czy w takim razie JA ROBIĘ ŹLE, że

23.06.08, 10:49
nie pokazuję Małemu zdjęć jego ojca?
że nie tłumaczę mu w dzień w dzień, ze ma gdzieś tam ojca?



to tak odnośnie wątku Martiny
Mały ogólnie niedawno zrozumiał, że jest5 jakiś tata - nie pytał się, jak
wygląda, gdzie jest
nie męczy codziennie z zapytaniem

czyli według takich osób jak Madziulec robię źle, źe mojemu dziecku w pokoju
nie wywiesiłąm zdjęcia eksa?
że nie mówię mu, ze jego ojciec zrobiłby tak i tak
że nie mówię na dobranoc, ze jego ojciec go kocha?
    • guderianka Re: czy w takim razie JA ROBIĘ ŹLE, że 23.06.08, 11:17
      Antetina-a jaki wpływ na Twoje życie będzie miało to, co odpiedzą ci
      forumki w tym wątku.
      Wg Madziulca to źle-i ma ona swoje racje i przekonania w tym
      wzgledzie
      Wg innych dobrze-i inni też mają racje, które wynikają z ich
      przekonań i doświadczeń

      Pamiętasz naszą dyskusję na innym forum na temat tego,że dziecko
      potrzebuje wiedzieć,że ma ojca i potrzebuje kogoś , kto tę funkcję
      spełnia? MYślę,że o to właśnie wszystko się rozbija.
      Że jeśli dziecko wie co oznacza słowo "tata", wie że ma tatę i wie
      jakie funkcje powinien on spełniać-to jest to ważne
      Nie można udawać,że ojca nie ma. Dziecko nie powstało z nasionka
      drzewa. Drzewo powstało z matki i ojca. Ojca-który powinien mieć dla
      dziecka twarz i chociaż imie i nazwisko

      Poza tym
      Madziulec ma inną sytuację. Jej ex uczestniczy w życiu jej syna,
      spotyka się z nim w miarę regularnie, jakoś tam jest w jego życiu na
      bieżąco. Dziecko nie ma nikogo innego, kto pełniłby funkcję opiekuna-
      taty (Madziulec jeśli jest inaczej to mnie popraw)
      U Ciebie jest inaczej-exa w ogóle nie ma w życiu Małego, za to
      funckcję ojca pełni twój mąż
      • anetina Re: czy w takim razie JA ROBIĘ ŹLE, że 23.06.08, 12:46
        wiem o tym
        dużo było rozmó na ten temat

        kwestia tylko, że do Madziulec nie dociera wiele rzeczy, a takowych chociaż, ze
        są eksowie, którzy nawet przypinając ich do dziecka, to anwet na malucha nie
        spojrzą, nie zainteresują się, nie chcą być po prostu ojcami

        ale według Madziulec matka ma siłą nakazać miłość do ojca, bo to ojciec

        i stąd moje te pytania smile

    • madziulec Re: czy w takim razie JA ROBIĘ ŹLE, że 23.06.08, 11:46
      Masz racje.
      Skresl ojca biologicznego.

      Potem nie dziw sie, ze dziecko Ciebie tez skresli.
      • anetina Re: czy w takim razie JA ROBIĘ ŹLE, że 23.06.08, 12:00
        a dlaczego dziecko miałoby mnie skreślić?
        potrafisz wytłumaczyć?
        • madziulec Re: czy w takim razie JA ROBIĘ ŹLE, że 23.06.08, 12:33
          Nigdy nie bede za gloryfikowaniem postaci ojca.
          Ale dziecko tak samo jak ma matke powinno wiedziec skad pochodzi.
          A nei pochodzi od aktualnego partnera matki, czyli Twojego.
          Pochodzi od jakiegos innego osobnika.

          I uwazam, ze skreslenei tego czlowieka z zycia, udawanie, ze on nei istnieje
          jest tak jakby wydarciem malemu czlowiekowi, jakim jest Twoje dziecko czesci
          jego wlasnego ja, jego historii.
          I za to uwazam, ze Twoje dziecko bedzie mialo pretensje i tego Ci eni wybaczy.
          A sa rzeczy, ktorych nei da sie nadrobic.
          • anetina Re: czy w takim razie JA ROBIĘ ŹLE, że 23.06.08, 12:44
            madziulec napisała:

            > Ale dziecko tak samo jak ma matke powinno wiedziec skad pochodzi.

            moje dziecko wie, skad pochodzi
            wie, jak sie jego bioojciec nazywa
            w akcie urodzenia ojciec widnieje



            > A nei pochodzi od aktualnego partnera matki, czyli Twojego.
            > Pochodzi od jakiegos innego osobnika.

            dziecko o tym wie
            wie, bo samo poprosiło, by mogło mówić tata i żeby mógł być jego synkiem



            > I uwazam, ze skreslenei tego czlowieka z zycia, udawanie, ze on nei istnieje
            > jest tak jakby wydarciem malemu czlowiekowi, jakim jest Twoje dziecko czesci
            > jego wlasnego ja, jego historii.

            no właśnie w tym rzecz, ze eks nie jest wykreślony
            istnieje - dziecko wie o tym
            akt urodzenia pokazuje również, kto jest bioojcem



            > I za to uwazam, ze Twoje dziecko bedzie mialo pretensje i tego Ci eni wybaczy.
            > A sa rzeczy, ktorych nei da sie nadrobic.

            czyli za co będą pretensje?
            • madziulec Re: czy w takim razie JA ROBIĘ ŹLE, że 23.06.08, 14:51
              Pasjonuje mnie zainteresowanie 3-4 czy nawet 5-latka aktem urodzenia wink
              Czyta go do poduszki?????
              • anetina Re: czy w takim razie JA ROBIĘ ŹLE, że 23.06.08, 14:53
                jak byś chciała wiedzieć, jest to dokum4ent pokazujący, kto jest ojcem
                czy ja napisałam, że dziecko to ogląda?

                nadal nie odpowiedziałaś mi na pytanie?
                nie potrafisz?
                • madziulec Re: czy w takim razie JA ROBIĘ ŹLE, że 23.06.08, 14:56
                  Nie widze pytan sformulowanych wyraznie w Twoim poscie.

                  Przykro mi.
                  • anetina Re: czy w takim razie JA ROBIĘ ŹLE, że 24.06.08, 07:47
                    moje pytania, bo rzeczywiście big_grin są niewidoczne - tylko dlaczego każdy widzi
                    oprócz ciebie?

                    - czyli według takich osób jak Madziulec robię źle, źe mojemu dziecku w pokoju
                    nie wywiesiłąm zdjęcia eksa?
                    że nie mówię mu, ze jego ojciec zrobiłby tak i tak
                    że nie mówię na dobranoc, ze jego ojciec go kocha?

                    - a dlaczego dziecko miałoby mnie skreślić?
                    potrafisz wytłumaczyć?

                    - czyli za co będą pretensje?

                    nie ma pytań sformułowanych wyraźnie?
                    a wręcz przeciwnie - przyczepiłaś się do Martiny, a sama nie umiesz przeczytać
                    znak zapytania na końcu zdania oznacza zapytanie, będziesz już wiedziała?

                    każdy może być ojcem, ale trzeba być kimś wyjatkowym, aby być tatą
                    nie jest ojcem ten, kto spłodził, tylko ten, kto dziecko wychowuje
                    dzieci - Mały i Mała
          • guderianka Re: czy w takim razie JA ROBIĘ ŹLE, że 23.06.08, 14:44
            A nei pochodzi od aktualnego partnera matki, czyli Twojego.
            Pochodzi od jakiegos innego osobnika.

            Ile zasiejesz tyle zbierzesz...

            Ex zasiał, był pomocny w poczęciu i...tyle. MOje starsze dziecko
            ukształtowane zostało:emocjonalnie, mentalnie,psychicznie,a nawet
            zdrowotnie właśnie przez mojego obecnego partnera. Mało tego. Skoro
            prawo uznało tegoż partnera za formalnego ojca-niby dlaczego mam (ja
            lub inne w podobnej sytuacji) mówić o bilogicznym coś więcej niż
            to,że spłodził ? Zresztą-co więcej można mówić o kimś , kogo de
            facto w życiu dziecka NIE MA?
            • madziulec Re: czy w takim razie JA ROBIĘ ŹLE, że 23.06.08, 14:56
              No tak...

              Zaczynam sie zastanawiac, czy wasze dzieci sa owocem gwaltu????
              Bo tak wynika.

              Albo moze in-vitro.

              Dal material biologiczny i koniec piesni.

              Ciekawe czy wy byscie tak chcialy. A potem.. slyszy sie jednak o dzieciach,
              ktore chocby mialy super rodziny to szukaja tych rodzicow biologicznych. Ciekawe
              dlaczego....
              • guderianka Re: czy w takim razie JA ROBIĘ ŹLE, że 23.06.08, 14:58
                Magda- w moim przypadku wiesz jak było, krótka miłość, szybki ślub i
                szybkie rozstanie. I faktycznie-koniec pieśni. Ludzie się pokochali
                się rozstali. Koniec kropka.
                • madziulec Re: czy w takim razie JA ROBIĘ ŹLE, że 23.06.08, 15:01
                  No to wybacz, ale nie byla to milosc.

                  I wtedy zreczywiscie jest przekazanie sobei materialu genetycznego i nie miejmy
                  pretensji czy nie zadajmy zachowania czegos tam. A wrecz.. hmm.. material
                  genetyczny (jaki by nie byl) choelra kosztuje. Lyzeczka spermy naprawde jest
                  droga mile panie.
                  Czas sobie zdac z tego sprawe.
                  • guderianka Re: czy w takim razie JA ROBIĘ ŹLE, że 23.06.08, 15:04
                    A może nie była miłość. MOże było zauroczenie,
                    fascynacja,pociąg,zakochanie.
                    O ojcostwie faktycznym nie decyduje materiał genetyczny ani to co
                    łączyło kobietę i mężczyznę w trakcie stosunku, ale to co zaczęło
                    się dziać gdy mały człowiek pojawił sie na świecie.

