takie tam ....generalnie smutne

04.09.03, 09:06
Wiecie, tak "poczytuje" to forum choć nie pisze od bardzo dawna a dziś
poczytałam "emacoche"...tak z ciekawości i wyszło mi z tego ,że absolutnie
nie istnieje taka możliwość żeby kochać nie swoje dziecko.
I tak mi sie smutno za nas wszystkie z dziećmi bez taty zrobiło, bo nawet
jeżeli nas (chociaz mnie to akurat watpię wink) ktoś pokocha to naszego
dziecka nie pokocha nigdy.
A wtedy wszystko nie ma sensu.
A przecież mówi się ,że to kobiety są bardziej uczuciowe to skoro emacochy
nie kochają to co mówić o ojczymach (taka jest męska odmiana macochy?)

pozdrawiam
gra
    • limon_ka Re: takie tam ....generalnie smutne 04.09.03, 09:10
      Powiem szczerze - poryczałam się wczoraj czytając macochę - z żalu i smutku,
      że moje dzieci mają "przechlapane". Ja je kocham, ojciec jest między kochaniem
      a obawą i troską aby jego obecnej nie urazić tym kochaniem, i obecna, ktora
      nie lubi moich dzieci i im to okazuje bo jest dla niej zagrożeniem.
      Tak, generalnie to bardzo smutne
    • kati78 Re: takie tam ....generalnie smutne 04.09.03, 09:14
      Taki smutny list........ Mi też teraz trudno uwierzyć, że ktoś mógłby pokochac
      mnie ale nigdy nic nie wiadomo. Inna sprawa, ze nie chcę się angażować w żaden
      związek, tylko, jak urodzi się maleństwo(za dwa mies.), to zająć się tylko i
      wyłącznie nim. Choć nie twierdzę, że nie dopuszcam mysli, iż może kiedyś
      stworzę dla mojego maleństwa normalny dom.
      Trzeba wierzyc w to, że się jakoś ułoży.
      Trzymajcie się wszystkie samodzielne mamy!!
    • stynka Re: takie tam ....generalnie smutne 04.09.03, 09:17
      Gra! Nie wierzę własnym oczom!
      Dobrze, że wróciłaś! I zostań już.

      Pozdrawiam cieplutko,
      stynka

      PS Spotkajcie się z nami za tydzień w Kid's Play!
    • babe007 Re: takie tam ....generalnie smutne 04.09.03, 10:03
      To smutne, ale zawsze trzeba mieć nadzieję, ze nasz przypadek będzie wyjątkiem.

      Dla pocieszenia podam przykład. Małżeństwo. Ona z dzieckiem z poprzedniego
      związku (nie znam wieku, nie będę zmyślać). Po ca 8 latach - rozwód. Dziecko na
      tyle duże, że może przed sądem określić (nie było to w Polsce) z kim chce
      zostać. Zostaje z ojczymem. Nie wiem jaka ta matka była, bo nie znam
      szczegółów, ale faktem jest, że dla tego mężczyzny to dziecko jest pod każdym
      względem (emocjonalnym również) jego własnym.

      Także uszy do góry. Może w brew pozorom mężczyznom nie jest tak trudno pokochać
      dziecko jeżeli kochają matkę. Bo my baby bywamy czasem wredne.... wink

      Pozdrawiam

      B.
      • awetom Re: takie tam ....generalnie smutne 09.09.03, 19:10
        Mój maluch na szczęście ma tatę, ale tak czytuję to forum, bo myślę sobie ,że
        Wy strasznie dzielne baby jesteście.I chcę Wam opowiedzieć o moim koledze
        który związał się z kobietą mającą 7 letnią córeczkę- on jest zakochany w obu,
        mała też za nim przepada no i on się właśnie oświadczył.A mój wujek pokochał
        trójkę dzieciaków swojej żony obłędnie i wzajemnie- a dodam,że dzieciaki są
        już spore ,fajne i...czarne (ale to nie w Polsce).Nie traćcie nadziei
        ewa
    • ashan Re: takie tam ....generalnie smutne 04.09.03, 11:40
      gra_a napisała:

      > Wiecie, tak "poczytuje" to forum choć nie pisze od bardzo dawna a dziś
      > poczytałam "emacoche"...tak z ciekawości i wyszło mi z tego ,że absolutnie
      > nie istnieje taka możliwość żeby kochać nie swoje dziecko.

      No to chyba trochę po swojemu wszystko interpretujesz, co? Cudze dziecko można
      pokochać (vide rodziny adopcyjne). Czy macocha może pokochać dziecko? Może,
      przecież nie jest potworem. Rozmowa na "macochach wink" (ten cudzysłów i
      uśmieszek są nieprzypadkowe) dotyczyła tego czy MUSI. A chyba nie, prawda?
      Poza tym wypowiadają się tam głównie osoby, które z dzieckiem męża spotykają
      się "weekendowo", a nie dziecko wychowują (więc macochami sensu stricte nie
      są). Jest chyba tylko jedna babeczka, która z dziećmi męża mieszka i ona
      deklaruje wprost, że z dzieciakami (czy dzieckiem, nie pamiętam w tej chwili)
      jest bardzo silnie emocjonalnie związana. A miłość nie jest prosta i
      potrzebuje czasu. Poza tym nie rozumiem (nie znam Twojej sytuacji), ale czy Ty
      chcesz, żeby next Twojego byłego kochała Twoje dziecko?

      > I tak mi sie smutno za nas wszystkie z dziećmi bez taty zrobiło, bo nawet
      > jeżeli nas (chociaz mnie to akurat watpię wink) ktoś pokocha to naszego
      > dziecka nie pokocha nigdy.

      I znowu, dlaczego? Jeśli będzie z tym dzieckiem mieszkał, wychowywał je,
      kochał jego matkę? Liczę na to, że mój mąż kocha mojego syna (tak to
      ptzynajmniej wygląda), chociaż raczej inaczej, niż naszego wspólnego (co nie
      znaczy, że mniej)


      > A przecież mówi się ,że to kobiety są bardziej uczuciowe to skoro emacochy
      > nie kochają to co mówić o ojczymach (taka jest męska odmiana macochy?)

      Ponownie: macocha (bez cudzysłowiu" to ktoś, kto razem z ojcem dziecka i
      dzieckiem tworzą PEŁNĄ rodzinę (sąd przyznał opiekę ojcu lub ojciec jest
      wdowcem). Macochy na "macochachwink", do których się również zaliczam, to
      zazwyczaj drugie żony ojców dzieci NIE MIESZKAJĄCE z dziećmi.
      btw - pamiętam gorącą dyskusję na tym forum, że druga żona dla dziecka to
      zadna rodzina, więc jak to jest smile

      pzdrw
      ashan
      • babe007 Re: takie tam ....generalnie smutne 04.09.03, 12:08
        No dobra, możemy odpuścić Wam miłość. Ale czy mogłybyście w takim razie
        powstrzymac się od jawnego okazywania niechęci (moze nawet posunę sie do tego,
        że poproszę Was zebyście tej niechęci nie okazywały równiez przed ojcem
        dziecka. W końcu Was kocha i może to mieć wpływ na jego relacje z potomkiem) i
        od utrudniania kontaktów ojciec - dziecko?

        Ja wiem, ze bardzo upraszczam, ale o schematyczne potraktowanie sprawy mi
        chodzi. Nie odnoszę sie do Waszych (i naszych) indywidualnych przypadków.

        Pozdrawiam

        B.
        • ashan Re: takie tam ....generalnie smutne 04.09.03, 12:35
          babe007 napisała:

          > No dobra, możemy odpuścić Wam miłość. Ale czy mogłybyście w takim razie
          > powstrzymac się od jawnego okazywania niechęci (moze nawet posunę sie do
          tego,
          > że poproszę Was zebyście tej niechęci nie okazywały równiez przed ojcem
          > dziecka. W końcu Was kocha i może to mieć wpływ na jego relacje z potomkiem)
          i
          > od utrudniania kontaktów ojciec - dziecko?
          >
          > Ja wiem, ze bardzo upraszczam, ale o schematyczne potraktowanie sprawy mi
          > chodzi. Nie odnoszę sie do Waszych (i naszych) indywidualnych przypadków.
          >
          Ale chyba refleksje (smutne), które skłoniły autorkę wątku do napisania
          swojego postu, pojawiły się po przeczytaniu naszych konkretnych historii?
          Ja nie mogę odpowiedzieć na prośbę skierowaną "w kosmos" - do tych drugich, bo
          nie ma takiej jednolitej grupy. To tak jakbym poprosiła generalnie eksie (a
          więc również siebie hi, hi, hi) żeby nie były małostkowe i nie utrudniały
          kontaktów dziecka z ojcem. Przecież to absurd. JA mogę odpowiedzieć za SIEBIE.
          A jeśli chcesz poznać moje zdanie - poczytaj moje posty ma "macochachwink". smile
          pzdr
          ashan
          • babe007 Re: takie tam ....generalnie smutne 04.09.03, 12:51
            Bez przesady! Gdyby chcieć dyskutować z każdą z was z osobna - życia by nie
            starczyło. Dlaczego nie powiedziec ogólnie, ze dobrze byłoby, gdyby ŻADNA z was
            nie była niesympatyczna dla dzieci swoich mężów. Uważam też, że apel do byłych
            o większą wyrozumiałość też nie jest bez sensu. Może komus trafi to do
            sumienia, albo skłoni do refleksji na własnym postępowaniem. Na pewno nie
            zaszkodzi.

