Tak mi smutno :( Jak zapomnieć i żyć dalej?

16.03.08, 11:54
Witajcie...

Rozstałam się z tatą mojego Dziecka w grudniu... Cały czas liczyłam
na to, że "zmądrzeje", przemyśli wszystko i ... że jednak będziemy
razem. Liczyłam na to, wiedząc, że to i tak nie ma sensu, że zbyt
dużo sił by mnie to kosztowało, bo On aż takim dobrym człowiekiem
nie jest. A jednak kocham Go. Jeszcze.
Ale ostatnio zadzwonił do mnie mówiąc, że... jestem wartościowym
człowiekiem, że docenia to wszystko co dla Niego robiłam, ale
powiedział również, że mnie już nie kocha i nie kochał już dawno,
tylko nie miał "jaj" żeby ode mnie odejść... Że nie chce mnie
krzywdzić, że ułożymy sobie swoje życia osobno i że oboje możemy być
szczęśliwi osobno...
Dawno temu nie byliśmy razem jakieś pół roku - też On nie chciał,
ale nie mówił, że nie kocha wink Pobawił się, wyszumiał i.. po tym pół
roku wrócił.. wybaczyłam wszystko i przyjełam Go chyba
niepotrzebnie. Bo to zdażyło się w sierpniu zeszłego roku, a już w
grudniu rozstanie...
Tak mi smutno, nic mi sie nie chce. Jedyną osóbką dzięki której
jeszcze jakoś funkcjonuję jest moja kochana córcia (ma 4 latka).
Nie chce już "prosić" o miłość, wiem, że to nie ma sensu. Nie zmuszę
Go do niczego. Ale boję się też, że jak już zacznę układać sobie
życie (tak było ostatnim razem), to wkroczy On... I wtedy ciężko mi
będzie wybaczyć/nie wybaczyć.. Cokolwiek by było, byłoby mi ciężko sad
Należę do osób baardzo "rodzinnych", zależy mi na szczęściu
wszystkich.. chyba najmniej na moim, co wiem, że nie jest dobre.
Jak zapomnieć, przestać kochać? Nie wiem... Jak wyjść z tego
wszystkiego z "twarzą"? I nie smucić się co dzień i nie płakać w
poduszkę? Jak zrobić, żeby po obudzeniu moje myśli nie krążyły wokół
Niego? Po prostu - jak wyrzucić Go z głowy jako mojego partnera
(którym z resztą nigdy nie był)..
Dodajcie trochę sił do przetrwania Dziewczyny, bo ja już nie daję
rady sad(

Wybaczcie za to przydługawe "marudzenie", i tak myślę, że napisałam
to wszystko w skrócie wink

Dziękuję WAM wszystkim za słowa otuchy bądź nie wink

Pozdrawiam,
Agata.

ehh, kocham drania.
    • guderianka Re: Tak mi smutno :( Jak zapomnieć i żyć dalej? 16.03.08, 13:47
      Nie wiem czego bardziej oczekujesz-czy otuchy, czy słów na "nie " wink

      Kochana
      Nikt za Ciebie twojego życia nie przezyje, nikt nie ułoży idealnego
      scenariusza. Możesz to zrobić sama. Warunek jeden . Szanuj siebie i
      nie pozwól sie krzwydzic.Na ojcu Twojego dziecka świat się nie
      kończy.
      Powodzenia!
    • pelagaa Re: Tak mi smutno :( Jak zapomnieć i żyć dalej? 16.03.08, 19:59
      Moze to traci banalem, ale poboli, poboli i przestanie, nooo w
      kazdym razie przyblaknie ten bol z czasem. Tak juz jest w zyciu,
      ktore zawsze toczy sie dalej, mimo nieszczesc i niepowodzen.
      Z czasem zapomnisz.
    • resia80 Re: Tak mi smutno :( Jak zapomnieć i żyć dalej? 17.03.08, 10:44
      Dzięki dziewczyny!
      Wiem, czas leczy rany...
      Trochę mi już lepiej, ale smutek nadal istnieje..
      Mam nadzieję, że dam radę. Pewnie, że będą chwile gorsze i lepsze..
      Ale postanowiłam sobie, że nie odezwę się do Niego "pierwsza" i
      czekać na Niego też nie będę - tak jak to zawsze robiłam.. (choć
      czasami ciężko się powstrzymać).

