Pomóżcie podjąć decyzję.

28.10.07, 11:35
Witam Wszystkich forumowiczów, nie wiem co mam zrobić. tkwie w
toksycznym związku od 4lat. Nie wiem jak sie uwolnić gdyz jest
dziecko i boje sie, że sama sobie nie poradzę z rzeczywistością.
Wynajmujemy mieszkanie. Synek ma 3,5 roku. Moje godziny pracy
wykluczają mozliwosc odebrania dziecka z przedszkola i tylko w tym
pomaga mi "mąz". Nie kocham go, nie mam wsparcia ze strony ani
rodziców ani nikogo ze znajomych. jestem zmęczona, sfrustrowana i za
każdym razem jak nachalnie mąż chce się zblizyc dl mnie włancza mi
sie agresor.Co Wy byście zrobiły? może któraś miała taka sytuację?
pomóżcie prosze bo nie mam nikogo zeby sie poradzić.
    • mama_anuszy Re: Pomóżcie podjąć decyzję. 28.10.07, 11:44
      nie napisałaś dlaczego go nie kochasz i na czym polega ta
      toksyczność.
      • blackyone Re: Pomóżcie podjąć decyzję. 28.10.07, 12:12
        Po ślubie bardzo duzo złych rzeczy się zdarzyło. Wypadek
        samochodowy, zagrożenie ciąży, problemy w pracy itp itd. potem
        mieszkalismy u jego rodziców rok i myslę, że właśnie wtedy wszystko
        sie zepsuło. Ciągłe wstrącanie się we wszystko, brak prywatności,
        również toksyczna moja mama, która kazala mi wybrać miedzy nią a
        mężem (mąż spowodował wypadek w którym ucierpiala mama. Przez wiele
        miesięcy cierpiała. Ja byłam i w sumie teraz tez jestem miedzy
        młotem a kowadłem). Po prostu coś się skończylo i pomiomo moich
        starań nie jestem w stanie zaakceptowac tego czlowieka. Z
        opikuńczego, wrażliwego męzczyzny stal się nieczułym na nic
        kretynem, który mysli tylko o sobie. Nie chce się angazować w życie
        rodzinne, nie rozmawiamy ze soba. Wczoraj wieczorem zwróciłam sie do
        niego z prośba o rozmowę a on stwierdził, że nie mamy o czym
        rozmawiac. Podjęłam temat naszego związku tj jak może być z kimś kto
        go nie kocha i dla kogo jest odpychający? niestety nie uzyskalam
        informacji zwrotnej. Prosiłam go, żeby sie wyprowadzil do swojej
        mamy przynajmniej na chwile, żebym zweryfikowała swoje uczucia,
        poukładała mysli. Nie zrobi tego. mysle, że boi sie przyznać przed
        matka, że nam sie nie udało. Wiem, że był za młody na ślub potem
        dziecko. Nigdy sie do tego nie przyznał. A ja muszę walczyć z
        problemami sama każdego dnia. jestem zmęczona. Mama 25lat a czuje
        sie jakbym miala 55l. Ja nie moge zamieszkać z mama dlatego męża
        prosiłam , żeby sie wyprowadził.
        • blackyone Re: Pomóżcie podjąć decyzję. 28.10.07, 12:14
          Toksyczny związek, czyli związek, który niszczy w nas wszystko co
          było najlepsze. Właśnie tak sie czuję. To samo dotyczy mojej matki,
          która zawsze starała sie żebym czuła sie winna wszystkiemu.
          • hanka_ch1 Re: Pomóżcie podjąć decyzję. 28.10.07, 14:43
            To co w tym momencie przeżywasz jest bardzo trudne i nie ma na to
            idealej rady.Masz dwa wyjścia
            1.Jeżeli czujesz,że potrafiłabyś być szczęśliwą w tym
            związku,tylko wymagałoby to głębokiej zmiany zarówno u ciebie jak i
            u męża-walcz.Spróbuj zaproponować mężowi terapię,może poradnia
            małżeńska,może szczera rozmowa.Jesteście dwójką dorosłych ludzi
            odpowiedzialnych już nie tylko za samych siebie i jeśli czujesz,że
            może mogłoby się udać-próbuj.
            2.Rozwód
            Piszesz jednak,że główne problemy zaczęły się kiedy mieszkaliście u
            rodziców.Czy wcześniej było dobrze?Może całą winą niesłusznie
            obarczasz męża,może podświadomie widzisz w jego zachowaniu swoją
            matkę-zaborczą-i to wywołuje Twoją niechęć,którą on zwyczajnie czuje.
            • blackyone Re: Pomóżcie podjąć decyzję. 28.10.07, 18:20
              Nie ma już czego ratować. Już nie wyobrażam życia z tą osoba. jak
              nie było go przez 2 dni w domu to było super. Wrócił i znowu jest to
              samo. Nie wyobrażam życia z tą osobą ale z drugiej strony boję się
              czy dam rade finansowo (wynajęte mieszkanie, przedszkole, opłacenie
              osoby która będzie odbierała to dziecko, ogólne opłaty.
              on świetnie zdaje sobie sprawę z tego co sie dzieje, ale nie chce
              ani rozmawiać ani pomagać. Może to ja jestem rąbnieta. Może powinnam
              mu usługiwać (bo tak wychowała go matka) i nie upominac sie o swoje
              prawo do czułosci, miłości, szacunku. Ale ja tak po prostu nie
              umiem sad nie wiem dalej co robić.
              • blackyone Re: Pomóżcie podjąć decyzję. 28.10.07, 18:24
                Jeszcze jedno. Mój mąż nie pije, nie jest agresywny, ale jest
                OBOJETNY NA WSZYSTKO! nic go nie obchodzi, najlepiej żeby mial gdzie
                spać, co jesć i miał komputer z telewizorem!!! Na terapie nie
                pójdzie bo uważa że wszystko jest ok. tylko ja mam taki charakter.
        • oliwija Re: Pomóżcie podjąć decyzję. 28.10.07, 20:29
          blackyone napisała:

