strony matka dzieci chce tylko wszystkiego na pokaz, jak
        piszesz.Wnioskuję iż nie zależy jej na mężu w sensie miłości itd.

        Myślę, że szczera rozmowa z partnerem wiele wyjaśni.
        Z mojej strony tyle.

        pozdrawiam serdecznie,








        • netha Re: jak pomóc zagubionej? 12.07.03, 11:11
          Wydaje mi się że chciałabyś jej pomóc również ze względu na to żeby sama mieć
          spokój. Przeszkadza Ci wiecznie czepiająca się była żona a może nawet boisz
          się że facet odpuści i ponownie do niej wróci. Ze swoimi problemami żona
          Twojego faceta niestety sama musi dać sobie radę, nie próbuj proponować jej
          porady psychologa bo dopiero ją zaboli. Jeśli chodzi o kontakt z dziećmi to
          oczywiście powinnyście zabierać je, po to żeby ją odciążyć no i żęby dzieci
          miały kontakt z ojcem. Wydaje mi się żę jeśli już mowa o rozmowie to lepiej
          niech porozmawia z nią on, bo od Ciebie pewnie wszystko brałaby za złą monetę.
          Trudna sytuacja, masę cierpienia po obydwu stronach, no ale...zarówno Ty jaki
          ona macie prawo do walki o swoje szczęście szkoda że złożyło się tak żę przy
          boku jednego mężczyzny. Moja rada dla Ciebie to spokój, a dla niej ...no cóż
          nikogo nie można zatrzymać na siłę a co powiedzą ludzie?...z ludzmi to jest
          tak że jak Ci się dpbrze wiedzie to zazdroszczą , jak żle to się z Ciebie
          śmieją ....zawsze znajdą coś dlatego nie należy tak bardzo kierować się ich
          opinią. Była żona swoją porażkę musi przełknąć zwłaszcza że nie jest tylko jej
          udziałem ale również jego. Podejrzewam że musii mieć na to trochę czasu, bo
          czyż czas nie jest najlepszym lekarstwem? Pozadrawiam i życzę dużo
          cierpliwości i wyrozumiałości dla kogoś komu zawaliło się życie...
    • monia.z Re: jak pomóc zagubionej? 05.07.03, 10:12
      Witam
      Z mojego punktu widzenia jest to bardzo ciężka sytuacja. Gdy rozchodzi się
      dwoje ludzi bo nie posuja do siebie, nie mogą się dogadać itd. i przede
      wszystkim oboje tego chcą to da się to jakoś jeszcze pokojowo rozwiązac. Ale
      jeżeli w gra wchodzi trzecia osoba jest to mieszanka wybuchowa, dochodzi
      urażona duma i to że to ona zostaje pożucon, zostanie sama z małymi dziećmi i
      ich problemami. W tej sytuacji najbardziej będą cierpiały dzieciaczki, a są w
      takim wieku, że nie zrozumią dlaczego tak się dzieje. Moim zdaniem nie
      powinnaś rozmawiać z mamą tych brzdąców to może jedynie pogorszyć sytuację a
      nic dobrego napewno nie zrobisz. Przede wszystkim najważniejsze jest to jak
      zachowa sie facet i to on powinien z nią porozmawiac i jak najszybciej
      rozwiązać tą sytuację aby nie narażac dzieci na długotrwały stres.
      Najważniejsze są tu dzieciaczki i im powinno się poświecic jak najwięcej uwagi
      i tłumaczyć, że to rodzice ze soba sie rozchodzą a nie z nimi, a tatuś zawsze
      będzie z nimi i zawsze będzie je kochał mimo, że juz nie beda razem mieszkć.

      Pozdrawiam Monika i Miłoszek
    • mama.ali Re: jak pomóc zagubionej? 06.07.03, 23:55
      Moja rada – rozmowy z nią to zadanie dla „twojego” faceta, jej męża! Nie dla
      ciebie! W odpowiedzi na Twój post wydaje mi się nie ważny powód ich rozstania i
      Twój udział lub jego brak w nim. Wydaje mi się ważne, że dla tej kobiety Ty nie
      jesteś bliską, zaufaną osobą, autorytetem którego rady ona by chętnie przyjęła.
      Dla tej kobiety Ty jesteś wrogiem i na 99% jestem pewna, że nie zechce ona ani
      Twoich rad ani pomocy. Jedyne co możesz to wspólnie z facetem zastanowić się co
      ona czuje, zrozumieć ją i odpowiedzieć na pytanie co zrobić aby jej cierpienie
      zmniejszyć. Bardzo subiektywnie dodam, że ciśnie mi się tu dajcie jej spokój,
      nie właźcie w życie z pomocą i radami. Dajcie jej odcierpieć swoje i
      zapomnieć. Ale mogę się mylić!!!
      Dodam tylko, że sama jestem po rozwodzie i gdyby jedna z wielu byłych kochanek
      mojego męża przyszła mnie pocieszać, oferować pomoc, czy „pogadać” to
      wszystkimi zmysłami poczuła by co o niej myślę.
      Nawet jeżeli obiektywnie tamten związek rozpadł się z przyczyn niezależnych od
      Ciebie, to pamiętaj że w subiektywnym odczuciu tej kobiety jest zupełnie
      inaczej. A przecież z tym chcesz się mierzyć.
      • ziniam Re: jak pomóc zagubionej? 07.07.03, 08:51
        Dziękuję za wasze listy. Dzięki temu wiele mogę zrozumieć ..

