resia80
16.03.08, 11:54
Witajcie...
Rozstałam się z tatą mojego Dziecka w grudniu... Cały czas liczyłam
na to, że "zmądrzeje", przemyśli wszystko i ... że jednak będziemy
razem. Liczyłam na to, wiedząc, że to i tak nie ma sensu, że zbyt
dużo sił by mnie to kosztowało, bo On aż takim dobrym człowiekiem
nie jest. A jednak kocham Go. Jeszcze.
Ale ostatnio zadzwonił do mnie mówiąc, że... jestem wartościowym
człowiekiem, że docenia to wszystko co dla Niego robiłam, ale
powiedział również, że mnie już nie kocha i nie kochał już dawno,
tylko nie miał "jaj" żeby ode mnie odejść... Że nie chce mnie
krzywdzić, że ułożymy sobie swoje życia osobno i że oboje możemy być
szczęśliwi osobno...
Dawno temu nie byliśmy razem jakieś pół roku - też On nie chciał,
ale nie mówił, że nie kocha

Pobawił się, wyszumiał i.. po tym pół
roku wrócił.. wybaczyłam wszystko i przyjełam Go chyba
niepotrzebnie. Bo to zdażyło się w sierpniu zeszłego roku, a już w
grudniu rozstanie...
Tak mi smutno, nic mi sie nie chce. Jedyną osóbką dzięki której
jeszcze jakoś funkcjonuję jest moja kochana córcia (ma 4 latka).
Nie chce już "prosić" o miłość, wiem, że to nie ma sensu. Nie zmuszę
Go do niczego. Ale boję się też, że jak już zacznę układać sobie
życie (tak było ostatnim razem), to wkroczy On... I wtedy ciężko mi
będzie wybaczyć/nie wybaczyć.. Cokolwiek by było, byłoby mi ciężko

Należę do osób baardzo "rodzinnych", zależy mi na szczęściu
wszystkich.. chyba najmniej na moim, co wiem, że nie jest dobre.
Jak zapomnieć, przestać kochać? Nie wiem... Jak wyjść z tego
wszystkiego z "twarzą"? I nie smucić się co dzień i nie płakać w
poduszkę? Jak zrobić, żeby po obudzeniu moje myśli nie krążyły wokół
Niego? Po prostu - jak wyrzucić Go z głowy jako mojego partnera
(którym z resztą nigdy nie był)..
Dodajcie trochę sił do przetrwania Dziewczyny, bo ja już nie daję
rady

(
Wybaczcie za to przydługawe "marudzenie", i tak myślę, że napisałam
to wszystko w skrócie
Dziękuję WAM wszystkim za słowa otuchy bądź nie
Pozdrawiam,
Agata.
ehh, kocham drania.