          > Po ślubie bardzo duzo złych rzeczy się zdarzyło. Wypadek
          > samochodowy, zagrożenie ciąży, problemy w pracy itp itd. potem
          > mieszkalismy u jego rodziców rok i myslę, że właśnie wtedy
          wszystko
          > sie zepsuło.


          masz racje wtedy wszystko mogło si eposypac. u mnie tez tak było.
          jak tesiowa sie wtrącal było coraz gorzej az si eposypało. to ona
          wsztsko popsuła.
          Ciągłe wstrącanie się we wszystko, brak prywatności. wszedzie
          wsiubiał swój nochal. niedługo by przychodziła do naszej sypialni i
          sprawdzala w jakiej pozycji to romimy i czy przypadkiej jej synkowi
          jest wygodniesmile


          > również toksyczna moja mama, która kazala mi wybrać miedzy nią a
          > mężem (mąż spowodował wypadek w którym ucierpiala mama. Przez
          wiele
          > miesięcy cierpiała. Ja byłam i w sumie teraz tez jestem miedzy
          > młotem a kowadłem).
          tu mysle ze mamm byla zla na niego za wypadek ale to sie zdarza.

          >Po prostu coś się skończylo i \pomiomo moich
          > starań nie jestem w stanie zaakceptowac tego czlowieka. Z
          > opikuńczego, wrażliwego męzczyzny stal się nieczułym na nic
          > kretynem, który mysli tylko o sobie.

          Ja ytez to przezyłam ale było gorzej bo on kazał mi usunac ciaze.
          zrobiłam to poniewaz wtedy jeszcze go bardzo kochałam slepo
          wierzyłam w to co on mówił.potem było juz tylko gorzej i gorzej.
          potem zaczął sie ze mnie z kolegazmi wysmiewac ze przezywam aborcje
          skoro to było tylko kua komórek. wtedy cos we mnie pekło. wiedzialm
          ze niegy juz nie bede z kims takim.

          Nie chce się angazować w życie
          > rodzinne, nie rozmawiamy ze soba. Wczoraj wieczorem zwróciłam sie
          do
          > niego z prośba o rozmowę a on stwierdził, że nie mamy o czym
          > rozmawiac. \

          u mnie to raczej ja stwierdzilam ze po tym wszystkim ja nie mam
          znim o czym rozmawia. nasze młażeństwi skończyło sie wtedy kiedy on
          sie wysmiewal z mojego bólu po stracie dziecka.