            • ashan Re: takie tam ....generalnie smutne 04.09.03, 13:14
              babe007 napisała:

              > Bez przesady! Gdyby chcieć dyskutować z każdą z was z osobna - życia by nie
              > starczyło. Dlaczego nie powiedziec ogólnie, ze dobrze byłoby, gdyby ŻADNA z
              was
              >
              > nie była niesympatyczna dla dzieci swoich mężów. Uważam też, że apel do
              byłych
              > o większą wyrozumiałość też nie jest bez sensu. Może komus trafi to do
              > sumienia, albo skłoni do refleksji na własnym postępowaniem. Na pewno nie
              > zaszkodzi.
              >
              A więc (chociaż nie zaczyna się zadania od więc)

              BĄDŹMY DLA SIEBIE WYROZUMIALI, STARAJMY SIĘ NAWZAJEM SZANOWAĆ - SWOJE UCZUCIA
              I PRAWO DO WŁASNYCH POGLĄDÓW. BĄDŹMY WIELKODUSZNI. NIECH NIE ZABRAKNIE NAM
              MĄDROŚCI I POKOJU WE WZAJEMNYCH RELACJACH.

              Czego życzy wszystkim ludziom, bez względu na to kim są
              ashan
            • jayin Re: takie tam ....generalnie smutne 04.09.03, 20:21
              babe - jasne, ze dobrze byłoby tak powiedzieć... ja jestem jak najbardziej za.
              sama nie utrudniam, interesuję się tyle, na ile mogę szkołą, zainteresowaniami
              itp. 12-letniego syna mojego Obecnego, nie mam żadnychsmile pretensji, jeśli
              Obecny spedza z Synem czas, nie wazne ile tego czasu by nie było.
              jasne, że to nie jest łatwe na początku - ale świadomość tego, że od początku
              wiedziałam, że Obecny ma swoją przeszłość, rozwód parę lat temu, na długo długo
              przede mną, i swoje Dziecko - i uznałam, że dam radę zyć w takim układzie -
              oraz to, że wiem, ze sama czym prędzej bym wyprowadziła z domu takiego faceta,
              ktory mi by zabranial, utrudnial kontakty z moim dzieckiem - dają mi jakąś
              rozsądne spojrzenie na to co i jak powinno być w tym naszym "swiecie". z Ex nie
              mam kontaktu - ale też go zdaje się obie nie szukamy. nie ma zadnych problemow
              ani z pieniedzmi, ani z czasem dla dziecka, ani... ani... smile lekko sielankowo
              to wygląda być może - ale tak jest. i oby nic się w tym "spokojnym" układzie
              obu rodzin nie zepsuło.

              oczywiście, że najlepiej by było zrozumieć siebie nawzajem - Byłe/Obecne/
              Przyszłe?smile - ale są ludzie i Ludzie. niektórzy są normalni i da się z nimi
              ułożyć stosunki pozytywnie, albo choćby neutralnie. ale i u Samodzielnych Mam i
              u Obecnych - zdarzają się z różną częstotliwością osoby nieprzyjemne, tak to
              nazwijmy.
              i nie mamy ani my, ani wy na to wpływu.
              w dodatku chcąc, nie chcąc - każdy patrzy na ogólny temat przez pryzmat swoich
              doświadczeń i czasem rywatne urazy przenosi się na zupełnie obce nam osoby. to
              całkowicie normalne i ludzkie. wot, zyzn.

              w związku z tym, że ja mam nastawienie neutralne do "Swojej Ex" (bo po prostu
              jej nie znam, a i pośrednio nie mamy z sobą wcale problemów) - czytam tutaj
              Wasze posty - i czasem się boję, żeby moja Ex się nie zmieniła smile a czasem
              przykro mi, że istnieją ludzie, ktorzy dają się tak we znaki swoim byłym żonom -
              o jakich to przypadkach tutaj piszecie.
              mam nadzieję, że Obecny nie jest tylko "pokazowo" dobrym ojcem i byłym mężem smile
              bo inaczej nie umiałabym szanować takiego faceta.
              od razu widziałabym go w stosunku do siebie i naszych dzieci takim własnie
              niedobrym facetem.

              na razie jest dobrze. i oby tak pozostalo. i u mnie, i u Obecnego, i u Ex, i u
              Dwunastoletniego "Naszego".

              pozdrawiam serdecznie

              Joanna


    • edz.anna Re: takie tam ....generalnie (NIE) smutne 04.09.03, 12:30
      Podobnie poczułam gdy poczytałam tamto forum.....nie do końca rozumiem
      niektóre panie, ale przecież każdy ma swoje uczucia/zasady i mogą one być
      zupełnie inne od moich. tez było mi przykro co zachwiało na chwilę moje myśli
      na temat obecnego partnera. Po lekturze postów poczułam obawę, ze może zbyt
      szybko, zbyt wiele czasu spędzamy w trójkę....że może on tylko
      udaje....Rozmawialiśmy na temat mojej córki - powiedział, ze od początku
      wiedział, ze mam dziecko więc jeśli kocha mnie to kocha i moje dziecko! Skoro
      będziemy razem mieszkać to on będzie nie tylko moim mężem ale i tatą.......za
      jednym razem ma 2 kobietki (szczęściarzsmile)

      Nie powiedział, ze od razu poczuł wielką miłość, ale z pewnością to nie tylko
      akceptacja faktu ale większe uczucie! Codziennie sie widujemy we trójkę,
      pomaga mi, bawi się z Małą, często ją usypia, chodzimy na spacery i jezdzimy
      na kilkudniowe wycieczki..... gdy Mała poszła pierwszy raz do przedszkola
      dzwonił z pracy kilka razy by zapytać czy juz ją odebrałam, czy wiem co sie u
      niej dzieje.... a potem zaraz po pracy przybiegł by ją sam wypytać jak było!
      Przedtem NIE WIEDZIAŁAM , że facet może tak reagować!
      Dziewczyny, nie przejmujcie się - na tym świecie jest jeszczewink wielu
      wspaniałych facetów! Nie wiadomo, może już tuż tuż i spotkacie tego
      właściwego! Jesteście wspaniałe, macie wspaniałe dzieciaki - który by sie
      oparł?!!!
      Bo może jakoś tak dziwnie bywa, że to właśnie facetowi łatwiej pokochać "nie
      swoje" dziecko .....więc mamy większe szansewink!

      A.
      • naturella Re: takie tam ....generalnie (NIE) smutne 04.09.03, 13:12
        Dziwne to... bo jeszcze nie tak dawno samodzielne mamy twierdziły, że te drugie
        przekupują dzieci, że robią wszystko, żeby wkraść się w łaski, że są tylko od
        przyjemności i w efekcie chcą stać się drugą mamą, że konkurują z mamami
        walcząc o uczucia dziecka - no więc jak to jest?
        Z drugiej strony - piszecie, że chcecie, żeby wasze dzieci miały rodzinę - ale
        to chyba tylko o waszych nowych mężów tu chodzi - bo przecież stale są głosy,
        że te drugie żadną rodziną dla dziecka nie są! A teraz nagle domagacie się,
        żeby te drugie kochały dzieci... Dziewczyny, to jakaś paranoja, zdecydujcie
        sie, na czym wam tak naprawdę zależy, bo ja już od czytania waszych postów
        dostaje kręćka.