        Wkradła się mała niejasność: tu nie chodzi o to, żebym ja pomagała, jestem
        daleka od tego.... Przyszłośc też pokaże, co dalej...
        Chodzi o to, kto ma jej pomóc....
        Radzicie, aby mąż z nią porozmawiał, jest duży problem - oni nie potrafią
        rozmawiwać ze sobą, w ogóle się nie rozumieją. Każde mówi o czymś innym...
        To powód rozstania: inne podejście do życia, znajomych, seksu, spędzania
        wolnego czasu, nawet jedzenia.
        Dla obojoga ważne są dzieci - to ich jedynie łaczy. Niestety z tego powodu
        ludzie ze sobą nie zostają "do końca życia". No, może niektórzy... Znam takie
        związki, nie należą do udanych. Sama też jestem po rozwodzie, wiem, co to
        znaczy, wiem, co można czuć....
        Tylko, że ja sobie poradziłam. Pomogli moi przyjaciele, rodzina. Ona nie ma
        komu się wyżalić. Znajomym boi się powiedzieć prawdę, bo się wstydzi, a rodzina
        tylko dołuje, zero wsparcia! Smutne to bardzo...
        Owszem, wszyscy mogą zostawić ją w spokoju, tylko, że żale, złości, awantury
        odbijają się na dzieciach. One są świadkami zachowań żony i jej rękoczynów. To
        jest przerażające.... Stąd moja prośba...
        Nie chodzi o mnie, o faceta, chodzi o dzieci... Wiem, co mogą czuć... Wiem, co
        czują dzieci, których rodzice się kłócą....
        Jak pomóc jej, żeby potrafiła zrozumieć, że dzieci nie powinny być świadkami
        takich sytuacji...
        Pozdrawiam
        ziniam
        • mama.ali Re: jak pomóc zagubionej? 07.07.03, 15:08
          Napisałaś:
          „ Radzicie, aby mąż z nią porozmawiał, jest duży problem - oni nie potrafią
          rozmawiać ze sobą, w ogóle się nie rozumieją. Każde mówi o czymś innym... To
          powód rozstania: inne podejście do życia, znajomych, seksu, spędzania wolnego
          czasu, nawet jedzenia.”
          (...)
          „Owszem, wszyscy mogą zostawić ją w spokoju, tylko, że żale, złości, awantury
          odbijają się na dzieciach. One są świadkami zachowań żony i jej rękoczynów. To
          jest przerażające.... Stąd moja prośba...”

          Faktycznie dziwna ta sytuacja, coś mi się widzi że on mieszkają jeszcze razem?
          Jeśli tak, to sytuacja makabryczna! Dzieci ucierpią prawie na pewno!
          Jeśli nie mieszkają razem to jak możliwe są kłótnie, rękoczyny, pokazowe
          spacerki dla znajomych. Wszystko to co najmniej dziwne!
          Wiesz wydaje mi się , że oni oboje mają problem z tym samym: z zakończeniem
          tego związku.
          Ludzie którzy naprawdę się rozstają: nie mieszkają razem, nie chodzą razem na
          spacerki żeby zadowolić sąsiadów i znajomych, na kłótnie i rękoczyny, stosują
          najlepsze z wyjść-nie kontaktują się.
          Jeżeli on postawił by sprawę jasno: nie jesteśmy razem, nie mieszkamy razem,
          jedyne co nas łączy to dzieci i tylko w tej sprawie będziemy się kontaktować –
          to jedyne co ona mogła by zrobić w tej sytuacji to z czasem zaakceptować i
          nauczyć się żyć bez niego.
          Kontakty z dziećmi można w każdej chwili uregulować sądownie. Pomóc można
          finansowo-alimenty. A z reszta życia niestety ta kobieta musie się już borykać
          sama. Może znaleźć przyjaciół którzy ją wesprą, może iść do psychologa, może
          popaść w depresję ale Wy już nic w tej sprawie nie zrobicie. I nawet jeżeli ten
          facet z poczucia winy, czy obowiązku będzie chciał jej jeszcze „jakoś tam”
          pomagać to bardziej jej zaszkodzi niż pomoże. Nikt nie przeżyje tego bólu i
          smutku za nią. Dla mnie kontakty z byłym facetem, dopóki „ileś tam wody nie
          upłynie” to niepotrzebne rozdrapywanie rany. I nie dziwię się jej zupełnie, że
          ona tak miota się w tej sytuacji...

    • ja275 Re: jak pomóc zagubionej? 07.07.03, 12:59
      mchh trudna sytuacja, zawsze mi sie wydawalo ze facet zonaty mimo roznych
      skokow w bok , nie zostawi swojej zony i dzieci... ta sytuacja jest dosc
      skaplikowana, a mysle ze wina lezy po obu stronach. Jesli on by nie chcial nic
      by z tego nie bylo i tak samo jest z Toba jesli ty bys nie chciala to tez nic
      by z tego nie bylo. Najgorsze jest to ze zawsze najbardziej cierpia na tym
      dzieci,ze one to najgorzej odczuwaja i przezywaja i moze sa male to jestem
      pewna na 100 % ze to zaprocentuje na ich przyszlosci, bo dzieci maja b. dobra
      pamiec, rodzice sa w jakims sensie dla nich najwiekszym autorytem z ktorych
      biora przyklad. Mysle ze nie powinnas wkracac w te sytuacje, nie powinnas
      rozmawiac z ta kobieta, bo wydaje mi sie ze i tak niczego nie a juz napewno nie
      wplyniesz na zmiane uczuc jej do niego, albo ona sama dojrzy do tego ze nie ma
      sensu trzymac malzenstwa na sile ( bo sa dzieci ) albo i tak sprawy potocza sie
      tak jak maja sie potoczyc. Ja mysle ze Ty swoja osoba nie bedziesz w stanie nic
      zmienic a tylko mozesz pogorszyc sprawe. Pamietaj ze co ma sie stac to sie
      stanie ... a Ty trzymaj sie narazie z daleka od tej sytuacji, a swoja droga
      powiem szczerze ze faceci to jednak sa swinie .... pozdrawiam
    • edzieckokarenina Re: jak pomóc zagubionej? 07.07.03, 21:30
      zinam-sorki,ale nie chce mi sie wierzyć w Twoje dobre intencje-tzn.ze chcesz
      pomóc "zagubionej"...bla,bla,bla
      ciągle piszesz o dobru dzieci-bla,bla,bla
      o tym,że krzyki "zagubionej" źle wpływają na dzieci,o które tak bardzo się
      martwisz..
      Problem w tej sytuacji(dla Ciebie) leży w tym,że jesteś z żonatym facetem już
      parę lat.
      On pewnie opowiada Ci o swojej miłości do Ciebie i o tym co sama piszesz-że z
      żoną nie może sie dogadać,że nic ich nie łączy oprócz dzieci,nawet sex im nie
      wychodzi...może nawet o tym ze jego orgazmy z żoną były udawane?(z Twego postu
      wynika,ze sypiał z żoną będąc jednocześnie z Tobą-czego owocem jest najmłodsze
      dziecko...).
      A mi się wydaje,że jemu jest tak wygodnie-mieć Ciebie i żonę jednocześnie.
      Niestety takie przypadki są dosyć częste i nienależy chyba nabierać się na
      takie "gadki" żonatych facetów,którzy tkwią w małżeństwie na które tak bardzo
      narzekają...
      • ja275 Re: jak pomóc zagubionej? 07.07.03, 21:50
        i to jest swieta prawda ...bylam kiedys w zwiazku z zonatym facetem ktory
        notabene nie poraz pierwszy zdradzil swoja zone. Nasza blizsza znajomosc nie
        trwala zbyt dlugo gdyz moze to sie wydac smieszne, dreczyly mnie koszmarne
        wyrzuty sumienia z powodu zony i dziecka ktore ma. Nie mialam prawa odbierac
        Pana T. ani jego zonie ani tym bardziej dziecku. To nie mialo najmniejszego
        sensu. Przeciesz i tak nigdy w zyciu nie zostawilby zony dla jakiejs tam
        przelotnej, kolejnej znajomosci ...teraz patrzac z perspektywy czasu dobrze sie
        stalo ze to zakonczylam bo po jakims czasie okazalo sie ze nie bylam jego
        jedyna pocieszycielka jaka mial. Dlatego mysle ze zonaty facet duzo mowi jak ta
        krowa co duzo ryczy a malo mleka daje....