          Prosiłam go, żeby sie wyprowadzil do swojej
          > mamy przynajmniej na chwile, żebym zweryfikowała swoje uczucia,
          > poukładała mysli. Nie zrobi tego. mysle, że boi sie przyznać przed
          > matka, że nam sie nie udało. Wiem, że był za młody na ślub potem
          > dziecko. Nigdy sie do tego nie przyznał. A ja muszę walczyć z
          > problemami sama każdego dnia.

          u mnie ja zażadałam aby sie wyprowadzil. zrobil to i wtedy mi
          ulzyło. teraz nie załuje tamtej decyzji o jego wyprowadzce. jestem
          szczeslia ze jego nie ma w moim zyciu. jest tylko bilogicznym ojcem
          jak ja to mówie DAWCA sprermy dla mojej córki. do dziecka nie odzywa
          sie od 2 lat. jego matka od 3.

          jestem zmęczona. Mama 25lat a czuje
          > sie jakbym miala 55l.

          ale to przejdzie musisz sie wyciszy odreagowa. moze poznac kogoś
          nowego .... al enic na siłę.
          powodzenia
          • blackyone Re: Pomóżcie podjąć decyzję. 29.10.07, 10:48
            Witam i dziękuję za wsparcie. Podziwiam Cię OLIWIJA. Ja
            prawdopodobnie tak samo bym postapiła w Twojej sytuacji. Zaszłam w
            ciążę zaraz przed slubem (2tygod.) i nie przeszkadzało nam to, że
            pojawi sie maly człowiek. Ja byłam napewno psychicznie przygotowana
            na to, ale okazało sie że mój mąż nie bardzo. Zastanawiam si,e czemu
            bylam taka głupia. Kierowałam się miłościa. Wiedząc jak się zmieni
            ten człowiek nigdy bym nie wyszła za niego. Musze tu napisać, że ja
            po tym wypadku nie miałam wogóle ochoty z nim sie wiązać, ale się
            zmusiłam, bo przygotowania, moja mama, tesciowa itp. Odbył się ślub
            i wesele tak jak wszyscy chcieli,ale nie ja! żal mi było samej
            siebie i tak jest do dzisiaj. Najcudowniejszy jest mój syn i to jest
            jedyna sprawa, która mi się udala w życiu. Chcę aby mąż się
            wyprowadził, ale nie ma gdzie. tylko do mamusi swojej a jej si,e
            chyba boi. Wczoraj znowu podjęłam temat rozmowy. Stwierdził, że
            ubzdurałam sobie te problemy i to tylko mały kryzys. Kryzys w mojej
            głowie. Nie wiem co robić. Może wynajme mieszkanie na spółke z kimś?
            ale gdzie znależć odpowiednią osobę? boje się nie tyle o siebie co o
            dziecko.
            Nie chcę go skrzywdzić.
            • oliwija Re: Pomóżcie podjąć decyzję. 30.10.07, 07:09
              ale jesli bedziesz tkwila w toksycznym zwiazku dziecko tylko na tym
              ucierpi. własnie myslac o dziecku odejdz od meza. ja uwazam ze to
              było najlepsze wyjscie. moja coprka teraz ma sie dobrze. o ojcu nie
              wspomnia ze ojca uwaza mojego obecnego partnera. nawet mowi ze
              szkoda ze Jarek nie jest jej tatą. coś to znaczy.
              • blackyone Re: Pomóżcie podjąć decyzję. 01.11.07, 22:46
                Dzisiaj nareście zrozumiał, że nic tu po nim. Zadzwonił do matki
                swojej i zaoytał czy może zostac u niej przez tydzien, bo "ja
                potrzebuję od niego odpocząć". Zaczęłam myśleć i kombinować jak
                sobie poradzę z dzieckiem i wogóle CZY sobie poradzę. Chciałabym
                mieć odwagę i możliwosc finansową. Po prostu bym sie nie
                zastanawiala! oczywiście, że byłoby lepiej dla dziecka gdybysmy sie
                rozstali, zdaję sobie z tego sprawe, ale najpierw muszę zmienić
                pracę i zorganizować się. Lubię swoja pracę, ale cóż z tego jesli
                nie mam czasu dla syna. Dziekuję za wszystkie podpowiedzi i
                pozdrawiam.
        • mama.misiaka Re: Pomóżcie podjąć decyzję. 02.11.07, 21:06
          Witaj smile
          Tak czytam i czytam i stwierdzam że brzmi to niestety bardzo znajomo sad Różnica
          jest taka że ja mam 8 miesięcznego maluszka i żyję w związku nieformalnym. No i