        Inna rzecz, która z drugich żon okazuje niechęć dziecku swojego męża, bo nie
        zauważyłam?
        • mikawi Re: takie tam ....generalnie (NIE) smutne 04.09.03, 13:49
          szczerze mówiąc ja też zgłupiałam... były długie deliberacje na temat drugich,
          którym nic do dzieci ich mężów i nie one są od wychowywania i bycia rodziną.
          o.k - wasze dzieci, wasze prawo do takich decyzji. A teraz macie żal o to.
          Dziewczyny - są przypadki że druga żona waszego dziecka nie pokocha a nawet nie
          polubi, czy wręcz nie będzie go tolerować i zrobi wszystko by zniknęło z życia
          jej i jej męża. Ale ja o takim przypadku na forum macoch NIE PRZECZYTAŁAM.
          DZiewczyny piszą, że dzieci bywają w ich domu często, czesto tez niektóre
          przejmują obowiązki mamy, która nie poczuwa się za bardzo. JA jestem pełna
          podziwu dla tych "macoch" bo czytając posty odnoszę wrażenie że to własnei te
          macochy poświęcają więcej czasu i serca "nie swoim dzieciom" niż ich mamy (poza
          tym gdyby były takie okropne, dzieci nie przychodziłyby do nich wkółko). CZytam
          tez posty dziewczyn, które wprawdzie szczęśliwe z powodu posiadania dziecka
          przez męża nie są, ale nie mają zamiaru w ŻADEN SPOSÓB utrudniać im kontaku,
          pragna jedynie same nie angażowac się w ich relacje. CZy cos s tym zlego? bo
          jak zrozumiałam wasze wcześniejsze posty właśnie taki układ WAM był najbardziej
          na rękę.
          A co do facetów, którzy mieliby zastąpić ojca dla waszych dzieci. Tym "drugim
          męzom" łatwiej jest to zrobić w sytuacji gdy biologiczny ojciec się nie
          interesuje dziećmi. Taki facet jak ma w sobie jakieś pokłady wrażliwości i
          męskości otacza opieką swoją ukochaną i dzieci, za które też zaczyna się czuć
          odpowiedzialny. Sytuacja jest inna gdy biologiczny ojciec dziecka jest OJCEM
          nadal, interesuje się dziećmi, ma z nimi niemal codzienny kontakt i nie
          zamierza oddawać swojego prawa bycia ojcem. Podobnie się to ma w odwrotnej
          sytuacji - gdy dziecko ma mamę, nie istnieje potrzeba robienia z drugiej zony
          drugiej "mamy". Macocha też nie bardzo czuje takiej potrzeby, bo co? ma się
          prześcigac z dzieckiem o uczucia matki i udowadniac mu że byłaby lepszą? Ma
          wchodzić między wódkę a zakąskę (przepraszam za porównanie). Zwykle więc stoi
          nieco z boku. I chyba to jest o.k.
          • limon_ka Re: takie tam ....generalnie (NIE) smutne 04.09.03, 14:26
            Ja nie będę wypowiadać się za wszystkie samodzielne tylko za siebie: mi
            najbardziej zależy żeby ojciec moich dzieci kochał i widywał sie ze swymi
            dziećmi. W tej chwili spotyka sie z nimi na mieście, nie chce ich wozić do
            siebie. Dlaczego? Bo obecna żona nie lubi moich dzieci i żeby nie zaogniać
            przyjął taką metodę. Po prostu ona ich nie lubi i im to okazuje. I ja
            rozumiem, że ona ich nie lubi bo moje dzieci odciągają ex od niej i jej
            dzieci, ale dlaczego im to okazuje? Jak tak dalej pójdzie to ex przestanie się
            z nimi widywać - kilka problemów zniknie. I dlatego mi było smutno. I wcale
            nie chcę żeby ona je wychowywała, kochała czy lubiła - chcę żeby moje dzieci
            czuły że również mogą do ojca pojechać i że nie jest to dla nich wrogie
            miejsce.
            • jayin Re: takie tam ....generalnie (NIE) smutne 04.09.03, 20:29
              limonka - to jest to jakas niedobra Obecna bardzo.
              nie rozumiem takiego podejscia jak tej "twojej Obecnej"- Mezczyzna ma dziecko z
              poprzedniego zwiazku - i jego kolejna zona akceptowac powinna ten fakt,
              rozpoczynajac z nim zycie. bo dziecko to nie jest "COS" co zniknie, jak jej sie
              przywidzi, ze chce "od nowa" faceta urodzinniac... jesli nie akcpetuje - to ja
              nie wiem, czy taki Mezczyzna - jesli kocha naprawde swoje dziecko -
              zdecydowalby sie na zwiazek z nia.
              inna sprawa - ze w pewnych przypadkach te Obecne moga tolerowac i akceptowac -
              ale jasne, ze moze im np. sprawiac przykrosc przebywanie z dziecmi "Ex Zony".
              kobiety w uczuciach sa bardzo zaborcze i wyczulone na punkcie wyjatkowosci
              przecież. kazda z nas taka jest. tylko niektore z nas sobie z tym radza i jest
              okej i mozna z dziecmi nawiazac przyjacielskie kontakty - ale niektore nie
              przeskoczą tego. a zmuszac sie do tego nie ma sensu. dziecko i tak to wyczuje.

              szkoda, ze twoj Byly Maz nie spotyka sie z dziecmi w swoim domu. Obecna jego
              moglaby w tym czasie sobie gdzies wyjsc na spacer czy cos.. a takie spacery z
              dzieckiem - to przeciez jakies takie "pol-spotkania". jakby dzieci mialy zakaz
              wstepu do domu ojca... rozumiem Obecna - moze nie chciec widziec tych dzieci -
              przerost zazdrosci. ma prawo. ale chyba nie ma prawa zabraniac im odwiedzac
              ojca w jego domu, jesli jej samej nie ma...

          • edz.anna Re: takie tam ....generalnie (NIE) smutne 04.09.03, 14:37
            Chciałam tylko cos uściślić. Ja pisałam 'na pocieszenie' dla dziewczyn które
            wątpią, że jest możliwa sytuacja gdy facet pokocha "nie swoje" dziecko. Ale
            nie uważam by takie uczucia były jakimś przymusem dla Kobiety mojego byłego.
            Może faktycznie mam łatwiejszą sytuację bo tato biologiczny nie utrzymuje
            kontaktów i mogę na nowo układać życie....ale też doskonale wiem jak bardzo
            boli samotność i brak nadziei ze ma to jakieś dobre zakończenie - dlatego
            napisałam ten post.

            A co do Eks i Next (jakoś trudno ładnie NAS nazwać) to nasze uczucia są zbyt
            zależne od naszych sytuacji i emocji by móc generalizować. Każda sytuacja jest
            inna i każda z nas ma prawo do swoich uczuć. Dla mnie było bardzo ważne by mój
            partner był dobry dla mojej córki, by mogła w nim mieć prawdziwego ojca, ale
            nie wiem czy będąc w sytuacji Next umiałabym prawdziwie pokochać 'nie swoje
            dziecko'. Wątpię nawet czy to jest 'konieczne' skoro Next spotyka się z
            dziećmi raz na jakiś czas, jak dla mnie wystarczyłoby (chyba, bo mówię
            teoretycznie)gdyby jedynie akceptowała i nie utrudniała kontaktów z ojcem.

            Pozdrawiam,
            A.
    • mag_p Re: takie tam ....generalnie smutne 04.09.03, 14:09
      Mikawi - zgadzam sie z Toba w 100%
      Jesli "obecna" star sie byc sprawiedliwa i nie pokazuje mu , ze
      jest "gorsze", czy niemile widziane...
      To ja uwazam , ze takie postepowanie jakie Ty przedstawilas jest jak
      najbardziej OK.

      I wiecej nie oczekuje - a nawet nie chce..

      Pozdrawiam
      Mag
    • kalpa Re: takie tam ....generalnie smutne 08.09.03, 12:52
      A ja miałam dużo szczęścia. Druga żona mojego ojca pokochała mnie jak swoją
      córkę i nie robiła nigdy między nami różnicy. Kiedy moja mama musiała wyjechać
      z kraju na długo to własnie ona walczyła, żebym u niej zamieszkała.
      Powiedziała, że skoro nie mogę być dłużej ze swoją mamą, to musze mieć chociaż
      ojca. I była dla mnie jak anioł. I taka jest do dziś. Jest najlepszą, cudowną
      ciocią i fantastyczną babcią mojego synka. I wiem, że mnie kocha, że gdyby mi
      się coś stało, to walczyłaby o mnie jak lwica. Nieraz tak było.
      Stąd nie łamcie się kochane mamy, bywają fajne drugie żony exów.
      Pozdrawiam Was serdecznie
      Kalpa
      • badia Re: takie tam ....generalnie smutne 08.09.03, 13:32
        Wiecie co fajnie byłoby mieć wszystko i tatusia i kochana macochę i mamę i
        przyrodnie rodzeństwo i wszystkich w zgodzie. Moim zdaniem tak się nie da.
        Jedna mama kocha swoje dzieci. Druga mama kocha swoje dzieci, a tausiem się
        dzielą, więc przeważnie to dzielenie nie wygląda najlepiej i to już od faceta
        zależy, na ile poprawne stosunki i sprawiedliwe te relacje...
        Trudno też żeby dziecko miało dwa domy i dwie kochające je równolegle mamusie.
        Nie wiem, czy życzyłybyście sobie sytuacji, w której następczyni kocha wasze
        dziecko i czy chciałybyście rywalizować o uczucia tego dziecka?
        To wszystko nie wydaje mi się takie proste, żeby pozwalało się zamknąć w
        stwierdzeniu, że sa złe i dobre macochy...
        Zresztą macocha to ktoś, kto wchodzi w prawa matki, a druga żona taty jest
        jedynie i chyba dobrze, drugą żoną taty.
        • e.beata Re: takie tam ....generalnie smutne 08.09.03, 15:12
          "Nie wiem, czy życzyłybyście sobie sytuacji, w której następczyni kocha wasze
          dziecko i czy chciałybyście rywalizować o uczucia tego dziecka?"

          badia, teoretyzuję, ale bardzo bym sobie życzyła gdyby następczyni kochała moje
          dziecko. Bo tak najlepiej dla dziecka. Miłości nigdy za dużo.
          To ja jestem matką i rywalizować bym nie chciała i NIE MUSIAŁA.
          Tak samo jak nie rywalizuję o miłość babci, cioć itp. Nie muszę.
          Ja myślę że problem nie leży w dziecku, tylko w byłej partnerce męża. Jż.
          przenosi się ją na dziecko to ... Trzeba dojrzałości aby sobie z tym poradzić i
          te pępowinę przerwać. Prawdziwa, dojrzała miłość do męża na pewno w tym pomaga.
          • ashan Re: takie tam ....generalnie smutne 08.09.03, 15:42
            e.beata napisała:

            > badia, teoretyzuję, ale bardzo bym sobie życzyła gdyby następczyni kochała
            moje
            >
            > dziecko. Bo tak najlepiej dla dziecka. Miłości nigdy za dużo.

