huśtawka - bardzo mi trudno

21.05.08, 10:11
Właściwie to nie wiem, co chcę napisać.
Chyba głównie to, że jest mi bardzo, bardzo trudno.
15 tydzień ciaży i ciągła huśtawka. Ex/nie ex/partner - nie wiem,
jak nazwać to, co między nami jest. Rok temu rozstaliśmy się po
kilku miesiacach znajomości. Był w separacji, od 3 lat oddzielnie z
tamtą kobietą. Mówiło o rozwodzie, że czas to formalnie załatwić,
ale jednak tego nie robił. Gdy mnie poznał powiedziałam jasno o
oczekiwaniach. Rozumiałam, że nie są razem, nie mieszkają, ona ponoć
też z kimś, a jednak formalnie nieakceptowalne dla mnie. Dlatego od
razu na poczatku okreśłiłam jednoznacznie, czego oczekuję. W pewnym
momencie bez jakichś konkretów, bez powiedzenia
On po prostu rozpłynął się, ze strachu, obaw, róznych powodów i
zniknął, wtedy, gdy między nami tworzyła się coraz mocniejsza
bliskość. Zdecydowałam wtedy, że skoro taki koniec to koniec.
Odebrałam jednoznacznie rzeczy z jego mieszkania- gdzie częściowo
pomieszkiwałam wcześniej, potem była cisza, chyba 2 miesieczna, a
potem, gdy zaczęły się pojawiać próby kontaktu z jego strony,
ucinzałam je. Całkowicie, definitywnie. Zaczęłam nawet jakiś nowy
zwiazek, który zupełnie się nie kleił. Nie czułam nic. W końcu się
rozstaliśmy z tym drugim człowiekie, a on w międzyczasie zaczął
szaleć z prób odzyskania mnie. Nie widziałam nigdy nikogo tak
zdeterminowanego w tej walce. Mimo, że sama jednoznacznie odrzucałam
wszelkie jego próby, naqwet dosć ostro czasem lub po prostu
ignorując, nie odiberając telefonów, nie odpisując na maile, udając,
że nie widzę, gdy przyjeżdzał pod dom. Tak trwało, ale czytałam te
maile codzienne, które wysyłał, długie przemyślenia, które mi
przesyłał, to, że złożył w lato pozew o rozwód, żeby uporzadkowac
sprawy z przeszłości. Trzy misiące trwało zanim powstał jakiś
minimalny kontakt. Coraz dłuższe rozmowy, najpierw w mailach,
telefon, w końcu zdecydowaliśmy się spotkać. Poprosił o powrót, dał
mi też klucz do swojego mieszkania. Chciałam poczekać do czasu
rozwodu, przekonywał, że przecież po tylu latach to formalnośc była
i będzie. Taki powrót na zawsze, bo zrozumiał ,jak wiele dla siebie
znaczymy, że jestem obok jego córki z pierwszego związku,
najważniejszą osobą dla niego. Zaufałam i wróciłam. Zwyczajnie
zapominając o tym, co było, dając nam szansę na nowe - normalne.
Rozmawialiśmy o jego dziecku, o roznych kwestiach - jak ułożyć je,
by były najlepsze. Tym razem wróciłam w pełni przeprowadzając się
tam. Rozmawialiśmy o mojej pracy, że daleko bardzo, ze względu na
nowy dom myslalam o zmianie. Gotowa bylam nawet najpierw rozstac sie
z tamtą pracą a potem szukać w pobliżu. Dzięki bogu nie spieszyłam
się z tym zbytnio. Bo teraz zostałabym bez jakiegokolwiek zaplecza
socjalnego. Rozmawialiśmy tez o dziecku - naszym dziecku, oraz o
antykoncepcji. Zdecydowaliśmy, że przestanę brać środki, będziemy
uważać, żeby wstrzymać się z miesiac, dwa, póki sprawa jest wciąz w
toku, (on tak określił), ale że jeśli się zdarzy dramatu nie
będzie. Ja chcialam od początku. Nie ukrywałam tego. I się stało.
Kiedy się dowiedział, kilka dni radości, potem dyskomfortu, a potem,
teraz ...ciągła huśtawka. Mieszkam znów u siebie, kłótnie, godzenie
się, szarpanina, pojawia się, ale nie jest. "Nie wiem, jak to
będzie, bo ja sie boję" słyszę i prawdę mowiac, ja także
coraz "mniej wiem jak to będzie, bo coraz mniej chcę próbować".
Czuję, że zostałam sama ze wszystkim, co wazne i trudne w
konktekście mojej ciazy. Owszem finansowo mnie wspiera, ta bliskość
też jakaś jest, bo nie jest tak, że jej zupelnie nie ma, ale jest
ciągła huśtawka, - bliżej i dalej. Im bliżej - tym on jest dalej -
ucieka. Do tego sprawa rozwodowa jest w toku i ciągnie sie już wiele
miesięcy. Okazało się, że teraz on ma do mnie żal, że zaszłam w
ciażę, mimo, że tamto się nie skończyło, bo zacżęlo z róznych
kwestii przedłużać. Waham się. Czasem, gdy o tym myślę, mam
poczucie, że czas poczekać, nie stawić emocji na ostrzu noża,
pochopnych decyzji, czasem zaś rodzi sie złość, że dość tego. Że
takie balansowanie, niezdecydowanie wypala mnie. Ze nie chcę
pozwolić, by wypalało też nasze dziecko. Obawiam się też, że jeśłi
zerwę teraz całkowicie kontakt, za kilka miesięcy, gdy rozwód się
skończy i cały stres z nim zwiażany, sprawy zaczną się układać - on
będzie chciał wrócić. Ja nie potrafię wtedy wiećej zaufać, nie będę
nawet chciała, bo to za dużo. Nie znam odpowiedzi, co zrobić, jakie
decyzje podjąć, myślę jednak, że życie pokazuje, że decyzje będę
musiała podjąć ja sama, bo on trochę by chciał, trochę się boi. nie
wiem, czemu to piszę. Czuję, że mi to potrzebne.
    • frisse Re: huśtawka - bardzo mi trudno 11.06.08, 19:49
      Myśl przede wszystkim o dziecku i o sobie - staraj się nie
      stresować.. Nie rób też żadnych gwałtownych ruchów jeśli chodzi o
      Wasz związek, po co Ci w ciązy rozgoryczenie? Skoncentruj się na
      sobie. Może jakoś się ułoży, a jeśli nie, to gdy już dziecko będzie
      na świecie będziesz miała czas na zmiany.
      • listopadowamama Re: huśtawka - bardzo mi trudno 22.06.08, 11:51
        frisse napisała:

