annes67
16.07.08, 21:36
po ponad tygodniowej burzy mozgow, rozmowie z prawniczkami z TOPD, walce o zalegle alimenty ,trudnych decyzjach ze teraz bedzie inaczej....cos sie stalo.
cos we mnie peklo. dzisiaj o n-tatus pierwszy raz na dluzej zostal zapakowany z dzieckiem . na 4 godz pobyli beze mnie.
nadrobil wszystkie zaległosci i pokazal malego (4l)gdzie chcial..
isynek wrocil do mnie ale juz nie do tej samej.
wole zeby mieszkal z tata( on nie chce a nawet wzbrania sie ) po 5 latach ( w tym ciaza)moje zycie palilo sie miloscia tylko dla tego dziecka, niechcianehgo przez nikogo., wiec staralam sie mu dac uczucia za wszystkich...ale teraz zostalaam samotna jak niogdy dotad,,,,i czuje...
nie jestem w stanie juz zajmowac sie moim dzieckiem...nie moge mu nic dac..."mamo dlaczego nie kupisz mi psa, -ogrodka, -auta..."co mam mu powiedziec...tatus mam kasy jak lodu a my tyle co na co dzien, obiad , sniadanie, kolacja, oplaty, wciaz dlugi...a tu jeszce dentysta...oby tylko na stówie sie skonczylo.
przed ciaza bylam u szczytu mego sukcesu w profesji, teraz nie ma mnie, i nie widze mozliwosci odbudoawnia tego.
i co powiecie..jakis dolek, czy raczej glebsza choroba diagnozujecie...
dobra wiem ,ze do psychologa. ale tu tez mozna ....
ps.
te laski co chca mi dokopac prosze kopnijcie sie same...