      Dziękuję raz jeszcze.
      No i.. bardzo podoba mi się ten tekst z tortem i wisienką smile

      Pozdrawiam,
      Agata.
    • kicia031 Re: Tak mi smutno :( Jak zapomnieć i żyć dalej? 17.03.08, 11:16
      jjmij sie sprawami praktycznymi: wylicz koszty utrzymania dziecka,
      wystap o alimenty.
      Zainwestuj w siebie, zacznij wychodzic do ludzi, umawiac sie z
      innymi facetami - nie mowie o romansach, tak po prostu towarzysko.


      • resia80 Re: Tak mi smutno :( Jak zapomnieć i żyć dalej? 17.03.08, 12:44
        Hej,

        jesli chodzi o alimenty to ex bezproblemowo łoży na córkę, nie mogę
        narzekać. Gorzej jeśli chodzi o "widzenia" się z dzieckiem -
        tak "strasznie" jest zapracowany... ale to nie o tym.
        W każdym razie pozew o alimenty będzie - przyda mi się to do mopsu.
        Ale narazie "delikatnie" próbuję odzyskać moje pieniądze włożone w
        Jego mieszkanie. Dopiero później alimenty.
        Zaczynam wychodzić do ludzi smile) To pomaga, rzeczywiście. Bo
        najgorzej jest jak siedzę w domu... wtedy dół od razu dopada wink

        pozdrawiam i dziękuję!
        Agata.
        • eleq Re: Tak mi smutno :( Jak zapomnieć i żyć dalej? 17.03.08, 20:37
          witaj, doskonale Cię rozumiem ponieważ jestem w bardzo podobnej
          sytuacji. Różnica jest taka, że moje dziecko ma 2lata mamy wspólnie
          wzięty kredyt na 30lat. Jestem załamana ale wiem że dam rade. Ty też
          dasz.
          Obecnie czekam az "tatuś" się wyprowadzi i zabierze swoje rzeczy bo
          narazie nie umiem funkcjonować jak wraca do domu kiedy chce. Powodem
          jest oczywiście inna kobieta lecz on twierdzi, że gdybym była inna
          to on by nikogo nie znalazł.
          Dlaczego na świecie jest tylu nieodpowiedzialnych i emocjonalnie
          nierozwiniętych dupków, którym nie zależy na niczym i nikim tylko na
          sobie. Najgorsze, że nasze dzieci muszą to przeżywać a my będziemy
          całe życie w jakiś sposób z tymi facetami związane bo przecież to
          ojcowie naszych dzieci. TRACE WIARĘ W FECETÓW sad
          • aleksandraja1 Re: Tak mi smutno :( Jak zapomnieć i żyć dalej? 26.03.08, 22:32
            Weszłam na to forum, żeby przelac moje ciężkie emocje małżeńskie.
            cały czas zbierałam się w sobie i szukałam słów zaczepienia co napisać i jak
            ujać to z sensem.Bo emocje strasznie haotyczne. Czytam i czytam i tak trafiam na
            ten wątek.
            NIc dodać nic ujac...
    • resia80 sprawa mieszkaniowa... bez szans :/ 04.04.08, 12:14
      Otóż chciałam Wam moje Drogie eMamy opisać "naszą" sytuację z
      mieszkaniem...
      "on" składał dawno temu wniosek do UM o mieszkanie socjalne. Byliśmy
      wtedy parą wink W międzyczasie ja zaszłam w ciążę. Dołączył nas do
      wniosku (Nas = mnie i ciążę). Gdyby nie było nas na wniosku, to
      dostałby pewnie co najwyżej kawalerkę. Podejrzewam, że i szanse na
      pozytywne zaopiniowanie wniosku też byłyby mniejsze.
      Mieszkanie "dostaliśmy". 3 pokoje, około 60m2. Remontowaliśmy (do
      dziś "walczę" o moje pieniądze włożone w to mieszkanie - nie mam na
      to żadnych dokumentów, więc muszę to załatwić polubownie, jeśli nie
      odda to nie odda uncertain). On od czasu gdy zaszłam w ciąże mieszkał ze
      mną i moimi rodzicami. Nie dokładał się do opłat. Po wstępnym
      remoncie przeprowadziliśmy się. Nie byłam tam zameldowana, nawet
      tymczasowo. Pomieszkałam tam może ze 3-4 miesiące, po czym kiedys o
      3 w nocy zostałam, delikatnie mówiąc, wyproszona z dzieckiem...
      Mieszkałam u babci. Pogodziliśmy się. Mieszkaliśmy znowu razem u
      moich rodziców, bo w "naszym" mieszkaniu trzeba było zrobić
      ogrzewanie. I tak się odwlekał czas przeprowadzki... Różne perypetie
      po drodze, na które i tak nie ma tu miejsca wink
      No. I sprawa wygląda tak, że nie mam żadnych praw do tego
      mieszkania. Że on jako główny najemca sam decyduje kogo tam
      zamelduje (tak mi powiedzieli w UM). Zastanawiam się tylko po co w
      takim razie byłam na tym wniosku o mnieszkanie? Żadnych praw.
      Obecnie zameldowana jestem u babci, ale ze względu na złe warunki
      mieszkaniowe u Niej i brak kasy na remont (ubikacja na półpiętrze,
      brak łazienki i ciepłej wody itp.) mieszkam u ojca (rodzice są już
      po rozwodzie). Dlaczego to on ma teraz wygodę, a ja z dzieckiem
      muszę "kombinować" żeby w końcu mieć własny dach nad głową.
      Dodam, że "on" w międzyczasie mieszkanie już wykupił, mieszkanie
      jest położone w jednej z droższych dzielnic mojego miasta, gdzie
      mieszkania są sporo warte... Dlaczego on, po części moim kosztem,
      się wzbogacił?
      Ostatnio pomyślałam sobie, żeby opisać sprawę do jakiejś gazety.
      Przecież powinni wprowadzić jakiś obowiązek meldunkowy czy cokolwiek
      dla ludzi, którzy również widnieją na wnioskach o mieszkania
      socjalne. Bo jednak po coś tam są uncertain
      Sama nie wiem co robić. Jestem bezsilna. Wiem, że to i tak nic nie
      zmieni. To tylko walka z wiatrakami.
      Wierze, że mnie się i tak ułoży. Tylko dlaczego wszystko po drodze
      jest samodzielnym mamom utrudniane?
      Ehh...
      Znowu przydługie, ale może ktoś podsunie mi jakiś ciekawy pomysł smile

