po co mu pesel dziecka?

04.07.08, 12:50
Mój były chce ode mnie wyciągnąć pesel naszej córki, tylko nie wiem
po co mu to jest potrzebne.
Mówił kiedyś że chce z Nią wyjechać za granicę, ale ja powiedziałam,
że nie wyrażam zgody na wyrobienie paszportu. Córa ma 8 lat a on
chce wyjechać w wakacje do Bułgarii. Ma pełne prawa rodzicielskie,
córka ma moje nazwisko.Czy jest możliwość, żeby wyrabiał paszport
albo inny dowód na dziecko bez mojej zgody???
On mi tłumaczy, ze to jest mu potrzebne dla jego syna(z pierwszego
małżeństwa) do jakiś dokumentów-tylko nie chce mówić do jakich.
Co mam o tym myśleć?Nie wiem, czy mu podawac czy nie bo mu nie ufam.
    • kicia031 Re: po co mu pesel dziecka? 04.07.08, 12:55
      Nam PESEL mojej pasierbicy byl potrzebny przy skladaniu podania do
      przedszkola dla naszego mlodszaka.
      • stacy3 Re: po co mu pesel dziecka? 04.07.08, 13:23
        Jego syn jest już pełnoletni i chyba ostatnio kupował mieszkanie.
    • pelagaa Re: po co mu pesel dziecka? 04.07.08, 13:24
      Jak facet blysnie intelektem, to pojdzie do urzedu miasta/gminy i
      tam, jako pelnoprawnemu rodzicowi, podadza mu pesel.
      A corka z pewnoscia Ci kiedys podziekuje za zablokowanie wakacji z
      ojcem za granica, ktore to zabronienie na pewno jest dla jej dobra.

      Im dluzej czytam samodzielna mame, tym bardziej rozumiem, ze
      niektorzy ojcowie porozwodowi maja przerabane, nie mowiac juz o
      dzieciach. Jaka szkoda, ze ci normalni ojcowie nieczesto trafiaja na
      normalne matki. No ale wtedy pewnie by sie nie rozwiedli...
      • kicia031 Re: po co mu pesel dziecka? 04.07.08, 13:55
        Ja pamietam odwrotna sytuacje u moich znajomych - matka chciala
        wyslac dziecko na zagraniczny oboz i zglosila sie do ojca o zgode na
        wyrobienie paszpotu, a na to tatus, ze nie. Bo, jak wyjasnila mi
        jego 2 zona, moze dziecko by tam zachorowalo za granica i tata
        musialby pokryc koszty leczenia.
        Godna podziwu przezornosc.

        Ale moze autorka watku ma jakies lepsze powody by sie nie godzic na
        wyjazd z ojcem, nie wiemy tego.
      • stacy3 Re: po co mu pesel dziecka? 04.07.08, 14:14
        Mam powody obawiać się puszczenia dziecka z ojcem za granicę. Choćby
        dlatego, że powiedział mi kiedyś, że tylko Ona go trzyma w Polsce,
        bo tak to by dawno wyjechał i tu nie wracał. Ma na pieńku z prawem i
        skarbówką, więc mam się czego obawiać.Nasz wspaniały sąd nie
        ograniczył mu praw bo nie jest alkocholikiem, nie molestuje i nie
        robi krzywdy dziecku. A to, że ja zostałam przez niego skrzywdzona
        nikogo nie obchodziło.
        Straciłam do niego zaufanie i mam podstawy bać się o córkę.
        • alika77 Re: po co mu pesel dziecka? 04.07.08, 16:31
          > Nasz wspaniały sąd nie
          > ograniczył mu praw bo nie jest alkocholikiem, nie molestuje i nie
          > robi krzywdy dziecku. A to, że ja zostałam przez niego skrzywdzona
          > nikogo nie obchodziło.
          No wiesz, w sumie logiczne, to sa prawa rodzicielskie a nie
          malzenskie. Mozna byc wspanialym rodzicem bedac beznadziejnym
          mezem/zona, wiec to, ze skrzywdzil Ciebie nie jest zadnym argumentem
          na ograniczenie wladzy rodzicielskiej. Ale doskonale Cie rozumiem,
          majac swiadomosc, na co faceta stac tez bym sie bala i pewnie nie
          puscila(zaraz zjedza mnie wszystkie obronczynie praw ojca wink.
          Paszportu nie ma szans wyrobic bez Twojej obecnosci lub zgody
          notarialnej, tak wiec tym nie masz co sie przejmowac. A co do peselu
          to wydaje mi sie to dziwne, w czym problem po prostu powiedziec, do
          czego mu to potrzebne? Jak dla niego taki problem zeby to wyjasnic
          to tym bardziej nie mialabym zaufania w kwestii wyjazdu.
          • pelagaa Re: po co mu pesel dziecka? 04.07.08, 16:49
            > zaraz zjedza mnie wszystkie obronczynie praw ojca wink.

