annes67
07.07.08, 15:39
dziewczyny, jestem w lekkim szoku , ale moze ktos mnie zrozumie i cos doradzi.
tatus dziecka stwierdzil ze tym razem alimentow nie bedzie, bo najpierw musi sie ze mna spotkac i to bez dziecka i porozmiawiac powaznie. nie obchodzi go to ze to nasze jedyne zrodlo dochodow bo ja ich nie mam , i ze nie mam z kim i za co zostawic dziecka by bez dziecka sie z nim spotkac.
dziecko urodzilam sama a on wpadal do nas jak mu pasowalo a teraz cos mu sie pozmienialo, i mu to nie pasuje.
sek w tym ,ze ja z trudem sie z nim widuje bo niszcy mnie psychicznie, boje sie tej rozmowy...nigdy nie bylo sprawy w sadzie o nas ale moze czas to uregulowac, ale czy na tym jeszcze bardziej nie strace.??
czy zawsze trzeba byc mila i tak najlepiej sie dogadac? ...nie potrafie, ciagle jak go widze czuje ten sam ból, i zal i...a minelo juz 5 lat jak jestem sam z tym wszystkim/
facet jest majetny dodam i boje sie ze umie tez zamataczyc by dopiac swego. z drugiej strony wyczulam ze jakos boi sie sadu...
chodzi tez o to ,ze jest totalnie nieodpowiedzialny jesli chodzi o pobyt z dzieckiem, i jesli sad kaze mi go dawac do niego...to chyba oszaleje., ze nie wiem co tam sie wyprawia.
rozumiecie cos z tego..? wiec bac sie tego sadu...
czy zrobic to spotkanie i gdzie ,jak...nic juz nie wiem
odezwijcie sie, moze ktos pokusi sie o zrozumienei mojej sytuacji na podstawie innych postow na tym forum, ew. je odszuka. nie mam sil wiecej pisac...