Samodzielnośc pierwszoklasisty.

30.01.08, 09:28
Czesc,
za jakiś czas moja pociecha pójdzie do szkoły. Na razie "siedzi w
domu" z opiekunką ponieważ jego stan zdrowia niestety nie pozwala na
posłanie go do przedszkola. Ale jest coraz lepiej i spodziewam się
że będzie mógł normalnie pójśc do pierwszej klasy. Czekam na ten
moment bo jak na razie opłacenie niani trzepie mnie niemiłosiernie
po kieszeni.
Czy któraś z was, samodzielne kobity, zaufała na tyle siedmiolatkowi
aby powiesic mu klucz na szyi i pozwolic na samodzielne wychodzenie
do szkoły, powrót do domu i tak dalej. Jak to u was wyglądało? Już
ciągnę resztaki sił opłacając opiekunkę, a z drugiej strony
wolałabym żeby młody nie siedział cały dzień na świetlicy (z uwagi
na chorobę powienien miec jak najbardziej ograniczony pobyt w
przestrzeniach publicznych).
    • kamamama2 Re: Samodzielnośc pierwszoklasisty. 30.01.08, 12:20
      mam synka w pierwszej klasie. Pomijając fakt, że sam nie zejdzie
      nawet ze schodów, bo sie boi - to po odejściu taty zostało, to
      przynajmniej w naszej szkole jest tak, że dziecko w pierwszej klasie
      nie może wyjść samo, albo ktoś odbiera albo na świetlicę. Czasy się
      zmieniły, ja chodziłam z kluczem na szyi smile
    • escribir Re: Samodzielnośc pierwszoklasisty. 30.01.08, 15:07
      Nie wypuszczą pierwszoklasisty samego ze szkoły.
      Może poszukaj sąsiadki która mogłaby młodego odbierać ze szkoły i przyprowadzać
      do domu.
      Pozostaje jeszcze kwestia, tego, że w tym domu byłby sam.

      A tak poza tematem- jak załatwiłaś kwestię obowiązkowej zerówki?
      • alabama8 Re: Samodzielnośc pierwszoklasisty. 30.01.08, 15:32
        > A tak poza tematem- jak załatwiłaś kwestię obowiązkowej zerówki?>

        Zerówka dopiero za rok, młody ma dopiero 5 lat, ale ja jestem
        strasznie zapobiegliwa, nawet budżet mam rozpisany na 6 miesięcy do
        przodu w Excelowej tabeli. W mojej sytuacji nic nie może mnie
        zaskakiwac - bo się nie pozbieram.

        A propos zerówki - też dla mnie nowy temat. Jak dług trwają zajęcia
        w zerówce ?(przyszkolnej, bo pewnie do przedszkolnej załapią się
        tylko dzieci które do przedszkola chodziły.) W zerówce też na 100% w
        grę wchodzi zatrudnienie opiekunki.