            Ja osobiscie prawa ojca mam w nosie, gleboko. Mnie intersuja prawa
            DZIECKA i jego rzeczywiste dobro, a nie dorabianie dupie uszu i
            leczenia schiz kosztem dziecka.
            • totorotot Re: po co mu pesel dziecka? 05.07.08, 11:44
              Hahahah oj nie mogę smile))
              Pelaga po prostu jesteś the best smile)))))) "dorabianie dupie uszu" chya sobie to wrzuce w sygnaturke smile))
          • chalsia Re: po co mu pesel dziecka? 04.07.08, 23:44
            > Paszportu nie ma szans wyrobic bez Twojej obecnosci lub zgody
            > notarialnej, tak wiec tym nie masz co sie przejmowac.

            bzdura. Wystarczy, że złoży w sądzie wniosek o wydanie córce
            paszportu wobec niemożności uzyskania zgody od matki dziecka.
            I sąd taką zgode da bo nie ma powodu by dziecko na wakacje do
            Bułgarii nie pojechało.
            • alika77 Re: do pelaaga i chalsia :-) 05.07.08, 00:31
              Haha, akurat od was spodziewalam sie odpowiedzi na to co napisalam
              no i prosze... smile Wyjasnijmy moze raz na zawsze jedno: jestem jak
              najbardziej ZA prawami dziecka do spotkan z ojcem, kontaktow z nim i
              czego tam jeszcze. Jechalam z Polski do USA, z rocznym dzieckiem, po
              to, zeby przez dwa miesiace dziecko moglo z ojcem pobyc. Z ojcem,
              ktory kiedy bylam w ciazy wychodzil co wieczor z kolezankami, bo
              wstydzil sie ciezarnej dziewczyny, ktory potrafil uderzyc matke
              swojego dziecka w ciazy, ktory widzac, ze mam na rece dziecko i nie
              moze mnie uderzyc bral moja druga reke i walil nia o sciane, ktory
              nie dawal mi zadnych pieniedzy na cokolwiek, ktory zapieral sie
              rekoma i nogami przed tym, zeby go wpisac do aktu urodzenia, ktory
              powiedzial, ze mam w koncu wyjechac, bo za duzo go kosztuje.
              Pojechalam, bo to wszystko robil mi, a dziecko to dziecko, ma prawo
              ojca znac. Dorosnie, sama osadzi. Ale po pierwsze, nie kazda kobieta
              ma w sobie tyle sily i samozaparcia, a moze najzwyczajniej w swiecie
              masochizmu, a po drugie, kazda historia jest inna. Sa kobiety, ktore
              chca zrobic facetowi na zlosc nie dajac mu dziecka, ktore utrudniaja
              kontakty ojca z dzieckiem z czystej zlosliwosci czy urazy - i tym
              kobietom mowie stanowczo NIE. Ale sa kobiety, ktore maja racjonalne
              powody, zeby sie bac czy tez nie chciec dac dziecku ojca - i trzeba
              to zrozumiec. Jesli sa racjonalne podstawy, ze facet moze zabrac
              dziecko za granice i zniknac, to sorry, ja bym dziecka nie dala. A
              co do wydania paszportu, to mysle, ze skoro facet ma problemy z
              prawem i skarbowka to jesli jest to do sprawdzenia i zaden sa na
              paszport zgody nie da.
              • jogo2 Re: do pelaaga i chalsia :-) 05.07.08, 12:42
                Im dłużej żyję, to coraz bardziej robię się sceptyczna wobec hasła "stosunki:
                ojciec - dziecko swoją drogą, a ojciec - matka swoją". Rodzina, jak każdy żywy
                organizm, jednak tylko do pewnego stopnia da się rozłożyć na czynniki pierwsze i
                jednak nie wierzę, że facet, który pomiata matką, jest dobrym ojcem. Taką
                wykładnię się stosuje, bo stosunki rodzinne w ogóle dają się ułożyć na drodze
                prawnej tylko do pewnego stopnia, tzn. nie wszystko da się rozstrzygnąć
                sprawiedliwie w sądzie, kobiety zezwalają na kontakty z dzieckiem tak jak alik,
                bo nie wiem jak to ująć: chcą być "kryte", lub mieć spokojne sumienie, żeby im
                potem nastolatka(ek) nie przyszedł lub przyszła z pretensjami "zabrałaś mi
                tatusia". Do tego dochodzą filmy (na szczęście mało ich jest) wyssane z palca
                typu "Tato" z supermenem w roli głównej, które urabiają zbiorową opinię
                społeczną i poglądy jednostek i dla sądów i wszystkich organów decyzyjnych
                zasadniczą kwestią jest czy dziecko ma czy nie ma ojca, a to, że ojciec to
                nękacz i przemocowiec, który dezorganizuje życie i pustoszy psychikę dzieciakowi
                schodzi na plan drugi, a moim zdaniem powinno być na pierwszym.

