endrzi
11.12.07, 07:42
Witam
W nowym roku czeka mnie rozwód. Od dłuższego już czasu walczę o ten
związek głownie dla tego że mamy dwoje dzieci 6 i 2 lata. Niestety
mąż jest tak nieustępliwy, że nawet jakbym na "głowie staneła i
trzepotała rzęsami" nic nie osiagnę - nalezy do tego gatunku który
nigdy sie nie myli i nie ma sobie absolutnie nic do zarzucenia. Choć
po woli godzę sie z sytuacja to nie moge powiedzieć że jet mi łatwo
bo w sumie nie wiem "co ja takiego zrobiłam?". Ale to już inna
sprawa.
Chodzi o to, że jestem z tym wszystkim sama (pomagaja mi rodzice ale
ja już nie mam sumienia ich bardziej martwić)i potrzebuje jakies
pomocy psychologa, by pomógł mi przez to wszystko przejść i
doładował mi bateriie, bo ja juz nie mam sił na codzienna walkę o to
by mnie po raz kolejny nie obrazono i zraniono. Boje sie jednak udac
po taką pomoc bo mąż zrobi ze mnie wariatkę w momencie rozwodu,
która wymaga leczenia i bedzie mi chciał na tej podstawie zabrać
dzieci - nie z miłosci lecz na złość.
Prosze doradzcie mi co mam zrobić, czy porady psychologa to minus na
rozprawie. Dodam tylko że nie pracuje m.in. dlatego że starsze
dziecko nie nadawało się do przedszkola (alergia na wszystko-
odporność zerowa ciagle chorowała)- na opiekunke nie było nas stać,
a moje ewentualne zarobki mogłby nie pokryc jej wynagrodzenia. Nie
mam zatem pracy, gdzie mieszkać po rozwodzie. Wiem że z czasem prace
znajdę, zamieszkam katem u rodziców. Ale teraźniejszość jest taka że
ja po prostu już nie mam siły, ciagle chce mi się płakać, bo nie
potarfie zrozumieć dlaczego on mnie tak niszczy. Czasami to mam
ochotę tak mu "dokopać" by sam sie nie pozbierał. Marzenia - fajna
rzecz, tylko szkoda że rzeczywistośc nie jest ani troszke do nich
podobna.
Pozdrawiam Endrzi