        p.s po roku dowiedzialam sie ze Pan T. nie jest juz ze swoja zona, wniosla
        sprawe o rozwod gdyz dowiedziala sie o jego flirtach... ech zycie zycie
        Neta
    • yenna_m Re: jak pomóc zagubionej? 08.07.03, 13:21
      ziniam, wiesz, nie obraz sie, troche dziwnie brzmi troska o dzieci w ustach
      kobiety, ktora tym dzieciom rozbila rodzine.

      naprawde.

      I jeszcze jedno - kazde malzenstwo mozna uratowac. Tutaj nie ma tych szans, bo
      niestety jestes Ty. I to Ty jestes problemem dla tego malzenstwa. A ze dzieci
      patrza? Coż, patrza rowniez na to, ze tatus spotyka sie od lat i sypia z inna
      pania, pewnie dowiedzialy sie juz, ze sytuacja nie jest kwestia ostatnich
      miesiecy. Widzą rozpacz matki i cynizm Wasz - ojca i Twoj, kochana moja.

      Jak wobec tego mozesz pisac o pocieszaniu kobiety, ktorej zrobilas takie
      swinstwo?
      Jak mozesz pisac o biednych dzieciach, ktore cierpia przez matke?
      Dlaczego, skoro tak Ci lezy ich dobro, sie nie wycofalas?
      Bo facet mowi, ze malzensto be?
      Masa facetow tak mowi, ale zon nie zostawi.
      Masa kobiet tez tak mowi, ale mezow nie zostawi.
      Bo w malzenstwie nie jest ciagle rozowo. Roznie jest.
      A wiesz tez, ze jednostronne relacje sa nieobiektywne?
      Nie wiesz na bank, co sie w tym domu dzieje, bo nie jestes obiektywnym
      obserwatorem. Znasz relacje. Tylko relacje.
      A dla kochanki zona zawsze bedzie ta najgorsza, to zrozumiale. Prosty mechanizm
      psychologiczny - ja nabroilam, rozbilam rodzine, to zeby sie lepiej poczuc z
      zony zrobie kozla ofiarnego i Bog wie jakiego wrednego babola.
      A prawda jest troche inna. Bez skrupulow weszlas w czyjas rodzine. I rozwalilas
      cale zycie - kobiecie, dzieciom. I temu facetowi tez.
      Ble.
      Wiec jak mozesz teraz chciec pomagac? Na chrzescijanskie milosierdzie Cie
      wzielo? Czy jak?

      Przepraszam, nie szanuje takich kobiet, jak Ty. Takich zaklamanych, zepsutych
      do szpiku kosci, falszywych przyjaciolek zdradzanych wlasnie żoneczek.

      Niedobrze mi sie robi, jak cos takiego czytam...
      • mag_p Re: jak pomóc zagubionej? 08.07.03, 13:32
        Yenne_m Popsisuje sie dwom rekami..
        Ja jeszcze dorzuce , ze nie znosze i tych co same sa w "niby wspanaialym
        malzenstwie" a wchodza z butami do durgiego i jeszcze twierdza , ze tak dobrze
        bo " nie pasowlaiscie do siebie"..

        Ja juz to przezylam i teraz juz bolu nie mam. Ale jak czytam cos takiego .. jak
        to niby teraz martwi sie o dzieci i o ta kobiete to...
        To jedyne co przychodzi mi na mysl.. zaklamnaie, obluda i wszystko co
        najgorsze...

