sprowadzenie samotnej matki do roli inkubatora

27.11.07, 15:18
Chciałam się podzielić spostrzeżeniami z lektury tego forum na temat pewnych
nieprawidłowych stereotypów, polegających na utwierdzaniu kobiet w
przeświadczeniu, że powinny niektóre swoje zupełnie naturalnie powstające
uczucia wyprzeć i uważam, że jest to bardzo niesprawiedliwe i krzywdzące.
Zainspirowały mnie dwa przeczytane wątki. W jednym autorka, którą mąż
zostawił, jak była w ciąży z drugim dzieckiem dla innej kobiety, teraz ma
kontakt z dziećmi polegający na zabieraniu ich do siebie i zajmowaniu się nimi
wraz ze swoją drugą partnerką, w tym spędzania razem czasu miło i przyjemnie.
Autorka doświadcza sprzecznych uczuć i czuje się zepchnięta na drugi plan. 90%
wypowiedzi w wątku to były rady, aby: "uporała się z własnymi uczuciami", bo
dla dzieci to jest bardzo dobrze (że się nimi tata raczy łaskawie zajmować).
Co więcej sama autorka akceptowała tak i punkt widzenia. Teraz też poniżej
jest wątek, którego autorka pisze jak to została zostawiona w ciąży swojemu
losowi, a jak się dziecko urodziło, to ojciec (razem z nową partnerką) chętnie
je zabiera często do siebie, a ona się boi, czy czasem jej kiedyś nie zabierze
dziecka. I znowu chórek: iż powinna się cieszyć (a ciekawe, dlaczego ona jakaś
taka niezadowolona), bo to dla dziecka dobrze. Ja wiem, że prawo nie reguluje
wzajemnych stosunków pomiędzy rodzicami (o ile nie jest to przemoc - głównie
fizyczna, przemoc psychiczną się głównie bagatelizuje), ale zastanawia mnie,
dlaczego na tym forum w takich wypadkach staje się po stronie ojca. Dla mnie
wytłumaczenie jest takie, że same autorki tych rad musiały dokonać na sobie
podobnego procesu stłumienia lub wyparcia własnych uzasadnionych uczuć i
dlatego nieświadomie chciałyby, żeby inne kobiety w podobnych przypadkach
zrobiły podobnie. W opisanych powyżej przypadkach wprawdzie rolę rodzica
odgrywają obie strony (tj. i ojciec i matka), ale zostały one sprytnie
podzielone nierówno i faktycznie i w głosach zabranych w wątkach założonych
przez autorki. Zwłaszcza w tym drugim przypadku nie rozumiem "zachwytu" w
odpowiedziach na post autorki, iż powinna się cieszyć z zainteresowania ojca
synkiem. Oczywiście, zgadzam się, lepiej, że się interesuje, niż gdyby sie nie
interesował nim wcale, ale także zupełnie rozumiem i uczucia kobiety i nie
sądzę, aby dawanie rad typu "powinnaś się cieszyć" jest w tym wypadku
rozwiązaniem. To, że kwestie wzajemnych relacji rodziców nie są uregulowane
prawnie, nie powinno chyba być powodem, żeby takich uczuć nie rozumieć, albo
udawać, że się nie rozumie, ani nie uznawać. Kiedyś to pojęcie dobra dziecka
niezależne od tego, na ile niekomfortowo czuje się matka w roli porzuconej
żony czy też samotnej matki, zostało odseparowane, żeby zapobiec postawie typu
"właścicielka dziecka", ale z moich obserwacji wynika, że teraz następuje
przegięcie w drugą stronę w powszechnym odbiorze społecznym reprezentowanym na
przykład w wypowiedziach na tym forum. Nikt z nas przecież nie zmusi
opisywanego ojca, żeby zachował się inaczej, ale przynajmniej można co innego
napisać kobiecie, niż że "powinna się cieszyć", zwłaszcza w sytuacji, w
której, jak wynika z opisu autorki, nie ona ponosi odpowiedzialność za rozpad
związku (oczywiście, zawsze można powiedzieć, że wina leży po obu stronach,
ale na przykład zdrada małżonki i jej porzucenie w czasie gdy jest ona w ciąży
jest dosyć jednoznacznym zachowaniem, niezależnie od tego, jakim by ona była
siedliskiem wad. A także uważam, że negowanie kontrowersyjnych uczuć
powstających w matce w takiej sytuacji też nie rodzi samych plusów dla takiego
dziecka.
Niestety uważam, że niezależnie od tego, co jest zapisane w przepisach
prawnych, panuje przedziwny klimat de facto akceptacji zjawiska, że pan
odchodzi sobie kiedy chce, przypomina sobie, że jest ojcem kiedy chce, często
zaprasza do wychowywania dziecka i zaskarbiania sobie jego uczuć inne
przypadkowe panie, co często odbywa się kosztem uczuć tego dziecka w stosunku
do własnej matki, i wszystkim się to podoba "że w ogóle chce być ojcem -czapki
z głów, nieważne, że się wcale dzieckiem nie zajmuje, jak już je widuje, że
jest totalnym fajtłapą w związku z opieką nad dzieckiem, że płaci z wielkim
ociąganiem się alimenty stanowiące 10 - 25% faktycznych kosztów utrzymania
dziecka, że sobie raz do roku przypomni i przyjdzie", a ona no cóż "powinna
się cieszyć", a się martwi, ciekawe dlaczego? Myślę, że coraz więcej będziemy
mieli takich tatusiów z dzieci wzrastających w atmosferze takiego przyzwolenia
społecznego na bezkarne zakładanie coraz to nowych rodzinek, robienia sobie
tanim kosztem maskotek z gdzieś tam żyjących własnych potomków przy kompletnym
braku poniesienia konsekwencji tego co się zrobiło.
    • oliwija Re: sprowadzenie samotnej matki do roli inkubator 27.11.07, 18:06
      chyba b\nie bardzo rozumiesz co czytasz. wśród nas nie ma
      przyzwolenia na takie zachowanie tatusiów. i przepraszam ci ebardzo
      co mam exa zmusi do tego zeby był łaskaw pamiętac o urodzinach
      dzieck a gweaizdce i innych waznych w życiu dziecka dnaich? pewnie
      ze te których exowie odwiedziaja dziecko powinny sie cieszy bo taki
      kontakt jest wazny dla dziecka! Ja osobiście sie ciesze i to bardzo
      ze ex nie odwiedza dziecka bo mam spokój .dziecko nie leje do łożka
      nie zrywa sie z krzykiem w nocy.