            Odważne stwierdzenie. Pozwól, że nie uwierzę Ci do końca. Jeśli kogoś kocham
            to chcę dla niego jak najlepiej, prawda? A więc chcę mieć wpływ na to kim
            będzie, jakie wartości będzie wyznawał. Chcę mieć prawo do wychowywania, żeby
            móc doraźnie reagować na głupoty, jakich dziecko może się dopuścić. Do karania
            i nagradzania. Do spędzania z dzieckiem jak największej ilości czasu. Do
            współdecydowaniu o szkole, przedszkolu.
            Takie prawa dajesz next Twojego byłego?
            Radzę nie zapędzać się w swoich wypowiedziach tylko po to,żeby dać popalić tym
            niewrażliwym i niezdolnym do miłości "macochom" (vide post babe007 - mogę
            darować wam miłość... czy coś w podobie).

            > To ja jestem matką i rywalizować bym nie chciała i NIE MUSIAŁA.
            > Tak samo jak nie rywalizuję o miłość babci, cioć itp. Nie muszę.

            No właśnie. Chyba mylisz matczyną miłość do dziecka z miłością do siostrzeńca.

            > Ja myślę że problem nie leży w dziecku, tylko w byłej partnerce męża. Jż.
            > przenosi się ją na dziecko to ... Trzeba dojrzałości aby sobie z tym
            poradzić i
            >
            > te pępowinę przerwać. Prawdziwa, dojrzała miłość do męża na pewno w tym
            pomaga.
            >
            A prawdziwa odpowiedzialność i konsekwencja wyborów (człowiek po rozwodzie ma
            prawo założyć nową rodzinę i jego partner w momencie decyzji o rozstaniu też
            musi liczyć się z tym, że ich dziecko będzie miało "macochę/"ojczyma".)
            btw zastanawiam się czy rzeczywiście do tego stopnia "punkt widzenia zależy od
            punktu siedzenia"? Bo odnoszę wrażenie, że co innego czytałyście, niż było tam
            napisane.
            Konkretne pytanie do Ciebie e.beato: czy dasz next swojego byłego prawa, o
            których pisałam wyżej, jeśli będzie kochać Twoje dziecko? Tak czy nie?
            Jak znam życie okaże się to akurat w Twoim przypadku niemożliwe.....
            Hipokryzja, drogie panie, hipokryzja.
            pzdrw
            ashan
            • carlafehr Re: takie tam ....generalnie smutne 09.09.03, 18:40
              ashan napisała:

              > e.beata napisała:
              >
              > > badia, teoretyzuję, ale bardzo bym sobie życzyła gdyby następczyni kochała
              >
              > moje
              > >
              > > dziecko. Bo tak najlepiej dla dziecka. Miłości nigdy za dużo.
              >
              > Odważne stwierdzenie. Pozwól, że nie uwierzę Ci do końca. Jeśli kogoś kocham
              > to chcę dla niego jak najlepiej, prawda? A więc chcę mieć wpływ na to kim
              > będzie, jakie wartości będzie wyznawał. Chcę mieć prawo do wychowywania, żeby
              > móc doraźnie reagować na głupoty, jakich dziecko może się dopuścić. Do
              karania
              > i nagradzania. Do spędzania z dzieckiem jak największej ilości czasu. Do
              > współdecydowaniu o szkole, przedszkolu.
              > Takie prawa dajesz next Twojego byłego?

              Miłość nie oznacza prawa własności, a moja zgoda na to, żeby "macocha" kochała
              moje dziecko, nie oznacza, że zrzekam się na jej rzecz praw rodzicielskich, bo
              są to dwie zupełnie różne sprawy. Właśnie naprawdę kochająca "macocha" nie
              będzie próbowała rywalizować z matką o uczucia dziecka a kochająca matka nie
              będzie musiała nawet czuć się rywalką. Oczywiście "macocha" będzie miała wpływ
              na Twoje czy moje dziecko, (tak jak wpływ będą mieli nauczyciele, koledzy i
              jeszcze inni ludzie), więc chyba lepiej, żeby to była kochająca "macocha", iż
              niekochająca. Jak sama piszesz, jeśli się kogoś kocha, t chce sidla niego jak
              najlepij, więc chyba im więcej kochających dziecko ludzi, tym lepiej?


              > > To ja jestem matką i rywalizować bym nie chciała i NIE MUSIAŁA.
              > > Tak samo jak nie rywalizuję o miłość babci, cioć itp. Nie muszę.
              >
              > No właśnie. Chyba mylisz matczyną miłość do dziecka z miłością do siostrzeńca.

              A czy Ty aby nie mylisz miłości z jakimś innym uczuciem?


              Pozdrawiam
              MonikaS
              • ashan Re: takie tam ....generalnie smutne 09.09.03, 19:17
                carlafehr napisała:

                > A czy Ty aby nie mylisz miłości z jakimś innym uczuciem?
                >
                >
                > Pozdrawiam
                > MonikaS
                Z wcześniejszych postów zrozumiałam, że chodzi o miłość rodzicielską, czyż
                nie? Taka miłość nie jest tylko uczuciem. Jest pewnym zobowiązaniem. Władza
                rodzicielska nie musi łączyć się z miłością. Ale miłość łączy się z
                odpowiedzialnością za "obiekt" miłości. Bo jeśli chodzi o uczucie typu miłość
                do siostrzeńca to faktycznie wiele z odpowiedzialnością wspólnego ono nie ma
                (poza doraźną, w przypadku opieki). A wtedy czy rzeczywiście do szczęścia
                dziecka potrzeba jeszcze pseudo-miłości żony tatusia? Ma przecież babcie,
                ciocie, wujków, kuzynów etc. Tylko, że z początkowego postu wynikał żal z
                powodu braku chyba innej miłości, nie uważasz? Przeczytaj jeszcze raz.
                Miłośc to wg mnie naprawdę bardzo poważna rzecz. I nie ma co szafować tak
                mocnym słowemw przypadku sympatii do dziecka partnera.
                pzdr
                ashan
                • badia Re: takie tam ....generalnie smutne 10.09.03, 12:05
                  Myślałam, że chodzi o miłość do dziecka kogoś, kto bedzie pełnił funkcję taty i
                  stąd ta analogia: nie sądzę, aby mamom odpowiadało to, że dziecko kochane jest
                  w sposób "matczyny" przez kogoś, kto równolegle do niej pełni funkcję mamy...
                  Ciocia to co innego, podobnie zresztą jak wujek.
                  • ashan Re: takie tam ....generalnie smutne 10.09.03, 14:57
                    Wiesz badiu, poczytałam sobie jeszcze raz cały wątek od początku i cóż... Żal,
                    że dziecko nie będzie kochane przez przyszłego męża matki został, jak
                    rozumiem, spowodowany przez wnioski wyciągnięte z lektury postów drugich żon
                    na macochach. A jak wiadomo, bo jest to tam dokładnie opisane, nie są one
                    macochami. Więc stwierdzenie, że ojczym nie będzie kochał mojego dziecka, bo
                    nie-macochy pierwszych dzieci nie kochają, jest nielogiczny i niczym nie
                    podbudowany. I pokazałam, że wymaganie miłości (w pewnym sensie
                    rodzicielskiej - bo w ten sposób widzę miłość, którą mój mąż darzy mojego syna)
                    od drugiej żony ojca jest absurdalne. Owszem, sympatia, przywiązanie, dbałość,
                    troskliwość, szacunek dla małego (potem coraz większego) człowieczka. Ale to
                    wg mnie jeszcze nie jest miłość. Ja w obronie mojego "pasierba" (brrrrrrrrr,
                    wstrętne słowo) skoczyłabym w ogień, nie rozróżniam w pieszczotach, nagrodach
                    i karach od moich dzieci, obdarzam go ciepłem, ale nie wiem, czy go kocham. I
                    nikt nie ma prawa tego ode mnie wymagać, bo ja wiem, jak taki układ wygląda w
                    rzeczywistości, a nie "gdybam", co by było, jakby... I nie wymagam od eks
                    mojego męża, żeby choćby lubiła moje dzieci (mimo, że przecież jeden z moich
                    synów jest bliziutką rodziną dla jej syna smile). Może powinnam wink))))))?
                    A do e.beatki.... Wiesz, kształtowanie ciężkimi przejściami wyrabia charakter,
                    wiem coś o tym, ale żadna praca nad sobą nie spowoduje pokochania kogokolwiek.
                    Tak się raczej nie da. A tyle o sobie wiemy, ile nas sprawdzono smile)))))
                    I dlatego ja wiem, jak to jest, a Ty i inne forumowiczki "używacie" sobie na
                    tym naszym braku miłości...
                    Rozumiem wątpliwości i smutki gry i limonki. I tak jak pisałam na początku
                    wątku: to, że teraz jesteście same nie świadczy o tym, ze nie stworzycie
                    nowych, szczęśliwych rodzin, w których będzie miłość.
                    Tego Wam wszystkim serdecznie życzę
                    EOT
                    ashan
                    • e.beata Re: takie tam ....generalnie smutne 10.09.03, 15:32
                      ashan, wydaje mi się ze prawdziwych macoch na forum nie ma.
                      Nie chodzi o czepianie się słówek wink

                      >I pokazałam, że wymaganie miłości (w pewnym sensie rodzicielskiej - bo w ten
                      sposób widzę miłość, którą mój mąż darzy mojego syna)od drugiej żony ojca jest
                      absurdalne.

