Nie jesteśmy feministkami !!!!

25.10.07, 21:11
Kochane,

piszę ten post, bo ostatnio coraz bardziej irytują mnie wypowiedzi
na nasz, na większość z nas, temat, wypowiadane na "samodzielnej".
Jesteśmy niby feministkami, bo uważamy, że większość facetów jest
nieodpowiedzialnych, że generalnie (nie zawsze!), dzieci powinny
zostać przy matce, że wogóle jak to możliwe, że czasem chcemy
ograniczyć facetom kontakty / prawa do dziecka. Z tego względu
jesteśmy nazywane mianem zagorzałych, nienormalnych feministek
walczących z całem rodem męskim.


Więc ja chciałabym napisac słów kilka:

Po pierwsze, gdybyśmy były feministkami, to nie siedziałybyśmy
na "samodzielnej" i byśmy nie płakały, ze jesteśmy same. Wręcz
odwrotnie, cieszyłybyśmy się z tego, że jesteśmy bez durnych
facetów. Zapewne, - przynajmniej większość z nas wychodziła za mąż i
rodziła dzieci nie po to, żeby być sama, tylko po to, żeby mieć
pełną, kochającą się rodziną. Jesteśmy za rodziną, za szczęciem i
ognisiem domowym.
To, że nas (i nasze dzieci) faceci zostawiają, to wtedy przeważnie
cierpimy i same tego nie wybieramy. Sytuacja inna jeste wtedy, kiedy
my zostawiamy facetów - robimy to z cięzkim sercem (oczywiście nie
piszę o wszystkich), tylko dlatego, że -facet nie dba o nas i nasze
dzieci, -facet się awanturuje i stosuje przemoc (tak jak to u mnie
było), - facet jest alkoholikiem, narkomanem, -facet chodzi na
dziwki.
Pozostają oczywiście kobitki, równie nienormalne jak faceci, które
robią podobnie i odchodzą od facetów - jednakże nie sądzę, żeby
siedziały na "samodzielnej" i żaliły się na życie.
Zostajemy same, ale my nadal marzymy o rodzinie, nie robimy tego bo
mamy taki kaprys. Nie jesteśmy feministkami!


Po drugie:
Czemu wiele z nas uważa, że dzieci powinny być przy nas? Myślę, że
kobiety, które widzą, że faceci są dobrymi ojcami, nie robią
przeszkód. (może czasem rzeczywiście robią). Ale - ile jest takich
facetów??? Piszecie często, że znacie takich super tatusiów, że
widziałyście takich. Ekstra - pogratulować. Gdyby takich wogóle nie
było, to po co wogóle się na dzieci decydować i wychodzić za mąż?
Każda z nas decydując się na dziecko ma nadzieję, że jej mąż będzie
super tatusiem.
A życie niestety pokazuje co innego, faceci często odchodzą na wieść
o ciąży, lub w ciąży znajdują sobie panienki, albo - olewają całe
wychowanie, co gorsza, nawet przestają utrzymywać swoje dzieci. I
niestety - fakt jest faktem - większość facetów takich właśnie jest!

Piszecie, że prawo jest niesprawiedliwe, o dzici przy matkach... a
jak wam powiem, że prawo rzeczywiście jest niesprawiedliwe, bo gdy
dziecko zostaje przy ojcu, to skąd wiadomo, ze to dobry wybór? Może
właśnie byłoby lepiej matce. I może wtedy cierpi i dziecko i matka.
Nie wiadomo, jak jest naprawdę w rodzinie, w sądzie cięzko jest
wykazać prawdę. A to że większość dzieci zostaje przy matce to
dobrze - bo procentowo tyle samo facetów się nie nadaje do
wychowania dzieci. A czy właściwe matki są z dziećmi, a czy właściwi
ojcowie są z dziećmi tego nikt nie wie. Uważam, że procentowo się
zgadza! Co więcej, znam wiele przykładów, że po rozwodzie tatusiowie
wreszcie stają się prawdziwymi tatusiami, i widzą częściej swoje
dzieci po rozwodzie niż przed rozwodem. Nie bedę wspominać tych
tatusiów, którzy walczą jak lwy o jak najczęstsze kontakty z
dzieckiem a potem je olewają całkowicie.



Ja nie jestem feministką. I boli mnie, że ja - odchodząc od faceta,
który znecał się nade mną fizycznie i psychicznie - chcę chronić
siebie i swoje dziecko - jestem uznana przez niektóre z Was
za "porypaną psychicznie" laskę, bo się "czepiam" facetów. Zostałam
sama, i uważam to za porażkę a nie za mój feministyczny stosunek do
świata. I nadal marzę, że zbuduję - już z kimś innym - prawdziwą
rodzinę dla mojego dziecka. Z kimś, kto będzie odpowiedzialnym,
zdrowym na umyśle i dbającym o mnie i moje dziecko - człowiekiem.