        > Myśl przede wszystkim o dziecku i o sobie - staraj się nie
        > stresować.. Nie rób też żadnych gwałtownych ruchów jeśli chodzi o
        > Wasz związek, po co Ci w ciązy rozgoryczenie? Skoncentruj się na
        > sobie. Może jakoś się ułoży, a jeśli nie, to gdy już dziecko
        będzie
        > na świecie będziesz miała czas na zmiany.



        frisse dziękuję. Staram się, ale nie jest najprościej. Co do
        gwałtownych ruchów jestem w tym mistrzem niestety. Tw huśtawki to w
        dużej mierze moja zasługa. widzę, że on stara się wiele pogodzić
        teraz naraz. Logistycznie, organizacyjnie, technicznie, finansowo.
        Pracuje dużo,walczy o częsty kontakt z tamtym dzieckiem, choć teraz
        odkąd sprawa rozwodowa jest w toku, nie ma już z tym takich
        problemów jak wcześniej - jak kiedyś, gdy zależało to tylko od
        dobrego humoru tej kobiety, zawozi mnie do mamy poza moje miasto,
        przywozi, wspomaga finansowo, zawalczył, żebym skończyła prawo
        jazdy - w zasadzie w 90% zapłacił za sporo dodatkowych lekcji.
        Teraz, gdy zdałam (a to nie lada wyczyn byl dla mnie niemal 30
        letniej) bez mrugnięcia okiem , daje mi prowadzić samochód, żebym
        się z nim jak najbardziej oswoiła i obyła. Im bardziej ja jestem
        spokojna i nieatakująca tym chętniej przyjeżdza do mnie, wychodzimy
        gdzieś, zabiera mnie do siebie, tym częsciej pamięta tez, żeby
        wieczorem po pracy zadzwonić i porozmawiać na spokojnie, jesli sie
        nie widzimy. A jednak we mnie co i raz to napiecie i scena jakaś. Bo
        czuję, że wiele między nami tabu, wiele niedopowiedzeń. Zresztą
        rozmawiamy o tym. Lada chwila usg moje. Powiedział, że ze mną nie
        pójdzie - "czuje wewnętrzną blokadę psychiczną - zabrałam mu radość
        cieszenia się i prawo do tego, by przeżywać teraz tę ciąże w czasie,
        gdy rozwód w toku, bo to wszystko stało się nie po kolei. Nioe może
        poświęcić mi tyle czasu i uwagi i mojej ciązy ile chcialby,
        kiedyś ..gdyby to było po kolei, normalnie". Jest lepiej. Widzę, że
        oboje pracujemy, staramy się znajdować porozumienie, spokojnie
        rozmawiać. Moja matka, siostra rozumieją go. Mówią mi, że to trudny
        okres, stresujący, że trzeba przeczekać, nie utrudniać sobie jeszcze
        bardziej wzajemnie, budować, zamiast się dzielić. mimo, że nie
        wszystko wygląda tak, jak w marzeniach. chyba mają rację, bo to
        budowanie i szukanie porozumienia, mimo wielu niespełnionych
        oczekiwań wzajemnych i żalu z dwóch stron daje dobre efekty. Choc
        ode mnie wymaga odejscia od sielankowej wizji i ogromnej
        cierpliwosci, ktorej mam wciaz za malo.
    • virtual_moth Re: huśtawka - bardzo mi trudno 11.06.08, 22:52
      Rozwod sie ciagnie, bo z jego winy? Twoja ciaza jest koronnym argumentem dla
      zony? A moze nie ma zadnej sprawy o rozwod?