                    A sperma taka droga nie jest. W Danii tylko 300euro wink
    • chalsia Re: czy w takim razie JA ROBIĘ ŹLE, że 23.06.08, 12:09
      > że nie mówię mu, ze jego ojciec zrobiłby tak i tak

      tego mówić nie musisz

      > że nie mówię na dobranoc, ze jego ojciec go kocha?

      tego mówić nie powinnaś

      > nie wywiesiłąm zdjęcia eksa?

      wywieszać nie musisz, ale pokazać powinnaś

      możes ztakże opowiadać (tak przy okazji czegoś), coś z historii
      życia dotyczącej ojca (no np. że jeździ na motorze, albo że zbiera
      znaczki itp)
      • anetina Re: czy w takim razie JA ROBIĘ ŹLE, że 23.06.08, 12:44
        czyli poniekąd jestem w normie ?

        smile
    • kicia031 Re: czy w takim razie JA ROBIĘ ŹLE, że 23.06.08, 13:03
      IMHO kazdy odpowiada za swoje relacje z dzieckiem - matka za swoje,
      ojciec za swoje. Nie zamierzam brac na siebie odpowiedzialnosci za
      kontakty mojego syna z ojcem, choc chetnie POMOGE w ich realizacji.
      A juz na pewno nie bece oklamywac mojego dziecka w sprawach
      dotyczacych jego ojca - ani w zadnych innych zreszta.
    • alabama8 Re: czy w takim razie JA ROBIĘ ŹLE, że 23.06.08, 13:19
      Za podkreślenie swojego istnienia w życiu dziecka odpowiada ojciec.
      To on ma dziecku pokazać że jest, jaki jest, czym się interesuje,
      jak żyje, jaki jest, co myśli. Te zadanie nie powinny leżeć w
      zakresie obowiązków matki dziecka, którego ojciec jest notorycznie
      nieobecny.
      Chce uczestniczyć w życiu potomstwa, ok, nie stawiamy przeszkód. Nie
      chce uczestniczyć - nie mamy możliwości aby go zmusić. To ojciec ma
      pokazać że jest ojcem.
      • chalsia Re: czy w takim razie JA ROBIĘ ŹLE, że 23.06.08, 13:40
        > Za podkreślenie swojego istnienia w życiu dziecka odpowiada
        ojciec.
        > To on ma dziecku pokazać że jest, jaki jest, czym się interesuje,
        > jak żyje, jaki jest, co myśli. Te zadanie nie powinny leżeć w
        > zakresie obowiązków matki dziecka, którego ojciec jest
        notorycznie
        > nieobecny.

        niby tak, ale ...
        Ale to dziecko wzięło się ze ZWIĄZKU matki z ojcem i dzieci
        interesują się/są ciekawe historii rodziny PRZED jego urodzeniem.
        Ponadto dla dziecka ważnym jest poczucie, że było chciane, jak to
        się mówi - że "było owocem miłosci".
        I mówienie dziecku od czasu do czasu czegoś pozytywnego z tego
        okresu jest ważne dla niego. I skoro ojciec tego nie robi (nie ma
        go, nie chce, itp), to może to zrobić matka - korona jej z tego
        powodu z głowy nie spadnie.
        Nie wydaje mi się, by nie dało się znależć kilku fajnych wspomnień
        z życia rodziców razem przed dzieckiem, które można by dziecku
        opowiedzieć. Nie jest to jakieś wielkie obciążenie dla matki.
        • anetina Re: czy w takim razie JA ROBIĘ ŹLE, że 23.06.08, 14:10
          chalsia napisała:

          > Ale to dziecko wzięło się ze ZWIĄZKU matki z ojcem i dzieci
          > interesują się/są ciekawe historii rodziny PRZED jego urodzeniem.

          Mały na razie został na etapie, ze mama i ten pan tata (tak go nazwał sam)
          chcieli synka
          więc synek jest



          > Ponadto dla dziecka ważnym jest poczucie, że było chciane, jak to
          > się mówi - że "było owocem miłosci".

          tak, to moje dziecko wie



          kwestia jest tylko inna
          dlaczego to matka ma siłę ciągnąć faceta, by poczuwał się ojcem?
          dlaczego matka ma tłumaczyć ojca?

          moje dziecko wie, że ma ojca
          i co z tego?
          toż to na siłę ich nie poznam, gdy eks nei chce
          gdyby chciał - dzwoniłby, pisał, byłby
          dziecko ma prawie 5 lat - nie zdążył dojechać?
          nie wie, gdzie mieszkam? adresu i telefonu specjalnie nie zmieniłąm
          żadnej pomocy nie było też w czasie ciąży

          żeby nie było - nie czuje nienawiści do eksa
          dziecku historię o ojcu opowiadam luźno, jak każdą inną opowiastkę
          kwestia tylko, że nie będę robić ołtarzyków ze zdjęć eksa dla dziecka, bo na to
          wygląda, ze według Madziulec tak powinnam
          ale jakoś koleżanka nie potrafi mi wytłumaczyć, dlaczego przez brak tego
          ołtarzyka moje dziecko ma mnie znienawidzić
          • madziulec Re: czy w takim razie JA ROBIĘ ŹLE, że 23.06.08, 14:53
            Anetina! Nic nei rozumiesz.

            Nikt nei ma na sile nikogo ciagnac. Podobnie nie masz nikogo tlumaczyc.
            Nie dociera do Ciebie? To nie.

            Ja mojego eksa nie tlumacze. Bo to nei ja jestem od tego. Ale moj eks istnieje
            jako osoba, ktora dala mu zycie.
            No kurcze pieczone, chyba, ze Twoje dziecko powstalo w wyniku jakiegos czynu
            neidozwolonego to rozumiem, ze go wymazujesz z pamieci i wtedy nie mowimy
            dziecku o ojcu biologicznym i udajemy ze w ogole tego ojca nie ma.
            • anetina Re: czy w takim razie JA ROBIĘ ŹLE, że 23.06.08, 14:55
              czytaj ze zrozumieniem
              to po pierwsze
              a po drugie - nie odpowiedziałaś mi na pytanie
            • guderianka Re: czy w takim razie JA ROBIĘ ŹLE, że 23.06.08, 15:02
              No kurcze pieczone, chyba, ze Twoje dziecko powstalo w wyniku
              jakiegos czynu
              neidozwolonego to rozumiem, ze go wymazujesz z pamieci i wtedy nie
              mowimy
              dziecku o ojcu biologicznym i udajemy ze w ogole tego ojca nie ma.


              Grząski grunt.
              1)Facet może zgwałcić ale moze też poczuć ojcowskie instynkty gdy
              zorientuje się że jest ojcem.MOże zechcieć uczestniczyć w życiu
              dziecka, zapałać miłością, płacić, zajmowac sie itd.
              2) Facet za przyzwoleniem współzyje z kobietą. Dochodzi do
              zapłodnienia. W efekcie tegoż dochodzi do ślubu/zamieszkania/.
              Jednak facet nie czuje sie dobrze w roli ojca. Porzuca rodzinę.Ma w
              doopie dziecko.Nie interesuje sie nim

              Ważna jest wola i chęć do poznania, widywania, kochania dziecka.
              Jeśli tego nie ma, matka może się skichać a nie sprawi,że biojciec
              będzie kimś więcej niż dawcą spermy
          • chalsia Re: czy w takim razie JA ROBIĘ ŹLE, że 23.06.08, 15:18
            > kwestia jest tylko inna
            > dlaczego to matka ma siłę ciągnąć faceta, by poczuwał się ojcem?
            > dlaczego matka ma tłumaczyć ojca?

            Anetina, wałkujesz ten temat od lat. Od lat Ci piszę, że nie chodzi
            o ciąganie na siłę faceta, o tłumaczenie go przez matkę itp. Od lat
            pisze też na przykładach jak to może wyglądać bez takich
            właśnie "na siłę" rozwiązań.
            A Ty ciągle w kółko to samo, jakbyś nie rozumiała różnicy/tego co
            Ci odpisują.
            • anetina Re: czy w takim razie JA ROBIĘ ŹLE, że 24.06.08, 07:52
              wy wałkujecie alimenty, wizyty ojca u dziecka
              a ja wałkuję ojcostwo, cokolwiek to oznacza

              jest to ciężki temat, przynajmniej dla mnie
              bo nie jestem w stanie wymusić od eksa nic, co by mogło potwierdzić, ze jest tatą
              w tym momencie jest dla dziecka jakimś facetem, jakimiś danymi w papierach
              niczym więcej

              dziecko nie może stwierdzić, kim ten jego ojciec jest

              Mały wie, że ma tatę (nazywa pana tata) gdzieś w świecie i tatę M.
              i komu dał wczoraj medal i uściski dla najlepszego taty?
              dla mego męża - bo jego zna, jemu ufa, jego SAM sobie wybrał na tatę

              więc po prostu chciałam opinii ludzi tego typu jak Madziulec - u Martiny nie
              chciałam wątku mieszać - w jaki sposób nieznany facet, nie pragnący nawet poznać
              dziecka ma być ojcem? w jaki sposób matka ma ubłagać eksa, by chociaż raczył
              spojrzeć na dziecko
              • chalsia Re: czy w takim razie JA ROBIĘ ŹLE, że 24.06.08, 13:00
                > dziecka ma być ojcem? w jaki sposób matka ma ubłagać eksa,u by chociaż raczył
                spojrzeć na dziecko
                >

                az Ty znowu swoje bezsensu. Czy do Ciebie NIE DOCIERA to, że nie trzeba ojca o
                nic błagać, do niczego go zmuszac i MIMO jego calkowitej nieobecności w życiu
                dziecka móc dziecku przekazać wiedzę o dziecka korzeniach - czyli o tym, że jego
                ojciec to Iksiński, wygląda tak (zdjęcie), dobrze jeździł na nartach itp.
          • oliwija Re: czy w takim razie JA ROBIĘ ŹLE, że 23.06.08, 15:37

            >
            > kwestia jest tylko inna
            > dlaczego to matka ma siłę ciągnąć faceta, by poczuwał się ojcem?
            > dlaczego matka ma tłumaczyć ojca?

            no wlasnie dlaczego? podam przykład . ojciec moej córki założylk
            druga rodzine ma w tym zwiazku drugie dziecko.. teraz znaczy pól
            roku temu porzucil i tę rodzine.. Nie odwiedza ani starszej córki
            ani młodszego syna... co gorsza drugiej żone zagrozil ze jej dziecko
            odbierze nie da jej rozwodu. Dodam ze gościu ani na jedno ani na
            drugie dziecko nie palxci kasy.