      koszty utrzymania zawsze sa duże szczególnie ze dziecko jest chore.
      to sądy dają dupy to sądy pozwalja na to aby ojciec nie płacił lub
      płacił smieszną kase. niby to mają nową rodzine. a k.... m.. po co
      robi kolejne dziecko skoro o tamto nie potrafi odpowiedni zadbac? co
      to bedzie mniej wymagające zuzyje 1 pampersa zamiast 4 zje jedną
      ułke zamiast 4. moze nie bedzie chciało chodzi na angielski , basen
      balet. nie bedzie chciało jecha nad mozre tylko spędzie dwa miesiace
      w bloku. no to było by idealne. taki samiec nie zastanawia sie ze
      dają takie małe sumy okrada własne dzieko , które podobno kocha. a
      ci którzy pomagają ukryweac dochody samca to juz kategoria poza
      ewszytkimi innymi to udział w przestepstwie i też powinno sie ich
      karac znacznie surowej niz ojca.
      • skwierek Re: sprowadzenie samotnej matki do roli inkubator 28.11.07, 16:47
        Chyba jednak Ty nie rozumiesz autorki. Nie chodzi o zmuszanie tatusiów do
        interesowania się dzieckiem, chodzi o ogólny fakt "zachwytem" tatusiami którzy
        łaskawie się interesują dzieckiem, przecież to powinno być normalne i oczywiste,
        a niestety coraz mniej tatusiów wykazuje taką postawę i dlatego pewnie to
        wzbudza ogólny zachwyt osób postronnych, tyle że to jest koło zamknięte, im
        więcej tego "zachwytu" w stronę "troskliwych" tatusiów, którym właściwie
        porzucenie rodziny nie dość że uszło płazem to po jakimś czasie przynosi poklask
        w postaci "zachwytu" kiedy interesuje się własnym dzieckiem co z kolei prowadzi
        to "powstawania" coraz większego zjawiska porzucania rodzin, bo przecież skoro
        poza zasądzonymi alimentami (których w większości i tak nie można wyegzekwować)
        taki tatuś nie ponosi żadnych innych konsekwencji swojego braku dojrzałości bądź
        też wyrafinowania czy chamstwa, wręcz przeciwnie to rodzi nawet plusy dla takich
        facetów, mają dziecko - maskotkę, nie muszą się o nic martwić, często mają inną
        kobietę, która przecież we wszystkim jest lepsza od matki dziecka (bo nie
        rodziła i nie wie co to trud wychowania i cały czas może poświęcić sobie i
        "zagubionemu biednemu tatusiowi"). Autorka chce zwrócić uwagę na to, ze to
        właśnie pojmowanie przez społeczeństwo tych kwestii powinno się zmienić tylko
        wtedy będzie mniej rozbitych rodzin, jeśli samo społeczeństwo przestanie dawać
        jawne przyzwolenie na takie zachowania. Miejsce "tatusiów" jest z żonami i
        dziećmi, a jeśli wybierają oni inną drogę to powinno się to spotykać z
        niezadowoleniem ogółu a nie z zachwytem, że łaskawie co jakiś czas przypomina
        sobie o dziecku!!