Zapraszam do dyskusji
    • pmwk Re: Nie jesteśmy feministkami !!!! 25.10.07, 21:21
      Dodam jeszcze, że w ponad 1/3 wszystkich rodzin faceci stosują
      przemoc (psychiczną, fizyczną, ekonomiczna) wobec całej rodziny.

      Sory, ale choćby z tego wynika , że ponad 1/3 facetów nie nadaje
      się do tego, zeby mieć pełne prawa rodzicielckie do dzieci. Facet
      stosujący przemoc powinien pójść na terapie i sam nauczyć się
      właściwie zachowywać, a nie wychowywać dzieci w swoim "popapranym
      świecie braku jakichś wartości).

      To tak apropo przemocy.

      Niech dobry Bóg nad nami kobietami czuwa!
      A i naszym "mężom" rozum da.
    • mafema To nie tak... 26.10.07, 09:46
      Uściślijmy:
      FEMINIZM (Wilga)
      ‘ruch społeczny, popularny zwłaszcza w USA i państwach
      zachodnioeuropejskich, głoszący bezwzględną równość płci i dążący do
      przyznania kobietom wszystkich tych praw (politycznych, spo-
      łecznych, ekonomicznych itp.), które przysługują mężczyznom, a także
      do całkowitego uwolnienia kobiet w pracy, życiu publicznym i
      prywatnym od zależności od mężczyzn’

      Feminizm nie rozprawia o mężczyznach, meritum to PRAWA KOBIET. Prawo
      do aborcji (napis z muru: "gdyby mężczyźni mogli zachodzić w ciążę -
      aborcja byłaby sakramentem"), do równych z mężczyznami zarobków,
      GODZIWYCH alimentów itd.
      Dzięki feministkom (opluwanym i ośmieszanym teraz przez ignorantów)
      możemy uczyć się, studiować i uczestniczyć w wyborach (ciekawostka:
      w Szwajcarii kobiety uzyskały prawa wyborcze w 1971 r., w
      Portugalii - 1974 r., Liechtensteinie - 1984 r., a w Kuwiejcie -
      2005 r., mieści się Wam to w głowie??)

      Jestem feministką. Nie znaczy to, że nie marzyłam o szczęśliwym
      związku i nie zwijałam się z bólu i rozpaczy, kiedy będąc w ciąży
      dowiedziałam się, że moja "druga połowa" mnie zdradza. Może dlatego,
      że jestem feministką i szanuję siebie - błyskawicznie podjęłam
      decyzję o odejściu i nie żałuję tego, ale CIERPIAŁAM, tylko ja wiem
      jak bardzo...

      Nie palę staników i nie pluję na każdego napotkanego faceta, ale też
      nie płaczę, że jestem "sama" i że bez pary męskich portek nie
      poradzę sobie w życiu. Uważam, że musimy się szanowac, walczyć o
      siebie, o prawo do godnego życia dla nas i naszych dzieci, a kobiety
      które mają odwagę odejść od "przemocowca" - właśnie to robią i
      chwała im za to.

      Niczym nie różnię się od Was, poza tym, że...
      jestem feministką i wcale się tego nie wstydzę.
      • pmwk Re: To nie tak... 26.10.07, 10:01
        i ja się z Tobą zgadzam w 100%.

        Mi się nie poboda, że nasz stosunek do facetow (głownie naszych
        facetów w koncu), jest traktowany jako "podły, feministyczny", a ja
        uważam, że jest poprostu prawidłowy! I tyle.
        Nie ma nic złego w tym, że chcemy dla naszych dzici jak najlepiej,
        że nie chcemy być z przemocowcem, ani nic z tych rzeczy.

        I z tego to powodu jesteśmy coraz częściej nazywane "feministkami",
        w tym bardzo złym znaczeniu.

        Więc - dobrze, że przypomniałaś, co to jest faktycznie feminizm.

        Pozdrawiam
    • eevita ja jestem feministką:) 26.10.07, 10:51
      a ja tam jestem feministką, i jak czasem usłyszę, ze ktos tak o mnie
      mówi, to traktuję to jako komplement..
      • julia.68 Re: ja jestem feministką:) 26.10.07, 17:33
        Byłam feministką gdy byłam szczęśliwą żoną i jestem teraz, jako
        samodzielny człowiek. Walka z eks nie ma nic wspólnego z feminizmem.
        Słowo feministka ma wydźwiek pejoratywny, pogardliwy a w najlepszym
        wypadku pobłażliwy z powodu propagandy zagrożonych na swych
        uprzywilejowanych pozycjach mężczyzn i kobiet ulegających tej
        propagandzie. Każdy szuka swojego żyda do bicia w celu poprawy
        samooceny. Kiedy słyszę od faceta "nienawidzę feministek" myślę
        niedojda i dupa. Kiedy słyszę od kobiety "nie jestem feministką"
        myślę - głupia. Nawet kura domowa z gromadą dzieci jest feministką,
        jeżeli to był jej wybór. O prawo do takiego wyboru również
        feministkom chodzi.
        • mag00sia Re: ja jestem feministką:) 26.10.07, 22:37
          Taak... zgadzams się w 100%, ktoś kiedyś powiedział, że każdy rozsądny człowiek jest feministką. Zgadzam się z tym.
          Negatywny odcień tego słowa wymyśłily bezmózgie męskie egzemplarze które nie potrafią w ogóle dostrzec kobiecych wartości (a takicj niestety jest sporo..:/)
          Obym nigdy nie przestała być feministką.
        • pmwk Re: ja jestem feministką:) 27.10.07, 12:16
          No trochę poleciałaś, to że ktoś nie uważa się za feministkę nie
          jest od razu głupi!!