        Mag
        PS. ciesze sie , ze ja juz swoje lzy wyplakalam..
        • ja275 Re: jak pomóc zagubionej? 08.07.03, 22:31
          Nie popieram tego układu ale dziewczyny nie bądżcie takie okrutne przeciesz
          nigdy nie wiecie co Was spotka w zyciu , czasem czlowiek sobie cos obiecuje
          mowi ze nigdy by tak nie mogl, ze on tego by nie zrobil a ja mysle ze nalezy
          wychodzic z takiego zalozenia ze nigdy nie mow nigdy i nigdy nie mow zawsze....
          • yenna_m Re: jak pomóc zagubionej? 08.07.03, 23:06
            owszem Neta
            nigdy nie mow nigdy, ale skąd ten cynizm i ta ocena osoby, ktorą sie de facto
            zna z opowiadan? I skąd oktutnie zadane pytanie: ja pomoc biednej miotajacej
            sie wariatce?

            rozwalają mnie takie wątki, jak Boga kocham.
            • ziniam Re: jak pomóc zagubionej? 10.07.03, 11:26
              Mag, Yenna,

              czuję się tak, jakbyście próbowały wyżyć się na mnie za swoje cierpienia.
              Przykro mi... Przecież wcale nie musiscie czytać tego, od czego robi Wam się
              niedobrze...
              Neta ma rację, niegdy nie wiemy, co może się w życiu przytrafić (nigdy nie
              spodziewałam się tego, że rozstanę się z moim mężem, mieliśmy być staruszkami
              trzymającymi się za rękę..., uchodziliśmy za idealną parę, nikt ze znajomych
              nie chciał uwierzyć w nasz rozwód i co?), niewiadomo też w jakiej sytuacji będę
              za kilka lat, może miesięcy.. może czegoś będę bardzo żałować.. Co wtedy?
              Będziecie zacierały ręce: dobrze Ci tak!"?
              Nie lubie uczucia nienawiści, zawiści, złośliwości...
              To w jakiej sytuacji się znalazłam nie należy do najmilszych.. ale jestem też
              szczęśliwa z kimś, kto mnie kocha..
              Dlaczego więc od razu potępiać coś, kogoś, czego/kogo do końca się nie zna i
              patrzy się przez pryzmat własnych doświadczeń?
              Czy to jest rozsądne? Czy to tylko przelanie pozostałości po bólu, który niby
              minął...?
              Jeszcze raz pozdrawiam Was wszystkie
              ziniam
              • yenna_m Re: jak pomóc zagubionej? 11.07.03, 08:43
                zinam, nie rosmieszaj mnie, chyba nie oczekiwalas, ze kobieta Cie bedzie nosic
                za cos takiego na rekach?
                Moze to zabrzmi okrutnie, ale nie da sie zjesc ciastka i miec ciastko.
                Rozbic czyjegos malzenstwa, zabrac dzieciom spokojne dziecintwo i byc za to
                kochanym przez ex-małżonkę i gromadkę dziateczek.

                A ze czujesz sie jak swinia - wybacz, od tego mamy sumienie...
                Właśnie od tego.
                Musisz wypić to piwo. W końcu sama go sobie naważyłaś wink

              • yenna_m Re: jak pomóc zagubionej? 11.07.03, 08:48
                ziniam napisała:

                > Mag, Yenna,
                >
                > czuję się tak, jakbyście próbowały wyżyć się na mnie za swoje cierpienia.
                zinam, ja nie jestem porzuconą zoną, nie jestem samodzielna, jeśli Ci o to
                chodzi.

                Więc to nie kwestia wyżycia się za kopniaki od losu (bo takich kopniaków nie
                było, są mężowie, którzy żon nie zdradzają, są zony, które nie przyprawiają
                rogów swym małżonkom. Choć może dla Ciebie taka sytuacja nie jest za bardzo
                normalna - są ), ale doprawy nie rozumiem, czego Ty oczekujesz? Wsparcia dla
                kochanki perfidnie rozbijającej małzeństwo na tym forum od porzuconych żon? Bo
                żona kochanki nie lubi? I kochanka biedniuteńka cierpi?
                Nie bądź smieszna.

                A moze pochwały z ust żon obecnych?
                Wiesz, ja Cię po glowie nie pogłaskam.
                Nie ma za co głaskać.
                Naprawdę.
      • sojanka Re: jak pomóc zagubionej? 09.07.03, 06:35
        YennaM, Ty też znasz sytuację z relacji, a już wyklęłaś autorkę postu od
        najgorszych.

        Mnie osobiście rozwalają posty "porządnych żon", które plują jadem na te drugie.

        Pewnie sytacja auytorki postu, jej faceta, jego zony i dzieci jest bardzo
        złożona i wcale nie wiadomo, czy gdyby nie ona małżeństwo udało by się utrzymać.

        Niektóre małżeństwa nie sa stworzone by ze sobą być. I nie ma sensu robić tego
        na siłę.

        • adzia_a Re: jak pomóc zagubionej? 09.07.03, 08:43
          Okej, ja tylko zwróciłabym uwagę na jedną rzecz - facet przez jakiś czas
          utrzymywał kontakty z obydwiema paniami (skąd to dziecko?) więc doprawdy, nie
          byłabym taka przekonana, że nie miałam wpływu na rozpad tego małżeństwa...
          • mag_p Re: jak pomóc zagubionej? 09.07.03, 08:49
            a i jeszcze jedno..
            Czego Ona wymaga od tamtej kobiety - zebynie miala uczuc.. Musi przezyc bol..
            moze musi go wykrzyczec , zeby moc dalej zyc..I mysle , ze niepotrzebuje jej
            litosci..
            Kazdy inaczej reaguje na upokorzenie, poczucie krzywdy i bol..
            Mag
        • mag_p Re: jak pomóc zagubionej? 09.07.03, 08:47
          Nie wiem czy wszystkie pary powinny byc razem, ale wiem , ze niektore nie maly
          szansy tego sprawdzic same bo pojawila sie ta trzecia..
          Wtedy para nie ma szans tego sprawdzic.., bo Ona uzala sie nad nim biednym
          itdd. Ale jednak wczesniej byli rodzina.. A pokaz mi rodzine ktora nie
          przechodzila kryzysu...
          Kazda przechodzi i wg. mnie udaje sie przeztrwac tym w ktorych nie pojawia sie
          wspolczujaca trzecia osoba...
          To moje zdanie..
          Nigdy nie mow nigdy , to prawda , ale mam pewne zasady w zyciu i jak narazie ,
          moze ze strata dla mnie udalo mi sie ich przestezegac...