        Oczywiście w drugiej części dotyczącej sądów masz jak najbardziej racje!!!

    • chalsia Re: sprowadzenie samotnej matki do roli inkubator 27.11.07, 18:36
      Nie mam czasu na odnoszenie się do poszczególnych fargmentów postu,
      które uważam za brednie. Z całokształtu jasno widać, że Jogo się
      jeszcze nie wygrzebała z emocjonalnie z rozstania z eksem. I
      przydałoby się to przepracować psychologicznie.

      Odniose się tylko do 2 fragmentów, któe najjaskrwawiej potweirdzają
      moja opinię wyżej:

      > fizyczna, przemoc psychiczną się głównie bagatelizuje), ale
      > zastanawia mnie, dlaczego na tym forum w takich wypadkach staje
      > się po stronie ojca.

      większość wypowiedzi, do których się odnosisz NIE JEST stawaniem po
      stronie ojca (ani matki) - jest stawaniem po stronie dziecka.

      > Dla mnie wytłumaczenie jest takie, że same autorki tych rad
      > musiały dokonać na sobie podobnego procesu stłumienia lub wyparcia
      > własnych uzasadnionych uczuć i dlatego nieświadomie chciałyby,
      > żeby inne kobiety w podobnych przypadkach zrobiły podobnie.

      Mogę się wypowiedzieć o sobie - NIC nie wypierałam, wszystkie emocje
      przeżyłam, natomiast potrafiłam dojśc do konkluzji, że dziecko nei
      równa się ojciec a także dzicko nie równa się matka. Czyli
      potarfiłam oddzielić kwestie związane z DOBREM dziecka od własnych
      emocji, uczuć.
      Nie ma się co dziwić, że wiedząc o tym, że tak można i da się
      staramy się przekonać kobiety, które jeszcze nie umieją tak spojrzec
      na sprawę (z punktu widzenia dziecka a nie własnych zranionych
      uczuć).

      > napisać kobiecie, niż że "powinna się cieszyć", zwłaszcza w
      > sytuacji, w której, jak wynika z opisu autorki, nie ona ponosi
      > odpowiedzialność za rozpad związku (oczywiście, zawsze można
      > powiedzieć, że wina leży po obu stronach, ale na przykład zdrada
      > małżonki i jej porzucenie w czasie gdy jest ona w ciąży
      > jest dosyć jednoznacznym zachowaniem, niezależnie od tego, jakim
      > by ona była siedliskiem wad.

      a co ma to (czyli dlaczego się rozstali) u licha za znaczenie z
      punktu widzenia DZIECKA ???? (jedyny wyjątek to przemoc fizyczna)
      Dziecka nie obchodzi kto kogo zdradził, kopnął w dupę itp. DLa jego
      prawidłowego rozwoju taka wiedza nie jest potrzebna. To rodzice mają
      problem - nie umieją oddzielić tematu "dziecko" od
      tematu "rozstanie - kto kogo zranił" albo od osoby drugiego rodzica
      (to szczególnie dotyczy ojców - "obrażają" się na dzieci i nie dbają
      o kontakty z nimi, bo "eksia to wredna kobieta")

      >A także uważam, że negowanie kontrowersyjnych uczuć
      > powstających w matce w takiej sytuacji też nie rodzi samych plusów
      >dla takiego
      > dziecka.

      daleko idąca nadinterpretacja.
      Na tym forum ( a jestem tu od dawna) sugeruje się właśnie, że każdy
      ma prawo do swoich emocji, po rozstaniu jest mnówstwo tych złych i
      trzeba je przeżyć by mogły odejść w niebyt.
      • skwierek Re: sprowadzenie samotnej matki do roli inkubator 28.11.07, 16:54
        Przecież tu nie chodzi o postawy samych rodziców, bo oni jak najbardziej muszą
        oddzielić kwestie swoich uczuć, urazów względem siebie od uczuć żywionych do
        dziecka. Tu chodzi o ludzi stojących z boku, którzy swoimi postawami dają
        przyzwolenie na opuszczanie rodzin kiedy ta się znudzi, mało tego w efekcie
        końcowym taki "tatuś" spotyka się z ogólnym zachwytem, że w ogóle raczy
        interesować się dzieckiem, matko co to w ogóle ma być?! matka musi sobie radzić
        sama, musi być w każdej chwili życia swojego dziecka i to nie wzbudza zachwytu.
        Coś kompletnie namieszało się w tym naszym społeczeństwie i dlatego nie można
        się dziwić że jest coraz więcej rozbitych rodzin, skoro to nie niesie za sobą
        żadnych konsekwencji a wręcz zachwyt dla niedojrzałych tatusiów.