          Sory, ale to może coś z Tobą jest nie tak, że tak postrzegasz ludzi.
          Bo wydaje Ci się, że feminizm jest taki doskonały - to tylko Twoje
          zdanie. Wiec ocenianie innych jako głupich,bo nie są feministkami
          pokazuje Twoją małość!

          I co, rozumiem, że wszystkie laski które są feministkami są mądre wg
          Ciebie? he he

          Dziewczyno, masz jakiś problem ze sobą!
          • triss_merigold6 Re: ja jestem feministką:) 27.10.07, 12:55
            Problem masz raczej Ty, bo bardzo generalizujesz i upraszczasz.
            Feminizm jest bardzo zróżnicowanym ruchem społecznym i niewiele ma
            wspólnego z mitem o zbędności mężczyzn czy traktowaniu ich z góry
            jak istoty wybrakowane.
            Znam paru bardzo przyzwoitych ojców, znam równiez ojców
            beznadziejnych - podobnie jak matki. Nie zawsze zostanie dziecka
            przy matce jest idealnym rozwiązaniem dla dziecka.
            Zdecydowanie nie podpisuję się pod Twoim pierwszym postem - uważam
            się za feministkę, nie odczuwam żadnej solidarności jajników, po
            rozstaniu z mężem pamiętamy OBOJE, że pozostaliśmy rodzicami i dobre
            relacje z obydwojgiem rodziców są dla dziecka istotne. Do męzczyzn
            ma stosunek podobny jak do kobiet - inteligentnych cenię, lubię ich
            towarzystwo, toksycznych czy głupich unikam.
            • guderianka Re: ja jestem feministką:) 27.10.07, 13:04
              yyy
              ale o cssso chodzi?..
    • pmwk a ja nie jestem!! 27.10.07, 21:49
      no jak czytam te wszystkie wypowiedzi, zdradzające fantastyczne
      zrozumienie tematu,to rzeczywiście, może i te kobitki traktujące
      feminizm tak bardzo źle mają racje! smile

      może napiszę PROŚCIEJ, ten post nie jest wymierzony w feministki.
      chcecie byś feministkami, wasza sprawa, jak ktoś nie chce, to też
      nie musi.
      pisałam, że m.in. moja bardzo negatywna ocena dot. mężczyzn NIE
      OZNACZA, że jestem "zagorzałą i popapraną feministką", tak jak to
      niektóre osoby na forum pisały. Jestem normalną kobietą, któa
      związała się z przemocowcem.


      a to, że być może niektóre z założeń feminismu pasują do mojej osoby
      nie oznacza, że jestem feministką. bo nie jestem.
      to tak, jakby stwierdzić, ze jak ktoś zgadza się z jakimś założeniem
      pisowskim, to od razu do pisu należy.

      polecam więcej myśleć, a posty strarać się zrozumieć, o co wogóle
      chodzi.
      • lilith76 Re: a ja nie jestem!! 29.10.07, 14:23
        Chciałam tylko zauważyć, że nie ma JEDNEGO feminizmu tylko odłamy. Nie ma na świecie feministki, która zgadzałaby się ze WSZYSTKIMI założeniami, norma to z połowa.
        Ktoś kto odszedł od męża by nie dać siebie i dzieci niszczyć psychicznie i fizycznie, ale twierdzi, że nie jest feministką, trochę sobie przeczy, ale co tam smile Bo dałaś dowód siły, odwagi wobec życia, niepokory na to co daje niby los kobiecie. Czyli zachowałaś się... feministycznie.
        Oczywiście, większość kobiet nie lubi być nazywana feministkami, bo to brzydkie baby, co to chłopa dawno nie miały, przez to zgorzkniałe i straszne, a każda przecież chce być postrzegana jako ta ładna, szczęśliwa, spełniona. Kurde, a ja mam koleżankę, która chce mieć czworo dzieci, być "kurą domową" i uważa się za feministkę. Bo feminizm to też świadomość własnej wartości jako kobieta i walka o respektowanie tej wartości przez innych. A to przecież robisz?