      Nie wiem czy nie piszesz szczegołow dlatego, ze wolisz sie skupic na swoich
      emocjach czy dlatego, ze nie wiesz jak naprawde jest. Osobiscie nie robilabym
      tragedii, przynajmniej facet na tyle sie poczuwa, ze wspomgaga cie finansowo.
      Napisz cos wiecej o powodach przedluzajacej sie sprawy rozwodowej.
      • listopadowamama Re: huśtawka - bardzo mi trudno 22.06.08, 21:48
        virtual_moth napisała:

        > Rozwod sie ciagnie, bo z jego winy? Twoja ciaza jest koronnym
        argumentem dla
        > zony? A moze nie ma zadnej sprawy o rozwod?
        >
        > Nie wiem czy nie piszesz szczegołow dlatego, ze wolisz sie skupic
        na swoich
        > emocjach czy dlatego, ze nie wiesz jak naprawde jest. Osobiscie
        nie robilabym
        > tragedii, przynajmniej facet na tyle sie poczuwa, ze wspomgaga cie
        finansowo.
        > Napisz cos wiecej o powodach przedluzajacej sie sprawy rozwodowej.

        Virtual, nie piszę szczegółów z wielu względów. Głównie dlatego, że
        było ich tak dużo, że teraz staram się w miarę możliwości izolować
        od tej sprawy. Sprawa rozwodowa jest w toku. Ciągnie się od zeszłego
        roku. Rozprawy rozwleczone, bo sąd ustala co niemal trzy miesiace.
        Więc zbliża się rok, a rozpraw zaledwie garstka za. byłam
        uczestnikiem rozmów z nim o tym, co działo się w sądzie. Ona się
        toczy, jest cały czas i chyba jeszcze się pociągnie. Miałam też w
        tych wszystkich pismach, dokumentach, wysyłanych i tych, które
        zostały złożone przez drugą stronę. Teraz staram się rzadziej,
        unikać.. Rozstali się kilka lat temu. Z żadnej strony powodem nie
        była inna kobieta lub mężczyzna. Po prostu nie dało się razem żyć.
        powody. Znam je jednak jednostronnie. Dlatego uważam, że wina leży
        zazwyczaj po obu stronach, nie moja to sprawa. Każde pewnie w
        jakiś sposob swoim charakterem sie do tego przyczyniło, że nie
        potrafili ze soba. Rozwód po rozstaniu jednak odwlekał tyle lat, bo
        jak wielokrotnie mi mówił, bał się, kiedy i tak z nikim nie był, że
        jeszcze bardziej straci dziecko, do którego jest mocno przywiazany.
        O przywiązaniu nie musi mówić, widzę je sama. Kiedy się poznaliśmy,
        bylwałam świadkiem, nawet zanim zaczęliśmy być razem, jak o każde
        spotkanie z dzieckiem musiał walczyć - żebrać - to chyba lepsze
        słowo, chciał regularnie, chociaż dwa razy w tygodniu. Ale
        wielokrotnie nie widział dziecka po parę tygodni lub miesiecy
        słysząc w telefonie "nie bo nie". Tak było odkąd się rozstali. Mimo
        to, regularnie po wyprowadzeniu się z domu wpłacał na dziecko 1500
        zl miesięcznie. Choć nie było sądownych alimentów. Nie zarabia
        kokosów. Może też nie najmniej, bo nieco powyżej średniej. Ale to
        wszystko za coś - za ciężką pracę od rana do nocy, czasem naprawdę
        morderczą. Ja do niej przywykłam. Zresztą szanuję to. Jest tak i
        teraz. Ale wracając do rozwodu.. Kiedy zdecydował się i składał