            > moje dziecko wie, że ma ojca
            > i co z tego?


            moje tez wie ze ma ojac wie jak sie nazywa. tylko maly problemik od
            3 lat nie mailz nim żadnego kontaktu. Czemu? bo tatus co róż zmienia
            miejsce pobytu telefon.... a my nie. wciaz ten sam telefon
            mieszkanie.... tylko dziecko jakby o 5 lat starsze

            > toż to na siłę ich nie poznam, gdy eks nei chce
            > gdyby chciał - dzwoniłby, pisał, byłby
            > dziecko ma prawie 5 lat - nie zdążył dojechać?

            anetina moze na ksieżycu mieszka i jedzie łodzkim mpk? hehe



            >
            > żeby nie było - nie czuje nienawiści do eksa
            > dziecku historię o ojcu opowiadam luźno, jak każdą inną opowiastkę
            > kwestia tylko, że nie będę robić ołtarzyków ze zdjęć eksa dla
            dziecka, bo na to
            > wygląda, ze według Madziulec tak powinnam
            > ale jakoś koleżanka nie potrafi mi wytłumaczyć, dlaczego przez
            brak tego
            > ołtarzyka moje dziecko ma mnie znienawidzić
            moje dziecko tez nie ma olatarzyka za zdjeciem exa. sa w domu
            zdjecia , specjalnie sie z nimi nie kryje. tylko jakos jak ona
            oglada te zdjecia to bez emocji.skonczyklm z mówiem ze tatus ja
            kocha tylko pewnie pracuje i nie ma czasu bo to przestłąo byc
            wytłumaczeniem dla takiej dziewczynki.
            Ona ma tatę.Faceta ,który mimo ze ma swoja dwójkę dzieci kocha ja
            ponad życie. opiekuje sie nia dba o nia....... ale ja tu móiwe o
            tacie nie o bioojcu.
            • madziulec Re: czy w takim razie JA ROBIĘ ŹLE, że 23.06.08, 15:47
              Nic nei rozumiecie.
              Po prostu. Za wzselka cene staracie sie usprawiedliwiac lub ganic swoich eksow.
              Tymczasem zupelnei nei jest ten watek po to.

              Przynajmniej ja odnioslam takie wrazenie. Ale okazuje sie, ze kolejny watek
              powstal po to, by sfrustrowane matki z jednej strony mogly znow ponarzekac na
              ojcow biologicznych, z drugiej drugie sfrustrowane matki pokazaly, ze przeciez
              ich dzieci maja jakze wspanialych ojcow zastepczych.

              Odsylam te wspaniale matki na forum dorosle dzieci rozwiedzionych rodzicow.
              Odsylam do lektur opowiadan doroslych ludzi, szukajacych wlasnie bardzo czesto
              takich bezkontaktowych ojcow. Wlasnie dlatego, ze matka udawala, ze ojca nie ma
              i czegos jednak brakowalo. Ze niby ukladanka byla, ale pod naklejka pod tytulej
              "ojciec" byla dziura, bo to nei byl ojciec.

              Moze ktos to wtedy zrozumie.
              • guderianka Re: czy w takim razie JA ROBIĘ ŹLE, że 23.06.08, 15:52
                Madziulec-ale kto udaje ,że ojca nie ma ? Brak gloryfikacji nie
                oznacza zamazywania przeszłości i wypaczania faktów. JAK już
                napisałam wyżej :ile zasiejesz tyle zbierzesz -i nic ponadto
              • oliwija madziulkec 23.06.08, 20:02
                uważasz ze powinnysmy wziazc i zmusic gości ado tego aby sie
                kontaktowal z własnym dzieckiem?

                ok tylko jak? wziążc na lancuch i go zmusic?

                nie da sie nikogo zmusic do milości . do tego aby chcial odwiedzac
                własne dziecko.

                ojciec zastępczy to ojciec zasteczy. w niektórych rodiznach tylko
                taki istnieje. bioojciec to fakt czarna dziura w pamięci dziecka.
                moja córka wie jak wyglada jej ojciec coś tam pamieta.

                Ja go nie umialm zmusic do kontaktów z córka jego matka tez nie.
                Jego nowa prawie druga eks żona tez nie. Może sąd?

                powiedzial ze jeśli podam go do sądu o ustalenie kontaktów to on na
                pierwszym spotakniu pozbedzie sie dziecka....
                ryzywkowlabyś?

                nie sądze.


                czasmi bioojciec traci cala swoja godnośc.


                nie jestm matka która by pozwilila na to aby bioojciec zrobila
                swojemu dzioecku krzywde.... a wiem ze jest do tego zdolny
                • madziulec Re: madziulkec 24.06.08, 07:43
                  Znow nie czytasz tego, co pisze i potem wkladasz mi w usta slowa, ktorych nei
                  wypowiedzialam.

                  Na samym poczatku napisalam o tym, ze nei chodzi wcale o to by zmuszac do kontaktow.
                  Bo kontakty a pozytywny czy neutralny wizerunek jakiejs osoby to dwie odrebne
                  rzeczy.

                  A patrzac np. na Twoja sprawe: co Cie obchodzi jego matka, co Cie obchodzi jego
                  druga zona? Przestan o nich myslec, o tym czy moga ojca Twojego dziecka do
                  czegos zmusic, czy maja na niego jakis wplyw czy nie. Tak po prostu.

                  I teraz na spokojnie powiedz jaka niby krzywde moze zrobic ojciec Twojego
                  dziecka swojemu dziecku.
                  • anetina Re: madziulkec 24.06.08, 08:07
                    madziulec napisała:

                    > Na samym poczatku napisalam o tym, ze nei chodzi wcale o to by zmuszac do konta
                    > ktow.
                    > Bo kontakty a pozytywny czy neutralny wizerunek jakiejs osoby to dwie odrebne
                    > rzeczy.

                    czyli według ciebie mam jednak nie zmuszać do poznania dziecka, kontaktów?
                    ale powinnam zrobić ołtarzyk i wychwalać eksa pod niebiosa, by dziecko wyrobiło
                    sobie super zdanie o ojcu?
                    o ojcu, który nie raczy nawet dziecku złożyć życzeń z okazji urodzin, świąt?
                    • chalsia Re: madziulkec 24.06.08, 13:39
                      > czyli według ciebie mam jednak nie zmuszać do poznania dziecka, kontaktów?
                      > ale powinnam zrobić ołtarzyk i wychwalać eksa pod niebiosa, by dziecko wyrobiło
                      > sobie super zdanie o ojcu?

                      a Ty znowu swoje, jakby nie dotarło do Ciebie co juz po raz n-ty Ci piszemy -
                      NIE POWINNAŚ robić ani ołtarzyka ani wychwalać. Dziecko nie musi miec SUPER
                      zdania o ojcu zwlaszcza na pdst sztucnego wychwalania.Wystarczy pewne rzeczy
                      normalnie przekazać (co i jak - było juz w innych postach w tym wątku)
                      • zyta4 Re: madziulkec 24.06.08, 17:03
                        Nie rozumiem, dlaczego taka dyskusja sie wywiązała.
                        Kazda z nas ma prawo po swojemu postępować, bo każda z nas miała inną sytuację.
                        Nie można potepiać Matki za to, że nie mówi swojemu dziecku o ojcu-draniu. A
                        jesli któraś z Mam chce utrzymywać dziecko w przekonaniu że ojciec-drań to
                        jednak nie drań, jej sprawa.
                        Uważam, że anetina postępuje dobrze, bo tak uważa. Madziulec też postępuje
                        dobrze, bo wierzy, że będzie tak najlepiej dla dziecka. Nikt nie ma prawa
                        wytykać nam tego, że źle postępujemy, bo każda z nas ma inna sytuację życiową.
                        I dlatego nie rozumiem skąd ten atak.
                        Ja nie mam zamiaru tłumaczyć swojemu dziecku o ojcu dobrze, bo tak nie jest.
                        Ja rozumiem, że są ojcowie, którzy naprawdę są w porządku, ale jest rzesza
                        "tatusió" którzy mają w głębokim poważaniu swoje dzieci i w takim przypadku co?
                        ja mam zabiegać by dzieci miały z nim dobry kontakt? bo co, ja nie mam swojej
                        godności, dumy, bo ja mam zawsze czuć się jak szmata prosząc go o uczucie dla
                        dzieci, lub dzieci o uczucie dla niego.
                        - no wybaczcie Drogie Koleżanki!!!!!!!!!
                  • oliwija Re: madziulkec 24.06.08, 19:41
                    madziulec napisała:

                    > Znow nie czytasz tego, co pisze i potem wkladasz mi w usta slowa,
                    ktorych nei
                    > wypowiedzialam.
                    >
                    > Na samym poczatku napisalam o tym, ze nei chodzi wcale o to by
                    zmuszac do konta
                    > ktow.
                    > Bo kontakty a pozytywny czy neutralny wizerunek jakiejs osoby to
                    dwie odrebne
                    > rzeczy.
                    >
                    > A patrzac np. na Twoja sprawe: co Cie obchodzi jego matka, co Cie
                    obchodzi jego
                    > druga zona? Przestan o nich myslec, o tym czy moga ojca Twojego
                    dziecka do
                    > czegos zmusic, czy maja na niego jakis wplyw czy nie. Tak po
                    prostu.

                    wiesz matka ojca moejgo dziecka to jej babcia. Też nie utrzymuje
                    kontaktów z wnuczką. dlaczego? cholercia ja wie. Miło by było zeby
                    dziecko miało dwie bio babcie. A co do żony... no wiesz obchodzi
                    mnie bo jej narobil jeszcze większych świństw niz mnie a mam ten
                    przywilej ze jestem z nią w świetnych stosunkach. Dziwne? Cóż jak
                    widac nie ja jestem ta zła.

                    > I teraz na spokojnie powiedz jaka niby krzywde moze zrobic ojciec
                    Twojego
                    > dziecka swojemu dziecku.

                    jaka krzywde. Ten człowiek jest w stanie zabić własne dziecko bo mu
                    placze.juz mial sprawe karna za pobicie dziecka- tego mlodszego. Ale
                    ta jego druga żona wycofała sie ....... dlaczego bo ja zastraszyl.


                    To czlowiek, który dla własnej wygody jest w stanie zabić swoje
                    nienarodzone dziecko- bo mu bachor będzie plakał, to cłżoiwek ,
                    który zostawia małe 4 miesięczne dzieko w wóżku a sam idzie pić
                    piwko
                    to czlowiek, który kiedy dziekco choruje wyprowadza sie do matki bo
                    spać nie moze...

                    a matka... w to mi graj syn ma racje


                    jeszcze masz wątpliwości
              • anetina Re: czy w takim razie JA ROBIĘ ŹLE, że 24.06.08, 08:00
                madziulec napisała:

                > Nic nei rozumiecie.
                > Po prostu. Za wzselka cene staracie sie usprawiedliwiac lub ganic swoich eksow.
                > Tymczasem zupelnei nei jest ten watek po to.

                to jednak rozumiesz, po co jest wątek
                ani nie usprawiedliwiam eks - bo dlaczego nie poznał dziecka? dlaczego nie chce
                widywać? - co prawda odpowiedział mi na to pytanie prawie 4 lata temu - znika z
                naszego życia, by nam go nie utrudniać swoją obecnością, słowa w sądzie na sprawie
                nie ganię - bo nie mam za co - dał mi wspaniałego syna, nie utrudnia życia, nie
                muszę łazić po sądach itp.