    • monaxa Re: sprowadzenie samotnej matki do roli inkubator 28.11.07, 08:57
      BRAWO, BRAWO!!!!
      jogo2!
      takiego głosu mi właśnie brakowało, ja tez gdzies juz ne pamietam na jakims
      forum żaliłam sie że jestem traktowana jak inkubator.
      Tak właśnie jest, kobieta - matka sprowadzana jest do roli własnie takiego
      inkubatora, ktory ma wychować i chronić dziecko, wyrzekając się przy tym swoich
      uczuć. A przecież większość z nas doswiadczyła niewyobrażalnego cierpienia,
      większość z nas straciła wszystko co piękne.
      I teraz pewnie podniosą się głosy, że przecież to co piękne jest z nami - dziecko.
      No tak to wszystko prawda, wszystkie kochamy nad życie swoje dzieci, ale...
      ...ale oprócz tych pięknych chwil, które nam daje dziecko, jest też ta ciemana
      strona sytuacji, czasami ta ciemniejsza część nie daje nam normalnie żyć,
      normalnie funkcjonować. Wiele z nas zostało porzucone z tgz. jedna walizką na
      drogę, częśto powracaja do domów rodzinnych, gdzie nie są w pełni rozumiane i
      nie jest akceptowana obecna ich sytuacja. Brak pracy, pieniędzy, mieszkania,
      mozliwości podjecia jakiegokolwiek dziełania bo jest małe dziecko którym sie
      trzeba opiekować, powoduje że wyrzekamy się siebie, swoich pragnień i marzeń i
      sprowadzamy się właśnie do roli takiego inkubatora.
      Natomiast ten co zdradził, zostawił ma przecież prawo odwiedzać dziecko,
      zabierać kiedy chce, nie płacić alimentów, bo przeciez jest ojcem.
      Nie ważne, że Matka przeżywa przy kazdej jego wizycie od początku to co sie
      stało, nie ważne że on przychodząc obnosi się ze swoją dobra sytuacją,
      materialna i uczuciową, nie ważne że często swoim zachowaniem upokarza swoją
      byłą partnerkę, nie ważne, bo przecież musimy się na to godzic dla dobra
      dziecka, przecież.....
      Czy to nie jest niesprawiedliwe???
      Dlaczego, my Matki często porzucone musimy się godzić na takie traktowanie.
      Wiecie, ostatnio zszokowała mnie pewna sprawa, może słyszałyście, był reportaz
      także w TV.
      otóż była sobie rodzina, która sie rozpadła, byli małzonkowie mieszkaja na
      jednej ulicy, maja 9 letnia córkę. I co się dzieje...
      Matka jest poprostu teroryzoana przez byłego męża, przy każdej nawet próbie
      wyjazdu na wakacje, do lekarza, od razu wzywana jest przez ojca policja, że
      Matka uprowadziła dziecko. Ostatnio jakos tak w lato słyszałam komunikat w Radiu
      Zet, że poszukuja Matki, ktora zabrała córkę z domu a przeciw której jest
      podejrzenie, że chce wywieść dziecko za granicę, był pościg, poszukiwania
      policji, obławy jak na przestępce, a okazało się, że Matka chciała wyjechać na
      wakacje nad morze z corką. Dziwi mnie to, że policja reaguje na takie wezwania,
      przysyłając całą armię funkcjonariuszy. Pytam się czy ten ojciec robi to dla
      dobra swojego dziecka, ktore jest zasraszone i upokorzone całą ta sutuacją.
      Paranoja.
      Biedni, "tatusiowie" zostawiaja nas z malutkimi dziećmi, zwalają całą
      odpowiedzialność za wychowanie na nas, a potem żądają byśmy sie bezgranicznie
      podporządkowały, bo inaczej sprawę o utrudnianiu kontaktów mamy zapewnioną...
      A my poprostu zostajemy spychane na drugi plan, bo przecież robimy to dla dobra
      dziecka.
      I powiem to głośno: nie umozliwiam kontaktów "tatusia" z moim dzieckiem, ktos
      może powie że utrudniam, może i tak i wiem że wśród nas, samotnych Mam wiele
      jest takich kobiet, które nie ułatwiają takich kontaktów...
      Pozdrawiam
      • east_side_story Re: sprowadzenie samotnej matki do roli inkubator 28.11.07, 13:09
        > I powiem to głośno: nie umozliwiam kontaktów "tatusia" z moim
        > dzieckiem, ktos
        > może powie że utrudniam, może i tak i wiem że wśród nas, samotnych
        > Mam wiele
        > jest takich kobiet, które nie ułatwiają takich kontaktów...
        > Pozdrawiam