        • escribir Re: Samodzielnośc pierwszoklasisty. 30.01.08, 19:56
          W szkolej zerówce moich córek zajęcia były na 8 kończyly się koło
          południa. Młode chodziły na świetlicę (nadal chodzą wink). Odbierane
          były przez męża albo przez opiekunkę, która siedziałą z nimi aż do
          powrotu męża z pracy.
          Weź pod uwagę że w przypadku wyboru szkolje zerówki:
          1) młody oswoi się ze szkołą
          2) nauczycielka przygotowuje dzieciaki "pod" dalsze nauczanie w
          danej szkole
          3) no i za zerówkę szkolną nie trzeba płacić wink
      • anmako Re: Samodzielnośc pierwszoklasisty. 07.02.08, 08:17
        Witaj!
        Zerówka jest obowiązkowa, ale jest kruczek, który można wykorzystać,
        aby dziecko nie musiało chodzić do przedszkola. Składa się wniosek
        do dyrektora placówki, w którym prosi się o realizowaniu obowiązku
        poza przedszkolem (lub szkołą jeśli "zerówka" jest w szkole). Jest
        to mało popularne wyjście nie tylko wśród rodziców, ale jest.
        Gwarantuje to ustawa o systemie oświaty.
      • jusytka Re: Samodzielnośc pierwszoklasisty. 08.02.08, 09:39
        Wypuszczą - przynajmniej w naszej szkole - to rodzic decyduje na ile samodzielne
        jest dziecko i oczywiście bierze za niego odpowiedzialność.
    • mary171 Re: Samodzielnośc pierwszoklasisty. 30.01.08, 22:00
      Jak pójdzie do zerówki to albo zapisz go do świetlicy albo niech opiekunka go
      odbiera i będzie z nim aż do Twojego powrotu. Takie dziecko jest za małe aby
      wracać i być samo w domu. Zresztą tak samo w pierwszej klasie. Wg mnie to
      nieodpowiedzialność. Moje dziecko od września idzie do I klasy. Mam to
      szczęście, że się wyprowadzę od jeszcze męża i zamieszkam niedaleko mojej
      rodziny i szkoły, więc świetlica to będzie konieczność. Ale gdybym nie miała
      takiej możliwości, to nigdy w życiu 7-letniemu dziecku dałabym klucza aby same
      wróciło do domu i siedziało same.
      • oliwija Re: Samodzielnośc pierwszoklasisty. 31.01.08, 08:30
        wszytsko zalezy od szkoły. jesli dziecko mieszkla w bloku pod szkołą
        to zazwyczaj pozwol.ą mu samamu wyjsc ze szkoły. ale ja bym
        porozmawiała z sąsiadką czy moze by przy tym jak mały wróci do domu.
        no i co dlaej? nie boiz sie ze sie poparzy. dziecko coś do twojego
        powrotu mus robi coś zjeśc. a to na tyle młody człowiek
        ze głupotki krażą po małym rozmuku. Ja bym pomyslał o swiwtlicy lub
        o opiekunce nadal. w szkole dzieciak jest do 12-13 a potem opiekunka
        moze jest szansa ze mniej ksaki ściągniesmile
        • alabama8 Re: Samodzielnośc pierwszoklasisty. 31.01.08, 09:38
          Dzięki za opinie i rady i możliwośc spojrzenia z innej perspektywy.
          Z pewnością wszystko tak naprawdę zależy od dziecka, ale wygląda na
          to że opiekunka będzie koniecznością.
          U mnie kluczową sprawą jest to żeby syn nie siedział na świetlicy z
          uwagi na sprawy zdrowotne a nie moje widzimisię.
          • guderianka Re: Samodzielnośc pierwszoklasisty. 31.01.08, 15:40
            myślę,że dziecko w tym wieku nie jest jeszcze na tyle dojrzałe by
            brać na siebie taką odpowiedzialność. No i jest też łatwym celem dla
            innych , starszych. Poczekałabym jeszcze rok, niech wdroży się w
            szkolne życie, nabierze ogłady, pewnosci, pozna kolegów i kolezanki
            i może klucz w II klasie
      • bede.prezydentem.w.2035 Ludzie trochę rozsądku 07.02.08, 01:08
        >... to nigdy w życiu 7-letniemu dziecku dałabym klucza aby same
        > wróciło do domu i siedziało same.

