mama_natalci
08.01.08, 12:30
Witam Was drogie e-mamy?
Prosze Was o rade bo mozliwe ze ktoras z Was byla w podobnej
sytuacji.Jestesmy małzeństwem od 4 lat i mamy 3 letnia coreczke.
Natomiast moj maz ma 2 synów z poprzedniego małzenstwa (6 i 10
lat).Moj maz jest czlowiekiem bardzo nerwowoym i wybuchowym ale to
od paru moesoecy sie bardzo nasila i jest coraz gorzej.Dochodzi
teraz do tego ze mnie i corke wyzywa za byle glupote.Jesli corka
upadnie lub cos zrobi nie po jegomysli to obrywam takze ja
wyzwyskami typu ze jestem k...ą, nie nadaje sie na matke
itp.Oczywiscie przy tym płacze ja i dziecko.Wmawiami ze go naokraglo
zdradzam co nigdy nie bylo prawda. Uwaza bo za dlugo wracam z mała z
przedszkola. Nie potrafi zrozumiec ze mamy kawałek do domu a to
zajmuje troche czasu. Wypytuje dziecko jak było u wujka...(czyli
niby u mojego faceta ktorego sobie wmówil). Poprzedni zona odeszla
od niego bo poznala kogos nowego i bardzo czesto mnie do niej
porównuje ze ja jestem taka sama. A ja juz nie mam sily tego
słuchac. Cały dom jest na mojej głowie, on nic mi nie pomaga.
Pracuje od 8 - 16, pozniej odbieram mała z przedszkola i lece do
domu zeby mu przygotowac kolacje.A on i tak znajdzie pretekst zeby
sie na mnie wydrzec np. bo nie tak polałam mu sos jak on by
chciał.Moi rodzice mieszkaja dwa bloki od nas wiec ostatnio czesto u
nich bywam, wrecz moj maz w sobote czy w niedziele sam mowi abym
poszla do rodziców. ale jak wracam to zaczyna sie krzyk ze on jest
sam itp.Nie potrafie tego ogarnac, jestem w strasznym dole. Moi
rodzice powiedzieli mi ze maja juz dosc jego humorówi krzyków i nie
moga patrzec jak on mnie traktuje i corkę. Sama nie wiem czy
próbowac ratowac to wszystko, chcialabym z nim porozmawiac ale boje
sie ze znowu mam jakies pretensje do niego.Obawiam sie ze on juz sie
nie zmieni a leczyc sie nie pojdzie.Oczywiscie grozil mi pare razy
ze sie wyprowadzi ale ja sie wtedy rozklejalam i prosilam zeby tego
nie robil. Sama nie wiem czy przerwac ta tyranie czy ratowac
małżeństwo?Oprócz tego przywozi swoich synow do nas na swieta,
ferie, wakacje bez uzgadniania wczesniej zemna tylko na zasadzie ze
obiecal dzieciom a mnie informuje o fakcie.Jak chce porozmawiac o
tym to wmawiami ze zabraniam mu kontaktów z dziećmi.I znowu ja
jestem winna. Jak mu cos nie tak woracy pojdzie jestem pierwsza pod
reka zeby sie wyrzyc (słowami), wkurzy go jego eks to tez jestem ja
winna. I tak w kółko.Przed swietami obrazil sie na mnie bo przez
telkefon mowilam zlym tonem i nie poszedl zemna i z corka na wigilje
do rodziców tylko zostal w domu ze swoimi synami. A po moim powrocie
oskarzalmnie ze to przezemnie spedzil kolacje przy kanapkach i to ja
zepsulam cale swieta.Duzo by tak opisywac.Boje sie do niego odezwac
bo niewiem czy cos nie tak powiem.Moze ktoras z Was korzystała z
pomocy psychologa - czy w takiej sytuacji moglby mi pomóc?
Wiem ze nikt za mnie nie podejmie decyzji ale kazda wskazówka moze
byc wielce pomocna.
Z góry dziekuje za pomoc.
Mama Natalci.