                > Odsylam te wspaniale matki na forum dorosle dzieci rozwiedzionych rodzicow.
                > Odsylam do lektur opowiadan doroslych ludzi, szukajacych wlasnie bardzo czesto
                > takich bezkontaktowych ojcow. Wlasnie dlatego, ze matka udawala, ze ojca nie ma
                > i czegos jednak brakowalo. Ze niby ukladanka byla, ale pod naklejka pod tytulej
                > "ojciec" byla dziura, bo to nei byl ojciec.


                ja nie udaję, ze ojca nie ma
                Mały wie, że ojciec jest
                kwestia tylko, ze jeszcze nie jest nim zainteresowany
            • anetina Re: czy w takim razie JA ROBIĘ ŹLE, że 24.06.08, 07:55
              oliwija napisała:

              >
              > anetina moze na ksieżycu mieszka i jedzie łodzkim mpk? hehe


              gdzie mieszka, to nie wiem
              ale na pewno nie w starym mieszkaniu
              a tym MPK na pewno jeżdzi smile
              kiedyś miał darmowe przejazdy big_grin



      • ja778 Re: czy w takim razie JA ROBIĘ ŹLE, że 04.07.08, 12:25
        Czytam wypowiedzi forumowiczek i przyznac musze, ze tak jak istnieje
        meska solidarnosc tak kobiety niestety tego nie doswiadczaja. Skoro
        znalazlysmy sie na tym forum to znaczy, ze cos nas laczy, laczy nas
        ta sama sytuacja, podobne problemy i podobne smutki. Dlaczego sie
        wiec obwiniamy?
        Podpisuje sie pod tym co napisala alabama8, ze o istnieniu ojca w
        zyciu dziecka i jego wplywie na zycie potomka najwiekszy wplyw
        powinien miec on sam. Natomiast u nas przyjelo sie, ze cokolwiek
        zlego sie dzieje to wina kobiety, bo to ona przykladowo wmawia
        dziecku, ze ojciec nie kocha, ze jest niedobry, ze odszedl. Kobiety
        nie wybieraja samotnego wychowywania dzieci, bo tak chca. To nic
        milego isc przez zycie samemu. Wybieraja taka droge, bo musza, bo
        tak wspanialy czlowiek jakim byl ojciec dziecka nagle okazuje sie
        niezlym draniem, ktory tylko potrafi nas o wszystko obwiniac i
        ranic. Za co? Za to, ze jestesmy naiwne i wierzymy ich obietnicom o
        wspanialej przyszlosci, ze wierzymy, ze nas kochaja?
        Takze to nie na nas powinien spoczywac obowiazek tlumaczenia
        dzieciom jakich to wspanialych ojcow maja. My jedynie nie powinnysmy
        oklamywac naszych dzieci i mowic im to, co sluszne. Bo prawda
        wczesniej czy pozniej wyjdzie na jaw i wtedy nasze dzieci moga miec
        do nas naprawde pretensje.
        Ojciec zawsze bedzie ojcem, a jakim to juz zalezy od niego samego.
        Wazne, zebysmy daly dziecku szczescie i byly wesolymi matkami.
    • agnieszka_i_dzieci Re: czy w takim razie JA ROBIĘ ŹLE, że 23.06.08, 14:00
      Ciężko powiedzieć - dobrze czy źle...
      Moi nie wiedzą,że maja "jakiegos ojca", ale przyjeli mojego Tomka jako tatusia.
      Ojca biol. nie znają,nie maja z nim kontaktu, nie pamiątają.
      Dowiedza sie od nas pewnie,że biologicznego ojca maja innego,ale kiedy... na
      ewno nie wczesniej niz za parę lat.
      Wszystko zależy od konkretnej sytuacji w rodzinie.
      • anetina Re: czy w takim razie JA ROBIĘ ŹLE, że 23.06.08, 14:12
        u mnie Mały wiedział, że M. nie jest jego tatą
        dopiero z czasem jako 3,5 latek poprosił, by mógł mówić tata, zamiast po imieniu
        • ds28 Re: czy w takim razie JA ROBIĘ ŹLE, że 23.06.08, 16:21
          witam.ja mam dwójke dzieci 5.5 i 4lata.Od 3 lat jestem z nimi sama.ojciec dzieci
          sie wcale nimi nie interesuje,nie odwiedza,nie płaci.Obecnie on jest ze swoja
          była dziewczyna z która ma 1 dziecko(ma ona 7 lat)i moje dzieci od samego
          początku jak sie wyprowadził(no synek troszke pozniej sie dowiedział miał wtedy
          1.5 r)wiedza ze ich tata mieszka z inna pania i ma tam dziecko.córka sama mówi
          ze ich tata nas nie kocha bo jakby kochał to by przychodził,zabierał na plac
          zabaw itd i ja temu wcale nie zaprzeczam uwazam ze moje dzieci sa mądre jak na
          swój wiek same rozumieja wszystko.szczerze to nawet nie pytaja o niego,synek to
          nawet go juz nie pamieta.a jak sie mijamy na ulicy z nim to przechodzi jakby nas
          nie znał.i ja nie uwazam bym coś źle robiła.
    • dynema Re: czy w takim razie JA ROBIĘ ŹLE, że 23.06.08, 16:08
      Madziulec funkcjonuje w systemie 0-1, wiec nie wyjasnisz ze jest cos
      pomiedzy:

      0: Codziennie godzinami rozmawiamy o ojcu ktorego nie ma,obstawiamy
      swieczkami jego zdjecie i razimy pradem wrednego dzieciaka za kazdym
      razem jak nie wspomni ojca w przeciagu godziny, mowimy ze ojciec
      umarl pelniac wolontariacka misje dla UNICEF ale wykrwawiajac sie na
      smierc myslal tylko o dziecku,ktore tak bardzo chcialby przytulic do
      stesknionego serca...chlip...chlip....

      a

      1: Robimy stos z rzeczy ojca i rozniecamy wielkie ognisko, w miejsce
      po palenisku karzemy dziecku codziennie pluc, lepic figurki z gliny
      i nakluwac szpilami, a pozniej wykonujemy dziecku lobotomie tak aby
      zapomnial o dawcy nasienia.

      Ojciec dziecka Martiny ma co najmniej 2 okazje w miesiacu aby usiasc
      z dzieckiem i wyjasnic kim jest ojciec,a tego widac nie robi. I to
      jest jego blad.

      Idac za teoria Madziulca mozna zrobic potworna krzywde dziecku, w
      sytuacji gdy bioojciec zjawia sie raz na miesiac tylko po to aby
      zwyzywac matke i dziecko, matka po spotkaniu rozmawia z dzieckiem: "
      Bo widzisz Twoj tatus kochany, tak bardzo nas kocha, jest taki
      cudowny i wspanialy" i w tym momencie dziecko dostaje jasny sygnal :
      moj ojciec wyzywa nas i jest super gosc, jak ja bede mial rodzine to
      tez bede ja terroryzowal i sie nad nia znecal, tez bede super gosc.
      CZYSTA PATOLOGIA.

      Jak ja sie teraz kuruje to moje dziecko jest pod opieka osoby ktora
      pilnuje go jak jest chory, czyta mu ksiazeczki na dobranoc, odwozi
      na zajecia, plywa na basenie i bardzo go kocha. No i sorry ale to co
      wlasnie napisalam jest definicja slowa TATUŚ.

      W takim przypadku jak moj ( bez kontaktu) dziecku nalezy wyjasnic
      wszystko tak jak jest to tlumaczone adoptusiom. Czyli jasnosc co do
      tego skad pochodzi, ale tez jasny przekaz ze teraz to jest jego
      rodzina, i to jest wlasnie mama i tata, gdzyz pelnia role mamy i
      taty. I tutaj obserwuje prawidlowe relacje miedzy ludzmi.

      W takich przypadkach jak Martiny, ojciec sam moze wyjasnic ze jest
      ojcem i ze mozna na niego liczyc, ale co on wyjasni dziecku jak nie
      spelnia nawet w najmniejszym zakresie roli ojca? Powie dziecku ze
      ojciec jest to taki pan co sie zjawia raz na miesiac i bawi sie z
      nia w paiskownicy? Polowa wujkow spelnia ten warunek......
      2 razy w miesiacu? Co to za odwiedziny? Nozki mu pourywalo biedakowi?
      • martina.15 Re: czy w takim razie JA ROBIĘ ŹLE, że 23.06.08, 17:27
        dynema, musze sie odniesc do Twojego postu smile

        madziulec, a co jesli naprawde stal sie dawca nasienia? jesli zostawil na
        poczatku ciazy wyrzekajac sie 4 lat spedzonych razem i wlasnego dziecka we mnie?
        jesli nie chcial nawet zobczyc jej w szpitalu, po urodzeniu? dla mnie to jego
        zachowanie to dopiero czyn niedozwolony (i naprawde czasami mam ochote go
        wykastrowac). a teraz co, trzeba sie plaszczyc?

        tak, sa tatusiowie ktorzy odwiedzaja i tez do do d..y. wiele razy pytalam sie
        go, dawalam aluzje niech sobie poczyta o rozwoju dziecka, o psychologii bo w
        takiej sytuacji latwo jest dziecku krzywde zrobic. on nie- przyklad-> ponizej,
        kiedy wymyslil ze kiedys Hani powie ze nie planowana, nie chciana, dlatego go z
        nami nie ma. ma calkowicie zerowy wklad w rozwoj corki (nnnooo 200 zl alimentow
        tez nie chodzi piechota, no nie? ;P), w psychiczny zdecydowanie.
        cieszy mnie to ze mam nadzor nad wizytami bo moge interweniowac, np kiedy wali
        tekst- Haniu, jak nie zjesz jogurcika to tatus cie nie bedzie lubil itd. i
        doslownie az sie boje co bedzie jak wizyty beda bez mojego czy mojej mamy
        udzialu i to jeszcze w jego domu gdzie jego matka gdy bylam w 4 mc zwyzywala
        mnie od suk, szmat i tym podobnych.

        tez wizyty sa raz w tygodniu po dwie godziny i slysze ze ja bede przywozic 100
        km w jedna strone dziecko bo on chce sie z nia zobaczyc. no wait a minute, to
        ona ma byc ciagana czy to on ma sie starac o spotkania? madziulec, ja wiem ze Ty
        to byc wysylala dziecko do Ameryki byle sie z ojcem widzialo, sorka, ja tego nie
        zrobie, tym bardziej ze kasy nie mam.

        umieja byc sytuacje ze umiawia sie na 16.30 (mloda spi ok 12.30-15.45) i dzwoni
        o 12 czy nie da rady juz teraz bo jemu sie juz skonczyly zajecia i chce jechac
        do domu. po mojej odmowie, bo sie kurka trzymam rutyny w zyciu mlodej, dostaje
        smsa- w takim razie to ja sie chce z Hania zobaczyc za dwa tygodnie.
        I JAKI Z NIEGO TROSKLIWY OJCIEC??? TATUS???
        mam takiego bronic? owszem, sprostowalam corke od razu na tym placu zabaw a ona
        i tak po chwili jakby wymazala cala wizyte z pamieci. w ogole gdy spotkania sie
        zaczynaja to ona sie chowa za mna, musi sie przyzwyczajac, mimo mowienia- tatus
        przyszedl do Ciebie Haneczko! a jutro wraca moja Polowka, pojutrze sie z Hania
        zobaczy- juz widze te piski radosci, to wolanie zeby posadzil na nocnik,
        siedzial przy stole, kapal, kladl ja spac... nie nazwe go, ani on sam sie nie
        nazwie tata Hani ale tak naprawde to on spelnia ta role.