                      Nie o miłosci rodzicielskiej mówimy bo rodziców ma się tylko dwóch.
                      Choć nie napisałaby że taka miłość jest absurdalna. Moze rzadka niezwykle, ale
                      absurdalna...

                      >I nie wymagam od eks mojego męża, żeby choćby lubiła moje dzieci

                      Ale byłoby tobie miło gdyby je polubiła wink.
                      Ex i Twoje dzieci nie mają nic wspólnego /tata-były mąż/.
                      Twoje dzieci nie spotykają się z ex i jej dom jest im obcy.
                      Jż. jako druga zona też byłabyś po rozwodzie z obecnym partnerem, Twój dom nie
                      byłby juz domem ich ojca.

                      > wiem coś o tym, ale żadna praca nad sobą nie spowoduje pokochania
                      kogokolwiek.

                      Przecież ja nikogo nigdy do miłości nie zmuszałam smile

                      > I dlatego ja wiem, jak to jest, a Ty i inne forumowiczki "używacie" sobie na
                      > tym naszym braku miłości...

                      Nie używam sobie i nie na braku miłości. Bo tak jak piszę do miłosci nie
                      zmuszam, choć miłoby było... wink.

                      Pozdrawiam wink
                      • ashan Re: takie tam ....generalnie smutne 10.09.03, 16:50
                        Na początek:
                        Gratulacje!!!!! Tak rewelacyjnie manipulować wyborem cytatów. Wyborne!!!!!
                        chapeau bas! Nigdy nie dojdę do takiego mistrzostwa w "wykręcaniu kota
                        ogonem" sad
                        Ale też nie zamierzam nawet próbować smile)))



                        e.beata napisała:

                        > ashan, wydaje mi się ze prawdziwych macoch na forum nie ma.
                        > Nie chodzi o czepianie się słówek wink

                        > >I pokazałam, że wymaganie miłości (w pewnym sensie rodzicielskiej - bo w te
                        > n
                        > sposób widzę miłość, którą mój mąż darzy mojego syna)od drugiej żony ojca
                        jest
                        > absurdalne.
                        >
                        > Nie o miłosci rodzicielskiej mówimy bo rodziców ma się tylko dwóch.
                        > Choć nie napisałaby że taka miłość jest absurdalna. Moze rzadka niezwykle,
                        ale
                        > absurdalna...
                        Nie wiedziałam o takim rodzaju miłości jak absurdalna. Rodzicielska,
                        platoniczna, erotyczna, agape etc, ale żeby absurdalna?
                        Absurdem natomiast jest wymaganie takiej miłości, jaką może darzyć ojczym do
                        dziecka, od osoby, która dane dziecko widuje często raz w tygodniu. Rzadka?
                        Chyba nawet nie ma czasu na to aby się rozwinąć...


                        > >I nie wymagam od eks mojego męża, żeby choćby lubiła moje dzieci
                        >
                        > Ale byłoby tobie miło gdyby je polubiła wink.

                        Jest mi to obojętne, tak jak i uczucia innych byłych flam mojego męża

                        > Ex i Twoje dzieci nie mają nic wspólnego /tata-były mąż/.
                        > Twoje dzieci nie spotykają się z ex i jej dom jest im obcy.
                        > Jż. jako druga zona też byłabyś po rozwodzie z obecnym partnerem, Twój dom
                        nie
                        > byłby juz domem ich ojca.

                        Eks i wspólne dziecko moje i męża mają tyle ze sobą wspólnego, co ja i syn
                        mojego męża, właśnie tatusia
                        A mieszka z dzieckiem w mieszkaniu należącym do mojego męża i mnie, więc nie
                        jest znowu takie obce


                        > > wiem coś o tym, ale żadna praca nad sobą nie spowoduje pokochania
                        > kogokolwiek.
                        >
                        > Przecież ja nikogo nigdy do miłości nie zmuszałam smile

                        To stwierdzenie było było odpowiedzią na Twoje zdania, że przeszłaś w życiu
                        dużo (pewnie Cię to tym samym uszlachetniło?) i wiesz, ze pracowałabyś nad
                        poprawą swoich negatywnych uczuć do pasierba. Do miłości o której traktuje ten
                        wątek wciąż byłoby Ci daleko, nieprawdaż? Szczerych uczuć nie da się wypracować

                        > > I dlatego ja wiem, jak to jest, a Ty i inne forumowiczki "używacie" sobie
                        > na
                        > > tym naszym braku miłości...
                        >
                        > Nie używam sobie i nie na braku miłości. Bo tak jak piszę do miłosci nie
                        > zmuszam, choć miłoby było... wink.
                        Więc jednak używasz sobie czy nie? smile
                        Miło byłoby zmuszać? smile))
                        "tyle o sobie wiemy, ile nas sprawdzono". Przemyśl sobie te słowa, zanim znowu
                        sięgniesz po klawiaturę. Ja wiem, Ty gdybasz, ale uważasz, że masz prawo mnie
                        oceniać. Hmmmm.
                        ashan
                        • badia Re: takie tam ....generalnie smutne 10.09.03, 17:06
                          Ashan, bo to jest bardzo łatwy do zaakceptowania schemat: dobry tatuś i
                          dręczaca go zła macocha, która nie pozwala na kontakty z dziećmi. Beata
                          alergicznie reaguje na każde stwierdzenie, że macocha jaka jest taka jest też
                          ma prawo do uczuć i od partnera zależy to, jak tę swoją kłopotliwą podwójną
                          lojalność w stosunku do dzieci i żony rowwiąże.
                          Beacie, mam wrażenie bardziej odpowiada wizja bezwolnego tatusia, który
                          podporzedkowuje się niedobrej żonie i dlatego atakuje nas, te niedobre drugie,
                          bo to one są winne nieutrzymywania kontaktu z dziećmi.
                          Nie - uczucia kobiety mogą być jakie chcą i im szczerzej wyrażane tym lepiej,
                          bo to pozwala jakoś poukładać całą łamigłówkę emocji ojca, matki dziecka, żony,
                          oraz następnych dzieci. Ale mam wrażenie, że to rozbija ulubiony schemat
                          niektórych kobiet, że tatuś "prima", tylko ta druga jest niedobra i winna...
                          • e.beata Re: takie tam ....generalnie smutne 12.09.03, 14:20
                            > Ashan, bo to jest bardzo łatwy do zaakceptowania schemat: dobry tatuś i
                            > dręczaca go zła macocha, która nie pozwala na kontakty z dziećmi.

                            A moze schemat, że każda kobieta która nie jest drugą /też nie bo i drugie mają
                            różne zdania jak się okazało/ tak myśli?
                            Bo tak to wygląda z Waszych postów.
                            Po raz enty piszę ze nie mam nic do drugich, a tu znowu taki kwiatek wink.
                            Chyba sygnaturkę sobie zrobię wink.

                            >Beata alergicznie reaguje na każde stwierdzenie, że macocha jaka jest taka
                            jest też ma prawo do uczuć i od partnera zależy to, jak tę swoją kłopotliwą
                            podwójną lojalność w stosunku do dzieci i żony rowwiąże.

                            A w którym poście ja zabraniam macochom prawa do uczuć wink.
                            Czy to też moze schemat, że tak właśnie nie-drugie myślą?
                            Co do mężczyzny też już pisałam. Moze nie tutaj tylko na macochach?
                            Od meżczyzny zależy. Ale mozna mu w podjęciu decyzji pomóc lub ją utrudnić.
                            Bo od kiedy związał się z kobietą już nie jest sam z dzieckiem i jej zdanie
                            MUSI /powinien przynajmniej/ brać pod uwagę.

                            > Beacie, mam wrażenie bardziej odpowiada wizja bezwolnego tatusia, który
                            > podporzedkowuje się niedobrej żonie i dlatego atakuje nas, te niedobre
                            drugie, bo to one są winne nieutrzymywania kontaktu z dziećmi.

                            Dlaczego bezwolnego? A któżby takiego kapcia chciał?
                            Czasem jest tak, że właśnie te drugie powodują nawiązanie kontaktu /chyba u
                            Ciebie tak było/, więc nie mów jaka wizja mi bardziej odpowiada wink


                            > oraz następnych dzieci. Ale mam wrażenie, że to rozbija ulubiony schemat
                            > niektórych kobiet, że tatuś "prima", tylko ta druga jest niedobra i winna...

                            Patrz początek postu.
                            To chyba jest jednak jak widać Twój ulubiony schemat.
                            Najwyrażniej ex nie cierpisz i to co mi zarzucasz, że nie lubię drugich, sama
                            robisz. Ja na prawdę nie jestem Waszą ex wink. Mam zdjęcie przysłać czy jak wink.
                        • e.beata Re: takie tam ....generalnie smutne 12.09.03, 13:59
                          Witaj ashan wink
                          >Nigdy nie dojdę do takiego mistrzostwa w "wykręcaniu kota ogonem" sad
                          > Ale też nie zamierzam nawet próbować smile)))

                          A jednak próbujesz wink
                          Dodatkowo zapytam czy w najbliższej przyszłości zaczniesz też literówek się
                          czepiać? wink))

                          > > Ale byłoby tobie miło gdyby je polubiła wink.
                          > Jest mi to obojętne, tak jak i uczucia innych byłych flam mojego męża

                          Widzisz i tu też się różnimy.
                          Bo mi nie są obojętne uczucia osób, które jakoś są z moim dzieckiem powiązane.
                          I wolę żeby było lubiane niż ignorowane czy znienawidzone.
                          Przykro mi że osądziłam Ciebie też w ten sposób. Przepraszam. Wydawało mi się
                          że przeciętnej matce zależy na uczuciach jakie inni kierują w stronę jej
                          dziecka.

