narsen
17.04.08, 18:20
Jak w temacie nie dostałam rozwodu chyba tylko dlatego, że ja i mój mąż jako kulturalni ludzie potrafimy się dogadać i rozchodzić bez awantur i kłótni. Odbyła się parę dni temu sprawa - sędzina zadała kilka pytań. Czy mąż od rozstania płacił na dziecko? Moja odpowiedź - tak. Czy się interesuje? Tu także potwierdzenie. Czy Pani chce pozbawić męża praw do dziecka? Nie. (dlaczego miałabym chcieć skoro dba i kocha dziecko?) Pytanie do męża - Czy odpowiada Panu suma alimentów o jakie wnosi powódka? Tu potwierdzenie męża. Na to wszystko Pani sędzina orzekła, że robimy sobie kpiny z sądu i albo ja wycofuję pozew albo może wydać wyrok (negatywny pewnie w domyśle) za co zapłacę 600 zł. O co tu chodzi? Nie można się rozstać bez rozdzierania szat i histerii? Nie można się rozwieść skoro 2 ludzi potrafi się dogadać co do opieki nad dzieckiem i finansów? Nie rozumiem...