        Brat miał 6 lat i chodził z kluczem na szyi, a po zerówce lub szkole siedział w
        świetlicy ale często wracał do domu przed rodzicami. Ja od 7 lat też miałem
        klucz na szyi. Fakt, że tak już to organizowali rodzice, że dość krótko bywałem
        sam. Rano wychodziłem z bratem i jak nie miałem na 8:00 to siedziałem w
        świetlicy, ale po zajęciach już sam wracałem do domu bez względu na to ile czasu
        musiałem tam siedzieć, chyba że sam chciałem iść do świetlicy (chociaż max to
        były 3 godziny bo o 15:15 mamusia i tatuś wracali). Przecież dziecko 7 letnie ma
        już swój rozum. Można wytłumaczyć. Nie można całe życie trzymać pod kloszem. To
        i potem lepiej sobie radzi. Może nie posyłać 6-letniego dziecka na drugi koniec
        Warszawy, ale jeśli ma do szkoły przejść dwie ulice to to nie jest jakieś
        wielkie halo! A okazem zdrowia w tym wieku też nie byłem. Ciągle łapałem anginy,
        aż się lekarz zorientował że jestem alergikiem... A jeśli dziecko wraca znacznie
        wcześniej niż rodzice do domu i ma tam siedzieć samo to dajcie mu jakieś
        zadanie. (W moim przypadku to było iść do sklepu po bułki, posprzątać stół po
        śniadaniu, pościelić swoje łóżko, wyrzucić śmieci. Coś się zawsze znajdzie...
    • zibi28-1 Re: Samodzielnośc pierwszoklasisty. 03.02.08, 09:22
      Jestem mama Pierwszaka.Jesli szkola jest blisko,to moze bym zaufala
      dziecku ,ale od 2 klasy!Mysle,ze to zbyt wiele dla dziecka jak na
      pierwszy rok nauki:nowa szkola,koledzy,obowiazki,brak mamy i jeszcze
      sam w domu.Wedlug mnie lepsza jest swietlica lub zaprzyjaznoina
      sasiadka.Moj siedzi w swietlicysad
      • oliwija [...] 03.02.08, 09:57
        Wiadomość została usunięta ze względu na złamanie prawa lub regulaminu.
        • sbelatka Re: Samodzielnośc pierwszoklasisty. 03.02.08, 15:21
          Nie popadałabym w radyklne stwoierdzenia, ze nie może dzieckow I
          klasie smaodzielnie wrócić do domu i sobie samo poczekać. Oczywiscie
          zgodze sie, że wszystko zależy od dojzralości dziecka. Sa takie,
          które potrafia byc same ze soba,ksiazakmi, telewizorem czy
          rysunkami. Oczywiscie z komputerem prawie każde potrafi smile. Zależy
          tez oczywiscie wiele od tego, o ktorej wracasz z pracy. Czyms innym
          jest pobyć w domu godzine a czyms innym 5.
          Ale wniosek nasuwa sie tutaj dla mnie prosty - musisz poczekac i
          zobaczysz jak dziecko sobie radzi. A poza tym za połtora roku może
          sie okazac, ze to nie jest problem. Wiec PO CO juz dzisiaj sie nad
          tym pochylać?
          A tak na marginesie - jestem zwolenniczką dawania szansy dzieciom na
          doroasatanie do samodzielności i odpowiedzialnosci. Co skutecznie
          stara sie uniemożlwić swoim pociechom wiele ze znanych mi,
          pochylających sie nad swoimi dziećmi z miłością, ale ponad miarę mam.
          Powodzenia.
          • alabama8 Re: Samodzielnośc pierwszoklasisty. 06.02.08, 13:44
            sbelatka napisała:
            > A tak na marginesie - jestem zwolenniczką dawania szansy dzieciom
            na doroasatanie do samodzielności i odpowiedzialnosci. >

            No właśnie! To chyba najtrudniejsze zadanie. Usiłuję nie
            byc "mamusią swojego małego dziubaska" która wyręcza go we wszystkim
            bo jeszcze mały. Drobnymi krokami usiłuję powoli zmotywowac do
            samodzielności co nie jest łatwe. Min. niech sam się ubiera,
            rozbiera, pamięta o swojej czapce i o tym gdzie położył rękawiczki -
            takie w sumie drobne rzeczy składają się w sumie na samodzielnośc.
            Oczywiscie nie wyobrażam sobie aby 1 września powiesic dziecku klucz
            na szyi i sajonara! Z pewnością na początku do szkoły dziecko
            powinno iśc z dorosłym, po jakimś czasie z dorosłym - ale jako
            przewodnik, potem nauka otwierania drzwi, potem idzie samo ale
            podstępna matka śledzi je zza krzaków i tak dalej...