                Nie wyobrażam sobie zycia w atmosferze strachu, że stracę dziecko, że w sumie
                dziecko straci życie, jakie prowadzi z matką i chyba jest mu dobrze w imię
                chorych ambicji i zawiści ojca.

                Ale teraz takie uzasadnione obawy matki traktuje się z dystansem, a alarm się
                podnosi, jak już jest za późno i mleko się rozlało i wszystko co można zrobić,
                to opisać całą sprawę na pierwszych stronach gazet.

                Wtedy tak, wtedy wszyscy współczują pani matce, ale ona ma takie współczucie
                zazwyczaj głęboko gdzieś i chętnie by je wsadziła współczującym głęboko w.... ,
                gdyby dzięki temu nie doszło do czego czasem dochodzi.

                I wtedy na sekundkę teza o tatusiu jako niezbywalnym elemencie życia dziecka
                zostaje odłożona, ale szybko się o tym zapomina i już na następny dzień wszystko
                wraca do normy, sądy wsadzają dzieci do domu dziecka za karę, że nie lubią
                tatusia, a mają mniej niż 13 lat i dopiero od tego wieku można bezkarnie nie
                lubić tatusia.
                • alika77 Re: do pelaaga i chalsia :-) 05.07.08, 17:02
                  Zgadzam sie z tym, ze zaczynaja robic sie jakies absurdalne
                  sytuacje, ze tata najwazniejszy, niezbedny, niezaleznie od tego
                  jaki, a matka, ktora nie chce pozwolic na kontakt, z miejsca jest
                  skreslona i zakrzyczana, bez wnikania w sytuacje. Ja osobiscie znam
                  historie, gdzie tata wywiozl niespelna 5-letniego syna do Niemiec.
                  Po jakims miesiacu zobaczyl, ze to nie zabawka, znudzilo mu sie i
                  zostawil malego pod drzwami domu matki (doslownie). Maly potem na
                  slowo tata dostawal histerii. I po co takie cos? Sa matki, ktore dla
                  czystej przyjemnosci wlasnej, urazonych ambicji i zlosci beda
                  utrudniac kontakty dziecka z ojcem, sa ojcowie, ktorzy nigdy krzywdy
                  by dziecku nie zrobili, ale jest tez odwrotnie, matki starajace sie
                  byc jak najbardziej w porzadku i ojcowie, ktorzy mysla tylko i
                  wylacznie o sobie. Mi caly czas chodzi o to, ze nie mozna
                  generalizowac, wkladac wszystkich i wszystkiego do jednego worka, ze
                  kazda sytuacja jest inna i wymaga innego podejscia.
                  Co do mnie to tak, pojechalam do ojca dziecka czesciowo po to, zeby
                  miec czyste sumienie, zeby dziecko mi nie powiedzialo za pare lat,
                  ze pozbawilam je ojca. Bo ja pamietam czasy, kiedy ojciec byl w moim
                  zyciu i czasy, kiedy go nie bylo. Znam jedno i drugie. I przysieglam
                  sobie, ze zrobie wszystko, zeby moje dziecko mialo w swoim zyciu
                  ojca - tak dlugo, jak dlugo on nie krzywdzi jej. Bo tu druga
                  kwestia, z ktora juz sie nie zgadzam - uwazam, ze mozna byc dobrym
                  ojcem nie bedac dobrym mezem/partnerem. To sie da rozdzielic, choc
                  na pewno nie bezbolesnie. Dla kobiet matka-dziecko to taki
                  symbiotyczny uklad "zostawiasz mnie, wiec to oznacza, ze zostawiasz
                  dziecko", ale to wcale nie musi byc takie czarno-biale. Znam
                  chlopaka, ktory niedawno, po 8 latach rozszedl sie z zona, za
                  obupolna wina, nie moze na spokojnie o niej mowic, taka ma na nia
                  alergie, ale nigdy przy dziecku slowa zlego nie powiedzial na nia,
