tsunami05
10.11.07, 17:44
Tak czytam i widzę, że wiele z Was pisze o ojcu dziecka
per "bezkontaktowy". Chciałam wiedzieć - jak Wam z tym? Dlaczego
ojcowie się nie kontaktują? Jakoś się usprawiedliwiają?
Pytam, bo okazuje się, że sama mam z takim właśnie do czynienia.
Ostatni raz odezwał się w lipcu. Wpłaca kasę na konto i nawet nie
zadzwoni spytać co u małej.
Nasza wspólna znajoma pytała go kiedy widział córkę - powiedział ze
ZBOLAŁA miną, że dawno. Mnie się to w głowie nie mieści. Cierpi
rzekomo, żałuje a nie zrobi nic, żeby to jakoś zmienić. Tłumaczy się
(mnie nie, bo ja nie pytam) pracą - ale doskonale wiem, że jego
pożal się Boże praca nie wymaga wcale wiele czasu. Ma czas na
spotkania towarzskie, teraz spędza urlop za granicą, nawet jednego
dnia z tego urlopu nie chciał poświęcić dziecku.
W tej chwili jestem na niego już za bardzo wściekła, przykro mi i w
ogóle przeżywam dziwna mieszankę uczuć, żeby w ogóle z nim
rozmawiać. I generalnie pałam chęcią zemsty, wygarnięcia dupkowi,
pozbawienia go praw (nie mogę od lipca przemeldować dziecka bez jego
podpisu). Nie wiem co robić. Nic? Niech tak będzie? Wystapić do sądu
o kontakty i alimenty, czy przeciwnie o ograniczenie praw, bo ma
dziecko ewidentnie w dupie. Deklaruje zainteresowanie a nie ma to
żadnego przełożenia w rzeczywistości.
Dodam, że on nigdy nie mieszkał z nami, był moim partnerem krótko,
po urodzeniu dziecka bywały takie czasy, że widywał je np co 6
tygodni, potem 4 miesiące przerwy i znowu. Był na roczku u małej, na
dniu dziecka, potem parę razy spacer i tyle.
W tej chwili mam męża - to on chodzi z nami na szczepienia, zajmuje
się córką kiedy ja pracuję. Sam ma córkę z pierwszego małżeństwa i
widuje ją CODZIENNIE. Wozi do szkół, na zakupy, zabiera na wakacje -
widać można się interesować dzieckiem. Mój mąż też nigdy nie
mieszkał ze swoją córką - mała ma 8 lat i kontakt tylko się
zacieśnia.
Żal mi mojej córki i zastanawiam się czy to po prostu w człowieku
takie sk..syństwo siedzi, czy on po prostu nie ma pomysłu na
zainteresowanie dzieckiem, boi się mnie, nie chce mu się (to po co
marudzi i się smuci?)...
Nic już nie wiem.