        Brawo za szczerość, dobrze że ktoś to wreszcie powiedział.
      • skwierek Re: sprowadzenie samotnej matki do roli inkubator 28.11.07, 16:57
        Całkowicie zgadzam się z Twoją wypowiedzią!!!
        • madziulec Re: sprowadzenie samotnej matki do roli inkubator 28.11.07, 18:14
          Dzis rozmawialam z kolezanka z pracy (na marginesie: pelna rodzina, dorosle dzieci, osoba mniej wiecej w moim wieku).
          I slysze, ze w ogole powinnam sie cieszyc, ze ojciec interesuje sie dzieckiem, bo wiekszosc ojcow to i tak ma w nosie swoje dzieci bez wzgledu an to, czy mieszkaja ze swoja rodzina czy nie.

          Paranoja? Nie. Tak juz jest. Czyli co? Mam leciec i zamawiac dziekczynne msze?
          • oliwija Re: sprowadzenie samotnej matki do roli inkubator 28.11.07, 18:55
            ja tez nie umożliwiam kontaktów mojego dziecka z ojcem bonie bede za
            nim ganiac po całej Polsce. nie wiem gdzie jest z kim jest jaki ma
            numer telfonu. nie interesuje sie dzieckiem tylko kasa jak ma na
            niego płaci. i jeszcze wmawia wszystkim doookła bo ze przez
            komornika którego mu nasłałąm (he he dostał w prezencie ślubnym) nie
            ma pracy....
            a potem założe sie ze jak dziecko będzie szło do komunii brało ślub
            to sie bedzie chwalił jak to dobrze dzicko wychował.