        pozew o rozwód, zadeklarował, oprócz innych kwestii zwiazanych z
        dzieckiem (kontakt, czas itd), 2000 zl miesięcznie alimentów i
        rozwód bez orzekania o winie. Jakiś czas po tym wydarzeniu ja do
        niego wróciłam, zamieszkaliśmy razem. Ona gdy się dowiedziała,
        odpowiedziała na pozew wnioskiem o rozwód z jego winy, argumentując
        go zdradą małzeńską, czyli związkiem ze mną. No i dodatkowo o
        alimenty na dziecko w kwocie 2200 pln miesięcznie plus na nią
        1500pln, jako małżonka niewinnego rozpadu małżeństwa. W pismie
        znalazło się wiele emocji, spraw, argumentów. Trochę to rozumiem.
        Nie mnie oceniać, co było prawdą, a co kłamstwem z próbą manipulacji
        emocjami dla sądu niemniej przynajmniej kilka niezaprzeczalnych
        faktów widziałam sama. Jednen z argyumentów, że przez okres odkąd
        się rozstali nie łozył ani grosza na utrzymanie rodziny. Nie
        interesował się. Pozwana z trudem egzystowała dzięki pomocy
        rodziców. Dopiero wyciągi zz banku, na kilkadziesiąt tysięcy złotych
        regularnych wpłat, przedstawione w sądzie pomogły to obalić. Ale
        dla innych niektorych mniej namacalnych sytuacji trudno jest znależć
        jednoznaczne dowody. Każdy może przecież pisać, co chce. A on uważa,
        że sąd polski na dzień dobry jest zawsze przychylny kobiecie i
        skłonny wierzyć we wszystko, co powie. Na szczęście mimo iż na dzień
        dobry tak było, wraz z tokiem sprawy, zmienia się to. Sąd też ma
        swoj rozum. Ale każdy pewnie ma prawo miec swoje racje i argumenty
        dla danych zdarzeń. Zdraada małzeńska pojawiła się jako argument
        koronny, mimo, że my oboje poznaliśmy się kilka lat po ich
        rozstaniu, ustaniu gospodarstwa domowego, pożycia seksualnego itd.
        Przede mną z nikim nie był. Znam go trochę, nie mam więc co do tego
        wątpliwości. To nie jest typ poszukiwacza przygód. No, ale tak czy
        siak, rozwód się ciągnie. On zdruzgotany oczekiwniami finansowymi
        tej kobiety. Bo tak naprawdę jeśli sąd je uzna, musiałby płacić
        niemal 100% swojej pensji, oddając nie na dziecko, ale też na nią,
        pełnosprawną, zdrową, kobietę, wykształconą, która nie szuka pracy,
        pracuje sporadycznie od lat, mimo, że dziecko chodzi do pierwszej
        klasy. On nie może też pogodzić się z tym, że sam sąd mógłby uznać,
        winę jednostronną, mimo, że tak naprawdę jesli nawet gdzieś ona jest
        to bardziej po środku. No i wreszcie to, co chyba najwazniejsze.
        dziecko od czasu złożenia pozwu wciagany jest przez matkę w te
        sprawy. Plus jest taki, że przynajmniej odkąd sprawa jest w sądzie,
        on nie ma utrudnień z widzeniem się z dzieckiem. Regularnie dwa razy
        w tygodniu spotyka się z nim - nie slyszy już "nie bo nie". Dziecko
        cieszy się bardzo, ale też zadaje bardzo wiele róznych pytań ojcu,
        posiłkując się słowami "bo mama powiedziała, że już mnie nie
        kochasz, bo kochasz teraz inną panią".