        > pisałam, że m.in. moja bardzo negatywna ocena dot. mężczyzn NIE
        > OZNACZA, że jestem "zagorzałą i popapraną feministką"

        A gdyby ktoś nazwał cię "zagorzałą i popapraną kobietą" to byś założyła wątek, że nie jesteś kobietą? wink


        Jak napisał ktoś wyżej, dla mnie nazwanie mnie "zagorzałą i popapraną feministką" to komplement. Poczucie własnej wartości buduję w oparciu o inne rzeczy.


        Więcej spokoju w dyskusji smile
    • mephostophiles Re: Nie jesteśmy feministkami !!!! 30.10.07, 01:31
      Reasumując to ujawniłyście, koleżanko, poważne braki w dziedzinie
      elementarnej świadomości dziejowej, jak i zupełne niezrozumienie
      samego pojęcia feminizmu jako kwintesencji kobiecości.
      Nie przejmujcie się jednak na zapas, bo - pomimo zdemaskowanej tu
      ignorancji - Wasza postawa i działania tak czy inaczej doskonale
      komponują się w ideologiczny background Ruchu.
      Na tym też właśnie polega ta wielka siła rewolucji. Nawet słabiej
      uświadomione jednostki z jednej strony korzystają z jej zdobyczy, z
      drugiej zaś - składają się na kumulatywne koło zamachowe.
    • galateja Re: Zrozumieć feminizm - warto ;) 30.10.07, 10:19
      "Feministki nie chcą zamiany miejsc między kobietami i mężczyznami,
      nie chodzi też o naśladowanie mężczyzn, których rola społeczna także
      wzbudza głosy krytyki. W feminizmie podkreśla się szczególną naturę
      kobiet, która jest równowarta z naturą mężczyzn. Zakłada się, że
      uznanie kobiecych wartości i sposobu życia jest cenne zarówno dla
      mężczyzn jak i dla kobiet".
    • pmwk to jeszcze raz:) 30.10.07, 11:33
      to, że ktoś ma negatywne zdanie o facetach (czyt. ja) nie ma żadnego
      związku z feminizmem.
      i z tego nie wynika, że ja ani wiele innych kobiet od razu jesteśmy
      feministkami. Ja nie jestem.

      Nie zgadzam się z wieloma założeniami feminizmu i nie zamierzam się
      tym głębiej interesowaćsmile Moje prawo.
      więc nie przekonujcie mnie dzieczyny, że jestem feministką, bo Wy
      tak uważacie, mimo że mnie wogole nie znacie.

      nie jestem i nie będę.

      a o facetach mam bardzo złe zdanie i już. i to nie ma nic wspólnego
      z tym, że ktoś jest lub nie jest feministką.


      no, też sporo zawdzięczam murzynom, że walczyli z białymi i okres
      niewonictwa w wielu miejscach mamy już za sobąsmile
      a może to konkretnie Wam mam podziękować, że Wy jesteście
      feministkami i tak mi jest "dobrze" ?
      smile)))
      i też dziękuję PISowi, bo napewno jest coś co dobrego zrobili i od
      tego też mi jest lepiejsmile))
      i jeszcze Hitlerowi dziękuję, bo gdyby nie on, w niemczech nie
      jeździłoby się po tak dobrych drogach!

      no, może trochę przesadziłamsmile
      ale:
      zrozumcie, że ja nie mam nic do femnizmu, ale się generalnie z nim
      nie utożsamiam, bo jestem wolnym człowiekiem i mam wybór. a jeśli
      ktoś uważa, że jeżeli nie jestem feministką to jestem głupia - to
      sam jest głupi i brak mu jakiegokolwiek rozumu.
      • eevita Re: to jeszcze raz:) 30.10.07, 11:58
        Napisałas: "Nie zgadzam się z wieloma założeniami feminizmu i nie
        zamierzam się tym głębiej interesować".
        Może własnie o to chodzi, jak myslisz? Moze jakbys sie zaintersowałą
        to moze byś się przekonała, ze jednak jestes feministka?smile Nie
        dopuszczasz takiej mozliwosci?
        Feminizm, któym się głębiej zainteresowałam, to przekonanie o
        konieczności róznouprawnienia kobiet ( męzczyzn równiez ), przeciwny
        sekizmowi i patriarchalnemu modelowi rodziny.
        Masz inne poglady?smile Z tego, co przeczytałam wczesniej chyba jednak
        nie.. I moze, chcesz, czy nie ( raczej nie chcesz ) jesteś
        feministkąsmile
        Bez urazy, ale wyglada mi to trochę tak, jakby ktos kto chce wolnego
        rynku, zaprzeczał,ze jest liberałem, a ktoś, kto nie wierzy w
        Boga,że jest ateistą..smile
        Oczywiście,że, jak w przypadku kazdego bardzo powszechnego ruchu
        społecznego, są tez i skrajne odłamy feminizmu, z którymi ja sie np
        nie utożsamiam, ale Ty nie pisałaś o ekstremum, tylko o
        całym, "typowym" ruchu, jak zrozumiałam?smile
        • pmwk Re: to jeszcze raz:) 30.10.07, 12:05
          no dobrze, a co z aborcją?
          ja jestem przeciwko!
          • mafema Re: to jeszcze raz:) 30.10.07, 12:19
            Pmwk, feministkom chodzi o PRAWO do aborcji.
            Nie chcesz aborcji, to jej sobie nie rób, nikt Cię do tego nie
            namawia. Jeżeli jednak jakaś kobieta uważa, że nie może, nie chce,
            nie ma warunków do wychowywania dziecka - ma prawo zdecydować o tym
            sama, chyba nie zaprzeczysz???
          • lilith76 Re: to jeszcze raz:) 30.10.07, 13:27
            Masz prawo nie uważać się za feministkę smile