        skonczylam ze soba, teraz do Anetiny:
        nie dziwie sie ze Twoj synek nie potrzebuje sluchac bajek o bioojcu. ma
        wspanialego czlowieka w domu. jak dla mnie to ze ma swiadomosc ze powstal od
        innego ojca mu wystarczy i nie ma co go poic szczegolami. gdy przegladacie
        albumy ze zdjeciami powinny sie tam znalezc zdjecia z bioojcem i powinnas
        wspomniec- a tu mama z tata. i przejsc do opisywania nastepnego zdjecia.
        najblizsi mi mezczyzni- okolorowiesnicy- moja Polowka i moj przyjaciel- to
        chlopcy wychowywani przez matki. Adam taty nie zna, nie mowi o nim bo nie ma o
        kim (czym?). moj Piotrek jest troche przez babcie przymuszany do kontaktu z
        ojcem, ale ten sie z nim spotyka np w samochodzie (nowa zona, 5 lat starsza od
        P. nie toleruje jego starszych dzieci) i to bardzo rzadko; na dzieci nie placil.
        mama, mimo ze wiele lat po rozwodzie, dalej czasami sie telepie na mysl o nim. i
        co? i Piotr jest niesamowity, kochany czlowiek. nie czuje sie pokrzywdzony. to
        tak na pocieszenie smile
        • madziulec Martina... 23.06.08, 19:54
          Dawno dawno temu po sieci krazyla taka informacja, ze faceci to prosci ludzie. I
          ze np dla faceta sliwka to owoc a nie kolor.
          Wiec wszelkie mowienie z aluzjami, ktore Ty, ja i miliony kobiet potrafia
          zrozumiec nie trafi a NIGDY do faceta. Do niego trezba prosto i jasno. I on nie
          rozumial dlaczego ma sobie czytac o rozwoju dziecka. Bo i dlaczego?
          Co do tekstow facetow.. Coz. Sama wiesz jak jest. Kazdy facet naprawde potrafi
          powiedziec cos nie na miejscu. Prawde mowiac napewno nie odkrylas tego dzis czy
          wczoraj prawda? Tak samo mysle, ze jak ja oszukiwalas sie, ze on sie zmieni,
          nieprawdaz? Mialas nadzieje, ze nie bedzie grubianski, ze bedzie normalny. A tu
          sie okazuje, ze teraz tym bardziej - zachowuje sie jak ostatni pajac.
          Bo jzu wcale nie musi udawac, nie ma powodu by udawac, ze jest inny.

          Co do sluchania o ojcu.. To nie jest tak, ze dzieci nie chca sluchac o swoich
          bliskich. Moj synek chce sluchac o ludziach z mojej rodziny, ktorych NIGDY nie
          widzial, nie znal.. Ale wie, ze istnieja, co wiecej mieszkaja okolo 1000 km
          stad. I chce wiedziec o nich, bo sobie o nich opowiadamy.
          Kwestia naprawde sposobu "sprzedania" opowiesci.
          I jesli rzeczywiscie masz podejscie do czlowieka na zasadzie "cos" to naprawde
          dszkoda mi troche Twojego dziecka...
        • anetina Re: czy w takim razie JA ROBIĘ ŹLE, że 24.06.08, 08:14
          martina.15 napisała:

          > nie dziwie sie ze Twoj synek nie potrzebuje sluchac bajek o bioojcu. ma
          > wspanialego czlowieka w domu. jak dla mnie to ze ma swiadomosc ze powstal od
          > innego ojca mu wystarczy i nie ma co go poic szczegolami. gdy przegladacie
          > albumy ze zdjeciami powinny sie tam znalezc zdjecia z bioojcem i powinnas
          > wspomniec- a tu mama z tata. i przejsc do opisywania nastepnego zdjecia.

          właśnie na tej podstawie moje dziecko "zostało uświadomione", że jest inny tata
          ale dla dziecka tak naprawdę nie ma znaczenia, że jest bioojciec
          dla neigo liczy się tata, obecny w życiu, czy to na codzień, czy chociaż 1-2
          razy w miesiacu, ale regularnie
          mój eks nie chciał być ojcem, błagać i płakać nie będę
          tym bardziej, ze Mały ma wokół siebie tylko kochających go ludzi i ma tatę,
          kt6óry za niego duszę i życie by oddał
          a bioojciec? olał sprawę i koniec
          bo tak było lepiej i prościej dla niego



      • madziulec Re: czy w takim razie JA ROBIĘ ŹLE, że 23.06.08, 19:44
        O wlasnie.
        Bioojciec..
        Kto funkcjonuje w systemie zerojedynkowym???

        Ja nie sugeruje wykreslania i nazywania obcego faceta ojcem. Bo dla mnie to
        nadal mimo calego nakladu pracy ten facet ojcem nie bedzie. Bo nie. Bedzie
        mozliwe, ze najlepszym opiekunem, przyjacielem. Ba, p.o. ojca. Ale nie ojcem.

        A pisanie "adoptus".. Wlasnie pomyslalam o mojej kolezance, ktora jest
        adoptowana i pomyslalam, jak ona by sie poczula, gdybys o niej tak powiedziala.


        Ale moze masz racje. Martina musi placic w naturze komus innemu, by ten ktos byl
        ojcem jej dziecka.. Smutne
        • anetina Re: czy w takim razie JA ROBIĘ ŹLE, że 24.06.08, 08:25
          madziulec napisała:

          > Ja nie sugeruje wykreslania i nazywania obcego faceta ojcem. Bo dla mnie to
          > nadal mimo calego nakladu pracy ten facet ojcem nie bedzie. Bo nie. Bedzie
          > mozliwe, ze najlepszym opiekunem, przyjacielem. Ba, p.o. ojca. Ale nie ojcem.


          i tu się dziwisz
          wygląda na to, ze nie poznałaś, kim jest prawdziwy tata? nie miałaś?

          mój M. nie jest ojcem
          ale jest tatą, naukochańszym tatą według słów dziecka

          i szczerze -ja mam super tatę i M. jest identyczny w stosunku do dziecka, jak
          mój tato do mnie

          i wręcz przeciwnie - mam przykłady obok - taki tatuś, czy to ojczym czy już
          prawnie tata - jest niekiedy o wiele lepszy o tych bioojców, którym się wydaje,
          że jak zobaczą raz na rok dziecko i jak z łaską przeleją 200 zł alimentów, to to
          już można nazwać ojcostwem

          mylisz się
          tatą jest ten, który jest na co dzień z dzieckiem
          który jest przyjacielem, powiernikiem malucha
          tata - to ktoś, do kogo polecisz, by powiedzieć tajemnicę, skargę
          ktoś, kto cie nie skrzywdzi nigdy
          ktoś, dla kogo jesteś całym światem
          ktoś, który by życie oddał za twe szczęście

          wiem, co oznacza mieć tatę, najukochańszego tatę
          i mój syn ma identycznego - którego praktycznie sam wybrał i sam tak nazywa

          dla mojego dziecka nie liczy ten jego pan tata, bo jak sam twierdzi, on go nie
          zna i on ma już tatę
          nie chce innego
          za 10 lat moze stwierdzi, ze chce poznać - ok, zawieziemy go tam szukać jego ojca



          > Ale moze masz racje. Martina musi placic w naturze komus innemu, by ten ktos by
          > l
          > ojcem jej dziecka.. Smutne

          Madziulec - zostałąś skrzywdzona przez los
          a moze przechodzisz już menopauzę?
          widzisz nie wszystko jest związane z seksem

          czyli wyglądało by na to, ze ja tez płącę w naturze swojemu mężowi?
          hihihihi
          tylko ciekawe, dlaczego dziecko chciało, by M. był jego tatą już wcześniej?

          oj, starzejesz się dziewczyno
          kompleksy już masz
        • erollekk Re: czy w takim razie JA ROBIĘ ŹLE, że 24.06.08, 18:20
        • erollekk Re: czy w takim razie JA ROBIĘ ŹLE, że 24.06.08, 18:22
          madziulec napisała
          Martina musi placic w naturze komus innemu, by ten ktos był ojcem jej dziecka.. Smutne


          Madziulec ten tekst jest poniżej kobiecej godności. Wstydź się!
          • martina.15 Re: czy w takim razie JA ROBIĘ ŹLE, że 26.06.08, 15:23
            hmm a ty w ogole wiesz co piszesz, bo jakos drugiego ojca mojej corki nigdzie
            nie widze... a ty tak? ciekawe... doslownie chyba zazdroscisz ze jestesmy, ja i
            corka, totalnie szczesliwe bo jest ktos ze mna, i to naprawde wartosciowy.


            ehh madziulec ja myslalam ze jestes partnerem do dyskusji- pokazalas ze trzeba
            do ciebie jak do rozhisteryzowanego dziecka- zignorowac.
    • martina.15 to poradzcie mi jeszcze 23.06.08, 16:59
      ja i moja Polowka juz wiele razy rozmawialismy z psychologami, pedagogami o tej
      sytuacji. wiem ze dziecka buntowac nie mozna, wiem ze powinien ojciec byc
      nazywany ojcem, tata (przynajmniej przez nas co wlasnie pokazala corka).

      No i mam problem- wiem ze never ever, za zadne skarby nie moge Hani powiedziec,
      zdradzic ze byly odszedl tylko i wylacznie przez to ze zaszlam w ciaze, odszedl
      przez Hanie i jej nie kochal (sorry sam powiedzial ze zaczal kochac kiedy poznal
      wyniki badan DNA, dla mnie to po prostu tragedia zyciowa- wspolczuje corce)

      To jak mam jej odpowiedziec kiedy sie zapyta dlaczego ja nie jestem z "tata"?
      co, ze sie dogadac nie moglismy? tak bardzo nie mam zamiaru jej oczerniac ze
      ostatnio majac wizje takiej rozmowy w glowie malo brakowalo zebym nie oczernila
      samej siebie.
      no i co teraz? "tatus nie chcial byc z nami Haneczko" "tatus przestal mamusie
      kochac" "tatus mowil ze kocha ale..." no po prostu kazdy taki tekst jest tragiczny

      a kiedys z bylym ruszylam ten temat i on sobie wymyslil wlasnie jeden z takich
      tekstow- bo nie byla planowana to...

      no, doradz madziulec. co powiedziec, oczernic siebie czy jego bo na razie
      zlotego srodka nie widze.
      • madziulec Re: to poradzcie mi jeszcze 23.06.08, 19:47
        Martina, przepraszam Cie. Jesli zaczal kochac corke jak poznal wyniki DNA to ja
        corce Twojej tez wspolczuje.
        Bo rzeczywiscie nie mogliscie nigdy byc razem. Bo on z zalozenia nie mial
        zaufania do Ciebie.