          jeszcze w dodatku nie mam pracy, bo zrezygnowałam (o ja naiwna!) z niej za radą
          mojego partnera, który nie chciał bym pracowała za marne grosze. Uważał że
          lepiej bym zajęła się domem. A ja zaślepiona miłością się zgodziłam. Po 5 latach
          związku, po prawie trzyletnim wyczekiwaniu pojawił się na świecie mój
          najukochańszy synek. No i wtedy się zaczęło na dobre. Ciągłe pretensje, że
          rozwydrzam dziecko, że źle je wychowuję, że za dużo uwagi mu poświęcam, że
          maluch płacze itd. Byłam przerażona, starałam się to jakoś załagodzić, ale co
          bym nie zrobiła było źle. I tak zostało o tej pory niestety. Z bólem stwierdzam
          że wybór tego faceta na ojca mojego dziecka był największym błędem jaki w życiu
          popełniłam. Najgorsze jest jednak to że musi za to płacić również mój synek. Mój
          "facet" nigdy nie zmienił mu pieluszki, może raz w życiu nakarmił i wykąpał i to
          dopiero po kilku godzinach mojego gadania że fajnie by było gdyby to zrobił. Jak
          mały jest radosny i wesoły to jeszcze weźmie go na ręce, ale wystarczy że
          zapłacze i od razu staje się najgorszym i najbardziej rozwydrzonym dzieckiem pod
          słońcem, które najlepiej byłoby zamknąć w ciemnym pokoju by zapłakało się aż
          uśnie. Nieważne że małemu wychodzą 3 zęby naraz, nieważne że boli brzuszek czy
          to że akurat nie chce teraz robić tego co chce tata. Jak tylko zapłacze od razu
          staje się najgorszym i chyba najbardziej znienawidzonym dzieckiem . Nie mówiąc
          już o awanturach o to że znowu czegoś nie zrobiłam, że nie ugotowałam na czas
          obiadu, ze nie posprzątałam, że o czymś zapomniałam itd... Pan i władca potrafi
          tylko zostawić po sobie chlew i patrzeć jak się rozdwajam między dzieckiem a
          garnkami czy odkurzaczem. Nie mogę liczyć na żadną pomoc, on się po prostu
          dzieckiem nie zajmuje przez dłużej niż 3 minuty dziennie. A dlaczego? Bo on, w
          przeciwieństwie do mnie, pracuje i nie ma tyle czasu co ja. Jak tłumaczę że nie
          mam wcale czasu, że zajmuję się dzieckiem to mówi ze jak sobie tak wychowałam to
          tak mam, że inne kobiety zajmują się dzieckiem i prowadzą dom tak że Anthea
          Turner by się nie powstydziła tongue_out I oczywiście twierdzi że wszyscy mężczyźni
          zachowują się tak jak on.
          Nie mam już siły, widzę że on też już chciałby się rozstać, że ma dość mnie i
          dziecka. Jednak ja nie potrafię się zdobyć na to by się wyprowadzić. Cały czas
          na siłę to ciągnę, przymilam się choć widzę że to bez sensu i nie jest dobre dla
          nikogo z naszej trójki. Moi rodzice mieszkają w 1 pokojowym mieszkaniu, nie mam
          pracy, a dziecko malutkie. Boję się że sama sobie nie poradzę. Od kilku lat żyję
          na "łasce" swojego pana choć wcześniej tego nie widziałam. Jestem zła na siebie
          że tak się urządziłam, przecież kiedyś byłam niezależną kobietą, pracowałam na
          kilku etatach i jakoś dawałam sobie radę. Ale byłam sama i mogłam kilka dni żyć
          na jednej długiej bułce, a teraz mam synka za którego jestem odpowiedzialna...
          Ech, wygadałam się. Od razu zrobiło się lżej...
          Wierzę że Ty sobie jakoś poradzisz, gdybym ja miała prace i mój synek byłby
          starszy to chyba byłoby mi łatwiej. Będę trzymała kciuki za Ciebie.
    • pmwk Re: Pomóżcie podjąć decyzję. 02.11.07, 20:18
      Wiesz, ja napiszę oczywiście tylko swoje zdanie ...
      Kryzysy zdarzają się w najlepszych związkach, to że między wami się
      nie układa, o OBECNIE czujesz obojetność, nie oznacza od razu, że
      powinno się rozwieść.
      Małżeństwo jest sakramentem, obiecywaliście sobie: na dobre i na
      złe. Teraz jest źle, ale nie wiesz, co bedzie dalej. Może być dalej
      źle, ale może być też dobrze! Nie możesz od razu zakładać wersji
      najgorszej.