          Pozdrawma
          Mag
          • edzieckokarenina Re: jak pomóc zagubionej? 09.07.03, 10:19
            jeszcze jedno-oczywiście swoją opinię wyrobiłam sobie na podstawie tego,co
            ziniam pisze,a z tego wynika jednoznacznie,ze facet zrobił sobie swój prywatny
            harem...
            są małżeństwa nieudane-i z reguły kończą sie po pewnym czasie rozwodem
            tutaj natomiast facet już od paru lat ma zonę i kochankę-dla mnie to obleśny
            typ,
            a Tobie ziniam po prostu wciska kit,żeby nadal mieć was obie do swojej
            dyspozycji.
            Pewnie opowiada Ci,ze nie może zostawić teraz zony,bo jest małe
            dziecko,wcześniej pewnie tłumaczył sie,że sprawy się skomplikowały i nie może
            zostawić zony,bo jest w ciąży.
            Zawsze będzie sie tak tłumaczył,bo on nie ma zamiaru odejść od żony.
            A ze ona się wścieka...no cóż wcale sie nie dziwię.
            On penie po każdym konflikcie idzie do Ciebie wyzalić się zamiast pogadać z
            żona-potem wraca odprężony do żony i "dziwi" sie,ze ona nadal jest wściekłą po
            ostatniej kłótni,a Ty go pewnie utwierdzasz,ze ona jest beznadziejna.
        • yenna_m Re: jak pomóc zagubionej? 09.07.03, 10:59
          sojanko, bo porządna kobieta nie spotyka się latami z żonatym facetem. Po cichu.
          Ja nie neguję, że mozna się zakochać, hormony padną na mozg.
          Ale spotykać się latami, podczas gdy facet spi z zona (czego dowodem jest
          dziecko) i kochanka i w ten sposob doprowadzic do upadku malzenstwa?
          Dla mnie to dowo na wyzbycie sie wstydu, na puszczenie hamulcow moralnych

          Wchodzac w czyjas rodzine w taki sposob trzeba się liczyc z tym, że postronni
          wystawią taką właśnie cenzurkę. Bo żonie zabierasz męża, a Bogu ducha winnym
          dzieciom fundujesz dziecinstwo pod znakiem rozbitej rodziny (kazdy kto jest
          wlasnie z niepelnej rodziny wie, jak moze sie dziecko czuc z tego powodu
          nieszczesliwe).

          I jeszcze jedno.
          Ciągle nie rozumiem, dlaczego z cierpiącej żony robi się wariatkę.

          Kobieta cierpi, kazda normalna kobieta na jej miejscu by cierpiala.
          Wiec czy to jest naprawde powod to tak cyniczego postawienia sprawy?

    • edzieckokarenina Re: jak pomóc zagubionej? 09.07.03, 12:38
      chciałam jeszcze powiedzieć parę słów w tym wątku...
      wierzę,że facet mógł Cię zbajerować(choć nie mówię że pochwalam),
      mógł Ci obiecywać współną przyszłość,
      ale powinnaś byłą odejść od niego wtedy,gdy okazało się,ze jego żona jest w
      ciąży...to był odpowiedni moment na przecięcie tej "znajomości"-dalej to już
      czyste świństwo
      • ziniam Re: jak pomóc zagubionej? 10.07.03, 10:10
        Dziękuję za wszystkie komentarze. Troszkę mnie przybiły, ale przyznam, że
        spodziewałam się głównie ataków... Mam nadzieje, ze nie wszystkie zostałyście
        skrzywdzone. Gdybym szukała poparcia moich czynów, to na pewno nie
        zostawiałabym postu na forum " samodzielna matka" tylko np. "kochnaka i jej
        niemoralne przygody". Ale sobie jakoś radze psychicznie. Chociaż po Waszych
        listach, aż mi się ręce trzęsą, jak to piszę...
        Wydawało mi się, że dałam do zrozumienia, że nie chodzi o mnie. Niektóre z Was
        przeszły już to piekło zwane rozstaniem, rozwodem, więc wiecie jak to jest i co
        robić. Ja dzięki Wam, wiem już, czego nie robić....
        Nie bedę rozpisywać o przyczynach rozstania, to nie jest proste, jak pisałam
        sama się rozwiodłam, nie mam dzieci), dzięki sojanka za kilka dobrych słów.
        Masz rację to jest bardziej skomplikowane niż Wam się wydaje.
        Nie chcę nikogo usprawiedliwiać i zasłaniać się tekstami: "gdyby nie ja, to
        każda następna". Proszę tylko przypomnijcie sobie to uczucie, kiedy człowiek
        kocha, wariuje, kiedy z tęsknoty ściska w żołądku i kiedy jest w stanie
        przewrócić świat do góry nogami, żeby być z tym kimś, na punkcie kogo tak
        wariuje... Wtedy wszystko wydaje się prostsze i robisz wszystko, żeby być z
        nią, z nim, bo nie wierzysz,że możesz spotkać jeszcze raz kogoś takiego..
        Chemia? Hormony? Nie wiem.... Potem rzeczywistość nieco spowalnia te kroki i
        często obcina skrzydła. Jednak w naszym przypadku jeszcze ich nie obcieło...
        może źle, może dobrze...
        Cieżko jest mi to ocenić, bo jestem emocjonalnie zaangażowana, cięko jest Wam
        ocenić, bo niektóre z Was są zranione i do końca nie znacie mojej sytuacji...
        Nie chciałabym wracać do przeszłości i ciągle roztrząsać, co by było...?
        Stało się, nie da się już tego zawrócić. Ona w przyszłym miesiącu przeprowadza
        się do swojego mieszkania... Moje emocje uczuciowe w sotosunku do niej znacznie
        osłabły, myślę o tym kto (może psycholog? może Wy?) mógłby jej pomóc, żeby to
        przetrwała...
        I nie jestem zwolenniczką zostawania w związku "dla dzieci", na siłe. Dzieci są
        bardzo ważne, ale nie można dla nich stracić siebie. Mam wiele koleżanek, które
        się rozwiodły, bo on odszedł, bo bił, bo był chorobliwie zazdrosny... Różnie...
        I nie chciały zostać z nim dla dzieci. Chcą mieć swoej życie i prawo do
        miłości, do bycia kochaną, do pieszczot, a nie dla seksu dla rozładowania
        napięcia...
        Kazdy z nas ma jedno życie i chce to życie wykorzystać jak najelepiej, to nie
        egoizm, może trochę...
        Znam też kilka mam, które chciały zatrzymać męża na dziecko, jednej się
        udało... Bo to było i trzecie i czwarte dziecko...
        Czy zostanie razem dla dzieci ma sens? Na jak długo? Do czasu kiedy "wyjdą" z
        domu? Co potem? Telewizor, gazetka, harleqiun? nie zrealizowane marzenia i
        nudna starość we dwoje? Bo coś dawno się już wypaliło, zostały obowiązki i
        jedyne rozmowy o dzieciach, które wyjechały... potem o wnukach... A co z nami?
        znów egoizm?
        Chodzi mi o jej przyszłość, o to, że może jeszcze spotka kogoś, kto da jej
        szczęscie,a nie tylko obowiązkową obecność wieczorem, bo cały dzień praca...
        (tzw. ucieczka z domu) i seks bez przyjemności...
        Każda z nas zasługuje na miłość, na to zwariowane uczucie.. Żeby dać się
        porwać, oderwać od szarej codzienności i "uciec" na miesiąc, rok, pięc lat,
        niektórym udaje się na dłużej...
        I życzę każdej samodzielnej mamie dużo miłości, nie tylko tej od dziecka,
        chociaż ona jest najważniejsza, jak sądzę...
        • mag_p Re: jak pomóc zagubionej? 10.07.03, 10:26
          Przepraszam...
          Ale zastanawiam sie , czy dalej bedziesz taka pewna , ze zycie jest tylko jedno
          i trzeba zyc tylko dla siebie i swojej milosci.. Jak ON Ciebie zostawi za jakis
          czas dla innej...
          Wtedy napisz...