        Problem, ze dziecko powstaje z woli obu osob.
        I tu pytanie - jak rzeczywiscie dziecko powstalo. Czy na dyskotece, czy .. po
        dlugim zwiazku.. Bo to bardzo zmienia postac rzeczy i mozliwosc manewru tlumaczenia.
      • chalsia Re: to poradzcie mi jeszcze 23.06.08, 23:26
        > no, doradz madziulec. co powiedziec, oczernic siebie czy jego bo
        na razie
        > zlotego srodka nie widze.

        dzizas, czy to tak trudno ?
        Wystarczy powiedzieć, że nie mogliście się dogadać, że wasze
        spojrzenie na życie/cele/sposób na życie okazały się na tyle rózne,
        ze nie dało się razem być.
        To przeciez nikogo nie oczernia (i nie jest też całkowitym
        kłamstwem)
        • oliwija Re: to poradzcie mi jeszcze 24.06.08, 07:13
          chalsia napisała:

          > > no, doradz madziulec. co powiedziec, oczernic siebie czy jego bo
          > na razie
          > > zlotego srodka nie widze.
          >
          > dzizas, czy to tak trudno ?
          > Wystarczy powiedzieć, że nie mogliście się dogadać, że wasze
          > spojrzenie na życie/cele/sposób na życie okazały się na tyle
          rózne,
          > ze nie dało się razem być.
          > To przeciez nikogo nie oczernia (i nie jest też całkowitym
          > kłamstwem)
          swięta racja. Tylko trzeba to zrobic w sposób odpowiedni do wieku
          dziecka. Na pewno dziecku ,które ma 2 latka nie powie sie
          sie ... "wiesz córeczko tówj tatus to dziwkasz lubil p.. sie z
          innymi kobiotami... wolał to niz mieszkanie z nami.... wolał
          chodzic na piwko do kolegów...." trzeba wiedze na temat rozstania
          rodzicow przekazac tak zeby dla dziecka byłoto w maire naturalne...
          ( jeżlei wogóle moze byc to naturalne). na pewno nie wolno dziecka
          wprowadzac w sprawy rodzców.. po co?
          • madziulec Re: to poradzcie mi jeszcze 24.06.08, 07:46
            A moze matka latala za facetami? Bo skoro przekonalo ojca dopiero badanie DNA to
            kurza twarz nie jest to takie bezpodstawne???
            I co wtedy?? Popatrzec na dziecko i powiedziec: wiesz malenstwo.. mamusia bardzo
            Cie kocha i chciala Ci powiedziec, ze byla taka impreza ze i tak powinienes sie
            cieszyc, ze nei szczekasz? Tak jak bylo w tym pseudo-dowcipie??

            Oliwija, jak Ty cos powiesz to mam naprawde watpliwosci, czy Ty nadawalas sie na
            nauczycielke. Masz ZERO podejscia do dzieci.
            • martina.15 Re: to poradzcie mi jeszcze 24.06.08, 16:08
              madziulec nie w.....j mnie. bylam 4 lata z tym czlowiekiem i z badaniami
              chodzilo tylko o to zeby uciec od odpowiedzialnosci, zeby tak wlasnie- mnie
              oczernic a siebie wybielic wsrod innych bo latka ze zostawil dziewczyne w ciazy
              nie byla mu na reke. moze i dlatego ze byl za mlody na ojcostwo, moze dlatego ze
              byl pod wplywem swojej matki- nie bede wnikac. ja mialam dwa lata mniej i jakos
              podnioslam glowe do gory.
              chcesz mi udowodnic ze ja dziwka bylam i to zmienia postac rzeczy bo
              rzeczywiscie to nie chodzi ze on mnie zostawil a to ze ja taka bylam? coz,
              mylisz sie. ani na dyskoteki nie chodzilam, ani sie nie puszczalam na lewo i
              prawo. ba, ten czlowiek wtedy i jeszcze sporo czasu po urodzeniu corki byl moim
              jedynym mezczyzna. fajnie, nie?


              ten facet byl dla mnie calym swiatem tyle czasu, bylam totalnie zakochana, dlugo
              cierpialam po tym jak mnie zostawil... powoli potem docieralo do mnie jak malo
              mial wobec mnie szacunku i ze dobrze ze nie jestesmy razem. ale poszlam z nim do
              lozka z milosci, totalnej, oddanej, pierwszej milosci, po kilku latach zwiazku.
              to moge corce przekazac, fakt.

              no ale moment, moment, to jednak mam troche oklamac, ze sie nie zgadzalismy czy
              cos? bo u mnie wlasciwie wygladalo to tak ze pewnego dnia on do mnie nie
              przyszedl jak co dzien a po ktorejs tam probie dodzwonienia sie do niego odebral
              powiedzial ze nie wie czy mnie kocha i czy to jego dziecko i... zniknal z
              naszego zycia. nastepne spotkanie w sadzie po narodzinach Hani. to jednak
              probowac wylagodzic, tak?


              madziulec, jeszcze ps. a tymi aluzjami co do czytania o rozwoju. mowilam mu
              wprost zeby czytal to i owo i po co to. to byly silne aluzje.
              • chalsia Re: to poradzcie mi jeszcze 24.06.08, 16:34
                > no ale moment, moment, to jednak mam troche oklamac, ze sie nie zgadzalismy czy
                > cos? bo u mnie wlasciwie wygladalo to tak ze pewnego dnia on do mnie nie
                > przyszedl jak co dzien a po ktorejs tam probie dodzwonienia sie do niego odebra
                > l
                > powiedzial ze nie wie czy mnie kocha i czy to jego dziecko i... zniknal z
                > naszego zycia. nastepne spotkanie w sadzie po narodzinach Hani. to jednak
                > probowac wylagodzic, tak?

                w takiej sytuacji nie jest kłamstwem stwierdzenie, że mieliście inne podejście
                do życia i inne prorytety i że były one na tyle rózne (Ty - rodzina, on - zycie
                wolnego ptaka), że nie dało rady ich pogodzić i się dogadać.
            • oliwija Re: to poradzcie mi jeszcze 24.06.08, 19:43
              madziulec napisała:

              > A moze matka latala za facetami? Bo skoro przekonalo ojca dopiero
              badanie DNA t
              > o
              > kurza twarz nie jest to takie bezpodstawne???
              > I co wtedy?? Popatrzec na dziecko i powiedziec: wiesz malenstwo..
              mamusia bardz
              > o
              > Cie kocha i chciala Ci powiedziec, ze byla taka impreza ze i tak
              powinienes sie
              > cieszyc, ze nei szczekasz? Tak jak bylo w tym pseudo-dowcipie??
              >
              > Oliwija, jak Ty cos powiesz to mam naprawde watpliwosci, czy Ty
              nadawalas sie n
              > a
              > nauczycielke. Masz ZERO podejscia do dzieci.
              tak ci sie wydaje. tu jestem matka a nie nauczycielem. w szkole z
              dziecmi pracuej sie inaczej niz ze swoim dzieckiem. różnica polega
              na tym ze do cieci w szkole trzeba podchodzic z dystansem nie jak do
              własnego... nie mozesz przymknąc ani razu oka na to ze ktos raz nie
              ma pracy domowej to mu darujesz.... bo robi sie kocioł.
      • anetina Re: to poradzcie mi jeszcze 24.06.08, 08:27
        ja powiedziałam dziecku, ze ten tata zrobił niedobrą rzecz
        dziecko w tym momencie już wie, jaką
        i dlatego musiał odejść

        nie mówiłam, że przestaliśmy sie kochać
        • virtual_moth Re: to poradzcie mi jeszcze 24.06.08, 13:15
          anetina napisała:

          > ja powiedziałam dziecku, ze ten tata zrobił niedobrą rzecz
          > dziecko w tym momencie już wie, jaką
          > i dlatego musiał odejść
          >
          > nie mówiłam, że przestaliśmy sie kochać

          Ja mam podobną do Twojej sytuację (oprócz tego, że nie ma "drugiego" ojca) i postapilam dokładnie odwrotnie. To znaczy powiedziałam dziecku, że rodzicie przestali się kochać, nie chcieli juz ze sobą mieszkać i teraz mieszkamy osobno. Nic nie wspominałam "niedobrych rzeczach", które zrobił tatus. Dodałam, ze rodzice czasem przestają się kochać, ale ja ją będę kochac zawsze i zawsze przy niej będę.
          Oczywiście teraz czekam na pytanie "czy to znaczy ze tatus przestał mnie kochac", ale jak na razie tego pytania nie było. Jak będzie to odpowiem, ze nie wiem.

          Nie rozumiem Cię Anetina zupełnie. Tak jak Chalsia napisała wałkujesz ten temat od x lat, zawsze to samo, powtarzasz sie praktycznie w kazdym poscie i DO NICZEGO to nie prowadzi. Ja nie widze powodów do tego, abys miała miec z tym jakis wiekszy problem, zwłaszcza ze wyszlas drugi raz szczesliwie za maz, ale Ciebie widocznie cos ciagle wewnetrznie gryzie, skoro tak często otym piszesz. Chcesz się utwierdzic w przekonaniu, ze z Tobą wszystko OK? Nie wiem. Nie masz wrażenia w takim razie, ze to nic nie daje?