                  stara sie spotykac z malym jak czesto moze, oprocz placenia
                  alimentow kupuje mu rzeczy, chlopiec ma pokoj w jego nowym
                  mieszkaniu. I co tu zarzucic? Bo wlasciwie idac tym tokiem myslenia
                  mozna uznac, ze skoro kobieta nie byla dobra zona/partnerka to
                  rowniez nie jest dobra matka, prawda?
    • jowita771 Re: po co mu pesel dziecka? 05.07.08, 13:40
      Jak będzie chciał, to pójdzie do urzędu i bez problemu dostanie pesel własnego
      dziecka, bo takie jego prawo, a Tobie nie ma obowiązku się z tego tłumaczyć.
      • stacy3 Re: po co mu pesel dziecka? 05.07.08, 21:31
        NIe chcę córce zabraniać widywać się z ojcem i tego nie robię.W
        ciągu roku szkolnego widywała się z nim dwa razy w tygondiu i co
        drugi weekend była u niego.Tylko co z tego, że zabiega o widywania z
        własną córką, skoro zostawia Ją ze swoja nowa partnerką w domu i
        jedzie do pracy a mi mówi,że nie powinno mnie obchodzić jak nasza
        córka spędza czas u niego.Po za tym tatuś notorycznie olewa
        alimenty.Płaci kiedy chce i ile chce.Jeszcze nie złożyłam sprawy do
        komornika ale mam zamiar to zrobic lada dzień-tylko wątpię w
        skuteczność komornika słysząc i czytając to jak oni działają.
        Co do peselu, to mogłabym mu dać, ale nie chce mi powiedziec do
        czego mu to potrzebne.Więc skoro kręci to niech kręci-ja mu w tym
        nie pomogę.
        I nie jestem zawistną i zaborcza matką.Wiem, że na stąpi ten dzień
        kiedy córka pozna sie na swoim ojcu i nie będzie chciała się z nim
        widywać.Zreszta już czasem płacze i nie chce jechać do niego. I co
        ja mam Jej mówić, skoro on ma przyznane sądownie terminy "widzeń"?

        pozdrawiamsmile
        • alika77 Re: po co mu pesel dziecka? 05.07.08, 22:02
          no i wlasnie o tym mowie, to, ze matka nie chce sie na cos zgodzic,
          nie oznacza, ze jest wredna, zawistna i w ogole najchetniej
          utopilaby dziecko w lyzce wody byleby nie mialo kontaktu z ojcem. Sa
          rozne sytuacje, rozne historie. Sam fakt, ze tata chce dziecko
          zabrac gdzies nie musi oznaczac, ze ma szczere intencje i jest taki
          kochajacy. To, ze matka nie chce sie na cos zgodzic nie musi
          oznaczac, ze jest wredna. Wiekszosc z tych panow sama wypisuje sie
          badz zostaje wypisana na wlasna prosbe z ukladu o nazwie "rodzina",
          organizuja sobie wlasne zycie, oczekujac jednoczesnie, ze to, co
          pozostalo ze starej rodziny bedzie na kazde ich zawolanie. Bo matka
          musi dac ojcu dziecko kiedy on akurat ma czas, bo nie moze wtracac
          sie w to, jak ono ten czas u niego spedza, bo nie ma nic do
          powiedzenia w kwestii wakacji... No sorry.
          A sprawa z peselem wydaje mi sie co najmniej dziwna i skoro on kreci
          i nie chce powiedziec po co mu to, to ja tez sprawy bym nie
          ulatwiala. I tyle smile
          • stacy3 Re: po co mu pesel dziecka? 06.07.08, 10:26
            Dzięki, że chociaż przez niektóre osoby nie zostałam całkowicie
            skrytykowana.
            Co nie zmienia faktu, ze dalej się boje o córkę.W drugiej połowie
            lipca ojciec miał Ją wziąc i gdzies wyjechać-nie wiem gdzie i czy Ją
            mu dać.
          • anita_zu Re: po co mu pesel dziecka? 06.07.08, 22:04
            "Bo matka
            musi dac ojcu dziecko kiedy on akurat ma czas, bo nie moze wtracac
            sie w to, jak ono ten czas u niego spedza, bo nie ma nic do
            powiedzenia w kwestii wakacji... No sorry."