      Jesteście małżeństwem, macie dziecko. Walcz kochana! O Was, o waszą
      rodzinę! On nie chce iść na terapię... teraz nie chce. ale wiesz jak
      to jest, każdy potrzebuje czasu żeby się do czegoś przekonać. Ty
      jesteś gotowa na terapię, ale nie oczekuj, że on też będzie od razu
      gotowy bo Ty tak chcesz.

      Piszesz, że on ani nie pije, nie ma u Was przemocy, nic nie piszesz
      o żadnych zdradach. Jesteście poprostu wykończeni problemami. A
      pamiętaj, ze każdy odreagowuje "po swojemu", może on własnie
      potrzebuje ciszy, nie rozmawiania z Tobą, oglądania głupawkowej
      telewizji. Każdy ma jakieś różne fazy swojego życia, aktywne, bierne
      też.

      Miłość - to nie jest po prostu "uczucie", emocje jakieś tam, tylko
      soć głębszego. Wiesz, wydaje mi się, że jeśli ludzie spędzają ze
      sobą sporo czasu, to przecież nie zawsze tryskają do
      siebie "zwariowaną miłością", dzikim seksem, rozmowami do świtu,
      czasem jest duża niechęż, czasem oziębłość, czasem obojętność,

      mi sie wydaje, że jesteś porpostu totalnie zmęczona tym wszystkim. O
      problemach z rodzicami wiem sporo. (dokł. teściami), człowiek już
      nieczego nie chce porporstu).

      wiesz, w związkach bywa naprawsę dużo gorzej, przemoc, częste
      zdrady, wynoszenie mebli, pieniędzy z domu.
      Może warto jednak spróbowac??


      Pamiętaj: rozwieść się zawsze zdążyć! Ale najpierw spróbuj
      wszystkeigo, żeby ocalić swoją rodzinę. Nie walczysz tylko o "męża",
      ale właśnie o rodzine.
      A jak już stwierdzisz, że zrobiłaś wszystko, co można było - to się
      więcej nie zastanawiaj i odejdź. On też zasługuje na miłość, i na
      kogoś kto go pokocha. Tak samo jak Ty. ale macie już dla kogo
      walczyć!

      i weź jeszcze pod uwagę, że to Twoja mama jest toksyczna, czyli jego
      teściowa. Nawet nie wiesz, jak bardzo może to odbić się na
      zięciu/synowej... jemu też jest cięzko.

      POzdrawiam i ... walcz kobieto walcz póki jest jeszcze czas!
      • blackyone Re: Pomóżcie podjąć decyzję. 09.11.07, 13:10
        Dziekuję za słowa wsparcia. Niestety nic sie juz nie da zrobić. Ja
        po prostu musze soe odważyc zrobić pierwszy krok. Ja już nie kocham
        tego człowieka. Po co mam ratowac to małżeństwo, skoro nic do niego
        nie czuję? jak jest w domu to po prosstu mi przeszkadza.
        Dziekuję jeszcze raz i życzcie mi duzo odwagi.
        Pozdrawiam serdecznie
        • kicia031 Re: Pomóżcie podjąć decyzję. 09.11.07, 13:28
          Wiesz co, milosc to nie tylko uczucie, to takze pewne zobowiazanie
          do staran, do dawania z siebie. malzenstwo, dziecko, to kolejne
          zobowiazania.
          Rozumiem, ze twoj maz nie chce z toba rozmawiac, skoro rozmowa
          polega na tym, ze mowisz mu, ze jest odpychajacy i ze ma sie
          wyprowadzic. Tez bym nie chciala takich rzeczy sluchac.

          Mi sie wydaje, ze masz mnostwo problemow w sama soba, zwiazanych z
          dziecinstwem i toksyczna matka - sprobuj poszukac terapii dla
          siebie, zajac sie soba - nie swoim malzenstwem, zmienic cos w sobie,
          tak byc byla ze soba szczeliwsza i pogodzona - twoja zmiana zmieni
          tez wasz zwiazek.

          Moze wtedy nadal bedziesz chciala odejsc, moze nie, ale wydaje mi
          sie, ze obecna decyzje dyktuja ci emocje ktore nie sa zdrowe.

          Zrob to dla siebie, zebys nie skonczyla jak twoja mama.
Pełna wersja