            na szczescie założył nowa rodzine i male ma szanse na to aby dostac
            od córkli alimenty na siebie. zreszta wszyscy z mojej czesci
            rodziny doskonale potrafia udowodnic jego "wielki" wkład w
            wychowanie dziecka, ile to kasy dawał na dziecko . ile razy sie
            kontaktował, jak bardzo o nia dbał jako ojciec. co z tego ze mieszka
            gdzies tam. znam faceta który mieszka w Warszawie jegó 4 letnia
            córka w Hiszpanii i daje na dziecko sporo kasy raz w miesiącu sie
            widują? i nikt mi nie powie ze odległośc w postacie 200-300 km jest
            raz w tygodniu nie do pokonania. dla lenia oczywiście nie jest do
            pokonania dla ojca a własciwie dla dawcy spery rzeczywiście jest nie
            do pokonania i to strata czasu
            • jogo2 Re: sprowadzenie samotnej matki do roli inkubator 28.11.07, 22:52
              jestem szalenie mile zaskoczona, że mój punkt widzenia, czyli "brednie" został
              przyjęty ze zrozumieniem. Zapewne przez osoby, którym totalna poprawność
              polityczna nie rzuciła się jeszcze całkiem na mózg i potrafią samodzielnie
              myśleć niezależnie od obowiązujących trendów. Moim zdaniem w sytuacji rozbitej
              rodziny nie ma dobrego wyjścia bez dobrej woli ojca i matki. Zła wola często
              uchodzi bezkarnie. Prawo (organy prawa) się tym nie zajmują, bo nie mogą, albo
              nie chcą, albo zajmują się opacznie (nasyłanie policji na matkę, jak opisano
              powyżej). Może i obecne zasady postępowania zostały opracowane tak, żeby
              zapewnić jak najdalej idącą neutralność, ale w praktyce kobieta i tak dostaje po
              d... Bo pan odchodzi, bo przestał mu się podobać kolor firanek i cieni do powiek
              żony, kiedy ta jest właśnie z brzuchem. Pan ma czas na uganianie się za nową
              d..., a ex.. (bo ma jeszcze jakieś podstawowe poczucie odpowiedzialności za
              potomstwo) jest uziemiona o ile nie chce pójść w ślady exa. Ex, jak już coś
              upoluje (zwykle młodszego, co exsię dołuje, bo i czasu się nie da cofnąć i kasy
              brak na lifting) to zgłasza się po dziateczki, które dostaje odchowane, ubrane,
              nakarmione, żeby być im przewodnikiem bo przyjemniejszej stronie medalu. A exsia
              jak ten kopciuch może sobie wybierać groch z popiołu (ogarnąć chałupę, a jak się
              uwinie to może w ramach dnia dobroci dla zwierząt sobie zrobi manikiur lakierem
              z tych tańszych), kiedy exio wraz z nową wybranką dziateczki na bal prowadzi.
              Exia ma ze swoimi uczuciami nie podskakiwać, a zwłaszcza na forum dla samotnych
              kobiet, bo tam dostanie po gębie od innych co to samo musiały znosić (syndrom
              teściowej z małego wiejskiego środowiska z satysfakcją patrzącej jak teraz jej
              piękna jeszcze i młoda synowa dostaje po mordzie od pijanego małżonka, tak jak
              niegdyś ona od teścia). Co z tego, że taki rozwój sytuacji nie był celem prawa
              (no można się rozwieźć - można, można drugi raz się ożenić - można). Takich
              historii jak powyższy schemat naczytałam się na pęczki i takich reakcji na
              traumę, z jaką muszą się samotne matki występujące w takiej roli uporać. Jeszcze
              pół biedy, kiedy kobieta ma wsparcie w kim innym, ale kiedy go nie ma? I nikt mi
              nie powie, że taki model rodziny (mama od czarnej roboty i niedzielny tatuś z
              sympatyczną i atrakcyjną next u boku) nie ma wpływu na wychowanie dziecka. Co
              więcej dla panów żeniących się po raz drugi pierwsze małżeństwo bardzo często
              było jak poligon, czyli next nie jest nic lepsza od exi, tylko pan już wie, czym
              się co skończy i mając tę wiedzę nie popełnia dwa razy takich samych błędów. I
              na koniec jeszcze jedna uwaga: w czasach kiedy tak się ceni samoświadomość i
              uświadomienie sobie własnej godności, kiedy argumentem za pójściem kobiety do
              pracy jest hasło: szczęśliwa mama to szczęśliwe dziecko, akurat na linii matka
              były partner te wszystkie argumenty przestają obowiązywać: czujesz się
              traktowana nie dość godnie, ale masz o tym milczeć i "powinnaś się cieszyć",
              czujesz się nieszczęśliwa, ale to jest bez znaczenia i sugestia, iż twoim
              dzieciom da to szczęście.
              Faktycznie w obecnym stanie prawnym nic się nie da zrobić, ale możemy sobie na
              przykład nawzajem okazać WSPółCZUCIE I ZROZUMIENIE, zamiast "powinnaś się
              cieszyć", a ponadto, prawo nie takie kwestie już regulowało, tylko najpierw
              trzeba czyjejś chęci. Na przykład wypowiedź kolegi do koleżanki w pracy: "Pani
              Zosiu, jak pani dziś ślicznie wygląda" jest uregulowana prawnie po wielu latach
              nagłaśniania. Więc jak jest chęć to znajdują się i możliwości.
              • miaowi Re: sprowadzenie samotnej matki do roli inkubator 29.11.07, 00:42
                Nic dodać nic ująć. Wracając jednakowoż do dobra dziecka - nie zawsze dobro
                dziecka jest tożsame z wizytami tatuńcia, szczególnie takiego niedzielnego -
                powiedzmy sobie szczerze, zabieranie dziecka na lody to nie wychowanie. Tym
                bardziej, jeśli w wyniku tego dziecko otrzymuje sprzeczne sygnały co jest dobre
                a co złe, co wolno a czego nie wolno. Tu kryje się największe niebezpieczeństwo.
                A hasło "dziecko musi mieć ojca" (w domyśle - jaki by nie był) należy do jednego
                z największych gniotów jakie ludzkości udało się wymyślić. Chyba tylko dla
                przykrycia własnych kompleksów tudzież braku chęci zrozumienia pewnych uwarunkowań.
                Czasami zmuszanie exa do kontaktów z dzieckiem wychodzi dziecku na niekorzyść -
                nie wmówicie mi, że dziecko nie czuje, że tatuś odwiedza, bo musi.
                Przede wszystkim dziecko ma mieć spokojne, pozbawione trosk dzieciństwo. To nie
                znaczy, że mając jednego rodzica będzie miało drogę przez mękę.
                • skwierek Re: sprowadzenie samotnej matki do roli inkubator 29.11.07, 09:54
                  Dokładnie tak...jak spojrzę na niektórych tatusiów, to lepiej byłoby aby raz na
                  zawsze zniknęli z życia dziecka, bo nie wnoszą do tego życia nic dobrego, a
                  dziecko ma jedynie rozchwianą psychikę, chciałoby aby było dobrze, chciałoby
                  mieć oboje rodziców ale zamiast tego żyje w wymyślonym przez siebie świecie z
                  dodatkiem buntu i złych zachowań tatusia, który zamiast troski i opieki może
                  jedynie zaoferować, w najlepszym razie prezenty (w najlepszym bo do pewnego
                  wieku dziecko odbiera to jako miłość i zainteresowanie jego osobą), a poza tym
                  takie kontakty często wiążą się z rozpieszczaniem, buntowaniem i Bóg wie czym
                  jeszcze, a najgorsze jest to, że z tego małego dziecka robi się po prostu idiotę
                  i jak ono ma później funkcjonować w dorosłym życiu kiedy wyrastało w takich
                  warunkach? Lepiej byłoby niejednokrotnie aby taki tatuś zniknął a mamusia
                  znalazła człowieka który będzie ją i jej pociechę kochał nad życie, no ale wobec
                  ogólnego przekonania jak już tutaj zostało napisane "dziecko musi mieć ojca
                  obojętnie jaki by nie był i nikt nie będzie kochał dziecka bardziej niż
                  biologiczny ojciec" ech kompletna bzdura u większości tych niedzielnych tatusiów
                  nie ma krzty miłości, za to jest chęć "posiadania dziecka", udawania przed
                  otoczeniem cudownego ojca, chęć zrzucenia wszystkich problemów na matkę a samemu
                  szczycenie się jakie to się nie ma dziecko...i gdzie tutaj miłość?
                  • chalsia Re: sprowadzenie samotnej matki do roli inkubator 30.11.07, 11:30
                    > ogólnego przekonania jak już tutaj zostało napisane "dziecko musi
                    mieć ojca
                    > obojętnie jaki by nie był i nikt nie będzie kochał dziecka
                    bardziej niż
                    > biologiczny ojciec" ech kompletna bzdura u większości tych
                    niedzielnych tatusió
                    > w