            • escribir Re: Samodzielnośc pierwszoklasisty. 06.02.08, 16:53
              Moim zdaniem nie jest problemem wysłać dziecko samo DO szkoły. Problem jest w
              tym że będzie wracało ZE szkoły do pustego domu, i czekało tam od południa do
              np. 17-tej (teoretyzuję tak- nie wiem do której pracujesz). No i te klucze sad -
              niejednemu zrównoważonemu dziecku strzela od czasu do czasu coś do głowy. Może
              pochwali się w szkole że ma klucze go domu i wraca sam- i usłyszy to ktoś kto
              się tym niezdrowo zainteresuje?
              • mary171 A ja obstaję przy swoim... 06.02.08, 17:14
                dla mnie pozwolenie dziecku 7 letniemu na chodzenie, wracanie i siedzenie samemu
                w domu to nieodpowiedzialność. Takiemu dziecku różne rzeczy przychodzą do głowy.
                I to nie ma nic wspólnego z samodzielnością. Zresztą nawet przepisy nie
                pozwalają zostawiać małoletniego ( nie pamiętam do ilu lat, ale chyba 10 lub
                więcej) samego. Dla mnie bezmyślność. A potem jak się słyszy tragediach to
                zawsze (i słusznie) wina rodziców.
                • q-dlaty Re: A ja obstaję przy swoim... 06.02.08, 19:10
                  Trochę przesadzacie.

                  Ja osobiście zacząłem sam chodzić do szkoły w połowie pierwszej klasy, większość moich rówieśników jeszcze wcześniej (też pewnie chodziłbym wcześniej, ale miałem do szkoły jakieś 1.5 km). Nie widziałem w tym problemu. Przyznaję jednak, że zostawanie samemu w domu nie było fajne. Nie miałem co robić, nudziłem się no i przede wszystkim bałem się zostawać sam (fakt, nie za często tak się działo, ale i tak).
                  • titta Re: A ja obstaję przy swoim... 07.02.08, 10:05
                    Mialam tak samo. W drugiej klasie sie przeprowadzilismy - bylo
                    dalej, ale kilku rowiesnikow chodzilo do tej samej szkoly. Rano (jak
                    mielismy na popoludnie) albo po szkole, bawilismy sie na dworze.
                    Wiec trzeba bylo sie przebrac, zamkac dom, zrobic sobie jesdzenie
                    (nie bylo mikrofalowek), razem wyjsc (na czas). Jakos nie bylo
                    problemu.
    • dzakarutu Re: Samodzielnośc pierwszoklasisty. 06.02.08, 23:56
      Mnie w pierwszej klasie do szkoły i ze szkoły woził autobus, bo szkoła taki
      wynajęła, co było w sumie bardzo w porządku. Ale już od drugiej klasy dawałem
      sobie radę sam. Bez żadnego problemu. Miałem z rodzicami rozmowę "krótką i na
      temat" czym grozi lekkomyślność na ulicy, zgubienie kluczy, rozmowa z
      nieznajomymi itd i to wszystko. To było jakieś 20 lat temu, żyję do dzisiaj smile

      Pamiętaj, kiedyś musi nastąpić *ten* moment. Zastanów się czy dobrze zrobisz
      odwlekając to w czasie.