            No sorry, a co ma zrobic taki ojciec??? On to juz w ogole nie ma nic
            do powiedzenia i tez nie moze sie wtracac w to jak Ty spedzasz wolny
            czas z dzieckiem i gdzie z nim na wakacje jezdzis. Ojciec to jakis
            gorszy gatunek czy co???
            • alika77 Re: po co mu pesel dziecka? 07.07.08, 03:08
              > "Bo matka
              > musi dac ojcu dziecko kiedy on akurat ma czas, bo nie moze wtracac
              > sie w to, jak ono ten czas u niego spedza, bo nie ma nic do
              > powiedzenia w kwestii wakacji... No sorry."
              >
              >
              > No sorry, a co ma zrobic taki ojciec??? On to juz w ogole nie ma
              nic
              > do powiedzenia i tez nie moze sie wtracac w to jak Ty spedzasz
              wolny
              > czas z dzieckiem i gdzie z nim na wakacje jezdzis. Ojciec to jakis
              > gorszy gatunek czy co???

              Wiesz co, nie chce mi sie tlumaczyc o co mi chodzilo, skoro nie
              zrozumialas co napisalam to i tlumaczenie nie pomoze. Napisze tylko
              tyle: niektorzy ojcowie naleza do gorszego gatunku, tak samo jak
              niektore matki. I tyle.
              • megan26 Re: po co mu pesel dziecka? 07.07.08, 07:51
                alika77 masz całkowita rację są oczywiście ojcowie i ojcowie tak
                samo jak i matki i matki. Nie można uogólniac i wrzucać wszystkich
                do jednego worka.Jak ja np napisłam kilka wątków niżej ze mojego
                dzieca nigdy samego do ojca bym nie puścila nawet jak by ojciec miał
                wyrok sądu, moje dziecko nie chce przebywać z nim samo to po
                pierwsze a po drugie akurat nasz "tatuś" wzbudza w dziecku negatywne
                emocje i psychika małej długo po jego wizycie nie może dojśc do
                siebie, więc po jaką cholerę ja mam dziecku fundować stres, ból itp.
                Ale zgadzam śie że są tatusiowie którzy wspaniale działają na swoje
                dzieci i takie matki powinny być zadowolone że ich dzieco jest
                szczęśliwe z ojcem. pozdrawiam
        • megan26 Re: po co mu pesel dziecka? 06.07.08, 11:15
          jak moja córka nie chciałby pójśc do ojca albo z nim i nawet jak by
          sądownie miał to ustalone to miałabym w nosie każdy wyrok dziecko
          nie chce to nie pójdze, dziecko nie jest przedmiotem którym może
          rządzic sąd i jeżeli nie chce to nigdzie nie pójdze. moja mała
          nigdzie z ojcem nie chce chodzić i ja szanuję jej decyzje i nigdy do
          głowy by mi nie przyszło by ją namawić do kontaktów z ojcem.
          Pozrawiam
          • chalsia Re: po co mu pesel dziecka? 06.07.08, 17:37
            > nie chce to nie pójdze, dziecko nie jest przedmiotem którym może
            > rządzic sąd i jeżeli nie chce to nigdzie nie pójdze. moja mała
            > nigdzie z ojcem nie chce chodzić i ja szanuję jej decyzje

