idasia
12.06.08, 12:09
Wstajemy rano, moja mała dwulatka pyta gdzie tatuś, ja się miotam nie wiedząc co mówić - od kilku tygodni próbowałam porozmawiać z moim mężem, jednak wyprowadził się bez tej rozmowy. W końcu mówię, że tata w pracy.
Mamy dziś bojowe zadanie - jedziemy do lekarza z 6 tygodniowym synkiem przez pół miasta. Mam w kieszeni 50 zł, postanawiam jechać autobusem nie taksówką, mimo że nie jeździłyśmy i nie wiem jak mała zareaguje. Tłumaczę jej, że będzie wycieczka, przygoda,autobus, że malutki będzie płakał u lekarza bo będzie szczepiony itd. Muszę zawsze coś opowiadać, bo ona przechodzi klasyczny okres buntu dwulatka ze wszystkimi możliwymi przypadłościami tego wieku.W tej chwili chce bułę, obiecuję jej, że kupię jak dotrzemy do lekarza. I jest idealna, grzeczna, sama pakuje swoje picie, sama ładuje się na platformę doczepianą do wózka małego i ruszamy.Bez ruchu stoi na przystanku w oczekiwaniu na autobus. W przychodni mówią mi, że mnie nie przyjmą bo zapomniałam peselu dziecka, łzy kręcą się w oku, w końcu się udaje. Mała jest ok, robi głupie miny, zwiedza ale nie rozrabia. Oddycham z ulgą.Małemu funduję trzy ukłucia zamiast jednego płatnego i po raz pierwszy trzymam płaczące dziecko przy szczepieniu,z małą zawsze był tatuś. Daję radę!
Chyba zapomniałam przygotować małą, że będzie powrót do domu. Zaraz po wyjściu z przychodni zaczyna biegać przy ruchliwej ulicy i pokładać się na chodniku. Wracamy do przychodni, po kilku minutach uspokaja się, wychodzimy,ona na platformie, jedziemy! Ucieka nam autobus, następny za 15 minut. Mała znowu szleje,biega, gubi buty, które podaje mi jakaś kobieta,kiedy ją łapię wrzeszczy jak opętana. W końcu udaje nam się wsiąść do autobusu, ale po wyjściu zabawa się zaczyna od nowa. Od domu dzieli nas tylko ulica, jednak bunt zatrzymuje nas na kolejne 15 minut. Siedzę na chodniku obok wózka i trzymam ją, najpierw się śmieje potem wrzeszczy i płacze.W kiosku po drodze kupuję papierosy, pierwsze od miesięcy.
Minęły właśnie cztery pierwsze godziny mojej samotnej drogi - jestem wykończona...