      Spójrz: tiny.pl/l93v
    • anmako Re: Samodzielnośc pierwszoklasisty. 07.02.08, 08:12
      Witaj!
      Jestem również mamą przyszłego pierwszoklaisty(który ze względu na
      częste choroby bardzo rzadko uczęszcza do przedszkola) i
      nauczycielką uczącą aktualnie drugą klasę podstawówki.Jako mama nie
      wyobrażam sobie,aby mój syn wracał samodzielnie do domu i czekał tam
      bez opieki na mnie. On zresztą jest na tyle rozsądny, że sam mówi iż
      będzie się bał sam zostawać w domu. Nie wyobrażam sobie też, aby
      kilka godzin dziennie spędzał w świetlicy.Jako nauczyciel często
      widzę rodziców z tym samym problemem:niechęć do zostawiania w
      świetlicy i "usamodzielnianie" na siłę przy jednoczesnych
      ograniczeniach finansowych. Niektórzy z nich zamiast wydawać duże
      sumy na całodzienne opiekunki, szukają wśród studentek osób, które o
      odpowiedniej porze odbiorą lub zaprowadzą do szkoły i posiedzą z
      pociechą do naszego powrotu za dużo mniejsze pieniądze. Koszty można
      znacznie zmniejszyć, gdy wśród rodziców kolegów z klasy dziecka,
      znajdzie się ktoś kto też chciałby skorzystać z takiej pomocy.
      Opieka nad dwoma siedmiolatkami po lekcjach jest mało kłopotliwa, bo
      przez część czasu będą odrabiać lekcje a w pozostałym czasie
      wspólnie się pobawią.
    • alabama8 Re: Samodzielnośc pierwszoklasisty. 07.02.08, 08:37
      Uprzedzając głosy krytyczne, pragnę przypomnieć że ten wątek
      założony został na forum "samodzielna mama", co oznacza że nie mamy
      tu do czynienienia z dziećmi z pełnej rodziny w której opieką nad
      pociechą można się jakoś podzielić.
      Samodzielne matki (te naprawdę samodzielne, czyli nie mieszkające z
      mamą, babcią czy nowym partnerem) musą stawać na uszach żeby
      utrzymac rodzinę i jednoczesnie znaleźć czas dla dziecka,
      zorganizować mu opiekę itd. Niech każda z osób które chcą dołożyć do
      wątku swoje krytyczne "ja bym nigdy ..." pomyślała jak by to
      wyglądało gdyby została z dzieckiem sama (z obecną pensją albo i
      bez, z obecnym domem i rachunkami albo i bez ... na ulicy). Pewnie
      bardziej wstrzemięźliwie ferowała by wyroki pod tytułem "ja bym
      nigdy ... to nieodpowiedzialność". Jaką odpowiedzialnością jest
      wydanie wszystkich wolnych środków na opiekunkę i postawienie
      dziecka w sytuacji kiedy nie ma co jeść? Matka oczywiście
      odpowiedzialna, zapewniła dziecku opiekę, małe się nie nudzi samo w
      domu ... a że w brzuchu pusto przez tydzień czy dwa i że mdleje z
      głodu na lekacjach - takie życie.
    • mgielka11 Re: Samodzielnośc pierwszoklasisty. 07.02.08, 09:29
      Alabama,na Twoim miejscu pomyślałabym na razie o zerówce przedszkolnej. Jako
      samotna matka masz pierwszeństwo, zwłaszcza jeśli wybierzesz przedszkole w
      rejonie.No i dziecko przyzwyczai się trochę do bycia poza domem. Jeśli chodzi o
      szkołę, to nie obawiałabym się świetlic, one już nie są takie straszne jak 20
      lat temu. Zazwyczaj przebywają tam dzieci z młodszych klas i mają organizowane
      różne zajęcia, jest też biblioteka, zazwyczaj sala komputerowa.
      • mag_internautka Re: Samodzielnośc pierwszoklasisty. 07.02.08, 09:58
        Mam dwoje dzieci, a oprócz tego uczestniczyłam w wychowaniu dużo
        młodszej siostry (obecnie -naście lat). Uważam, że są teraz bardzo
        niebezpieczne czasy i puszczanie 7-latka samego gdziekolwiek lub
        zostawianie samego w domu to narażanie go na niebezpieczeństwo.
        Tu nie jest mowa o samodzielności - bo to jest raczej kwesita
        odpowiedzialności za bezpieczeństwo dziecka. Równiez prawnej
        odpowiedzialności, gdyż rodzic pozostawiając dziecko bez opieki i