      Pozdrawiam serdecznie,
      Agata.
      • madziulec Re: sprawa mieszkaniowa... bez szans :/ 04.04.08, 12:27
        Nie mozna zlozyc wniosku o mieszkanie socjalne.
        MOzna zlozyc o mieszkanie komunalne.

        "Przez lokal socjalny należy rozumieć lokal nadający się do
        zamieszkania ze względu na wyposażenie i stan techniczny, którego
        powierzchnia pokoi przypadająca na członka gospodarstwa domowego
        najemcy nie może być mniejsza niż 5 m2, a w wypadku jednoosobowego
        gospodarstwa domowego 10 m2, przy czym lokal ten może być o
        obniżonym standardzie.
        Dostęp do lokali socjalnych jest regulowany przez Ustawę dn.
        21.06.2001 r. o ochronie praw lokatorów, mieszkaniowym zasobie gminy
        i o zmianie Kodeksu cywilnego. Zgodnie z tą ustawą gmina ma
        obowiązek zapewnienia mieszkań socjalnych. Ustawa ta daje także
        możliwość wynajmowania lokali od innych właścicieli i wynajmu ich
        osobom, których gospodarstwa domowe osiągają niski dochód."

        Wiec nei sa to lokale czesto o normalnym standardzie, czasem nie
        maja lazienki, albo maja wspolna lazienke czy kuchnie, a czasem
        tylko aneks kuchenny.


        Lokale socjalne dostaje osoba z prawomocnym wyrokeim eksmisyjnym
        (soadownym), gdzi ema napisane, ze ma prawo do lokalu socjalnego.
        • resia80 Re: sprawa mieszkaniowa... bez szans :/ 04.04.08, 12:58
          Masz rację, pomieszałam, to było mieszkanie tzw. docelowe.
          O socjalne również można się starać, wszystko rozchodzi się o
          wysokość dochodów i sytuację (ja składałam takowy wniosek o
          socjalne, niestety zaopiniowany został negatywnie).
          Kiedyś można byłu u nas również składać wnioski o mieszkanie do
          remontu - każdy mógł składać - ale teraz już zamknęli tą listę.
          Mieszkania docelowe są raczej też do remontu, ale jednak przyznawane
          na podstawie sytuacji życiowej (że tak to nazwę).