          Pomysl o tym co pisze Chalsia. Ja osobiscie mam wrazenie, ze mimo pozytywnego wydzwieku Twoich postów, mimo znalezienia ojczyma dla dziecka i sielanki Ty nadal nie mozesz sie pogodzic z draństwem, jakie zaprezentował bio odwracając się całkowicie od dziecka. Jesli tak, to masz rację, praktycznie kazda z nas ma z tym problem. Jednak bardzo pomaga uzmysłowienie sobie, ze ten problem się ma...
          • anetina Re: to poradzcie mi jeszcze 25.06.08, 07:57
            virtual_moth napisała:

            > Pomysl o tym co pisze Chalsia. Ja osobiscie mam wrazenie, ze mimo pozytywnego w
            > ydzwieku Twoich postów, mimo znalezienia ojczyma dla dziecka i sielanki Ty nada
            > l nie mozesz sie pogodzic z draństwem, jakie zaprezentował bio odwracając się c
            > ałkowicie od dziecka. Jesli tak, to masz rację, praktycznie kazda z nas ma z ty
            > m problem. Jednak bardzo pomaga uzmysłowienie sobie, ze ten problem się ma...
            >
            >

            Chalsia ma rację
            zgodzę się z tym

            ale kwestia, ze już nie raz dostałam opinię - i żeby nie skłamać, coś mi się
            znowu i Chalsia kojarzy (ale bez obrazy, może źle mi się kojarzy), że powinnam
            walczyć, by ojciec miał kontakty z dzieckiem

            wy ganiacie za alimentami, za kontaktem ojca z dzieckiem
            ja nie - też miałam napisane, że źle
            ale akurat to moje życie - ale kwestia forum jest po to, by wypowiadały sie
            dziewczyny z różnymi doświadczeniami, z różnymi eksami i ich sposobem patrzenia
            na dziecko

            stad moje pytania w tym wątku

            jednak gdy podejme decyzję, co dalej, przestanę was zamęczać smile
            • virtual_moth Re: to poradzcie mi jeszcze 25.06.08, 08:52
              anetina napisała:

              > już nie raz dostałam opinię (...), że powinnam
              > walczyć, by ojciec miał kontakty z dzieckiem

              Bzdura do kwadratu. Nikt przy zdrowych zmyslach nie wyglaszalby takiej opinii w stosunku do matki dziecka, ktore ojciec olal na calej linii. Ja NIGDY nie spotkalam sie z taka opinia w moim kierunku ,to absurdalne.
              Mam wrazenie, ze szukasz problemu tam gdzie go nie ma, oddalasz sie od meritum sprawy, aby przypadkiem sie nie okazalo, ze cos robisz źle. Stąg gdy mowa o pokazywaniu dziecku "korzeni", uswiadamianiu skad pochodzi, umiejętnosci przekazwania neutralnych info o bilogicznym. Ty od razu gadasz o tym, ze nie zamierzasz walczyc o kontakty ojca z dziekciem, o alimenty. Nikt tego nie sugeruje, a odnosnie alimentów byl nawet watek, w ktorym forumki doszly do wniosku, ze w pewnych wypadkach decyzja powinna nalezec tylko do matki.

              Nikt nie pisze, ze zle robisz nie ganiajac za ojcem i nie zadajac alimentów. Obudz sie. Mowa jest o czyms zupelnie innym.

              Konkrety - sztuka jest takie mowienie o ojcu, by nie przekazywac o nim negatywnych info i jednoczesnie byc jak najblizej prawdy. Piszesz, ze dziecko w ogole nie jest zainteresowane tym info. Odpowiedz sobie na pytanie (chodz wiem, ze to trudne), czy to moze przypadkiem nie jest wywolane Twoja postawa, obawa przed pozniejasza ocena. Moze obwiniasz sie o to, ze "pozbawilas" ojca wladzy, moze gdybys dala mu szanse sprawy potoczylyby sie inaczej. Ja nie mowie, ze zle zrobilas, ze w ogole ponosisz jakas odpowiedzialnosc, ale moze siedzi to w tobie gdzies gleboko. Bardzo niepokojace jest to co napisalas "tata zrobil cos zle i musial odejsc" oraz ze dziecko mysli o biologicznym "pan tata". Imho cos tu nie halo, ale to ty musisz sobie odpowiedziec na to pytanie, bo ja znam relacje tylko z twoich opisów na forum.
              Wiesz, moje dziecko pyta o ojca srednio kilka razy na tydzien, mimo ze nie widziala go od 3 lat, a ma tylko 5. Pamieta jak ojciec bawil sie z nia pilka 3 lata temu. To dla mnie naprawde zadziwiajace - ona kompletnie go nie zna, bardzo slabo pamieta, a laknie informacji jak kania dzdzu. Co ciekawe takich samych informacji zada na temat ciotki, o ktorej rozmawiamy w domu, a ktorej nie widziala w zyciu. To samo o dziadku, ktorego widziala raz 3 lata temu. Takze o zmarlym dziadku, potrafi sie rozplakac gdy sobie pomysli, ze nigdy go nie widziala. Na podstawie tych moich obserwacji dochodze do wniosku, ze dla dziecka jest szalenie wazne, aby poznalo korzenie. Tu nie chodzi o pragnienie dziecka do posiadania pelnej rodziny z biologiocznym, czy w ogole posiadanie jakiegokoliwek tatusia na stanie, tylko o informacje, historie itd. Male dziecko poczatkowo traktuje nieobecnosc ojca bio w domu jako cos naturalnego. Nie przezylo innej sytuacji, lub slabo pamieta, wiec poczucie straty jest male, ale NADL I MIMO TO dziecko potrzebuje informacji o czlonkach rodziny, nawet tych, ktorych nie widuje.
              • anetina Re: to poradzcie mi jeszcze 02.07.08, 08:58
                wychodzi więc na to, ze moje dziecko inaczej odczuwa brak ojca przy sobie
                nie pyta, nie tęskni
                sam sobie nazwał, ze ma tatę M. i pana tatę
                nie pyta o tamtego, jaki był, co robi
                nie jest to temat tabu u nas, gdyby było - byłaby cisza na ten temat
                Mały ma jeszcze książeczki, zabawki, które jeszcze są z czasów eksa, nie
                interesuje go, że to ma od taty
                dla niego tata jest jeden, którego jak sam mówi - że sam wybrał i kocha

                a ja rzeczywiście jeszcze jakoś wewnętrznie nie do konca się pogodziłąm z
                brakiem tamtego w życiu dziecka
                gdybym źle o nim myślała, pozwoliłąbym adoptować Małego przez M.
                w ten sposób "zamknęłabym" tamten rozdział życia
                ale ... nie wiem, mam wahania

                tydzień temu byliśmy w mieście eksa, pokazałam Małemu, gdzie mieszkał (bo nie
                wiem, czy mieszka nadal) jego tata
                Mały spojrzał tylko, spytałam się, czy chciałby tam wejść - powiedział, ze nie chce

                jakoś moje dziecko póki co nie pyta, nie tęskni
                czy mam być o to zła?
                widocznie wystarczy mu bliskich i kochających go osób wokół siebie, ze nie
                tęskni za kimś, kogo nie zna
            • chalsia Re: to poradzcie mi jeszcze 25.06.08, 14:03

              > ale kwestia, ze już nie raz dostałam opinię - i żeby nie skłamać,
              coś mi się
              > znowu i Chalsia kojarzy (ale bez obrazy, może źle mi się
              kojarzy), że powinnam
              > walczyć, by ojciec miał kontakty z dzieckiem

              na pewno nie ode mnie
          • pelagaa Re: to poradzcie mi jeszcze 25.06.08, 09:19
            > Ja osobiscie mam wrazenie, ze mimo pozytywnego wydzwieku Twoich
            > postów, mimo znalezienia ojczyma dla dziecka i sielanki Ty nadal
            > nie mozesz sie pogodzic z draństwem, jakie zaprezentował bio
            > odwracając się całkowicie od dziecka. Jesli tak, to masz rację,
            > praktycznie kazda z nas ma z tym problem. Jednak bardzo pomaga
            > uzmysłowienie sobie, ze ten problem się ma...

            Mi nie pomaga takie uzmyslowienie. Mam tez z tym problem i nie umiem
            sobie z wieloma emocjami poradzic.

            Jednak mam wrazenie, ze anetina ma inny problem, a mianowicie
            problem, ze inni oceniaja zle jej podejscia. A to akurat powinna
            czniac. Bo jakiez znaczenie ma opinia madziulca, czy kogos innego na
            forum. W zyciu trzeba podejmowac swoje decyzje i byc w porzadku w
            swoim odczuciu. Ja osobiscie nie obwiniam sie za brak kontaktow bio
            z moim synem. Bylam w tym temacie dobra exiara i matka. I tyle. Mam
            w nosie, czy ktos stwierdzi, ze to zle, ze ojciec wymazal sie z
            zycia dziecka i ze dziecko za to kiedys mnie wymaze, bo to bzdura.
            Nie pokazuje zdjec, nie robie wieczorow wspominkowych, nie robie od
            lat juz z exa najbardziej zapracowanego czlowieka na kuli ziemskiej,
            nie tlumacze, ze kocha. Nie prowokuje rozmow o ojcu, jesli dziecko
            ich nie zainicjuje, bo uwazam, ze to niepotrzebne rozdrpaywanie ran
            dziecka porzuconego przez ojca. Pozawalam sobie na rozne pytania
            dziecka odpowiadac zdecydowanie odwazniej niz kiedys, bez
            wybielania, choc i bez oczerniania bioojca.
            Ale z dranstwem, jakim jest olanie wlasnego dziecka NIGDY nie bede
            umiala sie pogodzic. I to we mnie tkwi i czasem sie wylewa.
            I WIEM, ze moj syn bedzie kiedys szukal ojca, wiem tez, ze to bedzie
            dla niego bardzo przykre doswiadczenie. Nic na to nie poradze.

            I nie ma tu znaczenia fakt ile czasu znalam sie z exem, czy bylam
            wczesniej dziewica, czy sie puszczalam co noc z innym. Dziecko
            zostalo splodzone. Przez DWIE osoby, jesli nikt nikogo nie zgwalcil,
            to rozumiem, ze swiadome konsekwencji plynacych z seksu. Za zycie
            dziecka odpowiedzialni sa OBOJE rodzice, niezaleznie od tego, czy to
            byl wieloletni zwiazek, czy przygodny seks i nie przestanie mnie
            oslabiac zrzucanie odpowiedzialnosci CALEJ na kobiete, nawet przez
            same kobiety. Ojciec tez ma OBOWIAZKI wobec dziecka i to nie sa
            tylko alimenty, to rowniez obowiazek wychowania dziecka.
            • oliwija Re: to poradzcie mi jeszcze 25.06.08, 15:12
              pelagaa napisała:

              >>
              > Mi nie pomaga takie uzmyslowienie. Mam tez z tym problem i nie
              umiem
              > sobie z wieloma emocjami poradzic.

              własnie. były zwiazek to były zwiazek., wtedy były emocje typu ilove
              u. teraz moze nie ma nienawisci ale zadra pozostał. moze nie ta ze
              on nas zostawil czy zoistał wywalony... tyllko z enie ma go w życiu
              dziecko bo on tego nie chce...