            Co do aborcji - zdanie nie jest jedno, od "mój brzuch, moja sprawa", po "aborcja jako ostateczność po wykorzystaniu środków antykoncepcyjnych i rozważeniu sytuacji życiowej, zdrowotnej matki i dziecka - jako decyzja kobiety, nie grupy mężczyzn".
            Nie jestem za aborcją jako metodą antykoncepcyjną i furtką dla bezmyślnych par ("kochaliśmy się dwa dni po miesiączce, ale to podobno można"), ale potrafię zrozumieć kobietę zgwałconą, czy stającą przed dylematem - jej zdrowie/życie a ciąża.
      • triss_merigold6 Re: to jeszcze raz:) 30.10.07, 13:43
        To, że ktoś ma złe zdanie o facetach w ogóle oznacza tylko tyle, że
        stosuje dość żałosną generalizację. Zapewniam Cie, że odsetek osób
        nieodpowiedzialnych, głupich, chamskich, jest identyczny wśród
        mężczyzn i kobiet.
        • pmwk Nikt NIE MA PRAWA do aborcji. 30.10.07, 14:16
          triss_merigold6 napisała:

          > To, że ktoś ma złe zdanie o facetach w ogóle oznacza tylko tyle,
          że
          > stosuje dość żałosną generalizację. Zapewniam Cie, że odsetek osób
          > nieodpowiedzialnych, głupich, chamskich, jest identyczny wśród
          > mężczyzn i kobiet.

          Z faktu, że osetek osób nieodpowiedzialnych, głupich, chamskich,
          jest identyczny wśród mężczyzn i kobiet (wg Ciebie), NIE WYNIKA, że
          nieprawdą jest, że WIĘKSZOŚĆ mężczyzn jest nieodpowiedzilanych,
          głupich i chamskich.

          po drugie: ja uważam, że żaden człowiek NIE MA PRAWA do zabijania. A
          już zabijanie własnych dzieci jest dnem totalnym.
          Osoby zabijające własne nienarodzone dzieci są gorsi noż osoby, któa
          by zabiła np. 14 latka. takie osoby nie dają nawet dziecku
          możliwości przeżyć jednego dnia życia, nie wspominając już o fakcie,
          że dzieci nienarodzone nigdy nie osiągną zbawienia.
          Co Pan Bóg dał niech człowiek nie odbiera.

          a tak swoją drogą, skoro kobieta nie ma warunków, żeby wychować
          dziecko, to niech odda do żłobka. A dlaczego nie walczycie o to,
          żeby każdy człowiek, który nie ma warunków do życia nie pójdzie do
          takiego urzędu (stworzonego przez osoby tak właśnie myślące) i nie
          popełni tam samobóijstwa albo nie poprosi żeby ktoś go zabił)??

          Dlaczego kobieta która nie ma środków do życia zabije własne dziecko
          a sama się nie zabije??? Czemu ona ma przeżyć a dziecko nie?
          Ważniejsza jest od własneo dziecka? NIby z jakiej racji?

          To jest największe zło: bezbronnych się niszczy! a najłątwiej zabić
          dziecko, które jeszcze samo nie potrafi żyć.

          I dlatego właśnie NIGDY nie utożsamię się z femnistkami.
          • mafema MAM PRAWO do aborcji 30.10.07, 14:40
            Czy Ci się to podoba czy nie.
            Zygota jest wg Ciebie "dzieckiem nienarodzonym"?
            "Co Pan Bóg dał człowiek niech nie odbiera", wzruszyłam się...
            Cóż za hipokryzja! Idąc tym tokiem myślenia - ludzie chorzy na
            nowotwór, powinni spokojnie czekać na śmierć, a nie poddawać się
            operacjom i chemioterapii, w końcu "pan Bóg dał...".
            "Pan Bóg dał" Ci męża, jak możesz myśleć o rozwodzie???