          Teraz staram się o zamianę mieszkania tego u babci... być może "coś"
          i ktoś chętny się znajdzie...

          Dzięki za odpowiedź,

          pozdrawiam,
          Agata.
    • wojag Re: Tak mi smutno :( Jak zapomnieć i żyć dalej? 04.04.08, 20:37
      wiesz co, sama sobie odpowiadasz w swoim tekscie: nigdy nie byl moim
      partnerem, wyszumial sie itd.
      daj sobie spokoj z takim czlowiekiem.
      nie bierz odpowiedzialnosci za kogos, nie masz wplywu na jego
      decyzje.
      poswiec czas sobie i dziecku!!!
      ja dzisiaj bardzo zaluje, ze zamiast cieszyc sie dzieckiem
      rozpaczalam po odejsciu drania.
      ale teraz ciesze sie z tego, ze go nie ma, bo odzylam!!!
      dziewczyno, daj sobie prawo do placzu, ale zajmij sie toba i
      malutka, nie skupiaj sie na nim!
      wy jestescie najwazniejsze!!!
      bedzie dobrze.
      sama kreujesz swoje zycie, wiec skup sie na tym, jak wam (tobie i
      dziecku) bedzie fajnie, badz wdzieczna za kazdy dzien z dzieckiem.
      nie mysl o przeszlosci!!! jest tu i teraz!!!
      badz silna! trzymam kciuki!!!!
      • resia80 Re: Tak mi smutno :( Jak zapomnieć i żyć dalej? 04.04.08, 20:47
        Dzięki za słowa otuchy smile
        Z dnia na dzień jest coraz lepiej.
        Umocniła mnie wiedza, że już "zabawia" się z innymi, delikatnie je
        nazywając, dziewczynami... Wybaczać i czekać na niego już nie będę.
        Muszę tylko "nauczyć" się obojętności wobec niego, a to narazie
        najtrudniej mi przychodzi.
        W przyszłym tygodniu szykuje się do pisania pozwu o alimenty i chyba
        wniosku o regulacje widzeń z dzieckiem.
        W miesiącu marcu widział się po podliczeniu aż 22 godziny ze swoją
        ukochaną (jak to zawsze mówi) córeczką.. Zaznaczam, że mieszka
        jakieś 10 minut drogi od NAS na piechotkę.. Nawet powiedział mi
        ostatnio, że uważa, iż on bardzo dobrze się spisuje jako ojciec..
        Ręce mi opadły jak to usłyszałam wink

        No nic, dzięki raz jeszcze,
        3maj się również,

        pozdrawiam wszystkie eMamy,
        Agata smile
        • wojag Re: Tak mi smutno :( Jak zapomnieć i żyć dalej? 09.04.08, 21:57
          z obojetnoscia, nie jest latwo i nie tak szybko ja osiagniesz!
          ja nadal, mimo, ze prawie rok nie widzialam bylego meza, jak slysze
          o nim, to sie wkurzam, ale przyjdzia czas i na tosmilesmilesmile
          • resia80 Re: Tak mi smutno :( Jak zapomnieć i żyć dalej? 09.04.08, 22:17
            hmm.. nad obojetnoscia pracuje wink
            teraz i tak sama nie wiem czy bardziej jestem na niego wkurzona
            wlasnie, czy bardziej mi zal tego wszystkiego, zwlaszcza wiary w
            niego i nasz zwiazek, ktoremu i tak za duzo szans dalam...

            no nic, byle do przodu...

            jak pisalam w innym wątku - teraz tatus czeka az coreczka do niego
            zadzwoni jesli bedzie chciala sie spotkac, bo ostatnio jak Ją wziął
            to plakala i chciala do mnie (więc po 20 minutach wrócili ;p)..
            cyt: "jak sie za mna stesknisz i bedziesz sie chciala ze mna spotkac
            to mamusia ma telefon i mozesz do mnie wtedy zadzwonic, a ja
            przyjade" big_grinDD

            pzdr,
            Agata.
Pełna wersja