            rozumiem, ze w takim razie uwazasz, że to dziecko będzie w takim
            razie decydować czy będzie chodzić do szkoły, a jak jej się nie
            będzie chciało, to oczywiście uszanujesz jej decyzje???
            • megan26 Re: po co mu pesel dziecka? 06.07.08, 20:33
              bez przesady nie potrafisz rozgraniczyć dwóch rzeczy?? Ciekawa
              jestem czy jak tobie ktoś nakazł by się spotykać z osoba której nie
              ufasz, której poprostu nie lubisz czy tak chętnie byś do neiej
              chodziła i jeszcze zostawała u takiej osoby na noc?? No nie
              przesadzaj jak można wogóle dziecko traktować przedmiotowo i to aż
              tak.
              • stacy3 Re: po co mu pesel dziecka? 07.07.08, 12:01
                U mnie córka nie zawsze chętnie chodzi do taty, ale chodzi bo boi
                się, że on Jej zrobi potem "awanturę".A jak ja z nim rozmawiam i
                mówię że córka nie chce iśc do niego to wychodzi na to,że ja "znowu
                stwarzam problemy i się awanturuję".
                Po za tym, która z Was dawałaby bez obawy dziecko ojcu, który kiedyś
                groził, że Je zabierze, wywiezie z kraju i więcej Go(dziecka) nie
                zobaczycie???
                Sąd nie słuchał albo nie słyszał jak o tym mówiłam przy sprawie o
                ograniczanie praw.Ośrodek rodzinny zalecił badanie psychologiczne
                ojca-sąd to olał!
                • megan26 Re: po co mu pesel dziecka? 07.07.08, 12:12
                  ja wiem że ojciec mojej córki wywołuje w niej niepokój wiem że mała
                  potem przez długi czas psychicznie nie może dać sobie rady ze swoimi
                  odczuciami i lękami, ale naprawdę mam w nosie że mój ex mysli że ja
                  mu utrudniam dla mnie najwazniejsze jest dobro dziecka a co on mysli
                  to jego sprawa. Ja na twoim miejscu stacy3 wniosłabym o badanie
                  psychologiczne albo sama bym je przeprowadziła i zaniosla do sądu
                  przeciez sądy są po to by dbac o dobro dzieci choć u nas niestety
                  chyba jest na odwrót ale my matki musimy o to dbac i walczyć ze
                  wszystkich sił. pozdrawiam
            • kicia031 Re: po co mu pesel dziecka? 07.07.08, 13:15
              rozumiem, ze w takim razie uwazasz, że to dziecko będzie w takim
              > razie decydować czy będzie chodzić do szkoły, a jak jej się nie
              > będzie chciało, to oczywiście uszanujesz jej decyzje???

              Sa dzieci ktore w ustawowym wieku nie sa dotowe do pojcia do
              przedszkola, labo nie osuiagaja gotowosci szkolnej, Wymuszanie tego
              na sile nie prowadzi do niczego dobrego - dlatego tak, ja zabralam
              swoje dziecko z przedszkola, kiedy nie byl gotowy i uczestniczylam w
              spotkaniach z ojcem, kiedy moje dziecko czepialo sie klamki i
              plakalo mamo, mamo, nie zastawiaj mnie.