          Bo to ciagle ble, ble, ble.. Nie mozesz jej pomoc.. Moglas zostawic ichw
          spokoju.. ale teraz juz nic nie mozesz zrobic.. I przestan sie nad nia
          litowac.. Zapewniam sie , ze nie potrzebuje ani Twojej litosci..,
          Jak wycierpi co jeje - Swietnie sobie poradzi...

          mag
          • edzieckokarenina Re: jak pomóc zagubionej? 10.07.03, 10:54
            ziniam-pięknie napisałaś o miłości i jedynym życiu...
            wszystko ładnie i wzniosle,
            ale mnie w tej "sytuacji" zastanawia nie tyle Twoja postawa,co Twego
            wybranka...
            skoro był(jest) nieszcześliwy w małżeństwie,to dlaczego nie zdobył sie
            wcześniej na odrobinę uczciwości wobec Ciebie i żony? i nie zostawił jednej z
            Was?-to mnie dziwi
            ja kiedy byłam nieszczęśliwa w związku to odeszłąm-mimo iż byłam wtedy w ciąży
            i nie było tej trzeciej.
            Każdy ocenia według siebie i dlatego nie rozumiem tego gościa-albo rozumiem aż
            za dobrze...że nie jest z Wami uczciwy dla włwsnej przyjemności.
            Dlaczego sypiał jednocześnie z Tobą i żoną?-kiedy żona dowiedziała sie o Twoim
            istnieniu?
            to wszystko jakieś poronione...
            • ziniam Re: jak pomóc zagubionej? 10.07.03, 15:43
              kokarenino... masz rację to wszystko jest poronione....
              dlatego szukam rozwiązania, jak to poukładać?
              Kiedy jej powiedział? Na samym początku naszej znajomości... Nie układało im
              się znacznie wcześniej i żadno nie miało odwagi o tym rozmawiać... A może on
              nie miał, trudno to ocenić...
              Ale o to musiałbyś jego zapytać, zresztą po co, skoro wszystkie twierdzicie, że
              kłamie...
              Ty odeszłaś jak byłas nieszczęślwa, on też próbuje, ale ona nie chce być sama.
              Godzi się na to, co jest, bylyby został...
              On powoli ją usamodzielnia. Nie chce zostawić dzieci, będą blisko mieszkać,
              więc codziennie może się z nimi widywać...
              Coż mogę więcej wyjaśnić?
              Jest ciężko, dlatego napisałam...
              Wszystkie potraficie postwić się w jej sytuacji, bo być może większość się w
              takiej sytuacji znalazła.. Nie oczekuje, że będziecie stawiały się w mojej, bo
              jak pisąłam, wtedy list zamieszczony byłby w innym portalu...
              Oczekiwałam wskazówek - dostałam TOTALNE potępienie i oceny...
              No cóż tak bywa...
              • ja275 Re: jak pomóc zagubionej? 10.07.03, 20:29
                ... nie wiem ale mysle ze nie wszystkie Cie potepiaja i moze nie o potepienie
                tu chodzi tylko kazda zapewne proboje postawic sie nie w Twojej sytuacji lecz w
                sytuacji zdradzonej zony, mysle ze to naturalny odruch - moze gdybys byla w
                malzenstwie Twoja reakjca bylaby podobna a moze nawet identyczna jak prawie
                kazdej z nas. Mysle jednak ze nie do nas nalezy ocena tej sytuacji, bo niby
                jakim prawem mamy Cie oceniac. Sytuacja i tak sie sama rozwiaze czy to sie
                stanie niebawem czy za jakies pare lat to i tak co ma byc to bedzie....
          • ziniam Re: jak pomóc zagubionej? 10.07.03, 15:28
            Jesteś strasznie cyniczna mag... przykro mi...
            przykro mi, że cała winę zganisz na mnie, czuję się jak tarcza do której ktoś
            strzela, żeby się wyładować.
            Czy bedziesz miała satysfakcję, jeżeli mój związek się rozpadnie?
            To o to w życiu chodzi? Dokopać?
            Na szczęscie mam innych przyjaciół.... pomagają, nie kopią...

