zkhanna
14.11.08, 14:48
Od sześciu lat samotnie wychowuję synów (15 i 12 lat). Samotnie w
pełnym tego słowa znaczeniu, bo ojciec chłopców widział ich ostatni
raz w 2002!. Po rozwodzie wyjechał za granicę, czasem do chłopców
zadzwoni- raz na kwartał albo i rzadziej. Zero kontaktów, zero
prezentów na święta czy urodziny, zero kina, zero wakacji itp.
Wszystko ja sama organizuję. Rano "wywalanie" chłopców do szkoły,
praca po 10 godz. dziennie, żeby można było jakiś poziom im
zapewnić, wracam do domu to lekcje, prace dodatkowe do szkoły. I tak
w kółko. W weekendy wspólne wyjścia itd. Nie zrozumcie mnie źle,
moje dzieci mnie absolutnie nie męczą, są fajnymi, dobrze uczącymi
się nastolatkami. To cała sytuacja mnie męczy.
A potem eks zadzwoni i mówi" Nawet nie wiecie jak tu we Francji jest
super. Inny świat!
Cynik- tylko to przychodzi mi wtedy do głowy.
...moim dzieciom ma być fajnie za 400 zł alimentów od ojca...