            Nie jesteś feministką, to fakt niezaprzeczalny. Feministki są
            tolerancyjne i szanują prawa innych kobiet do samostanowienia o
            własnym życiu.
            • pmwk Re: MAM PRAWO do aborcji 30.10.07, 14:53
              > Cóż za hipokryzja! Idąc tym tokiem myślenia - ludzie chorzy na
              > nowotwór, powinni spokojnie czekać na śmierć, a nie poddawać się
              > operacjom i chemioterapii, w końcu "pan Bóg dał...".
              > "Pan Bóg dał" Ci męża, jak możesz myśleć o rozwodzie???


              Pan Bóg dał też rozum i siłe i mowe. Pan Bóg też dał rączki do pracy.
              Czy może żyjesz w przekonaniu "Pan Bóg mnie stworzyła nagim. Takim
              Panie Boże mnie masz". he he
              Co ma piernik do wiatraka???

              ale cieszę się, że chociaż jedną osobę przekonałam, że nie jestem
              feministkąsmile

              A tak swoją drogą, to że jesteśmy w stanie zabić nienarodzone
              dziecko, rzucić kamieniem w staruszę, wsadzić komuś nóż w plecy NIE
              OZNACZA, że mamy do tego PRAWO!

              Niby jakim prawem możesz zabijać swoje dziecko? Prawem Boskim? -
              NIE, Prawem Polskim? - też NIE.

              może jesteś z holandii, to tam moze prawem holenderskim. smile)))
              • mafema Re: MAM PRAWO do aborcji 30.10.07, 15:01
                "Dziecko (Wilga)
                rz. n IIa; lm MDB. dzieci, N. dziećmi 1. ‘człowiek od urodzenia do
                okresu dojrzewania’ 2. ‘potomek ludzki (rzadko zwierzęcy)
                niezależnie do wieku: syn lub córka’."

                "Dziecko" to istota, która ma ręce, nogi, głowę, samodzielnie
                oddycha, dlatego bardzo Cię proszę - skończ z tą "moherową
                retoryką", bo ze śmiechu wpadnę pod biurko!
                • pmwk Re: MAM PRAWO do aborcji 30.10.07, 15:09
                  dziecko w brzuchu mamy - 8 miesiąc - ma głowę, nóżki, rączki i NIE
                  ODDYCHA SAMODZIELNIE - to też to nie jest człowiek??

                  ja już ze śmiechu pospadałam pod biurko smile))))

                  No to napiszesz w koncu kto Ci dał PRAWO do zabijania nienarodzonego
                  dziecka?
                  Przypominam, ze w Polsce nie ma takiego prawa!
                  Wilga... ten ładny ptaszek??? smile)))
                  Aż dziw, że w ustawie antyaborcyjnej nie ma słowa o Wildze.
            • pmwk Re: MAM PRAWO do aborcji 30.10.07, 14:56
              ty też kiedyś byłaś "zygotą" i co , wyrosłać na człowieka chyba, nie?
              to co to jest ta zygota? żaba, słoń, żółw, pilot do telewizora??
              Czym była ta zygota, z której ty powstałaś??

              no bo mi wychodzi, że zygota to jednak - uwaga uwaga zaskoczenie -
              człowiek!!!!

              smile)
              • kammik Re: MAM PRAWO do aborcji 30.10.07, 15:20
                Wiecie, ja się czasami wstydzę, że jestem przeciwniczką aborcji, jak
                widzę, kogo mam za towarzystwo.
                Ja ci mogę powiedzieć, czym była ta zygota, z której ja wyrosłam -
                zlepkiem komórek o fantastycznych możliwościach. Dla niektórych -
                człowiekiem. Dla innych - potencjałem.
                Z czego ci wychodzi, że zygota to człowiek? Chyba nie z wiedzy
                biologicznej?
                • pmwk Re: MAM PRAWO do aborcji 30.10.07, 15:23
                  jesteś przeciwko aborcji, ale człowieka jak piszesz.
                  czyli zygotę można zabić tak?
                  to może się zastanów, czy jesteś za czy przeciwko aborcji.

                  ja też się wstydzę, jakie ja mam tu towarzystwo!
                  • lilith76 Re: MAM PRAWO do aborcji 30.10.07, 15:57
                    Czy tak samo byłabyś bezlitosna dla kobiety zgwałconej? Po traumie gwałtu, trauma ciąży, porodu? O ile pamiętam, nawet nie wszytkie kobiety pragnące dziecka przechodzą ten stan bez niedogodności, w stanie błogostanu i upojenia fasolką. Empatia, te sprawy?
                    Co w przypadku wyboru pomiędzy życiem matki i dziecka? Kto jest ważniejszy? Kto ma prawo decydować, kto jest ważniejszy? Dla mnie matka. Nie będę oceniać jeśli uzna, że chce żyć, bo to podstawowy instynkt człowieka - instynkt przetrwania.
                    • pmwk Re: MAM PRAWO do aborcji 30.10.07, 16:25
                      wg Kościoła katolickiego Matka powinna stawiać dobro dziecka nad
                      własnym. i to właśnie w kwestii aborcji...