        Gdyby było wiadomo wtedy, że to się będzie w ten sposób obracać,
        pewnie należąło poczekać z naszymi sprawami. Okazało się inaczej.
        Porozumienie nie jest możliwe. On nie jest w stanie zgodzić się na
        finansowe warunki, których ona oczekuje. Zwyczajnie go nie stać. Do
        tego doszłam ja, nasze dziecko, za którego utrzymanie też czuje się
        odpowiedzialny niezależnie od tego, czy będzie nas coś wiecej łaczyć
        czy nie. A samą ciążę ukrywa, wlasnie po to by nie stała się dowodem
        koronnym. Bo sąd i tak teraz sprawdza na kolejnych rozprawach, czy
        orzec go winnym. Zasądził dość wysokie - wyższe niż proponowane
        przez niego alimenty zabezpieczenie finnasowe, które ona ma płacić,
        do czasu zakończenia, A sprawy się ciagną.
        My dlatego własnie przestaliśmy razem mieszkać, wszyscy u niego
        sądza, że już nie ma nas i dlatego nikt z jego rodziny nie wie o tym
        wszystkim. A tak naprawdę i przez to nie ma nas tak do końca czy w
        pełni. Bo nie wiadomo jaka będzie przyszłość. Jak długo? Tyle ile
        będzie trwał rozwód. A dziecko przecież się urodzi. On w tych
        trudnych rozmowach, gdy tak naprawdę nie wiadomo jak potoczy się
        nasze życie, zadaje mi pytanie, co powie swojemu pierwszemu dziecku
        za dwa czy trzy lata, gdy przyjdzie do niego i powie, że mama
        powiedziala, że on się dla taty nie liczy, bo tata ma nowe dziecko,
        które ukrywał. Ze to było powodem rozwodu, choć nie jest przecież
        tak.

        I tak to wszystko wygląda. Nikt nie przypuszczał, że po tylu latach
        od rozstania, emocje mogą być wciążtak żywe i toczyć się może taka
        wojna. No właśnie. Nie wiem na ile ona jest o emocje a na ile
        zwyczajnie o pieniadze i bardzo wygodne życie.

        Jedno jest pewne. My pomału pracujemy teraz nad tym wszystkim, co
        między nami zadziało się złego od tego napięcia, bo zadziało sie
        sporo. Sporo oddaliło. Nie wiem, jaki będzie efekt. Ja się staram
        mieć wiećej spokoju, zrezygnować z idealnej "romantycznej" wizji
        okresu ciąży, którą miałam w głowie kiedyś i partnera przy boku, on
        stara się dać mi tyle, ile w tej chwili może, choć jak powiedział,
        normalności jeszcze długo nie będzie w tym wszystkim, bo nie da się
        jej na razie budować. Może nigdy. Ale próbujemy odbudować wzajemną
        bliskość i zaufanie.

        Myślę jednak, że nawet jeśłi miedzy nami nie wyjdzie, nie dogadamy
        się my jako my, kiedyś, że chcemy być ze sobą, gdy to wszystko się
        skończy, - nie chcę, nie zdecyduję się nigdy, by nasze dziecko było
        taką kartą przetargową wmanipulowaną w to wszystko. Bo można
        oddzielić jedno od drugiego. Nawet jesłi nie jest to najprostsze.
        Mimo wszystko jednak widzę w nim tę dojrzałość i gotowość do
        zobowiązań i tego, by móc się porozumieć, ustalić zasad
        • lilith76 Re: huśtawka - bardzo mi trudno 23.06.08, 16:05
          Czyli facet płaci teraz za wieloletnią "metodę strusia", bo to że jest leniem życiowym i nie chciało mu się spocić z pisaniem pozwu, to odpada.
          Nie pocieszę cię - jeśli ex ma fantazję i determinację + nierychliwe polskie sądy, to szybciej wasze "ukryte/wstydliwe" dziecko zda egzamin gimnazjalny, niż on będzie wolny.
          Widzę, że wasz związek działa na zasadzie przyciąganie-odpychanie, tylko że w jednym poście piszesz, że to on ma tę przykrą cechę charakteru, w drugim wychodzi, że to ty nie potrafisz stworzyć równego związku.
          • listopadowamama Re: huśtawka - bardzo mi trudno 23.06.08, 20:48
            no bo pewnie tak wlaśnie może być, jak piszesz. Już teraz mija rok,
            od rozpoczęcia, a w zasadzie niewiele za.. Sąd nie bardzo się
            spieszy.