        narażając je na utratę zdrowia i życia - naraża się na
        odpowiedzialność karną (pozbawienia wolności do lat 5). Według
        fundacji i instytucji zajmujących się dobrem dzieci - dziecko do lat
        10 nie powinno zostawać samo w domu. (np. fundacja ITAKA, zajmujaca
        się poszukiwaniami dzieci zaginionych pisze takie zalecenia).
        "W 2006 r. w Polsce zaginęło 142 dzieci, które nie skończyły 7 lat".
        Najprawdopodobniej było to te, którym pozwolono na "samodzielność".
        Wolę więc być "nadopiekuńcza".
        Takie małe dziecko może zostać skrzywdzone po drodze do domu, może
        zrobić sobie coś w domu, takie rzeczy trzeba przewidywać, bo
        niedługo zaczną się toczyć dyskusje na temat "usamodzielniania" 6 -
        lub nawet 5 - latka, bo czemu nie?
        Poza tym, gdy patrzę na moją córkę - ona cały czas w domu jest
        blisko nas, nawet gdy się bawi to przybiega coś pokazać czy zapytać,
        lubi dużo rozmawiać - ja myślę, że byłoby jej smutno samej w domu,
        czułaby się samotna. Nawet dorośli często nie lubią być sami w domu.
        A co dopiero małe dziecko.
        Polecam pracę na 1/2 etatu i wcześniejszy odbiór, lub świetlicę, ew.
        może jakąś miłą starszą Panią z sąsiedzctwa (za symbolicznym
        wynagrodzeniem)?
        • bubahr Re: Samodzielnośc pierwszoklasisty. 07.02.08, 10:29
          tak tylko praca na 1/2 eatu u samodzielnej mamy to kiepskie rozwiazanie finansowe.
          jezeli twoje dziecko nie moze ze wzgledu na zdrowie zostawac w swietlicy (moze
          to sie jeszcze zmieni), to porozmawiaj z innymi matkami, ktore z pewnoscia maja
          ten sam problem...
          wynajecie studenki lub opiekunki dla dwoch 7 latkow jest naturalnie
          korzystniejsze finansowo dla ciebie, a i studentka/opiekunka ma mniej pracy...
          pozdrawiam
          • meliszka Re: Samodzielnośc pierwszoklasisty. 07.02.08, 11:10
            Dziecko nie mające wcześniej zbyt wielu kontaktów z rówieśnikami i
            'wypuszczone" w nagłą samodzielność do zerówki/I klasy potrzebuje po
            powrocie do domu osoby, której może się wygadać, rozładować emocje,
            wyżalić i pochwalić sukcesami. Czekanie kilka godzin w pustym domu
            to tłumienie tych emocji, z niekiedy poważnymi konsekwencjami, w tym
            zamknięciem się w sonbie i utratą kontaktu z mamą. Nie zostawiaj
            dziecka samego w pustym domu. Lepsza świetlica, lepiej gdy można
            zorganizować wizytę u kolegi, lepiej gdy przyjdzie opiekunka,
            sąsiadka itd. Bezpieczeństwo i "głupoty co przychodzą do głowy" też
            istotne, ale o tym pisały inne forumowiczki...
    • beatris19 Re: Samodzielnośc pierwszoklasisty. 07.02.08, 10:53
      Musisz uważać by Ci się nie przytrafiło to samo co Kindze w Atenach
      gdzie z powodu tego że dziecko jest niepełnosprawne nie pozwala mu
      się chodzić do szkoły można przeczytać list otwarty do ministerstwa
      edukacji narodowej na stronie poloni greckiej www.polonos.gr
      • martusia2203 Re: Samodzielnośc pierwszoklasisty. 07.02.08, 13:48
        Kiedy ja miałam 7 lat, byłam już bardzo samodzielnym dzieckiem i bez
        problemu mogłam zostać sama w domu po szkole do 15:00 (mnie też
        wychowywała tylko mama), umiałam zrobić sobie coś do jedzenia itp.
        Czasami zostawałam w świetlicy, ale jednak wolałam wrócić do domu.
        Na samym początku 1 klasy jeszcze odprowadzała mnie mama, ale mniej
        więcej od 2 półrocza szłam i wracałam już sama - i jakoś żyję do
        dzisiaj, a droga do szkoły była dość długa, a ulice ruchliwe. Może
        moja sytuacja była inna, bo mam siostrę bliźniaczkę, z którą byłam
        przez cały czas - więc nie groziły mi samotne popołudnia.