                    oczywiście, ze takie podejście to bzdura. I na tym forum od lat
                    panuje podobne przekonanie.
                    Chyba nnie umiecie czytać tekstów ze zrozumieniem skoro wysnułyście
                    odwrotny wniosek.
                    • nicol.lublin Re: sprowadzenie samotnej matki do roli inkubator 30.11.07, 16:04
                      wszystko co powyżej rozumiem i nawet częściowo się zgadzam,ale... co
                      jeśli ojciec w gruncie rzeczy fajny jest? nie_niedzielny? tylko np 3-
                      4x w tygodniu?
                      ten ojciec też zabierze dziecko na lody i kupi zabawkę, a ja w tym
                      czasie podłogi myję. jak dziecko jest ze mną mam mało czasu tylko
                      dla niego, bo staram się jakoś sobie radzić ze wszystkim,zeby dom
                      funkcjonował tak jak dotychczasmimo,że wiele się zmieniło.

                      po prostu dajmy sobie prawo do smutku. wcale się nie cieszę z
                      tego,że mój mąż przychodzi odwiedzać dziecko. choć martwiłabym się
                      gdyby nie przychodził. wiem, że zawiłe to bardzo, ale tak już jest w
                      życiu,że nie wszystko jest fajnie i sprawiedliwie.taki lajf. ale ja
                      daję sobie prawo do smutku, jednocześnie dając dziecku prawo do
                      spotkań z ojcemi beztroskiej zabawy z w/w.
                      • skwierek Re: sprowadzenie samotnej matki do roli inkubator 30.11.07, 22:36
                        i to jest najzdrowsze spojrzenie na całą sprawę, tylko pogratulować!!!
                      • gosia.dwa Re: sprowadzenie samotnej matki do roli inkubator 01.12.07, 13:58
                        zgadzam się z tym co napisała nicol.lublin. tatuś mojego dziecka
                        zabiera małego 3-4 razy w tygodniu.ja w tym czasie mogę spokojnie
                        posprzątać.dzięki temu mam więcej czasu dla małego i dla siebie.no i
                        dom jakoś wygląda normalnie.... synek jest zbyt mały by zrozumieć co
                        się stało.odemnie zależy czy dowie się jak bardzo ojciec go nie
                        chciał.ale czy dziecku potrzebna jest taka wiedza?nie ma sensu bym
                        zarazała swoje dziecko negatywnymi uczuciami jakie mam w stosunku do
                        jego ojca.przecież zgodziłam się na kontakty z synem jednocześnie
                        zgadzając się na jego obecność w naszym zyciu,bo nie można tego
                        rozdzielić.podobno rany się kiedyś goją.na moje też przyjdzie
                        czas... pozdrawiam
                    • jogo2 Re: sprowadzenie samotnej matki do roli inkubator 03.12.07, 14:25
                      Hej chalsiu,
                      Tu gady.