            Ja może w trochę innym świecie, bo u mnie - w moim otoczeniu dziecko
            nie jest tajemnicą. Wręcz przeciwnie, od dawna go chciałam z nim i
            teraz mam się czym cieszyć wśród moich bliskich.Nawet, gdy nie
            wszystko wygląda tak, jak w "katalogu". On tego (cieszenia) póki co
            nie może wśród swoich. Cóż,..

            A co do nas. Pewnie masz rację. To jest trochę tak, że z jednej
            strony ja nie potrafię się z tym wszystkim, co nas dotyczy teraz
            ogarnąć, z drugiej i on. Oboje mamy swój udział w tym, nagromadzone
            emocje, żale, bariery, napięcie, stres, a z drugiej strony chęć
            dążenia do bliskości, do tego co było wązne i tak to się dzieje. To
            cholernie trudne jest..teraz zwyczajnie. Ale może praca, którą
            robimy teraz oboje doprowadzi do większego spokoju. Cokolwiek by
            miał oznaczać. Zobaczymy. Ogólnie trochę jednak się prostuje, choć
            za dużo powiedzieć, że jest bez żadnych zakrętów.

            • dalekabardzo Re: huśtawka - bardzo mi trudno 24.06.08, 12:25
              witam cie. czytam twoj watek i chcialbym napisac cos pozytywnego ale
              twoja sytuacja jest bardzo podobna do mojej. przeczytaj moj watek"
              partner zostawil w ciazy" i " pozbawienie praw rodzicielskich"
              mysle ze jedyna roznica jest to ze ty od poczatku wiedzialas ze sa
              malzenstwem a ja dowiedzialam sie o tym dopiero jak bylam w ciazy.
              pozniej przez 5 miesiecy obiecal ze sie rozwiedzie. pozniej w 5
              miesiacu ciazy zostawil i wrocil do zony. jestem w 30 tyg ciazy i
              dobrze rozumiem przez co przechodzisz bo moj poczatek ciazy tez tak
              wygladal.
              • dalekabardzo Re: huśtawka - bardzo mi trudno 24.06.08, 12:27
                sorry ten drugi watek to " uznanie ojcostwa a prawa rodzicielskie"
              • listopadowamama Re: huśtawka - bardzo mi trudno 24.06.08, 16:27
                czytałam Twój wątek. Nawet zastanawiałam się, czy czegoś w nim nie
                napisać. Wyobrażam sobie, że bardzo Ci trudno.

                Co do mnie, do niego. Wiedziałam to prawda. Ale wiedziałam też i
                wiem nadal, że on do niej nigdy nie wróci. Mam co do tego
                stuprocentową pewność. Od wielu lat nie są razem. Ja sama.. kiedy go
                poznałam, zanim się z nim zwiazałam miałam pewność, że nic nie
                rozbijam, nic nie ma i nigdy nie będzie od dawna. Nigdy nie
                zdecydowałabym się na tę relację w innej sytuacji. Wiesz - mam na
                mysli jak to się czasem zdarza, facet ma rodzinę, ale poznaje kogoś,
                głupieje, odchodzi do kogoś itd. To dla mnie chore. A on nie jest
                tego typu człowiekiem. Gdyby byli razem, żadna inna kobieta nie
                istniała by dla niego. znam go już trochę w tym. Tak jak i teraz,
                mimo, że my się trochę huśtamy, jestesmy ze sobą dosc specyficznie,
                mam pewność, że nie pojawi się nikt inny w tej chwili w jego zyciu.
                Prędzej bylabym sklonna uwierzyc, ze u mnie mogloby tak sie zdarzyc
                niz u niego.

                Gdy się poznaliśmy oni nie byli razem od bardzo dawna, nie widywali
                się nawet. Oddzielne domy, oddzielne życia, itd. W ciągu tych
                ostatnich lat, widział ją 4 może 5 razy. Z czego wiekszość podczas
                rozpraw. mam pewność, że to nie istnieje, i że nie zaistnieje nigdy,
                niezależnie od nas czy czegokolwiek inneego.