        Uważam jednak, że nadmierna opiekuńczość nie jest wskazana. Wiele
        zależy od samodzielności dziecka. Ja do przedszkola chodziłam od 4.
        roku życia, więc w wieku 7 lat nie bałam się zostawania bez mamy,
        nowych kolegów itp. Uważam, że dzieci lepiej radzą sobie w tej 1
        klasie, jeśli wcześniej chodziły do przedszkola.

        Na rozwiązanie Pani sytuacji padło już wiele dobrych pomysłów -
        można zatrudnić na te kilka godzin opiekunkę albo dogadać się z
        jakąś inną mamą, żeby zabierała Pani dziecko do siebie. Jej i Pani
        dziecko mogłyby się razem bawić czy rozwiązywać lekcje, co byłoby
        chyba pożyteczne wink

        Ktoś tu wspomniał o bezpieczeństwie dzieci. Zgadzam się, że na
        dzieci trzeba uważać, ale bez przesady! Mnie mama zawsze ostrzegała,
        co grozi nieuważaniem na ulicy itp, ale nie napawała mnie przesadnym
        strachem. Natomiast mama mojej koleżanki straszyła ją, że jeśli
        ruszy się gdziekolwiek sama, to na pewno zabije ją samochód albo
        ktoś ją napadnie. Skutkiem tego było to, że do końca podstawówki ta
        koleżanka bała się wychodzić sama - a to był lekki wstyd, kiedy
        nawet w 6 klasie przychodziła po nią babcia. Podsumowując - z
        dzieckiem trzeba rozmawiać, ale nie straszyć go nadmiernie, po
        prostu powiedzieć, czym grożą różnego rodzaju zachowania, bez
        powtarzania, że "na pewno coś Ci się stanie", bo to nic dobrego nie
        przynosi.
    • lilith76 Re: Samodzielnośc pierwszoklasisty. 07.02.08, 14:19
      Moja koleżanka jest samodzielną mamą i matką, teraz już 11-latki. Kiedy jej córka była w I klasie, chodziła do podstawówki trzy ulice dalej (osiedle blokowe, żadnych świateł, ulic z samochodami do przejścia). Matka zostawiła na świetlicy pisemne zaświadczenie, że zgadza się na samodzielne wyjście dziecka do domu o 17.00 (w zimie o 15.00), dała dziecku klucze. Fakt, że jej córka to grzeczne, karne, spokojne dziecko, typ mola książkowego.
      Inna sprawa, że mama czasem wraca z pracy 19.00-20.00...

      Inna, wychodzi z pracy o 17.00 i gna na złamanie karku do domu, bo córka (podobny wiek) wychodzi sama ze świetlicy i czeka na portierni ich bloku, z ochroną (dobrze, że taka jest) - córka jest dość roztrzepana i matka boi się dawać jej klucze, zostawiać samą w domu.
      • kurczak1 Re: Samodzielnośc pierwszoklasisty. 07.02.08, 14:34
        Nie daję młodemu kluczy - jeszcze. Ma 7,5 roku I klasa. Chodzi do
        świetlicy, wcześniej do przedszkola. Ze świetlicy szkolnej wychodzi
        sam prawie od początku jak tylko opanował trase, ale w domu go
        samego nie zostawie. Spotykam sie z nim w zaprzyjażnionym barze,
        gdzie jemy obiadek i idziemy do domu. Od dawna przyzwyczajam go do
        samodzielnosci: wysyłam po zakupy do pobliskiego sklepu, jak cos
        chce sie dowiedziec to musi sam zapytac pania czy pana, byl na
        rajdzie zuchów, teraz jedzie na zimowisko.
        Swoja droga nie rozumiem jak mozna miec rozpisany caly budzet.
        Kiedys tak probowalam i zawsze brakowalo mi kasy. Poza tym za czesto
        cos sie wydarza. Jedna choroba to ok. 100 zł.
        • alabama8 Re: Samodzielnośc pierwszoklasisty. 08.02.08, 14:50
          kurczak1 napisała:
          > Swoja droga nie rozumiem jak mozna miec rozpisany caly budzet.>

