mammaj
04.09.07, 00:13
Witam,
Czytałam wątek o tym, kiedy pozowlić na spotkania z neks. Mnie nie
spytano o zgodę. Po prostu po jednym z weekendów spędzonym z tatą
dzieci opowiedziały że były z ciocią Z. Od tego czasu spotykały się
regularnie z tatą i Panią Z, po krótkim czasie zaczęły bywać w jej
domu; w końcu nawet dostapiły własnego pokoju (ich tata już tam swój
miał). Nie miałam woli utrudniać kontaktów ojca z dziećmi (7 i 2
lata) i w dobrej wierze godziłam się na te spotkania, siłą rzeczy we
4. Wyszłam z założenia, że im silniejsza więź nawiążą teraz z tatą,
to cokolwiek się wydarzy później (nowe dziecko, zmiana frontu do
dziec neks po ślubie) nikt im tego nie odbierze. Zaprotestowałam w
którymś momencie, jak zaczęli jeździc do jej rodziców na weekendy,
uczestniczyć w jakis spotkniach rodzinnych tamtej strony. Ale i to
mało stanowczo, i mało skutecznie. Minął rok. I poznaję neks...
podczas odwiedzin na obozie wakacyjnym starszego dziecka. Dodatkowo
przyjeżdżają z młodszą córką, którą tata rano zabrał na weekend.
Sytuacja, której nikomu nie życzę. Emocje - porównywalne z tymi z
sali sądowej. Koszmar...
I tak sobie myślę, ze chyba gdzieś ta równowaga została mocno
zachwiana. Bo ani ja się od nich nie opędzam, ani na zdrowiu nie
podupadłam, mają mamę - potrzebna jest druga?
W dobrej wierze umożliwiałam, ułatwiałam nawet, kontakty z tatą.
Siłą rzeczy i z nią. I doszłam do momentu, gdy oni uzurpują sobie
prawa do stanowienia rodziny (tak to przynjamniej wygląda), którą
przecież nie są. I nigdy nie będą. Przynajmniej nie z moimi dziećmi.
Trudno mi teraz. Czuję, że powinnam ukrócić te praktyki. Nie wiem
tylko gdzie jest ta granica: ojcostwa - macierzyństwa. Osobnego. Nie
chcę reagować histrycznie i "od dziś możesz się widywać z dziećmi w
II i IV wtorek miesiąca, 3 godziny na placu zabaw pod domem". Ale
też nie może tak być dalej. Neks za bardzo weszła w życie dzieci. i
ja jej na to pozwoliłam.
Nie wiem co mam robić dalej.
A.