              Dzieki temu poszlo w pozniejszym czasie do przedszkola bez traumy, i
              dzieki temu teraz nie dostaje drgawek na wodok ojca.
              • megan26 Re: po co mu pesel dziecka? 07.07.08, 13:30
                dokładnie. Dziecko musi się czuć bezpieczne w towarzystwie osoby z
                która przebywa musi ufać oraz ta osoba w tym wypadku tatuś musi mieć
                szacunek do dziecka i to dziecko stawiac na pierwszym miejscu a nie
                siebie. Niestety ojciec moej córki jest kompletnie nieodpowiedzialny
                a pozatym jego ego ma pierszeństwo przed dobrem dziecka, musiałabym
                wam tutaj przytaczac setki przykładow jego ograniczenia psychicznego
                a troszkę na tym sie znam ponieważ studiowałam psychologię, podam
                wam jeden przykład: przyszedł do małej i stoi na korytarzu, córka
                mów i błagała go dosłownie na kolanach żeby wszedł do domu bo ona
                nie chce z nim nigdzie sama pójśc a on na to z krzykiem do malej jak
                nie to nie ja ide a ty sobie przemyśl to gnojku!!!!! no sory i
                dziecko wołało za nim a on nawet sie nie odwrócił. przepraszam ale
                moje dziecko nie będzie miało kontaktu z osoba która ma zaburzenia
                psychiczne ona po tym incydencie przez 2 dni dochodziła do siebie.
                Czy macie może jeszcze jakieś watpiliwości?? a Co do szkoły i jej
                wyborów i tego że szanuję jej zdanie to moje dziecko zawsze przebywa
                wśród ludzi przychylnie jej nastawionych i gdzie czuje sie
                bezpieczna przebywa wśród ludzi którzy reprezentują sobą jakieś
                wartości a szkoła jest takim wlaśnie miejscem, a są przypadki znam z
                praktyki w ośrodku psychologicznym że dzieci źle czuły sie w danej
                szkole były xle traktowane bały sie i co taki rodzic miał zostawic
                dziecko w takiej szkole czy poszukać innej w której dziecko
                normalnie i bezpiecznie by sie rozwijało. Pozdrawiam
                • stacy3 Re: po co mu pesel dziecka? 07.07.08, 17:23
                  Megan dzięki za wsparcie.Chyba kiedyś kontaktowałyśmy się na gg, ale
                  potem zmieniłam numer bo zapomniałam tamtegosmile)Dawno tu nie
                  zaglądałam, ale problemy zostały...
                  Pozdrawiam gorąco.Mój gg 29042830-gdybyś miała ochotę pogadaćwink
                  • megan26 Re: po co mu pesel dziecka? 07.07.08, 18:06
                    jasne zaraz sobie numer wpiszę w gadu i jak zwykle rano jestem pa.
                • chalsia Re: po co mu pesel dziecka? 07.07.08, 22:34
                  > wyborów i tego że szanuję jej zdanie to moje dziecko zawsze
                  przebywa
                  > wśród ludzi przychylnie jej nastawionych i gdzie czuje sie
                  > bezpieczna przebywa wśród ludzi którzy reprezentują sobą jakieś
                  > wartości a szkoła jest takim wlaśnie miejscem, a są przypadki
                  znam z
                  > praktyki w ośrodku psychologicznym że dzieci źle czuły sie w
                  danej
                  > szkole były xle traktowane bały sie i co taki rodzic miał
                  zostawic
                  > dziecko w takiej szkole czy poszukać innej w której dziecko
                  > normalnie i bezpiecznie by sie rozwijało

                  jak najbardziej tak - jesli tak jak tutaj działania są podjęte nie
                  tylko z powodu tego, że dziecko mówi "nie", ale jest też wsparcie
                  fachowe.
                  Czym innym jest stwierdzenie raz lub od czasu do czasu "nie pójdę"
                  a czym innym gdy dziecko całym swoim zachowaniem przez jakiś czas
                  pokazuje, że coś nie gra i znajduje to tez potwierdzenie w
                  kontakcie z psychologiem.

                  Ja mam za sobą takie doświadczenie.
                  Coś się stało w czasie jednego z weekendów dziecka u ojca i potem
                  dziecko nie chciało iść do ojca. Mimo tego posłałam dziecko na
                  weekend u ojca. Była między tymi spotkaniami spora przerwa z powodu
                  chorób. Znowu okazało się, że dziecko nie chce jeździć do ojca.
                  Pogadałam z psychologiem. Powiedziała, że trzeba poczekać i
                  zobaczyć - dziecko musi zrozumieć, że to nie ono ustala kiedy z
                  którym rodziców spędza czas. Gdyby jednak po trzeciej wizycie u
                  ojca nadal niechęc do odwiedzin trwała, to wtedyt tzeba będzie
                  interweniować (czyli do sądu i zaprzestanie weekendów).
                  No i miała kobita rację. Po drugim weekendzie było już ciut lepiej,
                  na trzeci weekend dziecko pojęchało niechętnie (ale już nie tak jak
                  wcześniej). A po trzecim weekendzie wszystko minęło - jakoś dziecko
                  z ojcem i jego rodziną ponownie się "dogadali" - i od tego momentu
                  dziecko znowu chętnie jeździ do ojca. W tym okresie współpraca ze
                  strony ojca by zmienić nastawioenie dziecka była totalnie z-e-r-o-w-
                  a.
Pełna wersja