doginthefog1
21.03.08, 15:20
Witam Mamusie,
Czytam często o ojcach którzy nie interesuja się swoimi dziećmi,
uchylają się od odpowiedzialności, nie płacą, nie kontaktują się.
Ja mam zupełnie inną sytuację.
Mój synek ma rok, z jegą tatą nie jesteśmy i nie byliśmy razem,
zostałam sama w ciąży, on wrócił do swojej eks i ułożył życie
(zasadniczo nie moja sprawa, wiem). Mam do niego żal (wciąż) ale
wiem, że moje żale nie mogą mieć wpływu na relacje synka z jego
tatą. Tata nigdy nie wypierał się dziecka, pokrywa wszystkie koszty
związane z jego utrzymaniem, interesuje się, często odwiedza synka.
Na tle innych tatusiów w podobnych sytuacjach ten wypada wręcz
znakomicie, jest niekonfliktowy, pomocny, kocha Małego.
Przez pierwszy rok dostosowywałam się do jego planów, mógł
przyjeżdżać kiedy tylko miał na to ochotę, przychodził kiedy chciał,
wychodził kiedy chciał, nie było żadnych reguł, uznałam że skoro nie
pracuję, a byłam z Małym 7 miesięcy w domu, nie będę się spinać na
sztywne
reguły, super że w ogóle chce przychodzić. Od kilku miesięcy
pracuję, mały jest już na tyle duży że możemy sobie razem fajnie
zorganizować czas i nie bardzo mi pasuje perspektywa dłuższego
funkcjonowania na standby. Generalnie problem polega na tym że Tata
żyje swoim życiem, które go tak absorbuje że nie jest w stanie
przyjechać do małego na umówioną wcześniej godzinę - poślizg
godzinny w porywach do dwóch godz. bez uprzedzenia to norma w jego
wydaniu, od listopada próbuję ustalić z nim jakieś zasady jego
odwiedzin, poprosiłam go żeby sam przedstawił swój pomysł ale w
rzeczywiśtości nigdy się do niego nie zastosował, moje metody
wychowawcze nie skutkują - kilka razy po prostu wyszłam z domu jak
go nie było o umówionej porze, raz nie wpuściłam do mieszkania.
Dodam jeszcze że jestem w miarę komunikatywna i od dawna mówiłam mu
o tym, że jego spóźnienia są dla mnie problemem bo dezoragnizują mi
życie. Poza tym nie wyobrażam sobie żeby w przyszłości Mały czekał
godzinę z nosem przyklejonym do okna, a z czasem jest coraz gorzej -
olewa moje uwagi, po prostu robi to na co ma ochotę, wtedy kiedy ma
na to ochtę (ale mu zazdroszczę swoją drogą)
rozmowy nie pomagają, bardziej drastyczne metody nie pomagają,
słyszę wtedy że utrudniam mu kontakty itp. Nie wiem co robić,
odpuścić??? napiszcie szczerze - uważacie że się czepiam? Dobro
dziecka najważniejsze, kontakt z ojcem ważny i potrzebny ale czy
naprawdę musi to tak wyglądać, ja chcę za wszelką cenę wyegzekwować
puntualne przychodzenie i wdrożenie jasnych zasad, nie stawiam
żadnych oraniczej czasowych ale chciałabym wiedzieć że np co tydzień
w o tej i o tej porze będzie Tata. Poza tymi
spóźnieniami jest w miarę OK.
Pozdrawiam serdecznie