chainsmoker
22.02.08, 21:29
dopiero dzisiaj zarejestrowałam się na tym forum ale zdązyłąm
przeczytać wiele postów w których wiele z was pisze o swojej
samotności. I tak saobie pomyślałam, że może napiszę o czymś co
przydarzyło się w mojej rodzinie.
Zacznę od mojej mamy.W wieku 40 lat rozwiodła się z moim ojcem(
alkoholikiem). Ja jako nastolatka odczuwałam wtedy chyba raczej
radość, że nie będziemy (ja i mój brat) go oglądac juz więcej
pijanego w domu.Moja dzielna mama była przerażona nową sytuacją ale
oczywiście nie dawała nam tego po sobie poznać. Ja i mój brat co
prawda chodziliśmy juz do liceum i nie potrzebowaliśmy juz tyle
opieki ale samotne utrzymanie dwójki dorastających dzieci z pewością
ją przerażało. Moja mama zajmowała kierownicze stanowisko w pewnej
firmie, ale pracowała od 6 rano do 21 wieczorem, widywaliśmy ja więc
b. sporadycznie ale na brak pieniedzy nie narzekaliśmy. Pewnego dnia
mama stwierdziła, ze nie moze tak dluzej i zwolniła się.Wbrew
pozorom nigdzie nie mogła znaleśc tak dobrej pracy, wszedzie mowili
ze jest albo za stara(oczywiscie nie wprost)albo zbyt wykształcona.
Pieniedzy zaczynało brakowac coraz bardziej i mama postanowiła
wyjechać do Niemiec aby móc nas utrzymać jako opiekunka nad starsza
osobą.To było dla niej cholernie upokarzajace, kiedy corka tej pani
pokazywala jej jak wlaczac pralke(tak jakbysmy byli z 3 swiata) a my
w domu z bratem płakalismy teskniac za mama. Po cięzkim roku,
cięzkiej pracy i sporadycznych wizyt w Polsce moja mama poznała tam
Niemca, 4 lata młodszy,dobrze sytuowany kawaler, trochę nieśmiały
ale przystojny.Dzisiaj jest jego zoną, cholernie szczęśliwą
żoną.Mieszka w Niemczech i strasznie za nia tęsknie i brakuje mi jej
wsparcia ale cieszę się, ze ona jest szczęsliwa. Ja sama nie
uwierzyłabym, ze kobieta po 40,przeciętnej urody, z 2 dzieci i
bagazem doświadczen ale za to z dobrym sercem spotka tak dobrego
faceta jak moj ojczym. I bardzo lubie tam jeździć i patrzec jak
ciagle zartują sobie ( chociaz slabo rozumiem niemiecki), wyglupiaja
z moim synkiem i widze ze sa naprawde szczesliwi.
I moja historia, trochę młodszego pokolenia. Ja, która była tak
pewna, że nie zwiąże się nigdy z alkoholikiem i nie powtorzy błedu
swojej mamy, wyszła za mąż za faceta ktory alkoholu nie lubił ale za
to miłował kobiety.Nie chcąc tkwiąc tak długo jak mama w małżeństwie
bez przyszłości szybko rozwiodłam się z mężem, który i tak w domu
był prawie nieobecny. I mówiąc kolowialnie żygałam już widokiem
innych mężczyzn, nie miałam ochoty na randki, spotkania i w ogóle na
jakikolwiek kontakt z innymi mężczyznami.Zresztą wtedy byłam na 3
roku studiów(dziennych),pracowałam nocami( tłumaczenia)a wieczorami
zajmowałam się synem więc nawetnie miałam ochoty ani siły malować
się co rano bo nie widziałam w tym żadnego sensu. I powiem nawet,że
uwielbiałam spać z moim synem chociaż miał już swoj pokoj i swoje
lozko ale uwielbiałam kazda chwile z nim spedzona. Dopiero po jakimś
czasie, stwierdziłam, ze jednak lepiej się czuję, kiedy założę buty
na obcasie, przytyłam znów 5 kilo( bo przez rozwod schudłam 7)i
uwierzyłam, że jednak daje sobie sama radę i zaczełam byc coraz
bardziej pewna siebie.I ON w końcu pojawił się na mojej drodze.Chyba
tego nie chciałam a może i chciałam podświadomie. Najpierw pojawił
się strach przed nowym uczuciem, zranieniem,watpliwosci czy on nie
szuka tylko kochanki, i jak poradzi sobie mieszkając z dzieckiem( bo
on przeciez dzieci nie ma). Ale to chyba te jego dobre oczy
sprawiły, że zaryzykowałam. I póki co chyba wygrywam. Mieszkamy juz
razem, a on nawet prasuje ubrania moje i synka

wariat

I tak sobie myślę, że choć kiedyś mówiłam, że to gó.. prawda, że``
co cie nie zabije to cie wzmocni ``bo ja wtedy czułam się kompletnie
przegrana i umarła ale wewnetrznie. I co?w zyciu jednak można
uwierzyć na nowo.
trzymam kciuki za samodzielne mamy