aniaje
12.11.07, 00:25
cholernie dzielne...czytalam teraz starsze wątki i lzy mi sie
cisnely do oczu,co wam zrobili faceci,jak zostawili,jak
zdradzili...a wy?zyjecie dzielnie dalej
a za chwile pomyslalam,kurcze,przeciez mi zrobil to samo.....tez
ryczalam nie jeden dzien i noc,tez bylam zdradzana,3 razy,lącznie (o
matko!)1,5 roku...to niewiarygodne,ze dopiero w ten piątek sie
wyprowadzil do zupelnie innego miasta z resztą(niedaleko mieszka a
trzecia)...
wy sobie rade dalyscie,pracujecie,cieszycie sie z dzieci,radzicie
sobie,ja dopiero zaczynam, po raz kolejny,tym razem nieodwolalnie
samodzielną drogę...
NIKT poza samotną matką nie ma najbledszego pojęcia, co
przezywamy,jak nam trudno niekiedy kazdego dnia,a czasem nawet
wydusic z siebie 1 usmiech dla dziecka,kiedy chce sie krzyczec i
plakac z niesprawiedliwosci...a juz napewno ci dranie zwalający winę
glownie na nas. w zyciu nie zrozumieją trudu,jaki wkladamy w
samodzielne wychowanie dziecka,rezygnując z wielu naszych potrzeb,
kiedy oni robią co chcą. fakt,my mamy dzieci,oni nie...moj napewno
cierpi,ale wiem,ze wielu ma wszystko gdzieś/
(choć gdyby facet naprawde chcial rodziny i dziecka,to stanalby na
glowie,zeby sie udalo,w koncu cos nas polączylo....)
jutro 1 tydzien samodzielnego zycia,1 taki prawdziwy,bo wczesniej
wyprowadzal sie do innej dzielnicy,teraz zero pomocy...1 raz w zyciu
piekunka do odbierania coreczki-od srody(kolejny wydatek)...jutro
rozmowa w pracy, bo bylo zwarcie...boje sie,niedobrze mi po prostu z
nerwow,a jak strace prace?i tak nam nie starcza...jak poradzic sobie
samej z niegrzecznym dzieckiem?jak przetrwac początek,jak jej
tlumaczyc,jak miec cierpliwosc,sile,optymizm,ktory zniknąl dawno
temu.dopiero do mnie dociera to co sie stalo.mam takie hustawki jak
baba w ciąży,gorzej...raz przyplyw sil,potem nogi jak z waty.
ale czytam i czytam,az sobie to zakoduję-wy sobie poradzilyscie,z
gorszych sytuacji wychodzilyscie,i jestescie szczesliwe,
przebolalyscie sprawy,pogodzilyscie sie z faktami. ja tez muszę. i
chcę...