"kolorowe" poranki z dzieckiem....

04.09.07, 13:40
codziennie rano...gdy słońce wstanie (albo i nie) zegarek budzi mnie
a potem ja budzę swoje dziecko. Bo trzeba z domu wyjść do pracy i
przedszkola.
Budzenie dziecka polega na łaskotkach, borciuchach i innych
rozweselających rzeczach. Piknie jest przez 5 min. Potem już są
jedne wlk schody. Płacze, szlochy i leżakowanie na podłodze z
krzykiem na ryjku - w wykonaniu dziecka. Mimo tego, że aniołem
jestem, czasami puszczaja mi wodze cierpliwości...I też zaczynam
krzyczeć, grozić. Akcja kończy się totalnym płaczem, moimi krzykami
i okropnym wkurzeniem. Ide do pracy w....a i zła. Jak mogę to
zmienić??? Help!!!
    • anetina Re: "kolorowe" poranki z dzieckiem.... 04.09.07, 13:52
      a ile czasu przed wyjściem budzisz dziecko?

      ja budzę Małego o 6
      a musimy wyjść o 6.40-6.45
      więc dziecko ma dużo czasu na "marudzenie"
    • galateja Re: "kolorowe" poranki z dzieckiem.... 04.09.07, 15:02
      wenezuela1 napisała:

      Potem już są
      > jedne wlk schody. Płacze, szlochy i leżakowanie na podłodze z
      > krzykiem na ryjku - w wykonaniu dziecka. Mimo tego, że aniołem
      > jestem, czasami puszczaja mi wodze cierpliwości...I też zaczynam
      > krzyczeć, grozić. Akcja kończy się totalnym płaczem, moimi
      krzykami
      > i okropnym wkurzeniem. Ide do pracy w....a i zła. Jak mogę to
      > zmienić??? Help!!!

      Ja mam tak samo nie lam sie.
    • borys.joszko kilka rad doświadczonego w bojach 04.09.07, 18:27
      O rany! A ja myślałem, że to mój syn ma problemy ze wstawaniem (co
      ciekawe, tylko w dni powszednie, w weekendy wywala mnie z łóżka
      bladym świtem). Ja już zrezygnowałem z perswazji i po prostu
      stwarzam warunki, w których nie można dalej spać - tzn. podciągam
      żaluzje i włączam głośno muzykę. W skrajnych przypadkach ściągam
      kołdrę, ale staram się tego unikać, bo pamiętam, jak mnie to
      denerwowało w wykonaniu mojej mamy. W przypadkach jeszcze
      skrajniejszych i kiedy się bardzo spieszymy - biorę dziecko na ręce,
      wyciągam z łożka i zanoszę pod prysznic. Potem grożę, że otworzę
      wodę. Wtedy z reguły się poddaje. Jeśli się nie poddaje i kuli pod
      ścianą, usiłując dalej spać, wodę rzeczywiście włączam (rzecz jasna,
      ciepłą!). Najpierw się złości, potem się śmieje, a po dwóch minutach
      chlapania dochodzi do siebie. No, tylko piżamkę trzeba suszyćsmile
      • mag00sia Re: kilka rad doświadczonego w bojach 04.09.07, 23:19
        Ja też tak miałam... Troszkę pomogło rygorystyczne kładzenie do łóżka o ok. 18..uncertain juz lepiej kłócic się na wieczór niż na poranek.
        Genralnie mówi się że dziecko musi wstac samo żeby się wyspało.. niwyspane w końcu "wysiądzie", będzie, nadąsane etc.. na szczęście teraz mam komfort że możemy spać do przyzwoitej pory.. Bogu dzięki.
      • jenny_curran Re: kilka rad doświadczonego w bojach 05.09.07, 13:55
        To jeszcze piżamkę rano suszyciewink?????wink)).
    • jenny_curran Re: "kolorowe" poranki z dzieckiem.... 05.09.07, 13:57
      To ja mam takie jazdy z blisko 2-latkiem kiedy każę mu iść spać w
      ciągu dnia. No poprostu wtedy jest cyrk.
Inne wątki na temat:
Pełna wersja