                      nie jestem w stanie sobie wyobrazić, co czuje kobieta zgwałcona..
                      dla mnie jest to zdarzenie "nie do pojęcia".
                      ...
                      natomiast - czy ja naprawdę "bezlitostna", że jestem za prawem do
                      życia??
                      jestem katoliczką i tyle
                      • kammik Re: MAM PRAWO do aborcji 30.10.07, 16:41
                        A ja jestem ateistką. Może dzięki temu łatwiej mi aż tak się nie
                        zacietrzewiać.
                        Spróbuję ci łopatologicznie wyjaśnic: moim zdaniem, ponieważ nie
                        można precyzyjnie oznaczyć cezury czasowej, kiedy zygota zmienia się
                        w człowieka, bezpieczniej moralnie jest mi przyjąć, że również i
                        tego potencjalnego człowieka uniecestwiać nie nalezy. Natomiast
                        dopuszczam możliwość, że ktos moze mieć inne poglądy i dla niego
                        ludzki zarodek to nie człowiek.
                        A przy okazji - wiesz, że 50% ciąż kończy się poronieniem, w
                        większości wypadków w ogóle nie rejestrowanym przez kobiety? Czy w
                        związku z tym nakażesz wszystkim paniom w okresie rozrodczym
                        spędzanie drugiej połowy cyklu w łóżku, najlepiej z nogami
                        wzniesionymi w górę, zeby przypadkiem potencjalnemu dziecku nic nie
                        zagroziło?
                    • pmwk Re: MAM PRAWO do aborcji 30.10.07, 16:25
                      wg Kościoła katolickiego Matka powinna stawiać dobro dziecka nad
                      własnym. i to właśnie w kwestii aborcji...

                      nie jestem w stanie sobie wyobrazić, co czuje kobieta zgwałcona..
                      dla mnie jest to zdarzenie "nie do pojęcia".
                      ...
                      natomiast - czy ja naprawdę "bezlitostna", że jestem za prawem do
                      życia??
                      jestem katoliczką i tyle
          • aga0700 aborcja nigdy w zyciu 31.10.07, 10:27
            własnie trzymam na ręku moje dziecko ma 10 miesięcy zaczęło parę dni
            temu mówić do mnie mamo i nigdy nie wyobrazam sobie nawet w
            najgorszej sytuacji zabic a tymbardziej mojego dziecka ktorego bym
            miała nigdy nie zobaczyc nie przytulic i zawsze będe pamiętała tą
            najwspanialszą chwile w moim zyciu jaka była gdy po porodzie
            przytuliłam moją mała córeczkę pierwszy raz i wiem ze kiedys powie
            mi mamo dziekuje ze jestem
    • pmwk nie jestem feministką. 30.10.07, 15:35
      No właśnie, zwracam się do Was feministek, bo widze, że gł. Wy tu
      jesteście.
      Ja, pomimo, że zgadzam się z niektórymi założeniami feministycznymi
      nigdy nie będę feministką.
      Bo choćby w kwestii aborcji ja mam zupełnie inne zdanie, jak
      widzicie, dlatego też nie popieram feminizmu.
      Bo oprócz aborcji jest jeszcze kilka spraw fundamentalnych, których
      też nie popieram.
      np: mężczyźni i kobiety nie powinni mieć tych samych praw!

      Pozdrawiam wszystkie feministki. Mam nadzieję, że Was przekonałam co
      do mojego bycia/nie bycia feministkąsmile))

      Miłego dnia.
      • lilith76 Re: nie jestem feministką. 30.10.07, 15:59
        > np: mężczyźni i kobiety nie powinni mieć tych samych praw!
        >

        Sprecyzowałabyś?
        Bo chyba istnienie tego forum to piękny przykład wspierający twój poglądu... Po co mężczyznom prawo do płacenia alimentów, interesowania się dziećmi... Po co kobiecie prawo do opuszczenia małżeństwa, postawienia się mężowi przemocowcowi.
        • pmwk Re: nie jestem feministką. 30.10.07, 16:20
          nie nie, ja nie w tą stronę ...
          kobiety są zupełnie inne niż mężczyźni.
          Kobiety rodzą dzieci i je wychowują. (no wychowują też mężczyźni,
          ale rzadko się to zdrarza, i najczęściej nie w takim wymiarze co my -
          ale oczywiście nie jest to regułą)

          Dlatego też uważam, że kobiety powinny mieć większe prawa, większe
          pensje, wcześniejsze emerytury (bo najczęściej to kobiety babcie
          wychowują wnuki), poza tym poza pracą zawodową, nadal najczęściej to
          na nas spoczywa obowiązek dbania o dom i ciepło rodzinne.