              >
              > Jednak mam wrazenie, ze anetina ma inny problem, a mianowicie
              > problem, ze inni oceniaja zle jej podejscia.

              no ja akurat anetiny żle nie oceniam. tak sie sklada ze znam ja
              osobiście. i daleko mi do tego aby powiedziec że żle robi.
              A to akurat powinna o.Owszem są osob y, które od rzu zakladaja ze
              wiele z nas to złe kobiety,,,,,,


              > Bo jakiez znaczenie ma opinia madziulca, czy kogos innego na
              > forum.

              dla niektórych ma... czesto sdostaje emaile z tekstem a madziulec
              to powiedziala.... że


              czyli jednak gro z nas was sie jednak nią sugeruje

              >W zyciu trzeba podejmowac swoje decyzje i byc w porzadku w
              > swoim odczuciu.

              no na tym polega zcycie. co z tego ze ja powiem ze dziecko powinno
              sie prac zawsze gdy bedzie chociaz troche niesforne.... bedziecie
              praly też? nie... bo to moje podejście do wychowania dziecka...... (
              na marginesie moje jest inne ale podalm taki drastyczny przyklad)


              >Ja osobiscie nie obwiniam sie za brak kontaktow bio
              > z moim synem. Bylam w tym temacie dobra exiara i matka. I tyle.
              Mam
              > w nosie, czy ktos stwierdzi, ze to zle, ze ojciec wymazal sie z
              > zycia dziecka i ze dziecko za to kiedys mnie wymaze, bo to bzdura.


              no ja tez ma to w nsie . nie chial pierwszego dziecka , drugie tem
              ma w d..... . dzieci kiedys mu za to odpowiednio podziekuja.


              > Nie pokazuje zdjec, nie robie wieczorow wspominkowych, nie robie
              od
              > lat juz z exa najbardziej zapracowanego czlowieka na kuli
              ziemskiej,
              > nie tlumacze, ze kocha.

              u mnie zdjęcia sa ogólno dostepne. mloda pamięt ajak wyglądał.
              biotata ale ... powiedzila ze nigdy by z nim nie poszla bezemnie bo
              sie go boi? dlaczego? bo go nie zna...


              >Nie prowokuje rozmow o ojcu, jesli dziecko
              > ich nie zainicjuje, bo uwazam, ze to niepotrzebne rozdrpaywanie
              ran
              > dziecka porzuconego przez ojca. Pozawalam sobie na rozne pytania
              > dziecka odpowiadac zdecydowanie odwazniej niz kiedys, bez
              > wybielania, choc i bez oczerniania bioojca.
              > Ale z dranstwem, jakim jest olanie wlasnego dziecka NIGDY nie bede
              > umiala sie pogodzic. I to we mnie tkwi i czasem sie wylewa.


              własnie . ja tez nie pogodze sie z faktem ze buotatus fruwa z
              kwiatka na kwiatek i nic mu nie jest. nikt go nie moze udupic bo jak
              dochodzi co do czego to jemu sie zawsze udaje......


              >> I nie ma tu znaczenia fakt ile czasu znalam sie z exem, czy bylam
              > wczesniej dziewica, czy sie puszczalam co noc z innym. Dziecko
              > zostalo splodzone. Przez DWIE osoby, jesli nikt nikogo nie
              zgwalcil,
              > to rozumiem, ze swiadome konsekwencji plynacych z seksu. Za zycie
              > dziecka odpowiedzialni sa OBOJE rodzice, niezaleznie od tego, czy
              to
              > byl wieloletni zwiazek, czy przygodny seks i nie przestanie mnie
              > oslabiac zrzucanie odpowiedzialnosci CALEJ na kobiete, nawet przez
              > same kobiety. Ojciec tez ma OBOWIAZKI wobec dziecka i to nie sa
              > tylko alimenty, to rowniez obowiazek wychowania dziecka.
              >


              własnie pękne . słowa. dziecko to dziło dwóch osob. żadna z nas sama
              nie zrobila sobie dziecka. chociaz kto wie czy nie lepiej by bylo od
              początku sammu odpoiadac za dziecko. wtedy przynajmniej genetycznie
              nie bylo by obciążone. przynajmnjiej w niektórych przypadkach.

              aha pozdrawiam nowa ex moejgo exa. Kasiu całuski. Wszytsko będzie
              dobbrze.
            • kas.iek Re: to poradzcie mi jeszcze 26.06.08, 20:12

              > Ale z dranstwem, jakim jest olanie wlasnego dziecka NIGDY nie bede
              > umiala sie pogodzic. I to we mnie tkwi i czasem sie wylewa.
              > I WIEM, ze moj syn bedzie kiedys szukal ojca, wiem tez, ze to bedzie
              > dla niego bardzo przykre doswiadczenie. Nic na to nie poradze.
              >

              podpisuję się pod tym co napisałaś

              od siebie dodam, że jeżeli ojca nie ma w życiu dziecka to nawet najbardziej szczere chęci w niczym nie pomogą.
              Moje małe jeszcze dziecko wie co to "tata" obserwując rodziny z naszego otoczenia.
              Gdy powiedziałam jej ostatnio, że ona też ma tatę
              usłyszałam w odpowiedzi, że NIE, ona przecież ma mamę...
              • anetina Re: to poradzcie mi jeszcze 02.07.08, 09:06
                kas.iek napisała:

                > Gdy powiedziałam jej ostatnio, że ona też ma tatę
                > usłyszałam w odpowiedzi, że NIE, ona przecież ma mamę...

                mój Mały jako gdzieś 1,l5 roczny "tłumaczył" dziecku obok w piaskownicy, ze on
                ma mamę
                dziecko "mówiło", ze tam tata
                a Mały ciągle tam mama

                nie załapywał, ze jest tata, chociaz słyszał, ze ja mówi tata do jego dziadka -
                momentami Mały tez tak mówił - zamiast dziadzia to tata
            • anetina Re: to poradzcie mi jeszcze 02.07.08, 09:03
              coś w tym jest Pelaga
              równiez własnie nie mogę sobie darować, że wybrałam takiego ojca dla dziecka,
              który wolął się odsunać z naszego z.ycia
              wolałavbym, zeby był chociaż raz w miesiacu, pokazał się, miał dobry wpływ na
              dziecko
              jednak tak nie mam
              ale również nie mam problemów z eksem - wiec jest niby bardzo duży plus

              wiem też, że jak Mały stwierdzi, ze będzie chciał poznać ojca, ja mu pomogę go
              odnaleźć
              wiem też, że z ciężkim sercem, ale i M. pomoze - on się czuje tatą, on jest na
              coedzień - wiec pewnie też dlatego dziecko póki co nie chce się pytać o tamtego
    • mareike Madziulec!!!!! 24.06.08, 20:02
      MADZIULEC!!! to jakieś brednie ! oni sie sami skreślają! są
      szczęśliwi ze nie musza ponosić odpowiedzialności! co za chore
      myślenie naczytałaś się dziewczyno poradników! chciałabym żeby
      ojciec mojego dziecka interesował się nim choć odrobinę... od dwóch
      lat nie widział dziecka ba! nie zapytał! wysyłałam zdjęcia życzenia
      na dzień ojca było i zdjęcie w pokoju tylko po co? skoro sie nigdy
      od naszego rozsatnia nie pojawił, często oglądamy zdjęcia kiedy była
      malutka i tato ja bardzo kochał...i mówię ze to tata, ona też to wie
      ale po co gadać dziecku w kółko o kimś kogo zwyczajnie nie ma!!!!

      ON skreślił się z listy ojców!! sam! potraktował człowieka jakby go
      w ogóle nie było!

      czasem takie bzdury sie wypisuje na tym forum że szkoda gadać i tak
      myślę że mam dość spraw na codzień i zamiast znaleźć tu pociechę
      doznaje głównie irytacji i rozcarowania!!!

      • oliwija mareike 24.06.08, 21:57
        masz racje. niektóre osoby wypisja tu takie brednie że szok. ma sie
        wrażenie ze sa szcześliwymi matkami żonami i Bóg jeszcze wie kim
        są. udzielaj rad tak jak bynigdy w dnaej sytuacji sie nie znalazły.
        pouczaja , dobijaja...... eh dlatego lepiej nie brac tu na tym
        forum tych rad na poważnei... jeśli chcesz powiem ci gdzie jest ok
        gdzie nikt sie z ciebnie nie śmieje nie drwi ... daj znam=c na priva.
    • mafema Re: czy w takim razie JA ROBIĘ ŹLE, że 27.06.08, 10:52
      Robisz dobrze, Anetina.
      Jesteś fajną, łagodną kobitką, dobrą kochającą mamą.
      Moim zdaniem Madziulec ma zaś ten problem, że nie pogodziła się
      jeszcze z rozstaniem z ojcem swojego dziecka, jest sfrustrowana, a
      swoje tęsknoty za eks-em wbija do głowy dziecku. Gdzieś tam kiedyś
      kłóciłam się z nią o to, że okłamuje swojego synka i na wyrost,
      sztucznie (zdjęcia,opowiadanie,że tatuś kocha,ale...) podsyca
      nieadekwatne do sytuacji zainteresowanie dziecka ojcem. Ona robi to
      tak:
      forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=571&w=53088209&a=53335568
      • anetina Re: czy w takim razie JA ROBIĘ ŹLE, że 02.07.08, 09:09
        tak, dziecko ma dzwonić, pisać listy, mówić dobrze o ojcu
        a ojciec - nie ma takiego obowiazku

        to ilu letnie dziecku już to załapie? już chyba madry 5latek poczuje, ze
        dlaczego on ma pamiętać o uroczystościach ojca, jeśli ojciec nie kwapi się do
        niego nawet z lizakiem
    • alina66 Re: czy w takim razie JA ROBIĘ ŹLE, że 04.07.08, 12:53
      Myślę, że każda sytuacja jest inna, i jak w każdej sprawie wszyscy
      mają trochę racji.
      Mogę napisać tylko o sobie- byłam takim dzieckiem (dużo starszym niż
      Wasze dzieci), moi rodzice się rozwiedli, byłam przekonana, że mój
      ojciec to potwór a matka to anioł (matka stale i namiętnie
      opowiadała mi o tym, jaką ojciec zrobił jej krzywdę, ze szczegółami
      i wielokrotnie). Jak ona się poświęcała....
      Wiele lat nie mialam kontaktu z potworem. Jak nawiązałam tenże
      kontakt, to matka się śmiertelnie obraziła.
      Teraz jestem po czterdziestce, mam doroslego syna, z perspektywy
      własnych doświadczeń, opowiadań i oceny sytuacji uważam, że ani
      potwór nie był potworem ani anioł aniołem. Uważam, że matka
      manipulowała mną w perfidny sposób i mam z nią bardzo złe kontakty,
      o niebo lepsze mam z ojcem.
      Na bazie własnych doświadczeń przyrzekłam sobie, że nie pozwolę na
      taką sytuację w mojej rodzinie i słowa dotrzymałam. Rozwiedliśmy się
      się bez wciągania syna w nasze sprawy, bez szantażu emocjonalnego i
      z jasnym przekazem: my się rozwodzimy, ale ciebie kochamy oboje.
      Aczkolwiek z uwagi na chorobę alkoholową mojego eksa było to trudne.
      Oczywiście, nie z każdym da się itd itd. Ale na pewno warto
      bezstronnie rozwazyć, co jest najlepsze dla dziecka.
Pełna wersja