orquis
21.07.03, 14:33
Cześć, jestem mamą 6 miesięcznej Lili. Od kilku miesięcy dręczy mnie pytanie –
dążyć [niemrawo ale jednak] do kontaktu z ojcem dziecka czy też dać sobie
spokój. Inaczej – czy podtrzymywać w sobie gotowość do tego spotkania. W.
wie, że ma dziecko. Nie utrzymuje z nami żadnego kontaktu. Na pytanie, które
z siebie ostatnio wydusiłam smsowo – czy chce Lilę zobaczyć, odparł – jak
będzie kiedyś okazja [mieszkamy od siebie daleko].
Szczerze mówiąc nie mam na to ochoty.
Żeby wszystko było jasne – moja słodka mała jest dzieckiem – niespodzianką,
czyli dzidziusiem wpadkowym. Zaszłam w ciążę mimo zabezpieczeń, z
człowiekiem, z którym dopiero zaczęłam się spotykać. Nie chciałam mieć z nim
dziecka, ale stało się, po pierwszym szoku uznałam, że to było zrządzenie
losu. Nie chciałam się z nim wiązać, ani niczego wymuszać, miałam tylko
nadzieję, ze pomoże mi w pierwszych latach i będzie tatą swojego dziecka.
Po kilku gorących rozmowach do dziś faceta nie lubię i nie szanuję, za to że:
okłamywał mnie, zdradzał swoją rodzinę [o której podczas naszych
spotkań "zapominał" mi powiedzieć], za to że chciał mnie zmusić do usunięcia
ciąży, za argumenty jakich użył i nękanie mnie w tym celu telefoniczne
włącznie z próbą przekupstwa, no i za zostawienie samej sobie.
Poza niechęcią osobistą, z racji odległości, zobowiązań wobec rodziny nawet
przy dobrej woli kontakty między nimi- czyli ojcem i córką - byłyby rzadkie i
trudne. Przy złej – myślę, że o ile będą – będą bardzo rzadkie i nijakie.
Lepszy taki ojciec czy żaden? Podobno dziecko powinno mieć świadomość ojca,
ale co w tej sytuacji może ona oznaczać, sama nie wiem.
mama w kropce