                          >Eks i wspólne dziecko moje i męża mają tyle ze sobą wspólnego, co ja i syn
                          mojego męża, właśnie tatusia

                          Szanuję Twoje zdanie wink).

                          > To stwierdzenie było było odpowiedzią na Twoje zdania, że przeszłaś w życiu
                          > dużo (pewnie Cię to tym samym uszlachetniło?) i wiesz, ze pracowałabyś nad
                          > poprawą swoich negatywnych uczuć do pasierba. Do miłości o której traktuje
                          ten wątek wciąż byłoby Ci daleko, nieprawdaż? Szczerych uczuć nie da się
                          wypracować > I dlatego ja wiem, jak to jest, a Ty i inne
                          forumowiczki "używacie" sobie na tym naszym braku miłości...

                          Cierpienie podobno uszlachetnia wink. Nie wiem czy mnie życie uszlachetniło ale
                          na pewno nauczyło paru rzeczy. I wiem, że pracowałabym nad sobą. Nie wiem z
                          jakim skutkiem oczywiście, ale bym próbowała. Na tyle siebie znam. I tego
                          jestem PEWNA.
                          O używaniu już pisałam, o miłości też. Czytaj ze zrozumieniem proszę, bo
                          pomyślę że jakąś obsesję masz. Ja już nie wiem, moze was faktycznie dręczy
                          jakieś poczucie winy czy co, może coś w podświadomości siedzi, bo to nie jest
                          normalne. Wydaje mi się ze piszę jasno. Nikt nigdy nie miał problemów ze
                          zrozumieniem treści tego co napisałam. A tutaj przypisuje się moim słowom
                          totalnie bzdurne znaczenia.


                          > > Nie używam sobie i nie na braku miłości. Bo tak jak piszę do miłosci nie
                          > > zmuszam, choć miłoby było... wink.
                          > Więc jednak używasz sobie czy nie? smile
                          > Miło byłoby zmuszać? smile))

                          No własnie...
                          Czy jeszcze ktoś ma problemy ze zrozumieniem powyższego zdania??
                          Bo moze ja jednak na prostszy język przejdę skoro są takie trudności?

                          > "tyle o sobie wiemy, ile nas sprawdzono". Przemyśl sobie te słowa, zanim
                          znowu sięgniesz po klawiaturę. Ja wiem, Ty gdybasz, ale uważasz, że masz prawo
                          mnie oceniać

                          smile))))))
                          Przemyślałam, ino nie wim z czym to ma związek?
                          Po drugie jak mogłam wcześniej Ciebie ocenic skoro nic o Tobie nie wiem?! /nie
                          pamiętam, żebym o Tobie wcześniej pisała... moze mam sklerozę/
                          Po trzecie nie chce mi się naprawdę znowu pisać, że nie muszę czegos przeżyć
                          zeby móc ocenić daną sytuację. Gdy widzę jak ktoś kradnie to dla mnie jest to
                          kradzież i nie ma wpływu na ten fakt dlaczego ktoś to zrobił. Jak ukradł aby
                          dzieci miały co jeść to najwyżej wyrok będzie łagodniejszy wink. I nie muszę być
                          złodziejem, żeby taką opinię wydać.

                          Czy nie mozemy tego tematu przenieść na macochy?
                          • ashan do e.beaty 12.09.03, 14:51
                            Pax, Beatko, pax smile))) Trudno w to uwierzyć, ale nie było moim zamiarem
                            irytować Cię, tylko skłonić do spojrzenia na kwestię: czy TRZEBA
                            kochać "pasierbów" (brrrrrrrrrrr) - z punktu widzenia osoby, która dziecka na
                            oczy nie widziała. A może wystarczy lubienie? I może dać takiej babeczce na
                            starcie trochę forów smile)))). Cała ta dyskusja (?) nijak się miała do postu
                            inicjującego wątek, co już zostało wyjaśnione. W ferworze wymiany postów
                            faktycznie pozwoliłam sobie na trochę czepialstwa (ale przyznaj, że nie tylko
                            ja.... wink)))). Postaram się nieco hamować smile)))) Szanuję to, że pracowałabyś
                            nad swoimi uczuciami-wiem, że to trudne, chociaż nie beznadziejne, sama jestem
                            tego najlepszym dowodem smile. Ale nie wszyscy mają takie same priorytety. I to
                            też trzeba uszanować.
                            pozdrawiam z wyciągniętą do zgody dłonią smile
                            ashan
                    • gra_a Re: TO NIE MIAŁO TAK BYĆ 11.09.03, 09:35
                      Wszystko nie tak .
                      To, że akurat powołałam się na listy z emacoch z "buźką" ,że mi smutno nie
                      miało nikogo urazić , dotknąć czy wywoływać takie dyskusje. Najnormalniej w
                      świecie jest mi czasami smutno, i poraża mnie to że ojciec mojego dziecka nie
                      kocha tegoż dziecka, i czasami mnie to "weźmie" po poczytaniu a czasami po
                      popatrzeniu jak jakiś tatuś przytula swoje dziecko a czasami po niczym , tak
                      już mam ....

                      (Polecam książkę "Mężczyzna i żona" , po niej też tak miałam ( uprzedzam ,że
                      tytuł jest taki jaki jest i prosze nie pisać ,ze tytułem chaiłam urazić byłe
                      obecne albo przyszłe smile)

                      Stynka prosze skasuj cały ten (mój w końcu) nieszczęsny wątek

                      gra


                      • ashan Re: do gry - przed kasacją wątku 11.09.03, 14:47
                        Coż, "...słowa są źródłem nieporozumień...". Szkoda, ze aż tak się to
                        rozjechało...

                        pozdrawiam
                        ashan
                        ps. mam nadzieję, że smutki przeszły
                • e.beata Re: takie tam ....generalnie smutne 10.09.03, 15:03
                  ashan
                  "Radzę nie zapędzać się w swoich wypowiedziach tylko po to,żeby dać popalić tym
                  niewrażliwym i niezdolnym do miłości "macochom"

                  smile absolutnie nie zależy mi na tym aby dac komuś popalić wink
                  /czasami odbiór jakiś słów, informacji, zależy od stanu naszego ducha i
                  aktualnego problemu. Zostałam odebrana jako strona atakująca - dlaczego?
                  Krytykowałam ale nie atakowałam. Czy problemem jest treść? czy jej odbior?/

                  >A wtedy czy rzeczywiście do szczęścia dziecka potrzeba jeszcze pseudo-miłości
                  żony tatusia? Ma przecież babcie, ciocie, wujków, kuzynów etc.

                  Pseudo miłośći to bym nie chciała. Żadnej i od nikogo.

                  Żona taty jest dla dziecka też ważną postacią. Powinna być. To osoba którą tata
                  bardzo kocha, z którą stworzył dom, ma dzieci. Jest olbrzymią częścią jego
                  życia. Jest osobą z którą tata spędza więcej czasu niż z dzieckiem, dziecko wie
                  że musi się tatą dzielić. Jest to trudny układ dla wszystkich. Dlatego jestem
                  za tym aby próbować to wszystko rozwiązać w sposób jak najkorzystniejszy dla
                  dzieci a w dalszej kolejności dla dorosłych. Ucieczka od problemu nie jest
                  rozwiązaniem.
                  A jednym z najlepszych rozwiązań jest wg mnie sytuacja gdy dziecko czuje się
                  dobrze w domach obojga rodziców. Gdy w domu taty też ma swoje miejsce. I
                  idealnie jest gdy druga żona potrafi dac tym dzieciom dużo ciepła. A jż.
                  jeszcze przy okazji jest osobą mądrą życiowo...
                  To jest dla mnie sytuacja idealna. Rozumiem że nie zawsze mozliwa. Ale w końcu
                  do ideałów należy dążyć i z tego co wyczytałam na macochach czasem się udaje ;-
                  ).

                  A "niewrażliwym i niezdolnym do miłości "macochom"".
                  Człowiek niewraźliwy i niezdolny do miłosci ma poważny problem i groźne
                  zaburzenia w psychice.
                  Myślę ze na forum takich ludzi nie ma. Przynajmniej ja nie spotkałam.


                  > Miłośc to wg mnie naprawdę bardzo poważna rzecz. I nie ma co szafować tak
                  > mocnym słowemw przypadku sympatii do dziecka partnera.

                  Miłość miłością, sympatia sympatią wink
                  Nie wierzysz w to, że mozna pokochać nie swoje dziecko? Tak mocno i
                  prawdziwie??!!
                  Nie można bo obce, czy dlatego że nam jeden z rodziców nie odpowiada wink?
                  Tylko co dzieciak winien?
                  A na poważnie, to ja na poważnie rozumiem, że można mieć awersję do dziecka
                  partnera. Tylko że wtedy to nie problem dziecka ani partnera tylko tej osoby. I
                  ona powinna sobie z tym poradzić. Bo od niej tak dużo zależy.