          ... można, można, przy nierównych dochodach miesięcznych czasem
          bilans wpada w debet a po kwartale się wyrównuje. Do tego
          obowiązkowa pozycja "rezerwy na czarną godzinę", szacunkowa
          amortyzacja zimowych butów, wydatki stałe, odpisy na letnie wakacje
          w pipidówku, prognozowany zwrot z PITa - i jakoś ciągnę ...
          • iza1973 Re: Samodzielnośc pierwszoklasisty. 08.02.08, 20:35
            witaj, współczuję że musisz żyć z "Excelem w ręku" i jednocześnie podziwiam. jak
            ie samodzielne mamy prszeszłam przez to przez co teraz przechodzisz. mój młody
            chodził do przedszkola, więc był bardziej zahartowany. ale i tak bałby się sam
            wrócić do domu i dziedziec w nim kilka godzin. a ja zamartwaiałam sie za kazdym
            razem gdy nie odbieral telefonu. koszmar. ktos tu polecal studentki. rownie
            dobrym pomyslem sa mlode emerytki czy nauczycielki ktore chcą dorobic. ja po
            prostu dalam ogloszenie w GW, ze szukam pani ktora odbierze mlodego ze szkoly i
            bedzie z nim poki nie wroce. glowny problem to byl zablokowany telefon, tyle
            bylo chetnych smile a koszt sporo mniejszy niz regularna opiekunka, wiec moze nie
            boj sie na zapas smile
    • jusytka Re: Samodzielnośc pierwszoklasisty. 08.02.08, 09:38
      Zapraszam cię na nasze forum dla rodziców przyszłych pierwszoklasistów - link
      poniżej w sygnaturce.
    • fartika Re: Samodzielnośc pierwszoklasisty. 08.02.08, 14:53
      Witam Ciebie. Pamiętam, że ja biegałam z kluczem jak byłam taka mała, ale nie
      wiem czy odważyłabym sie teraz dac swojemu dziecku taką swobodę. To nie kwestioa
      zaufania, a poza tym, jestem za tym, żeby dzieci jak najwcześniej
      usamodzielniać, ale może są jakieś rozwiązania pośrednie, może uda Ci się
      właśnie jakąś sąsiadkę, która tez ma dziecko w tej szkole poprosić, o to. A
      świetlica mimo jego stanu zdrowia chyba jest jedynym rozwiązaniem.
    • malenstwo.2 Re: Samodzielnośc pierwszoklasisty. 01.03.08, 23:14
      Cześć.
      Świetnie Cię rozumiem. Mój syn jest w drugiej klasie.
      Opiekunka "zżera" mi kasę. Nie ma opcji ,że zatrudnię studentkę za
      pół kasy, bo to małe miasto. Świetlica w szkole jest czynna do 15, a
      ja jestem w domu o 16 30. W dodatku mój syn odmawia chodzenia do
      świetlicy - zdarzyło się kilka razy, że kończył wyjątkowo wcześnie
      lub opiekunka miała coś ważnego do załatwienia i był duży problem.
      Boję się, że jak będzie sam to wymyśli coś głupiego lub będzie miał
      wypadek lub ktoś go przyuważy i zrobi krzywdę. To małe miasto, ale
      nie idealne. Argumenty , że ktoś 10, 15 lat temu chodził z kluczen
      na szyji do mnie nie trafiają, bo wtedy czsy były inne. Młody juz
      teraz czasami sam wychodzi do szkoły lub po południu zostaje sam (
      jak musze zrobic pilne zakupy lib odwiedzić lekarza) i nc się nie
      dziaje. Ale tak na co dzień?
    • a.l.o.e.s Re: Samodzielnośc pierwszoklasisty. 04.03.08, 09:31
      Patowa sytuacja.Ja nie wyobrażam sobie mojej obecnie 10-letniej córki w roli
      dziecka z kluczem na szyi.Owszem,zostaje czasem sama w domu,czasem nawet jest
      taka sytuacja,że zostają oboje,moja córka i jej 6-letni brat,ale rzadko,nawet
      bardzo rzadko.Zawożę dzieci do szkoły i przedszkola,po szkole córka idzie do
      mojej mamy(5 minut na piechotę,jedno przejście ze światłami)i albo ją odbieram
      od mamy,a syna z przedszkola,albo (2 razy w tygodniu) moja mama odbiera mojego
      syna z przedszkola i dzieci u niej nocują.Jak moja mama nie może,córka zostaje w
      świetlicy.Jak trwa to dłuższy czas (np. mama jest chora przez tydzień czy dwa),
      angażuję kogo się da,konkretnie byłą opiekunkę moich dzieci lub najbliższą
      przyjaciółkę jak opiekunka akurat nie może.W twoim wypadku,gdybym nie miała
      bliskich,na których mogłabym liczyć,zostawiałabym dziecko w świetlicy na ok
      godzinę,dwie,a potem opiekunka do mojego powrotu z pracy.Takie rozwiązanie
      obniżyłoby koszty niani o połowę,więc już byłoby łatwiej.
Pełna wersja