          Kobiety i dzieci są tak jakby "ponad" mężczyznami i to nam powinno
          przysługiwać więcej praw i przywileji.

          a co do lilith76, ja opuściłam małżeństwo i postawiłam się mężowi
          przemocowcomi (sprawa karna), i uważam, że miałam do tego pełne
          prawo (zgodne z Katolicyzmem), obroniłam swoje i mojego dziecka
          życie.
      • mafema Usunęłam ciążę 31.10.07, 08:36
        Trzeba mieć w sobie dużo odwagi, żeby powiedzieć: "tak, jestem
        feministką!". Ty, Pmwk, za bardzo boisz się oceny innych ludzi, żeby
        się na to zdobyć.

        Co do aborcji i w nawiązaniu do innego nowego wątku na tym forum: ja
        również dawno temu usunęłam ciążę. Dlaczego? To moja sprawa, moje
        życie, moje sumienie i moja ŚWIADOMA decyzja. Nie pytałam o zgodę
        księdza, katehetki, rodziców, ani sąsiadów, mój ówczesny mężczyzna
        zachował się dojrzale i decyzję pozostawił mnie.
        A co do prawa - zrobiłam to nielegalnie, zapłaciłam 2 tysiące zł.,
        niestety pokątna aborcja niesie za sobą ryzyko. U mnie wykonano ją
        źle, wskutek czego po 2 tygodniach nadal byłam "w ciąży", USG
        wykazało "płód znacznie zdeformowany". Skończyło się w szpitalu.
        Przez takie nawiedzone, zakłamane, wszystko-wiedzące-
        lepiej "katoliczki" jak Ty - narażałam własne zdrowie i życie,
        złamałam prawo po to, żeby decydować o sobie.
        Kobiety dokonują aborcji i będą to robić nadal, niestety w
        nieludzkich warunkach, nabijając kabzę lekarzom.
        I nie pisz, proszę, że można urodzić i "oddać do żłobka" (prawdę
        mówiąc w ogóle nie wiem o co Ci chodzi). Kobieta, która dokona
        aborcji - jest "ZŁA", ta która urodzi i zostawi - jest "ZŁA i
        BEZDUSZNA".
        Wiedz jedno - nie żałuję tej decyzji.
        A dzisiaj mam piękne, zdrowe, mądre, CHCIANE i KOCHANE dziecko.
        • chalsia Re: Usunęłam ciążę 01.11.07, 21:32
          > Kobiety dokonują aborcji i będą to robić nadal, niestety w
          > nieludzkich warunkach, nabijając kabzę lekarzom.

          miałam kiedyś znajomego ginekologa - już w starszym wieku. Pamiętam
          jakąś dyskusję dotyczącą aborcji pod koniec lat 80-tych- powiedział,
          że ma mnóstwo pacjentek -starszych pań - takich koło 70-dziesiątki.
          I z kart tych pań ( a także innych swoich pacjentek) on wie, ze
          częstotliwość dokonywania aborcji jest generalnie stała bez względu
          na to czy prawo aborcji zakazuje czy na nią zezwala w szerokim
          zakresie. Zmienia się tylko koszt, jakość, warunki samego zabiegu -
          na gorsze w przypadku istnienia prawa antyaborcyjnego.
    • kicia031 Ja jestem feministka 31.10.07, 09:51
      Nie chce mi sie po raz kolejny pisac czym jest feminizm, ale bylabym
      naprawde bardzo szczesliwa, gdyby zakladajac watek na ten temat
      najpierw autorka zadala sobie troche trudu i zapoznala sie z tematem
      chocby pobieznie. Takiego steku bredni opartych na funkcjonujacych w
      ciemnych warstwach spoleczenstwa stereotypach to dawno nie widzialam.
      • derena33 Re: Ja tez jestem feministka 31.10.07, 10:07
        Czym jest feminizm:
        portalwiedzy.onet.pl/1459,,,,feminizm,haslo.html
    • amelie79 Re: Nie jesteśmy feministkami !!!! 01.11.07, 20:34
      CHyba nie taka jest definicja feminizmu, jak piszesz w głównym wątku.

      Jestem feministka,bo dla mnie oznacza to zgadzanie się z potrzebą
      nagłaśniania faktu, że kobiety nie dysponuja pełnia praw, są
      dyskryminowane, chociażby finansowo, w pracy, faceci w sejmie
      decydują o zawartości ich brzucha (vide prawo do aborcji),a powinna
      to byc indywidualna decyzja itd. itp.

      Co nie znaczy, ze nie chcę miec udanego związku albo ze wszystkich
      facetow uważam za zło wcielone. Nieprawda.
Pełna wersja