                  • ashan Re: do e.beaty 10.09.03, 15:39
                    e.beata napisała:

                    > ashan
                    > "Radzę nie zapędzać się w swoich wypowiedziach tylko po to,żeby dać popalić
                    tym
                    >
                    > niewrażliwym i niezdolnym do miłości "macochom"
                    >
                    > smile absolutnie nie zależy mi na tym aby dac komuś popalić wink
                    > /czasami odbiór jakiś słów, informacji, zależy od stanu naszego ducha i
                    > aktualnego problemu. Zostałam odebrana jako strona atakująca - dlaczego?
                    > Krytykowałam ale nie atakowałam. Czy problemem jest treść? czy jej odbior?/

                    Wiesz, jest taki sposób krytyki może mało konstruktywnej, ale za to
                    poprawiającej humor osobie krytykującej. I u Ciebie coś takiego czasami z
                    wypowiedzi nieładnie wyłazi... Mnie akurat Twoje słowa nie dotykają, bo
                    i nie dotyczą smile)))))
                    Może odpowiesz także (podpierając się cytatami, a jakże) na mój post z,
                    bodajże 14,57? I równie mocno skrytykujesz?
                    I, wiesz, nie cierpię na rozdwojenie jaźni smile))))))
                    Nie znoszę tylko, jeżeli atakuje się kogoś dla zasady, że "inny, to dołożę".

                    > >A wtedy czy rzeczywiście do szczęścia dziecka potrzeba jeszcze pseudo-miłoś
                    > ci
                    > żony tatusia? Ma przecież babcie, ciocie, wujków, kuzynów etc.
                    >
                    > Pseudo miłośći to bym nie chciała. Żadnej i od nikogo.
                    >
                    > Żona taty jest dla dziecka też ważną postacią. Powinna być. To osoba którą
                    tata
                    >
                    > bardzo kocha, z którą stworzył dom, ma dzieci. Jest olbrzymią częścią jego
                    > życia. Jest osobą z którą tata spędza więcej czasu niż z dzieckiem, dziecko
                    wie
                    >
                    > że musi się tatą dzielić. Jest to trudny układ dla wszystkich. Dlatego
                    jestem
                    > za tym aby próbować to wszystko rozwiązać w sposób jak najkorzystniejszy dla
                    > dzieci a w dalszej kolejności dla dorosłych. Ucieczka od problemu nie jest
                    > rozwiązaniem.
                    > A jednym z najlepszych rozwiązań jest wg mnie sytuacja gdy dziecko czuje się
                    > dobrze w domach obojga rodziców. Gdy w domu taty też ma swoje miejsce. I
                    > idealnie jest gdy druga żona potrafi dac tym dzieciom dużo ciepła. A jż.
                    > jeszcze przy okazji jest osobą mądrą życiowo...
                    > To jest dla mnie sytuacja idealna. Rozumiem że nie zawsze mozliwa. Ale w
                    końcu
                    > do ideałów należy dążyć i z tego co wyczytałam na macochach czasem się
                    udaje ;-
                    > ).
                    >
                    > A "niewrażliwym i niezdolnym do miłości "macochom"".
                    > Człowiek niewraźliwy i niezdolny do miłosci ma poważny problem i groźne
                    > zaburzenia w psychice.
                    > Myślę ze na forum takich ludzi nie ma. Przynajmniej ja nie spotkałam.
                    >
                    >
                    > > Miłośc to wg mnie naprawdę bardzo poważna rzecz. I nie ma co szafować tak
                    > > mocnym słowemw przypadku sympatii do dziecka partnera.
                    >
                    > Miłość miłością, sympatia sympatią wink
                    > Nie wierzysz w to, że mozna pokochać nie swoje dziecko? Tak mocno i
                    > prawdziwie??!!
                    > Nie można bo obce, czy dlatego że nam jeden z rodziców nie odpowiada wink?
                    > Tylko co dzieciak winien?
                    > A na poważnie, to ja na poważnie rozumiem, że można mieć awersję do dziecka
                    > partnera. Tylko że wtedy to nie problem dziecka ani partnera tylko tej
                    osoby. I
                    >
                    > ona powinna sobie z tym poradzić. Bo od niej tak dużo zależy.
                    >
                    Nie będę ustosunkowywać się szczegółowo do wszystkich Twoich odpowiedzi.
                    Myślę, że jesteś inteligentna i widzisz przerysowania i ironię, niektórych
                    stwierdzeń, ale wolisz odczytać je w sposób pozwalający na udowodnienie
                    wcześniej przyjętej przez Ciebie tezy. Jakiej? "Tak się nie godzi! Ja i moje
                    sumienie i moja moralność nigdy by do czegoś takiego nie dopuściły". Niestety,
                    taki wg. mnie są jest wydźwięk Twojich odpowiedzi i tu i na "macochach"; sad

                    Naprawdę, czekam z ogromną niecierpliwością na mój poprzedni post. smile))))

                    ashan
                    • ashan Re: do e.beaty 10.09.03, 15:43
                      > Naprawdę, czekam z ogromną niecierpliwością na mój poprzedni post. smile))))
                      >
                      > ashan

                      Oczywiście czekam na odpowiedź na mój post, a nie na post (ten już
                      czytałam) wink))))

                      ashan
                    • e.beata Re: do e.beaty 12.09.03, 14:35
                      Jeju jak tu się wszystko poszatkowało.
                      Pogubiłam się.

                      > Może odpowiesz także (podpierając się cytatami, a jakże) na mój post z,
                      > bodajże 14,57? I równie mocno skrytykujesz?

                      Postaram się go odnależć.

                      > Nie znoszę tylko, jeżeli atakuje się kogoś dla zasady, że "inny, to dołożę".

                      Ja też nie. I dla takiej zasady nigdy nikogo nie atakowałam.

                      > wcześniej przyjętej przez Ciebie tezy. Jakiej? "Tak się nie godzi! Ja i moje
                      > sumienie i moja moralność nigdy by do czegoś takiego nie dopuściły".

                      Też już na ten temat pisałam.
                      Moje sumienie i moja moralność. I moje zdanie.
                      I co boli? Że ktoś ma inne zdanie? Inne sumienie i inną moralność?

                      > Naprawdę, czekam z ogromną niecierpliwością na mój poprzedni post. smile))))
                      > ashan

                      Odpowiem. Jak zdążę to nawet dzisiaj.
    • e.beata Re: takie tam ....generalnie smutne 10.09.03, 14:21
      Monika już za mnie odpowiedziała.
      /dzięki moniko wink/
      Po prostu chciałabym aby moje dziecko rosło w jak najzdrowszym z możliwych dla
      niego układzie. Niezależnie od tego jak ja ten układ odbiorę. Wyznaję zasadę że
      istnieją wartości uniwersalne, niezależne od miejsca i czasu. Takim jest np.
      dobro dziecka. Obojętnie czyjego!!! Jż. będzie mi źle psychicznie to po prostu
      będę JA musiała NAD SOBĄ popracować. Nikt nie gwarantował że życie lekkie i
      łatwe jest. Inaczej nie umiem... tak się jakoś ukształtowałam wink.
      Na razie next nie istnieje. Ale być moze będzie. Może ja też kiedyś
      będę "macochą". Dlatego ciekawią mnie problemy tych drugich, ich spojrzenie.
      Bo punkt widzenia zależy od punktu siedzenia. Byleby dla własnej wygody nie
      wyrządzać krzywdy innym.
      • mag_p Re: takie tam ....generalnie smutne 10.09.03, 14:32
        eBeato - to wszystko co piszesz jest pikene i wzniosle i wierze, ze Ty
        wierzysz , ze trzmalabys sie tych idealow - jesli zycie by Ci dalo to
        wykazac.. Ale nie dalo- moze da.. Wiec nie wiesz, co bys czula i myslala i na
        ile zmodyfikowalabys te idealy.. Zarowno jako samotna mataka, jak i "obecna"..
        Ja moge powiedziec jako samotna - ktorej dziecko chodzi do domu ojca..
        I mysle, ze to co przedstawiasz to ideal. Tez pragne dora dzieck.. By bylo tam
        akceptowane , zeby mu bylo tam dobrze...

        Pozdrawiam Mag
        • e.beata Re: takie tam ....generalnie smutne 10.09.03, 15:17
          mag_p masz rację że piszę o sytuacji idealnej /często nierealnej z czego zdaję
          sobie sprawę/ bo to punkt odniesienia, bo do idealnej sytuacji należy dążyć.

          >Tez pragne dora dzieck.. By bylo tam akceptowane , zeby mu bylo tam dobrze...