                My jeszcze jako0ś potrafimy rozmawiać i sie dogadać. Ich rózni i
                rózniło od początku wszystko, co tylko mogło. Zresztą, kiedyś
                usłyszałam na moje pytanie o to "prędzej bym sobie rękę odgryzł, niż
                kiedykolwiek do niej wrócił. To był największy błąd mojego zycia"

                Zresztą o czym my tu rozmawiamy., Jest tyle wązniejszych spraw. Mam
                nadzieję, że z Twoją ciażą wszystko w porządku. Dbaj o swoje
                maleństwo. Nawet jak nie jest łatwo to najwazniejsza sprawa na
                świecie teraz..
                pozdrawiam
                • dalekabardzo Re: huśtawka - bardzo mi trudno 24.06.08, 17:37
                  ja jak poznalam mojego to tez z nia juz nie byl 2 lata, oddzielne
                  zycia, oddzielne domy. ona miala jakis zwiazek ,on przede mna tez.
                  wiesz zawsze jak ogladalam filmy lub slyszalam historie ze facet
                  tyle lat sie nie rozwodzi ale nie sa razem to on i tak do niej
                  kiedys wroci, bylo to dla mnie smieszne i myslalam ze w moim
                  przypadku bedzie inaczej. jednak i w moim przypadku sie sprawdzilo.
                  jak mysle teraz o tym to jakas racja w tym jest bo sama jestem po
                  rozwodzie, rozwodzie ktorego ja chcialam i nie mialam wtedy nikogo
                  na boku czy oku itp tylko po prostu do siebie nie pasowalismy.
                  wiesz zajelo mi to pol roku zeby podjac decyzje a nastepne pol roku
                  do sprawy sadowej. pamietam jak skladalam pozew o rozwod rodzina
                  pytala czy jestes pewna. moze nie skladaj moze po prostu badzcie w
                  separacji. ale ja wiedzialam czego chcialam. mysle ze ojciec mojego
                  dziecka czy moze twoj partner ( gdzie mam nadzieje ze akurat u was
                  sie ulozy) nie rozwodzac sie do konca nie sa pewni czego chca!!! ja
                  narazie tylko licze czas do porodu. nie moge sie doczekac, bo dla
                  mnie po tylu lzach w tej ciazy, syn bedzie moja nagroda i dowodem ze
                  bylo warto.
                  • listopadowamama Re: huśtawka - bardzo mi trudno 24.06.08, 20:49
                    wiesz. Myślę, że w jego przypadku to ostatnia rzecz, którą by
                    zrobił. Nie to że bronię, bo sama mam od groma trudnych emocji w
                    sobie teraz związanych z nim, żalu itd.. Ale za to pewnei dałabym
                    sobie rekę uciąć. Zanim mnie poznał, nie był z nikim przez ten czas,
                    to raz, po naszym rozstaniu tez nie, dwa prędzej uwierzę, że będzie
                    długo bardzo długo sam, bo on ma taki charakter, samotnika, jeśli
                    nam nie wyjdzie niż z kimkolwiek. Z nią na pewno nie. Kiedy
                    zdecydował się w końcu złożyć papiery rozwodowe nie był ze mną, nie
                    mogl wierzyć, że kiedykolwiek wrócę, ja już weszłam w jakiś inny
                    zwiazek wtedy. A jednak zdecydowal się. A teraz to całe piekło
                    rozwodowe mimo wszystko się posuwa do przodu, mimo ogromnych kosztow
                    tyle że mozolnie.


                    ale wiesz tak naprawdę ma to dla mnie niewielkie znaczenie.Nie
                    napiszę, że lepiej, ale czasem myślę, że mimo wszystko prosciej by
                    mi teraz bylo, gdyy faktycznie tak zrobil. Wrocil tam, albo zwiazal
                    sie z kimś innym. Mimo ogromnego zalu i bolu, nie byloby u mnie
                    odwrotu i sprawa klarowna. Moglabym uciać wszystko, przestać się
                    zajmować i ustawić go w swojej hierarchi osob na pozycji calkowitego
                    skreslenia u mnie. Myślę, że potrafilabym. A tak... ciągle
                    probujemhy sie dotrzeć ze sobą i ciągle jest to trudne. Slowa
                    kocham, trochę bliskości, dużo oddalenia, ale wszystko na wariackich
                    papierach. Takie cos spala bardzo.
Pełna wersja