                      Ja opisałam dokładnie przejawy, w którym takie podejście, także i twoje się
                      objawia. I dementi w stylu: Agencja Tass stanowczo zaprzecza są mało wiarygodne.

                      Jednak niektórzy ludzie udają, że nie rozumieją
    • pola782 Re: sprowadzenie samotnej matki do roli inkubator 29.11.07, 10:53
      Generalnie się z tobą zgadzam. Dlaczego mamy się godzić na
      powszechną ignorancję naszych uczuć w kwestji niedzielnego tatusia?
      Nie cierpię tego jak on nas odwiedza. Zgadzam się a nawet nalegam na
      wizyty ze względu na synka. Tatko jest beznadziejny ale mały go
      lubi, przynajmniej narazie. Lubi zresztą każdego kto się z nim bawi.
      Jest jeszcze inna kwestja, za wypowiedzenie której pewnie mi się
      zaraz oberwie. I mówię to z punktu widzenia panny a nie rozwódki.
      Same sobie tych dzieci nie zrobiłyśmy. Czasem przesadzamy z tym
      męczeństwem naszym. Sama to nie raz robię jak mi już sił zabraknie
      ale szybko się podnoszę i żyję dalej z uśmiechem dla mojego dziecka.
      Nie cofnęła bym czasu gdybym teraz mogła. Dziecko to mój skarb.
      Jednak pamiętam zawsze, że w poczęciu jego też miałam udział.
      Tak jesteśmy inkubatorami ale z własnego (może nie dokońca
      świadomego) wyboru.
      • jogo2 Re: sprowadzenie samotnej matki do roli inkubator 29.11.07, 11:05
        No więc, nie ma jak złoty środek, który jest taki trudny do wypracowania. Ja też
        uważam, że wywieszanie sztandaru "Samotna matka Polka" także nie jest właściwe,
        bo jak to pola ujęłaś, do powstania dziecka trzeba dwojga (nie tylko wrednego
        tatusia). Mnie do napisania postu skłoniło zaobserwowanie niebezpiecznej
        tendencji odchylania się od złotego środka pt. "powinnaś się cieszyć". Czytałam
        wspomnienia osób, które właśnie macochę postrzegały jako osobę, która wniosła
        wartość w ich życie, wiem, że nie zawsze za rozpad związku ponosi winę ta sama
        płeć, po prostu życie to nie matematyka niestety gdzie zawsze 2 + 5 = 7, ale za
        dużo się naczytałam ostatnio historii w których tatuś miał prawo odejść, miał
        prawo zostawić mamusię z pieluchami bałaganem i chorobami dzieci, miał prawo
        sobie znaleźć młodszą i ładniejszą nexię, ma prawo odpalać lub nie zaledwie i to
        super jeżeli w ogóle aż 50% udokumentowanych kosztów (bez wkładu pracy własnej
        co jest nawet zapisane w przepisach ale jest to w praktyce martwa litera prawa),
        i ma prawo "wychowywać" dzieci w takiej formie, aby patrzyły jak miłość rozkwita
        między nim a nexią, zaś matka na tut. forum usłyszy: "powinnaś się cieszyć". O
        to mi tylko chodziło.
      • miaowi Re: sprowadzenie samotnej matki do roli inkubator 30.11.07, 11:26
        Nie o to chodzi, że my też mamy w tym swój udział ,przecież nie mamy pretensji
        do nikogo że "nam zrobił dziecko". Chodzi o to, jak to dziecko traktuje. A to
        już inna bajka jest. Znam facetów, którzy przez ileś-tam-dziesiąt lat trwali
        przy swojej rodzinie, mimo że nic do matki swoich dzieci nie czuli. MImo to
        potrafili ją SZANOWAĆ. I stworzyć dziecku porządny dom. I to jest ta
        odpowiedzialność ,której dzisiejszym facetom brakuje. Bo dzisiaj panuje
        podejście "mnie się też coś od życia należy", właśnie kurna najważniejsze to
        "MNIE".
        Chodzi o odpowiedzialność za dziecko, które już jest.
        Nie mówię o bzdurach typu miłość, bo w ogólnym rozrachunku nadęte banały rodem z
        telenoweli się nie liczą. Bardziej liczy się szacunek, odpowiedzialność, dbanie
        o rodzinę w obiektywnym sensie. I to n ie coś za co należą się podziękowania,
        tylko zakichany obowiązek!
        • anita_zu Re: sprowadzenie samotnej matki do roli inkubator 30.11.07, 16:55
Pełna wersja