          No właśnie mag. Przecież ja nie wpycham dziecka do domu gdzie jest otwarcie lub
          skrycie znienawidzone, gdzie atmosfera grozi wybuchem. To nie ma sensu.
          Żeby miało potrzeba dobrej woli wszystkich i ciężkiej pracy. I do tego trzeba
          dążyć. Stwierdzenie, że ja tego dziecka nie akceptuję i trudno, tak juz jest -
          dla mnie jest pójściem na łatwiznę. Łatwiznę która może nic dobrego w efekcie
          nie przynieść. Przecież pisały niektóre mamy, że na początku musiały włożyć
          olbrzymi trud, wysiłek aby jakos to wszystko poukładać. I wtedy takie osoby
          cenię, które próbowały. Cieszę się gdy wyszło, żle jak się nieudało. Ale myślę
          ze o dobro nowej rodziny warto walczyć i wysiłek ponosić.
          • badia Re: takie tam ....generalnie smutne 10.09.03, 15:36
            e.beata napisała:

            > piszę o sytuacji idealnej /często nierealnej z czego zdaję
            >
            > sobie sprawę/ bo to punkt odniesienia, bo do idealnej sytuacji należy dążyć.
            Myślę, że dużo bardziej interesujące sa dla wszytkich wypowiedzi osób, które
            stanęły przed problemem i udało im się jakoś lepiej lub gorzej ten problem
            rozwiązać, albo przynajmniej próbowały i poległy na którymś etapie.
            Mnie się wydaje, po przejrzeniu postów w wyszukiwarcewink))
            że beatko niestety Ty sobie z problemami nie poradziłaś, więc Twoje rady
            wynikające jedynie z faktu posiadania idealnej wizji, która zresztą nie dla
            wszytkich musi być taka idealna mają ograniczoną wartośćwink))
            No ale to oczywiście tylko moje zdaniewink
    • darcia73 Re: takie tam ....generalnie smutne 11.09.03, 10:56
      Opisze moją sytuacje, która jest trochę skomplikowana. Mój były mąż (na razie
      mamy orzeczoną separację) ma inna kobietę a ja spotykam się z innym facetem. I
      jest tak, ja zaakceptowałam nową dziewczynę mojego eks, on nie zaakceptował
      mojego nowego. Mam szansę na ułożenia sobie życia z fajnym i odpowiedzialnym
      mężczyzna, który akceptuje moje dziecko. Diabeł tkwi w tym szczególiku, ze mój
      nowy był kolega mojego męża. I chociaż rozpad związku był z powodu mojego męża,
      on przez ostatnie dwa lata trwania małżeństwa miał inna babę (na szczęście już
      nie jest z nią, tylko z inną), to uważa, ze kolega ukradł mu żonę. A ten kolega
      po prostu zaopiekował się mną w chwili, kiedy jednocześnie dowiedziałam się, ze
      jestem w ciąży i mój ukochany mąż ma romans. To ja chciałam dalej walczyć o
      moje małżeństwa, ale mąż wtedy nie dał mi szansy. A jego kolega trwał przy mnie
      cała ciążę i potem jak urodził się Przemuś. Zawsze mogłam na niego liczyć. Bez
      niego chyba bym zwariowała. I w końcu odezwała się we mnie natura kobieca i się
      zakochałam. I to ja go uwiodłam, a nie on mnie wink Niestey mój eks uważa go za
      zdrajcę, kogoś na kogo „ma alergie”. Nienawidzi go i nie wyobraża sobie jak ten
      obcy facet mogłby wychowywać jego dziecko.
      • mikawi Re: takie tam ....generalnie smutne 11.09.03, 16:31
        może dotarło w końcu do niego jaką fajną babeczkę stracił i po prostu
        zazdrości koledze? smile
        pozdrawiam
        • mag_p Re: takie tam ....generalnie smutne 11.09.03, 16:34
          Tez tak pomyslamsmile)))
          Ale , ten z tych co to - po rozwodzie ja mam prawo do szczesia , ale Ty to
          powinnas siedziec w kaciku i plakac "jak Ci zle bez mnie..".

          Pozdrawiam
          mag
    • stynka Re: takie tam.... do gry i pozostałych 12.09.03, 09:20
      Drogie dziewczyny,

      Wątku nie będę kasować, gdyż nie ma ku temu podstaw. Dyskusja, choć zboczyła
      nieco z głównego nurtu, była bardzo ciekawa. Uszanujcie jednak prośbę gry i
      niechaj ona się dalej w tym wątku nie toczy.
      Ja sama bardzo dobrze rozumiem grę, bo też wychowuję dziecko sama. Od piątego
      tygodnia ciąży. Nie było nigdy żadnego eksa, obecnej eksa, byli jacyś chwilowi
      w międzyczasie, brak obecnego. I też czasami nachodzą mnie czarne myśli, co
      będzie, jeśli kogoś poznam, kto jednak będzie jedynie "akceptował" istnienie
      mojego dziecka, kto nie obdarzy go cieplejszym uczuciem. Czy będę miała siłę
      zrezygnować ze swojego kawałka szczęścia, by dziecko dorastało w miłości, a nie
      tylko "akceptacji".

      stynka

      PS "Akceptacja" specjalnie w cudzysłowie, gdyż chodzi mi jedynie li o przyjęcie
      do wiadomości istnienia dziecka.
      • e.beata Re: takie tam.... do gry i pozostałych 12.09.03, 14:39
        Sorry stynka, dopiero teraz doszłam do twojego postu.
        To odpowiem tylko na ten o 14.57 bo obiecałam i się podporządkuję wink.
        • e.beata Re: do ashan 12.09.03, 14:42
          Chyba już odpowiedziałam.
          Na ten o 14.57 to nawet przedwczoraj, ale to chyba nie o ten chodziło.
          Jż. został jakiś bez odpowiedzi to daj znać
          Pozdrawiam
          eBeata
      • ashan do stynki 12.09.03, 14:56
        przepraszam, za dodatkowe posty -chciałam tylko zakończyć rozmowę z e.beatą.
        Myślę, ze faktycznie przeniesiemy wymianę zdań na inne forum
        EOT
        pozdrawiam
        ashan
    • gruszka_edziecko Re: takie tam ....generalnie smutne 15.09.03, 19:47
      gra_a napisała:

      > Wiecie, tak "poczytuje" to forum choć nie pisze od bardzo dawna a dziś
      > poczytałam "emacoche"...tak z ciekawości i wyszło mi z tego ,że absolutnie
      > nie istnieje taka możliwość żeby kochać nie swoje dziecko.
      > I tak mi sie smutno za nas wszystkie z dziećmi bez taty zrobiło, bo nawet
      > jeżeli nas (chociaz mnie to akurat watpię wink) ktoś pokocha to naszego
      > dziecka nie pokocha nigdy.
      > A wtedy wszystko nie ma sensu.
      > A przecież mówi się ,że to kobiety są bardziej uczuciowe to skoro emacochy
      > nie kochają to co mówić o ojczymach (taka jest męska odmiana macochy?)
      >
      > pozdrawiam
      > gra
      Moja mama rozwiodła się z moim biologicznym ojcem, kiedy miałam jakiś rok. Jej
      wysiłki o utrzymanie kontaktu między nami dawały raczej mizerne efekty. Zresztą
      facet ma równiez prawie zerowy kontakt z synem z kolejnego małżeństwa (a z jego
      matka był w związku aż do pełnoletności brata!). Czyli dawca genów rodzcielską
      troską się nie wykazał smile)
      Za to drugi mąż mojej mamy stał się moim prawdziwym ojcem. Kochamy się bardzo,
      choć oczywiście czasem też kłócimy. Zawsze moglam na niego liczyć. Wielokrotnie
      wspierał mnie w sporach z mamą, pomagał rozwiązywać konflikty. Uczył jeżdzić na
      rowerze i rozwiązywaŁ ze mną zadania z fizyki. Do tej pory często gdy mam
      klopot, wolę pójść z tym do taty niż mamy. Teraz ojczym jest wspaniałym
      dziadkiem dla mojej córki. Świata za nią nie widzi. Teraz, kiedy mój związek
      też się ostatecznie rozpadł, wspiera nas obie.smile I tak naprawdę bardzo rzadko
      pamiętam, ze nie jest moim biologicznym ojcem. Czyli jednak można pokochać
      cudze dziecko smile)
      • mosia.k Re: takie tam ....generalnie smutne 16.09.03, 09:43
        gruszka_edziecko napisała:

        > Moja mama rozwiodła się z moim biologicznym ojcem, kiedy miałam jakiś rok.
        Jej
        > wysiłki o utrzymanie kontaktu między nami dawały raczej mizerne efekty.
        Zresztą
        >
        > facet ma równiez prawie zerowy kontakt z synem z kolejnego małżeństwa (a z
        jego
        >
        > matka był w związku aż do pełnoletności brata!). Czyli dawca genów
        rodzcielską
        > troską się nie wykazał smile)
        > Za to drugi mąż mojej mamy stał się moim prawdziwym ojcem. Kochamy się
        bardzo,
        > choć oczywiście czasem też kłócimy. Zawsze moglam na niego liczyć.
        Wielokrotnie
        >
        > wspierał mnie w sporach z mamą, pomagał rozwiązywać konflikty. Uczył jeżdzić
        na
        >
        > rowerze i rozwiązywaŁ ze mną zadania z fizyki. Do tej pory często gdy mam
        > klopot, wolę pójść z tym do taty niż mamy. Teraz ojczym jest wspaniałym
        > dziadkiem dla mojej córki. Świata za nią nie widzi. Teraz, kiedy mój związek
        > też się ostatecznie rozpadł, wspiera nas obie.smile I tak naprawdę bardzo
        rzadko
        > pamiętam, ze nie jest moim biologicznym ojcem. Czyli jednak można pokochać
        > cudze dziecko smile)
        > Bardzo to krzepiące i dla tej właśnie myśli, że pojawi się kiedyś ktoś, kto
        nas pokocha (mnie i moją córunię) warto żyć. Ja myślę, że to jest możliwe, choć
        na pewno trudne. Dzięki za słowa otuchysmile Pozdrawiam
        >
Pełna wersja