            ziniam
            • mag_p Re: jak pomóc zagubionej? 10.07.03, 15:47
              Nie chodzi o to aby dokopac..
              Ale ja stawiam sie w pozycji tej kobiety i wybacz Twoej wypowiedzi by mnie
              doprowadzaly do bialej goraczki...
              Nie wiem , ale ja nie oczekuje od obecnej mojego ex nic , a juz napewno nie
              litosci..
              Bo potrafie sobie poradzic , bez niego..
              A chcwile na to by przezcy sterss- . Cuz Ona musi to przezyc.. Przejsc sama. To
              musi sie w niej przegryz... Nikt i nic tego za nia nie przezyje.. Mysle , ze
              nie wiesz o Niej wszystkiego i ze Ona ma przyjacol ktorzy Jej pomoga..

              Cynizm.. Widzisz dla mnie cyniczny byl ten list..
              Czy zalezy mi na tym zeby Twoj zwiazek nie wyszedl.. NIE !
              Ja nie mam do tego zadnego stsunku .. Ja nie znam Ciebie , jego , ani je..
              Choc bedec w podobenj sytulacji do niej , latwiej mi jest zrozumiec ja ..

              I wybacz jesli uwazasz , ze jestem cyniczna , po prostu .. wydaje mi sie , ze
              tych chcesz z siebie zrobic "dobra wrózke" - i to mnie wkurza!
              Pozdrawiam
              Mag
            • adasari Re: jak pomóc zagubionej? 11.07.03, 21:28
              Cynizm?
              Dawno nie poznałam tak cynicznej postawy jak Twoja.
              I do tego naiwnej.
              Myślisz,że całe życie będzisz biegać z nim za rękę po łące?Teraz jest fajnie,bo
              balansujesz na cienkiej linii.Trochę adrenaliny i świat jest Twój.
              Gdyby Cię kochał,nie spał by z inną kobietą.On Cię zdradza,nie uważasz?


              Szkoda mi tych dzieci.
              Czasem trzeba powyć z miłości do ściany.Ale zachować godność-swoją i czyjąś.
    • mag_p Re: jak pomóc zagubionej? 10.07.03, 15:56
      Inaczej.. Czytalam kilka Twoich wypowiedzi i mam pytanie .. Czego chcesz?
      Czego oczekujesz?
      Nie pujdzie wszystko gladak !
      Ta kobieta przezywa dramat... I to nie jest wariacto - tylko jej osobista
      wielka tragedia...
      Jesl Zle , moze przy okazji Tobe tez jest zle.. Ale nie poprawisz etgo - bo Ona
      ma prawo przezyc to sama i po swojemu.. To jej zycie...
      I zabolala mnie jak bolejesz nad jej dziecmi.. Moze One rozumieja jej
      tragedie.. Zadna z kobiet nie staje sie nadczlowiekiem - tylko dlatego, ze ma
      dzieci...
      I dzieci to przezyja - Pewnie trzeba sie strac , zeby jak na j mniej..
      Ale.. ja wierze , ze Ona sie stara - przeciez Je kocha....


      Pozdrawim
      Mag
      • pesteczka5 Re: jak pomóc zagubionej? 12.07.03, 03:00
        Jestem żoną, więc z urzędu wszystkie kochanki bym wystrzelała.

        Ale przed ziniam chyba palec by mi drgnął.

        Bo myślę, że dziewczyna nie jest zła, tylko zakochana, naiwna, no i uwikłana,
        więc trudno jej zdobyć się na obiektywny osąd sytuacji.

        Kochanka zawsze pojawia się w małżeństwie, gdzie 'coś się już psuło', bo
        kochający i kochany mąż nie szuka przygód. Co nie znaczy, że ta pani jest wtedy
        najlepszym, co może im się zdarzyć...

        Ziniam patrzy na żonę z pozycji siły, bo czuje się kochana i to pozwala jej na
        wielkoduszność. Ziniam, to tak, jakby drzaga tkwiąca pod ropiejącym paznokciem
        dziwiła się, że ten palec ropieje! Jesteś tą drzazgą, która tkwi w rodzinie
        twojego faceta i przy każdym poruszeniu sprawia ból żonie i dzieciom!

        Ja ci wierzę, że naprawdę go kochasz. Wierzę też w twoje dobre intencje
        względem dzieci i żony. Ale to tak, jakbyś podcięła gałąź i z lamentem biegła
        ratować tych, którzy z niej spadli, naprawdę.

        Natomiast nie wierzę w to, że ten pan cię kocha. Całkiem możliwe natomiast, że
        kocha w jakiś sposób swoją żonę, skad wiesz, co jej mówi? Od ciebie bierze to,
        czego mu brak, a całą resztę od niej? Coś go jednak przy niej trzyma! Albo ją
        kocha, albo jest tchórzem i wygodnie mu w tym układzie. Ciebie też oszukuje. A
        nie przeszkadza Ci, że z nią sypia? Skoro ma piękny seks przy tobie, to co, z
        obowiązku się z nią kocha, umartwia się?

        Jesteś mądrą, refleksyjną osobą. Masz godną szacunku umiejętność przyjmowania
        nawet zacietrzewionej krytyki. Poza tym masz sumienie i wsłuchujesz się w nie.
        Ja nie potępiam cię w czambuł. Twoja postawa byłaby dla mnie zrozumiała, gdyby
        ten wasz pan był po rozwodzie z żoną i ona zachowywała się tak, jak teraz. Ale
        nie jest!!! Skąd wiesz, że twoja pozycja jest tak mocna, jak myślisz? On
        krzywdzi was obie... O dzieciach nawet nie wspomnę... Jesteś zakochana i to cię
        niesie... To ogromna wartość, której niejedna może Ci zazdrościć... Ale wiesz
        co, jest jeszcze duma i godność... Ja nie zniosłabym, że on przychodzi do mnie
        z ciepłego łóżka żony! I nie sądź dłużej, że jesteś biernym pionkiem w tej
        grze! Zabrałabym d... w troki i usunęłabym sie z tego układu... a potem choćby
        zęby w ścianę...

