listopadowamama
21.05.08, 10:11
Właściwie to nie wiem, co chcę napisać.
Chyba głównie to, że jest mi bardzo, bardzo trudno.
15 tydzień ciaży i ciągła huśtawka. Ex/nie ex/partner - nie wiem,
jak nazwać to, co między nami jest. Rok temu rozstaliśmy się po
kilku miesiacach znajomości. Był w separacji, od 3 lat oddzielnie z
tamtą kobietą. Mówiło o rozwodzie, że czas to formalnie załatwić,
ale jednak tego nie robił. Gdy mnie poznał powiedziałam jasno o
oczekiwaniach. Rozumiałam, że nie są razem, nie mieszkają, ona ponoć
też z kimś, a jednak formalnie nieakceptowalne dla mnie. Dlatego od
razu na poczatku okreśłiłam jednoznacznie, czego oczekuję. W pewnym
momencie bez jakichś konkretów, bez powiedzenia
On po prostu rozpłynął się, ze strachu, obaw, róznych powodów i
zniknął, wtedy, gdy między nami tworzyła się coraz mocniejsza
bliskość. Zdecydowałam wtedy, że skoro taki koniec to koniec.
Odebrałam jednoznacznie rzeczy z jego mieszkania- gdzie częściowo
pomieszkiwałam wcześniej, potem była cisza, chyba 2 miesieczna, a
potem, gdy zaczęły się pojawiać próby kontaktu z jego strony,
ucinzałam je. Całkowicie, definitywnie. Zaczęłam nawet jakiś nowy
zwiazek, który zupełnie się nie kleił. Nie czułam nic. W końcu się
rozstaliśmy z tym drugim człowiekie, a on w międzyczasie zaczął
szaleć z prób odzyskania mnie. Nie widziałam nigdy nikogo tak
zdeterminowanego w tej walce. Mimo, że sama jednoznacznie odrzucałam
wszelkie jego próby, naqwet dosć ostro czasem lub po prostu
ignorując, nie odiberając telefonów, nie odpisując na maile, udając,
że nie widzę, gdy przyjeżdzał pod dom. Tak trwało, ale czytałam te
maile codzienne, które wysyłał, długie przemyślenia, które mi
przesyłał, to, że złożył w lato pozew o rozwód, żeby uporzadkowac
sprawy z przeszłości. Trzy misiące trwało zanim powstał jakiś
minimalny kontakt. Coraz dłuższe rozmowy, najpierw w mailach,
telefon, w końcu zdecydowaliśmy się spotkać. Poprosił o powrót, dał
mi też klucz do swojego mieszkania. Chciałam poczekać do czasu
rozwodu, przekonywał, że przecież po tylu latach to formalnośc była
i będzie. Taki powrót na zawsze, bo zrozumiał ,jak wiele dla siebie
znaczymy, że jestem obok jego córki z pierwszego związku,
najważniejszą osobą dla niego. Zaufałam i wróciłam. Zwyczajnie
zapominając o tym, co było, dając nam szansę na nowe - normalne.
Rozmawialiśmy o jego dziecku, o roznych kwestiach - jak ułożyć je,
by były najlepsze. Tym razem wróciłam w pełni przeprowadzając się
tam. Rozmawialiśmy o mojej pracy, że daleko bardzo, ze względu na
nowy dom myslalam o zmianie. Gotowa bylam nawet najpierw rozstac sie
z tamtą pracą a potem szukać w pobliżu. Dzięki bogu nie spieszyłam
się z tym zbytnio. Bo teraz zostałabym bez jakiegokolwiek zaplecza
socjalnego. Rozmawialiśmy tez o dziecku - naszym dziecku, oraz o
antykoncepcji. Zdecydowaliśmy, że przestanę brać środki, będziemy
uważać, żeby wstrzymać się z miesiac, dwa, póki sprawa jest wciąz w
toku, (on tak określił), ale że jeśli się zdarzy dramatu nie
będzie. Ja chcialam od początku. Nie ukrywałam tego. I się stało.
Kiedy się dowiedział, kilka dni radości, potem dyskomfortu, a potem,
teraz ...ciągła huśtawka. Mieszkam znów u siebie, kłótnie, godzenie
się, szarpanina, pojawia się, ale nie jest. "Nie wiem, jak to
będzie, bo ja sie boję" słyszę i prawdę mowiac, ja także
coraz "mniej wiem jak to będzie, bo coraz mniej chcę próbować".
Czuję, że zostałam sama ze wszystkim, co wazne i trudne w
konktekście mojej ciazy. Owszem finansowo mnie wspiera, ta bliskość
też jakaś jest, bo nie jest tak, że jej zupelnie nie ma, ale jest
ciągła huśtawka, - bliżej i dalej. Im bliżej - tym on jest dalej -
ucieka. Do tego sprawa rozwodowa jest w toku i ciągnie sie już wiele
miesięcy. Okazało się, że teraz on ma do mnie żal, że zaszłam w
ciażę, mimo, że tamto się nie skończyło, bo zacżęlo z róznych
kwestii przedłużać. Waham się. Czasem, gdy o tym myślę, mam
poczucie, że czas poczekać, nie stawić emocji na ostrzu noża,
pochopnych decyzji, czasem zaś rodzi sie złość, że dość tego. Że
takie balansowanie, niezdecydowanie wypala mnie. Ze nie chcę
pozwolić, by wypalało też nasze dziecko. Obawiam się też, że jeśłi
zerwę teraz całkowicie kontakt, za kilka miesięcy, gdy rozwód się
skończy i cały stres z nim zwiażany, sprawy zaczną się układać - on
będzie chciał wrócić. Ja nie potrafię wtedy wiećej zaufać, nie będę
nawet chciała, bo to za dużo. Nie znam odpowiedzi, co zrobić, jakie
decyzje podjąć, myślę jednak, że życie pokazuje, że decyzje będę
musiała podjąć ja sama, bo on trochę by chciał, trochę się boi. nie
wiem, czemu to piszę. Czuję, że mi to potrzebne.