Do tych co po rozwodzie lub w trakcie...

18.05.08, 09:25
Często myślę, że by się rozstać z mężem ale nie wyobrażam sobie bitwy o
dzieci. Wiadomo, że chciałabym żeby były ze mną ale wiem też , że mąż na to
nie pozwoli. Nawet gdyby sąd przyznał opiekę mnie, to on mógłby je nawet
porwać. Wiem, że nie zgodzi sie na rozwód, czy w ogóle rozstanie aby zostawić
dzieci. Nie wystarczy mu ich widywanie. Wiem, że to dobrze o nim świadczy ale
jakie ja mam w takim razie wyjście? Mam tkwić w chorym związku, aż dzieci
dorosną? Nie wiem jak kobiety decydują się na rozwód i nie boją się, że ojciec
nie będzie chciał nie mieszkać z dziećmi. No i czy mam prawo pozbawiać dzieci
stałego kontaku z ojcem skoro jest dla nich dobry? Poradźcie coś...
    • magdmaz Re: Do tych co po rozwodzie lub w trakcie... 18.05.08, 10:44
      Za mało danych.
      Widzisz - rozwód to ostateczność. On niewiele rozwiązuje, natomiast rozpoczyna
      szereg komplikacji, o których nie myśli sie w małżeństwie. I wyrządza ogromną
      krzywdę wielu ludziom, ale przede wszystkim dzieciom - i to nie "jednorazową", a
      długofalową, czasem kładąc się cieniem na całe życie.
      A mimo wszystko czasami rozwód jest mniejszym złem. Czasami w małżeństwie dzieją
      się takie rzeczy, na które nie wolno nam narażać siebie, partnera, dzieci. Nadal
      nie twierdzę, że to jest wyjście dobre, ale lepszego nikt nie wymyślił.
      Ja wiem, że nie rozwiodłabym się, bo nam się znudziło, bo nie ma między nami
      bliskości i namiętności sprzed lat, bo mamy inne zainteresowania. Umiałabym żyć
      "obok", gdybym widziała, ze łączy nas naprawdę wielka, mądra i odpowiedzialna
      miłość do dzieci.
      Ale... póki nie zjawiłby się "ten trzeci" albo "ta trzecia". Różne rzeczy można
      tolerować, można się nawet darzyć szacunkiem bez miłości, ale nie umiałabym
      prowadzić ani tolerować podwójnego życia.
      Nie wiem, co się złego dzieje w Twoim małżeństwie, ale jeśli jest to jakiś inny
      facet - no to przechlapane...
      I jeszcze jedno - nie trafiają do mnie argumenty: "bo mam prawo być szczęśliwa".
      Owszem, ale najpierw mamy obowiązek w stosunku do dzieci. Ktoś je na ten świat
      powołał, ktoś musi to dociągnąć do końca. Dzieci nie chcą kłamstw typu
      "szczęśliwa rodzinka" jeśli szczęścia w niej nie ma, ale naiwna wiara, ze jakiś
      inny facet będzie dla nich równie dobry bądź lepszy od ojca - któremu, jak
      piszesz, nic nie zarzucasz - jest nie tylko mrzonką, ale prędzej czy później
      stawia przed wyborem - "on czy dzieci?". A my, matki, takiego wyboru NIE MAMY.
      Jeśli możesz - ratuj małżeństwo. Jeśli nie możesz - zajmij się sobą, swoimi
      sprawami, pracą, karierą, hobby, podróżami. Jeśli musisz - rozwiedź się.

      • emma-s Re: Do tych co po rozwodzie lub w trakcie... 19.05.08, 21:28
        Bardzo dziękuję za odpowiedź. Muszę przyznać, że myślimy podobnie. Nie mogę
        zrobić tego dzieciom. W naszym małżeństwie nie chodzi o nikogo "trzeciego". Po
        prostu czasami mam dość. Wszystko na mojej głowie itd. Jednak jeśli chodzi o
        dzieci mąż je bardzo kocha, to widać. One też go kochają i nie mam prawa ich
        rozdzielać , bo mi jest źle.
        Jednak czasem jest tak, że przeliczam ile lat jeszcze muszę odczekać aby odejść
        ze spokojnym sumieniem. Przeraża mnie, że będę już wtedy koło 50-tki ale trudno.
        To naprawdę nie chodzi o żadne bicie, awantury czy coś w tym stylu. Ale czasem
        są inne rzeczy, które niszczą związek. Z pozoru wszystko gra a z bliska wcale
        nie jest różowo. Chciałabym poczuć się wolna jako odrębna jednostka, mieć prawo
        do swoich poglądów, popełniania błędów bez nieustannej krytyki. Wiem, że nie
        jestem w jakiejś strasznej sytuacji jak niektóre kobiety ale nie tylko przemoc
        fizyczna jest okrutna. Czasem ktoś nas rani nawet nie zdając sobie z tego
        sprawy. To się chyba nazywa niedobrana para...
        Mam nadzieję, że nie zagmatwałam tego wszystkiego.
        Jeśli ktoś chciałby jeszcze napisać o swoich refleksjach to będę wdzięczna.
        • magdmaz Re: Do tych co po rozwodzie lub w trakcie... 20.05.08, 06:45
          Spróbuj wywalczyć sobie to, o czym mówisz W RAMACH MAŁŻEŃSTWA. Nie pozwól się
          krytykować. Nie pozwól i tyle. Zmień się w taką osobę, jaką chciałabyś być, ale
          pozostań sobą. Może odkryjecie w sobie nawzajem coś zupełnie, zupełnie nowego. A
          może rozstaniecie się definitywnie. Tylko nie trwaj w przygnębiającym Cię marazmie.

          Masz jakiś szalony pomysł? Naucz się jeździć konno, naucz się malować. Zapisz do
          chóru. Zajmij działalnością charytatywną. Wyjedź z przyjaciółką albo dzieckiem
          na weekend w Paryżu (ja byłam z ośmioletnią córką - ale czad!!!). Wszystko na
          twojej głowie? Na mojej też smile Jak bedziesz samotna matka, to Ci raczej nie
          ubędzie, wierz mi. Nie udaje się obarczyc męża? To olej, trudno. Bedzie
          niezałatwione, a Ty z uśmiechem blondynki powiesz "no trudno..." albo "tak mi
          przykro, kochanie". Mąż cie krytykuje? Znów coś zrobiłas źle? Powiedz: "ale za
          to Ty to robisz świetnie!" i tak dalej, i tak dalej. Ryzykujesz, że mąż bedzie
          coraz rzadziej bywał w domu. Skorzystaj z tego i załóż sobie siłownię/kącik
          kwiatowy/ studio malarskie. Zbuduj z dziećmi zamek z kartonów na cały pokój i
          pozwólcie mu tak stać przez 10 dni. No i zacznij uprawiać medytacje oraz ćwiczyc
          jogę.
          Moge tak dalej, ale to nie ma sensu. Musisz sama znaleźć sobie jakąś odskocznię
          od normalności. (chór jet dobry, bo poznajesz nowych ludzi, he he)
          Pozdrawiam i życzę szalonych pomysłów.
          • emma-s Re: Do tych co po rozwodzie lub w trakcie... 20.05.08, 20:55
            Masz rację, powinnam coś zrobić sama ze sobą. Teraz wyjeżdżamy na urlop może ten
            czas mnie natchnie jakąś pozytywną myślą.
            Bardzo dziękuję za cenne słowa. Pozdrawiam.
Pełna wersja