        Bądź uczciwa... on nie traktuje cię fair... no i jeśli naprawdę chcesz pomóc
        tym dzieciom, to po prostu zniknij, daj im dojść ze sobą do ładu, twoja pomoc
        nie jest tam potrzebna!

        Wiem, że sytuacja jest jak gordyjski węzeł. Ale przeciw wam przemawia stan
        zawieszenia!!!

        P.S. Kochanką ani zdradzoną nie byłam, ale dawno temu właśnie w obliczu
        wielkiej miłości odwróciłam się i wyszłam unosząc ze sobą dumę! I byłam
        nieugięta. Im większe uczucie, tym moim zdaniem większe pragnienie wręcz
        ortodoksyjnej wierności sobie i swoim zasadom... Moim zdaniem to się w sumie
        opłaca...

        Pozdrawiam Cię i życzę, żebyś znalazła dobre wyjście i spokój sumienia... I
        porozmawiaj ze swoim facetem, ale zdejmij na tę okazję różowe okulary...
        • adasari Re: forum 12.07.03, 09:06
          Sam fakt umieszczenia tego listu tutaj,na forum mama samodzielna o czym ma
          świadczyć?
          Przecież Ty nie jesteś mamą więć pisałaś "pod" nią?
          Ale ona nie jest póki co samodzielna.smile))
          I nie wiadomo czy będzie bez względu jak bardzo tego pragniesz.
    • carlafehr Re: jak pomóc zagubionej? 12.07.03, 13:49
      W zasadzie podpisuję się pod postem Pesteczki. Jedno jednak zdanie Ziniam
      uderzyło mnie szczególnie, coś o tym, że żyje się tylko raz i trzeba z tego
      korzystać (nie dosłownie ale tak mniej więcej to odebrałam). No więc tym
      różnimy się od zwierząt, że mamy sumienie vel "kręgosłup moralny" czy jak to
      jeszcze nazwać, żeby dążąc do własnego szczęścia nie iść jednak po trupach. A
      jak już iodę po tych trupach, to przynajmniej nie oczekuję, żeby inni za to
      mnie głaskali po głowie. Mimo to zgadzam się jednak z Pesteczką.

      pozdrowienia dla wszystkich
      MonikaS
      • majah76 Re: jak pomóc zagubionej? 12.07.03, 14:45
        Wprawdzie żoną nie jestem, ale zgadzam sie z Pesteczką... Powinnaś pomyśleć nad
        usunięciem się (i tak tego nie zrobisz...) z ich życia.

        Właściwie Pesteczka napisała wszystko, co chciałam powiedzieć, więc już nic nie
        będę dodawać.
        Z tym "kręgosłupem moralnym" wink Moniki też się zgadzam. Pomyśl o tym
        przynajmniej.

        Majka (samodzielna m. wink, hmm...)


    • helena29 Re: jak pomóc zagubionej? 14.07.03, 17:03
      To jak to wyglada? On z nia mieszka (z zona i dziecmi), nie maja nawet
      rozwodu, sa rodzina. I z Toba, spotyka sie raz w tygodniu? czekasz na niego z
      otwartyni ramionami a on ci sie wyzala i skarzy na zone? Jak to dlugo trwa?
      Meczysz siebie i ta biedna kobiete. Przeciez oni maja dzieci, malutkie dzieci
      ktore tego teraz nie potrzebuja. Ten facet to najwieksza swinia, bo rani was
      obie i dzieci. Ty tez nie jestes swieta bo na to wszyskto sie godzisz.
      Moze to ty potrzebujesz pomocy psychologa? Nie, nie potepiam cie ale nie wiem
      jak mozna tak zyc? Jak mozna zyc ze swiadomoscia ze on nie nalezy do ciebie,
      ze tylko jestes jego zabawka...bo jak to inaczej nazwac?
      Czy pomyslalas ze w przyszlosci ty mozesz byc ta porzucona i zdeptana zona? Bo
      facetowi sie znudzisz, bo bedziesz zajeta dziecmi i nie bedziesz miala ochoty
      na wymyslny sex? On szybko sie pocieszy w ramionach innej, z ktora bedzie
      mogla wyplakiwac sie na niedobra zone.
      A ona jak ma z nim spokojnie rozmawiac? Po tym co on jej robi? I ona tez go
      kocha, robi wszystko aby byc przy nim, godzi sie na ten uklad, tak samo jak
      ty.
      Po prostu bardzo zle trafilas, bo jakby cie kochal to by nie bylo drugiego
      dziecka, to by sie rozwiodl i nie zadawal wiecej bolu zonie i tobie. Cos mi
      sie tu bardzo nie podoba...
      A co z Twoja duma? czy zawsze czekasz na niego z otwartymi ramionami? czy nie
      czujesz upokorzenia gdy on wraca do zony? Chory zwiazek, nie rozumiem i nie
      chce zrozumiec. Helena
      • edzieckokarenina Re: jak pomóc zagubionej? 14.07.03, 17:07
        całkowicie zgadzam się z Heleną.
    • helena29 Re: jak pomóc zagubionej? 14.07.03, 17:05
      I jeszcze jedno, jakiej pomocy oczekujesz od samotnych matek i zdradzonych
      zon? Jak one moglyby pomoc tamtej kobiecie? Modlitwa chyba!
    • helena29 Re: jak pomóc zagubionej? 14.07.03, 17:07
      I tytul watku "jak pomoc zagubionej"....kogo masz na mysli? siebie czy zone?
      Mysle ze ty jestes bardziej zagubiona. Ona walczy o swojego meza, o ojca swych
      dzieci i jej nie potepiam. Ty walczysz o swoje szczescie....ale czy to jest
      szczescie, byc zakochanym w takim facecie?
Pełna wersja